Podróż w nieznane – Klimatyczna [2]

Standardowy

Weszliśmy na górę. Miałam wrażenie, że pokonywanie schodów zajęło nam pół wieczora. Ale tak nie było.
Weszliśmy do jednego z mieszkań..
Nie wiedziałam czego się spodziewać.
Przekroczyliśmy próg i od razu z brzegu była kuchnia. Duży, zastawiony stół, przy którym siedziały znajome twarze. Napięcie na chwilę mnie opuściło.
Zaledwie garstka, ale ja ich znam!
Byłam zdziwiona, ze tylko tyle nas będzie. Ale pomyślałam, może impreza w kameralnym gronie?
Od razu zauważyłam, że jest gdzie się położyć. W jednym pokoju rozłożony duży tapczan, a w drugim, który słuzył za palarnię, jednoosobowe łózko.
Ucieszyłam się, bo pomyslałam że jak mnie weźmie to będę miała się gdzie położyć chociaz na chwilkę.
Zanieśliśmy do szafy nasze rzeczy, załozyłam obrożę i wrócilismy do kuchni.
Zajęliśmy miejsca i.. i tak własciwie nie wiedziałam co dalej.
Okazało się że czekalismy na resztę.
„To będzie jakas reszta?”
Jak się później okazało, była, i to całkiem.. spora.
Rozmowy się toczyły, ja odczuwałam jeszcze delikatne spięcie, mimo to przysłuchiwałam się. W pewnym momencie podszedł do Nas taki elegancki Pan, zainteresowała go moja obroża z medalionem, a ja niemal jak paw, wyciągnęłam szyje i ociekając dumą prezentowałam moja najcenniejszą biżuterię. Całą sobą mówiłam „Patrz, od mojego Pana, piekne, cudowne, prawda, jedyne w swoim rodzaju bo moje, Pan mi ją dał i specjalnie do tego medalion, to tyle dla mnie znaczy!”. Czułam się wyjątkowa…
Ludzie się schodzili, powoli i leniwie, tak siedzieliśmy, wyłapywałam pojedyncze słowa i od czasu do czasu zerkałam kto wszedł. Najbardziej w pamięć wryły mi sie dwie osoby.
Wysoki mężczyzna, rosły i silny, gdzie zastanawiałam się, kto jest jego własnością. Okazało się że to uległy. A ja myślałam że to on dominuje.. a dominował tylko wzrostem i posturą. Ok, byłam zaskoczona, że jest uległym, ale kazdy lubi coś innego i spoko.
I kobieta. Weszła i nie wiem czemu akurat ona przykuła moja uwagę. Ciągle na nią zerkałam, aż mnie to zaczęło krępować. Pomyśli ze jakaś niewyżyta jestem albo coś.
Miała piękne włosy, blond, spięte w kucyk. Taki mi się podobały! Cała ona wydała mi się interesującą postacią, a jak usiadła ze swoim partnerem obok mnie to prawie omdlałam z wrażenia.
Może przesadziłam troszeczkę, ale w każdym razie podobał mi się taki obrót spraw. Patrzyłam ukradkiem na jej nogi. Ale Pan powiedział że moge iśc się przebrać.
Wstałam posłusznie, poszłam do pokoju gdzie były nasze rzeczy i.. i juz miałam się odwrocić na pięcie i wrócić, ale oto odwrócił się elegancki Pan i Dama w Czerwoje Sukience. Przeszkodziłam im.
Ale weszłam dalej do pokoju, zażenowana jak cholera, i po cichutku wyciągałam swoje rzeczy.
Para zaraz poszła i zostałam sama. Kilka razy przewinęły się jakies osoby, a że łazienka była zajęta to zaczęlam przebierać sie w pokoju.
Zaczełam od makijażu. Mdłe światło wcale nie pomagało, brak lusterka doskwierał ale kreatywność się uruchomiła, i po chwili miałam kącik do makijazu.
Nie byłam zadowolona z efektu, ale zwolniła się łazienka.
Szybko do niej pobiegłam, obiacałam że będe minute-dwie i wskoczyłam zamykając drzwi.
Rozebrałam się. Założyłam pończochy, sukienkę, wyciągnęłam szpilki, poprawiłam jeszcze raz makijaż. Poprawiłam sukienkę. Bo z nią jest tak, że od pasa w górę jest z pasków, taka jakby uprząż, z tej uprzęży paseczki ida do
szyi a na szyi jest obroża. Od pasa w dół jest skórzana spódniczka.
I poprawiłam się, już tam się mocno dobijali, więc wyszłam i chyba zrobiłam pozytywne wrażenie.. :-)
schowałam rzeczy, pomalowałam usta konkretnym, ciemnym różem i weszłam do kuchni.
Chciałam jak najszybciej usiąść, żeby nie czuć tego wzroku przypatrujących się ludzi.
I chyba tutaj też zrobiłam wrażenie…
W sukience czułam się bardzo dobrze, troszeczkę speszona byłam jeszcze, bo przecież uprząż tak, było widać to i owo, ale w końcu przyzwyczaiłam się.
Szumiał mi w głowie wypity drink, który na początku wylądował w mojej dłoni, od mojego Pana.
Imbirowy. Nie spojrzałam.. a tu imbir.. dlatego mnie tak usta piekły później..
Pan oczywiście powiedział, że zna inne zastosowanie imbiru.. nawet nie chcę się domyślać!
Wśród przybyłych ludzi była Pani z ostatniej imprezy. Tym razem jej nie poznałam, bo zamiast wyrazistego irokeza, miała gładkie, rozpuszczone włosy. I tak wyglądała niesamowicie. Przyszła ze swoją.. Suką. Tą sympatyczną.
Ale Pan powiedział że wchodzimy do pokoju, i poszliśmy jako pierwsi.
Zapaliła mi się kontrolka i spanikowana zapytałam się Pana, czy to ja będe zaczynac imprezę, jak to kiedys miało miejsce. No bo jeju no, moj Pan ciagle o tym mówił, „A pamiętasz jak z N. zaczynałyście imprezę? Pamiętasz zasady? Hasło bezpieczeństwa? A to o czym rozmawialiśmy?”.
I jak tu kręćka nie dostać? Jak tu nie oszaleć z domysłów?!
Ale Pan na moje pytanie tylko sie uśmiechnął.
Podeszliśmy do kanapy a ja z wrażenia aż usiadłam obok Pana. Na kanapie!
Ja po prostu nie wierzę, zawsze na podłodze klęczałam, sama z siebie a tym razem obok Pana na kanapie.. no kto to widział, to az nie przystoi.. Może ze tam pod ścianą mało miejsca było i równie dobrze mogłabym klęczec przy krzyżu.. ale ja sie nie tłumaczę!
Ale już coś się zaczęlo dziać..
Siedzieliśmy i siedzieliśmy, ludzie sie krzatali jeszcze..
i tak zachodziłam w glowę, co też będzie sie działo? Obok krzyża fotel, na środku kozioł, gdzies tam majaczyło nowe urzadzenie..
Matko, ja sie boję…
I wparował Święty Mikołaj, a raczej Pani Mikołajowa, i nie jestem pewna czy taka Święta… :-)
I się zaczęło, spojrzałam, jakieś patyki, i ooooo nie! Rózgi! Kozioł+Rózgi= Masakra!
I tak patrzę z nadzieją, może na mnie nie starczy?? Moze akurat na mnie nie starczy?
Byłam przekonana że ja nie wyjdę.. że może jakiś elf ukradnie sobie rózgę..
Ale powoli. 
Zaczęło się…

