Klimatyczna. Noc niespodzianek.

Standardowy

***

Byłam stremowana. Nie było nas dużo, garstka osób zaledwie. Ale chciałam wypaść jak najlepiej. Żeby Pan był ze mnie dumny i zadowolony, nie przynieść mu wstydu, być grzeczna i posłuszna. Dlatego nie chciałam odstępować Go na krok, klęczałam przy fotelu, mimo że było mi strasznie niewygodnie. To był dopiero początek.

Toczyły się leniwe, niezobowiązujące rozmowy, ale dało się wyczuć, że powietrze wokół nas jest nasycone obietnicą, niecierpliwością i oczekiwaniem. To było namacalne, nawet ja sama nie mogłam się doczekać początku, mimo że nie wiedziałam, czy coś mnie czeka czy raczej nie. Gdyby wszedł ktoś obcy, ktoś spoza naszego grona pomyślałby, że znajomi urządzili imprezę i prowadzą kurtuazyjną rozmowę tak na rozkręcenie się. Późniejsze zdarzenia niczym nie przypominały kurtuazji i daleko odbiegały od niej.  
Teraz chciałam obserwować, zapamiętać te wszystkie szczegóły, żeby móc opisać je później tutaj. Ale to nie da się po prostu oddać tych wszystkich emocji, uczuć, klimatu, tego co tam się działo. Trzeba to po prostu przeżyć, zobaczyć, doświadczyć na własnej skórze..
Czekaliśmy, aż się wszyscy zejdą. Doszły mnie słuchy, że miało być nas w sumie 26 osób.. tak rozejrzałam się powątpiewająco.. 26 osób..
Ale powoli przychodzili ludzie, te znajome twarze i te nowe.
Pan wysłał mnie żebym się przebrała. No to wstałam ładnie, zabrałam torbę i poszłam do wolnej toalety.
Zaczęłam się przebierać. Przynajmniej chciałam zacząć, ale.. miałam duże problemy techniczne. Najpierw tak zwinięty bodystocking, że nie wiedziałam w którą stronę mam go obrócić żeby był na prawej stronie. Później szukałam w torbie różnych rzeczy. Butów, gorsetu, szminki.
Dalej siłowałam się z tym wywróconym na lewą stronę body-s. Jak nigdy siedziałam w łazience około 15 minut. Może nawet nieco lekko ponad 15 minut. Słyszę, za drzwiami robi się coraz głośniej, no świetnie a ja jestem w lesie z tym strojem.
W końcu tak poprzekręcałam, tak powyciągałam że go założyłam. Uffff, ulżyło mi. Już mi ręce zaczęły drżeć, bo dosyć długo mnie nie było…
A tu jeszcze gorset. No i sama się nie zapnę. Ani nie zawiążę go.
No to szukam pomocy. Mojego Pana ani widu ani słychu. No pięknie…
Ale prawie wpadłam na Panią, dzięki której się w ogóle spotykamy w takim gronie. Odważyłam się i szybko poprosiłam ją o pomoc. Wypadałoby już wyjść…
Przeszłyśmy nawet do pokoju, ale tak długo nam to zajęło i nie mogłyśmy sobie poradzić, w końcu mój Pan wszedł, kilka ruchów, powiązał, pozapinał.. eh, co ja bym bez niego zrobiła? :-)
Ja jeszcze założyłam moje seksowne 15 cm :-) uwielbiam te buty. Teraz każde poniżej 15 cm są dla mnie za niskie..
Ale znów to lekkie zawstydzenie.. niby mam coś na sobie. Niby to siateczkowe body-s. Mocno ściągnięty gorset. To było cudowne to mocne ściśnięcie! Miałam tylko nadzieję że nie zemdleję, ale to było po prostu cudownie czuć jak coś tak mocno opina moje ciało i eksponuje maksymalnie talię :) uwielbiam wcięcia w talii, jeszcze jak są szerokie biodra, ogólnie taką klepsydrę mam na myśli…albo gruszka. Ale ciii, impreza.
Trochę na początku nie mogłam się przyzwyczaić, bo takie wiązanie zmusiło mnie do wyprostowania się, nie wiem czemu ale w pewnym momencie poczułam się jak koń :-) z taką piersią do przodu, tyłkiem wypiętym, te buty jeszcze i brakowało żebym srebrzystą grzywą zarzucała.. :-) tak, na tej imprezie nie byłam słodką blondyneczką, poszłam w chłodny kolor, właśnie taki srebrzysty.
Trochę dziwnie się czułam, bo każdy pamiętał mnie jako subtelną blondyneczkę. A tu nagle taka zmiana na chłodny odcień.. Ale postanowiłam, wracam do blondu. Bardziej do mnie pasuje, pod wieloma względami… :-)

