… I feel crazy…!

Standardowy

Już tyle czasu minęło…

Czuję jak zimną falą oblewa mnie obojętność.
Zaskakujące są moje zmienne nastroje, raz jest to śmiech, niemal histeryczny a raz oklapnięcie i stan depresyjny.
Teraz faza obojętności.
Jest słońce, dobrze. Nie ma, wszystko mi jedno.
Nie chcę narzekać, naciskać, jęczeć, marudzić, ale..
Czasem to trudne. Nie pomaga już tłumaczenie, że cierpliwość zostanie kiedyś nagrodzona.
Kiedyś na pewno. Ale czy to będzie za tydzień, miesiąc, czy.. ha.. pół roku?
Kto to wie?
W tym tygodniu troche się zmieni. Wyjdę z tego piekła, w które się wpakowałam 3 miesiące temu.
Mam nadzieję że zacznie się coś dobrego. Lepszego. Nie liczę na jakiś raj. Ale do tego koszmaru, w którym spędziłam 3 miesiące nie wrócę.
Nie chodzi o moją relację z Panem. W tej kwestii nie ma piekła i liczę na to, że jednak jest ok w takim stopniu, że jak wykażę się odpowiednią dozą cierpliwości, to tak jak pisałam wcześniej. Zostanie ona nagrodzona.

Myślę, że to nie bedzie łatwe.
Myślę, że na dobry początek będzie potrzebna rozmowa. Jest jedna kwestia, która nie daje mi spokoju, kwestia do której się przyzwyczaiłam, a od stycznia jej nie ma.
Wykazałam się zdecydowaniem i.. poszło w nie tą stronę, którą bym chciała.
Czasem jest jakiś cień nadziei, ale już nie wstępuje we mnie taka euforia jak wcześniej. Bo po euforii przychodził smutek, czułam się delikatnie zawiedziona, bo to jednak nie było to.

Zawsze kiedyś wychodzi słońce.
Mocno w to wierzę.
Znowu potrzeba cierpliwości. I chęci. Pewności. No i oczywiście rozmowy.
Nie musze się do niej przygotowywać. Układać pięknych, poetyckich zdań, bo to, co najważniejsze mówi się prostym językiem, tak prosto z serca.
Piekne i poetyckie mogą być błagania, prośby albo przeprosiny.
To juz przy okazji mogę sobie ułożyć podczas jednej z podróży w tym tygodniu.
W każdym razie.. ta abstynencja.. czuję się jak taka roślinka wyschnięta. A ta obojętność to swoją drogą.
Czasem mam omamy, mam wrazenie że czuję zapach mojego Pana, czasem widze go w przypadkowych ludziach, po kilku mrugnięciach oczami okazuje się że to tylko wyobraźnia płata mi figle, kiedyś miałam wrażenie, ze słyszę Jego głos..

Jeśli chodzi o klimatyczne fantazje.. nic się nie zmieniło.

Czasem, po przebudzeniu jak się przeciągam, składam ręce ponad głową tak, jakbym szykowała się do wiązania. Krzyżuję w nadgarstkach i czuję jak moje ciało się napina.
Czasem opieram sie o ścianę czekając, aż zostanę do niej przyciśnięta bez możliwości ruchu.
A najczęsciej po prostu wyobrażam sobie, jak będzie wyglądało Nasze Pierwsze Spotkanie Po.
Zastanawiam się, co założę na siebie, czy sukienkę i szpilki, czy może odważe się na gorset i spódniczkę, a może coś grzecznego? Każdego dnia wymyślam inny zestaw… albo czym mogłabym zaskoczyć Pana, co bym mogła zrobić, albo co On mógłby mi zrobić, co by się mogło zdarzyć… i tak dalej, płynę w temacie…
Często zdarza mi się wspominać ostatnią Klimatyczną. Nie od razu wszystko, co sie działo. Tak etapami. Raz przypomnni mi się kuchnia i stół, przy którym siedziało tak duzo osób, tak często się wymieniali, że nie sposób ich zliczyć, innym razem przypominam sobie, jak byłam przywiązana do krzyża i nagle poczułam te milion dłoni, strach przed nieznanym, bo co się dzieje?
Ta ciekawość, te emocje, to wszystko wraca. Strach na przemian z podnieceniem.
Chociaż.. ostatnio częściej podniecenie.. ze względu na wizje tego, co mogłabym zrobić na spotkaniu..
W każdym razie!
Najważniejsza: CIERPLIWOŚĆ.

Bo tęsknię. Tęsknię bardzo. Im więcej myślę o tym spotkaniu, które przecież kiedyś się odbędzie, tym bardziej tęsknię. Miotam się w sobie, miotam się na łóżku, nie mogę miejsca sobie znaleźć.
No i te stany.
Czuję jak zimną falą oblewa mnie obojętność.
Zaskakujące są moje zmienne nastroje, raz jest to śmiech, niemal histeryczny a raz oklapnięcie i stan depresyjny…

Su Anusz.

 

Chroniczny brak czasu.

Standardowy

Ostatnio tego czasu brak.
Nie do końca mi się to podoba, bo straciłam możliwość realizowania różnych rzeczy…
Rano wychodze, wieczorem przychodzę i jedyne na co starcza mi czasu to prysznic, coś przegryźć, plan i zdjęcia plus wpis, ale i to niecodziennie.
Jak to Pan powiedział, zaczęło się dorosłe życie.
Teraz zauważam jak lekko żyłam.
O ile wcześniej realizowałam swoje pomysły od razu tak teraz.. jeśli coś do głowy mi przyjdzie to zapisuję i zostawiam. Na lepsze czasy.
Nie chodzi o to że nie miałam pojęcia o życiu. Może tylko.. delikatnie inaczej to wszystko sobie wyobrażałam..
Zaniedbałam nawet Suczy, co w przeszłości było nie do pomyślenia.
Postaram się nieco częściej pisać. Nawet jeśli by to miało być jedno zdanie.
Ale generalnie nic się u mnie nie zmieniło.
Nadal pragnę, nadal marzę, nadal moja wyobraźnia przekracza wszelkie granice.
Jeszcze jestem „na głodzie”, także czasem natrętne myśli nie dają mi spokoju.
To nie jest źle że mam takie mysli, sma Pan tak mówi, że to nie źle że moje myśli poniecają i nie dają spokoju.
Czekam tylko, eh, czekam na to spełnienie. Na to ukojenie. Jak w końcu się spotkamy.
Jak już będzie tak ciepło, tak spokojnie i bezpiecznie, tak cudownie i wspaniale…
O niczym innym tak naprawde nie mysle jak o spotkaniu. To już jest niemal bolesne…
Palące pragnienie i to poczucie związanych rąk mimo szczerych chęci..
Ale należy okazać cierpliwość i czekać.
Ale jakie to będzie piękne, jak juz nadejdzie ten dzień, jak dzień wcześniej zaczne się szykować a kolejnego będe się ubierac z drżącymi nogami i sercem! I wnętrzem…
Już niemal czuje to podekscytowanie! To, jak się denerwuję i zastanawiam się, czy zdąże na czas! Czy nie połamię nóg w szpilkach! Czy spódniczka nie jest za krótka i nie wystaje koronka z pończoch!
Ojeju spokojnie…
To będzie piękne…!

