Jak deszcz poskromił Su.

Standardowy

Wracałam z miasta.
Napisałabym, że pogoda współgrała idealnie z moim nastrojem, deszcz, szaro i ponuro, ale po zakupie dwóch par butów humor nieco mi się polepszył.
Podniosłam głowę, znowu ją opuściłam. Próbowałam się wyprostować, iśc normalnie, ale po raz kolejny opuściłam głowę. Krople deszczu spadały gdzie popadnie, na powieki, na usta, policzki, włosy poskręcane od wilgoci, kurtka w ciapki. I moja głowa, ciągle pochylona.
Pomyslałam tak z głupia frant, że nie ma co, deszcz mnie poskromił…

Przypomniały mi się te wszystkie razy, kiedy mój Pan mnie poskramiał.
Jak klęczałam przed nim, bojąc się podnieść wzrok, innym razem wrecz przeciwnie, podnoszac głowę i bezczelnie patrząc się na Niego z wyzwaniem. Ten raz, kiedy otrzymałam swoje imię i medalion przed zgromadzonymi, zwieńczony niespodziewanym, siarczystym spoliczkowaniem. Te razy, kiedy pochylałam głowę bliska płaczu marząc o tym, żeby Pan mnie w końcu przytulił, bo już nie mogłam znieśc bólu. Albo ten raz kiedy było mi wstyd za swoje zachowanie.
Czasem boję się spojrzeć w Jego oczy. Czasem robię to specjalnie, prowokując i oczekując.. kary, parsknięcia śmiechem, podniecającej, krótkiej konwersacji, obietnicy zerżnięcia za moje nieposłuszeństwo.
Teraz po prostu mi tego brakuje.

Jego oczu, zapachu, dłoni, ciepła. Rozmów, spania, jedzenia w łóżku, ogladania głupawych filmów, komentowania ich i przysypiania na reklamach.
Usypiania przy muzyce, wtulania się w siebie, ciasno oplatając Jego ciało niczym bluszcz owijający się wokół wieży zamku.
Budzenie się w środku nocy, spłycenie oddechu i wpatrywanie się jak spokojnie śpi.
I myśli, że mamy jeszcze kilka godzin dla siebie, a na razie wtulić się i brać z tej chwili tyle, ile się da…
Usypiam wtedy mocno. Budzę się na dźwięk budzika, który z dziką chęcią wyrzuciłabym przez okno.
I powrót na ziemię, ale pominę ten element.
Tak to jest, rozpłynąć się w marzeniach… wspomnieniach… aktualnie w pragnieniach…

 

 

 

Jeszcze żyję, jeszcze nie odpuszczam…

 

 

 

 

Su Anusz.

Lubię szybkie numerki…

Standardowy

… i własnie dlatego taki „szybki numerek” napiszę. :-)

Mam w końcu chwilę czasu.
Masakra :-) ostatnio jest po prostu jedna wielka MASAKRA.
To aż fizycznie boli…
Nie miałam kiedy napisać że mój Pan przyjechał :-) 
uspokoił rozszalałą Sukę.
I to tak cudownie uspokoił, pod każdym względem :-) 
I od środka i z zewnątrz i psychicznie i fizycznie.. a nie, fizycznie to była tylko rozgrzewka dla mnie :-) tak to już jest, przy jednym albo dwóch orgazmach :-)
Były też takie przez telefon :-) 
fajnie aczkolwiek dosyć dziwnie czułam się z nogami na ścianie :-) Ah, bo był Czarny Przyjaciel i to było całkiem ciekawe :-) zimna ściana :-) i w ogóle :-) 
ah kilka takich „razów” było :-) takie niespodziewane :-) 
jeden nawet przed pracą, co mnie kompletnie rozwaliło :-) 
A jak się przyjemnie później pracowało :-) nuciłam pod nosem, tanecznym krokiem chodziłam i myślałam o poranku :-) 
Jakie to słodkie było :-) i nikt nie wiedział czemu mam taki doskonały humor… :-)
Aaa, moja słodka tajemnica :-) 
Tylko hmm.. :-) 
Chciałabym coś MOCNIEJ.. :-) jeju no tęsknię za laniem… :-) czegoś mi brakuje.. :-) 
Tego wszystkiego, co było na spotkaniach… :-) 
Już cokolwiek poczuć, nawet trzcinkę, albo chociaż kabelek.. :-)
W sumie ostatnio to sama kabelkiem się trzaskałam.. jak skakałam na skakance. Jedna jest z materiału ale nie umiem jej obsługiwać (to taka wymówka.. ;-) ), i jest skakanka z żyłki i z takiego kabla. 
Żyłką bardzo bolało jak uda obijałam :-) a kabelkiem :-)
aż mnie dreszcze przelatywały :-) 
Tylko to nie były celowe działania. Plątałam się w tym kablu iii a to z tyłu na łydki padało, później na uda.. i chodziłam z takimi śladami. 
Po jednym dniu znikały.. :-( 
smutne :-) ale tak to już ze mną jest ;-) 
Ostatnio myślałam, jakby to było stanąć po drugiej stronie bata :-) irracjonalne, ale :-) złożyłam skakankę na pół. I już kombinowałam, na kim można byłoby użyć, jak, czy by mi się spodobało.. :-) 
Ale odsunęłam te myśl od siebie. 
Na razie wolę być po tej właściwej, ULUBIONEJ stronie bata :-) 
Na wszystko przyjdzie czas i miejsce…

Kolejny raz nie wiem, kiedy napiszę ;-) 
może za kilka dni, może kilka tygodni :-) a może zaraz ;-) 
Jedno wiem na pewno.
NAPISZĘ.