Było takie kółeczko z cyferkami, od 1 do 16.
Trzeba było sobie zakręcić i liczba wylosowana będzie liczbą razów.
Natychmiast pomyslałam, że ja to pewnie będe miała 16.
Pierwsza Niegrzeczna. No dobrze. Zakręciła, nie pamiętam jaka liczba wypadła, ale tam jeszcze na stoliku było coś do wypicia. I jak w koncu którać to wylosowała to padła na podłogę. I ja z takim przerażeniem pytam sie Pana, ale co tam jest w tym kubeczku? A Pan mnie uspokojał że tam nic takiego nie ma, a ja tak zaczęłam panikować, i nie, ja nie chce kubeczka!
W koncu pewna Niegrzeczna wylosowała 16, ku uciesze zgromadzonych. Nie, to jeszcze nie byłam ja.
Momentami po pokoju latały drzazgi z rózgi. Ale generalnie było dobrze.
I Pani Mikołajowa patrzy na mnie, i mówi że jeszcze przecież ja!
Ja taka speszona, na tych szpileczkach „baaaardzo” wygodnych tuptam do fotela, siadam na kolanie Pani Mikołajowej i pada pytanie…

C.D.N.

Su Anusz.

Klimatyczna. Wildest moments.

Standardowy

Wstęp
Klimatyczna.Początek.
Klimatyczna.Apartament.
Klimatyczna.Noc niespodzianek.

Z racji tego, iż ohydnie zapuściłam się z pisaniem, wrzucam całość.
Ciąg dalszy Klimatycznej…

CO DZIAŁO SIĘ NA KLIMATYCZNEJ?

Przypatrywałam się uważnie działaniom, ludziom dookoła mnie i starałam się wyłapywać jakieś rozmowy. Dopiero później zwróciłam uwagę na miejsce z różnymi narzędziami, a raczej to mój Pan zwrócił moją uwagę pytając się
- To co wybierasz?
Nie rozumiejąc o co chodzi, spojrzałam w kierunku który wskazał mi Pan. Zobaczyłam. Długa.. półka? A może długi stół a na nim różnego rodzaju wibratory, sznurki, wisienki, dyscypliny, no czego tam nie było, miałam wrażenie że tam było wszystko, ładnie ułożone, żeby ofiara mogła patrzeć co ją czeka.
Nie chciałam nic z tego. Zainteresowało mnie dwustronne dildo, taaakie długie, ja na jednym końcu, jakaś inna na drugim..
No ale trzeba wrócić na ziemię. Dalej klęczałam obok Pana, robiło mi się niewygodnie, uważałam na swoje 15 cm, nie chciałam żeby się zniszczyły.
Zmieniałam miejsca, raz klęczałam, raz stałam, później znów klęczałam, między nogami Pana.
Umiejscowiłam się wygodnie, czułam rękę Pana na karku i oglądałam spektakl…

Znajoma osoba, jak mogłabym zapomnieć o mężczyźnie, którego preferencje a raczej sposób ich odbierania wywarł na mnie takie wrażenie, strach i ciekawość.
Pan na koziołku został położony, przywiązany.
Jeszcze nie widziałam mężczyzny przywiązanego do koziołka, jakoś.. no nie wiem, nie przemawia to do mnie. Aczkolwiek jeśli to lubi..
Stopy miał wyeksponowane, nogi związane, wszystko ładnie pięknie.
I pani, która pojawiła się z tym panem powiedziała, że mają trzcinkę bambusową. Mokrą. Nasiąkniętą wodą.
Mojemu Panu zaświeciły się oczy, nie widziałam tego, ale jestem pewna że gdybym się odwróciła, to zobaczyłabym jak się świecą i ten Jego uśmiech, już planuje jak mógłby wykorzystać to narzędzie.
I po chwili usłyszałam blisko swojego ucha Jego głos.
- Chyba pożyczę od nich tą trzcinkę… – i zaczął snuć wizje, na dźwięk których wyskoczyła mi gęsia skórka. Na samą myśl o trzcince byłam niespokojna, a ona była mokra…
Byłam przerażona, a jeśli faktycznie Pan podejdzie i..
Nie dokończyłam myśli, bo zaczynało się show.
Zawsze mnie zastanawia. Ale tylko zastanawia. Jak to możliwe, że ten człowiek znosi taki ból. Osoby się zmieniały, z różną siłą uderzali różnymi patykowatymi narzędziami, ale nadal to było tak silne, myślę że ja po pierwszym razie użyłabym słowa bezpieczeństwa.
Bałam się, że ta trzcinka się złamie, a pani stojąca obok powiedziała że już kilka razy się tak zdarzyło.
Dalej uderzali, na zmianę, ten dźwięk mnie przerażał, ale nie uciekłam jak na ostatniej imprezie.
Zamach, chwila oczekiwania, ręka z trzcinką opada na stopę, charakterystyczny świst i plask uderzający o skórę. Przy każdym razie czułam jak mój żołądek podskakuje, w momencie gdy trzcinka stykała się z ciałem leżącego mężczyzny.
Zabawa trochę potrwała, faktycznie część była zainteresowana, część chciała złamać mężczyznę i waliła na oślep w stopy, a część się snuła po kuchni, zaglądała do pokojów i na balkon.

Duże wrażenie wywarła na mnie kobieta, Pani, która zrobiła wielkie wejście i przyszła spóźniona.
Po prostu byłam nią zainteresowana. Ale nie w jakiś sposób seksualny czy coś, zainteresował mnie jej wygląd i byłam ciekawa czy ma równie prowokującą, pewną siebie i interesującą osobowość. Zerkałam na nią często, przyszła z.. jeszcze nie umiem tego określać.
Z mężczyzną, przebranym za kobietę, która była suką.
Na początku, po wejściu, padła na kolana i całowała stopy organizatorki, patrzyłam na to z nieprzyzwoitą ciekawością. Później przeszły do salonu, czym wywołały zaciekawienie.