Su Anusz.

Nienasycona

Standardowy

22.09.2016
Szczególna data, o której myślałam od rana. Od kilku dni.
Pan uświadomił mnie, że to 25 miesięcy.
Inaczej brzmi „2 lata i miesiąc” a inaczej „25 miesięcy”. Zrobiłam wielkie oczy. To mówimy już o takich liczbach?
W każdym razie, taki okres czasu jestem Suką. Z obrożą. Z Panem. I wizją chłosty w każdym momencie i w każdym miejscu, kiedy zażyczy sobie Pan. I z tymi różnymi innymi rzeczami, których się nie robi, a które są piekielnie podniecające. Czasem zawstydzające.
Ale wszystko co nielegalne i nieprzyzwoite ma w sobie magnetyzm. Nikt nie musi wiedzieć że ups, przekroczyłam granice przyzwoitości, ale mogą :-)
Mogą wiedzieć i widzieć jak to robię… :-)
Wszystko zależy od mojego Pana i co aktualnie wpadnie. Może inaczej, zależy do Niego i od tego, jak bardzo zainspirowała Go chwila i splot zdarzeń :-)

Przekonałam się o tym nie raz, ale odbiegłam od tematu bo nie o tym miałam pisać, tylko o wczorajszym dniu :-)
Rano niczego nieświadoma, wypiłam kawę. Miałam w planach zadzwonić w kilka miejsc.
Ale tak jakoś się wlókł ten poranek, zjadłam śniadanie, poszłam się przebrać i wykonałam jeden telefon. JEDEN.
Ledwo słuchawkę odłożyłam, zadzwonił Pan. :-)
Ze śmiechem odebrałam telefon i mówię, że właśnie skończyłam rozmawiać na drugim telefonie.
A że rozmowa nie za bardzo poszła po mojej myśli i byłam okropnie wzburzona, zaczęłam rozemocjonowana opowiadać Panu co udało mi się dowiedzieć i załatwić.
Gadałam i gadałam i gadałam i… w końcu Pan coś powiedział, ja się dalej skarżyłam, że już nie mam miejsca w kalendarzu do pisania i dalej nawijałam, Pan w końcu mi przerwał i powiedział że nawet nie zwróciłam co powiedział.
I tak zamknęłam się i myślę, o cholera, faktycznie tak ciągle ja tylko mówię i nie słucham i się zapytałam czy może powtórzyć co powiedział.
Powtórzył, aczkolwiek hmm.. :-) nie przywiązałam to tego wagi :-) to znaczy nie tak, nie uwierzyłam w to co mi moje wnętrze podpowiadało :-)
„Za chwile mi pokażesz”.
I się zaczęłam śmiać i myślę, tak jasne, za chwilę co to znaczy? Dziś? Jutro? Kiedy? Zapytałam się przez śmiech a kiedy.
„Za pól godziny”.
Umilkłam. Haha, oj mina mi zrzedła :-) Teraz to Pan się śmiał a ja zaczęła panikować.
Ale jak to za pół godziny? Przecież ja bym się musiała przygotować („O każdej porze dnia i nocy”, wiem, pamiętam, ale czasem trudno się tego trzymać…), ogarnąć trochę, przyznaję „Perfekcyjną Panią Domu” nie jestem, ale bałaganiarą rodem z tych programów amerykańskich też nie jestem, a wiadomo że czasem się pozbiera miejscami kilka ciuchów na fotelu :-)
Pół godziny hmmm… powiedziałam, że muszę trochę ogarnąć i w ogóle tak 15 minut na to potrzebuję. No ale ok, rozłączyliśmy się, Pan pozwolił w te 15 minut trochę ogarnąć.
Poza tym, jak to możliwe że Pan przyjedzie jak dokładnie w zeszłym tygodniu się spotkaliśmy na dłużej? No jak? A może jednak właśnie możliwe?
Te 15 minut upłynęło błyskawicznie, Pan zadzwonił że mogę schodzić, no to poszłam otworzyć drzwi, i jak zobaczyłam Go przy furtce… aż się we mnie zakotłowało..
Na czarno ubrany? O masakra, co to znaczy, będzie źle czy nie? Poza tym dobrze wie że mnie to kreci jak jest na ciemno ubrany i perfidnie to wykorzystuje!
Jeszcze lekko oszołomiona strojem dojrzaalm w Jego dłoni różę.
I tak się zastanawiam, dla mnie ta róża? A z jakiej okazji? A może nie dla mnie? No ale z jakiej okazji????
I się mentalnie pacnęłam w czoło.
Przecież dziś miesięcznica. :-)
Jakoś tak mnie zamroczyło :-) Przez ten strój jednak chyba… :-)