 

 


Ah, te szybkie numerki *rozmarzona*… ;-)

 

 

Su Anusz.

Myśli niezwiązane

Standardowy

To taki wpis z początku maja. Jakoś nie mogłam sie zebrać, żeby go wrzucić…

 

Na początku chciałam napisać, że komentarze w najbliższym czasie ogarnę. Na spokojnie wszystko się ułoży… :-) Bo komentarze to takie bardziej złożone działania.. :-)

 W piątek zrzuciłam juz swoja maskę obojętności, i zaczęły się niecne poczynania.
Podchody robiłam, sugerowałam rózne rzeczy, i niby przypadkiem zabralam Czarnego Przyjaciela pod poduszkę, żeby sprawdzic czy słychać jego wibracje, i PRZYPADKIEM zostawiłam go pod poduszką..
Cóż.. za dużo tych przypadków :-)
Pan mimo wszystko pozwolił na te 10 orgazmów (maksymalnie) a ja miałam mieszane uczucia.
Ale tak bez Pana używać Czarnego Przyjaciela? No jak to tak?Jednak zwierzęce instynkty wzięły górę nad postanowieniami i jak już późny wieczór nadszedł, zaczęłam się bawić…

 Na 10 orgazmach nie stanęło, ostatni był podwójny. Wyszło 11. Obiecałam że 10 będzie.
Mogłabym tak dalej, ale jak 10 to 10, a tu już 11..
Taak, tym razem czułam, że te 10 to taka dobra rozgrzewka.
Mimo wszystko nic więcej. Nic. Nienie nie ma mowy!
Nie mogłam się rano dobudzić, następnego dnia. Pan dobrze wiedział że to po tych nocnych ekscesach i tylko sie śmiał. No lubię pospać, ok, ale no hmm.. wybitne problemy mam po.. aktywnych nocach..

 

Ciąg dalszy huśtawki emocjonalnej. 
Jeszcze wszystko dwa razy nasilone. Cóż, miesięczna tradycja…
I jeszcze coś. 
Coś bardzo ważnego. 
Jest zawsze. Czasem czuć Ją bardziej, czasem tylko delikatnie. Czasem zaciska się wokół człowieka niczym wypielęgnowane, smukłe dłonie zakończone krwistoczerwonymi szponami na gardle. 
Czasem wywołuje delikatny uśmiech na ustach. 
Zresztą, czy Tęsknota może wywoływać uśmiech na ustach?
Mimo szczerych chęci, mimo że starałam się dostrzec coś pozytywnego w Niej. Nie potrafiłam. 
Bezbrzeżny smutek, permanentny żal. Ale nie uśmiech. Chyba że gorzki albo przez łzy.
Mój Pan kiedyś powiedział, że to dobrze że tęsknię. Wywnioskowałam po dalszych słowach, że raczej uważa tęsknotę za coś pozytywnego. 
Wtedy powstrzymałam się przed powiedzeniem, że nie ma miejsca na pozytywne emocje w Tęsknocie. 
Niepojęte było dla mnie uważać, że Tęsknota jest ok, jest fajna, przyjemna, tylko się cieszyć że sie ją czuje. 
Tęsknota może i sprawia, że te spotkania sa wyjątkowe i przepełnione magią. 
Może wyzwala w ludziach poczucie silnej miłości, wiąże mocniej i buduje pewność i zaufanie.
Ale Tęsknota boli. Boli niemal fizycznie. Doprowadza do obłędu. Nie potrafię tego wyjasnić.. czy to tylko moje spostrzeżenia, czy już tak po prostu w tym świecie jest. 
Staram się normalnie funkcjonować. „Nawroty” obłędu nachodza mnie w róznych momentach, ostatnio chyba w.. niedzielę. Spędziłam na strychu 20 minut nie mogąc sie uspokoić. To już wszystko było, i panika i złość i smutek, histeria, i pogodzenie się z losem.. 
Co tak naprawde myślę? 
Trudno powiedzieć. 
Będę żyła w takim stanie zawieszenia, taka neutralna aż do spotkania. 
Spotkanie przyniesie tak potrzebne ukojenie. Uspokoi. Nasyci barwami. Ustabilizuje moje rozszalałe myśli. Będzie terapią, w końcu wrócę do żywych, w końcu stanę się sobą. Nie cieniem. SOBĄ. 
Życie obiera rózne kierunki. 
To nie tylko ten jeden wyznaczony Cel, ale też rózne ścieżki, które do niego prowadzą. Różnie sie układa. I ja to rozumiem. 
Ha, kolejny raz rozumiem, ciekawe kiedy znowu to bedzie dla mnie niepojęte :-) 
Przepraszam, nie mogłam sobie odpuścić subtelnego sarkazmu.. :-) czasem mam cięty język. 
Wcześniej, przed tym jak poznałam mojego Pana to był mój jedyny sposób komunikacji. Moze nie jedyny, ale na każdym kroku wplatałam sarkazm. Niekoniecznie subtelny.. oh jaju, jaka ja byłam nietaktowna.. ale Pan powiedział, zakaz używania sarkazmu względem mnie, i sie skończył sarkazm. 
Czasem dam sie porwac swojej naturze i coś tam odburknę sarkastycznie. Ale staram sie żeby to nie było często.
Albo żeby to miało delikatny wydźwięk. Przynajmniej jeśli chodzi o rozmowy z Panem.
Jesli chodzi o całą resztę świata to hulaj dusza piekła nie ma, co pomyslą o moim sarkastycznym podejściu to mnie ryra.. 

