Potknięcia (nie)pokornej Suki.

Standardowy

Bywa tak, że czasem brak mi pokory. Oczywiście. Mimo że jedna z zasad brzmi właśnie POKORA, zdarzają się momenty, kiedy tej pokory niestety nie widać. Tak jakby na jedną chwilę wyparowała. 
Wtedy ja zamykam się w Czarnej Otchłani, a Pan wkurzony i zdenerwowany (na mnie) przekierowuje mnie na właściwe tory.
Bywam wredna, uparta, złośliwa, niepewna, panikuję, histeryzuję i czasem wycofuję się z życia. Ale bardziej niż kultywowanie moich (złych) nawyków pragnę stać się taką Suką, jaką sobie wymarzył mój Pan.
Posłuszną, pokorną, wierną, doskonałą, idealną.
Dla Niego. 


To było długie spotkanie po bardzo długim okresie czasu, byłam nakręcona, bo przed tym długim spotkaniem było jeszcze to spotkanie krótsze. 
Nakręcenie można interpretować na rożny sposób. Pobudzenie, podniecenie, fioł, niecierpliwość, pragnienie.
Ok, ok, to wszystko było, ale…
Było coś jeszcze.
Było uczucie strachu, które zostało zasiane jakiś czas temu. I samoświadomość, że przez to, co robiłam, nie będę przytaczać tego, bo  wstyd się przyznawać, przez to co robiłam, czeka mnie kara.
I nie mizianie, dwa uderzenia trzcinką i groźna mina.
Tylko coś bardziej głębszego.
I wiedziałam, wiedziałam że mnie to nie minie.
Bo wiedziałam, że przeskrobałam więcej niż zwykle, i moje działania nieprzystające Suce wymagają kary, pokazania, czy raczej przypomnienia, gdzie moje miejsce, jakie moje obowiązki i zasady.
Drżałam. Ciągle drżę, bo zdradzę w sekrecie, że.. jakoś na tym spotkaniu nie udało się zastosować kary. Wiem, że to co zrobił mi Pan na ostatnim spotkaniu to tylko ledwo widoczny czubek góry, gdzie na kolejnym spotkaniu czeka mnie cała reszta tej góry.
Wybrałam sobie karę. A może to tylko część kary, a może tylko rozrywka, nie wiem.
Ale zaskoczyło mnie to, jak Pan zapytał, czy chcę 16 minut czy kija.
Myślałam że jak zawsze się ze mną droczy, bo przecież Suka nie ma wyboru, prawda?
Tak więc myśląc, że znów się ze mną droczy, i że po tym jak ja powiem o moim „wyborze” i tak zrobi po swojemu.
Wybrałam 16 minut. Pan się zgodził. Powiedział dobrze, będzie 16 minut.
Otworzyłam szeroko oczy, ze zdumienia, zaskoczenia, zabrakło mi języka w pysku..
Ale jak to?
Dopiero po chwili zaczęłam się zastanawiać. 16 minut ale CZEGO? 16 minut, to bardzo dużo czasu, może się wlec w nieskończoność z wisienkami, ciężarkami i chłostą a może zlecieć jak z bicza strzelił. No, ciekawe porównanie, aczkolwiek.
Przeraziła mnie wizja 16 minut czegoś.
Może ten kij byłby lepszym rozwiązaniem? Ale do końca byłam pewna że to tylko żart..
Tak się zastanawiam, może ja coś zaproponuję?
Ostatnia karę jaką pamiętam to była ta z wisienkami, ciężarkami, nie pamiętam ile to minut wtedy było ale myślałam że klęczę w nich godzinę… klęczałam, byłam przywiązana, oparta o drzwi..
Bałam się wtedy. Bałam się i bolało.
Bo chłosta w Zielonym Apartamencie.. to o tym już nie wspomnę. To dopiero było..
Nie chłosta sama w sobie ale to wszystko co wpłynęło na moją psychikę, co spowodowało że się bałam, i odczuwałam mocniej i mocniej..
Możliwe że to trochę kwestia wybujałej wyobraźni, której (czasami niestety) jestem właścicielką.
W każdym razie.
Przygotowywałam się na spotkanie, bardziej pod kątem.. hmm.. stroju.
Miałam dla Pana prezent.
Od razu na początku miesiąca zamówiłam, i szczerze mówiąc… delikatnie, ale delikatnie jestem rozczarowana.
Myślałam że packa będzie większa i solidniejsza, na taką wyglądała na zdjęciu, a tu miałam wrażenie że to zestaw dla początkujących.. :-)
Zobaczyłam packę i zaczęłam się śmiać :-) pomyślałam że Pan uderzy raz w mój tyłek i ją złamie..
Cały zestaw zawierał opaskę na oczy czerwoną i.. kajdanki z czarnym futerkiem.
Jak futerko :-) to klasyczna czerń :-) czerwień bywa intrygująca :-)
Ale.

Oczywiście przygotowałam strój.

Za czerwonymi pończochami z oczkami chodziłam od kilku miesięcy, ale w końcu znalazłam! I od razu, ze zdenerwowania jak w łazience się przebierałam to zrobiłam dziurę.
A miały być na Klimatyczną następną!
Koszulka czarna, ta co z tyłu jest przezroczysta, i specjalnie na ta okazję skombinowałam czapeczkę. Ale z rogami. I takim sposobem stałam się reniferem.. miałam zrobić jeszcze czerwony nos ale kompletnie mi to wyleciało z głowy.
Wyszłam, dałam prezent mojemu Panu, ii czekałam niecierpliwie! :-) sugestywnie wskoczyłam na łóżko i wypięłam tyłek, ale ciągle patrzyłam co Pan na to :-)
Jakoś.. bardziej od trzcinek i patyczków wolę coś, co ma dużą powierzchnię.
A już najbardziej podoba mi się pas :-) A ten na spotkaniu!
To był obłęd! Jeszcze tak mocno go nie czułam! Ale i tak go lubię.. :-)

Na następnym spotkaniu wieeeem. Wiem. Że kara mnie nie minie.
Wiem.
Zdaję sobie z tego sprawę. A moim zdaniem, wiem że Suka swojego zdania nie ma, ale moim zdaniem uważam, że 16 minut to za mało i to może być na rozgrzewkę.

Chociaż perspektywa kary na następnym spotkaniu, wspomnienia całego wieczoru, który razem spędziliśmy, czerwony tyłek i ślady, ból przy każdym ruchu, to zniknęło gdzieś w momencie, jak przytuliłam się do Pana i usnęłam, po raz pierwszy od bardzo długiego czasu spokojnie i z błogim uśmiechem na ustach…

 

 

 

 

Su Anusz. 