No ale przytuliłam się do Pana, poczułam jego usta na swoich i już straciłam głowę. Nic mnie nie obchodziło co dookoła. :-)
Ale tak to już bywa z tymi pocałunkami :-)
Poszliśmy do pokoju i co mnie zdziwiło leżeliśmy grzecznie na łóżku :-)
Grzecznie jak na nas :-) Ostatnio mnie poniosło z Czarnym Przyjacielem.. :-) ale już teraz byłam hmm bardziej opanowana :-)
No ale tak leżeliśmy, takie mizianie, no ale za chwilę już poczułam dłoń Pana pod legginsami :-) było o tyle łatwiej że nie założyłam majtek :-)
I za chwilę, co mnie jeszcze bardziej zdziwiło, Pan zaproponował żebyśmy się przenieśli pod kołdrę :-)
Znów rozważałam ten pomysł a Pan dalej zajmował się moimi najbardziej spragnionymi miejscami :-)
W końcu stwierdziłam, dobrze, idziemy pod kołdrę, ale…
„…teraz ja zajmę się Tobą” i uśmiechnęłam się przy tym nonszalancko :-)
I za chwilę dodałam „Śmigaj pod kołdrę”, na co Pan zareagował delikatnym upomnieniem słownym, iż nieodpowiednio się zwróciłam :-) no nie była to gafa na miarę „piątki” :-)
Ale jednak wywołało to uśmiech na mojej twarzy :-) w sumie, nie tylko mojej… :-)
Pan powiedział, jak już wstałam, żebym wzięła ten mały masażer, ale najpierw musiałam go zlokalizować.
Leżał w torbie :-) razem z obrożą :-)
Wskoczyłam do łóżka, przytuliłam się do Pana i… każdą komórką ciała czułam, jak mi dobrze :-)
Wiem, wiem, wanilia coraz bardziej dominuje, chociaż czasem może nie do końca, bo na czwartkowym spotkaniu… aaaa, ciiii :-) wszystko w swoim czasie :-)
Ale leżałam tak wtulona i nie chciałam się ruszać, było mi tak dobrze :-)
Ale za chwilę :-) było mi jeszcze lepiej :-)
Pan zajmował się moimi piersiami, tak jak lubię, mocno, czasem za mocno, ale jak boli wiem że żyję :-)
Zajmowałam się kutasem Pana. Zawsze mi tego brakuje. Zawsze. Lubię bawić się nim dłonią, jak leżymy i nakręcamy się nawzajem, albo ustami, sama kierować rytmem albo jak robi to mój Pan, trzyma mnie mocno za włosy i pieprzy aż się dławię i ślinię, i jak dochodzi i czuję jak nasienie spływa po moim gardle i… nie, zdecydowanie dużo wymieniać, temat na osobny wpis :-)
Eh.. :-)
Pan bawił się jeszcze mną, i po dłuższej chwili doszłam. Jak mam okres dostać jestem nie do zniesienia :-)
Wredna, złośliwa, ciskająca sarkazmem na prawo i lewo, bywa że obojętna, częściej płaczliwa.
Zresztą, każda kobieta czuje jak ma dostać okres. A takie dzikie samopoczucie niekoniecznie sprzyja zabawom :-)
Ale. Nie było źle. Było cudownie. Pan wyczuwał moje ciało, odczytywał moje reakcje i do tej pory mnie to zaskakuje z jaką precyzją, PRECYZJĄ to odczytywanie zawsze przebiega. Nie, nie chodzi o moje ciało, ale o te wszystkie inne rzeczy. Emocje, wahania nastrojów, ogólne wahania, moje myśli…
Czasem rozmawiamy przez telefon, Pan wspomina o jakiejś rzeczy, i zaciskam uda, a On mówi „Ale nie zaciskaj tych ud tak mocno” i jeszcze się uśmiecha!
Nie wiem, może to logiczne. Może. Nie wiem tak w sumie :-) ale zawsze mnie to rozśmiesza :-)
Czasem czuję się na podglądzie, ale to kolejny temat na osobny wpis :-)
Jeszcze leżeliśmy. Oczywiście, jak to Pan powiedział „bez łaskotania nie ma spotkania” :-)
A się broniłam, ale no niestety nie udało mi się i z rękami unieruchomionymi zwijałam się ze śmiechu :-) skopałam kołdrę przy okazji. I prześcieradło :-)
Eh :-) tak cudownie, ale wszystko co dobre kiedyś się kończy, i ten moment nadszedł.
Posmutniałam.
Jeszcze Pan mówił, żebym nie była smutna, ale jak tu nie być smutną, jak trzeba na ziemię wracać?
Czy ktokolwiek chciałby wracać z wymarzonego Raju?

Sprowadziłam Pana, pożegnaliśmy się i poszedł do samochodu. A ja jeszcze długo długo stałam w drzwiach kompletnie wyłączona. Nie płakałam ale poczułam taką pustkę. Tak jakby czegoś nagle we mnie zabrakło. I nie chodzi tylko o kutasa Pana :-)
Ale zabrakło mi takiego pchnięcia :-) do działania oczywiście :-)
Jak ja pisze no nie, najwyższy poziom zboczenia chyba dziś mnie ogarnął :-)
Także wczorajsza niespodzianka :-) Była wspaniała, cudowna, piękna i oh jeju… :-)

 