Gdzieś, w jakiejś książce pokroju poradnik jak przeżyć seks nie z tej ziemi, czytałam ostatnio o reklamach z lekkim zabarwieniem BDSM. Typu wiązanie, kneblowanie itp.
Autorka napisała, że gdyby ta modelka znalazła się w takiej sytuacji realnie, gdzie jest skrępowana, to wcale nie patrzyłaby z półprzymkniętymi powiekami uwodząc cała sobą, tylko po prostu by się bała. Jednak to wiązanie pozbawia nas czegoś ważnego, to tak jakby tracić własną wolę. Mimo tego, że komunikat trafia do mięśni, nie mozna się ruszyć.
Kiedyś mi się tak nogi trzęsły, ale nie mogłam się ruszyć. Była taka sytuacja, że strasznie się bałam. Cała drżałam przy igłach.
Pierwszy raz z igłami, byłam związana i chyba nawet oczy miałam zasłonięte, ale nie jestem pewna.
I mimo że chciałam sie uspokoić, żeby Pan trafił tą igłą w pierś a nie w sutka, to za cholerę nie moglam opanowac drżenia całego ciała. Cała byłam napięta.
Calutka.
Aaa, pamiętam kiedy się tak bałam! Zielony Apartament :-) to juz chyba był początek Suczego.
Oj, wtedy to było.. do tej pory jak sobie przypominam to czuje, jak żołądek mi się ściska.Teraz wydaje mi się że to była chwila, ale wtedy, klęcząc przy łóżku, słysząc za sobą spokojny i nieprzejednany głos Pana, bojąc sie jak diabli, czas ciągnął sie jak ser na pizzy. Oh jeju, żołądek mi sie zwinął..

W każdym razie, jesli chodzi o książkę, zaśmiałam się, wyobrażając sobie modelkę która nagle znajduje się w takiej sytuacji, nie mając zielonego pojęcia o klimacie.
To zupełnie inaczej wygląda. Nie sztuka złapac w obiektywie aparatu kuszenie, uwodzenie czy grane pożądanie. Sztuką byłoby złapać uległość obrazującą się nie tylko w sposobie ułożenia ciała, ale w samym tylko spojrzeniu. Ten spokój i pewność mówiąca „Tak, jestem Twoja, nic i nikt tego nie zmieni, nigdy”

 

Przespałam się i… zawsze wszystko po czasie wyglada inaczej. Są inne odcz zaucia. Inne emocje.
Dziś obojętność z usmiechem. Nie łzami. 
No, były rano łzy ale to przez bajkę.. ooj tam, czasem troszeczke się uroni na wzruszającym filmie czy coś.. łza.. dwie.. no może całe morze..
Ale tak myślę.. może to wcale nie obojętność? Tylko rutyna? Może zaczynam się przyzwyczajać do takiego stanu? Mimo że ciągle wierze że jednak się zmieni wszystko, jednak znowu wróci do normy, ustabilizuje się na tyle, bym poczuła się bezpiecznie.. 
To może jednak powoli akceptuję tą dziwną sytuację? Gdzie życie kręci się wokół.. niczego tak na dobrą sprawę?
Życie, pozbawione rumieńcy, adrenaliny, strachu, nie prowadzące do gwiazd tylko trzymające ciągle przy ziemi. 
Jak już raz się spróbowało, tak łatwo się tego nie zapomni. 
Chce się więcej i więcej. Czasem tak łapczywie, tak zachłannie że az przyprawia to wszystko o wstyd. 
I to nie tak że nie ma o czym pisać. Zawsze jest temat. Zawsze. Zacięcie dziennikarskie sprzed kilku lat już ze mnie delikatnie wyparowało, ale wiem że mozna zrobić coś z niczego.

Poza tym, kreatywności teeeż mozna się nauczyć.. :-)

 

Nie mam pojęcia kiedy nastepny raz napiszę. Gdzie będę, co będe robić, jak to wszystko sie potoczy. Nie zostawię Suczego bez opieki. 
To taka moja świątynia, gdzie mogę zostawić swoje myśli, wyrzucić je z siebie, poukładac i wrócić do nich, spojrzec z perspektywy, powspominać…
A jak na mailu dostaje powiadomienia o komentarzach…

Tak mniej więcej wygląda moja reakcja na początku :-)

Tak jak po kilku sekundach ochłonę :-)

Kolejna faza mówiąca „Ale że na moim blogu? Takie rzeczy? Niemożliwe!”