Wyszłam z łazienki do niewielkiego salonu, gdzie ciągle gromadzili się ludzie.
Idąc w kierunku mojego Pana, by zająć swoje miejsce, na kolanach, przy fotelu gdzie siedział, wkraczałam w noc pełną niespodzianek…

 

 

Su Anusz.

‚Mam Ciebie tylko, w głowie, i to nie starcza mi…’

Standardowy

‚Rozpieszczasz mnie Panie mój, wiesz…’

 

Korzystając z pustego domu, sprzątałam w pokoju planując co ugotować na obiad.
Akurat byłam przy układaniu butów, rozdzwonił się mój telefon.
Dobrze znany mi dzwonek (Yes Boss - od samego początku), szeroki uśmiech :-D
Mój kochany Pan dzwoni :-)
Tak niespodziewanie :-)
Byłam trochę niezadowolona, wszystko przez sen, a raczej koszmar, w którym nie pisałam smsów przez ponad 2 godziny. Realnie to jest niemożliwe.
Ale we śnie czuła tą bezsilność, że ciągle coś mnie zajmowało i nie pozwalało napisać, a Pan, czy sen czy nie, przejmował się i martwił że coś się stało…
W końcu wyszłam na strych i popłakałam się. Nie byłam w stanie nawet napisać głupiego „Zadzwoń”, taka byłam roztrzęsiona. A to sen..
Obudziłam się i czułam że napływają te łzy. I się rozpłakałam…
Nastrój przez ten koszmar miałam podły.
Ale jak Pan zadzwonił :-) tak jakoś zauważyłam że słońce świeci i jaśniej się w pokoju zrobiło :-)
I tak układałam buty, ale przeszkadzał mi ten brak skupienia i już tylko chodziłam po pokoju. Zawsze. A przynajmniej przeważnie. Jak rozmawiam z Panem to wydeptuję ścieżki w pokoju. :-) Taki nawyk :-)
Chyba że leżę w łóżku :-)
Lubię sobie tak chodzić i z Nim rozmawiać, podchodzę do okna, bo może gdzieś zobaczę znajomy samochód :-)
I teraz jak szybko zaczęła się rozmowa tak szybko skończyła.
Ja wróciłam na ziemię, dalej sprzątałam pokój, wymiatałam odkurzaczem w rytm piosenek, później przestawiałam łóżko (za każdym razem jak sprzątam, łózko przestawiam w inne miejsce; Pan się śmieje, że kiedyś w nocy wstanę się napić, wrócę i łóżka nie znajdę… :roll: ) i spojrzałam na postępy. I znów telefon od Pana :-) no tyle cudowności jak na jeden dzień to dużo :-)
Nie wiedziałam jeszcze co mnie czeka :-)
Pan mówi „Ja mam pomysł”.
A więc nadstawiłam uszu i w pewnym momencie nie zrozumiałam albo nie byłam pewna czy dobrze zrozumiałam :-)
Poprosiłam by powtórzył.
„Rozbierz się, weź Czarnego Przyjaciela i na łóżko.”
Oczy momentalnie mi się wielkie zrobiły i że co? Ale Czarny Przyjaciel?
„No tak, przecież jesteś sama w domu, możesz krzyczeć, skomleć, prosić…”
No, ja tak troszeczkę dziś myślałam o tym Przyjacielu, że fajnie by było skorzystać z tego pustego domu.. :-)