23.09.2016
Dziś poranek zaczęłam również od kawy :-) W sumie poranki zaczynam od porannego maila, w którym znajdują się zdjęcia i kilka informacji :-)
Ale później kawa była :-)
Wypiłam na spokojnie, obejrzałam bardzo ‚ambitny’ program i poszłam do kuchni.
Zanim naszykowałam sobie śniadanie minęło 40 minut.
Bo włosy jeszcze umyłam, jeszcze maila sprawdziłam, jeszcze to tamto i 40 minut się zrobiło.
Z drugiej strony skończyłam po 12 lekko. I jak popijałam spokojnie herbatę i kończyłam czytać zadzwonił Pan :-)
Kubek by poleciał na podłogę, tak drgnęłam na dźwięk dzwonka :-)
I znów ze śmiechem odebrałam telefon i powiedziałam, uwaga: „Masz szczęście, bo skończyłam śniadanie”.
No cóż, to nie było zbyt właściwe, ciągle mnie to gryzie.. Za te moje odzywki powinnam dostać trzcinką. Albo tym patyczkiem z cieniutkim sznureczkiem.
O brrrr, jak sobie o nim przypomnę pokornieję… i składam się w sobie do pozycji klęczącej. Prawie jak Transformers…
Ale Pan zwrócił mi uwagę, iż te moje odzywki doczekają się dobitnego przedstawienia ich niestosowności… i rozmawialiśmy dalej.
I nagle usłyszałam, że do pokoju, że Czarny Przyjaciel, że ten mały masażer… :-)
Hmm, niekoniecznie mi się ten pomysł spodobał, jeszcze byłam po wczorajszym obolała :-)
Ale pobiegłam do pokoju, zabrałam potrzebne rzeczy, rozebrałam się.
Podłączyłam Przyjaciela, wzięłam masażer. Miałam się nim pieprzyć :-) bo wczoraj Pan mnie nim pieprzył ale :-) jednak wolę jak Jego palce mnie pieprzą :-) tak podniecające że aż boli :-)
Położyłam się, powiedziałam że już gotowa jestem iiii… :-)
Najpierw masażer :-) miałam go w cipkę włożyć, jak to zrobiłam Pan powiedział żebym się nim teraz trochę pieprzyła :-) ten masażer ma za małe obroty :-) potrzebuję mocniejszych doznań, a Czarny Przyjaciel… :-) Eh :-)
I w końcu usłyszałam, to teraz Czarny Przyjaciel, włącz :-)
Włączyłam przyłożyłam w odpowiednie miejsce i..
Nie wiedziałam że jestem aż tak obolała :-) ale szukałam odpowiedniego miejsca i wcale tak bardzo nie bolało :-)
I jęczałam, tak momentami było mi dobrze, Pan oczywiście kazał mi mówić, ale :-) no cóż, muszę to jeszcze poćwiczyć :-)
Tak mi brakowało w tamtym momencie rżnięcia, czasem jakieś zdanie wydobyło się z moich ust aale nic specjalnego, ale miałam powiedzieć kim jestem :-) co mnie kompletnie podnieciło :-) jak ja to lubię mówić :-)
I jeszcze chwila, i jeszcze troszeczkę i.. jejuu, jak ja wyłam.. przed orgazmem.
Takie dwa głębsze.. :-) w sensie jęki :-) i pytanie.
Nie lubię dochodzić bez pozwolenia. Ale z drugiej strony nie potrafię się powstrzymać jakl Pan mówi „Jeszcze nie”… chciałabym się w końcu tego nauczyć :-)
Ale Pan pozwolił :-) podświadomie czułam że pozwoli :-) czasem jak się pytam to na chwilę przestaję się ruszać, bo ja jestem na krawędzi to wystarczy niewielkie poruszenie biodrami i koniec, spadam :-)
O jak się kręciłam.. zsunęłam się z poduszki, raz, drugi trzeci się wygięłam, rozłożyłam nogi szerzej by za chwilę mocniej je zacisnąć i znów rozłożyć ale nie przestawałam.
I dalej dalej trzymałam ale już nie mogłam miejsca znaleźć. Już tak bolało.. :-)
Pan mnie wczoraj zużył.. :-) Hahaha :-)
Ale za chwilę doszłam drugi raz, teraz orgazm był płytki ale nie tracił na intensywności :-)
I jeszcze trzymałam :-)
Ale Pan powiedział że już starczy… :-)
Szkoooda :-)

Także dwa dni pod rząd taaakie niespodzianki :-) oj bo się przyzwyczaję :-) ale eh było cudownie :-) nie mogę przestać o tym myśleć :-)
Pan mnie lubi zaskakiwać :-) i znalazł dla mnie czas :-) i przyjechał i był i pozwolił na orgazm i zadzwonił i… :-)
Jeju :-)
Tak wspaniale być Suką mojego Pana…

 

Su Anusz.

…a to jest najwspanialsze na świecie, mieć Cię całego dla siebie…

Standardowy

Mój Pan właśnie wyszedł.
Jakiś czas temu, ale samo to że był :-) że przyjechał ulżyć Suce w pragnieniach :-) jest tak wspaniałe i cudowne :-) niemal tak samo jak ten orgazm, kiedy chwilę po nim się popłakałam. Tak, ze szczęścia. Nic innego nie czułam :-) no, może jeszcze takie częściowe zaspokojenie, bo dla mnie zabawa zaczyna się po 8 orgazmach. Ten jeden to był taki na smaczek, taka przystaweczka skromna.
I co, mam jeszcze większą ochotę..

Czuję jeszcze na sobie Jego zapach. To jest ten, który chcę czuć przez resztę swojego życia…

Ale Pan powiedział, niedługo dłuższe, całonocne spotkanie. :roll:
Niedługo, tak ogólnikowe pojęcie..
Pozostaje mi tylko wierzyć w to niedługo i ufać że to naprawdę będzie… niedługo.
Mimo wszystko, przyjechał, znalazł chwilę czasu, uwielbiam Go za te wszystkie niespodzianki… :-)

 


Su Anusz.

Ostatnie tchnienie. [3-ost.]

obedience
Standardowy

Klęczę przed moim Panem, nie wiem jak się znalazłam w tej pozycji, nie pamiętam, pamiętam tylko, że…
Weszliśmy do sypialni, bliżej Salonu Zabaw. Tam zabawiała się para i M.
Przyglądałam się, jak dziewczyna przyjmuje razy trzcinką, rozbawiły mnie jej reakcje, kręciła się na łóżku, jęczała, piszczała, o nie nie, już. Szukała swoich granic.
A M. podjął się zadania ukazywania tych granic.
Po chwili para się ulotniła…
Palce mojego Pana w zawrotnym tempie wbijały się w moją cipkę, z drugiej strony czułam trzcinkę spadającą na moje pośladki.
Dyszałam, skamlałam, jęczałam i opierałam czoło o Pana, bo tego było za dużo.. Czułam trzcinkę, ale skupiłam się na tym co się dzieje między moimi nogami. A jak Pan skończył. Czułam się jak ogłuszona, jeszcze wirowałam, nie potrafiłam powiedzieć niczego. To mi się hmm.. Bardzo podobało. Bardzo bardzo. Ale Pan upomniał, podziękowałam M. za trzcinkę i zostałam z Panem sam na sam: tylko ja, On i rżnięcie…

 

-  Hahaha, spójrz jak wyglądam! – oglądając wilgotne kosmyki włosów w lustrze, usłyszałam cichy śmiech mojego Pana. Tak to jest jak się trzyma głowę w umywalce podczas rżnięcia. Nie znałam celu dla którego Pan zaprowadził mnie właśnie tam. No dobrze :-) miałam pewne podejrzenia, no ale :-) podejrzenia a rzeczywistość.. :-)
Po wejściu i zamknięciu drzwi oparłam się właśnie o mokrą umywalkę i nie zwracając uwagi na to, że coraz bardziej mi mokro, oddawałam się swojemu Panu.
Czasem zerkałam w lusterko, tak, brakowało mi rżnięcia przy lustrze, patrzeć na swoje ciało i to jak Pan mnie rżnie, widzieć go za sobą i swoje oczy, przymknięte, rozchylone wargi, gdy wszystko kumuluje się w środku, narasta i…
- Wychodzimy już – oderwałam się od swoich myśli nieświadoma tego, że stoję wpatrzona w swoje odbicie, trzymając kosmyk włosów.
Wyszliśmy.

