Ptyś-niespodzianka.

Standardowy

W związku z moim snem (najpierw jak Pan mnie rżnął, później pieprzyłam się wielkim dwustronnym żelowym kutasem, prawie doszłam przez sen! Ale we śnie przestałam i pisałam do Pana czy mogę dojść) a może raczej z działaniami późniejszymi, Pan zarządził dziś ptysia.
15 minut bo 15 minut ale jednak.
Sny jedno, ale to że poszłam bez majtek w legginsach na zakupy to drugie.
Wokół mnie unosił się zapach podniecenia.
Od raz po wyjściu z domu byłam mokra.
Czułam się z tym komfortowo, więcej, ten zapach jeszcze bardziej mnie podniecał.

Później później, jak napisałam że to podniecenie już się uspokoiło, że już nie jestem tak bardzo nakręcona, Pan zrobił mi niespodziankę i powiedział że dziś ma być ptyś na 15 minut.
Zaskakująca była moja reakcja. Nie skrzywiłam się.
Poczułam ciekawość, delikatne pobudzenie i tak w sumie nie mogłam się doczekać wieczora…
Już widziałam siebie, klęczącą i pochyloną do przodu pod biurkiem, jak pieprzę się ptysiem a on wchodzi coraz głębiej i głębiej…
Rzeczywistość była nieco inna.

Nadszedł upragniony wieczór. Przed 21.
Przygotowałam żel, ptysia, siebie psychicznie i zaczęłam.
Sama aplikacja nie była zła, cały dyskomfort i ewentualny ból momentami rekompensowało mi to pieprzenie się.
Ale ładnie gładko wszedł, troszeczkę piekło, no i czułam ten dyskomfort jednak.
Nie było tak źle jak na początku mojej przygody z ptysiem.
Wtedy ledwo 30 minut wytrzymywałam.
Teraz mam wszystko ładnie zaplanowane, sprawdzone, jak najlepiej, gdzie, pod jakim kątem i w jakiej pozycji.
Podobało mi się jak kiedyś próbowałam na stojąco.. Oj, to było dobre…
Teraz nie było źle.
I tak do końca nie wiem, czy bardziej czułam pieczenie, czy podniecenie i pragnienie rżnięcia w tej chwili.
Chyba jednak to drugie, jak tylko wstawałam to miękły mi nogi i czułam płynne mrowienie między udami.
Siedzenie z początku było trudne. Nabiłam się mocniej na ptysia, pokręciłam się na nim trochę i przestałam.

Wyciąganie ptysia było całkiem sympatyczne. Fajnie się z nim chodziło i siedziało na balkonie, ale z wielką chęcią szłam do łazienki żeby się go pozbyć.
Poczułam ulgę jak już go nie było, ale z drugiej strony poczułam się taka… pusta w środku.
Jednak mi ptysia brakowało.
Chociaż może bardziej brakuje mi takiego soczystego rżnięcia.

 

 

 

Su Anusz.

original

Obrazek

Nigdy taka nie byłam. Jak inne dziewczyny.
Zawsze inna.
Ale teraz ta „inność” wcale mi nie przeszkadza, poznałam ją, oswoiłam, a raczej zrobił to mój Pan i teraz chodzę z dumą, subtelnie eksponując tą inność, wyznając zasadę „Jesteś moim Panem i nie ma dla mnie dobra poza Tobą”. No i może jeszcze „Dama dla świata…”.

 

Tak ogólnie to wzięło mnie ostatnio na ptysia. Jak spróbowałam w niedzielę to nie chciałam przestać się pieprzyć. I tak był poniedziałek, wtorek, środa były wisienki.. ooo to było połączenie, na sutkach, na cipce i jak tu chodzić!
Wisienki ocierały się o siebie i chodziłam na palcach…
Primabalerina…
Dziś też będzie ptyś, ogólnie to Pan wczoraj przyjechał :-)
Wyciągnął Sunię na spacerek, żeby się przewietrzyła :-)
I tak nie rozochocił tym delikatnym pieprzeniem strony ptysiowej że nie, dzisiaj musi być ptyś!
I proponował dzisiaj nawet Przyjaciela, z okazji że dom był pusty, ale nie :-)
Trening silna wola! :-) poczekam do dłuższego spotkania :-)
Ale kochany Pan, mimo zmęczenia znalazł dla mnie chwilkę czasu :-)
Wspaniały prawda :-)
Mój Jedyny i Wyjątkowy :-)

Su Anusz.