A tu już kombinuję co odpisać w komentarzu, albo o czym będzie następny wpis… :-)

Mój Pan uprzedzał, że moje wpisy będą czytane, komentowane i że będe miała czytelników, ale ja w to nie do końca wierzyłam.. :-) 

Jeju, czemu ja nie wierzę! Już bede wierzyć :-) obiecuję… :-) 
Mimo wszystko, czuję się mile połechtana że jednak ktoś czyta Suczy :-) cała ja tutaj jestem zawarta :-) 
Kurczę, prawie jakbym dostała klapsa na rozgrzewkę :-)

 

 

 

Su Anusz. 

… I feel crazy…!

Standardowy

all night

Już tyle czasu minęło…

Czuję jak zimną falą oblewa mnie obojętność.
Zaskakujące są moje zmienne nastroje, raz jest to śmiech, niemal histeryczny a raz oklapnięcie i stan depresyjny.
Teraz faza obojętności.
Jest słońce, dobrze. Nie ma, wszystko mi jedno.
Nie chcę narzekać, naciskać, jęczeć, marudzić, ale..
Czasem to trudne. Nie pomaga już tłumaczenie, że cierpliwość zostanie kiedyś nagrodzona.
Kiedyś na pewno. Ale czy to będzie za tydzień, miesiąc, czy.. ha.. pół roku?
Kto to wie?
W tym tygodniu troche się zmieni. Wyjdę z tego piekła, w które się wpakowałam 3 miesiące temu.
Mam nadzieję że zacznie się coś dobrego. Lepszego. Nie liczę na jakiś raj. Ale do tego koszmaru, w którym spędziłam 3 miesiące nie wrócę.
Nie chodzi o moją relację z Panem. W tej kwestii nie ma piekła i liczę na to, że jednak jest ok w takim stopniu, że jak wykażę się odpowiednią dozą cierpliwości, to tak jak pisałam wcześniej. Zostanie ona nagrodzona.

Myślę, że to nie bedzie łatwe.
Myślę, że na dobry początek będzie potrzebna rozmowa. Jest jedna kwestia, która nie daje mi spokoju, kwestia do której się przyzwyczaiłam, a od stycznia jej nie ma.
Wykazałam się zdecydowaniem i.. poszło w nie tą stronę, którą bym chciała.
Czasem jest jakiś cień nadziei, ale już nie wstępuje we mnie taka euforia jak wcześniej. Bo po euforii przychodził smutek, czułam się delikatnie zawiedziona, bo to jednak nie było to.

Zawsze kiedyś wychodzi słońce.
Mocno w to wierzę.
Znowu potrzeba cierpliwości. I chęci. Pewności. No i oczywiście rozmowy.
Nie musze się do niej przygotowywać. Układać pięknych, poetyckich zdań, bo to, co najważniejsze mówi się prostym językiem, tak prosto z serca.
Piekne i poetyckie mogą być błagania, prośby albo przeprosiny.
To juz przy okazji mogę sobie ułożyć podczas jednej z podróży w tym tygodniu.
W każdym razie.. ta abstynencja.. czuję się jak taka roślinka wyschnięta. A ta obojętność to swoją drogą.
Czasem mam omamy, mam wrazenie że czuję zapach mojego Pana, czasem widze go w przypadkowych ludziach, po kilku mrugnięciach oczami okazuje się że to tylko wyobraźnia płata mi figle, kiedyś miałam wrażenie, ze słyszę Jego głos..

Jeśli chodzi o klimatyczne fantazje.. nic się nie zmieniło.

Czasem, po przebudzeniu jak się przeciągam, składam ręce ponad głową tak, jakbym szykowała się do wiązania. Krzyżuję w nadgarstkach i czuję jak moje ciało się napina.
Czasem opieram sie o ścianę czekając, aż zostanę do niej przyciśnięta bez możliwości ruchu.
A najczęsciej po prostu wyobrażam sobie, jak będzie wyglądało Nasze Pierwsze Spotkanie Po.
Zastanawiam się, co założę na siebie, czy sukienkę i szpilki, czy może odważe się na gorset i spódniczkę, a może coś grzecznego? Każdego dnia wymyślam inny zestaw… albo czym mogłabym zaskoczyć Pana, co bym mogła zrobić, albo co On mógłby mi zrobić, co by się mogło zdarzyć… i tak dalej, płynę w temacie…
Często zdarza mi się wspominać ostatnią Klimatyczną. Nie od razu wszystko, co sie działo. Tak etapami. Raz przypomnni mi się kuchnia i stół, przy którym siedziało tak duzo osób, tak często się wymieniali, że nie sposób ich zliczyć, innym razem przypominam sobie, jak byłam przywiązana do krzyża i nagle poczułam te milion dłoni, strach przed nieznanym, bo co się dzieje?
Ta ciekawość, te emocje, to wszystko wraca. Strach na przemian z podnieceniem.
Chociaż.. ostatnio częściej podniecenie.. ze względu na wizje tego, co mogłabym zrobić na spotkaniu..
W każdym razie!
Najważniejsza: CIERPLIWOŚĆ.

