Nastają zimne czasy…

Standardowy

!!!Zwiąż mnie, zwiąż mnie, zwiąż mnie, zwiąż mnie!!!

Idzie zima. A w związku z tym, w rozmowach z Panem przewijają się sopelki.
Kiedyś się takim bawiłam… :-)
Poza tym kostki lodu..
Ale takie tarzanie się w śniegu.. :-) Czemu nie :-) Nie opuszcza mnie ta wizja… :-)

Idzie zima, otwierając przede mną tyle możliwości…

Su Anusz.

Klimatyczna. Wildest moments.

Standardowy

Wstęp
Klimatyczna.Początek.
Klimatyczna.Apartament.
Klimatyczna.Noc niespodzianek.

Z racji tego, iż ohydnie zapuściłam się z pisaniem, wrzucam całość.
Ciąg dalszy Klimatycznej…

CO DZIAŁO SIĘ NA KLIMATYCZNEJ?

Przypatrywałam się uważnie działaniom, ludziom dookoła mnie i starałam się wyłapywać jakieś rozmowy. Dopiero później zwróciłam uwagę na miejsce z różnymi narzędziami, a raczej to mój Pan zwrócił moją uwagę pytając się
- To co wybierasz?
Nie rozumiejąc o co chodzi, spojrzałam w kierunku który wskazał mi Pan. Zobaczyłam. Długa.. półka? A może długi stół a na nim różnego rodzaju wibratory, sznurki, wisienki, dyscypliny, no czego tam nie było, miałam wrażenie że tam było wszystko, ładnie ułożone, żeby ofiara mogła patrzeć co ją czeka.
Nie chciałam nic z tego. Zainteresowało mnie dwustronne dildo, taaakie długie, ja na jednym końcu, jakaś inna na drugim..
No ale trzeba wrócić na ziemię. Dalej klęczałam obok Pana, robiło mi się niewygodnie, uważałam na swoje 15 cm, nie chciałam żeby się zniszczyły.
Zmieniałam miejsca, raz klęczałam, raz stałam, później znów klęczałam, między nogami Pana.
Umiejscowiłam się wygodnie, czułam rękę Pana na karku i oglądałam spektakl…

Znajoma osoba, jak mogłabym zapomnieć o mężczyźnie, którego preferencje a raczej sposób ich odbierania wywarł na mnie takie wrażenie, strach i ciekawość.
Pan na koziołku został położony, przywiązany.
Jeszcze nie widziałam mężczyzny przywiązanego do koziołka, jakoś.. no nie wiem, nie przemawia to do mnie. Aczkolwiek jeśli to lubi..
Stopy miał wyeksponowane, nogi związane, wszystko ładnie pięknie.
I pani, która pojawiła się z tym panem powiedziała, że mają trzcinkę bambusową. Mokrą. Nasiąkniętą wodą.
Mojemu Panu zaświeciły się oczy, nie widziałam tego, ale jestem pewna że gdybym się odwróciła, to zobaczyłabym jak się świecą i ten Jego uśmiech, już planuje jak mógłby wykorzystać to narzędzie.
I po chwili usłyszałam blisko swojego ucha Jego głos.
- Chyba pożyczę od nich tą trzcinkę… – i zaczął snuć wizje, na dźwięk których wyskoczyła mi gęsia skórka. Na samą myśl o trzcince byłam niespokojna, a ona była mokra…
Byłam przerażona, a jeśli faktycznie Pan podejdzie i..
Nie dokończyłam myśli, bo zaczynało się show.
Zawsze mnie zastanawia. Ale tylko zastanawia. Jak to możliwe, że ten człowiek znosi taki ból. Osoby się zmieniały, z różną siłą uderzali różnymi patykowatymi narzędziami, ale nadal to było tak silne, myślę że ja po pierwszym razie użyłabym słowa bezpieczeństwa.
Bałam się, że ta trzcinka się złamie, a pani stojąca obok powiedziała że już kilka razy się tak zdarzyło.
Dalej uderzali, na zmianę, ten dźwięk mnie przerażał, ale nie uciekłam jak na ostatniej imprezie.
Zamach, chwila oczekiwania, ręka z trzcinką opada na stopę, charakterystyczny świst i plask uderzający o skórę. Przy każdym razie czułam jak mój żołądek podskakuje, w momencie gdy trzcinka stykała się z ciałem leżącego mężczyzny.
Zabawa trochę potrwała, faktycznie część była zainteresowana, część chciała złamać mężczyznę i waliła na oślep w stopy, a część się snuła po kuchni, zaglądała do pokojów i na balkon.

Duże wrażenie wywarła na mnie kobieta, Pani, która zrobiła wielkie wejście i przyszła spóźniona.
Po prostu byłam nią zainteresowana. Ale nie w jakiś sposób seksualny czy coś, zainteresował mnie jej wygląd i byłam ciekawa czy ma równie prowokującą, pewną siebie i interesującą osobowość. Zerkałam na nią często, przyszła z.. jeszcze nie umiem tego określać.
Z mężczyzną, przebranym za kobietę, która była suką.
Na początku, po wejściu, padła na kolana i całowała stopy organizatorki, patrzyłam na to z nieprzyzwoitą ciekawością. Później przeszły do salonu, czym wywołały zaciekawienie.

Ciągle byłam obok Pana, czasem siedziałam, częściej klęczałam, ale zaczęła się nowa zabawa.
Jak już widziałam trzech mężczyzn w roli uległych..
W takich momentach na imprezie wiem czego się spodziewać. Jest niemal pewne, że co najmniej jeden z mężczyzn odpadnie po takiej zabawie, albo nawet w trakcie.
Jak zabiorą się za nich panie, które uwielbiają bawić się męskimi uległymi.
Tym razem byli skrępowani. Leżeli na podłodze, ręce mieli związane z tyłu, do rąk mieli przywiązane nogi, sznur oplatał ciasno kostki, nadgarstki i… póki leżeli było ok.
Zorganizowane zostały wyścigi. Mieli się.. wić, czołgać? Po podłodze, do wyznaczonego miejsca.
Wszyscy świetnie się bawili oglądając starania trzech facetów, związanych, czołgających się po ziemi. Może i było to zabawne, ale.. dla mnie nie do końca. Miałam mieszane uczucia.
Nagle ktoś rzucił, że można posadzić na nich dziewczyny.
Uśmiechnęłam się na ten pomysł, i pomyślałam, że Pan pewnie mnie tam nie posadzi, i głośniej zachichotałam. Jeden uległy się wykruszył, powiedział dość, zostało się dwóch.
Nagle przestałam się śmiać. Co jeśli jednak mnie tam wyśle?
- A ty się tak nie śmiej, bo jedną z dziewczyn będziesz ty.- powiedział Pan i zaczął się śmiać na moje słabe protesty.
A ja spanikowana zaczęłam mówić, najciszej jak się da, żeby tylko Pan słyszał, że przecież nie, że on się złamie pode mną, coś mu się stanie, a jak mu serce wysiądzie, nie to zły pomysł…
Ale Pan powiedział. Ulegli wrócili na start. Ja z drugą Suką weszłyśmy na wycieńczonych facetów. I zaczął się groteskowy wyścig. Czułam się jak na wielbłądzie, kiwałam się na jedną i drugą stronę mając wrażenie że zaraz wyląduję na podłodze z głośnym hukiem. Ale jak już wczułam się w ruchy wijącego się pode mną uległego starałam się mu w miarę możliwości pomóc. Słyszałam sapania dwóch głosów, nadludzki wysiłek. Czułam się zażenowana, odpychałam się nogą żeby go odciążyć nieco, ale i to nie umknęło uwadze mojemu Panu i zwrócił uwagę na to, by nie pomagać.
Mimo mnie na plecach uległy poruszał się w miarę szybko, wydawał mi się silny, czułam pod sobą jego pracujące mięśnie, wiedziałam że każdy następny ruch sprawia mu trudność i robiło mi się go żal.
Drugi był gdzieś za nami, równie głośno sapał.
Rozejrzałam się dyskretnie. Przypomniały mi się sceny ze 120 dni Sodomy. Poczułam się jak jedna z bohaterek książki…
Nie wiedziałam jak jeszcze mogłabym pomóc uległemu pode mną. Ale znów zaczęli mówić, że mamy nie pomagać, także siedziałam bliska płaczu, słysząc jego głośny, już niemal charczący  oddech.
Doczołgał się, robiąc chwilę przerwy, ostatkami sił zbliżając się do stóp tej Pani, która zrobiła wielkie wejście.
Jak najszybciej z niego zeszłam. Nie pamiętam czy coś mówiłam, co zrobiłam jeszcze. Byłam zła że musiałam brać w tym udział. Mimo to uśmiechałam się, że to już koniec.