W Salonie Zabaw ktoś leżał na koźle. Okazało się, że to mężczyzna. Ja klęczałam obok Pana, Pan siedział i przyglądaliśmy się całej akcji.
To było dla mnie niepojęte. Mężczyzna leżał przywiązany do kozła, nogi miał zgięte w taki sposób, by był łatwiejszy dostęp do jego stóp. I chłosta. Jakaś packa była, jak zobaczyłam i usłyszałam, z jaką siłą packa uderza o jego stopy zrobiło mi się prawie słabo. A mężczyzna podczas każdego uderzenia powtarzał, że “fajne”. Po pewnym czasie, już po kilkunastu słowach “fajne” wypowiedzianych bez zająknięcia zaczęłam się irytować.
No ok, chłosta stóp jest przyjemna, dobrze. Ale taka siła, jaka była demonstrowana na nim to.. Po pacce była trzcinka. Zwiększenie siły. Dyscyplina, zwiększona siła, trzcinka, jeszcze mocniej…
Facet to po prostu lubi.
I mój Pan dostrzegł takie urządzenie. Było proste, chodzi mi o budowę, nic skomplikowanego na pierwszy rzut oka. My akurat zajmowaliśmy się moimi sutkami i wisienkami. Bo Pan dostrzegłszy wisienki zarządził, iż zapnie je na moich sutkach.
Tak więc zaraz jak ujrzał zabaweczkę i dowiedział się, że to prąd..

Niemal pobiegliśmy do sypialni.

Położyłam się. Nie byłam do końca przekonana co do tego urządzenia, ale okazało się nieszkodliwe. Przynajmniej na najniższych obrotach. Bo te wyższe nie do końca mi przypadły do gustu. I jak na piersiach mi się nie podobało, tak na plecach i pośladkach :-) mogłabym tak godzinami :-)
Nie lubię tylko jak ktoś mi się przygląda. Wszedł mężczyzna. Usadowił się na przeciwko mnie, twarzą w twarz. A leżałam na brzuchu. I przytrzymał mi głowę tak, że nie mogłam się ruszyć. Speszyło mnie to mocno. Pan się dalej bawił, momentami z moich ust wydobywały się jęki, ni to bólu, ni rozkoszy. W końcu pod natarczywym spojrzeniem zamknęłam oczy.
To mnie po prostu zawstydzało delikatnie. Nie to, że było mi widać piersi czy że z gołym tyłkiem biegałam. Tylko to, że ktoś oglądał moje reakcje.
No ale facet się zapędził troszeczkę. Troszeczkę bardziej niż troszeczkę. Ale mój Pan stanął w mojej obronie i grzecznie aczkolwiek dobitnie wytłumaczył o co chodzi. A ja w tamtym momencie chciałam wyjść..

Po wejściu do Salonu, jak już nieco się uspokoiło. Pan posadził mnie na koźle. Tak, teraz My testowaliśmy :-) No oj, kozioł jak kozioł :-) zrobił na mnie wrażenie, jak się położyłam na plecach na nim. Ale wolę coś konkretniejszego, dyby albo krzyż. :-) No dobrze, bardziej dyby :-)
I w pewnym momencie znaleźliśmy się w sypialni. Tej, która najbardziej mi się podobała.

Pan jak już napomknął o Czarnym Przyjacielu.. :-) oczy mi się zaświeciły :-) i tak tak :-) oczywiście już teraz :-) Proooszę :-)
A jak przyszedł :-) i dał mi go do ręki :-) czułam to rosnące podekscytowanie :-) Za drzwiami ludzie, kto chce może wejść zobaczyć..
Pan ustawiał się już tak, żeby dobrze rżnąć mnie palcami. Ale ja nie chciałam tak.
– Ja bym chciała, żebyś mnie zerżnął swoim kutasem, od tyłu. Proszę, Panie mój…- powiedziałam drżącym głosem i już po chwili stałam wypięta, pochylając się i czując jak mój Pan mnie rżnie. Czułam to delikatne mrowienie w środku, uwielbiam jak Pan rżnie mnie od tyłu…  To jest wtedy.. o masakra.. i tyle.. a im bardziej się pochylałam tym lepiej mi było.. I za chwilę się pytałam, czy mogę dojść.
No i ten orgazm to.. odleciałam. Czułam jeszcze jak mną wstrząsa i usłyszałam głosy. Ale jak to?
Co się okazało, narobiłam hałasu i hmm.. kilka osób zaciekawionych, co się dzieje?, przyszło sprawdzić..
Ale mi było wstyd. Ja jeszcze dobrze nie kontaktowałam, opadłam na łóżko, szumiało mi w głowie, nie pamiętam czy oczy miałam zamknięte czy patrzyłam niewidzącym wzrokiem.. Coś tam pamiętam, ktoś się odezwał, jakieś zarysy postaci..
Ale ja nie kontroluję tego. Dochodzę, krzyczę i.. koniec. Tak jest, to cześć mnie i ja tego nie zmienię.
Jakoś się na łóżku położyłam, i chciałam iść spać, bo tak dobrze mi było że.. wtulić się w Pana i spać :-)
Później było jeszcze raz, w towarzystwie interesującej Trójeczki i…
Toczyły się rozmowy, w kuchni, w Salonie, część gości już wyszła, część zajęła sypialnie, by w kameralnym gronie się pobawić.
Ja pamiętam że już wtedy moje seksowne 15 cm :-) przekonało mnie, że najlepiej w tych butach się jedynie chodzi albo leży na łóżku i się pieprzy :-)
Ale po chwili usiadłam sobie.. ze zniecierpliwieniem odpinałam paseczki. A gdy miałam już je zdjąć.. podrażniłam się. A jak już się ich pozbyłam.. :-) nieopisana ulga… ubyło mi kilka centymetrów. Czułam się taka malutka w gronie. Ale najważniejsze że już jest mi wygodnie.
I za chwilę Pan powiedział żebym się przebierała, bo jedziemy do domu.
Jeju, jaka szkoda że już się kończy… Tak bardzo nie chciałam, żeby to był koniec.. To znaczy :-) chodziło mi o imprezę. Tak fajnie było..