Naprawdę, mam podstawy, milion podstaw na to by sądzić, że mój Pan czyta w moich myślach nawet mimo odległości :-) :-) Jeszcze o tym nie wie że też dziś myślałam o Przyjacielu :-)
Ale w popłochu zaczęłam robić kilka rzeczy na raz. Szukać Czarnego Przyjaciela, rozbierać się i rozmawiać. W końcu skupiłam się na szukaniu, mniej na rozmowie, później wyzamykałam się na cztery spusty, zamknęłam okno, tak dla pewności, żeby nikt nie słyszał, rozebrałam się i podłączyłam Przyjaciela.
Z emocji cała drżałam! :-)
Ale włączyłam najpierw te delikatne obroty.. :-) lubię się bawić tak powoli, delikatnie a później coraz mocniej i mocniej…
Jak tylko podkręciłam moc od razu doszłam. Oczywiście najpierw się zapytałam. Drugi raz nie chciałam tak szybko dochodzić, ale Pan mówił „Trzymaj dalej, nie przestawaj…”, jeju, lubię ten Jego głos w takich sytuacjach, niesamowite ale mnie to nakręciło…
I już jęczałam przeciągle do telefonu „Moooooogę…?”
I drugi orgazm.
Na trzeci też długo nie czekaliśmy, jeszcze podniosłam nogi i to już był odlot..
Wiłam się na łóżku, jęczałam, może nie krzyczałam, bo jeszcze mam opory przed krzyczeniem w domu, ale.. no to było.. niesamowite..
W trakcie trzeciego doszłam do wniosku że czegoś mi brakuje..
Tak, brakuje mi kutasa Pana w cipce. Albo chociaż palca…
I nabrałam ochoty na rżnięcie. Powiedziałam o tym Panu i dalej się bawiłam.
Do czwartego orgazmu zbliżałam się dosyć długo.
Robiło mi się coraz lepiej, już czułam ten silny skurcz i pomyślałam to będzie ten orgazm..
A tu domofon.. dzwoni…
Nie puszczając Przyjaciela mówię do Pana:
- Domofon dzwoni… idę otworzyć…
- Musisz iść..?
- Muszę…. – boleśnie westchnęłam.
- No to dobrze, to idź… – cichy śmiech.
- No to idę – i zaczęłam wstawać z łóżka, ubrałam sukienkę, zakryłam narzędzie rozkoszy kołdrą i w dalszym ciągu się nie rozłączałam.
- A kto podziękuje?
-Dziękuję Panie mój – powiedziałam uśmiechając się – Muah!
I dopiero wtedy się rozłączyliśmy.
Ktoś się bardzo natarczywie dobijał do drzwi…

Stałam na środku pomieszczenia, czekając aż chłopak zabierze co trzeba.
Z zaciekawieniem mnie obserwował przez ułamek sekundy, po czym zajął się swoimi sprawami.
Tak, Mona Lisa z tajemniczym uśmiechem :-)
A ja stałam dalej. Uśmiechałam się, i przebierałam nogami, bo czułam jak mi ścieka po udach.
Zacisnęłam nogi i zaśmiałam się.
No tak, cipka przygotowywała się na rżnięcie, a tu tylko powierzchowne zabawy.. :-)
Tak, trzy orgazmy to rozgrzewka, zdecydowanie… :-)