Bo tęsknię. Tęsknię bardzo. Im więcej myślę o tym spotkaniu, które przecież kiedyś się odbędzie, tym bardziej tęsknię. Miotam się w sobie, miotam się na łóżku, nie mogę miejsca sobie znaleźć.
No i te stany.
Czuję jak zimną falą oblewa mnie obojętność.
Zaskakujące są moje zmienne nastroje, raz jest to śmiech, niemal histeryczny a raz oklapnięcie i stan depresyjny…

Su Anusz.

 

Podróż w nieznane. Przystanek ‚STRACH’.

Standardowy

Ciągle siedziała obok nas kobieta, ta pani która przyciągnęła moją uwagę na początku imprezy. Blondwłosa.
Nie mialam nic przeciwko, mój Pan położył nawet moją rekę na jej udzie co mnie strasznie zaskoczyło, bo kompletnie nie wiedziałam co mam robić, no ale zaczęłam kreślić paznokciami wzorki na jej udzie. I cholernie mi się to podobało, jak paznokieć przesuwał się po siateczkowym materiale jej – jak się później okazało – bodystockingu.
Miałam ochotę to rozedrzeć, ale opanowałam się i zajęłam tym, co działo się w pokoju.
I zrobiłam z siebie ogromną idiotkę, na imprezie, ale też później, następnego dnia i kolejnego. Zachowałam się niesprawiedliwie, czego bardzo żałuję. Ale o tym wie tylko mój Pan. I jest mi strasznie głupio, aż mi brak sił do samej siebie jak o tym pomyślę. 

W kazdym razie, wracając do imprezy…

W pewnym momencie poszliśmy do pokoju, tam gdzie była palarnia.

