Uległe Suczątko.

Standardowy

Pan cały czas opiekował się swoim Suczątkiem po Klimatycznej.
Wyprowadzał na spacery, podczas których na środku ulicy pieprzył delikatnie, niemal sensualnie tyłek Suczątka palcem, wywołując jej zażenowanie faktem iż jest to środek chodnika przy ulicy, gdzie co chwila jeździły samochody.
Suczątko zaskoczona pieszczotą, poddawała się pocałunkom Pana oraz przyjemności wibrującej od tyłu w bardziej podniecone miejsce.
Ale Pan tylko się drażnił i podkręcał rozpalone stworzenie, i zostawił bez spełnienia.
Sunia była bardzo zadowolona ze spacerów, nawet tych trwających kilka chwil.
Bardzo podobały się jej te momenty, gdy szli obok siebie, trzymając się za ręce, opowiadając sobie najważniejsze wydarzenia z ich życia.
Lubiła ich wspólny śmiech, łaskotki i marzenia, które snuli wracając inną drogą.
Nie zawsze spacery były takie wesołe, gdy Suczątko hasała wesoło obok swojego Pana.
Czasem zbierały się nad ich głowami czarne chmury, Suczątko pokładała uszy po sobie, kuliła się by jak najmniej powierzchni zajmować i szła powłócząc łapkami obok swojego Pana.
Pani nie krzyczał. Mówił normalnym głosem, ale umiał użyć takich słów i tak modulować głos, by kuliła się jeszcze bardziej i dawała głos. Nie wychodziło to dobrze i takie rozmowy do niczego nie prowadziły.
Ale mimo wszystko cieszyła się, że Pan jest tak blisko. Był zły, wiedziała że z jej powodu, ale chciała się sycić tą chwilą, gdy Pan jest tak blisko. Nie musi się już tulić do misia.
Ale Sunia potrzebowała spotkania.

Były dwa spotkania. Albo tylko albo aż. Nie wie jak ma to definiować.
Każde spotkanie było wspaniałe, Suczątko w końcu czuła się na właściwym miejscu, zasypiała w ramionach swojego Pana, nieskrępowanie chodziła nago, najważniejsza była ta bliskość, Pan jest na wyciągnięcie łapki, trzeba korzystać!

Pan dba o Swoje Suczątko.
Suczątko chciałaby tak dbać o swojego Pana jak On dba o nią. Stara się. Cały czas się stara.
Może kiedyś osiągnie poziom swojego Pana.
O niczym innym nie marzy…
No, może o tym żeby ją zerżnął.


Su Anusz.

Klimatyczna. Wildest moments.

Standardowy

Wstęp
Klimatyczna.Początek.
Klimatyczna.Apartament.
Klimatyczna.Noc niespodzianek.

Z racji tego, iż ohydnie zapuściłam się z pisaniem, wrzucam całość.
Ciąg dalszy Klimatycznej…

CO DZIAŁO SIĘ NA KLIMATYCZNEJ?

Przypatrywałam się uważnie działaniom, ludziom dookoła mnie i starałam się wyłapywać jakieś rozmowy. Dopiero później zwróciłam uwagę na miejsce z różnymi narzędziami, a raczej to mój Pan zwrócił moją uwagę pytając się
- To co wybierasz?
Nie rozumiejąc o co chodzi, spojrzałam w kierunku który wskazał mi Pan. Zobaczyłam. Długa.. półka? A może długi stół a na nim różnego rodzaju wibratory, sznurki, wisienki, dyscypliny, no czego tam nie było, miałam wrażenie że tam było wszystko, ładnie ułożone, żeby ofiara mogła patrzeć co ją czeka.
Nie chciałam nic z tego. Zainteresowało mnie dwustronne dildo, taaakie długie, ja na jednym końcu, jakaś inna na drugim..
No ale trzeba wrócić na ziemię. Dalej klęczałam obok Pana, robiło mi się niewygodnie, uważałam na swoje 15 cm, nie chciałam żeby się zniszczyły.
Zmieniałam miejsca, raz klęczałam, raz stałam, później znów klęczałam, między nogami Pana.
Umiejscowiłam się wygodnie, czułam rękę Pana na karku i oglądałam spektakl…

Znajoma osoba, jak mogłabym zapomnieć o mężczyźnie, którego preferencje a raczej sposób ich odbierania wywarł na mnie takie wrażenie, strach i ciekawość.
Pan na koziołku został położony, przywiązany.
Jeszcze nie widziałam mężczyzny przywiązanego do koziołka, jakoś.. no nie wiem, nie przemawia to do mnie. Aczkolwiek jeśli to lubi..
Stopy miał wyeksponowane, nogi związane, wszystko ładnie pięknie.
I pani, która pojawiła się z tym panem powiedziała, że mają trzcinkę bambusową. Mokrą. Nasiąkniętą wodą.
Mojemu Panu zaświeciły się oczy, nie widziałam tego, ale jestem pewna że gdybym się odwróciła, to zobaczyłabym jak się świecą i ten Jego uśmiech, już planuje jak mógłby wykorzystać to narzędzie.
I po chwili usłyszałam blisko swojego ucha Jego głos.
- Chyba pożyczę od nich tą trzcinkę… – i zaczął snuć wizje, na dźwięk których wyskoczyła mi gęsia skórka. Na samą myśl o trzcince byłam niespokojna, a ona była mokra…
Byłam przerażona, a jeśli faktycznie Pan podejdzie i..
Nie dokończyłam myśli, bo zaczynało się show.
Zawsze mnie zastanawia. Ale tylko zastanawia. Jak to możliwe, że ten człowiek znosi taki ból. Osoby się zmieniały, z różną siłą uderzali różnymi patykowatymi narzędziami, ale nadal to było tak silne, myślę że ja po pierwszym razie użyłabym słowa bezpieczeństwa.
Bałam się, że ta trzcinka się złamie, a pani stojąca obok powiedziała że już kilka razy się tak zdarzyło.
Dalej uderzali, na zmianę, ten dźwięk mnie przerażał, ale nie uciekłam jak na ostatniej imprezie.
Zamach, chwila oczekiwania, ręka z trzcinką opada na stopę, charakterystyczny świst i plask uderzający o skórę. Przy każdym razie czułam jak mój żołądek podskakuje, w momencie gdy trzcinka stykała się z ciałem leżącego mężczyzny.
Zabawa trochę potrwała, faktycznie część była zainteresowana, część chciała złamać mężczyznę i waliła na oślep w stopy, a część się snuła po kuchni, zaglądała do pokojów i na balkon.