Ciągle pisałam, że chcę rżnięcia, że chcę się pieprzyć z moim Panem i mam ochotę na jebanie. Nie wiem co we mnie wstąpiło :-)
Chyba Czarny Przyjaciel pozbawił mnie na trochę zmysłów, a może raczej.. pobudził niektóre :-)
Kończyłam sprzątać. Ostatnia prosta, łóżko.
Ok. Super, ładnie pięknie wyszło, mam nadzieję że żaden pająk nie będzie miał zamiaru wchodzić na moje łóżko.. nienawidzę pająków. Uciekam z krzykiem z pokoju na widok malutkiego, a co dopiero jak widzę na suficie tego wielkiego czarnego… Brrrrr!
Ale, ładnie pokończyłam pokój, i poszłam do kuchni. Ale jeszcze :-)
Jeszcze chciałam sprawdzić jak bardzo jestem mokra :-)
Przejechałam palcem między udami.. zatopił się.. zjechałam jeszcze niżej..
Mmm, no nie mogę się oprzeć.. wsunęłam palec do środka i zaczęłam poruszać… a to jeszcze kawałek wsunę… bezbłędnie znalazłam moje ulubione miejsce ( mój Pan robi to lepiej.. dlatego nie przepadam za zabawami solo..), dobra, troszeczkę poruszam i.. wsunęłam palec do końca, jeszcze nic nie zaczęłam konkretnego czuć a tu.. telefon dzwoni… :-)
Ale się śmiać zaczęłam :-)
I mówię do Pana, że ma wyczucie :-) i mówię że zrobiłam coś złego :-)
I powiedziałam wszystko jak na spowiedzi :-)
A Pan :-) powiedział że kuszę :-) i że tylko lać :-) i że jak mogłam tak bez pozwolenia :-) a ja pokrętnie tłumaczyłam, że ja tylko włożyłam i sprawdziłam, że nic takiego się nie działo i w ogóle… :-)
„Ale powinnaś się zapytać czy możesz, bez pozwolenia nie wolno”.
Ale słyszałam, że był rozbawiony tym wszystkim.. :-)
Dalej bym się nie posunęła. Pamiętam konsekwencje, jak kiedyś posunęłam się za daleko i bez zgody doszłam. Bez wiedzy Pana.
I nie, nie chodzi mi o chłostę. Chodzi mi o to, jak ja się czułam.
Mój stan był dla mnie największą karą.
To była taka zmiana.. bo wcześniej lubiłam zabawy solo. Takie miałam na co dzień. Ale jak poznałam Pana. Było ograniczenie. Bez pozwolenia mam tego nie robić.
Z początku było trudno.
Ale teraz już nawet nie chcę tego sama robić, skoro wiem jak cudownie może być we dwoje.
A jeśli zdarzyło mi się dojść bez wiedzy. Miałam ochotę położyć się u stóp Pana i leżeć. Przyjąć najgorszą chłostę, cokolwiek wymyśli, byle tylko zmyć z siebie to poczucie winy.
Chciałam, żeby Pan oczyścił moją duszę. Nie potrafiłam sama tego zrobić. Tylko z Jego ręki katharsis jest możliwe…
Wracając do rozmowy :-)
Trochę się poprzekomarzaliśmy :-) że ja przecież grzeczna jestem :-) ale mnie to tylko lać, bo nie można bez pytania :-)
Jeszcze się pośmialiśmy, tak nie lubię jak zbliża się koniec rozmowy..

I skończyliśmy…
A ja poszłam do kuchni…

Ale to lanie.. hmm…
Chociaż mnie bardziej interesuje spacer z wibrującym ptysiem :-)
Oh! Jak mi się to podoba :-)
Po tym spotkaniu wtorkowym jakoś tak przychylniej patrzę na ptysia różowego :-)
Może to przez te orgazmy w wannie z ptysiem w tyłeczku..? :-)
Mmmm, rozmarzyłam się… :-)

 

 

Su Anusz. (muah!) :roll:

This kind of magic..