Tylko noc…

Standardowy

 

Właśnie siedzę z ptysiem w tyłeczku.
Dziś nieco mniej żelu nałożyłam, bo ostatnio się ze mnie lało, tak przesadziłam z żelem!
Ale dziś nawet sympatycznie wchodził.. :-) i wychodził… :-) no oj dobrze pieprzyłam się nim chwilkę, i Pan jak zawsze miał rację, niby nie nie, nie chcę, ale jak już jest to.. :-) jeszcze jeszcze i jeszcze :-)
Czuję go, uwiera mnie w środku, ale pół godziny to pół godziny…
Nie jest źle, a jeszcze fakt że siedzę umożliwia mi wykonanie różnych czynności, na przykład nabijanie się na niego, dociskanie i kręcenie.. :-)

I okazało się, że :-)
Jutro się spotykamy :-) na dłużej :-) na całą noc :-) ojeju :-)
Już mi dzikie fantazje nie pozwalają funkcjonować :-)
Dziś słoneczko omiotło moje ciało :-) specjalnie zdjęłam sukienkę, żeby plecy, pośladki i uda mi się równomiernie opaliły. Zadbałam o zasłonkę :-) jedynie sąsiad mógł mnie obserwować z okna łazienki.
Jak się wypinam.. czasem.. i jak mi ramiączka opadają… odsłaniając… co nieco.. ale pilnowałam się.
Zasłoniłam się kocami, kwiatkami i wszystkim co było pod ręką. Także. Mam nadzieję że trochę chociaż mnie chwyciło słońce.
Chciałabym się tak w słońcu powylegiwać z Panem :-) oj, mogłabym sobie pozwolić na nagość wtedy :-)
Dobra. Muszę iść się powoli pakować na jutro.
Przewidziane są w programie różne atrakcje…
Pisałam w SMSie do Pana, że to bardzo osobliwe uczucie, jak własne ciało zdradza. :-)
Bo tu rozum mówi nie nie i ja to właśnie mówię, a ciało od samego środka krzyczy soczyste TAAAAAAAAAAK! I jeszcze okazuje podniecenie :-)
Wiązanie i chłosta, nie nie, ja tego nie widzę, tylko nie mocno, albo kilka razy i koniec, a w środku tak, wiązanie solidne koniecznie i chłosta dyscypliną, nie ma zmiłuj!!!
Z naturą się nie wygra :-)

Dobra, spakować torbę. To najważniejsze.
I jutro mogę sobie pofolgować ze strojem :-) już naszykowałam, a skoro mogę sobie pozwolić, to :-) hmm :-) postaram się to uwiecznić na zdjęciu :-)
Ale nie mam zamiaru się ograniczać ze strojem. Będzie w końcu tak jak lubię :twisted:

 

Jutro, jutro, już jutro!!!!!!!!!!!!!! :lol:

 

 

Su Anusz,

W Stanie Ogromnego Podniecenia! :-D

Zadania: Wisienki i Ptyś.