Duże wrażenie wywarła na mnie kobieta, Pani, która zrobiła wielkie wejście i przyszła spóźniona.
Po prostu byłam nią zainteresowana. Ale nie w jakiś sposób seksualny czy coś, zainteresował mnie jej wygląd i byłam ciekawa czy ma równie prowokującą, pewną siebie i interesującą osobowość. Zerkałam na nią często, przyszła z.. jeszcze nie umiem tego określać.
Z mężczyzną, przebranym za kobietę, która była suką.
Na początku, po wejściu, padła na kolana i całowała stopy organizatorki, patrzyłam na to z nieprzyzwoitą ciekawością. Później przeszły do salonu, czym wywołały zaciekawienie.

Ciągle byłam obok Pana, czasem siedziałam, częściej klęczałam, ale zaczęła się nowa zabawa.
Jak już widziałam trzech mężczyzn w roli uległych..
W takich momentach na imprezie wiem czego się spodziewać. Jest niemal pewne, że co najmniej jeden z mężczyzn odpadnie po takiej zabawie, albo nawet w trakcie.
Jak zabiorą się za nich panie, które uwielbiają bawić się męskimi uległymi.
Tym razem byli skrępowani. Leżeli na podłodze, ręce mieli związane z tyłu, do rąk mieli przywiązane nogi, sznur oplatał ciasno kostki, nadgarstki i… póki leżeli było ok.
Zorganizowane zostały wyścigi. Mieli się.. wić, czołgać? Po podłodze, do wyznaczonego miejsca.
Wszyscy świetnie się bawili oglądając starania trzech facetów, związanych, czołgających się po ziemi. Może i było to zabawne, ale.. dla mnie nie do końca. Miałam mieszane uczucia.
Nagle ktoś rzucił, że można posadzić na nich dziewczyny.
Uśmiechnęłam się na ten pomysł, i pomyślałam, że Pan pewnie mnie tam nie posadzi, i głośniej zachichotałam. Jeden uległy się wykruszył, powiedział dość, zostało się dwóch.
Nagle przestałam się śmiać. Co jeśli jednak mnie tam wyśle?
- A ty się tak nie śmiej, bo jedną z dziewczyn będziesz ty.- powiedział Pan i zaczął się śmiać na moje słabe protesty.
A ja spanikowana zaczęłam mówić, najciszej jak się da, żeby tylko Pan słyszał, że przecież nie, że on się złamie pode mną, coś mu się stanie, a jak mu serce wysiądzie, nie to zły pomysł…
Ale Pan powiedział. Ulegli wrócili na start. Ja z drugą Suką weszłyśmy na wycieńczonych facetów. I zaczął się groteskowy wyścig. Czułam się jak na wielbłądzie, kiwałam się na jedną i drugą stronę mając wrażenie że zaraz wyląduję na podłodze z głośnym hukiem. Ale jak już wczułam się w ruchy wijącego się pode mną uległego starałam się mu w miarę możliwości pomóc. Słyszałam sapania dwóch głosów, nadludzki wysiłek. Czułam się zażenowana, odpychałam się nogą żeby go odciążyć nieco, ale i to nie umknęło uwadze mojemu Panu i zwrócił uwagę na to, by nie pomagać.
Mimo mnie na plecach uległy poruszał się w miarę szybko, wydawał mi się silny, czułam pod sobą jego pracujące mięśnie, wiedziałam że każdy następny ruch sprawia mu trudność i robiło mi się go żal.
Drugi był gdzieś za nami, równie głośno sapał.
Rozejrzałam się dyskretnie. Przypomniały mi się sceny ze 120 dni Sodomy. Poczułam się jak jedna z bohaterek książki…
Nie wiedziałam jak jeszcze mogłabym pomóc uległemu pode mną. Ale znów zaczęli mówić, że mamy nie pomagać, także siedziałam bliska płaczu, słysząc jego głośny, już niemal charczący  oddech.
Doczołgał się, robiąc chwilę przerwy, ostatkami sił zbliżając się do stóp tej Pani, która zrobiła wielkie wejście.
Jak najszybciej z niego zeszłam. Nie pamiętam czy coś mówiłam, co zrobiłam jeszcze. Byłam zła że musiałam brać w tym udział. Mimo to uśmiechałam się, że to już koniec.

Ja mogłam siedzieć godzinami w kuchni. Robić kawę, układać, kroić, szykować, nalewać, sprzątać. Ale od tego była Kinga. Bardzo sympatyczna, i nawet teraz, po takim okresie czasu dobrze ją wspominam. Kilka razy zdarzyło mi się z nią porozmawiać, tak przelotnie. No i co z tego że to był mężczyzna?
Taki ładny strój kelnereczki, ładna peruka, sama zastanawiałam się nad zakupem takiego stroju. Z tego co pamiętam Kinga leżała na stole i była.. hmm… zabawiana prądem w dolnych partiach ciała..
W ogóle teraz na tej imprezie to ładnie prąd chodził. Nawet na ostatniej imprezie nie był tak rozchwytywany.
Psy dalej były dręczone. I naprawdę wyglądali jak “zbite psy”, jeden miał wzrok jakby chciał zabijać.
Kręciło ich to? Podniecało?
Prawdopodobnie tak, bo tylko oni zostali.