Ja mogłam siedzieć godzinami w kuchni. Robić kawę, układać, kroić, szykować, nalewać, sprzątać. Ale od tego była Kinga. Bardzo sympatyczna, i nawet teraz, po takim okresie czasu dobrze ją wspominam. Kilka razy zdarzyło mi się z nią porozmawiać, tak przelotnie. No i co z tego że to był mężczyzna?
Taki ładny strój kelnereczki, ładna peruka, sama zastanawiałam się nad zakupem takiego stroju. Z tego co pamiętam Kinga leżała na stole i była.. hmm… zabawiana prądem w dolnych partiach ciała..
W ogóle teraz na tej imprezie to ładnie prąd chodził. Nawet na ostatniej imprezie nie był tak rozchwytywany.
Psy dalej były dręczone. I naprawdę wyglądali jak “zbite psy”, jeden miał wzrok jakby chciał zabijać.
Kręciło ich to? Podniecało?
Prawdopodobnie tak, bo tylko oni zostali.

 

Jak już nóg nie czułam, jak już ścierpły mi maksymalnie, odważyłam się spytać Pana, czy mogłabym usiąść.
Pozwolił mi, a ja klapnęłam na tyłek i…
Jaka ulga :-)
Oparłam się o ścianę i oglądałam co będzie dalej…

 

Była chłosta na krzyżu, było jeszcze kilka akcji na koźle, na stole z psami i sympatyczną kelnereczką, później przeniosła się na krzesło.
I tak już emocje opadały powoli. Ja już czułam że ogarnia mnie lekkie zmęczenie, nogi też odmawiają posłuszeństwa, zrobiłam kawę dla Pana i siebie i piliśmy. Wyszedł na balkon. Ja jak wychodziłam dwa razy na balkon to bałam się, że ktoś zobaczy :-) ale tak pomyślałam, uruchomiła się moja delikatnie ekshibicjonistyczna natura, właściwie czemu nie? :-) to mogłoby być ciekawe :-)
Faktycznie, jakby ktoś zerknął w górę, zobaczyłby półnagie kobiety w otoczeniu eleganckich mężczyzn..
Nie przeszkadzało mi to :-) Chociaż jak Pan mnie okrył, przyjęłam gest z wdzięcznością i opatuliłam się szczelnie materiałem.

 

Pan powiedział żebym poszukała wolnego pokoju.
Zapytałam się a co będzie jak będą zajęte?
- To się spytaj czy można się dosiąść. – z tym zdaniem kotłującym się w głowie, tak żeby nie zapomnieć, ruszyłam na poszukiwania.
Pierwsze drzwi otworzyłam a tam…
Kobieta ujeżdżająca mężczyznę. Zatkało mnie a oni spojrzeli na mnie pytająco. I taka zakłopotana się pytam czy można się dosiąść.
A oni spojrzeli po sobie i wybuchnęli śmiechem. Powiedzieli że jasne, można i dziewczyna powoli się poruszała i patrzyła na mnie.
Jak szybko drzwi zamknęłam a oni tam coś mówili do siebie i znów wybuchnęli śmiechem.
Nie ma to jak zrobić z siebie idiotkę. :-) Dopiero później do mnie doszło jak to mogło zabrzmieć..
Poszłam po Pana i weszliśmy..
Pan zaprowadził mnie na drugi koniec łóżka, kazał się położyć na brzuchu i dawał mi klapsy. Liczyłam, dziękowałam…
Poczułam że materac już się nie ugina, była chwila spokoju, ugiął się jeszcze raz a ja czułam ciągle klapsy.
Później czułam szpicrutę, ale oglądając się za siebie zobaczyłam zafascynowaną dziewczynę, która jeszcze chwilę temu ujeżdżała mężczyznę leżącego obok.
Zaskoczona tym wszystkim, już nie wiedziałam, kto uderza. Ale zabawy posuwały się coraz dalej.
Byłam jeszcze bardziej zaskoczona, jak dziewczyna chciała się pobawić moją cipką. Zobaczyć jak daleko może się posunąć.
To co ona robiła było całkiem fajne, ale mimo jej długich palców nie potrafiła znaleźć mojego punktu, który Pan znajduje od razu. Ale nie mówię, że było źle :-) to było całkiem ciekawe doświadczenie :-)
Pytała się mnie czy lubię zabawy z tyłkiem. A ja szukając poratowania u Pana spojrzałam na niego ale nic nie mówił więc musiałam sama powiedzieć, że no tak nie do końca…
Lubię. Ale wolę jak bawi się mój Pan :-) jestem pewniejsza i z nim to zawsze jest przyjemne :-)
Fajne było :-) jak ta dziewczyna miętosiła mi tyłek :-) ooojeju to było :-) Pan to robi najlepiej, ale z rąk dziewczyny było całkiem ciekawe :-)
I dziewczyna z mężczyzną zajęli się sobą, a my z Panem sobą..
I nagle słyszę jęki.. tak się oglądam za siebie, a oni się pieprzą!
Pan się za ten czas położył, rozpiął rozporek i wyciągnął swojego kutasa, po czym złapał mnie za włosy i…
- Ssij Suko.
Tak, ten głos, taki cichy, słowa wypowiadane przez zaciśnięte zęby, ale je chciałam oglądać..
Zabrałam się za obciąganie, czułam zaciśniętą na moich włosach dłoń Pana, przyspieszał, pogłębiał, zwalniał, znów przyspieszał i jak załapałam rytm zwolnił nieco uścisk.
Za sobą słyszałam jęki, sapanie, słyszałam jak się zbliżają, prawie są na granicy, przestawali, znów się pieprzyli tak że całe łóżko latało, znów coraz bliżej byli ale znów chwilę przed przestawali.
Nie wiedziałam o co chodzi, ale wyjaśnili co to ma na celu, już dokładnie nie pamiętam.
Ja jeszcze obciągała kutasa mojego Pana, Słyszałam parę za sobą i to było cholernie podniecające, chciałam oglądać, ale miałam coś ważniejszego do robienia.
Zapadłam się czasem w kierunku tej pary, łóżko coraz bardziej drżało aż w końcu pozwolili sobie…
Tak..
Oni się ulotnili, my jeszcze leżeliśmy…

 