Połozyliśmy się na łózku na chwilę, nie mam pojęcia która była godzina, pamiętam ze do północy czas szybko zleciał, a po północy czas ciągnął sie jak spaghetti na talerzu.
Pan w pewnym momencie zapytał się o kobietę. Czy mi się podoba, jakie wrażenie na mnie zrobiła, czy chciałabym z nią coś się pobawić..
Wrażenie na mnie pozytywne zrobiła. Od samego poczatku. Jak ja to określam, ‚fajna’.
Czy chciałabym się pobawić.. i tu miałam ochote sie rozpłakac. Tak! Myślalam o tym jakby to było, gdybyśmy.. gdybym ja.. i ona.. ale odpędziłam to od siebie. Nie chciałam o tym myślec.
A mimo to, gdy Pan zapytał mnie CZY CHCIAŁABYM, wiłam sie jak piskorz unikając jednoznacznej odpowiedzi. Byłam tym zawstydzona. Koniec końców powiedziałam że nie. Mimo ze od samego początku myślami zbaczałam na temat ona, ja, łóżko… hmm…
Ale sama nie wiem, może myślałam, że nie zainteresowałaby się takim stworzonkiem jak ja?
Chociaż sama myśl, Pan sie pyta, czy bym chciała, kurczę no chciałabym ale niieeee…
I tak oto straciłam szansę.
Jeszcze na łóżku rozmawialiśmy, o tym zdradliwym kółeczku z cyferkami, które wywróżyło mi tłustą 16-tkę.
I Pan zaproponował, idziemy zakręcić i zobaczymy ile razów ci wyjdzie.
A ja tak patrzę.. ale czy to konieczne? Jednak poszliśmy. I zaczęłam kręcić, i kręciłam, i raz to było 16, raz 1 raz jakieś 6.
I Pan powiedział, to teraz 6 razów.
A ja tak patrzę.. ale jak to?
Cieszyłam sie ze było prawie pusto w pokoju, bo większość, znaczna wiekszość przeniosła się do kuchni i z ożywieniem dyskutowała o czymś.
Ale przed przywiązaniem do krzyża poprosiłam Pana, czy moge jeszcze raz zakręcić.
Ale nic nie zmieniamy. Nie zmieniamy, tylko byłam ciekawa co bym wykręciła.
Co wyszło?
JEDEN!
Smukła jedyneczka!
No świetnie.. podeszłam do krzyża, dałam się przywiązac, jeszcze pokazałam, że mi się obluzowało przy lewej ręce. I co.. Pan oczy zasłonił i koniec.
Miałam cichą nadzieję, że nie widać jak bardzo drżą mi kolana. Jak już związana byłam, i z zasloniętymi oczami to pomyślałam, teraz może zdarzyćsię wszystko…
No, i sie zdarzyło..
I nagle nie ma Pana. Poszedł. Słyszalam. Ale też słyszałam, że robi się jakieś zamieszanie.
I znów strach przejął kontrolę nad moim cialem. Żołądek gdzies się miejscami zamienił z jakims narządem, nogi drżaly, wstrzymała oddech i nasłuchiwałam…
A tu trzask!
Nie pamiętam czym dostałam.
Słyszałam jeszcze że ktoś zakłada rekawiczki. Przeraziłam się, bo moja wyobraźnia podsunęła mi na mysl, ze oto się stanie, będą igły w sutkach. Byłam w idealnej pozycji, ręce związane, piersi łatwo dostępne, przesunąc tylko pasek od uprzęży.
Bałam się tego. Cholernie się bałam.
Ale to nie było to.
Skupiłam się na chłoście.
Doszło do magicznej 6, trochę obolała byłam, ale o tym przekonałam się na nastepny dzień.
I nagle cisza. Spokój. Gdzie mój Pan? Co teraz będzie?
I poczułam to. Najpierw tylko w trzech miejscach. A później już nie wiedziałam gdzie. Na całym moim ciele były dłonie! Wszędzie, po prostu wszędzie!
Byłam zbyt przerazona, żeby odczuwac przyjemność, co nie znaczy że wcale mi się nie pdoobało.
Najpierw z taką ciekawościa czekałam, co się dalej wydarzy, a ręce, zwłaszcza te między nogami posuwały sie coraz dalej.. Później już taka osłupiała byłam, wcale się nie ruszałam, tylko starałam się odczuwać te wszystkie bodźce, gdzies na tyłku, gdzieś przy cipce, na piersiach, na twarzy, o matko, co to było, szał!
Podobało mi się to, gdybym nie była tak przerażona, byłabym bardziej.. plastyczniejsza w rękach tych, którzy mnie dotykali.
Podobało mi się, później opowiadałam Panu, jak można byłoby to urozmaicić i rózne dzikie pomysły mi do głowy przychodziły.
Ale ręce przestały mnie ‚obłapiać’.
I czekałam co dalej! Byłam taka napięta, że jak poczułam, że Pan mnie rozwiązuje to kamień spadł mi z serca, ten pozostały.
Zdjęłam przepaskę, Pan mnie zgarnął i na miekkich nogach poszłam za nim. Byłam oszołomiona.
Tyle rąk! Na moim ciele! Ale jak to!
Na palarni miałam ochotę płakać z emocji! Miałam gardło ściśnięte, nie wiedziałam co powiedzieć, mówiłam tylko że podobało mi się, żę było fajnie, ale za bardzo się denerowałam.
Gdyby była możliwość jeszcze raz.. to ja chętnie.. nawet po drugiej stronie ciała.. :-)
Zapomniałam wspomniec o fotografie. Perspektywa zdjęc mnie ucieszyła, nawet wizja tego, że ja tez miałabym pozować, w tych kilku „drobiazgach”, które jeszcze do torby wrzuciłam znalazła się maska i skórzane rękawiczki po łokieć. I już widziałam siebie w tym stroju.. chociaz ja to niepewnie czuje się przd obiektywem.
Ale jakoś te zdjęcia gdzieś mi umknęły i nie mam.
Nic to, mam nadzieję że jeszcze będzie okazja.
Powoli towarzystwo zaczęło się rozchodzić.
Najwytrwalsi zostali do samego końca.
Mnie już ścinało od jakiegoś czasu, więc z ulgą przyjęłam propozycję Pana, że pójdziemy się położyć.
W pamięci miałam jeszcze, jak Pani z długimi włosami lała dziewczynę na koźle. Jeju, jej to bat pasuje, bez dwóch zdań, chociażby ze względu na jej wygląd. Wiem, po wygladzie się nie ocenia, ale jej zachowanie, styl bycia też pasuje do wygladu. I do bata.
Drugą sceną, równoleglą do tej z kozłem i Panią była scena meskiego obciągania. To mnie zafascynowało masakrycznie.
Pierwszy raz widziałam to na żywo.. pies przywiązany do krzyża, zasłonięte oczy, a drugi klęczał przed nim i mu obciągał..
Później później, na drugi dzien dowiedziałam się, że pies nie wiedział że to mężczyzna mu obciągal i nikt mu nie chciał powiedziec kto to był..
Położyliśmy się. I przyszedł czas na Nasze zabawy.
Tak mi brakowało pieprzenia. Jeszcze palce Pana, i ja miałam się wypiąć i On tak mnie pieprzył.. a ja krzyczałam że nie nie! Nie! Bo się posikam! No ale Pan był wyrozumiały, przyjęłam Jego ulubiona pozycję iii.. no. Zakończyliśmy bardzo przyjemnie imprezę.
I usnęliśmy. W końcu wtulona w mojego Pana! Musiałam tyle na to czekać! Tak długo! Smutno mi było, ze zostało się tak niewiele czasu, że ledwo oczy zamknę i trzeba będzie wstawać.
Sukienkę jeszcze rozpięłam, bo w tej uprzęży się niewygodnie Śpi. Poza tym chciałam poczuc dotyk Pana na piersiach, były tak spragnione podszczypywania, władczego ściskania w dłoniach!
Eh..
Usnęłam. A obudziłam się jak Pan wstał. Nie lubię jak gdzieś idzie, nawet jesli to łazienka.
Odwróciłam się tyłem, tak jak lubię.. i po chwili slyszałam jak wchodzi do pokoju. Kładzie się za mną, przytula mnie mocno i tak śpimy.
Zasnęłam z uśmiechem na ustach.
I za jakieś.. kilka godzin? Pobudka.
Tylko mój Pan potrafi mnie w nocy lać, a kilka godzin później łagodnie budzic. Uwielbiam to. Uwielbiam.
Jeju, trzeba było się zbierać..
Wyszłam z pokoju…
W ostatnim momencie naciągnęłam uprząż i czmychnęłam, zasłaniając przy tym pruderyjnie piersi tak, jakbym poprzedniej nocy wcale nie chodziła półnaga…

Su Anusz.

Potknięcia (nie)pokornej Suki.