Standardowy

Dziś zadzwonił mój Pan.
Czułam się tak, jakbym nie słyszała wieki Jego głosu, a ostatnia rozmowa wcale nie była tak dawno temu. Może atmosfera nie była hmm.. sprzyjająca..
Ale dziś..

Rozmawialiśmy.
Ja pociskałam jakieś pierdoły, chciałam to wszystko mówić, co się wydarzyło od momentu ostatniej rozmowy, jak sobie radzę, co się dzieje.
To i tak nie wszystko, co chciałam powiedzieć. Jak zwykle zapomniałam tą długą listę, którą układałam na bieżąco w głowie.
Eh…

Od razu usłyszałam, że coś jest nie tak.
Że głos Pana jest zmieniony. Czyżby był chory? Mój Pan? Jak to?
Spytałam się.
Otrzymałam potwierdzenie. Z udawaną pretensją spytałam się, czemu mi nic nie powiedział.

Tak samo robię ja. :roll:
Nie mówię nic, jak jest coś nie tak, jak jest mi źle.
Teraz Pan wypomina mi, że Miś i poduszka wiedzą, ale on nie wie. :roll:
A ma wiedzieć wszystko przecież, prawda? Nie mówię, że zwracam uwagę na brak ‚moja Su’ w SMSie. Ja to widzę, po takim czasie trudno żeby tego nie zauważyć. Ja tak lubię jak w SMSie czytam te słowa. Tak bardzo lubię…

Dziwnie reagowało dziś moje ciało.
Najpierw podniecenie, bo usłyszałam głos Pana, takie czyste podniecenie. Po prostu. :roll:
Następnie jak już rozmowa płynęła swoim rytmem stopniowo ogarniało mnie ciepło, tak jakby ktoś wylewał na mnie rozgrzany karmel. Takie porównanie przyszło mi do głowy jako pierwsze. I jedyne.
I później, jak Pan powiedział „Grzeczna Suka”…

…jak zawsze chodziłam po pokoju, ale na te słowa zatrzymałam się, otworzyłam szerzej oczy i mnie wcięło na kilka sekund. Pysk zbierałam z podłogi.
I później Pan się ze mną drażnił, bo mówił żebym już tak ud nie zaciskała.
Tak się zastanawiam skąd wiedział…??? :roll:
Ale nie, nie rozluźniłam ud. I znów po raz kolejny, przestań zaciskać uda. Nic się nie odzywałam. Ale nadal maiłam zaciśnięte. W końcu Pan spytał się, czy jestem. ja powiedziałam że tak i dopiero wtedy zaczęłam ponownie chodzić po pokoju. I się pytałam, jak to możliwe, skąd wiedział…
Nie może mi wszystkiego powiedzieć.
Tajemnica. :roll:

Ale no jak…???

I rozmowa o niespodziance. No.. przyznaję, troszeczkę gdzieś mi zginęła perspektywa niespodzianki.. I kolejne przemyślane działanie.
Budowanie napięcia, nakręcanie niespodzianką.. i nagle ‚Zobaczymy’. Czułam po prostu jak oklapłam. :roll:
Bo jeju, z każdym słowem dotyczącym niespodzianki unosiłam się do góry, byłam wyprostowana, a jak usłyszałam ‚Zobaczymy’ to nagle spadłam brutalnie na ziemię.
Mam nadzieję, że nie połamałam skrzydeł… :roll:

Przez ostanie dni przygotowuję maleńki układ taneczny.
Eh, a zaczęło się od czytania wywiadu ze striptizerką.. Pan zarządził, że będę się rozbierać dla Niego, z muzyką i tak dalej.
Przyznam. Pomysł od razu mi się nie spodobał. Ale dobrze wiedziałam, że dyskusji nie ma, będzie tak, jak chce Pan.
Ale. Zaczęłam szukać inspiracji.
Szukałam daleko, a okazało się że rozwiązanie było blisko. Masa filmików mojej ulubionej choreografki (ona ma tak zajebiste podejście) a wśród nich.. ten jeden jedyny. Wybrałam akurat ten, mimo że okazja nieco się różniła i to nie był taniec stricte z rozbieraniem.
No ale co to, zdjąć kilka ciuszków między krokami.. :roll:
Zaczęłam się świetnie bawić podczas nauki kroków, że tak się wyrażę, nie zerżnęłam wszystkiego, jestem kreatywną Suką i wprowadziłam swoje pomysły. W filmiku niby jest kilka minut poświęcone na swoje pomysły, ale.. dla mnie ten układ był za grzeczny. Mam swoją koncepcję.
Ale podoba mi się i tyle. Jeszcze z użyciem krzesła…
Za każdym razem modlę się, żebym z niego nie spadła :roll:
Źle nie jest.

Jestem ciekawa jaki będzie efekt. Muzykę mam. To najważniejsze. Strój.. :-) dziś go lekko zmodyfikowałam po rozmowie z Panem, bo mam szatański plan :-) 
Ale ciiiii…

Wszystko w swoim czasie :-)

Niezadowolenie będzie okazywane za pomocą szpicruty…

O rany…


Su Anusz.

Czas na karę.

Standardowy

Wtorek, 24.03.2015

Niedługo.

Sprawiedliwość mnie dosięgnie.
Kara będzie wymierzona…
Niedługo…

Nie spodziewałam się, że aż tak niedługo.
Krążyłam między blokami rozmawiając z Panem. To nie była taka rozmowa jak zwykle. Byłam spięta, zenerwowana, co chwila przygryzałam wargę i uważałam na to, co mówię. Zawsze tak jest gdy wiem, że jestem winna.
Padło pytanie. Czy chcę wiedzieć.
Ale co? Miałam ochotę powiedzieć, że bezpieczniej jest nie wiedzieć.
Tak, chcę wiedzieć.
O 15 mam być gotowa do wyjścia. To dziś, teraz, za kilka godzin spotka mnie kara.
Była 9 rano.
Żołądek skurczył się gwałtownie i na chwilę zamienił się miejscami z sercem. Zawróciło mi się w głowie.
Tak mało czasu. Chciałam żeby jednak płynął szybciej.
Miałam się przygotować. Na najgorsze. I albo nie robić makijażu, albo wziąć coś do poprawienia. Bo będzie źle.
Siwy dym czarne chmury.
A to dobrze nie wróży.
Po zakończonej rozmowie nie myślałam już o niczym innym jak o godzinie 15:00.
Chodziłam zdenerwowana, w głowie miałam różne scenariusze, od trzech facetów ubranych na czarno z furgonetką i wywiezieniem do lasu, po porwanie i zamknięcie mnie w ciemnej piwnicy nagiej, przykutej łańcuchami do ściany. Zdenerwowanie było widać także po moim zachowaniu. To były skrajności, od opryskliwości po milczenie.
Już w domu zaczęłam się przygotowywać. Prysznic, ciuchy, spakować torbę, zabrać wszystkie potrzebne rzeczy, obrożę, smycz, ptyś, wisienki…

Jeszcze się spóźniłam, bo tak słuchałam mojego Pana (kiedyś naprawdę, powinnam za to porządnie oberwać…), ale w samochodzie…
Zdenerwowanie mnie obezwładniło. Poczułam jak robię się potulna. Gdzie znów jedziemy? Skręciliśmy zupełnie tam, gdzie się nie spodziewałam. Jedziemy prosto, GPS mówi, że za 300 metrów będziemy na miejscu.
Chwila konsternacji, zmarszczyłam brwi i zaczęłam intensywnie się zastanawiać, co jest takiego w pobliżu. Nic mi nie przychodziło do głowy. Ale cieszyłam się, że to nie jest las.
I że nie przyjechała po mnie furgonetka z trzema facetami w czerni…