Ciągle byłam obok Pana, czasem siedziałam, częściej klęczałam, ale zaczęła się nowa zabawa.
Jak już widziałam trzech mężczyzn w roli uległych..
W takich momentach na imprezie wiem czego się spodziewać. Jest niemal pewne, że co najmniej jeden z mężczyzn odpadnie po takiej zabawie, albo nawet w trakcie.
Jak zabiorą się za nich panie, które uwielbiają bawić się męskimi uległymi.
Tym razem byli skrępowani. Leżeli na podłodze, ręce mieli związane z tyłu, do rąk mieli przywiązane nogi, sznur oplatał ciasno kostki, nadgarstki i… póki leżeli było ok.
Zorganizowane zostały wyścigi. Mieli się.. wić, czołgać? Po podłodze, do wyznaczonego miejsca.
Wszyscy świetnie się bawili oglądając starania trzech facetów, związanych, czołgających się po ziemi. Może i było to zabawne, ale.. dla mnie nie do końca. Miałam mieszane uczucia.
Nagle ktoś rzucił, że można posadzić na nich dziewczyny.
Uśmiechnęłam się na ten pomysł, i pomyślałam, że Pan pewnie mnie tam nie posadzi, i głośniej zachichotałam. Jeden uległy się wykruszył, powiedział dość, zostało się dwóch.
Nagle przestałam się śmiać. Co jeśli jednak mnie tam wyśle?
- A ty się tak nie śmiej, bo jedną z dziewczyn będziesz ty.- powiedział Pan i zaczął się śmiać na moje słabe protesty.
A ja spanikowana zaczęłam mówić, najciszej jak się da, żeby tylko Pan słyszał, że przecież nie, że on się złamie pode mną, coś mu się stanie, a jak mu serce wysiądzie, nie to zły pomysł…
Ale Pan powiedział. Ulegli wrócili na start. Ja z drugą Suką weszłyśmy na wycieńczonych facetów. I zaczął się groteskowy wyścig. Czułam się jak na wielbłądzie, kiwałam się na jedną i drugą stronę mając wrażenie że zaraz wyląduję na podłodze z głośnym hukiem. Ale jak już wczułam się w ruchy wijącego się pode mną uległego starałam się mu w miarę możliwości pomóc. Słyszałam sapania dwóch głosów, nadludzki wysiłek. Czułam się zażenowana, odpychałam się nogą żeby go odciążyć nieco, ale i to nie umknęło uwadze mojemu Panu i zwrócił uwagę na to, by nie pomagać.
Mimo mnie na plecach uległy poruszał się w miarę szybko, wydawał mi się silny, czułam pod sobą jego pracujące mięśnie, wiedziałam że każdy następny ruch sprawia mu trudność i robiło mi się go żal.
Drugi był gdzieś za nami, równie głośno sapał.
Rozejrzałam się dyskretnie. Przypomniały mi się sceny ze 120 dni Sodomy. Poczułam się jak jedna z bohaterek książki…
Nie wiedziałam jak jeszcze mogłabym pomóc uległemu pode mną. Ale znów zaczęli mówić, że mamy nie pomagać, także siedziałam bliska płaczu, słysząc jego głośny, już niemal charczący  oddech.
Doczołgał się, robiąc chwilę przerwy, ostatkami sił zbliżając się do stóp tej Pani, która zrobiła wielkie wejście.
Jak najszybciej z niego zeszłam. Nie pamiętam czy coś mówiłam, co zrobiłam jeszcze. Byłam zła że musiałam brać w tym udział. Mimo to uśmiechałam się, że to już koniec.

Ja mogłam siedzieć godzinami w kuchni. Robić kawę, układać, kroić, szykować, nalewać, sprzątać. Ale od tego była Kinga. Bardzo sympatyczna, i nawet teraz, po takim okresie czasu dobrze ją wspominam. Kilka razy zdarzyło mi się z nią porozmawiać, tak przelotnie. No i co z tego że to był mężczyzna?
Taki ładny strój kelnereczki, ładna peruka, sama zastanawiałam się nad zakupem takiego stroju. Z tego co pamiętam Kinga leżała na stole i była.. hmm… zabawiana prądem w dolnych partiach ciała..
W ogóle teraz na tej imprezie to ładnie prąd chodził. Nawet na ostatniej imprezie nie był tak rozchwytywany.
Psy dalej były dręczone. I naprawdę wyglądali jak “zbite psy”, jeden miał wzrok jakby chciał zabijać.
Kręciło ich to? Podniecało?
Prawdopodobnie tak, bo tylko oni zostali.

 

Jak już nóg nie czułam, jak już ścierpły mi maksymalnie, odważyłam się spytać Pana, czy mogłabym usiąść.
Pozwolił mi, a ja klapnęłam na tyłek i…
Jaka ulga :-)
Oparłam się o ścianę i oglądałam co będzie dalej…

 

Była chłosta na krzyżu, było jeszcze kilka akcji na koźle, na stole z psami i sympatyczną kelnereczką, później przeniosła się na krzesło.
I tak już emocje opadały powoli. Ja już czułam że ogarnia mnie lekkie zmęczenie, nogi też odmawiają posłuszeństwa, zrobiłam kawę dla Pana i siebie i piliśmy. Wyszedł na balkon. Ja jak wychodziłam dwa razy na balkon to bałam się, że ktoś zobaczy :-) ale tak pomyślałam, uruchomiła się moja delikatnie ekshibicjonistyczna natura, właściwie czemu nie? :-) to mogłoby być ciekawe :-)
Faktycznie, jakby ktoś zerknął w górę, zobaczyłby półnagie kobiety w otoczeniu eleganckich mężczyzn..
Nie przeszkadzało mi to :-) Chociaż jak Pan mnie okrył, przyjęłam gest z wdzięcznością i opatuliłam się szczelnie materiałem.