Poszłam do łazienki się przebrać. Oczywiście wyszłam z łazienki, informuję że jestem gotowa do wyjścia a Pan się śmieje i pyta się gdzie mam spódniczkę.
No pięknie.. a ja spódniczki nie założyłam.. świetnie.. :-)
Ale zawinięta w sweterek była, także szybko ją naciągnęłam na tyłek, ubrałam buty, płaszcz. Poszliśmy się pożegnać z resztą, która się została… i ja naprawdę nie chciałam wychodzić..
Ale rano, to znaczy za kilka godzin, trzeba było wstać..
I pojechaliśmy do domu.
Jakiś cudem weszliśmy do środka. A było :-) hmm :-) trudno nieco… :-)
I w pokoju, marzyłam tylko o tym, żeby się położyć. Rozbierałam się, rzucałam ciuchy gdzie popadnie, założyłam koszulkę wyjątkowo, i wyjątkowo bez majtek, wskoczyłam pod kołdrę i mój Pan zaraz obok mnie. I nie mogę na tym skończyć :-)
Bo mimo że wyszliśmy z imprezy. :-) jeszcze się pobawiliśmy.. :-)
Co prawda byłam zmęczona, ale rżnięcie :-) od tyłu :-) przed snem :-) no jak, nie nie, nie można zrezygnować z rżnięcia przed snem :-) to tak jakby zrezygnować z kawałka pysznej, mlecznej czekolady, gdy jest na wyciągnięcie ręki, kusi zapachem, wyglądem, i jak się przymyka oczy to prawie się czuje jej smak na języku i jak się rozpływa… :-)
Ja miałam z tego zrezygnować? :-) z rżnięcia? O nie :-) i tak było mi ciągle mało, najchętniej to bym całą sobotę w łóżku spędziła i rżnęła się z moim Panem.. ale musieliśmy wrócić na ziemię…

Dobrze chociaż, że tą noc spędziłam z Nim, w Jego ramionach, bezpieczna, szczęśliwa, zadowolona, wtulona… spokojna.

 

~ Koniec ~

Apartament Rozpusty. [1]

yes_sir
Standardowy

Siedzę na krześle, już odziana w swój strój, siateczkowe body, czarny gorset underbust i „niebotycznie wysokie buty”, obserwowałam delikatnie przerażona co się dzieje dookoła mnie.
Cofnęłam się w myślach do lutego bieżącego roku…


Mój pierwszy raz na tego typu imprezie wyglądał zupełnie inaczej niż teraz. Nic nie wiedziałam, ani gdzie jedziemy, ani w jakim celu, żyłam w słodkiej nieświadomości do końca pewna, że jedziemy z Panem na spotkanie ze znajomymi, ba, słysząc głos jednego z nich, już stojąc przed drzwiami apartamentu, ucieszyłam się jeszcze bardziej. Wszystko wiem, będzie tak jak myślałam.
Przekraczając drzwi nie miałam jeszcze świadomości, do jakiego świata właśnie powoli wchodzę…
Zobaczyłam kilka osób. Stały, siedziały i rozmawiały.
O nie, coś jest nie tak. Od razu czułam jak się spinam.
Przebierając się w łazience nie potrafiłam opanować drżenia rąk. Co to za ludzie? Gdzie ja jestem? Co się będzie działo?
Po kolei zakładałam pończochy, gorset i szpilki.
Czyli to jest ta niespodzianka…
Jak ja wyjdę bez majtek do takiego licznego grona ludzi?
Głęboki oddech przed wyjściem, nacisnęłam klamkę i… weszłam do tego innego świata.
To było takie fascynujące, obserwować tych ludzi, zawsze powtarzam mojemu Panu, że wtedy po raz pierwszy poczułam, że są ludzie, którzy mnie zrozumieją, nie spojrzą na mnie krzywo, z niesmakiem, moje potrzeby nie wydadzą się im dziwaczne i nieprzyzwoite i nie powiedzą że coś jest ze mną nie tak.
Zrozumieją, tak po prostu tak po.. ludzku.
Nie muszę się ukrywać ani hamować. Mogę być sobą. Suką.
Jak owieczka szłam za swoim Panem, nie odstępując go nawet na krok. A Pan zaprowadził nic nieświadome stworzenie do krzyża, zapiął z drugą Suką po drugiej stronie i…
Tym oto akcentem, dobrze przyprawionym, odpowiednio pikantnym lecz nie za ostrym, rozpoczęła się impreza.
Przyznaję, czułam się jak zwierzę w za ciasnej klatce wystawione na widok publiczny, przerażone, miotające się.
Trudno było mi się skupić, mając świadomość, że oczy wszystkich zebranych są skupione na krzyżu, a co za tym idzie także na mnie.
Trudno też było liczyć, jeszcze przerażona, odrętwiała a zarazem tak bardzo pobudzona i rozbiegana, czułam jak razy zadawane przez Pana przywracają mnie do rzeczywistości. Jakbym zatracała się we mgle, ale te uderzenia jakby trzymały mnie w tym przejrzystym i wyraźnym miejscu. Słyszałam jak Suka na przeciwko mnie liczy, nasze numerki się nieco różniły, także to było kolejne utrudnienie, tak bardzo zależało mi na tym, żeby się nie zgubić i dziękować..
Przyznaję, pamiętam niewiele, ale chłostę przy krzyżu na oczach innych…
No tego się nie da zapomnieć.
I obserwowałam..
Byłam naprawdę pod wrażeniem.
Nie mogłam się jednocześnie doczekać następnej imprezy, a następna nie była niespodzianką.
No, nie do końca, wiedziałam że jest na pewno. 
I to całe szaleństwo! To oczekiwanie!
Ściśnięty żołądek, gdy krążyliśmy między budynkami, drżenie bynajmniej nie z zimna, chwilowy stan zawieszenia przy windzie i… w środku… ja tak lubię pomagać w takiej organizacji. Poukładać, zanieść, przełożyć, umyć, dołożyć, przełożyć, skomponować..
Żałowałam tylko, że nie wiedziałam wcześniej, bo zabrałabym fartuszek…

Ale siedząc na krześle. I obserwując.
Obserwując krzyż, koziołka i dyby.
Czułam się jak zwierzyna.
Czy ja będę leżeć na koziołku? Czy będę stać przy krzyżu?
A może będę wypięta w dybach, przyjmując razy?
Myśli kłębiły się okrutnie w mojej głowie, wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach, wystarczył jeden bodziec, jeden obrazek żeby tak się rozszalała… i nie dała spokojnie egzystować.
I siedziałam spokojnie. Stwarzając raczej pozory spokoju.
A ludzi przybywało.
W końcu było ich tak dużo, że pojawiła się myśl ucieczki do łazienki. Z początku owszem, pomysł bardzo mi się podobał, bo różne osobowości przewijające się przez kuchnię i Salon Zabaw wprawiały mnie w stan podnoszącego się przerażenia, wbiło mnie w krzesło po prostu, ale.. z czasem już potrafiłam się swobodniej poruszać między dwoma pomieszczeniami.
Nie spodziewając się niczego, czujnym wzrokiem chłonęłam wszystko dookoła.