Standardowy

Bywa tak, że czasem brak mi pokory. Oczywiście. Mimo że jedna z zasad brzmi właśnie POKORA, zdarzają się momenty, kiedy tej pokory niestety nie widać. Tak jakby na jedną chwilę wyparowała. 
Wtedy ja zamykam się w Czarnej Otchłani, a Pan wkurzony i zdenerwowany (na mnie) przekierowuje mnie na właściwe tory.
Bywam wredna, uparta, złośliwa, niepewna, panikuję, histeryzuję i czasem wycofuję się z życia. Ale bardziej niż kultywowanie moich (złych) nawyków pragnę stać się taką Suką, jaką sobie wymarzył mój Pan.
Posłuszną, pokorną, wierną, doskonałą, idealną.
Dla Niego. 


To było długie spotkanie po bardzo długim okresie czasu, byłam nakręcona, bo przed tym długim spotkaniem było jeszcze to spotkanie krótsze. 
Nakręcenie można interpretować na rożny sposób. Pobudzenie, podniecenie, fioł, niecierpliwość, pragnienie.
Ok, ok, to wszystko było, ale…
Było coś jeszcze.
Było uczucie strachu, które zostało zasiane jakiś czas temu. I samoświadomość, że przez to, co robiłam, nie będę przytaczać tego, bo  wstyd się przyznawać, przez to co robiłam, czeka mnie kara.
I nie mizianie, dwa uderzenia trzcinką i groźna mina.
Tylko coś bardziej głębszego.
I wiedziałam, wiedziałam że mnie to nie minie.
Bo wiedziałam, że przeskrobałam więcej niż zwykle, i moje działania nieprzystające Suce wymagają kary, pokazania, czy raczej przypomnienia, gdzie moje miejsce, jakie moje obowiązki i zasady.
Drżałam. Ciągle drżę, bo zdradzę w sekrecie, że.. jakoś na tym spotkaniu nie udało się zastosować kary. Wiem, że to co zrobił mi Pan na ostatnim spotkaniu to tylko ledwo widoczny czubek góry, gdzie na kolejnym spotkaniu czeka mnie cała reszta tej góry.
Wybrałam sobie karę. A może to tylko część kary, a może tylko rozrywka, nie wiem.
Ale zaskoczyło mnie to, jak Pan zapytał, czy chcę 16 minut czy kija.
Myślałam że jak zawsze się ze mną droczy, bo przecież Suka nie ma wyboru, prawda?
Tak więc myśląc, że znów się ze mną droczy, i że po tym jak ja powiem o moim „wyborze” i tak zrobi po swojemu.
Wybrałam 16 minut. Pan się zgodził. Powiedział dobrze, będzie 16 minut.
Otworzyłam szeroko oczy, ze zdumienia, zaskoczenia, zabrakło mi języka w pysku..
Ale jak to?
Dopiero po chwili zaczęłam się zastanawiać. 16 minut ale CZEGO? 16 minut, to bardzo dużo czasu, może się wlec w nieskończoność z wisienkami, ciężarkami i chłostą a może zlecieć jak z bicza strzelił. No, ciekawe porównanie, aczkolwiek.
Przeraziła mnie wizja 16 minut czegoś.
Może ten kij byłby lepszym rozwiązaniem? Ale do końca byłam pewna że to tylko żart..
Tak się zastanawiam, może ja coś zaproponuję?
Ostatnia karę jaką pamiętam to była ta z wisienkami, ciężarkami, nie pamiętam ile to minut wtedy było ale myślałam że klęczę w nich godzinę… klęczałam, byłam przywiązana, oparta o drzwi..
Bałam się wtedy. Bałam się i bolało.
Bo chłosta w Zielonym Apartamencie.. to o tym już nie wspomnę. To dopiero było..
Nie chłosta sama w sobie ale to wszystko co wpłynęło na moją psychikę, co spowodowało że się bałam, i odczuwałam mocniej i mocniej..
Możliwe że to trochę kwestia wybujałej wyobraźni, której (czasami niestety) jestem właścicielką.
W każdym razie.
Przygotowywałam się na spotkanie, bardziej pod kątem.. hmm.. stroju.
Miałam dla Pana prezent.
Od razu na początku miesiąca zamówiłam, i szczerze mówiąc… delikatnie, ale delikatnie jestem rozczarowana.
Myślałam że packa będzie większa i solidniejsza, na taką wyglądała na zdjęciu, a tu miałam wrażenie że to zestaw dla początkujących.. :-)
Zobaczyłam packę i zaczęłam się śmiać :-) pomyślałam że Pan uderzy raz w mój tyłek i ją złamie..
Cały zestaw zawierał opaskę na oczy czerwoną i.. kajdanki z czarnym futerkiem.
Jak futerko :-) to klasyczna czerń :-) czerwień bywa intrygująca :-)
Ale.

Oczywiście przygotowałam strój.