Standardowy

Wczoraj.
Eh, wczoraj to było przypomnienie wisienek.
Na 10 minut.
Były te maleńkie…
Nigdy więcej malutkich wisienek. Muszę to zapamiętać.
Te większe, ozdobne, wydaje mi się osobiście że lepiej się rozkłada ból, przynajmniej w moim odczuciu.
Wyszłam z sali. Założyłam. Ledwo założyłam pierwszą już chciałam ją zdejmować. Złapałam mocniej sutek. Nie mogłam bardziej „otworzyć” wisienki, ale w końcu wsunęłam sutka i zacisnęłam zęby.
Ufff, oddychaj, spokojnie…
Później druga strona. Chciałam jak najszybciej wrócić do sali, przeczekać 10 minut i zdjąć je.
Zapomniałam zdjęcia zrobić.
Odchyliłam ponownie stanik, cyknęłam foto i z grymasem spojrzałam w lustro. Dasz radę.
Maskując emocje, jednocześnie idąc tak, jakbym co najmniej miała ptysia w środku opuściłam toaletę.
Oddychałam głęboko, co nie uszło uwadze niektórych zgromadzonych.
Przy każdym ruchu, nawet najmniejszym czułam zaciskające się wisienki, bolało coraz bardziej.
Po 4 minutach prosiłam Pana, żeby pozwolił mi je już ściągnąć.
Odechciało mi się mówić. I spoglądałam niecierpliwie na zegarek.
Minuta, dwie, trzy, trzy, trzy, cztery…
W końcu wybiło 10 minut, było 13 minut po.. po 16? Coś w ten deseń. 
Chcąc jak najszybciej znaleźć się w łazience, zaplątałam się po drodze w kable prawie lądując na ziemi. Oczywiście każdy ruch przypominał mi o tym, że łazienka czeka..
Jak już zamknęłam drzwi i odsłoniłam piersi stanęłam przed dylematem.
Szybko czy wolno…?
Pamiętając, jaki ból towarzyszy zdejmowaniu wisienek szybko, spróbowałam delikatnie i powoli.
Nagłe przerażenie przy zwalnianiu ucisku, bo czuję ból, ale nie chce się odczepić wisienka.. mocno i boleśnie wpiła się w skórę wokół sutka..
Oczywiście panika. Co teraz. Ale w końcu się odkleiło… Powoli napływała krew a mnie napływały łzy do oczu…
Druga. Powtórzyła się historia.
No i koniec.. odpadłam. Najpierw zwyzywałam wszystko co możliwe, później usiadłam i się rozpłakałam. Najgorsze było to, że nie mogłam się uspokoić.
Ból ciągle był i ciągle, nieprzerwanym strumieniem, irytujący, oznajmiający, hej, ja tu jestem i nie dam ci spokoju..
Spojrzałam na siebie w lustrze. O nie, tak nie wyjdę zdecydowanie.
Zaczęłam się powoli uspokajać. Przecież zaraz zaczną mnie szukać…
I nie myliłam się, już dwie osoby wyruszyły na poszukiwania.
Jeszcze zamoczyłam dłoń w lodowatej wodzie, przyłożyłam do sutków, ale efekt był inny niż chciałam. Także przestałam.
Wytarłam rozmazany makijaż. I wyszłam.
Sutki ocierały się o stanik, nie mogłam się już na niczym skupić..
Jak jechałam do domu było już ok.
Tak już jakiś czas temu, że nie docenia się stanu, kiedy wszystko jest dobrze. Kiedy nie ma bólu.
Jak już coś boli, to robi się niewygodnie. I dopiero wtedy docenia się te czasy, kiedy było dobrze. Przynajmniej ja tak mam.

Wieczorem przyszedł czas na ptysia.
Pół godziny.
Jeśli aplikacja była nieco kłopotliwa, tak już nabijanie się na niego i kręcenie biodrami  było całkiem ok.
A spacer do sklepu :-) no kosmos :-)
No ok, sklep pod nosem, ale zawsze coś.
Poza tym szłam dwa razy.
Ale podobało mi się. Bardzo mi się podobało iii kurczę. Zastanawiam się kiedy idę na dłuższe zakupy. Chyba w środę to może…? :-)

A dzisiaj trochę taki dziwny stan chronicznego nakręcenia.. :-)
Pan oczywiście o to zadbał :-)
Takie rzeczy mi pisze że.. o masakra..
A napięcie w środku rośnie..
Coś z tym trzeba zrobić… ;-)

 

 

Su Anusz.

I’m sure.