Otrzymałam propozycję.

A raczej to było pytanie skierowane do mojego Pana.
Poniewieranie psa. Odpowiednie osoby się tym zajmą. Ja tylko mam mu splunąć do ust.
Ale.. że ja? Szczerze mówiąc nie wyobrażałam sobie tego. Ja miałabym komuś pluć do ust? Ja, Su?
Nigdy nie widziałam siebie w takiej roli. To jeszcze nie dominacja. Ale wykonywanie zadania. Pan uznał to za świetne zadanie, kolejne drzwi, próbę mojej uległości, posłuszeństwa i zaufania.
Od samego początku nie wiedziałam jak się za to zabrać. Myślałam tylko o tym.Wiedziałam że mnie nie minie. Ale jak to zrobić? Stać? Przykucnąć? Klęczeć? Mówić coś? Zrobić?
Wtedy przestało się dla mnie liczyć wszystko, mój Pan obejmował mnie, a ja drżałam wewnętrznie, strach obezwładniał mój umysł.
I zaczęło się show, które wywołało we mnie skrajne emocje…

c.d.n.

Jak to było w czwartek…

Standardowy

Zsunęłam z ciała ręcznik. Rozwiązałam szlafrok.
Sięgnęłam po koszulkę, tą różową z zapięciami do pończoch. Zapięłam ją z tyłu na haftki od stanika.
Wszystko ładnie pięknie mimo spięcia. Już mam buty zakładać, Pan wyraźnie napisał…
A ja dopiero się ubieram.
Zapięłam pończochy, specjalnie zakupione na tą okazję.
Założyłam luźną koszulę, zapięłam guziki i założyłam spódniczkę. Wysoko ją wywinęłam i poprawiłam się. Ajj, czuć zapięcia przez spódniczkę..
Dobrze, bardzo dobrze.
Założyłam płaszcz, zapięłam się pod samą szyję, złapałam torby i założyłam buty.
Napisałam smsa, że wychodzę. Zobaczyłam samochód Pana, wsiadłam…

Mój Pan widział, że jestem spięta bardziej niż zwykle. No ale ja ciągle myślałam o tym, co zrobię w pokoju, raz robiłam to dziko i po zwierzęcemu, a raz delikatnie i spokojnie.
Jak Pan dotknął mojego uda akurat w miejscu zapięcia, zesztywniałam. No jak teraz wymaca to nie będzie efektu zaskoczenia. Chociaż i tak nie wiedział co ukrywam pod spodem…
Im bliżej celu się znajdowaliśmy, tym bardziej opuszczała mnie pewność siebie.
Wiedziałam, że przed tym wszystkim muszę wejść do łazienki i przygotować się.
Ale zastanawiałam się, czy to będzie dobry pomysł, bo istniało prawdopodobieństwo, że nie wyjdę z łazienki i się zabarykaduję.
Musiałam stamtąd wyjść, musiałam…

A w pokoju. Od razu zabrałam swoje rzeczy i weszłam do łazienki. Pomyślałam, że zrobię co mam zrobić i wychodzę od razu.
Ok. Zaczynam.
Wyciągnęłam szminkę, szpilki i niewielkie pudełeczko.
Rozpięłam nieco płaszcz, następnie koszulę i odchyliłam miseczki stanika. Miałam nadzieję, że spodoba się mojemu Panu to, co przygotowałam.
Na sutki nakleiłam nakładki w kształcie serduszek z dzyndzelkami, które ostatnio od Niego dostałam, nałożyłam miseczki, zapięłam koszulę i płaszcz. Znów pod samą szyję, co było nie do końca komfortowe biorąc pod uwagę wysoką temperaturę w pokoju…
Podeszłam do lustra, pociągnęłam wargi szminką, którą zakupiłam specjalnie z myślą o tej okazji, zrezygnowałam z klasycznej ale jakże seksownej czerwieni na rzecz ciemnego różu.
Wsunęłam na stopy szpilki.
I stoję. Stoję. Stoję..
Przed lustrem. Zerkam na siebie. Przekonuję się w myślach, teraz naciśnij klamkę i wyjdź, zacznij, dasz radę.
Ale nadal stoję. Żołądek mi się skręca, emocje uderzają do głowy, przed oczami migają mi kolorowe punkciki.
Denerwowałam się. Zależało mi, żeby wszystko wyszło tak jak sobie to zaplanowałam.
Już się obróciłam, już mam dłoń na klamce, ale.. leży ta i się nie rusza. Jeden ruch dzieli mnie od wyjścia. Naciśnij…
Głęboki oddech, zdecydowanie nacisnęłam na klamkę i wyszłam. Chciałam już od razu to zrobić, bo wiedziałam, że jak będę odkładać to na później to nic z tego nie wyjdzie…
Przygotowałam sobie krzesło. Mój Pan usadowił się wygodnie na łóżku.
Włączyłam muzykę w telefonie, jeszcze chwilę się wahając czy to aby na pewno dobry pomysł.
I zaczęłam.