 

Pan powiedział żebym poszukała wolnego pokoju.
Zapytałam się a co będzie jak będą zajęte?
- To się spytaj czy można się dosiąść. – z tym zdaniem kotłującym się w głowie, tak żeby nie zapomnieć, ruszyłam na poszukiwania.
Pierwsze drzwi otworzyłam a tam…
Kobieta ujeżdżająca mężczyznę. Zatkało mnie a oni spojrzeli na mnie pytająco. I taka zakłopotana się pytam czy można się dosiąść.
A oni spojrzeli po sobie i wybuchnęli śmiechem. Powiedzieli że jasne, można i dziewczyna powoli się poruszała i patrzyła na mnie.
Jak szybko drzwi zamknęłam a oni tam coś mówili do siebie i znów wybuchnęli śmiechem.
Nie ma to jak zrobić z siebie idiotkę. :-) Dopiero później do mnie doszło jak to mogło zabrzmieć..
Poszłam po Pana i weszliśmy..
Pan zaprowadził mnie na drugi koniec łóżka, kazał się położyć na brzuchu i dawał mi klapsy. Liczyłam, dziękowałam…
Poczułam że materac już się nie ugina, była chwila spokoju, ugiął się jeszcze raz a ja czułam ciągle klapsy.
Później czułam szpicrutę, ale oglądając się za siebie zobaczyłam zafascynowaną dziewczynę, która jeszcze chwilę temu ujeżdżała mężczyznę leżącego obok.
Zaskoczona tym wszystkim, już nie wiedziałam, kto uderza. Ale zabawy posuwały się coraz dalej.
Byłam jeszcze bardziej zaskoczona, jak dziewczyna chciała się pobawić moją cipką. Zobaczyć jak daleko może się posunąć.
To co ona robiła było całkiem fajne, ale mimo jej długich palców nie potrafiła znaleźć mojego punktu, który Pan znajduje od razu. Ale nie mówię, że było źle :-) to było całkiem ciekawe doświadczenie :-)
Pytała się mnie czy lubię zabawy z tyłkiem. A ja szukając poratowania u Pana spojrzałam na niego ale nic nie mówił więc musiałam sama powiedzieć, że no tak nie do końca…
Lubię. Ale wolę jak bawi się mój Pan :-) jestem pewniejsza i z nim to zawsze jest przyjemne :-)
Fajne było :-) jak ta dziewczyna miętosiła mi tyłek :-) ooojeju to było :-) Pan to robi najlepiej, ale z rąk dziewczyny było całkiem ciekawe :-)
I dziewczyna z mężczyzną zajęli się sobą, a my z Panem sobą..
I nagle słyszę jęki.. tak się oglądam za siebie, a oni się pieprzą!
Pan się za ten czas położył, rozpiął rozporek i wyciągnął swojego kutasa, po czym złapał mnie za włosy i…
- Ssij Suko.
Tak, ten głos, taki cichy, słowa wypowiadane przez zaciśnięte zęby, ale je chciałam oglądać..
Zabrałam się za obciąganie, czułam zaciśniętą na moich włosach dłoń Pana, przyspieszał, pogłębiał, zwalniał, znów przyspieszał i jak załapałam rytm zwolnił nieco uścisk.
Za sobą słyszałam jęki, sapanie, słyszałam jak się zbliżają, prawie są na granicy, przestawali, znów się pieprzyli tak że całe łóżko latało, znów coraz bliżej byli ale znów chwilę przed przestawali.
Nie wiedziałam o co chodzi, ale wyjaśnili co to ma na celu, już dokładnie nie pamiętam.
Ja jeszcze obciągała kutasa mojego Pana, Słyszałam parę za sobą i to było cholernie podniecające, chciałam oglądać, ale miałam coś ważniejszego do robienia.
Zapadłam się czasem w kierunku tej pary, łóżko coraz bardziej drżało aż w końcu pozwolili sobie…
Tak..
Oni się ulotnili, my jeszcze leżeliśmy…

 

Dostałam szansę na orgazm, a nawet dwa, z Czarnym Przyjacielem, znów się zeszło w drzwiach trochę ludzi, wiem to z opowieści, bo nie rozglądałam się na boki. Robiło się tak spokojnie…
Trochę siedzieliśmy w salonie, oglądaliśmy co się działo. Ciasne wiązanie piersi pięknym, czarnym sznurem, perspektywa wisienek, do mnie to nie przemawiało.. to strasznie musi boleć.. MUSI, bo ja nie próbowałam. I nie chcę próbować.
Kobieta na widok wisienek rzuciła hasło bezpieczeństwa. Też bym tak zrobiła…
Później nie mogąc patrzeć, jak psy kaleczą masaż stóp, Pan w moim imieniu zaproponował Pani od wielkiego wejścia masaż w moim wykonaniu.
Ucieszyłam się gdy przystała na propozycję, chciałam się zbliżyć i móc ją obserwować z bliska.
Jeszcze nie masowałam stóp w pończochach. Także kolejne nowe doświadczenie.
I masowałam, skupiona na ruchach, toczyły się rozmowy, już takie leniwe, od niechcenia, masowałam i masowałam, klęczałam przed Nią, nóg nie czułam, tak okropnie bolało, ale dalej masowałam, w końcu po jakimś czasie Pan dosiadł się na kanapę po mojej lewej stronie i zaczęła się całkiem fajna rozmowa.
Pani okazała się.. Panią :-) w sensie prawdziwą Dominą :-) mimo strachu który we mnie wzbudzała całkiem przyjemnie się z nią rozmawiało :-) a Suka siedząca obok fotela Pani okazała się rozmowna, sympatyczna i zabawna :-) wywoływała mój śmiech :-)
Już coraz mniej ludzi było. Zostało się kilka osób, już tak sensualnie, spokojnie i powoli…
Poszliśmy z Panem do sypialni i się położyliśmy. Ja już naga, bez stroju, czułam się całkiem swobodnie.
Przytuliłam się do Pana i tak leżeliśmy, głaskał mnie, całował, przytulał i trzymał za to na co trafił akurat :-)
I tak pomyślałam, oczy zamknę tylko na chwilkę, wzbraniałam się przed tym ale musiałam na chwilkę zamknąć oczy..
Usnęłam.
Czułam jeszcze jak Pan wstaje, ale ja tak bardzo nie chciałam się budzić…
I spałam, nie wiem ile, chwilkę, czy dłuższą chwilkę, ale Pan w końcu wszedł i powiedział że musimy się zbierać.
Pan oczywiście nie mógł sobie odpuścić i zaczął mnie łaskotać, gryźć… :-)
Ale jednak jak trzeba to trzeba, z lekkim ociąganiem ale wstałam.
Wyjrzałam przez okno. Słońce wschodziło, mimo że było chłodno i zmarzłam taka naga.
Oglądałam powoli budzące się do życia miasto, ludzi wychodzących na spacery z psami (bez aluzji żadnej!!!), do pracy, do szkoły, do kościoła czy gdzie tam jeszcze, nie mając tej świadomości, że niektóre jednostki po nocy pełnej wrażeń dopiero się ubierają i wracają na ziemię, do zwykłych śmiertelników, zstępują między nich przywdziewając kostium przeciętnego Kowalskiego.

 

 

 

Su Anusz.