Podróż w nieznane – Klimatyczna [2]

Standardowy

Weszliśmy na górę. Miałam wrażenie, że pokonywanie schodów zajęło nam pół wieczora. Ale tak nie było.
Weszliśmy do jednego z mieszkań..
Nie wiedziałam czego się spodziewać.
Przekroczyliśmy próg i od razu z brzegu była kuchnia. Duży, zastawiony stół, przy którym siedziały znajome twarze. Napięcie na chwilę mnie opuściło.
Zaledwie garstka, ale ja ich znam!
Byłam zdziwiona, ze tylko tyle nas będzie. Ale pomyślałam, może impreza w kameralnym gronie?
Od razu zauważyłam, że jest gdzie się położyć. W jednym pokoju rozłożony duży tapczan, a w drugim, który słuzył za palarnię, jednoosobowe łózko.
Ucieszyłam się, bo pomyslałam że jak mnie weźmie to będę miała się gdzie położyć chociaz na chwilkę.
Zanieśliśmy do szafy nasze rzeczy, załozyłam obrożę i wrócilismy do kuchni.
Zajęliśmy miejsca i.. i tak własciwie nie wiedziałam co dalej.
Okazało się że czekalismy na resztę.
„To będzie jakas reszta?”
Jak się później okazało, była, i to całkiem.. spora.
Rozmowy się toczyły, ja odczuwałam jeszcze delikatne spięcie, mimo to przysłuchiwałam się. W pewnym momencie podszedł do Nas taki elegancki Pan, zainteresowała go moja obroża z medalionem, a ja niemal jak paw, wyciągnęłam szyje i ociekając dumą prezentowałam moja najcenniejszą biżuterię. Całą sobą mówiłam „Patrz, od mojego Pana, piekne, cudowne, prawda, jedyne w swoim rodzaju bo moje, Pan mi ją dał i specjalnie do tego medalion, to tyle dla mnie znaczy!”. Czułam się wyjątkowa…
Ludzie się schodzili, powoli i leniwie, tak siedzieliśmy, wyłapywałam pojedyncze słowa i od czasu do czasu zerkałam kto wszedł. Najbardziej w pamięć wryły mi sie dwie osoby.
Wysoki mężczyzna, rosły i silny, gdzie zastanawiałam się, kto jest jego własnością. Okazało się że to uległy. A ja myślałam że to on dominuje.. a dominował tylko wzrostem i posturą. Ok, byłam zaskoczona, że jest uległym, ale kazdy lubi coś innego i spoko.
I kobieta. Weszła i nie wiem czemu akurat ona przykuła moja uwagę. Ciągle na nią zerkałam, aż mnie to zaczęło krępować. Pomyśli ze jakaś niewyżyta jestem albo coś.
Miała piękne włosy, blond, spięte w kucyk. Taki mi się podobały! Cała ona wydała mi się interesującą postacią, a jak usiadła ze swoim partnerem obok mnie to prawie omdlałam z wrażenia.
Może przesadziłam troszeczkę, ale w każdym razie podobał mi się taki obrót spraw. Patrzyłam ukradkiem na jej nogi. Ale Pan powiedział że moge iśc się przebrać.
Wstałam posłusznie, poszłam do pokoju gdzie były nasze rzeczy i.. i juz miałam się odwrocić na pięcie i wrócić, ale oto odwrócił się elegancki Pan i Dama w Czerwoje Sukience. Przeszkodziłam im.
Ale weszłam dalej do pokoju, zażenowana jak cholera, i po cichutku wyciągałam swoje rzeczy.
Para zaraz poszła i zostałam sama. Kilka razy przewinęły się jakies osoby, a że łazienka była zajęta to zaczęlam przebierać sie w pokoju.
Zaczełam od makijażu. Mdłe światło wcale nie pomagało, brak lusterka doskwierał ale kreatywność się uruchomiła, i po chwili miałam kącik do makijazu.
Nie byłam zadowolona z efektu, ale zwolniła się łazienka.
Szybko do niej pobiegłam, obiacałam że będe minute-dwie i wskoczyłam zamykając drzwi.
Rozebrałam się. Założyłam pończochy, sukienkę, wyciągnęłam szpilki, poprawiłam jeszcze raz makijaż. Poprawiłam sukienkę. Bo z nią jest tak, że od pasa w górę jest z pasków, taka jakby uprząż, z tej uprzęży paseczki ida do
szyi a na szyi jest obroża. Od pasa w dół jest skórzana spódniczka.
I poprawiłam się, już tam się mocno dobijali, więc wyszłam i chyba zrobiłam pozytywne wrażenie.. :-)
schowałam rzeczy, pomalowałam usta konkretnym, ciemnym różem i weszłam do kuchni.
Chciałam jak najszybciej usiąść, żeby nie czuć tego wzroku przypatrujących się ludzi.
I chyba tutaj też zrobiłam wrażenie…
W sukience czułam się bardzo dobrze, troszeczkę speszona byłam jeszcze, bo przecież uprząż tak, było widać to i owo, ale w końcu przyzwyczaiłam się.
Szumiał mi w głowie wypity drink, który na początku wylądował w mojej dłoni, od mojego Pana.
Imbirowy. Nie spojrzałam.. a tu imbir.. dlatego mnie tak usta piekły później..
Pan oczywiście powiedział, że zna inne zastosowanie imbiru.. nawet nie chcę się domyślać!
Wśród przybyłych ludzi była Pani z ostatniej imprezy. Tym razem jej nie poznałam, bo zamiast wyrazistego irokeza, miała gładkie, rozpuszczone włosy. I tak wyglądała niesamowicie. Przyszła ze swoją.. Suką. Tą sympatyczną.
Ale Pan powiedział że wchodzimy do pokoju, i poszliśmy jako pierwsi.
Zapaliła mi się kontrolka i spanikowana zapytałam się Pana, czy to ja będe zaczynac imprezę, jak to kiedys miało miejsce. No bo jeju no, moj Pan ciagle o tym mówił, „A pamiętasz jak z N. zaczynałyście imprezę? Pamiętasz zasady? Hasło bezpieczeństwa? A to o czym rozmawialiśmy?”.
I jak tu kręćka nie dostać? Jak tu nie oszaleć z domysłów?!
Ale Pan na moje pytanie tylko sie uśmiechnął.
Podeszliśmy do kanapy a ja z wrażenia aż usiadłam obok Pana. Na kanapie!
Ja po prostu nie wierzę, zawsze na podłodze klęczałam, sama z siebie a tym razem obok Pana na kanapie.. no kto to widział, to az nie przystoi.. Może ze tam pod ścianą mało miejsca było i równie dobrze mogłabym klęczec przy krzyżu.. ale ja sie nie tłumaczę!
Ale już coś się zaczęlo dziać..
Siedzieliśmy i siedzieliśmy, ludzie sie krzatali jeszcze..
i tak zachodziłam w glowę, co też będzie sie działo? Obok krzyża fotel, na środku kozioł, gdzies tam majaczyło nowe urzadzenie..
Matko, ja sie boję…
I wparował Święty Mikołaj, a raczej Pani Mikołajowa, i nie jestem pewna czy taka Święta… :-)
I się zaczęło, spojrzałam, jakieś patyki, i ooooo nie! Rózgi! Kozioł+Rózgi= Masakra!
I tak patrzę z nadzieją, może na mnie nie starczy?? Moze akurat na mnie nie starczy?
Byłam przekonana że ja nie wyjdę.. że może jakiś elf ukradnie sobie rózgę..
Ale powoli. 
Zaczęło się…

Było takie kółeczko z cyferkami, od 1 do 16.
Trzeba było sobie zakręcić i liczba wylosowana będzie liczbą razów.
Natychmiast pomyslałam, że ja to pewnie będe miała 16.
Pierwsza Niegrzeczna. No dobrze. Zakręciła, nie pamiętam jaka liczba wypadła, ale tam jeszcze na stoliku było coś do wypicia. I jak w koncu którać to wylosowała to padła na podłogę. I ja z takim przerażeniem pytam sie Pana, ale co tam jest w tym kubeczku? A Pan mnie uspokojał że tam nic takiego nie ma, a ja tak zaczęłam panikować, i nie, ja nie chce kubeczka!
W koncu pewna Niegrzeczna wylosowała 16, ku uciesze zgromadzonych. Nie, to jeszcze nie byłam ja.
Momentami po pokoju latały drzazgi z rózgi. Ale generalnie było dobrze.
I Pani Mikołajowa patrzy na mnie, i mówi że jeszcze przecież ja!
Ja taka speszona, na tych szpileczkach „baaaardzo” wygodnych tuptam do fotela, siadam na kolanie Pani Mikołajowej i pada pytanie…

C.D.N.