 

Jak już nóg nie czułam, jak już ścierpły mi maksymalnie, odważyłam się spytać Pana, czy mogłabym usiąść.
Pozwolił mi, a ja klapnęłam na tyłek i…
Jaka ulga :-)
Oparłam się o ścianę i oglądałam co będzie dalej…

 

Była chłosta na krzyżu, było jeszcze kilka akcji na koźle, na stole z psami i sympatyczną kelnereczką, później przeniosła się na krzesło.
I tak już emocje opadały powoli. Ja już czułam że ogarnia mnie lekkie zmęczenie, nogi też odmawiają posłuszeństwa, zrobiłam kawę dla Pana i siebie i piliśmy. Wyszedł na balkon. Ja jak wychodziłam dwa razy na balkon to bałam się, że ktoś zobaczy :-) ale tak pomyślałam, uruchomiła się moja delikatnie ekshibicjonistyczna natura, właściwie czemu nie? :-) to mogłoby być ciekawe :-)
Faktycznie, jakby ktoś zerknął w górę, zobaczyłby półnagie kobiety w otoczeniu eleganckich mężczyzn..
Nie przeszkadzało mi to :-) Chociaż jak Pan mnie okrył, przyjęłam gest z wdzięcznością i opatuliłam się szczelnie materiałem.

 

Pan powiedział żebym poszukała wolnego pokoju.
Zapytałam się a co będzie jak będą zajęte?
- To się spytaj czy można się dosiąść. – z tym zdaniem kotłującym się w głowie, tak żeby nie zapomnieć, ruszyłam na poszukiwania.
Pierwsze drzwi otworzyłam a tam…
Kobieta ujeżdżająca mężczyznę. Zatkało mnie a oni spojrzeli na mnie pytająco. I taka zakłopotana się pytam czy można się dosiąść.
A oni spojrzeli po sobie i wybuchnęli śmiechem. Powiedzieli że jasne, można i dziewczyna powoli się poruszała i patrzyła na mnie.
Jak szybko drzwi zamknęłam a oni tam coś mówili do siebie i znów wybuchnęli śmiechem.
Nie ma to jak zrobić z siebie idiotkę. :-) Dopiero później do mnie doszło jak to mogło zabrzmieć..
Poszłam po Pana i weszliśmy..
Pan zaprowadził mnie na drugi koniec łóżka, kazał się położyć na brzuchu i dawał mi klapsy. Liczyłam, dziękowałam…
Poczułam że materac już się nie ugina, była chwila spokoju, ugiął się jeszcze raz a ja czułam ciągle klapsy.
Później czułam szpicrutę, ale oglądając się za siebie zobaczyłam zafascynowaną dziewczynę, która jeszcze chwilę temu ujeżdżała mężczyznę leżącego obok.
Zaskoczona tym wszystkim, już nie wiedziałam, kto uderza. Ale zabawy posuwały się coraz dalej.
Byłam jeszcze bardziej zaskoczona, jak dziewczyna chciała się pobawić moją cipką. Zobaczyć jak daleko może się posunąć.
To co ona robiła było całkiem fajne, ale mimo jej długich palców nie potrafiła znaleźć mojego punktu, który Pan znajduje od razu. Ale nie mówię, że było źle :-) to było całkiem ciekawe doświadczenie :-)
Pytała się mnie czy lubię zabawy z tyłkiem. A ja szukając poratowania u Pana spojrzałam na niego ale nic nie mówił więc musiałam sama powiedzieć, że no tak nie do końca…
Lubię. Ale wolę jak bawi się mój Pan :-) jestem pewniejsza i z nim to zawsze jest przyjemne :-)
Fajne było :-) jak ta dziewczyna miętosiła mi tyłek :-) ooojeju to było :-) Pan to robi najlepiej, ale z rąk dziewczyny było całkiem ciekawe :-)
I dziewczyna z mężczyzną zajęli się sobą, a my z Panem sobą..
I nagle słyszę jęki.. tak się oglądam za siebie, a oni się pieprzą!
Pan się za ten czas położył, rozpiął rozporek i wyciągnął swojego kutasa, po czym złapał mnie za włosy i…
- Ssij Suko.
Tak, ten głos, taki cichy, słowa wypowiadane przez zaciśnięte zęby, ale je chciałam oglądać..
Zabrałam się za obciąganie, czułam zaciśniętą na moich włosach dłoń Pana, przyspieszał, pogłębiał, zwalniał, znów przyspieszał i jak załapałam rytm zwolnił nieco uścisk.
Za sobą słyszałam jęki, sapanie, słyszałam jak się zbliżają, prawie są na granicy, przestawali, znów się pieprzyli tak że całe łóżko latało, znów coraz bliżej byli ale znów chwilę przed przestawali.
Nie wiedziałam o co chodzi, ale wyjaśnili co to ma na celu, już dokładnie nie pamiętam.
Ja jeszcze obciągała kutasa mojego Pana, Słyszałam parę za sobą i to było cholernie podniecające, chciałam oglądać, ale miałam coś ważniejszego do robienia.
Zapadłam się czasem w kierunku tej pary, łóżko coraz bardziej drżało aż w końcu pozwolili sobie…
Tak..
Oni się ulotnili, my jeszcze leżeliśmy…

 