Klimatyczna…

Standardowy

 

 

Chciałabym napisać wszystko od razu, ale po prostu.. w dalszym ciągu nie mam pojęcia od czego zacząć, jak zacząć pisać o wydarzeniach minionej nocy, jak przedstawić to, co działo się kilkanaście godzin temu gdzieś daleko, między ludźmi, którzy mają pojęcie o klimacie, którzy są tak różnorodni, że aż kręci się w głowie.
Jestem szczęśliwa, że mój Pan kolejny raz zabrał mnie na klimatyczną imprezę. To chyba znaczy, że nie przynoszę mu wstydu…?
Ale ciiii…
Najpierw muszę ochłonąć, dojść do siebie i najważniejsze, WYSPAĆ SIĘ :-)
Żeby bez przeszkód móc opowiedzieć co się działo w salonie pełnym narzędzi rozkoszy…

 

 

 

Su Anusz.

Schoolgirl, Little Slut – Pleasure.

Standardowy

“Jak wychodzę z domu. Jeszcze napięcie mnie nie opuszcza. Szukam samochodu, idę, szukam.. jest.

Dopiero jak siadam na miejscu pasażera, to napięcie ustępuje i na jego miejsce wpływa nowa fala napięcia. Tego erotycznego, zmysłowego, z nutą niecierpliwości i zaciekawienia. Przestawiam się. Niemal czuję, słyszę jak coś we mnie klika i wszystko, co zostawiłam za sobą nie ma znaczenia. Liczy się tylko to, co przede mną. Co mnie czeka.”

 

Jeszcze raz w myślach układałam scenariusz. Czy zrobić tak, a może inaczej. Czy może lepiej nie, bo nie wiem jak mój Pan zareaguje.
W ogóle nie miałam pojęcia, co będzie jak wyjdę z łazienki. czy Pan zostawi mi wolną rękę i będę prowadzić grę? Czy to on przejmie kontrolę i całkowicie mnie zaskoczy?
Czy po prostu będę stała na środku pokoju, bezradnie prosząc wzrokiem leżącego Pana żeby zrobił cokolwiek? Nie wiedziałam.
Ale wiedziałam jedno, że chcę to zrobić.
(…)
Weszłam do łazienki. Zabrałam ze sobą torbę. Przygotowałam sobie specjalnie playlistę, na moment przebrania, tak żeby dodać sobie odwagi. Wzięłam telefon, puściłam niezbyt głośno muzykę i łazienkę wypełniły zmysłowe odgłosy. Starannie dobierałam piosenki. Pomyślałam, co by mnie nastroiło odpowiednio. Znalazła się tam również piosenka ze striptizu, na dźwięk której zawsze się rumienię i uśmiecham. Ja to naprawdę wtedy zrobiłam? O rany… :roll:
Zaczęłam się przeobrażać. Przyjmować rolę.
Wyciągnęłam białe kabaretki. Spódniczkę w czarno białą kratkę. Kamizelkę, która wulgarnie wypychała piersi w górę, jednocześnie wyglądając przyzwoicie z biała koszulą zapiętą na ostatni guzik, kiedy to szłam w niej na egzamin.
“Ludzie nie wiedzą, do czego mogą się przydać zwykłe z pozoru rzeczy”, pomyślałam, widząc swoje odbicie w lustrze.
Przygotowałam czarne szpilki. Założyłam krawat, nie szary czy złoty, czarny z różowymi elementami i agrafką, który mogę śmiało nazwać “rockowym”.
Zrobiłam makijaż, taki słodkiej uczennicy, w pamięci miałam różne obrazki, ale w efekcie wyszło coś zupełnie innego. Po mojemu. Różowe cienie, prawie jakby ich nie było, jasny cień przy kącikach wewnętrznych, czarna kreska na oczach. Efekt mi się podobał, nie chciałam przesadzić, chciałam wyglądać słodko i troszeczkę niewinnie. Na ciężkie, ciemne makijaże przyjdzie czas, myślę że niedługo.. :-)
Ale. Poświęciłam uwagę moim włosom.
Wychodząc z domu byłam bez makijażu i byle jak spiętych włosach, by na spokojnie się przygotować.
Rozdzieliłam włosy na pół, zawsze mnie irytuje ta fryzura, nigdy nie wychodzi mi równo, zawsze gdzieś włosów jest za dużo, ale teraz postanowiłam nie zwracać na to uwagi.
Rozdzieliłam, złapałam pierwsze pasmo, uniosłam je do góry ściągając je dłonią blisko głowy, przeczesałam palcami i spięłam gumką. Jeden kucyk był.
Tak samo zrobiłam z drugą stroną. Wypuściłam dwa kosmyki luźno. I tak, podobało mi się.
Jeszcze tylko buty.
Muzyka cały czas leciała, przeleciało chyba 5 kawałków, między słowami o pieprzeniu i lizaniu dało się słyszeć, że Pan też nie próżnuje i coś przygotowuje w pokoju.
Spięłam się.
Co to może być? Co tam się dzieje? Przyprowadził widownię? A może jakiegoś faceta, albo – przełknęłam ślinę- nawet dwóch?
Z tych wszystkich emocji, które we mnie buzowały, poszłam otworzyć okno, nagle łazienka się niebezpiecznie skurczyła pozbawiając mnie tchu. Czując smagnięcie chłodnego wiatru na policzku odetchnęłam głęboko.
Opuściła mnie pewność siebie, którą budowałam podczas ubierania się.
Ale wiedziałam, że jak na wyjdę teraz, to tego nie zrobię, przebiorę się i wrócę do pokoju.
Ostatnie spojrzenie w lustro. Wyłączyłam muzykę, oznajmiając tym samym, iż skończyłam.
Założyłam czarne szpilki. I zaczęłam chodzić po łazience, udając, że jeszcze jeszcze ostatnie poprawki nanoszę. Tak naprawdę to chciałam już wyjść. Chciałam zostać. Chciałam już do łóżka, chciałam się rozebrać, chciałam wyjść i się pokazać, chciałam… nie wiedziałam czego chcę.
Ale.
Nacisnęłam klamkę, decydując tym samym, co robię…

Rozglądam się niepewnie po pokoju, próbując maskować tą niepewność delikatnym uśmiechem. Idę jak gwiazda po czerwonym dywanie, uważając żeby mi się nogi nie poplątały. Kabaretki oplotły moje ciało i zaczęły delikatnie drażnić.
Nic się nie zmieniło w pokoju. Wszystko wygląda tak jak wcześniej.