Dostałam szansę na orgazm, a nawet dwa, z Czarnym Przyjacielem, znów się zeszło w drzwiach trochę ludzi, wiem to z opowieści, bo nie rozglądałam się na boki. Robiło się tak spokojnie…
Trochę siedzieliśmy w salonie, oglądaliśmy co się działo. Ciasne wiązanie piersi pięknym, czarnym sznurem, perspektywa wisienek, do mnie to nie przemawiało.. to strasznie musi boleć.. MUSI, bo ja nie próbowałam. I nie chcę próbować.
Kobieta na widok wisienek rzuciła hasło bezpieczeństwa. Też bym tak zrobiła…
Później nie mogąc patrzeć, jak psy kaleczą masaż stóp, Pan w moim imieniu zaproponował Pani od wielkiego wejścia masaż w moim wykonaniu.
Ucieszyłam się gdy przystała na propozycję, chciałam się zbliżyć i móc ją obserwować z bliska.
Jeszcze nie masowałam stóp w pończochach. Także kolejne nowe doświadczenie.
I masowałam, skupiona na ruchach, toczyły się rozmowy, już takie leniwe, od niechcenia, masowałam i masowałam, klęczałam przed Nią, nóg nie czułam, tak okropnie bolało, ale dalej masowałam, w końcu po jakimś czasie Pan dosiadł się na kanapę po mojej lewej stronie i zaczęła się całkiem fajna rozmowa.
Pani okazała się.. Panią :-) w sensie prawdziwą Dominą :-) mimo strachu który we mnie wzbudzała całkiem przyjemnie się z nią rozmawiało :-) a Suka siedząca obok fotela Pani okazała się rozmowna, sympatyczna i zabawna :-) wywoływała mój śmiech :-)
Już coraz mniej ludzi było. Zostało się kilka osób, już tak sensualnie, spokojnie i powoli…
Poszliśmy z Panem do sypialni i się położyliśmy. Ja już naga, bez stroju, czułam się całkiem swobodnie.
Przytuliłam się do Pana i tak leżeliśmy, głaskał mnie, całował, przytulał i trzymał za to na co trafił akurat :-)
I tak pomyślałam, oczy zamknę tylko na chwilkę, wzbraniałam się przed tym ale musiałam na chwilkę zamknąć oczy..
Usnęłam.
Czułam jeszcze jak Pan wstaje, ale ja tak bardzo nie chciałam się budzić…
I spałam, nie wiem ile, chwilkę, czy dłuższą chwilkę, ale Pan w końcu wszedł i powiedział że musimy się zbierać.
Pan oczywiście nie mógł sobie odpuścić i zaczął mnie łaskotać, gryźć… :-)
Ale jednak jak trzeba to trzeba, z lekkim ociąganiem ale wstałam.
Wyjrzałam przez okno. Słońce wschodziło, mimo że było chłodno i zmarzłam taka naga.
Oglądałam powoli budzące się do życia miasto, ludzi wychodzących na spacery z psami (bez aluzji żadnej!!!), do pracy, do szkoły, do kościoła czy gdzie tam jeszcze, nie mając tej świadomości, że niektóre jednostki po nocy pełnej wrażeń dopiero się ubierają i wracają na ziemię, do zwykłych śmiertelników, zstępują między nich przywdziewając kostium przeciętnego Kowalskiego.

 

 

 

Su Anusz.

Palące pragnienie

tumblr_m9c43p7ezR1qb76dno1_1280
Standardowy

Stoję i czekam.
Mam zasłonięte oczy, tak jak lubię chociaż się do tego nie przyznaję, lodowaty i silny dreszcz przebiega przez cały mój kręgosłup gdy słyszę chociażby najcichszy szmer. Zdaję sobie sprawę, że z emocji robi mi się gorąco.
Czuję drgnie powietrza, gdy Pan przemieszcza się po pokoju. Lekko przekręcam głowę to w lewo, to w prawo nasłuchując konkretniejszego odgłosu.
Związane ręce zaczynają mnie boleć.
Nogi mam niczym nieskrępowane.
- Pamiętaj moja Su, masz się nie ruszać. Jeśli tylko drgniesz zaczynamy wszystko od nowa.
Pamiętam te słowa wypowiedziane przez mojego Pana w samochodzie, zupełnie spokojnym i pewnym tonem. Nie spojrzał na mnie. Nie uśmiechnął się. A ja coraz bardziej kuliłam się w sobie na samą myśl, co się będzie działo po zamknięciu drzwi…

Do rzeczywistości przywraca mnie świst dyscypliny.
Cała się spinam i sztywnieję.
- Bez ruchu Suko. Pamiętaj.
To jest głos mojego Pana, tuż przy moim uchu, złowieszczy szept ale jednocześnie podniecający do granic możliwości..
- Tak Panie mój, dobrze, bez ruchu, pamiętam. – powiedziałam cicho skupiając się na tym co słyszę.
Pod wpływem przesuwających się po moich plecach ramion dyscypliny zadrżałam, przy czym mięśnie na pośladkach spięły się najmocniej.
No tak, na początek to drażnienie..
Jak szybko się zaczęło tak szybko się skończyło. Teraz poczułam dłoń Pana na karku, delikatnie masował okolicę. Przechyliłam głowę na bok i już miałam zacząć mruczeć, gdy nagle poczułam mocne uderzenie na plecach.
Na chwilę odebrało mi oddech.
Jeszcze w uszach dźwięczał mi plask z jakim ramiona dyscypliny wylądowały na moich plecach. To nie była aksamitna. Ani czerwona. To była ta długa, czarna z supełkami.
Zbierałam w sobie oddech żeby zacząć liczyć i podziękować, ale poczułam drugi. Tym razem gwałtownie wypuściłam powietrze.
Czułam jak ból się rozchodzi od miejsca uderzenia do ramion, na boki i wsiąka w głębsze warstwy.
- A kto podziękuje? I czemu nie liczysz? – głos Pana ciągle był jakiś taki cichy za bardzo i taki… straszny… Tak więc zmobilizowałam się i wydyszałam „dwa” i podziękowałam.
Czułam jak Pan mnie okrążył, w końcu stanął obok i złapał za pierś. Ugniatał tak, jak lubię najbardziej, i przyznaję się do tego, ugniatał, łapał, ściskał, czasem mocniej, czasem pieszczotliwie, łapał za sutka, przyszczypywał i ciągnął a ja wiłam się i jęczałam z powodu kłębiących się uczuć podniecenia i bólu.
Przestał. Od razu postawiłam uszy. Pomyślałam, o nie, oby nie chłosta z przodu…
Ale zaszedł mnie znów od tyłu i od razu uderzył w pośladki. Podskoczyłam w miejscu i głośno wciągnęłam powietrze. Czułam jak łzy stają mi w oczach. Ale nie, przecież tego nie zrobię, nie teraz, nie tak..
Odczekałam chwilę, wypuściłam powietrze, kolejny głębszy oddech i dopiero wtedy powiedziałam „trzy” i podziękowałam.
Było mi już niewygodnie, ręce bolały bardziej i bardziej, wiedziałam że później opuścić je będzie ciężko, ale stałam dalej.
Pozwoliłam sobie trochę potuptać w miejscu, ale widocznie to było dopuszczalne, bo nie poczułam ani uderzenia, ani nie usłyszałam głosu wyrażającego niezadowolenie.

Czekałam dalej, a Pan podszedł, przywarł do mnie całym ciałem i zajął się tym razem obiema piersiami, delikatnie i powoli.
Chciałam się wić, próbując kusić ocierałam się pośladkami o Jego krocze, tak blisko, dając do zrozumienia, że właśnie tego chcę, chcę poczuć Jego kutasa w sobie, chcę się rżnąć…
Ale Pan mnie przejrzał..
Powiedział że jestem niedobra, że kuszę i… kolejne uderzenie na pośladki..
Ugięłam kolana, prawie łącząc prawe z lewym i zagryzłam wargi.
Zbliżał się szloch. Ale chciałam go stłumić. Także całkowicie w bezruchu zastygłam. Usta mi się wykrzywiły na tyle, na ile pozwalała zagryziona warga. I drżałam. Szloch się przemieszczał. Ale nie wyrwał z mojej piersi. Wzięłam głęboki wdech nosem. Opadł na dół. Wypuściłam.
Powiedziałam „cztery”, podziękowałam.
Jeszcze 3 razy na plecy. I 3 na pośladki.
Każdy raz był kończony pieszczotą. Czy to głaskaniem pośladków, delikatnym pocałunkiem, albo pieprzeniem cipki palcami. Zawsze było coś miłego, łagodziło ten ból i łzy, które i tak w pewnym momencie pociekły wbrew mojej woli. Było wszystko ok, tylko one tak po prostu poleciały. Nie bolało tak bardzo, tak żebym nie zniosła tego bólu, nie szlochałam, nie krzyczałam, nie wyłam.
Czułam piekące plecy i pośladki, tak bardzo piekące i czułam pulsujące podniecenie rozpalonej, spragnionej i mokrej cipki.

- Dziękuję Panie mój… – wydyszałam, czując szarpiące mną emocje.
- Proszę bardzo, moja Su. – na koniec Pan uśmiechnął się szelmowsko.