Dostałam szansę na orgazm, a nawet dwa, z Czarnym Przyjacielem, znów się zeszło w drzwiach trochę ludzi, wiem to z opowieści, bo nie rozglądałam się na boki. Robiło się tak spokojnie…
Trochę siedzieliśmy w salonie, oglądaliśmy co się działo. Ciasne wiązanie piersi pięknym, czarnym sznurem, perspektywa wisienek, do mnie to nie przemawiało.. to strasznie musi boleć.. MUSI, bo ja nie próbowałam. I nie chcę próbować.
Kobieta na widok wisienek rzuciła hasło bezpieczeństwa. Też bym tak zrobiła…
Później nie mogąc patrzeć, jak psy kaleczą masaż stóp, Pan w moim imieniu zaproponował Pani od wielkiego wejścia masaż w moim wykonaniu.
Ucieszyłam się gdy przystała na propozycję, chciałam się zbliżyć i móc ją obserwować z bliska.
Jeszcze nie masowałam stóp w pończochach. Także kolejne nowe doświadczenie.
I masowałam, skupiona na ruchach, toczyły się rozmowy, już takie leniwe, od niechcenia, masowałam i masowałam, klęczałam przed Nią, nóg nie czułam, tak okropnie bolało, ale dalej masowałam, w końcu po jakimś czasie Pan dosiadł się na kanapę po mojej lewej stronie i zaczęła się całkiem fajna rozmowa.
Pani okazała się.. Panią :-) w sensie prawdziwą Dominą :-) mimo strachu który we mnie wzbudzała całkiem przyjemnie się z nią rozmawiało :-) a Suka siedząca obok fotela Pani okazała się rozmowna, sympatyczna i zabawna :-) wywoływała mój śmiech :-)
Już coraz mniej ludzi było. Zostało się kilka osób, już tak sensualnie, spokojnie i powoli…
Poszliśmy z Panem do sypialni i się położyliśmy. Ja już naga, bez stroju, czułam się całkiem swobodnie.
Przytuliłam się do Pana i tak leżeliśmy, głaskał mnie, całował, przytulał i trzymał za to na co trafił akurat :-)
I tak pomyślałam, oczy zamknę tylko na chwilkę, wzbraniałam się przed tym ale musiałam na chwilkę zamknąć oczy..
Usnęłam.
Czułam jeszcze jak Pan wstaje, ale ja tak bardzo nie chciałam się budzić…
I spałam, nie wiem ile, chwilkę, czy dłuższą chwilkę, ale Pan w końcu wszedł i powiedział że musimy się zbierać.
Pan oczywiście nie mógł sobie odpuścić i zaczął mnie łaskotać, gryźć… :-)
Ale jednak jak trzeba to trzeba, z lekkim ociąganiem ale wstałam.
Wyjrzałam przez okno. Słońce wschodziło, mimo że było chłodno i zmarzłam taka naga.
Oglądałam powoli budzące się do życia miasto, ludzi wychodzących na spacery z psami (bez aluzji żadnej!!!), do pracy, do szkoły, do kościoła czy gdzie tam jeszcze, nie mając tej świadomości, że niektóre jednostki po nocy pełnej wrażeń dopiero się ubierają i wracają na ziemię, do zwykłych śmiertelników, zstępują między nich przywdziewając kostium przeciętnego Kowalskiego.

 

 

 

Su Anusz.

Klimatyczna…

Standardowy

 

 

Chciałabym napisać wszystko od razu, ale po prostu.. w dalszym ciągu nie mam pojęcia od czego zacząć, jak zacząć pisać o wydarzeniach minionej nocy, jak przedstawić to, co działo się kilkanaście godzin temu gdzieś daleko, między ludźmi, którzy mają pojęcie o klimacie, którzy są tak różnorodni, że aż kręci się w głowie.
Jestem szczęśliwa, że mój Pan kolejny raz zabrał mnie na klimatyczną imprezę. To chyba znaczy, że nie przynoszę mu wstydu…?
Ale ciiii…
Najpierw muszę ochłonąć, dojść do siebie i najważniejsze, WYSPAĆ SIĘ :-)
Żeby bez przeszkód móc opowiedzieć co się działo w salonie pełnym narzędzi rozkoszy…

 

 

 

Su Anusz.

Pobudzona wyobraźnia

Standardowy

‚Dama w towarzystwie, Dziwka w łóżku’

 

Wczoraj.
Nie dość, że Pan poprawił humor, nakarmił Su, zerżnął, to jeszcze pocieszał i pobudził wyobraźnię.
Mam się nie bać czwartku. Bo środa i piątek to dopiero będzie rzeź.
Na piątek zabrać ze sobą strój.
Jeju, może będzie taka „elegancka chłosta”?
I od razu poprosiłam o zdjęcia. Tak! Tak! Chcę zdjęcia z tej chłosty!
Już mniej więcej wiem jak się ubiorę. Oczywiście moje sławne 15cm obowiązkowo. Myślę o gorsecie, pończochach i skórzanej spódniczce. Ale to jeszcze zobaczę. Może jakaś sukienka. Ale gorset koniecznie, tak dawno nie wbijałam się w niego, tak dawno nie czułam się tak ściśnięta..
Tak, zadbam o swój wygląd, postaram się, z dokładnością się przygotuję do tej chłosty. Już powoli mam dosyć samego tuszu na rzęsach i warkocza, grzecznych bluzek bez dekoltu i legginsów. Moja Sucza natura chce się wyrwać z klatki, ale obiecałam. Nie tylko mojemu Panu, ale sobie.
Nie będę się wychylać ze strojami, różne czubki chodzą po świecie.
A jak kobieta założy spódniczkę i pończochy, czy nawet rajstopy ze wzorkiem imitującym pończochy, to facetom palma odbija.
Chociaż :-) muszę przyznać, że kręci mnie świadomość, że ludzie nawet nie podejrzewają mnie o to, jak lubię wyglądać :-)
Po prostu mijają. Brak makijażu, tylko tusz na rzęsach, włosy splecione w warkocz, bluzka, najlepiej luźna, bez dekoltu, legginsy i sportowe buty.
Jeszcze jak założę okulary. To wyglądam jakbym się jeszcze uczyła. Taka skromna, cichutka, nijaka, spędzająca popołudnie w bibliotece.
Ale co siedzi w mojej głowie :-) nie wie nikt.. :-)
Tak po prostu jest :-)
Czasem jak mijam niektórych ludzi to się zastanawiam jakie mają zainteresowania, jacy są prywatnie. Bo ktoś może wyglądać niewinnie i nijako dla otoczenia :-) napiszę nieskromnie, tak jak ja :-) a może być psychopatą, mordercą albo przywdziewać wieczorami latexowe stroje :-)
Różnie bywa :-)
Mam dwie twarze. Zdaję sobie sprawę z tego. Czasem trudno zamknąć mi do klatki tą drugą, ale staram się ją kontrolować. Od jakiegoś czasu.

Ale czekam! Czekam na te dwa dni owiane tajemnicą!
Dowiem się wszystkiego w swoim czasie, jak zawsze.
Nie wiem czy się już bać teraz, czy może później…?

W każdym razie.
Nie mogę się doczekać momentu, gdy w końcu założę gorset…

 

 

Su Anusz.