Su Anusz.

Nienasycona

Standardowy

22.09.2016
Szczególna data, o której myślałam od rana. Od kilku dni.
Pan uświadomił mnie, że to 25 miesięcy.
Inaczej brzmi „2 lata i miesiąc” a inaczej „25 miesięcy”. Zrobiłam wielkie oczy. To mówimy już o takich liczbach?
W każdym razie, taki okres czasu jestem Suką. Z obrożą. Z Panem. I wizją chłosty w każdym momencie i w każdym miejscu, kiedy zażyczy sobie Pan. I z tymi różnymi innymi rzeczami, których się nie robi, a które są piekielnie podniecające. Czasem zawstydzające.
Ale wszystko co nielegalne i nieprzyzwoite ma w sobie magnetyzm. Nikt nie musi wiedzieć że ups, przekroczyłam granice przyzwoitości, ale mogą :-)
Mogą wiedzieć i widzieć jak to robię… :-)
Wszystko zależy od mojego Pana i co aktualnie wpadnie. Może inaczej, zależy do Niego i od tego, jak bardzo zainspirowała Go chwila i splot zdarzeń :-)

Przekonałam się o tym nie raz, ale odbiegłam od tematu bo nie o tym miałam pisać, tylko o wczorajszym dniu :-)
Rano niczego nieświadoma, wypiłam kawę. Miałam w planach zadzwonić w kilka miejsc.
Ale tak jakoś się wlókł ten poranek, zjadłam śniadanie, poszłam się przebrać i wykonałam jeden telefon. JEDEN.
Ledwo słuchawkę odłożyłam, zadzwonił Pan. :-)
Ze śmiechem odebrałam telefon i mówię, że właśnie skończyłam rozmawiać na drugim telefonie.
A że rozmowa nie za bardzo poszła po mojej myśli i byłam okropnie wzburzona, zaczęłam rozemocjonowana opowiadać Panu co udało mi się dowiedzieć i załatwić.
Gadałam i gadałam i gadałam i… w końcu Pan coś powiedział, ja się dalej skarżyłam, że już nie mam miejsca w kalendarzu do pisania i dalej nawijałam, Pan w końcu mi przerwał i powiedział że nawet nie zwróciłam co powiedział.
I tak zamknęłam się i myślę, o cholera, faktycznie tak ciągle ja tylko mówię i nie słucham i się zapytałam czy może powtórzyć co powiedział.
Powtórzył, aczkolwiek hmm.. :-) nie przywiązałam to tego wagi :-) to znaczy nie tak, nie uwierzyłam w to co mi moje wnętrze podpowiadało :-)
„Za chwile mi pokażesz”.
I się zaczęłam śmiać i myślę, tak jasne, za chwilę co to znaczy? Dziś? Jutro? Kiedy? Zapytałam się przez śmiech a kiedy.
„Za pól godziny”.
Umilkłam. Haha, oj mina mi zrzedła :-) Teraz to Pan się śmiał a ja zaczęła panikować.
Ale jak to za pół godziny? Przecież ja bym się musiała przygotować („O każdej porze dnia i nocy”, wiem, pamiętam, ale czasem trudno się tego trzymać…), ogarnąć trochę, przyznaję „Perfekcyjną Panią Domu” nie jestem, ale bałaganiarą rodem z tych programów amerykańskich też nie jestem, a wiadomo że czasem się pozbiera miejscami kilka ciuchów na fotelu :-)
Pół godziny hmmm… powiedziałam, że muszę trochę ogarnąć i w ogóle tak 15 minut na to potrzebuję. No ale ok, rozłączyliśmy się, Pan pozwolił w te 15 minut trochę ogarnąć.
Poza tym, jak to możliwe że Pan przyjedzie jak dokładnie w zeszłym tygodniu się spotkaliśmy na dłużej? No jak? A może jednak właśnie możliwe?
Te 15 minut upłynęło błyskawicznie, Pan zadzwonił że mogę schodzić, no to poszłam otworzyć drzwi, i jak zobaczyłam Go przy furtce… aż się we mnie zakotłowało..
Na czarno ubrany? O masakra, co to znaczy, będzie źle czy nie? Poza tym dobrze wie że mnie to kreci jak jest na ciemno ubrany i perfidnie to wykorzystuje!
Jeszcze lekko oszołomiona strojem dojrzaalm w Jego dłoni różę.
I tak się zastanawiam, dla mnie ta róża? A z jakiej okazji? A może nie dla mnie? No ale z jakiej okazji????
I się mentalnie pacnęłam w czoło.
Przecież dziś miesięcznica. :-)
Jakoś tak mnie zamroczyło :-) Przez ten strój jednak chyba… :-)

No ale przytuliłam się do Pana, poczułam jego usta na swoich i już straciłam głowę. Nic mnie nie obchodziło co dookoła. :-)
Ale tak to już bywa z tymi pocałunkami :-)
Poszliśmy do pokoju i co mnie zdziwiło leżeliśmy grzecznie na łóżku :-)
Grzecznie jak na nas :-) Ostatnio mnie poniosło z Czarnym Przyjacielem.. :-) ale już teraz byłam hmm bardziej opanowana :-)
No ale tak leżeliśmy, takie mizianie, no ale za chwilę już poczułam dłoń Pana pod legginsami :-) było o tyle łatwiej że nie założyłam majtek :-)
I za chwilę, co mnie jeszcze bardziej zdziwiło, Pan zaproponował żebyśmy się przenieśli pod kołdrę :-)
Znów rozważałam ten pomysł a Pan dalej zajmował się moimi najbardziej spragnionymi miejscami :-)
W końcu stwierdziłam, dobrze, idziemy pod kołdrę, ale…
„…teraz ja zajmę się Tobą” i uśmiechnęłam się przy tym nonszalancko :-)
I za chwilę dodałam „Śmigaj pod kołdrę”, na co Pan zareagował delikatnym upomnieniem słownym, iż nieodpowiednio się zwróciłam :-) no nie była to gafa na miarę „piątki” :-)
Ale jednak wywołało to uśmiech na mojej twarzy :-) w sumie, nie tylko mojej… :-)
Pan powiedział, jak już wstałam, żebym wzięła ten mały masażer, ale najpierw musiałam go zlokalizować.
Leżał w torbie :-) razem z obrożą :-)
Wskoczyłam do łóżka, przytuliłam się do Pana i… każdą komórką ciała czułam, jak mi dobrze :-)
Wiem, wiem, wanilia coraz bardziej dominuje, chociaż czasem może nie do końca, bo na czwartkowym spotkaniu… aaaa, ciiii :-) wszystko w swoim czasie :-)
Ale leżałam tak wtulona i nie chciałam się ruszać, było mi tak dobrze :-)
Ale za chwilę :-) było mi jeszcze lepiej :-)
Pan zajmował się moimi piersiami, tak jak lubię, mocno, czasem za mocno, ale jak boli wiem że żyję :-)
Zajmowałam się kutasem Pana. Zawsze mi tego brakuje. Zawsze. Lubię bawić się nim dłonią, jak leżymy i nakręcamy się nawzajem, albo ustami, sama kierować rytmem albo jak robi to mój Pan, trzyma mnie mocno za włosy i pieprzy aż się dławię i ślinię, i jak dochodzi i czuję jak nasienie spływa po moim gardle i… nie, zdecydowanie dużo wymieniać, temat na osobny wpis :-)
Eh.. :-)
Pan bawił się jeszcze mną, i po dłuższej chwili doszłam. Jak mam okres dostać jestem nie do zniesienia :-)
Wredna, złośliwa, ciskająca sarkazmem na prawo i lewo, bywa że obojętna, częściej płaczliwa.
Zresztą, każda kobieta czuje jak ma dostać okres. A takie dzikie samopoczucie niekoniecznie sprzyja zabawom :-)
Ale. Nie było źle. Było cudownie. Pan wyczuwał moje ciało, odczytywał moje reakcje i do tej pory mnie to zaskakuje z jaką precyzją, PRECYZJĄ to odczytywanie zawsze przebiega. Nie, nie chodzi o moje ciało, ale o te wszystkie inne rzeczy. Emocje, wahania nastrojów, ogólne wahania, moje myśli…
Czasem rozmawiamy przez telefon, Pan wspomina o jakiejś rzeczy, i zaciskam uda, a On mówi „Ale nie zaciskaj tych ud tak mocno” i jeszcze się uśmiecha!
Nie wiem, może to logiczne. Może. Nie wiem tak w sumie :-) ale zawsze mnie to rozśmiesza :-)
Czasem czuję się na podglądzie, ale to kolejny temat na osobny wpis :-)
Jeszcze leżeliśmy. Oczywiście, jak to Pan powiedział „bez łaskotania nie ma spotkania” :-)
A się broniłam, ale no niestety nie udało mi się i z rękami unieruchomionymi zwijałam się ze śmiechu :-) skopałam kołdrę przy okazji. I prześcieradło :-)
Eh :-) tak cudownie, ale wszystko co dobre kiedyś się kończy, i ten moment nadszedł.
Posmutniałam.
Jeszcze Pan mówił, żebym nie była smutna, ale jak tu nie być smutną, jak trzeba na ziemię wracać?
Czy ktokolwiek chciałby wracać z wymarzonego Raju?