Było  cudownie.
Było tak, jak chciałam…

 

Tak, to są moje dzikie fantazje :-)
Dzisiaj tak jakoś mnie wzięło.
Pomyślałam o dyscyplinie rano i tak się rozwinęło.. i spodobała mi się ta wizja. I chcę mocno, tą dyscypliną której nie darzyłam głębszym uczuciem. A teraz mam na nią ochotę. Wielką.. 
Chcę czuć ten ból powoli rozchodzący się po wszystkich warstwach mojego ciała, tak żeby każdy mój nerw był zniewolony tym słodkim uczuciem, żeby zaprowadziło to aż między uda, wywołując pulsowanie, gdzie już będę na granicy i będę skamleć o orgazm, o rżnięcie, o cokolwiek jeszcze..
Znowu być kompletnie obnażona, przerażona, naturalna, pewna siebie i Pana, bez zbędnych dodatków, tylko ciało i sznur, gotowa na wszystko, na najgorsze w najlepszym wydaniu…
Jeju, kiedy…?

Błagam…

Su Anusz.

Wanilia&Pieprz

Standardowy

 

Prysznic.
Stary przyjaciel, który na ostatnim spotkaniu rozpoczął serię orgazmów.
Nie doliczyłam się ich w końcu, ale ten pierwszy w wannie i ostatni na pożegnanie były najlepsze.
Między nimi cała akcja…

To była taka wanilia z domieszką pikantnej i wyrazistej nuty.
Bo i leżenie, i przytulanie, oglądanie filmu, jedzenie w łóżku, przytulanie, pieszczoty takie od niechcenia…
I wiązanie, losowanie narzędzi rozkoszy, odbijanie na moich pośladkach i udach, strzelanie po pysku, podduszanie pasem, rżnięcie, podgryzanie, szczypanie i dręczenie łaskotaniem.
Największe wrażenie zrobiło na mnie wiązanie.
Oglądaliśmy obrazki na telefonie, oprócz osławionego między nami obrazka z brutalnością trafiło się zdjęcie dziewczyny siedzącej tyłem i związanej.
Pan się pyta: chcesz tak? Bez zastanowienia odpowiadam tak, i dopiero po chwili, jak Pan wyciągał już sznur, zaczęłam myśleć co ja właściwie powiedziałam.
Ale spełzłam z łóżka na podłogę, klęczałam odwrócona tyłem do Pana a On kończył kolejne sploty.. obowiązkowo zasłonięte oczy i wyostrzone pozostałe zmysły..
Cóż, nie podobał mi się sposób, w jaki moje piersi kolejny raz były wystawione.
Już najczarniejsze myśli mnie dopadały. Ale samo to, że jestem związana, podkręcało mnie.
Pan się mną bawił, złapał szpicrutę i oklepywał moją cipkę, ciągle upominając, że uda mają być szeroko rozsunięte…
Wcześniejsza zabawa, kiedy leżałam na łóżku polegała na tym, że losowałam sobie narzędzia. Zaproponowałam, że wylosuję trzy narzędzia. Pan się zgodził wspaniałomyślnie i zaczęło się losowanie. Złapał narzędzie w czarnym futerale i się pyta: tak czy nie?
Ja po chwili wahania odpowiadam: nie.
Trochę byłam rozczarowana, bo powiedziałam nie trzcince, którą akurat chciałam poczuć, tak przez chwilkę, ale już czekało mnie kolejne narzędzie.
Pan się zapytał: tak czy nie? Odpowiedziałam kolejny raz nie.
Dobrze się składało, bo to był krótszy patyczek, jeden z dwóch, którymi Pan wybijał rytm na moim ciele jak na perkusji.
Kolejny raz padło pytanie, tym razem powiedziałam: tak.
Zła decyzja. Trafił mi się patyczek nieco grubszy od trzcinki. Nie lubię go. Ale losowanie trwało dalej.
Na końcu wyszło, że wylosowałam same patyczki. Kijek, szpicrutę i coś jeszcze.
Po chwili moje pośladki i uda były usiane czerwonymi śladami, przesuwając dłonią mogłam wyczuć pęczniejące pręgi.
Miałam cichą nadzieję, że będą ślady…

Ślady są do dzisiaj. Jeden na lewym udzie z przodu. On mi się bardzo podoba. Już jest siniakiem, mimo kilku dni nadal wyraźnym. Drugi też na udzie prawym z przodu, znacznie wyżej, i lekko niewidoczny. Są jeszcze z tyłu. Tyłek mnie bolał przy siedzeniu. Przez jakieś.. trzy dni.
Ale cieszyłam się, że są ślady. Lubię na nie patrzeć. I przypominać sobie, co i z jaką siłą lądowało na mojej skórze…

Pan pokazał mi wiązanie, które od jakiegoś czasu mocno mnie intrygowało.
Mianowicie, kończyny są związane tak, że trzeba chodzić na łokciach i kolanach.
Sznura starczyło na nogi, dobrze związane, ciasno, dłonie przycisnęłam do twarzy i spróbowałam tak chodzić. Spodobało mi się, mimo tego że po chwili czułam ból kolan i łokci. Pan usiadł na łóżku i kazał mi do siebie przyjść! To było wyzwanie.. kołysząc się i momentami tracąc równowagę stanęłam między nogami Pana. Podniosłam głowę i spojrzałam w górę w poszukiwaniu kolejnego polecenia i..
Kutas Pana już na mnie czekał. Ochoczo otworzyłam pyszczek i już po chwili, próbując przyzwyczaić się do ograniczonego zakresu ruchu, zajmowałam się tym, co lubię najbardziej.

Żeby czytać książkę, Pan musiał mnie wprowadzić w stan upojenia alkoholowego. I tak piłam, piłam, najpierw jedno piwo, później prawie pół drugiego, a że mam raczej słabą głowę i znam swój limit powiedziałam „Dość”. Oczywiście nie na głos. Bo to jest niedopuszczalne, chociaż tej nocy Pan pozwalał mi wyjątkowo na wiele. Chociaż jak biegłam za daleko to sprowadzał na moje miejsce. Różnymi sposobami…
Zabrałam się za książkę.
Dostałam od Pana. Na Walentynki. Książkę.
Taka zadowolona byłam, jeszcze jak przeczytałam ten krótki opis z tyłu, wiedziałam że trafił w dziesiątkę z tą książką.
Co się okazało, to trylogia (nie chodzi o Greya, Crossa czy o coś jeszcze innego, w sumie Crossa to jest więcej tych części, prawda?), a ja mam pierwszą część.
Pierwszy raz kiedy ją otworzyłam, a było to zaraz jak otrzymałam prezent od Pana, powiedział żebym przeczytała jakiś fragment.
Trafiłam na opis lewatywy… jeszcze nie wiedziałam co to jest, bo wyrwane z kontekstu, ale jak to, co? Wlewa jej wodę do.. A Pan wiedział od razu i uświadomił Su…
Pochłonęłam ją w kilka dni, była cienka, ale przedłużałam moment kończenia, tak jak czasem jest z orgazmem, już coraz bliżej, czuje się to mrowienie i zaciskanie, ale.. nie nie, jeszcze nie teraz i dalej zabawa. Chyba że tylko ja tak robię..
W każdym razie. Książka tak mnie wciągnęła, że planowałam już zakup drugiej i trzeciej części. Ale, żeby było zabawniej, pierwsza część cieniutka, druga za to nieco opasłe tomisko. No może lekka przesada ale opasła trochę jest. 
Także ta część mnie pozytywnie zaskoczyła, mimo że miejscami mnie męczyła, gównie tym ciągłym mieszaniem czasu teraźniejszego ze wspomnieniami.
Ale tym razem, zaznaczałam fragmenty które w jakiś sposób na mnie podziałały.
Nie mówię o samym podnieceniu, bo chyba musiałabym całą książkę zaznaczyć.
Ale jakieś rozczulenie, czy znajome zachowania, słowa, sytuacje, coś co mnie zaskoczyło, coś co mnie zaciekawiło..
Tą część też mogłam szybko skończyć. Ale narzuciłam sobie, że będę ją czytać jak najdłużej. I pod koniec książki czytałam po kilka  kartek tylko.
Trzecia część. Męski punkt widzenia. Tu już nie było tej ekscytacji z drugiej części, ta trzecia była raczej.. ciepła i dająca nadzieję. Pokazująca, że mimo z pozoru beznadziejnej sytuacji zawsze jest jakieś wyjście, kompromis, tylko dwójka ludzi ma współpracować ze sobą. Razem.
Ta część wydawała mi się lekka, i ją przeczytałam już normalnie, bez żadnego czekania czy wyliczania kartek.
Ciekawi tytułu?
To dobrze, bo zamierzam o tej trylogii napisać.
Ale wszystko w swoim czasie…