Wanilia&Pieprz

Standardowy

 

Prysznic.
Stary przyjaciel, który na ostatnim spotkaniu rozpoczął serię orgazmów.
Nie doliczyłam się ich w końcu, ale ten pierwszy w wannie i ostatni na pożegnanie były najlepsze.
Między nimi cała akcja…

To była taka wanilia z domieszką pikantnej i wyrazistej nuty.
Bo i leżenie, i przytulanie, oglądanie filmu, jedzenie w łóżku, przytulanie, pieszczoty takie od niechcenia…
I wiązanie, losowanie narzędzi rozkoszy, odbijanie na moich pośladkach i udach, strzelanie po pysku, podduszanie pasem, rżnięcie, podgryzanie, szczypanie i dręczenie łaskotaniem.
Największe wrażenie zrobiło na mnie wiązanie.
Oglądaliśmy obrazki na telefonie, oprócz osławionego między nami obrazka z brutalnością trafiło się zdjęcie dziewczyny siedzącej tyłem i związanej.
Pan się pyta: chcesz tak? Bez zastanowienia odpowiadam tak, i dopiero po chwili, jak Pan wyciągał już sznur, zaczęłam myśleć co ja właściwie powiedziałam.
Ale spełzłam z łóżka na podłogę, klęczałam odwrócona tyłem do Pana a On kończył kolejne sploty.. obowiązkowo zasłonięte oczy i wyostrzone pozostałe zmysły..
Cóż, nie podobał mi się sposób, w jaki moje piersi kolejny raz były wystawione.
Już najczarniejsze myśli mnie dopadały. Ale samo to, że jestem związana, podkręcało mnie.
Pan się mną bawił, złapał szpicrutę i oklepywał moją cipkę, ciągle upominając, że uda mają być szeroko rozsunięte…
Wcześniejsza zabawa, kiedy leżałam na łóżku polegała na tym, że losowałam sobie narzędzia. Zaproponowałam, że wylosuję trzy narzędzia. Pan się zgodził wspaniałomyślnie i zaczęło się losowanie. Złapał narzędzie w czarnym futerale i się pyta: tak czy nie?
Ja po chwili wahania odpowiadam: nie.
Trochę byłam rozczarowana, bo powiedziałam nie trzcince, którą akurat chciałam poczuć, tak przez chwilkę, ale już czekało mnie kolejne narzędzie.
Pan się zapytał: tak czy nie? Odpowiedziałam kolejny raz nie.
Dobrze się składało, bo to był krótszy patyczek, jeden z dwóch, którymi Pan wybijał rytm na moim ciele jak na perkusji.
Kolejny raz padło pytanie, tym razem powiedziałam: tak.
Zła decyzja. Trafił mi się patyczek nieco grubszy od trzcinki. Nie lubię go. Ale losowanie trwało dalej.
Na końcu wyszło, że wylosowałam same patyczki. Kijek, szpicrutę i coś jeszcze.
Po chwili moje pośladki i uda były usiane czerwonymi śladami, przesuwając dłonią mogłam wyczuć pęczniejące pręgi.
Miałam cichą nadzieję, że będą ślady…

Ślady są do dzisiaj. Jeden na lewym udzie z przodu. On mi się bardzo podoba. Już jest siniakiem, mimo kilku dni nadal wyraźnym. Drugi też na udzie prawym z przodu, znacznie wyżej, i lekko niewidoczny. Są jeszcze z tyłu. Tyłek mnie bolał przy siedzeniu. Przez jakieś.. trzy dni.
Ale cieszyłam się, że są ślady. Lubię na nie patrzeć. I przypominać sobie, co i z jaką siłą lądowało na mojej skórze…

Pan pokazał mi wiązanie, które od jakiegoś czasu mocno mnie intrygowało.
Mianowicie, kończyny są związane tak, że trzeba chodzić na łokciach i kolanach.
Sznura starczyło na nogi, dobrze związane, ciasno, dłonie przycisnęłam do twarzy i spróbowałam tak chodzić. Spodobało mi się, mimo tego że po chwili czułam ból kolan i łokci. Pan usiadł na łóżku i kazał mi do siebie przyjść! To było wyzwanie.. kołysząc się i momentami tracąc równowagę stanęłam między nogami Pana. Podniosłam głowę i spojrzałam w górę w poszukiwaniu kolejnego polecenia i..
Kutas Pana już na mnie czekał. Ochoczo otworzyłam pyszczek i już po chwili, próbując przyzwyczaić się do ograniczonego zakresu ruchu, zajmowałam się tym, co lubię najbardziej.

Żeby czytać książkę, Pan musiał mnie wprowadzić w stan upojenia alkoholowego. I tak piłam, piłam, najpierw jedno piwo, później prawie pół drugiego, a że mam raczej słabą głowę i znam swój limit powiedziałam „Dość”. Oczywiście nie na głos. Bo to jest niedopuszczalne, chociaż tej nocy Pan pozwalał mi wyjątkowo na wiele. Chociaż jak biegłam za daleko to sprowadzał na moje miejsce. Różnymi sposobami…
Zabrałam się za książkę.
Dostałam od Pana. Na Walentynki. Książkę.
Taka zadowolona byłam, jeszcze jak przeczytałam ten krótki opis z tyłu, wiedziałam że trafił w dziesiątkę z tą książką.
Co się okazało, to trylogia (nie chodzi o Greya, Crossa czy o coś jeszcze innego, w sumie Crossa to jest więcej tych części, prawda?), a ja mam pierwszą część.
Pierwszy raz kiedy ją otworzyłam, a było to zaraz jak otrzymałam prezent od Pana, powiedział żebym przeczytała jakiś fragment.
Trafiłam na opis lewatywy… jeszcze nie wiedziałam co to jest, bo wyrwane z kontekstu, ale jak to, co? Wlewa jej wodę do.. A Pan wiedział od razu i uświadomił Su…
Pochłonęłam ją w kilka dni, była cienka, ale przedłużałam moment kończenia, tak jak czasem jest z orgazmem, już coraz bliżej, czuje się to mrowienie i zaciskanie, ale.. nie nie, jeszcze nie teraz i dalej zabawa. Chyba że tylko ja tak robię..
W każdym razie. Książka tak mnie wciągnęła, że planowałam już zakup drugiej i trzeciej części. Ale, żeby było zabawniej, pierwsza część cieniutka, druga za to nieco opasłe tomisko. No może lekka przesada ale opasła trochę jest. 
Także ta część mnie pozytywnie zaskoczyła, mimo że miejscami mnie męczyła, gównie tym ciągłym mieszaniem czasu teraźniejszego ze wspomnieniami.
Ale tym razem, zaznaczałam fragmenty które w jakiś sposób na mnie podziałały.
Nie mówię o samym podnieceniu, bo chyba musiałabym całą książkę zaznaczyć.
Ale jakieś rozczulenie, czy znajome zachowania, słowa, sytuacje, coś co mnie zaskoczyło, coś co mnie zaciekawiło..
Tą część też mogłam szybko skończyć. Ale narzuciłam sobie, że będę ją czytać jak najdłużej. I pod koniec książki czytałam po kilka  kartek tylko.
Trzecia część. Męski punkt widzenia. Tu już nie było tej ekscytacji z drugiej części, ta trzecia była raczej.. ciepła i dająca nadzieję. Pokazująca, że mimo z pozoru beznadziejnej sytuacji zawsze jest jakieś wyjście, kompromis, tylko dwójka ludzi ma współpracować ze sobą. Razem.
Ta część wydawała mi się lekka, i ją przeczytałam już normalnie, bez żadnego czekania czy wyliczania kartek.
Ciekawi tytułu?
To dobrze, bo zamierzam o tej trylogii napisać.
Ale wszystko w swoim czasie…