Za czerwonymi pończochami z oczkami chodziłam od kilku miesięcy, ale w końcu znalazłam! I od razu, ze zdenerwowania jak w łazience się przebierałam to zrobiłam dziurę.
A miały być na Klimatyczną następną!
Koszulka czarna, ta co z tyłu jest przezroczysta, i specjalnie na ta okazję skombinowałam czapeczkę. Ale z rogami. I takim sposobem stałam się reniferem.. miałam zrobić jeszcze czerwony nos ale kompletnie mi to wyleciało z głowy.
Wyszłam, dałam prezent mojemu Panu, ii czekałam niecierpliwie! :-) sugestywnie wskoczyłam na łóżko i wypięłam tyłek, ale ciągle patrzyłam co Pan na to :-)
Jakoś.. bardziej od trzcinek i patyczków wolę coś, co ma dużą powierzchnię.
A już najbardziej podoba mi się pas :-) A ten na spotkaniu!
To był obłęd! Jeszcze tak mocno go nie czułam! Ale i tak go lubię.. :-)

Na następnym spotkaniu wieeeem. Wiem. Że kara mnie nie minie.
Wiem.
Zdaję sobie z tego sprawę. A moim zdaniem, wiem że Suka swojego zdania nie ma, ale moim zdaniem uważam, że 16 minut to za mało i to może być na rozgrzewkę.

Chociaż perspektywa kary na następnym spotkaniu, wspomnienia całego wieczoru, który razem spędziliśmy, czerwony tyłek i ślady, ból przy każdym ruchu, to zniknęło gdzieś w momencie, jak przytuliłam się do Pana i usnęłam, po raz pierwszy od bardzo długiego czasu spokojnie i z błogim uśmiechem na ustach…

 

 

 

 

Su Anusz. 

Without You, I’m nothing…

Standardowy

 

Ten stan, kiedy tęsknota jest czymś normalnym, codziennością, jak dni zlewają się w szarą całość. Jak się jest w stanie zawieszenia.
Szuka się czegoś jasnego, błyszczącego, jakiejś dziury przez którą wdziera się ciepłe światło, dające nadzieję. Ta chęć ogrzania się jest silniejsza, mimowolnie zbliżam się do tej jasności, czuję jak mnie ogrzewa, na pocżatku nieśmiało, za chwilę coraz mocniej.
Ale zaraz znika.
Znów wszystko wraca do normy. Jest wszechogarniająca szarość, jest zimno, cicho.
Ten płomyk radości gdzieś umknął.
I nadchodzi Noc.
Złudne ukojenie.
Paradoksalnie to w Nocy najwięcej myśli kłębi mi się w głowie. I tylko jeden głos, głos mojego Pana przedziera się przez różne scenariusze.
Scenariusze przeszłości, teraźniejszości i wyczekiwanej przyszłości, absurdalne, abstrakcyjne, całkiem mozliwe, nie do przyjęcia, do akceptacji, aż w końcu niemożliwe (chociaż i niemożliwe staje się możliwe…) i pewne.
Noc nie daje mi odpoczynku. Gdy usypiam, rozwiera swoje ramiona wpuszczając mnie w świat fantazji.
Moich pragnień, marzeń… ale wszystko działa na Jej zasadach. Często z marzenia powstaje koszmar.
Dzisiejsza Noc była łaskawsza.
Pozwoliła mi chociaż przez chwilę, przez te kilka sekund znaleźć się w ramionach Pana, blisko Niego.
Pozwoliła mnie dotykać, całować i przytulać.
We mnie obudziła sucze instynkty.
Znalazłam się w scenerii z horroru, utrzymanym w erotycznym klimacie. Cały nastrój wręcz pulsował erotyką i podnieceniem.
Nie skończyło się grzecznie w łóżku, na delikatnych i leniwych pieszczotach.
Skończyło się wtedy, gdy z twarzą w spermie szłam korytarzem za Panem mijając ludzi, którzy z zaciekawieniem mi sie przypatrywali.
Jak do tego doszło?
Znaleźliśmy się w tolaecie, zapewne restauracyjnej, wiem że już klęczałam i czekałam na dalsze polecenia, wtedy Pan strzelił mnie w pysk, złapał za włosy i pieprzył moje usta kutasem. Najpierw mną kierował, ale jak juz złapałam rytm pozwolił abym sama się Nim zajmowała. Najlepsze jest to, że nawet we śnie czułam Jego kształt w swoich ustach.
Po chwili czułam jak część spermy spływa na moją twarz a częśc do ust.
Pan jeszcze pomógł mi się nieco wytrzeć (mimo że całkiem sporo zostało na twarzy), doprowadzić do porządku i wyszliśmy. Po przekroczeniu drzwi połknęłam to, co zostało w ustach.
Pamiętam, pamiętam jak czułam ją na języku! Taką ciepłą i oblepiającą! A to był sen! Ale czułam!
To było tak realistyczne, że po przebudzeniu zastanawiałam się, czy aby mi się to nie przydarzyło naprawdę…
Pewnego dnia, wyjątkowego, tak było. Nie wyszłam z twarzą w spermie, ale grzecznie klęczałam i czekałam na Pana w toalecie… Nawet nie byłam wtedy szczeniaczkiem. Byłam na samym początku, powoli przekraczałam próg…

 

 

W ciągu ostatnich dni miałam dużo takich snów.
Z Panem w roli głównej.
Z Panem, orgazmami, przyjemnością, dotykiem, pocałunkami, obciąganiem, seksem.
Tęsknota, coś normalnego…

 

 

Tak, gify TEŻ przyczyniają się do mojego nienaturalnego pobudzenia..
Ja tak dalej nie wyrobię…! 
Eh!

Su Anusz.