Nie miałam dużo czasu na pakowanie i rozważanie, czy zabrać tę rzecz czy może inną. Miałam tylko.. 3 godziny tak naprawdę. A prysznic musiałam wziąć, włosy umyć, przygotować się. Bo Pan zadzwonił, powiedział spakuj to to i tamto. I na 15 będę.
Ledwo się wyrobiłam…
Ale w biegu schowałam koszulkę. Którą kupiłam specjalnie na spotkanie.
Rozważałam czy ją zabrać, miały być tylko te rzeczy które wymienił Pan.
I już ją miałam do szafy chować ale nie. Wrzuciłam do torby i pomyślałam, Pan się nie spodziewa, to dobrze, zabiorę ją.
Przebrałam się w pokoju. Wyregulowałam ramiączka, żeby coś niecoś mi się nie wysunęło, bo miało być w miarę przyzwoicie (trudno rozmawiać o przyzwoitości, jak cały tył  był z siateczki prześwitującej…).
Tak mi się podoba ta koszulka. Taka czarna, falbaniasta z wykończeniami z błyszczącego materiału, odcięta w pasie z kokardką (ta kokardka mnie uwiodła!), piersi otulone materiałem, ramiączka też falbaniaste… Z przodu taka zmysłowa dyskrecja natomiast z tyłu.. wszystko jak na tacy.
Podoba mi się strasznie. Taką właśnie chciałam.
Ale reakcja Pana, jak wrócił do pokoju..
Nie spodziewał się, myślał pewnie że jak wróci to będę leżeć zakrywa kołdrą na granicy snu.
A tu niespodzianka…
I rżnął mnie, jak byłam w tej koszulce. Pamiętam, byłam padnięta. Chyba wtedy miałam trzy orgazmy pod rząd. Jeden za drugim. Ale czułam się wtedy tak blisko z Panem.. był taki delikatny i czuły, ale tylko z początku, bo za chwilę daliśmy się ponieść..
Długo zajął mi powrót do świata żywych…

Po tym cudownym stanie, w którym się znalazłam przytulając do Pana i usypiając, nastał poranek. Poranek wiązał się z końcem spotkania a koniec spotkania z powrotem na ziemię.
Niiiiee chciałam się buuudzić.. Ooo nie…
Ale trzeba było wstać.
Bolały mnie ręce, nogi, cipka, wszystko co możliwe, myślę że nawet język.
Nie byłam pewna co do porannych zabaw, aale.
Jak tylko Pan wsunął powoli w moje wnętrze palce. Chciałam więcej.
Mimo początkowego bólu, im dalej było coraz lepiej. I chciałam żeby mnie pieprzył, chciałam jeszcze i jeszcze…!
Finał zaliczyłam i ja i Pan.
Chodzi mi po prostu o to, że czując ból przy początkowym wkładaniu, dalej jest cudownie. I to ciągle jest dla mnie niepojęte.
Mimo zużycia ja chcę więcej i więcej..
Pamiętam do dzisiaj to uczucie…

 

I coś, co myślę że może się przydać.
Dla Pań, żeby nie musiały doświadczać tego na własnej skórze i dla Panów, żeby pomogli swoim Paniom uniknąć cierpienia.
Syndrom miesiąca miodowego. Dowiedziałam się o tym wczoraj, mimo że miałam taką sytuację już kilka razy.
Myśląc, że to zwykłe zapalenie pęcherza łykałam neofuraginę. Cztery razy po dwa razy :-) i na następny dzień już nie było czuć prawie nic. Stosowałam się do ulotki w opakowaniu. I skutkowało.
Tutaj jest napisane bardziej w moim klimacie o tej dolegliwości, a tutaj bardziej pod kątem medycznym.
Wiem co to za ból, i nie życzę nikomu czegoś takiego.
Ból, pieczenie, niekomfortowe uczucie ciągłego parcia na pęcherz. 
I jeszcze nie można się niczym zająć, bo ciągle się kursuje do toalety..

Bo jak ból to tylko z ręki Pana…

 

 

Spotkanie, które było potrzebne nam obojgu.
Spotkanie, które uważam za cudowne, wspaniałe i takie inne od poprzednich. Każde jest inne. Ale to było wyjątkowe w swojej inności.
Czekam teraz na następne, w międzyczasie snując kolejne marzenia i fantazje…

 

Su Anusz.