Sprowadziłam Pana, pożegnaliśmy się i poszedł do samochodu. A ja jeszcze długo długo stałam w drzwiach kompletnie wyłączona. Nie płakałam ale poczułam taką pustkę. Tak jakby czegoś nagle we mnie zabrakło. I nie chodzi tylko o kutasa Pana :-)
Ale zabrakło mi takiego pchnięcia :-) do działania oczywiście :-)
Jak ja pisze no nie, najwyższy poziom zboczenia chyba dziś mnie ogarnął :-)
Także wczorajsza niespodzianka :-) Była wspaniała, cudowna, piękna i oh jeju… :-)

 

23.09.2016
Dziś poranek zaczęłam również od kawy :-) W sumie poranki zaczynam od porannego maila, w którym znajdują się zdjęcia i kilka informacji :-)
Ale później kawa była :-)
Wypiłam na spokojnie, obejrzałam bardzo ‚ambitny’ program i poszłam do kuchni.
Zanim naszykowałam sobie śniadanie minęło 40 minut.
Bo włosy jeszcze umyłam, jeszcze maila sprawdziłam, jeszcze to tamto i 40 minut się zrobiło.
Z drugiej strony skończyłam po 12 lekko. I jak popijałam spokojnie herbatę i kończyłam czytać zadzwonił Pan :-)
Kubek by poleciał na podłogę, tak drgnęłam na dźwięk dzwonka :-)
I znów ze śmiechem odebrałam telefon i powiedziałam, uwaga: „Masz szczęście, bo skończyłam śniadanie”.
No cóż, to nie było zbyt właściwe, ciągle mnie to gryzie.. Za te moje odzywki powinnam dostać trzcinką. Albo tym patyczkiem z cieniutkim sznureczkiem.
O brrrr, jak sobie o nim przypomnę pokornieję… i składam się w sobie do pozycji klęczącej. Prawie jak Transformers…
Ale Pan zwrócił mi uwagę, iż te moje odzywki doczekają się dobitnego przedstawienia ich niestosowności… i rozmawialiśmy dalej.
I nagle usłyszałam, że do pokoju, że Czarny Przyjaciel, że ten mały masażer… :-)
Hmm, niekoniecznie mi się ten pomysł spodobał, jeszcze byłam po wczorajszym obolała :-)
Ale pobiegłam do pokoju, zabrałam potrzebne rzeczy, rozebrałam się.
Podłączyłam Przyjaciela, wzięłam masażer. Miałam się nim pieprzyć :-) bo wczoraj Pan mnie nim pieprzył ale :-) jednak wolę jak Jego palce mnie pieprzą :-) tak podniecające że aż boli :-)
Położyłam się, powiedziałam że już gotowa jestem iiii… :-)
Najpierw masażer :-) miałam go w cipkę włożyć, jak to zrobiłam Pan powiedział żebym się nim teraz trochę pieprzyła :-) ten masażer ma za małe obroty :-) potrzebuję mocniejszych doznań, a Czarny Przyjaciel… :-) Eh :-)
I w końcu usłyszałam, to teraz Czarny Przyjaciel, włącz :-)
Włączyłam przyłożyłam w odpowiednie miejsce i..
Nie wiedziałam że jestem aż tak obolała :-) ale szukałam odpowiedniego miejsca i wcale tak bardzo nie bolało :-)
I jęczałam, tak momentami było mi dobrze, Pan oczywiście kazał mi mówić, ale :-) no cóż, muszę to jeszcze poćwiczyć :-)
Tak mi brakowało w tamtym momencie rżnięcia, czasem jakieś zdanie wydobyło się z moich ust aale nic specjalnego, ale miałam powiedzieć kim jestem :-) co mnie kompletnie podnieciło :-) jak ja to lubię mówić :-)
I jeszcze chwila, i jeszcze troszeczkę i.. jejuu, jak ja wyłam.. przed orgazmem.
Takie dwa głębsze.. :-) w sensie jęki :-) i pytanie.
Nie lubię dochodzić bez pozwolenia. Ale z drugiej strony nie potrafię się powstrzymać jakl Pan mówi „Jeszcze nie”… chciałabym się w końcu tego nauczyć :-)
Ale Pan pozwolił :-) podświadomie czułam że pozwoli :-) czasem jak się pytam to na chwilę przestaję się ruszać, bo ja jestem na krawędzi to wystarczy niewielkie poruszenie biodrami i koniec, spadam :-)
O jak się kręciłam.. zsunęłam się z poduszki, raz, drugi trzeci się wygięłam, rozłożyłam nogi szerzej by za chwilę mocniej je zacisnąć i znów rozłożyć ale nie przestawałam.
I dalej dalej trzymałam ale już nie mogłam miejsca znaleźć. Już tak bolało.. :-)
Pan mnie wczoraj zużył.. :-) Hahaha :-)
Ale za chwilę doszłam drugi raz, teraz orgazm był płytki ale nie tracił na intensywności :-)
I jeszcze trzymałam :-)
Ale Pan powiedział że już starczy… :-)
Szkoooda :-)

Także dwa dni pod rząd taaakie niespodzianki :-) oj bo się przyzwyczaję :-) ale eh było cudownie :-) nie mogę przestać o tym myśleć :-)
Pan mnie lubi zaskakiwać :-) i znalazł dla mnie czas :-) i przyjechał i był i pozwolił na orgazm i zadzwonił i… :-)
Jeju :-)
Tak wspaniale być Suką mojego Pana…

 

Su Anusz.

Nowe Oblicze Suki

Standardowy

„Sucze żądze to przy dzisiejszym dniu nic…”

Tak, Pan dziś przyjechał :-)
Zrobił mi ogroooomną niespodziankę :-)
Mimo że wczoraj mówił że MOŻE dzisiaj przyjedzie, ale mruczał przy tym tak że już nie byłam pewna czy będzie, czy MOŻE jednak nie…
Ale Pan zadzwonił rano, powiedział że już jedzie do mnie :-)
I oh jeju..