Nie miałam dużo czasu na pakowanie i rozważanie, czy zabrać tę rzecz czy może inną. Miałam tylko.. 3 godziny tak naprawdę. A prysznic musiałam wziąć, włosy umyć, przygotować się. Bo Pan zadzwonił, powiedział spakuj to to i tamto. I na 15 będę.
Ledwo się wyrobiłam…
Ale w biegu schowałam koszulkę. Którą kupiłam specjalnie na spotkanie.
Rozważałam czy ją zabrać, miały być tylko te rzeczy które wymienił Pan.
I już ją miałam do szafy chować ale nie. Wrzuciłam do torby i pomyślałam, Pan się nie spodziewa, to dobrze, zabiorę ją.
Przebrałam się w pokoju. Wyregulowałam ramiączka, żeby coś niecoś mi się nie wysunęło, bo miało być w miarę przyzwoicie (trudno rozmawiać o przyzwoitości, jak cały tył  był z siateczki prześwitującej…).
Tak mi się podoba ta koszulka. Taka czarna, falbaniasta z wykończeniami z błyszczącego materiału, odcięta w pasie z kokardką (ta kokardka mnie uwiodła!), piersi otulone materiałem, ramiączka też falbaniaste… Z przodu taka zmysłowa dyskrecja natomiast z tyłu.. wszystko jak na tacy.
Podoba mi się strasznie. Taką właśnie chciałam.
Ale reakcja Pana, jak wrócił do pokoju..
Nie spodziewał się, myślał pewnie że jak wróci to będę leżeć zakrywa kołdrą na granicy snu.
A tu niespodzianka…
I rżnął mnie, jak byłam w tej koszulce. Pamiętam, byłam padnięta. Chyba wtedy miałam trzy orgazmy pod rząd. Jeden za drugim. Ale czułam się wtedy tak blisko z Panem.. był taki delikatny i czuły, ale tylko z początku, bo za chwilę daliśmy się ponieść..
Długo zajął mi powrót do świata żywych…

Po tym cudownym stanie, w którym się znalazłam przytulając do Pana i usypiając, nastał poranek. Poranek wiązał się z końcem spotkania a koniec spotkania z powrotem na ziemię.
Niiiiee chciałam się buuudzić.. Ooo nie…
Ale trzeba było wstać.
Bolały mnie ręce, nogi, cipka, wszystko co możliwe, myślę że nawet język.
Nie byłam pewna co do porannych zabaw, aale.
Jak tylko Pan wsunął powoli w moje wnętrze palce. Chciałam więcej.
Mimo początkowego bólu, im dalej było coraz lepiej. I chciałam żeby mnie pieprzył, chciałam jeszcze i jeszcze…!
Finał zaliczyłam i ja i Pan.
Chodzi mi po prostu o to, że czując ból przy początkowym wkładaniu, dalej jest cudownie. I to ciągle jest dla mnie niepojęte.
Mimo zużycia ja chcę więcej i więcej..
Pamiętam do dzisiaj to uczucie…

 

I coś, co myślę że może się przydać.
Dla Pań, żeby nie musiały doświadczać tego na własnej skórze i dla Panów, żeby pomogli swoim Paniom uniknąć cierpienia.
Syndrom miesiąca miodowego. Dowiedziałam się o tym wczoraj, mimo że miałam taką sytuację już kilka razy.
Myśląc, że to zwykłe zapalenie pęcherza łykałam neofuraginę. Cztery razy po dwa razy :-) i na następny dzień już nie było czuć prawie nic. Stosowałam się do ulotki w opakowaniu. I skutkowało.
Tutaj jest napisane bardziej w moim klimacie o tej dolegliwości, a tutaj bardziej pod kątem medycznym.
Wiem co to za ból, i nie życzę nikomu czegoś takiego.
Ból, pieczenie, niekomfortowe uczucie ciągłego parcia na pęcherz. 
I jeszcze nie można się niczym zająć, bo ciągle się kursuje do toalety..

Bo jak ból to tylko z ręki Pana…

 

 

Spotkanie, które było potrzebne nam obojgu.
Spotkanie, które uważam za cudowne, wspaniałe i takie inne od poprzednich. Każde jest inne. Ale to było wyjątkowe w swojej inności.
Czekam teraz na następne, w międzyczasie snując kolejne marzenia i fantazje…

 

Su Anusz.