Sucze Fantazje *Historia*

Standardowy

- Mmm, iść się już przebrać..? – wymruczałam do swojego Pana, jeszcze się tuląc i łapiąc ciepło z Jego ciała.
Dostałam przyzwolenie, uśmiechnęłam się lekko i postanowiłam wstać. Jeszcze chwilę się przekomarzaliśmy na temat tego, co będzie dalej, po moim wkroczeniu do pokoju, jeszcze sennie podeszłam do biurka, zabrałam swoją różową torbę niespodzianek i poszłam do łazienki.
Wiedziałam że jest już późna godzina, tak dobrze nam się spało, ale nie odpuszczę tego pomysłu. Nie. Za bardzo się na niego napaliłam, za dużo czasu na niego poświęciłam i włożyłam, w przygotowania całe swoje serce.
Muszę wyjść i się pokazać, nawet jeśli miałabym się w tym położyć spać.
Ominęła mnie chłosta.
Nie wiedziałam, czy się cieszyć czy płakać. Miała być, tak się bałam, widziałam sznury dyskretnie przywiązane do nóg łóżka i to powodowało, że przebiegały po moim kręgosłupie silne dreszcze. Podniecenia? Strachu?
Jednego i drugiego zapewne.
Wróciłam do łazienki. Wyciągnęłam wszystko, czego potrzebowałam, bodystocking z ostatniej imprezy klimatycznej, woreczek z akcesoriami, kosmetyczkę.
Przeczesałam włosy, poprawiłam makijaż, i nie mogłam się doczekać aż założę całą resztę. Siłowałam się zakładając nogawki od bodystockingu, ale w końcu założyłam.
I wiedziałam że popełniłam błąd, bo nie miałam jak założyć ogona. No to znów się rozebrać, zapiąć ogonek, założyć.. Eh!
A ja już chciałam wychodzić!
Założyłam uszka, założyłam łapki. Zapięłam swoją obrożę. Spojrzałam w lustro.
Wilczyca.
Nie kotka, pielęgniarka, policjantka. Wilczyca.
Wszędzie pełno było kotków. A ja nie jestem kotek. Ja jestem Sunia. I nie będę z siebie kotka robić.
Znalazłam na necie uszka i ogonek. Doszyłam kokardki. Łapki zrobiłam sama, z futerka. Też kokardki doszyłam.
No ogólnie to kokardki były wszędzie gdzie się dało. Nawet na ogonie i przy obroży.
Narysowałam sobie czarną kredką nosek i wąsiki. Jeszcze raz się obejrzałam. No mnie się podobało, jeszcze jak się spodoba mojemu Panu to :-) będzie cudnie :-)
Padłam na kolana, żołądek się lekko zwinął. Zależało mi na tym, żeby efekt się spodobał…
Nacisnęłam klamkę, ramieniem pchnęłam drzwi i wyszłam. Z pochyloną głową, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Jak podeszłam wystarczająco blisko podniosłam głowę.
Zachciało mi się śmiać z samej siebie, co ja robię…
Ale Pan.. no wydaje mi się że był zachwycony, Jego uśmiech, to jak mnie oglądał i mówił że ciekawy pomysł, że bardzo fajnie :-) tak, to chciałam usłyszeć :-)
Ale za chwilę wydarzyło się coś, czego się zupełnie nie spodziewałam..
Klęczałam przed Panem, najpierw kazał mi zamknąć oczy, za chwilę je zasłonił.
Po chwili usłyszałam znajomy dźwięk, klamry od pasków. Bransolety. Na nadgarstki. Tak dawno ich nie czułam, przerażenie wróciło, co się stanie?
Ta niepewność sprawiła, że automatycznie wykonywałam czynności. Pan mnie prowadził, delikatnie podnosił moją rękę żebym ja to zrobiła, opuścił, drugą sama podniosłam, później pociągnął mnie za sobą, poszłam za Nim grzecznie, oczywiście na kolanach, Pan mnie ustawił i… coś mi zadźwięczało w głowie, ale jeszcze nie wiedziałam co..
Poczułam za plecami łóżko. I nagłe olśnienie. Przecież ja o tym pisałam. Wydaje mi się? A może mi się śniło? A może deja vu?
Okazuje się, że Pan spełnia moją fantazję :-) jak zawsze zresztą :-)
Ale nastąpiła mała modyfikacja. Ręce owszem, rozłożone, ale związane w taki sposób, że klęczałam i leżałam na łóżku jednocześnie.
Nioe spodobała mi się ta pozycja, bo za chwilę mój Pan zaczął mi wiązać nogi tak, że były rozłożone.
- To po to, żebyś ich nie składała – zadrżałam na dźwięk Jego głosu. Poza tym, tak rozłożoną łatwo było mnie chłostać po piersiach..
Czując obezwładniający strach, co chwila podnosiłam się na tyle, na ile pozwalały mi związane ręce. Nic nie widziałam. Czułam, nasłuchiwałam.
Po chwili byłam pozbawiona wzroku i zakneblowana tą słodką, czerwoną kuleczką na pasku. Świetnie. Jeszcze nie mogę śliny połknąć. Coś jeszcze? Chyba pomyślałam to w złą godzinę, bo poczułam dłonie Pana w bliskim pobliżu moich piersi…
Jęknęłam przestraszona i drgnęłam. Co teraz? Co…?
Bliżej nieokreślone uczucie, jakby coś przyklejanego do piersi, coś.. ale nie wiem co.
Prąd? O nie, tylko nie to.. Skoro jedna nakładka jest tutaj, to druga będzie niżej..
Ale okazało się że nie. Że to nie prąd. Do tej pory nie jestem pewna co to było, ale myślę że to były wisienki wibrujące.
Jak Pan włączył wibracje.. kolejny raz zadrżałam, ze strachu, myśląc, że to jednak prąd. Ale nic się nie zmieniało, ani natężenie ani odczucia także byłam pewna że to wisienki.
Teraz podnosiłam się po to, żeby przełykać ślinę.
„Ale czy to nie do tego służy? Żeby ślina ciekła strużkami po brodzie?”, w takich sytuacjach naprawdę, mam skłonności do filozofowania, chociaż wtedy nasila się mój „brudny język”…
I czekałam co dalej…
- Chyba muszę przypomnieć ci, gdzie twoje miejsce… – i już wiedziałam, że mam przerąbane.
Na udach czułam trzcinkę, dyscyplinę, chyba tą czerwoną co lubię ją czuć na piersiach przy rżnięciu, był kij, który Pan specjalnie na tą okazję zabrał.
Panikowałam, mocno panikowałam, ale to jeszcze nie był koniec.
- Chciałaś ostatnio chłostę cipki, taką mocną.. teraz jest idealna okazja… – o nie. Ja? Coś takiego mówiłam? Ja?
- Poproś.
Staram się spiąć i poprosić, ale knebel mi tego zadania nie ułatwia, także maksymalnie wysilam swój język próbując powiedzieć „Proszę”, ale w rezultacie wychodzi jakiś bełkot, który sprawia, że się rumienię ze wstydu.
Ale Pan zrozumiał. I poczułam trzcinkę na udzie.
Kurczę, ale gdybym napisała, że.. mi się to nie podobało :-)
Ja chcę knebel częściej :-) będę wierszyki recytować :-) albo książkę będę czytać :-)
Za chwilę Pan skupił swoją uwagę na mojej cipce, co chwila drażniąc okolicę.
Odechciało mi się spać. Czujnie leżałam i nasłuchiwałam. Pan wyszedł zapalić? I tak po prostu mnie zostawił?
chyba za bardzo się rozluźniłam, bo poczułam plaśnięcie i słowa „Ale ja tu jestem” wwiercały się w moją głowę.

Pan bawił się mną, drażnił igłą, wbijał ją, w końcu pomyślałam, że przebije się na drugą stronę, czułam zapach spirytusu, którym przetarł to miejsce, ale stwierdziłam, nie zrobi tego przecież..chyba? Nie?

Pan ułożył mnie na nowo, tym razem na łóżku, cały tył był do jego dyspozycji. Nogi przywiązane, rozłożone, tak samo ręce.
I na zmianę, pośladki, plecy, pośladki, uda, pośladki… był pas, pas był mocny i po raz kolejny łzy w oczach mi stanęły. I kijek. I dyscyplina. I tyle to trwało.
Poproś.
Poproś…
POPROŚ…
Prosiłam. Co dziwne, nie robiłam tego wbrew sobie. Prosiłam bo chciałam.
Leżałam, przyjmowałam razy, prosiłam.
Oczy mnie piekły, chociaż wcale to nie było takie straszne.
I Pan się zapytał. Czy chcę jeszcze pas, tak mocno. Sucza część mnie krzyczała tak, jeszcze pas jeszcze pas, jeszcze mocno!
Pokręciłam przecząco głową i cicho wybełkotałam nie, czując łzy porażki. Nie podobało mi się że tak łatwo zrezygnowałam. Że odpuściłam. Dlatego nie lubię mieć wyboru, bo zazwyczaj żałuję. A jak już się zdarza ten jeden moment na milion. Że mogę wybrać, zadecydować. To staram się żeby to przyniosło zadowalające skutki i dla mnie i dla Pana. 
Z drugiej strony wiedziałam, że jak będzie jedne mocny pas (wiem, że byłby naprawdę mocny), to bym nie dała rady i bym się rozbeczała jak dziecko.
Nie lubię płakać. Ale czasem to silniejsze ode mnie.
Po tym jak Pan skończył się śmiać, triumfalnie, mówiąc tym samym bezgłośnie „Wiedziałem, że tak powiesz”.
Powoli mnie rozwiązywał, ja bezwładna leżałam, Pan wyciągnął knebel z moich ust i położyliśmy się, ja wtulona w Niego…
Chciałam igieł. Chciałam od dawna. Akurat Pan zaproponował podwiązkę.
Przepełniona strachem ale i ekscytacją, jak to będzie, igły na udach, jak to będzie boleć, a przede wszystkim, jak będzie wyglądać podwiązka z igieł i sznureczka?
No ale. Położyłam się na brzuchu. Cała ceremonia przygotowania. Waciki, spirytus, rękawiczki..
Już same te działania budziły we mnie strach. A jak Pan przymierzał się do wbicia pierwszej igły, spanikowana podskoczyłam na łóżku jak oparzona i zaczęłam krzyczeć „Nie! Czekaj! Czekaj! Chwila! Muszę się psychicznie przygotować!”.
Jakie to było… szalenie niewłaściwe! Teraz mi głupio że tak wyskoczyłam..
Ale Pan cierpliwie poczekał, wzięłam kilka oddechów, powiedziałam „Już” i się zaczęło.
Jęczałam, stękałam, piszczałam… a ledwo igła się wbiła w moje ciało. Czułam jak się przesuwa, dalej i dalej, i wybija się drugą stroną. Myślałam po raz kolejny, że to gdzieś 5-8 cm. I już moja wyobraźnia zaczęła działać, jak igła przebija się przez mięśnie, krwawię i w ogóle.. ale to tylko moja wyobraźnia… :-)
Kurczę no, bolało. Może nie bardzo ale bolało. I jak już igła była w środku to piekło.. nie pamiętam czy na plecach miałam takie samo pieczenie po przebiciu igły.
Ale za chwilę była druga, też kilka oddechów i jazda.. też bolało, też się kręciłam, jęczałam, stękałam..
I też piekła. Trzecia tak samo.
Później Pan przewlekał sznureczek czerwony. Coś tam misternie układał, wiązał…
Ja wstałam, podeszłam do lusterka ii :-) no efekt mi się spodobał :-) i tak pomyślałam, iść na imprezę klimatyczną w takim gorsecie z igieł i wstążek, z podwiązką taką jak ta, na którą patrzę… :-)
Położyłam się, Pan zrobił zdjęcia i nadszedł moment.. wyciągania!
- Szybko czy wolno…?
Chwila zastanowienia… wolno.. ostatnio było wolno.. to teraz szybko?
Zdecydowałam jednak że wolno, ale w ostatnim momencie krzyknęłam że szybko :-) coś za często krzyczę..
Pierwsza igła, ból, szybkie pozbycie się.. i moje mieszane uczucia. Bolało. Ale z drugiej strony jakoś.. tak.. podniecało. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale czułam w dole takie ściskanie..
Później była druga. Podobne w odczuciu. I trzecia. I się zastanawiałam jak to możliwe że takie skrajne emocje, uczucia we nie budzą igły..?
Trochę się wstydziłam powiedzieć Panu o tym, że to mnie podniecało, to szybkie wyciąganie.. dla mnie samej to było dziwne, dzikie, niecodzienne i w ogóle jakieś pokręcone..