To co ja dzisiaj robiłam.
Nie poznawałam samej siebie. Jak dzikie zwierzę wypuszczone z klatki!
O ile z początku się broniłam, powtarzałam sobie „Ooo nie, dziś tak łatwo nie pójdzie”, o tyle niełatwo się skupić przy pieszczotach Pana i z każdą chwilą moje twarde postanowienie topniało… Ale twardo pokazywałam ulotkę z bielizną.
Zawsze łatwo ulegałam :-) tym razem też poszło szybko.
Ale zdołałam jeszcze zabrać telefon i pokazać Panu filmik który nagrałam :-)
Nie wiem, czy obejrzał coś, bo ja na pewno nie.
Czułam Jego palce między udami, jak wsuwają się zwinnie do cipki i pieprzą mnie ale tak delikatnie, doprowadzając mnie do granicy.
Pamiętam, że w pewnym momencie się wygięłam i dosłownie wpiłam w usta Pana jak wygłodniały wamp. Ah, to było piękne…
Dopiero po serii orgazmów, jak leżałam wtulona w Pana i chłonęłam Go całą sobą, zdałam sobie sprawę jaka byłam wygłodniała.
Nie tylko ja samą siebie zaskoczyłam, Pan też mnie zaskoczył.
Ale ciiii :-)
Zaproponowałam wibrator :-)
I tak wibratorem nawet ja się nie potrafię pieprzyć jak robi to mój Pan.
Najpierw naturalnie sama się pieprzyłam. Ale później to Pan przejął.. hmm.. :-) pałeczkę :-)
I on mnie pieprzył. Momentami odlatywałam na inną planetę :-) To było niesamowite :-)
I jeszcze jak poszłam po Czarnego Przyjaciela :-) i te kilka orgazmów :-)
I jak bez cienia zażenowania mówiłam „Pieprz mnie, o tak, pieprz mnie, pieprz mnie…” patrząc się prosto w oczy mojego Pana :-)

Ja się nigdy tak nie zachowywałam :-)
A tu nagle proszę :-)

Taka bezwstydnica :-) nie wierzę :-)

Oczywiście jak to zazwyczaj bywa, czasu mimo że było całkiem dużo, dla mnie było za mało.
Wtuliłam się w rękę Pana, leżałam, On siedział, lubię jak znajdujemy się w takiej perspektywie.
Nie chciałam żeby szedł. Nie chciałam. Ale wiedziałam że to konieczne.

Lubię tą Naszą bliskość. Czuję się tak swobodnie, tak naturalnie jak nigdzie indziej. Szkoda że czasem to trwa za krótko.
Zawsze mi mało…

`Dziękuję Panie mój za dzisiejszy dzień, za orgazmy, za pieprzenie, za spojrzenia, dotyk, rozkosz, za Twojego kutasa, za Twoje pocałunki za łaskotanie, za „piątkę” ( :lol: ), przytulanie, leżenie, splecione dłonie i nogi, obejmowanie, uśmiech, za całego Ciebie.
Dziękuję że byłeś.
Dziękuję że JESTEŚ. I będziesz.

Twoja Su Anusz.`

Su Anusz.

Pan i Suka na spacerze.

Standardowy

Wczoraj był spacer niespodzianka… :-) :-) :-)  
Pan przyjechał :-) kompletnie się nie spodziewałam, czasem to chociaż podejrzewam tak troszeczkę, coś czasem Go zdradzi, ale wczoraj…
Skończyłam ładnie wpis, jeszcze przedłużałam pisanie żeby na 20:30 się wyrobić, czymś się dodatkowym zajmowałam, gdzieś poszłam na chwilkę…
Ale prysznic zdążyłam wziąć, jeszcze siedziałam po 22 w łóżku, miałam jeszcze zdjęcia zrobić, niby do 22 powinnam zdjęcia i plan wysłać, ale wczoraj z przyczyn ode mnie niezależnych nie mogłam zdjęć do tej godziny wysłać i napisałam w sms że nie zdążyłam zdjęć zrobić i że będę miała lekki poślizg.
I dzwoni Pan.
Czasem zdarza się że jest 22 albo nawet po 23 i dzwoni do mnie, czasem nawet koło pierwszej ale to często zmierza do jednego.. :-)
I taka rozmowa jak zawsze, co robiłam wieczorem, jakie mam plany na dalszą część wieczora i Pan nagle mówi żebym się ubrała i za 15 minut mam na Niego czekać przed domem.
Ale czekać przed domem a nie pisać i się pytać jak ostatnio.
Bo ostatnio Pan powiedział tak samo, że za 15 minut będzie i mam na Niego czekać.
A po 15 minutach zastanawiałam się, wychodzić czy nie?
Ale jeszcze taka zaskoczona, z szerokim uśmiechem mówię, że zdjęć nie zrobiłam a Pan się uniósł i no jak to, po 22 już jest a ja nie wysłałam zdjęć!
Ale powiedziałam, że wysłałam sms przed 22, że się spóźnię i Pan zadecydował, że zamiast 10 będzie 5 klapsów. Za to, że jednak sms wysłałam.
No cóż, niby dobrze że tylko 5 ale jak mocna będzie ta piątka? Bo 10 wcale nie musiało być mocno…
Ale dobrze skończyliśmy rozmawiać, mnie czas leciał, i w niecałe 15 minut zrobiłam lekki makijaż, uczesałam się i ubrałam, zdążyłam się przepakować kilka razy z nerki do torebki i z torebki do kieszeni, zmienić spodenki na legginsy bo to jednak chłodno było i sweterek odwiesić na rzecz koszulki na ramiączkach i puchatej bluzy.
I idealnie po 15 minutach szłam do furtki.
I tak przekroczyłam furtkę, patrzę na prawo a tam ktoś stoi. I tak patrzę, jeju, postać cała w czerni skąpana, czy to mój Pan czy to diabeł przyszedł już po mnie?
I autentycznie, stałam wahając się czy to aby na pewno mój Pan tam stoi czy może ktoś obcy, a nie miałam ochoty robić z siebie idiotki i rzucać się na kogoś obcego. Ale za chwilę byłam pewna że się nie mylę i że to jednak Pan stoi i zaczęłam schodzić niżej a postać ruszyła w moim kierunku.
Później tak myślałam, kto o tej porze w tej okolicy wyszedłby na spacer i stał pod moim domem?
Ale to Pan :-) Spotkaliśmy się w połowie drogi, przytuliłam się i nadszedł czas na pocałunki. Ale co to były za pocałunki!
Delikatne. Zazwyczaj Pan jest brutalny i mocno wpija się w moje usta dokładnie penetrując językiem wnętrze moich ust :-)
Ale wczoraj było inaczej.
Delikatne.
Rozpaliły mnie, tak powoli podniecenie szło w dół i w dół i w końcu dotarło między nogi.
Delikatnie i powoli, zmysłowo, ciepło i mokro, tak sensualnie, tak czule i podniecająco…
Aż przez chwilę byłam zaskoczona, nastawiałam się na mocne i bezkompromisowe wtargnięcie do moich ust. A tu.. :-) taka niespodzianka… :-)
Chodziliśmy moimi ścieżkami, miałam prowadzić, ale to Pan przejął dowodzenie :-)
I w rezultacie weszliśmy w ślepą, nie do końca klimatyczną uliczkę.
Musieliśmy wracać, a wracając Pan dojrzał ścieżkę. Dyskretnie schowaną, wąską, taką idealną.
O ile kilka dni temu szliśmy ulicą i miałam opuszczoną bluzkę i stanik z piersiami na wierzchu, o tyle teraz Pan po prostu mnie pochylił, zdjął do połowy legginsy i zaczął mnie pieprzyć palcami.
Oczywiście po chwili zaczęłam się wyrywać z dłonią na ustach, żeby nie było słychać moich jęków i krzyków.
To nie tak że nie lubię tryskać. Chodzi o samą intensywną drogę do tego tryskania. I może troszeczkę o to wrażenie jakbym miała się posikać.
Aaale, Pan tak łatwo nie odpuszczał, kilka razy na siłę mnie pochylał w końcu się wkurzył i złapał mnie za włosy.
I koniec. Pozostało mi zaciskanie ud ale i to nic nie pomogło, powiedziałabym nawet że jeszcze bardziej potęgowało to uczucie.
Było też tak mniej bezpośrednio, jeszcze jak stałam, wsparta o ramię Pana a on masował mnie i pieprzył a ja co chwila rozkładałam nogi i składałam, bolało, ale z tego bólu wyłaniało się coraz większe podniecenie.
I nagle nic nie czułam. Pan po prostu przestał. Starałam się otworzyć oczy, odsunęłam się lekko, chciałam zrobić krok ale najpierw musiałam odzyskać równowagę.
Pan mnie złapał i zapytał ze śmiechem co się stało.
Nic nic, tylko prawie straciłam przytomność od tego wszystkiego co czułam.
Nie pamiętam już co powiedziałam. Byłam oszołomiona. Miałam tylko nadzieję że nikt z pobliskich domów nie wezwał policji.
Poszliśmy dalej,w górę.
Nie założyłam bielizny, no bo w sumie po co, jak wrócę i pójdę spać.
Piersi były dopieszczane. niepotrzebnie mówiłam o zdjęciu, które do wpisu wrzuciłam.
Taki jakby kolaż. Kilka różnych zdjęć. A największe wrażenie wywarło na mnie zbliżenie na pierś, która jest przybita gwoździami do deski lub stołu.
Kolejne, zbliżenie na pośladki damskie i ślady chyba po trzcince, ale nie takie jak ja mam tylko takie.. bordowo fioletowe, a z niektórych krew leciała. To mną wstrząsnęło.
I Pan dodał że właśnie takie będę miała na spotkaniu. Bo zasłużyłam.
Bo były dwa tygodnie pustyni jak ja to nazywam.. zrobiłam źle, popełniłam błąd, dwa a może nawet trzy, postąpiłam wbrew zasadom i po prostu..no.. taka pustynia się w smsach zrobiła i tak ogólnie między nami. Dwa tygodnie.
Zdawałam sobie sprawę, że kara mnie nie ominie, ale mam nadzieję że o własnych siłach dojdę do domu po spotkaniu…
I jeszcze opowiedziałam o kilku zdjęciach. Przede wszystkim gdzie były piersi. Strasznie wrażliwa jestem jeśli chodzi o piersi. Mój Pan o tym wie i to hmm.. wykorzystuje..
Ale mnie po prostu irytuje takie podszczypywanie i się wtedy focham, a tak przecież nie można, i wtedy Pan gromi mnie wzrokiem i staram się wyjaśnić dlaczego tak zareagowałam i co jest nie tak.
I chodziliśmy tak, później na przystanku usiedliśmy i Pan bawił się moim tyłkiem.
Zauważyłam że coraz bardziej mi się takie zabawy podobają, już nawet jak gifów szukam to biorę pod uwagę te z zabawami od strony ptysiowej. :-)
Także zmiany, ciągłe zmiany! :-)