Pan podchodzi, okazując mi czułość przy okazji, po chwili łapie krzesło i przesuwa je na sam środek.
Pomyślałam, oho, będą klapsy. Kilka na pewno.
Pan milczał. Milczał. Nie lubię jak milczy. Bo nie zawsze oznacza to coś dobrego.
Położyłam się jak mnie ułożył.
Po mojej prawej stronie było oparcie krzesła, ja leżałam na nim tak, że do pleców i pośladków był nieograniczony dostęp, nogi i głowa mi zwisały, nie wiedziałam co mam z rękami zrobić, to oparłam łokcie o brzeg krzesła i wisiały tak sobie.
Taka myśl mi przeleciała, że to za dużo przygotowań jak na klapsy.. ale po chwili poczułam pierwszego klapsa. Czyżbym miała rację…?
Za chwilę drugi i trzeci, rozgrzewając moje pośladki. Były mocne, ale Pan pokazał mi kiedyś, że istnieją mocniejsze rzeczy. Także cieszyłam się z klapsów.
Ja to lubię, skłamałabym, jeśli bym powiedziała że nie lubię klapsów, a Pana kłamać nie będę…
Ból się rozchodził powoli, stawałam się coraz bardziej wrażliwsza, Pan przerywał, żeby mnie pogłaskać czy podejść i pocałować.
Zorientowałam się, że jeśli podniosę głowę, spojrzę w lustro. Odważyłam się unieść nieco głowę i podnieść wzrok.
Kucyki spływały kaskadą w dół powodując, że się uśmiechnęłam. Ale zaraz uśmiech zszedł z moich ust, bo zobaczyłam po co Pan poszedł na drugi koniec pokoju.
zastanawiające było dla mnie, że nic nie czuję przez dłuższą chwilę.
Czarny Futerał…
Zadrżałam.
Jak mi się przypomniało, co skrywa w sobie, zwinęłam się w sobie.
“Na klapsach się jednak nie skończy…”, zaczęłam kombinować jak tego uniknąć, ale mój Pan prezentował sobą taką nieustępliwość i pewność siebie, że się zamknęłam i czekałam. Zwisałam żałośnie z krzesła. Drżałam ze strachu. I już wyobraźnia podsuwała mi różne scenariusze.
Pan podszedł. Zasłonił mi oczy przepaską. Dobrze wie. DOBRZE WIE jak to na mnie działa.
Nie mogę podglądać. Wyostrza mi się słuch, słyszę najmniejszy ruch, najcichszy szelest materiału, czuję mocniej i wizualizuję sobie ból. Staję się czujna, płochliwa, jak zwierzę.
Przerażenie oplata mnie swoimi mackami, paraliżuje, wpełza w każdy zakamarek ciała powodując spięcie mięśni i postawienie na baczność wszystkich dostępnych zmysłów.
Z moim Panem nie dostaję się wszystkiego od razu. Zapomniałam o tym i czułam jak się ze mną drażni. Dotyk, skubnięcie, głęboki pocałunek, znowu Jego ręka gdzieś powędrowała..
Ale za chwilę poczułam.
Coś, co ma bardzo wąską powierzchnię. Jest cienkie. Trzcinka. Już rozróżniam niektóre narzędzia. Nie wszystkie. Ale część owszem.
Trzcinka lądowała na moim tyłku a mnie coraz mniej się to podobało. Nie histeryzowałam, bo nie bolało tak bardzo.
Znowu uśpienie czujności, pocałunki, głaskanie, odetchnęłam…
Po chwili szpicruta. Szpicruta, jeszcze było dobrze. Powtórzyła się historia, ból, przyjemność..
Dyscyplina z supełkami..
Jakieś patyczki jeszcze były, ale nie zapomnę jednego, zdradliwy pomiot szatana!
Patyczek ze sznureczkiem.
To już było coś konkretnego. Nie zapomnę. Nie zapomnę jak bardzo bolało. Nienawidzę go. Nienawidzę.
I jak już czułam, że nie dam rady.. Pan nagle przestał.
Powiedział natomiast “Od 1 do 5, wybieraj” i zrozumiałam, że teraz ode mnie będzie zależeć narzędzie.
I wszystko zaczęło się od początku. Nie wierzyłam, że w takiej sytuacji było mnie stać na negocjacje.
5 razy to, co wybiorę. Było mi wszystko jedno wtedy, byle mieć to za sobą i się już rżnąć.
Ale nic nie ma łatwo.
Specjalnie i z rozmysłem to wszystko trwało i trwało dwa razy dłużej. To było jak dręczenie, niemal oszalałam.
Byłam na graniczy płaczu, jeszcze na końcu był sznureczek, jedno uderzenie, drugie zaraz po nim i trzecie.. już czułam jak mnie łzy pod powiekami szczypią.. ale koniec. O dziwo koniec…
Pan spiął mi ręce bransoletami, z tyłu na plecach, kostki też, pomyślałam no nieźle się zapowiada, ciekawe co teraz.
Czułam jak mój pośladek pulsuje, czułam gorąco bijące z niego i cieszyłam się, że ma chwilę wytchnienia.
Zostałam postawiona do pionu, lecz nadal klęczałam. Czułam że Pan pociąga mnie za sobą i słyszałam, jak siada na łóżku. Mnie się coraz bardziej to nie podobało, bo spiął bransolety z  nadgarstków z tymi na kostkach tak, że klęczałam odchylona, eksponując piersi. Nie miałam jak się zastawić. Jak wyprostować. Jak odskoczyć.
Miałam związane ręce, dosłownie i w przenośni.
Tak jak myślałam, zostałam wychłostana. W przerwach najpierw wylądowałam na łóżku, później słyszałam materiał rozdzieranych kabaretek między udami, co mnie niesamowicie podnieciło i w końcu poczułam jak mój Pan rżnie mnie palcami. Nie przestawał mnie chłostać patyczkami, szpicrutą i dyscypliną.
Czułam, że mój limit się kończy.
Trzeci sznureczek. Zadecydował…

 

Jakiś czas później leniwie wyplątałam się z objęć mojego Pana, naga, zaspokojona i gotowa na dalsze zabawy, spojrzałam w lustro. Piękne ślady. Na udach, gdzie bolało najbardziej, gdzieś po bokach od zdradliwego sznureczka, który oplatał moje ciało, czerwone pręgi na pośladkach. Jak to może nie uszczęśliwiać…? :-)

Rano, po pobudce i zabawach z mokrym finałem, jak już się miałam ubierać zerknęłam w lustro. Wieczorem moje ciało usiane czerwonymi śladami, a rano trzy kreski czerwone.
Byłam zła na siebie, ale z drugiej strony cieszyłam się, że chociaż te trzy są.
Trzymały się długo i szczęśliwie, przybierając odcień fioletu…

Su Anusz.