Pokój był bardzo przytulny.
A więc to tutaj odbędzie się egzekucja..- pomyślałam odkładając torbę i zdejmując płaszcz. Przeraziłam się jeszcze bardziej gdy zobaczyłam, że nie ma trzcinki, szpicruty ani mojego ulubionego, czarnego futerału z narzędziami rozkoszy.
Wywnioskowałam z tego, że Pan wziął coś o wiele gorszego, coś co mieści się w torbie…
Spodobała mi się zielona narzuta. Ledwo o tym pomyślałam, wylądowała na podłodze.
Za chwilę ja znalazłam się na łóżku, pchnięta mocno, całkowicie się tego nie spodziewając. Jeszcze bardziej mnie to podnieciło. Jednocześnie czułam się przerażona tym, co miało mnie jeszcze czekać.
Jednak skutecznie moja czujność została uśpiona…
Pieszczotami, pocałunkami, dotykiem i samą obecnością mojego Pana, tym, że był tak blisko mnie, czułam go, to ciepło emanujące z Jego ciała…
I ten moment, gdy mój Pan po raz pierwszy we mnie wszedł po tak długim czekaniu na Jego kutasa…
To uczucie, rozlewające się od cipki w górę, ciepło, to jak się zaciskam, wydaję z siebie cichy jęk i kierowana pragnieniem unoszę biodra wyżej, by poczuć kutasa Pana głębiej…
Drżenie całego ciała, przymknięcie powiek i rozchylenie warg w cichej satysfakcji.
I w miarę urozmaicania pieszczot, rżnięcia, wzrastający krzyk wyrywający się z mojego gardła, wycie, skamlenie, nieartykuowane słowa, błaganie o pierdolenie suczej cipy, o rżnięcie jebanej Suki.
I słowa Pana, na które zrobiło mi się strasznie głupio… mimo tego, jak się zachowałam, jak niedopuszczalnie się zachowałam, karygodnie, mój Pan zabrał mnie i potraktował jak księżniczkę…
Oraz upomnienie.
Sznurem. I kabelkami. Ze sznurem się bliżej zakoleguję, był mocny, oczywiście, najbardziej na udach. Bo z kabelkami to raczej się nie zaprzyjaźnię. Ona są takie bezwzględne…
Ale sznur jak najbardziej.
Dostałam jeszcze 3 kabelki na uda. Pokrywały się z siniakami z ostatniego razu, z niedzieli. A i tak miałam nowe, bo mój Pan strasznie chciał mnie jeszcze posmakować.
Wisienki też miały swój debiut tego popołudnia. Na sutkach, na cipce, a ja niemal oszalałam…
Był czas również na pozycję, której jeszcze nie próbowałam i przyznaję, robi wrażenie.
I coś, czego nienawidzę.
Łaskotanie.
Niestety, mam to do siebie, że gdziekolwiek by się mnie nie dotknęło mam łaskotki. To moje przekleństwo.
Mój Pan już snuł wizje, jak to mnie zwiąże niczym baleron na święta i załaskocze. Widziałam jego przebiegły uśmieszek, ten pełen zadowolenia i już wiedziałam, że snuje całkiem poważnie te wizje. Na słowa, że zacznie od stóp zadrżałam. Tylko nie stopy! Błagam, tylko nie to…
Czy ja musiałam zostać obdarzona wrażliwością na całym ciele???

Najadłam się strachu niesamowicie. Sam strach, to oczekiwanie na nie wiadomo co, dużo dało. Czułam się wycieńczona.
Ale kolejne dni wydawały się być zaprzeczeniem skuteczności tego wymiaru…

Kolejny raz nie wiedziałam kiedy ten czas upłynął. 5 godzin to wcale nie jest mało. Wszystko co dobre kiedyś się kończy.

Od tamtej pory na sam widok, dźwięk słowa „NIEDŁUGO” zastanawiam się z lekkim podekscytowaniem, czy zaraz nie dostanę SMSa o treści „15 minut Suko”…


Su Anusz.