 

Lubię takie spacery :-)
Aż się nie chce później na ziemię wracać i do szarej codzienności…

Poza tym, zaczął się sierpień :-)
Nasz sierpień… :-)

Su Anusz.

Klimatyczna. Wildest moments.

Standardowy

Wstęp
Klimatyczna.Początek.
Klimatyczna.Apartament.
Klimatyczna.Noc niespodzianek.

Z racji tego, iż ohydnie zapuściłam się z pisaniem, wrzucam całość.
Ciąg dalszy Klimatycznej…

CO DZIAŁO SIĘ NA KLIMATYCZNEJ?

Przypatrywałam się uważnie działaniom, ludziom dookoła mnie i starałam się wyłapywać jakieś rozmowy. Dopiero później zwróciłam uwagę na miejsce z różnymi narzędziami, a raczej to mój Pan zwrócił moją uwagę pytając się
- To co wybierasz?
Nie rozumiejąc o co chodzi, spojrzałam w kierunku który wskazał mi Pan. Zobaczyłam. Długa.. półka? A może długi stół a na nim różnego rodzaju wibratory, sznurki, wisienki, dyscypliny, no czego tam nie było, miałam wrażenie że tam było wszystko, ładnie ułożone, żeby ofiara mogła patrzeć co ją czeka.
Nie chciałam nic z tego. Zainteresowało mnie dwustronne dildo, taaakie długie, ja na jednym końcu, jakaś inna na drugim..
No ale trzeba wrócić na ziemię. Dalej klęczałam obok Pana, robiło mi się niewygodnie, uważałam na swoje 15 cm, nie chciałam żeby się zniszczyły.
Zmieniałam miejsca, raz klęczałam, raz stałam, później znów klęczałam, między nogami Pana.
Umiejscowiłam się wygodnie, czułam rękę Pana na karku i oglądałam spektakl…

Znajoma osoba, jak mogłabym zapomnieć o mężczyźnie, którego preferencje a raczej sposób ich odbierania wywarł na mnie takie wrażenie, strach i ciekawość.
Pan na koziołku został położony, przywiązany.
Jeszcze nie widziałam mężczyzny przywiązanego do koziołka, jakoś.. no nie wiem, nie przemawia to do mnie. Aczkolwiek jeśli to lubi..
Stopy miał wyeksponowane, nogi związane, wszystko ładnie pięknie.
I pani, która pojawiła się z tym panem powiedziała, że mają trzcinkę bambusową. Mokrą. Nasiąkniętą wodą.
Mojemu Panu zaświeciły się oczy, nie widziałam tego, ale jestem pewna że gdybym się odwróciła, to zobaczyłabym jak się świecą i ten Jego uśmiech, już planuje jak mógłby wykorzystać to narzędzie.
I po chwili usłyszałam blisko swojego ucha Jego głos.
- Chyba pożyczę od nich tą trzcinkę… – i zaczął snuć wizje, na dźwięk których wyskoczyła mi gęsia skórka. Na samą myśl o trzcince byłam niespokojna, a ona była mokra…
Byłam przerażona, a jeśli faktycznie Pan podejdzie i..
Nie dokończyłam myśli, bo zaczynało się show.
Zawsze mnie zastanawia. Ale tylko zastanawia. Jak to możliwe, że ten człowiek znosi taki ból. Osoby się zmieniały, z różną siłą uderzali różnymi patykowatymi narzędziami, ale nadal to było tak silne, myślę że ja po pierwszym razie użyłabym słowa bezpieczeństwa.
Bałam się, że ta trzcinka się złamie, a pani stojąca obok powiedziała że już kilka razy się tak zdarzyło.
Dalej uderzali, na zmianę, ten dźwięk mnie przerażał, ale nie uciekłam jak na ostatniej imprezie.
Zamach, chwila oczekiwania, ręka z trzcinką opada na stopę, charakterystyczny świst i plask uderzający o skórę. Przy każdym razie czułam jak mój żołądek podskakuje, w momencie gdy trzcinka stykała się z ciałem leżącego mężczyzny.
Zabawa trochę potrwała, faktycznie część była zainteresowana, część chciała złamać mężczyznę i waliła na oślep w stopy, a część się snuła po kuchni, zaglądała do pokojów i na balkon.