Sucze Fantazje *Historia*

Standardowy

- Mmm, iść się już przebrać..? – wymruczałam do swojego Pana, jeszcze się tuląc i łapiąc ciepło z Jego ciała.
Dostałam przyzwolenie, uśmiechnęłam się lekko i postanowiłam wstać. Jeszcze chwilę się przekomarzaliśmy na temat tego, co będzie dalej, po moim wkroczeniu do pokoju, jeszcze sennie podeszłam do biurka, zabrałam swoją różową torbę niespodzianek i poszłam do łazienki.
Wiedziałam że jest już późna godzina, tak dobrze nam się spało, ale nie odpuszczę tego pomysłu. Nie. Za bardzo się na niego napaliłam, za dużo czasu na niego poświęciłam i włożyłam, w przygotowania całe swoje serce.
Muszę wyjść i się pokazać, nawet jeśli miałabym się w tym położyć spać.
Ominęła mnie chłosta.
Nie wiedziałam, czy się cieszyć czy płakać. Miała być, tak się bałam, widziałam sznury dyskretnie przywiązane do nóg łóżka i to powodowało, że przebiegały po moim kręgosłupie silne dreszcze. Podniecenia? Strachu?
Jednego i drugiego zapewne.
Wróciłam do łazienki. Wyciągnęłam wszystko, czego potrzebowałam, bodystocking z ostatniej imprezy klimatycznej, woreczek z akcesoriami, kosmetyczkę.
Przeczesałam włosy, poprawiłam makijaż, i nie mogłam się doczekać aż założę całą resztę. Siłowałam się zakładając nogawki od bodystockingu, ale w końcu założyłam.
I wiedziałam że popełniłam błąd, bo nie miałam jak założyć ogona. No to znów się rozebrać, zapiąć ogonek, założyć.. Eh!
A ja już chciałam wychodzić!
Założyłam uszka, założyłam łapki. Zapięłam swoją obrożę. Spojrzałam w lustro.
Wilczyca.
Nie kotka, pielęgniarka, policjantka. Wilczyca.
Wszędzie pełno było kotków. A ja nie jestem kotek. Ja jestem Sunia. I nie będę z siebie kotka robić.
Znalazłam na necie uszka i ogonek. Doszyłam kokardki. Łapki zrobiłam sama, z futerka. Też kokardki doszyłam.
No ogólnie to kokardki były wszędzie gdzie się dało. Nawet na ogonie i przy obroży.
Narysowałam sobie czarną kredką nosek i wąsiki. Jeszcze raz się obejrzałam. No mnie się podobało, jeszcze jak się spodoba mojemu Panu to :-) będzie cudnie :-)
Padłam na kolana, żołądek się lekko zwinął. Zależało mi na tym, żeby efekt się spodobał…
Nacisnęłam klamkę, ramieniem pchnęłam drzwi i wyszłam. Z pochyloną głową, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Jak podeszłam wystarczająco blisko podniosłam głowę.
Zachciało mi się śmiać z samej siebie, co ja robię…
Ale Pan.. no wydaje mi się że był zachwycony, Jego uśmiech, to jak mnie oglądał i mówił że ciekawy pomysł, że bardzo fajnie :-) tak, to chciałam usłyszeć :-)
Ale za chwilę wydarzyło się coś, czego się zupełnie nie spodziewałam..
Klęczałam przed Panem, najpierw kazał mi zamknąć oczy, za chwilę je zasłonił.
Po chwili usłyszałam znajomy dźwięk, klamry od pasków. Bransolety. Na nadgarstki. Tak dawno ich nie czułam, przerażenie wróciło, co się stanie?
Ta niepewność sprawiła, że automatycznie wykonywałam czynności. Pan mnie prowadził, delikatnie podnosił moją rękę żebym ja to zrobiła, opuścił, drugą sama podniosłam, później pociągnął mnie za sobą, poszłam za Nim grzecznie, oczywiście na kolanach, Pan mnie ustawił i… coś mi zadźwięczało w głowie, ale jeszcze nie wiedziałam co..
Poczułam za plecami łóżko. I nagłe olśnienie. Przecież ja o tym pisałam. Wydaje mi się? A może mi się śniło? A może deja vu?
Okazuje się, że Pan spełnia moją fantazję :-) jak zawsze zresztą :-)
Ale nastąpiła mała modyfikacja. Ręce owszem, rozłożone, ale związane w taki sposób, że klęczałam i leżałam na łóżku jednocześnie.
Nioe spodobała mi się ta pozycja, bo za chwilę mój Pan zaczął mi wiązać nogi tak, że były rozłożone.
- To po to, żebyś ich nie składała – zadrżałam na dźwięk Jego głosu. Poza tym, tak rozłożoną łatwo było mnie chłostać po piersiach..
Czując obezwładniający strach, co chwila podnosiłam się na tyle, na ile pozwalały mi związane ręce. Nic nie widziałam. Czułam, nasłuchiwałam.
Po chwili byłam pozbawiona wzroku i zakneblowana tą słodką, czerwoną kuleczką na pasku. Świetnie. Jeszcze nie mogę śliny połknąć. Coś jeszcze? Chyba pomyślałam to w złą godzinę, bo poczułam dłonie Pana w bliskim pobliżu moich piersi…
Jęknęłam przestraszona i drgnęłam. Co teraz? Co…?
Bliżej nieokreślone uczucie, jakby coś przyklejanego do piersi, coś.. ale nie wiem co.
Prąd? O nie, tylko nie to.. Skoro jedna nakładka jest tutaj, to druga będzie niżej..
Ale okazało się że nie. Że to nie prąd. Do tej pory nie jestem pewna co to było, ale myślę że to były wisienki wibrujące.
Jak Pan włączył wibracje.. kolejny raz zadrżałam, ze strachu, myśląc, że to jednak prąd. Ale nic się nie zmieniało, ani natężenie ani odczucia także byłam pewna że to wisienki.
Teraz podnosiłam się po to, żeby przełykać ślinę.
„Ale czy to nie do tego służy? Żeby ślina ciekła strużkami po brodzie?”, w takich sytuacjach naprawdę, mam skłonności do filozofowania, chociaż wtedy nasila się mój „brudny język”…
I czekałam co dalej…
- Chyba muszę przypomnieć ci, gdzie twoje miejsce… – i już wiedziałam, że mam przerąbane.
Na udach czułam trzcinkę, dyscyplinę, chyba tą czerwoną co lubię ją czuć na piersiach przy rżnięciu, był kij, który Pan specjalnie na tą okazję zabrał.
Panikowałam, mocno panikowałam, ale to jeszcze nie był koniec.
- Chciałaś ostatnio chłostę cipki, taką mocną.. teraz jest idealna okazja… – o nie. Ja? Coś takiego mówiłam? Ja?
- Poproś.
Staram się spiąć i poprosić, ale knebel mi tego zadania nie ułatwia, także maksymalnie wysilam swój język próbując powiedzieć „Proszę”, ale w rezultacie wychodzi jakiś bełkot, który sprawia, że się rumienię ze wstydu.
Ale Pan zrozumiał. I poczułam trzcinkę na udzie.
Kurczę, ale gdybym napisała, że.. mi się to nie podobało :-)
Ja chcę knebel częściej :-) będę wierszyki recytować :-) albo książkę będę czytać :-)
Za chwilę Pan skupił swoją uwagę na mojej cipce, co chwila drażniąc okolicę.
Odechciało mi się spać. Czujnie leżałam i nasłuchiwałam. Pan wyszedł zapalić? I tak po prostu mnie zostawił?
chyba za bardzo się rozluźniłam, bo poczułam plaśnięcie i słowa „Ale ja tu jestem” wwiercały się w moją głowę.