Tydzień temu, ehh… :roll:

Usnęliśmy.
Byłam spokojna. W końcu nie przytulałam się do misia. Tylko do mojego Pana.
Spokój, bezpieczeństwo.. Czego chcieć więcej…

She wolfPodwiązka

Su Anusz.

Schoolgirl, Little Slut.

Standardowy

Patrzę w gwiazdy.
Na chwilę oderwałam się od pisania. Bolący tyłek uniemożliwia dłuższe siedzenie. Dające znać o sobie uda uniemożliwiają chodzenie.
„Wanilia”, taaaak jasne..

Wczoraj o tej godzinie leżałam w wannie z Panem. Milczenie, przez dłuższą chwilę wydawało mi się takie naturalne, nie trzeba słów, wystarczymy My i to wszystko wyjaśnia.
Nic więcej nie trzeba…

A spotkanie zaczęło się zupełnie inaczej. Moimi obawami, czy aby na pewno robię dobrze zamykając się w łazience z moją torbą pełną tajemnic…

… decyzji nie żałowałam, ale to, co się wydarzyło nie przyszłoby mi do głowy nawet w najśmielszych marzeniach.

Wczoraj się widzieliśmy. Po miesiącu abstynencji. Nienawidzę tak długiego okresu jak się nie widzimy.
To jest cała historia, zależy czy wiem wcześniej o spotkaniu czy nieco później.
Jeśli wiem na przykład tydzień wcześniej, po przez pierwsze trzy dni jest ok. Ale już w czwartym zaczynam się denerwować. Czemu ten czas nie płynie szybciej?
I stwierdzam, że mam za dużo czasu.
Jak już są dwa dni to niemal nie sypiam ze zdenerwowania i przejęcia.
No bo musi być dopięte wszystko na ostatni guzik.
A w dzień, w którym mamy się spotkać… jest najgorzej. Czas się wlecze tak jakby robił to specjalnie. I ja myślę że minęła godzina, a to dopiero 5 minut…
Jak już zbliża się godzina, na którą mam być gotowa.
Szaleję. Suszę włosy, kończę makijaż i ubieram się w tym samym czasie.
W końcu przystaję, mówię do siebie „Spokojnie Su, po kolei” i układam sobie punkt po punkcie co przez najbliższe 15 minut będę robić.
Udaje się :-)

Jeśli. Dowiaduję się dwa-trzy dni wcześniej to wpadam w popłoch. Mogę sprawiać wrażenie niezadowolonej, na co Pan często mi zwraca uwagę, lecz przemawia przeze mnie zaskoczenie. I planowanie najbliższych dni.
To już wtedy pełne trzy dni się denerwuję. I chodzę spięta. Jestem opryskliwa, szczęśliwa, złośliwa i zadowolona. A jak przyjdzie ten dzień. Ten najważniejszy, to Nasze święto…
Robię wszystko żeby ten czas mi zleciał ale.. nie zawsze się udaje.
Wtedy jeszcze bardziej czuję się zdenerwowana, mam wrażenie, że czegoś nie spakowałam, czegoś nie zrobiłam, zapomniałam o czymś, nie zdążę, tu będzie źle, tam będzie źle.. Popadam w paranoję…

Jak wychodzę z domu. Jeszcze napięcie mnie nie opuszcza. Szukam samochodu, idę, szukam.. jest.
Dopiero jak siadam na miejscu pasażera, to napięcie ustępuje i na jego miejsce wpływa nowa fala napięcia. Tego erotycznego, zmysłowego, z nutą niecierpliwości i zaciekawienia. Przestawiam się. Niemal czuję, słyszę jak coś we mnie klika i wszystko, co zostawiłam za sobą nie ma znaczenia. Liczy się tylko to, co przede mną. Co mnie czeka.

A co mnie czeka na wczorajszym spotkaniu nie wiedziałam…

 

Czuję Panie mój, oj czuję tą ‚wanilię’…

c.d.n.

 

Su Anusz.

Ostatnie tchnienie. [3-ost.]

obedience
Standardowy

Klęczę przed moim Panem, nie wiem jak się znalazłam w tej pozycji, nie pamiętam, pamiętam tylko, że…
Weszliśmy do sypialni, bliżej Salonu Zabaw. Tam zabawiała się para i M.
Przyglądałam się, jak dziewczyna przyjmuje razy trzcinką, rozbawiły mnie jej reakcje, kręciła się na łóżku, jęczała, piszczała, o nie nie, już. Szukała swoich granic.
A M. podjął się zadania ukazywania tych granic.
Po chwili para się ulotniła…
Palce mojego Pana w zawrotnym tempie wbijały się w moją cipkę, z drugiej strony czułam trzcinkę spadającą na moje pośladki.
Dyszałam, skamlałam, jęczałam i opierałam czoło o Pana, bo tego było za dużo.. Czułam trzcinkę, ale skupiłam się na tym co się dzieje między moimi nogami. A jak Pan skończył. Czułam się jak ogłuszona, jeszcze wirowałam, nie potrafiłam powiedzieć niczego. To mi się hmm.. Bardzo podobało. Bardzo bardzo. Ale Pan upomniał, podziękowałam M. za trzcinkę i zostałam z Panem sam na sam: tylko ja, On i rżnięcie…

 

-  Hahaha, spójrz jak wyglądam! – oglądając wilgotne kosmyki włosów w lustrze, usłyszałam cichy śmiech mojego Pana. Tak to jest jak się trzyma głowę w umywalce podczas rżnięcia. Nie znałam celu dla którego Pan zaprowadził mnie właśnie tam. No dobrze :-) miałam pewne podejrzenia, no ale :-) podejrzenia a rzeczywistość.. :-)
Po wejściu i zamknięciu drzwi oparłam się właśnie o mokrą umywalkę i nie zwracając uwagi na to, że coraz bardziej mi mokro, oddawałam się swojemu Panu.
Czasem zerkałam w lusterko, tak, brakowało mi rżnięcia przy lustrze, patrzeć na swoje ciało i to jak Pan mnie rżnie, widzieć go za sobą i swoje oczy, przymknięte, rozchylone wargi, gdy wszystko kumuluje się w środku, narasta i…
- Wychodzimy już – oderwałam się od swoich myśli nieświadoma tego, że stoję wpatrzona w swoje odbicie, trzymając kosmyk włosów.
Wyszliśmy.