Duże wrażenie wywarła na mnie kobieta, Pani, która zrobiła wielkie wejście i przyszła spóźniona.
Po prostu byłam nią zainteresowana. Ale nie w jakiś sposób seksualny czy coś, zainteresował mnie jej wygląd i byłam ciekawa czy ma równie prowokującą, pewną siebie i interesującą osobowość. Zerkałam na nią często, przyszła z.. jeszcze nie umiem tego określać.
Z mężczyzną, przebranym za kobietę, która była suką.
Na początku, po wejściu, padła na kolana i całowała stopy organizatorki, patrzyłam na to z nieprzyzwoitą ciekawością. Później przeszły do salonu, czym wywołały zaciekawienie.

Ciągle byłam obok Pana, czasem siedziałam, częściej klęczałam, ale zaczęła się nowa zabawa.
Jak już widziałam trzech mężczyzn w roli uległych..
W takich momentach na imprezie wiem czego się spodziewać. Jest niemal pewne, że co najmniej jeden z mężczyzn odpadnie po takiej zabawie, albo nawet w trakcie.
Jak zabiorą się za nich panie, które uwielbiają bawić się męskimi uległymi.
Tym razem byli skrępowani. Leżeli na podłodze, ręce mieli związane z tyłu, do rąk mieli przywiązane nogi, sznur oplatał ciasno kostki, nadgarstki i… póki leżeli było ok.
Zorganizowane zostały wyścigi. Mieli się.. wić, czołgać? Po podłodze, do wyznaczonego miejsca.
Wszyscy świetnie się bawili oglądając starania trzech facetów, związanych, czołgających się po ziemi. Może i było to zabawne, ale.. dla mnie nie do końca. Miałam mieszane uczucia.
Nagle ktoś rzucił, że można posadzić na nich dziewczyny.
Uśmiechnęłam się na ten pomysł, i pomyślałam, że Pan pewnie mnie tam nie posadzi, i głośniej zachichotałam. Jeden uległy się wykruszył, powiedział dość, zostało się dwóch.
Nagle przestałam się śmiać. Co jeśli jednak mnie tam wyśle?
- A ty się tak nie śmiej, bo jedną z dziewczyn będziesz ty.- powiedział Pan i zaczął się śmiać na moje słabe protesty.
A ja spanikowana zaczęłam mówić, najciszej jak się da, żeby tylko Pan słyszał, że przecież nie, że on się złamie pode mną, coś mu się stanie, a jak mu serce wysiądzie, nie to zły pomysł…
Ale Pan powiedział. Ulegli wrócili na start. Ja z drugą Suką weszłyśmy na wycieńczonych facetów. I zaczął się groteskowy wyścig. Czułam się jak na wielbłądzie, kiwałam się na jedną i drugą stronę mając wrażenie że zaraz wyląduję na podłodze z głośnym hukiem. Ale jak już wczułam się w ruchy wijącego się pode mną uległego starałam się mu w miarę możliwości pomóc. Słyszałam sapania dwóch głosów, nadludzki wysiłek. Czułam się zażenowana, odpychałam się nogą żeby go odciążyć nieco, ale i to nie umknęło uwadze mojemu Panu i zwrócił uwagę na to, by nie pomagać.
Mimo mnie na plecach uległy poruszał się w miarę szybko, wydawał mi się silny, czułam pod sobą jego pracujące mięśnie, wiedziałam że każdy następny ruch sprawia mu trudność i robiło mi się go żal.
Drugi był gdzieś za nami, równie głośno sapał.
Rozejrzałam się dyskretnie. Przypomniały mi się sceny ze 120 dni Sodomy. Poczułam się jak jedna z bohaterek książki…
Nie wiedziałam jak jeszcze mogłabym pomóc uległemu pode mną. Ale znów zaczęli mówić, że mamy nie pomagać, także siedziałam bliska płaczu, słysząc jego głośny, już niemal charczący  oddech.
Doczołgał się, robiąc chwilę przerwy, ostatkami sił zbliżając się do stóp tej Pani, która zrobiła wielkie wejście.
Jak najszybciej z niego zeszłam. Nie pamiętam czy coś mówiłam, co zrobiłam jeszcze. Byłam zła że musiałam brać w tym udział. Mimo to uśmiechałam się, że to już koniec.

Ja mogłam siedzieć godzinami w kuchni. Robić kawę, układać, kroić, szykować, nalewać, sprzątać. Ale od tego była Kinga. Bardzo sympatyczna, i nawet teraz, po takim okresie czasu dobrze ją wspominam. Kilka razy zdarzyło mi się z nią porozmawiać, tak przelotnie. No i co z tego że to był mężczyzna?
Taki ładny strój kelnereczki, ładna peruka, sama zastanawiałam się nad zakupem takiego stroju. Z tego co pamiętam Kinga leżała na stole i była.. hmm… zabawiana prądem w dolnych partiach ciała..
W ogóle teraz na tej imprezie to ładnie prąd chodził. Nawet na ostatniej imprezie nie był tak rozchwytywany.
Psy dalej były dręczone. I naprawdę wyglądali jak “zbite psy”, jeden miał wzrok jakby chciał zabijać.
Kręciło ich to? Podniecało?
Prawdopodobnie tak, bo tylko oni zostali.

 

Jak już nóg nie czułam, jak już ścierpły mi maksymalnie, odważyłam się spytać Pana, czy mogłabym usiąść.
Pozwolił mi, a ja klapnęłam na tyłek i…
Jaka ulga :-)
Oparłam się o ścianę i oglądałam co będzie dalej…

 

Była chłosta na krzyżu, było jeszcze kilka akcji na koźle, na stole z psami i sympatyczną kelnereczką, później przeniosła się na krzesło.
I tak już emocje opadały powoli. Ja już czułam że ogarnia mnie lekkie zmęczenie, nogi też odmawiają posłuszeństwa, zrobiłam kawę dla Pana i siebie i piliśmy. Wyszedł na balkon. Ja jak wychodziłam dwa razy na balkon to bałam się, że ktoś zobaczy :-) ale tak pomyślałam, uruchomiła się moja delikatnie ekshibicjonistyczna natura, właściwie czemu nie? :-) to mogłoby być ciekawe :-)
Faktycznie, jakby ktoś zerknął w górę, zobaczyłby półnagie kobiety w otoczeniu eleganckich mężczyzn..
Nie przeszkadzało mi to :-) Chociaż jak Pan mnie okrył, przyjęłam gest z wdzięcznością i opatuliłam się szczelnie materiałem.

 