Striptiz.
Tak. Rozbieranie się w rytm muzyki.
Ten pomysł przewijał się zwinnie między niektórymi rozmowami. Czasem z entuzjazmem podchwytywałam temat, a czasem ze wstydem omijałam konkretną odpowiedź.
Ale w końcu nie. Musi być i koniec.
Przyznam, że fajnie bawiłam się przy układaniu choreografii.
Bo to nie zwykłe zrzucenie ciuchów w 30 sekund. Miałam zmieścić się w określonym czasie co oczywiście się nie udało ale to nic, przemówiłam sobie podczas ćwiczeń, że chodzi o dobrą zabawę i robienie wszystkiego na luzie.
Tak jakbym robiła to w domu przed lustrem.
Z początku, jak muzyka zaczęła lecieć a ja miałam wykonywać ruchy przed Panem, trochę mnie to krępowało. Z natury nie jestem ani odważna, ani pewna siebie. Ale mniej więcej kroki pamiętałam. O tyle dobrze, że do seksownego rozbierania się nie jest potrzebny ściśle ustalony harmonogram. Można iść na totalnego spontana, co chciałam zrobić. Ale nie, pierwszy raz :-) musi być dopracowany.
Bałam się że w szpilkach się potknę albo jakiś niefortunne zdarzenie mnie dopadnie, ale o dziwo nic takiego się nie wydarzyło. Bo i na krześle dobrze mi poszło, i na podłodze, i później na końcu też…
Ogólnie z efektu byłam zadowolona, pod koniec już trema opadła i mogłam tak jeszcze i jeszcze kręcić tyłkiem, ale co za dużo to niezdrowo, na początek starczy. Bo nie wykluczam kolejnych części.
spodobało mi się to :-) przygotowywanie, kompletowanie, dobieranie i pokazanie efektu starań :-)
Z muzyką było najgorzej. Dzień przed spotkaniem znalazłam odpowiadni utwór… :-)
Ale w sumie dobrą stroną jest to, że znalazłam utwory na kilka pokazów. :-) Spokojnie, wszystko przerobię :-)

Sądząc po reakcji Pana, pokaz się podobał… ja mam taką nadzieję :-)

A później.. oh jeju co to było później.. :-)
Zostałam zaprowadzona do łazienki i czekaj Suko aż cię nie zawołam.
No dobrze. Przewietrzyłam się w oknie,  pochodziłam po lodowatych kafelkach, podsłuchałam troszeczkę pod drzwiami (dzwoneczek? a co tam robi dzwoneczek?), usiadłam na brzegu wanny i czekałam…
Co się tam cholera dzieje?
I za chwilę drzwi się otwierają i wchodzi Pan. Bierze mnie za rękę i prowadzi do pokoju.
A tam sznury. Przywiązane do nóg łóżka. Pomyślałam że mam przerąbane, jak już sznury są to co się będzie działo..
Ale Pan usiadł na brzegu łóżka, mnie gestem kazał uklęknąć co też uczyniłam i ręcznik. Ręcznik coś przykrywał.
Pomyślałam że pewnie to moja biżuteria na spotkania. Bransolety i obroża.
Pan powiedział, sięgnij łapką pod ręcznik i wyciągaj po JEDNEJ rzeczy.
No ja nie wiem z czego On taką tajemnicę robi, skoro zawsze tak jest i tam jest czerwona biżuteria.
No ale posłusznie wsuwam rękę pod ręcznik… no coś czuję ale to nie przypomina tej czerwonej.
Złapałam pierwszą rzecz z brzegu.. wyciągnęłam dwie, ale..
Nie słuchałam Pana :-) bo to co zobaczyłam to :-) no nie mogłam uwierzyć…
Owszem, to była bransoleta. Na kostkę i na nadgarstek. Ale w kolorze różowym :-)
Mnie po prostu zamurowało.. ale jak to? Nigdy bym nie podejrzewała Pana o taki zakup..
Sam za chwilę przyznał, że to mało suczy kolor. Ale swoją rolę spełnia doskonale :-) przekonałam się o tym :-)
I później wyciągałam już po kolei całą resztę. Bransolety do kompletu, obrożę, smycz :-) kuleczkę do pyska, wisienki z dzwoneczkami :-) przepaskę na oczy, takie dwa paseczki na krzyż które nie wiedziałam do czego służą i dyscyplinę. Mam nadzieję że o niczym nie zapomniałam..
I zaraz się przekonałam do czego są te paseczki :-)
Do bardzo podniecającego spinania rąk i nóg :-)
No a za chwilę zaczął się ten właściwy wieczór.. :-)
Znowu rekordy. Ja mam manię liczenia orgazmów ostatnio. Jak ostatnio było dla mnie zaskoczeniem, że tyle ich jest, tak teraz jedno zaskoczenie że jest ich dwa razy więcej i że są podwójne.
No jak? A Pan mówił, będzie 5 orgazmów a później coraz więcej.
A ja się zaśmiałam mojemu Panu prosto w twarz.. jak mogłam???
Ale był jeszcze prąc przed spaniem, mimo że byłam wykończona.. Prąd był z dodatkami i kolejnym orgazmem.
To jest jakieś nie wiem, nie chcę ale ciało mnie zdradza i ciało mówi „chcę więcej, jeszcze więcej i później jeszcze troszeczkę!”.
Taka zachłanna się zrobiłam że to szok. Czasem nie potrafię myśleć o niczym innym jak o orgazmach. Później mam ich dość, ale jeszcze kilka i tak się nawinie.
Jak ja mogę myśleć że mam dość orgazmów? Jeszcze kiedyś nie było ani jednego i błagałam o jeden chociaż. A teraz po 10 mówię dość, wymiękam..? O nie. A teraz było tak blisko 20.. Eh, gdybym wiedziała…
No ale dobrze. Co to za noc w ogóle była..
Zaznajomiłam się bliżej z packą. Która wcale na mnie nie działa, ale właśnie tego chciałam. Właśnie takiego cudownego, rozlewającego się bólu jakie ona daje. Mój Pan kochany :-) słucha mnie cały czas i spełnia te moje czasem poronione pomysły :-) czasem coś palnę bez zastanowienia i wtedy słyszę to charakterystyczne, przeciągłe „OOOKEJ”. I ja już wiem :-) że coś się święci.. i to coś jest zazwyczaj „niedługo”. Bo rzeczy niemożliwe Pan załatwia od ręki, a na cuda trzeba troszeczkę poczekać. Taak, już pamiętam :-) nauczyłam się :-)
A rano :-) pobudka w Naszym stylu.. :-) a tak mi się wstawać nie chciało.. jeszcze chciałam troszeczkę poleżeć, poprzytulać się ale eh.. rzeczywistość…
No, ale jakie wspomnienia na cały dzień.. :-)

 


A piosenka, którą wybrałam… cóż… :-)
eh, tyle wspomnień… :-)

Polecam, mnie wprawia w doskonały nastrój za każdym razem gdy jej słucham… ;-)

 

Su Anusz.