Pan bawił się mną, drażnił igłą, wbijał ją, w końcu pomyślałam, że przebije się na drugą stronę, czułam zapach spirytusu, którym przetarł to miejsce, ale stwierdziłam, nie zrobi tego przecież..chyba? Nie?

Pan ułożył mnie na nowo, tym razem na łóżku, cały tył był do jego dyspozycji. Nogi przywiązane, rozłożone, tak samo ręce.
I na zmianę, pośladki, plecy, pośladki, uda, pośladki… był pas, pas był mocny i po raz kolejny łzy w oczach mi stanęły. I kijek. I dyscyplina. I tyle to trwało.
Poproś.
Poproś…
POPROŚ…
Prosiłam. Co dziwne, nie robiłam tego wbrew sobie. Prosiłam bo chciałam.
Leżałam, przyjmowałam razy, prosiłam.
Oczy mnie piekły, chociaż wcale to nie było takie straszne.
I Pan się zapytał. Czy chcę jeszcze pas, tak mocno. Sucza część mnie krzyczała tak, jeszcze pas jeszcze pas, jeszcze mocno!
Pokręciłam przecząco głową i cicho wybełkotałam nie, czując łzy porażki. Nie podobało mi się że tak łatwo zrezygnowałam. Że odpuściłam. Dlatego nie lubię mieć wyboru, bo zazwyczaj żałuję. A jak już się zdarza ten jeden moment na milion. Że mogę wybrać, zadecydować. To staram się żeby to przyniosło zadowalające skutki i dla mnie i dla Pana. 
Z drugiej strony wiedziałam, że jak będzie jedne mocny pas (wiem, że byłby naprawdę mocny), to bym nie dała rady i bym się rozbeczała jak dziecko.
Nie lubię płakać. Ale czasem to silniejsze ode mnie.
Po tym jak Pan skończył się śmiać, triumfalnie, mówiąc tym samym bezgłośnie „Wiedziałem, że tak powiesz”.
Powoli mnie rozwiązywał, ja bezwładna leżałam, Pan wyciągnął knebel z moich ust i położyliśmy się, ja wtulona w Niego…
Chciałam igieł. Chciałam od dawna. Akurat Pan zaproponował podwiązkę.
Przepełniona strachem ale i ekscytacją, jak to będzie, igły na udach, jak to będzie boleć, a przede wszystkim, jak będzie wyglądać podwiązka z igieł i sznureczka?
No ale. Położyłam się na brzuchu. Cała ceremonia przygotowania. Waciki, spirytus, rękawiczki..
Już same te działania budziły we mnie strach. A jak Pan przymierzał się do wbicia pierwszej igły, spanikowana podskoczyłam na łóżku jak oparzona i zaczęłam krzyczeć „Nie! Czekaj! Czekaj! Chwila! Muszę się psychicznie przygotować!”.
Jakie to było… szalenie niewłaściwe! Teraz mi głupio że tak wyskoczyłam..
Ale Pan cierpliwie poczekał, wzięłam kilka oddechów, powiedziałam „Już” i się zaczęło.
Jęczałam, stękałam, piszczałam… a ledwo igła się wbiła w moje ciało. Czułam jak się przesuwa, dalej i dalej, i wybija się drugą stroną. Myślałam po raz kolejny, że to gdzieś 5-8 cm. I już moja wyobraźnia zaczęła działać, jak igła przebija się przez mięśnie, krwawię i w ogóle.. ale to tylko moja wyobraźnia… :-)
Kurczę no, bolało. Może nie bardzo ale bolało. I jak już igła była w środku to piekło.. nie pamiętam czy na plecach miałam takie samo pieczenie po przebiciu igły.
Ale za chwilę była druga, też kilka oddechów i jazda.. też bolało, też się kręciłam, jęczałam, stękałam..
I też piekła. Trzecia tak samo.
Później Pan przewlekał sznureczek czerwony. Coś tam misternie układał, wiązał…
Ja wstałam, podeszłam do lusterka ii :-) no efekt mi się spodobał :-) i tak pomyślałam, iść na imprezę klimatyczną w takim gorsecie z igieł i wstążek, z podwiązką taką jak ta, na którą patrzę… :-)
Położyłam się, Pan zrobił zdjęcia i nadszedł moment.. wyciągania!
- Szybko czy wolno…?
Chwila zastanowienia… wolno.. ostatnio było wolno.. to teraz szybko?
Zdecydowałam jednak że wolno, ale w ostatnim momencie krzyknęłam że szybko :-) coś za często krzyczę..
Pierwsza igła, ból, szybkie pozbycie się.. i moje mieszane uczucia. Bolało. Ale z drugiej strony jakoś.. tak.. podniecało. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale czułam w dole takie ściskanie..
Później była druga. Podobne w odczuciu. I trzecia. I się zastanawiałam jak to możliwe że takie skrajne emocje, uczucia we nie budzą igły..?
Trochę się wstydziłam powiedzieć Panu o tym, że to mnie podniecało, to szybkie wyciąganie.. dla mnie samej to było dziwne, dzikie, niecodzienne i w ogóle jakieś pokręcone..

Tydzień temu, ehh… :roll:

Usnęliśmy.
Byłam spokojna. W końcu nie przytulałam się do misia. Tylko do mojego Pana.
Spokój, bezpieczeństwo.. Czego chcieć więcej…

She wolfPodwiązka

Su Anusz.