Apartament Rozpusty. [1]

yes_sir
Standardowy

Siedzę na krześle, już odziana w swój strój, siateczkowe body, czarny gorset underbust i „niebotycznie wysokie buty”, obserwowałam delikatnie przerażona co się dzieje dookoła mnie.
Cofnęłam się w myślach do lutego bieżącego roku…


Mój pierwszy raz na tego typu imprezie wyglądał zupełnie inaczej niż teraz. Nic nie wiedziałam, ani gdzie jedziemy, ani w jakim celu, żyłam w słodkiej nieświadomości do końca pewna, że jedziemy z Panem na spotkanie ze znajomymi, ba, słysząc głos jednego z nich, już stojąc przed drzwiami apartamentu, ucieszyłam się jeszcze bardziej. Wszystko wiem, będzie tak jak myślałam.
Przekraczając drzwi nie miałam jeszcze świadomości, do jakiego świata właśnie powoli wchodzę…
Zobaczyłam kilka osób. Stały, siedziały i rozmawiały.
O nie, coś jest nie tak. Od razu czułam jak się spinam.
Przebierając się w łazience nie potrafiłam opanować drżenia rąk. Co to za ludzie? Gdzie ja jestem? Co się będzie działo?
Po kolei zakładałam pończochy, gorset i szpilki.
Czyli to jest ta niespodzianka…
Jak ja wyjdę bez majtek do takiego licznego grona ludzi?
Głęboki oddech przed wyjściem, nacisnęłam klamkę i… weszłam do tego innego świata.
To było takie fascynujące, obserwować tych ludzi, zawsze powtarzam mojemu Panu, że wtedy po raz pierwszy poczułam, że są ludzie, którzy mnie zrozumieją, nie spojrzą na mnie krzywo, z niesmakiem, moje potrzeby nie wydadzą się im dziwaczne i nieprzyzwoite i nie powiedzą że coś jest ze mną nie tak.
Zrozumieją, tak po prostu tak po.. ludzku.
Nie muszę się ukrywać ani hamować. Mogę być sobą. Suką.
Jak owieczka szłam za swoim Panem, nie odstępując go nawet na krok. A Pan zaprowadził nic nieświadome stworzenie do krzyża, zapiął z drugą Suką po drugiej stronie i…
Tym oto akcentem, dobrze przyprawionym, odpowiednio pikantnym lecz nie za ostrym, rozpoczęła się impreza.
Przyznaję, czułam się jak zwierzę w za ciasnej klatce wystawione na widok publiczny, przerażone, miotające się.
Trudno było mi się skupić, mając świadomość, że oczy wszystkich zebranych są skupione na krzyżu, a co za tym idzie także na mnie.
Trudno też było liczyć, jeszcze przerażona, odrętwiała a zarazem tak bardzo pobudzona i rozbiegana, czułam jak razy zadawane przez Pana przywracają mnie do rzeczywistości. Jakbym zatracała się we mgle, ale te uderzenia jakby trzymały mnie w tym przejrzystym i wyraźnym miejscu. Słyszałam jak Suka na przeciwko mnie liczy, nasze numerki się nieco różniły, także to było kolejne utrudnienie, tak bardzo zależało mi na tym, żeby się nie zgubić i dziękować..
Przyznaję, pamiętam niewiele, ale chłostę przy krzyżu na oczach innych…
No tego się nie da zapomnieć.
I obserwowałam..
Byłam naprawdę pod wrażeniem.
Nie mogłam się jednocześnie doczekać następnej imprezy, a następna nie była niespodzianką.
No, nie do końca, wiedziałam że jest na pewno. 
I to całe szaleństwo! To oczekiwanie!
Ściśnięty żołądek, gdy krążyliśmy między budynkami, drżenie bynajmniej nie z zimna, chwilowy stan zawieszenia przy windzie i… w środku… ja tak lubię pomagać w takiej organizacji. Poukładać, zanieść, przełożyć, umyć, dołożyć, przełożyć, skomponować..
Żałowałam tylko, że nie wiedziałam wcześniej, bo zabrałabym fartuszek…

Ale siedząc na krześle. I obserwując.
Obserwując krzyż, koziołka i dyby.
Czułam się jak zwierzyna.
Czy ja będę leżeć na koziołku? Czy będę stać przy krzyżu?
A może będę wypięta w dybach, przyjmując razy?
Myśli kłębiły się okrutnie w mojej głowie, wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach, wystarczył jeden bodziec, jeden obrazek żeby tak się rozszalała… i nie dała spokojnie egzystować.
I siedziałam spokojnie. Stwarzając raczej pozory spokoju.
A ludzi przybywało.
W końcu było ich tak dużo, że pojawiła się myśl ucieczki do łazienki. Z początku owszem, pomysł bardzo mi się podobał, bo różne osobowości przewijające się przez kuchnię i Salon Zabaw wprawiały mnie w stan podnoszącego się przerażenia, wbiło mnie w krzesło po prostu, ale.. z czasem już potrafiłam się swobodniej poruszać między dwoma pomieszczeniami.
Nie spodziewając się niczego, czujnym wzrokiem chłonęłam wszystko dookoła.


Otrzymałam propozycję.

A raczej to było pytanie skierowane do mojego Pana.
Poniewieranie psa. Odpowiednie osoby się tym zajmą. Ja tylko mam mu splunąć do ust.
Ale.. że ja? Szczerze mówiąc nie wyobrażałam sobie tego. Ja miałabym komuś pluć do ust? Ja, Su?
Nigdy nie widziałam siebie w takiej roli. To jeszcze nie dominacja. Ale wykonywanie zadania. Pan uznał to za świetne zadanie, kolejne drzwi, próbę mojej uległości, posłuszeństwa i zaufania.
Od samego początku nie wiedziałam jak się za to zabrać. Myślałam tylko o tym.Wiedziałam że mnie nie minie. Ale jak to zrobić? Stać? Przykucnąć? Klęczeć? Mówić coś? Zrobić?
Wtedy przestało się dla mnie liczyć wszystko, mój Pan obejmował mnie, a ja drżałam wewnętrznie, strach obezwładniał mój umysł.
I zaczęło się show, które wywołało we mnie skrajne emocje…

c.d.n.

This kind of magic..

Standardowy

Dziś zadzwonił mój Pan.
Czułam się tak, jakbym nie słyszała wieki Jego głosu, a ostatnia rozmowa wcale nie była tak dawno temu. Może atmosfera nie była hmm.. sprzyjająca..
Ale dziś..

Rozmawialiśmy.
Ja pociskałam jakieś pierdoły, chciałam to wszystko mówić, co się wydarzyło od momentu ostatniej rozmowy, jak sobie radzę, co się dzieje.
To i tak nie wszystko, co chciałam powiedzieć. Jak zwykle zapomniałam tą długą listę, którą układałam na bieżąco w głowie.
Eh…

Od razu usłyszałam, że coś jest nie tak.
Że głos Pana jest zmieniony. Czyżby był chory? Mój Pan? Jak to?
Spytałam się.
Otrzymałam potwierdzenie. Z udawaną pretensją spytałam się, czemu mi nic nie powiedział.