Obrazek

FB_IMG_1459200126850Pisząc, że jestem pewna tego „Beast mode”, nie mam przekonania, czy wiem co piszę.
Bo „Beast mode” w wykonaniu mojego Pana może być.. hmm… dzikie, nieokiełznane, niebezpieczne i… mocne. W stopniu bardzo wysokim. Takim wysokim, że aż nie mam pojęcia.
Lubię jak jest czasem taki.. nieokiełznany. Jak nie wiem, czego mam się spodziewać. W jednej chwili delikatnie głaszcze po policzku, mówiąc miękkim, delikatnym głosem, a za chwilę potrafi rżnąc do utraty tchu i dawać po pysku.
Doprowadza mnie to do szaleństwa. Nigdy nie wiem czego się spodziewać.
Czy pieszczoty, czy ukłucia igłą, czy muśnięcia sutka.
Dzisiaj miałam masę pomysłów, co zrobić, żeby nie był na mnie zły.
Sesja zdjęciowa wydała mi się już taka nudna i oklepana. Chyba że nago, ale to już na razie też zostawię. Zrealizowałam dwa pomysły.
Pierwszy.
Zrobiłam przymiarkę pewnej rzeczy na następne spotkanie. Będę czytać fragmenty książki, poza tym ciiii.. wszystko w swoim czasie.
Druga rzecz. Nakręciłam filmik, jak aplikuję ptysia. To był mój pierwszy raz jak sama nagrywałam taki filmik. Nie żebym była jakaś pruderyjna…
I mam nadzieję, że mój Pan za bardzo się nie zdenerwuje za to. Bo się nie spytałam, czy mogę, ale taki efekt… no nie może się po prostu pogniewać. Tak ślicznie, tak ładnie mi to wyszło, że aż na końcu, widząc efekt byłam taka zachwycona i zadowolona!
Zależy mi na tym, żeby to, co zrobiłam zyskało aprobatę. No i po prostu żeby mój Pan się uśmiechnął, chociaż na chwilę, wiedząc że starałam się dla Niego..

 

Su Anusz.

Nocna przemiana.

Notatka na marginesie

Nadszedł późny wieczór, który można zaliczyć do młodej nocy.
Siedzę sobie, a właściwie leżę, oj tam, jak zwał tak zwał, z ptysiem w swojej analnej dziurce, dziś aplikacja nie była problematyczna, wręcz przeciwnie, jest całkiem dobrze. Zaciskam się mocniej na najwęższej części, kręcę biodrami by spotęgować to uczucie, nabijam się by poczuć go jeszcze głębiej… Przy pozbywaniu się, podczas tego jak powoli będzie się ze mnie wysuwał będę się nim pieprzyć, ale tylko chwilę, żeby nie było za dobrze i będę czekać na następną aplikację. Trening powrócił, było kilka dni przerwy, ale wrócił do łask, i po tych kilku dniach przerwy jest jeszcze lepiej niż poprzednio.
Ale.
Mimo ptysia w środku, mam ochotę na bunt. Siedziałam przez jakiś czas naburmuszona, przewracałam oczami jak czytałam SMSy od mojego Pana i dopiero po chwili uzmysłowiłam sobie, że gdyby widział jak przewracam oczami byłoby… nieciekawie. Albo jak się dąsam. Miałabym przerąbane.
Ale to było tylko chwilowe. Naprawdę. Chęć postawienia się i powiedzenia “Nie, nie zrobię tak i tyle”, tupanie, wierzganie, wszystko, by udowodnić, że mam rację.
Ale przecież tak nie mogę. Mam ochotę warczeć, gryźć, drapać…
Ale za chwilę pragnę się łasić, skamleć, prosić… błagać…
Tak, błagać o wychłostanie.. myślę o tym.
Najwięcej moich fantazji zajmuje aksamitna dyscyplina. Czuć ją na plecach, pośladkach… udach… drżeć czekając na to, aż dotknie skóry, kiedy spada, słuchać jej charakterystycznego, soczystego dźwięku, kiedy powoli zsuwa się z miejsca czuć piekący, promieniujący ból… Mam mieszane uczucia jeśli chodzi o smaganie. To jest… oryginalne jeśli chodzi o odczucia, tak, jakby wbijało się milion szpilek w to jedno, konkretne miejsce. I to jest coś, za czym nie przepadam.
Nie lubię się blisko zaznajamiać ze szpicrutą, kabelkami czy trzcinką. Ale jak już kończy się randka z którymś z nich to później myślę z takim lekkim żalem, że mogłoby być więcej, albo że mogła jednak być trzcinka…
Tak to ze mną jest, ostatnio ślady bardzo szybko mi znikają. Wieczorem są, rano nie ma.
Mój Pan powiedział, że trzeba zwiększyć siłę. O rany, naprawdę…?
Lubię ślady, lubię je w lustrze oglądać i lubię wtedy wspominać. Nie, ja ślady wprost uwielbiam.
Podsumowując, ptyś sprawuje się dziś bardzo dobrze, bunt został stłumiony, pragnę być wychłostana przez mojego Pana i skrycie marzę o aksamitnej dyscyplinie.

Status: Oczekuje…

Su Anusz.

P.S.: Myślę o moim wspaniałym Panu i tęsknię…