W Salonie Zabaw ktoś leżał na koźle. Okazało się, że to mężczyzna. Ja klęczałam obok Pana, Pan siedział i przyglądaliśmy się całej akcji.
To było dla mnie niepojęte. Mężczyzna leżał przywiązany do kozła, nogi miał zgięte w taki sposób, by był łatwiejszy dostęp do jego stóp. I chłosta. Jakaś packa była, jak zobaczyłam i usłyszałam, z jaką siłą packa uderza o jego stopy zrobiło mi się prawie słabo. A mężczyzna podczas każdego uderzenia powtarzał, że “fajne”. Po pewnym czasie, już po kilkunastu słowach “fajne” wypowiedzianych bez zająknięcia zaczęłam się irytować.
No ok, chłosta stóp jest przyjemna, dobrze. Ale taka siła, jaka była demonstrowana na nim to.. Po pacce była trzcinka. Zwiększenie siły. Dyscyplina, zwiększona siła, trzcinka, jeszcze mocniej…
Facet to po prostu lubi.
I mój Pan dostrzegł takie urządzenie. Było proste, chodzi mi o budowę, nic skomplikowanego na pierwszy rzut oka. My akurat zajmowaliśmy się moimi sutkami i wisienkami. Bo Pan dostrzegłszy wisienki zarządził, iż zapnie je na moich sutkach.
Tak więc zaraz jak ujrzał zabaweczkę i dowiedział się, że to prąd..

Niemal pobiegliśmy do sypialni.

Położyłam się. Nie byłam do końca przekonana co do tego urządzenia, ale okazało się nieszkodliwe. Przynajmniej na najniższych obrotach. Bo te wyższe nie do końca mi przypadły do gustu. I jak na piersiach mi się nie podobało, tak na plecach i pośladkach :-) mogłabym tak godzinami :-)
Nie lubię tylko jak ktoś mi się przygląda. Wszedł mężczyzna. Usadowił się na przeciwko mnie, twarzą w twarz. A leżałam na brzuchu. I przytrzymał mi głowę tak, że nie mogłam się ruszyć. Speszyło mnie to mocno. Pan się dalej bawił, momentami z moich ust wydobywały się jęki, ni to bólu, ni rozkoszy. W końcu pod natarczywym spojrzeniem zamknęłam oczy.
To mnie po prostu zawstydzało delikatnie. Nie to, że było mi widać piersi czy że z gołym tyłkiem biegałam. Tylko to, że ktoś oglądał moje reakcje.
No ale facet się zapędził troszeczkę. Troszeczkę bardziej niż troszeczkę. Ale mój Pan stanął w mojej obronie i grzecznie aczkolwiek dobitnie wytłumaczył o co chodzi. A ja w tamtym momencie chciałam wyjść..

Po wejściu do Salonu, jak już nieco się uspokoiło. Pan posadził mnie na koźle. Tak, teraz My testowaliśmy :-) No oj, kozioł jak kozioł :-) zrobił na mnie wrażenie, jak się położyłam na plecach na nim. Ale wolę coś konkretniejszego, dyby albo krzyż. :-) No dobrze, bardziej dyby :-)
I w pewnym momencie znaleźliśmy się w sypialni. Tej, która najbardziej mi się podobała.

Pan jak już napomknął o Czarnym Przyjacielu.. :-) oczy mi się zaświeciły :-) i tak tak :-) oczywiście już teraz :-) Proooszę :-)
A jak przyszedł :-) i dał mi go do ręki :-) czułam to rosnące podekscytowanie :-) Za drzwiami ludzie, kto chce może wejść zobaczyć..
Pan ustawiał się już tak, żeby dobrze rżnąć mnie palcami. Ale ja nie chciałam tak.
– Ja bym chciała, żebyś mnie zerżnął swoim kutasem, od tyłu. Proszę, Panie mój…- powiedziałam drżącym głosem i już po chwili stałam wypięta, pochylając się i czując jak mój Pan mnie rżnie. Czułam to delikatne mrowienie w środku, uwielbiam jak Pan rżnie mnie od tyłu…  To jest wtedy.. o masakra.. i tyle.. a im bardziej się pochylałam tym lepiej mi było.. I za chwilę się pytałam, czy mogę dojść.
No i ten orgazm to.. odleciałam. Czułam jeszcze jak mną wstrząsa i usłyszałam głosy. Ale jak to?
Co się okazało, narobiłam hałasu i hmm.. kilka osób zaciekawionych, co się dzieje?, przyszło sprawdzić..
Ale mi było wstyd. Ja jeszcze dobrze nie kontaktowałam, opadłam na łóżko, szumiało mi w głowie, nie pamiętam czy oczy miałam zamknięte czy patrzyłam niewidzącym wzrokiem.. Coś tam pamiętam, ktoś się odezwał, jakieś zarysy postaci..
Ale ja nie kontroluję tego. Dochodzę, krzyczę i.. koniec. Tak jest, to cześć mnie i ja tego nie zmienię.
Jakoś się na łóżku położyłam, i chciałam iść spać, bo tak dobrze mi było że.. wtulić się w Pana i spać :-)
Później było jeszcze raz, w towarzystwie interesującej Trójeczki i…
Toczyły się rozmowy, w kuchni, w Salonie, część gości już wyszła, część zajęła sypialnie, by w kameralnym gronie się pobawić.
Ja pamiętam że już wtedy moje seksowne 15 cm :-) przekonało mnie, że najlepiej w tych butach się jedynie chodzi albo leży na łóżku i się pieprzy :-)
Ale po chwili usiadłam sobie.. ze zniecierpliwieniem odpinałam paseczki. A gdy miałam już je zdjąć.. podrażniłam się. A jak już się ich pozbyłam.. :-) nieopisana ulga… ubyło mi kilka centymetrów. Czułam się taka malutka w gronie. Ale najważniejsze że już jest mi wygodnie.
I za chwilę Pan powiedział żebym się przebierała, bo jedziemy do domu.
Jeju, jaka szkoda że już się kończy… Tak bardzo nie chciałam, żeby to był koniec.. To znaczy :-) chodziło mi o imprezę. Tak fajnie było..

Poszłam do łazienki się przebrać. Oczywiście wyszłam z łazienki, informuję że jestem gotowa do wyjścia a Pan się śmieje i pyta się gdzie mam spódniczkę.
No pięknie.. a ja spódniczki nie założyłam.. świetnie.. :-)
Ale zawinięta w sweterek była, także szybko ją naciągnęłam na tyłek, ubrałam buty, płaszcz. Poszliśmy się pożegnać z resztą, która się została… i ja naprawdę nie chciałam wychodzić..
Ale rano, to znaczy za kilka godzin, trzeba było wstać..
I pojechaliśmy do domu.
Jakiś cudem weszliśmy do środka. A było :-) hmm :-) trudno nieco… :-)
I w pokoju, marzyłam tylko o tym, żeby się położyć. Rozbierałam się, rzucałam ciuchy gdzie popadnie, założyłam koszulkę wyjątkowo, i wyjątkowo bez majtek, wskoczyłam pod kołdrę i mój Pan zaraz obok mnie. I nie mogę na tym skończyć :-)
Bo mimo że wyszliśmy z imprezy. :-) jeszcze się pobawiliśmy.. :-)
Co prawda byłam zmęczona, ale rżnięcie :-) od tyłu :-) przed snem :-) no jak, nie nie, nie można zrezygnować z rżnięcia przed snem :-) to tak jakby zrezygnować z kawałka pysznej, mlecznej czekolady, gdy jest na wyciągnięcie ręki, kusi zapachem, wyglądem, i jak się przymyka oczy to prawie się czuje jej smak na języku i jak się rozpływa… :-)
Ja miałam z tego zrezygnować? :-) z rżnięcia? O nie :-) i tak było mi ciągle mało, najchętniej to bym całą sobotę w łóżku spędziła i rżnęła się z moim Panem.. ale musieliśmy wrócić na ziemię…

Dobrze chociaż, że tą noc spędziłam z Nim, w Jego ramionach, bezpieczna, szczęśliwa, zadowolona, wtulona… spokojna.

 

~ Koniec ~