Tak samo robię ja. :roll:
Nie mówię nic, jak jest coś nie tak, jak jest mi źle.
Teraz Pan wypomina mi, że Miś i poduszka wiedzą, ale on nie wie. :roll:
A ma wiedzieć wszystko przecież, prawda? Nie mówię, że zwracam uwagę na brak ‚moja Su’ w SMSie. Ja to widzę, po takim czasie trudno żeby tego nie zauważyć. Ja tak lubię jak w SMSie czytam te słowa. Tak bardzo lubię…

Dziwnie reagowało dziś moje ciało.
Najpierw podniecenie, bo usłyszałam głos Pana, takie czyste podniecenie. Po prostu. :roll:
Następnie jak już rozmowa płynęła swoim rytmem stopniowo ogarniało mnie ciepło, tak jakby ktoś wylewał na mnie rozgrzany karmel. Takie porównanie przyszło mi do głowy jako pierwsze. I jedyne.
I później, jak Pan powiedział „Grzeczna Suka”…

…jak zawsze chodziłam po pokoju, ale na te słowa zatrzymałam się, otworzyłam szerzej oczy i mnie wcięło na kilka sekund. Pysk zbierałam z podłogi.
I później Pan się ze mną drażnił, bo mówił żebym już tak ud nie zaciskała.
Tak się zastanawiam skąd wiedział…??? :roll:
Ale nie, nie rozluźniłam ud. I znów po raz kolejny, przestań zaciskać uda. Nic się nie odzywałam. Ale nadal maiłam zaciśnięte. W końcu Pan spytał się, czy jestem. ja powiedziałam że tak i dopiero wtedy zaczęłam ponownie chodzić po pokoju. I się pytałam, jak to możliwe, skąd wiedział…
Nie może mi wszystkiego powiedzieć.
Tajemnica. :roll:

Ale no jak…???

I rozmowa o niespodziance. No.. przyznaję, troszeczkę gdzieś mi zginęła perspektywa niespodzianki.. I kolejne przemyślane działanie.
Budowanie napięcia, nakręcanie niespodzianką.. i nagle ‚Zobaczymy’. Czułam po prostu jak oklapłam. :roll:
Bo jeju, z każdym słowem dotyczącym niespodzianki unosiłam się do góry, byłam wyprostowana, a jak usłyszałam ‚Zobaczymy’ to nagle spadłam brutalnie na ziemię.
Mam nadzieję, że nie połamałam skrzydeł… :roll:

Przez ostanie dni przygotowuję maleńki układ taneczny.
Eh, a zaczęło się od czytania wywiadu ze striptizerką.. Pan zarządził, że będę się rozbierać dla Niego, z muzyką i tak dalej.
Przyznam. Pomysł od razu mi się nie spodobał. Ale dobrze wiedziałam, że dyskusji nie ma, będzie tak, jak chce Pan.
Ale. Zaczęłam szukać inspiracji.
Szukałam daleko, a okazało się że rozwiązanie było blisko. Masa filmików mojej ulubionej choreografki (ona ma tak zajebiste podejście) a wśród nich.. ten jeden jedyny. Wybrałam akurat ten, mimo że okazja nieco się różniła i to nie był taniec stricte z rozbieraniem.
No ale co to, zdjąć kilka ciuszków między krokami.. :roll:
Zaczęłam się świetnie bawić podczas nauki kroków, że tak się wyrażę, nie zerżnęłam wszystkiego, jestem kreatywną Suką i wprowadziłam swoje pomysły. W filmiku niby jest kilka minut poświęcone na swoje pomysły, ale.. dla mnie ten układ był za grzeczny. Mam swoją koncepcję.
Ale podoba mi się i tyle. Jeszcze z użyciem krzesła…
Za każdym razem modlę się, żebym z niego nie spadła :roll:
Źle nie jest.

Jestem ciekawa jaki będzie efekt. Muzykę mam. To najważniejsze. Strój.. :-) dziś go lekko zmodyfikowałam po rozmowie z Panem, bo mam szatański plan :-) 
Ale ciiiii…

Wszystko w swoim czasie :-)

Niezadowolenie będzie okazywane za pomocą szpicruty…

O rany…


Su Anusz.

Let’s play a game…

Obrazek


Pan dał mi zadanie.
Napisać o jakiej chłoście marzę.
Po wczorajszej próbie uniknięcia tematu (napisane ogólnikowo, mimo najróżniejszych myśli) dziś jednak wzięłam się za to na poważnie. Cały dzień myślałam o różnych sytuacjach, co by się mogło wydarzyć, jaka mogłaby być oprawa, co by się mogło dziać przed, w trakcie i po.
Doznałam olśnienia co do koncepcji wiązania, jeszcze nie wiem czy to możliwe, dosyć abstrakcyjny pomysł, ale zawsze warto spróbować.
Napisałam całą listę, czekam aż Pan przeczyta.
Jestem tak bardzo ciekawa czy mu się spodoba!
Może momentami zbyt odważnie pisałam o wytycznych, ale przecież decyzja i tak należy do Pana. Wie co robi, gdzie są moje granice, poza tym tyle razy okazał mi wyrozumiałość. Ważne że jest pewny swoich działań. To mi wystarczy.
Trochę się jednak boję, co będzie jak nie dam rady..?
Nie, nie, ja DAM RADĘ. Musze się tego trzymać.
Zastanawiam się tylko teraz nad tym wiązaniem. Bo szczerze mówiąc ciągle widzę siebie w Zielonym Apartamencie jak łapię pościel w obie dłonie i staram się zachować pozycję.
To mi się tak podobało, od samego początku do końca, to traktowanie jak Sukę, świadomość, że Pan może zrobić ze mną wszystko w każdej chwili, od wyjścia nago na spacer poprzez zadanie kończąc na rżnięciu.
I ta niepewność co będzie dalej, co się wydarzy, czy zostanę rzucona na łóżko czy może pogłaskana po policzku.


Spałam dziś nago w obroży.
Miałam ten substytut bezpieczeństwa, czułam to, wtuliłam się i usnęłam…
Bardziej wolę spać tak obok Pana.. naga.
A rano tak trudno było mi się rozstawać z obrożą.. z żalem zdjęłam ją z szyi i schowałam.

Mam ją zawsze przy sobie…

Tęsknię Panie mój…
So I love when you call unexpected
Cause I hate when the moment’s expected
So I’m a care for you…

Su Anusz.