Pan powiedział żebym poszukała wolnego pokoju.
Zapytałam się a co będzie jak będą zajęte?
- To się spytaj czy można się dosiąść. – z tym zdaniem kotłującym się w głowie, tak żeby nie zapomnieć, ruszyłam na poszukiwania.
Pierwsze drzwi otworzyłam a tam…
Kobieta ujeżdżająca mężczyznę. Zatkało mnie a oni spojrzeli na mnie pytająco. I taka zakłopotana się pytam czy można się dosiąść.
A oni spojrzeli po sobie i wybuchnęli śmiechem. Powiedzieli że jasne, można i dziewczyna powoli się poruszała i patrzyła na mnie.
Jak szybko drzwi zamknęłam a oni tam coś mówili do siebie i znów wybuchnęli śmiechem.
Nie ma to jak zrobić z siebie idiotkę. :-) Dopiero później do mnie doszło jak to mogło zabrzmieć..
Poszłam po Pana i weszliśmy..
Pan zaprowadził mnie na drugi koniec łóżka, kazał się położyć na brzuchu i dawał mi klapsy. Liczyłam, dziękowałam…
Poczułam że materac już się nie ugina, była chwila spokoju, ugiął się jeszcze raz a ja czułam ciągle klapsy.
Później czułam szpicrutę, ale oglądając się za siebie zobaczyłam zafascynowaną dziewczynę, która jeszcze chwilę temu ujeżdżała mężczyznę leżącego obok.
Zaskoczona tym wszystkim, już nie wiedziałam, kto uderza. Ale zabawy posuwały się coraz dalej.
Byłam jeszcze bardziej zaskoczona, jak dziewczyna chciała się pobawić moją cipką. Zobaczyć jak daleko może się posunąć.
To co ona robiła było całkiem fajne, ale mimo jej długich palców nie potrafiła znaleźć mojego punktu, który Pan znajduje od razu. Ale nie mówię, że było źle :-) to było całkiem ciekawe doświadczenie :-)
Pytała się mnie czy lubię zabawy z tyłkiem. A ja szukając poratowania u Pana spojrzałam na niego ale nic nie mówił więc musiałam sama powiedzieć, że no tak nie do końca…
Lubię. Ale wolę jak bawi się mój Pan :-) jestem pewniejsza i z nim to zawsze jest przyjemne :-)
Fajne było :-) jak ta dziewczyna miętosiła mi tyłek :-) ooojeju to było :-) Pan to robi najlepiej, ale z rąk dziewczyny było całkiem ciekawe :-)
I dziewczyna z mężczyzną zajęli się sobą, a my z Panem sobą..
I nagle słyszę jęki.. tak się oglądam za siebie, a oni się pieprzą!
Pan się za ten czas położył, rozpiął rozporek i wyciągnął swojego kutasa, po czym złapał mnie za włosy i…
- Ssij Suko.
Tak, ten głos, taki cichy, słowa wypowiadane przez zaciśnięte zęby, ale je chciałam oglądać..
Zabrałam się za obciąganie, czułam zaciśniętą na moich włosach dłoń Pana, przyspieszał, pogłębiał, zwalniał, znów przyspieszał i jak załapałam rytm zwolnił nieco uścisk.
Za sobą słyszałam jęki, sapanie, słyszałam jak się zbliżają, prawie są na granicy, przestawali, znów się pieprzyli tak że całe łóżko latało, znów coraz bliżej byli ale znów chwilę przed przestawali.
Nie wiedziałam o co chodzi, ale wyjaśnili co to ma na celu, już dokładnie nie pamiętam.
Ja jeszcze obciągała kutasa mojego Pana, Słyszałam parę za sobą i to było cholernie podniecające, chciałam oglądać, ale miałam coś ważniejszego do robienia.
Zapadłam się czasem w kierunku tej pary, łóżko coraz bardziej drżało aż w końcu pozwolili sobie…
Tak..
Oni się ulotnili, my jeszcze leżeliśmy…

 

Dostałam szansę na orgazm, a nawet dwa, z Czarnym Przyjacielem, znów się zeszło w drzwiach trochę ludzi, wiem to z opowieści, bo nie rozglądałam się na boki. Robiło się tak spokojnie…
Trochę siedzieliśmy w salonie, oglądaliśmy co się działo. Ciasne wiązanie piersi pięknym, czarnym sznurem, perspektywa wisienek, do mnie to nie przemawiało.. to strasznie musi boleć.. MUSI, bo ja nie próbowałam. I nie chcę próbować.
Kobieta na widok wisienek rzuciła hasło bezpieczeństwa. Też bym tak zrobiła…
Później nie mogąc patrzeć, jak psy kaleczą masaż stóp, Pan w moim imieniu zaproponował Pani od wielkiego wejścia masaż w moim wykonaniu.
Ucieszyłam się gdy przystała na propozycję, chciałam się zbliżyć i móc ją obserwować z bliska.
Jeszcze nie masowałam stóp w pończochach. Także kolejne nowe doświadczenie.
I masowałam, skupiona na ruchach, toczyły się rozmowy, już takie leniwe, od niechcenia, masowałam i masowałam, klęczałam przed Nią, nóg nie czułam, tak okropnie bolało, ale dalej masowałam, w końcu po jakimś czasie Pan dosiadł się na kanapę po mojej lewej stronie i zaczęła się całkiem fajna rozmowa.
Pani okazała się.. Panią :-) w sensie prawdziwą Dominą :-) mimo strachu który we mnie wzbudzała całkiem przyjemnie się z nią rozmawiało :-) a Suka siedząca obok fotela Pani okazała się rozmowna, sympatyczna i zabawna :-) wywoływała mój śmiech :-)
Już coraz mniej ludzi było. Zostało się kilka osób, już tak sensualnie, spokojnie i powoli…
Poszliśmy z Panem do sypialni i się położyliśmy. Ja już naga, bez stroju, czułam się całkiem swobodnie.
Przytuliłam się do Pana i tak leżeliśmy, głaskał mnie, całował, przytulał i trzymał za to na co trafił akurat :-)
I tak pomyślałam, oczy zamknę tylko na chwilkę, wzbraniałam się przed tym ale musiałam na chwilkę zamknąć oczy..
Usnęłam.
Czułam jeszcze jak Pan wstaje, ale ja tak bardzo nie chciałam się budzić…
I spałam, nie wiem ile, chwilkę, czy dłuższą chwilkę, ale Pan w końcu wszedł i powiedział że musimy się zbierać.
Pan oczywiście nie mógł sobie odpuścić i zaczął mnie łaskotać, gryźć… :-)
Ale jednak jak trzeba to trzeba, z lekkim ociąganiem ale wstałam.
Wyjrzałam przez okno. Słońce wschodziło, mimo że było chłodno i zmarzłam taka naga.
Oglądałam powoli budzące się do życia miasto, ludzi wychodzących na spacery z psami (bez aluzji żadnej!!!), do pracy, do szkoły, do kościoła czy gdzie tam jeszcze, nie mając tej świadomości, że niektóre jednostki po nocy pełnej wrażeń dopiero się ubierają i wracają na ziemię, do zwykłych śmiertelników, zstępują między nich przywdziewając kostium przeciętnego Kowalskiego.

 

 

 

Su Anusz.

Klimatyczna Kronikarka

Standardowy

„Czy wiesz co to za uczucie, gdy klęczysz obok swojego Pana, z zaciekawieniem obserwując otoczenie? Gdy przechadzasz się między skąpo (lub wcale) odzianymi uległymi i całkowicie ubranymi dominującymi? Gdy obserwujesz chłostę wysokiej blondynki, będąc niebezpiecznie blisko krzyża?
Jest to moje osobiste spojrzenie na klimatyczne imprezy. Tak, to już trzecia moja impreza klimatyczna. A może dopiero…?

Ciągle mnie fascynują ci wszyscy ludzie, którzy schodzą się do apartamentu.
Naprawdę, każdy jest różny, inny, ale łączy ich jedno. Właśnie klimat, szeroko pojęte BDSM, nie ma tam schematów, utartych szlaków, jest wszystko to, co podpowiada fantazja.
I mogą się zajmować różnymi rzeczami, pracować w różnych zawodach, przywdziewać maskę dla pruderyjnego społeczeństwa, ale w Naszym szczelnym świecie zdjąć ją, poczuć się wolnym, ah i to niczym nie skrępowane wyuzdanie…

W tę jedną noc, przez te kilkanaście godzin, stają się sobą.
Robią to, co lubią najbardziej.
Jedynym ograniczeniem jest tylko -czy może aż- wyobraźnia…”

To taki króciutki przedsmak :-) żeby jeszcze bardziej pobudzić ciekawość :-)
A działo się, działo…

A to tak przy okazji, w związku z moimi pragnieniami… :-)

 

Su Anusz.