Wanilia&Pieprz

Standardowy

 

Prysznic.
Stary przyjaciel, który na ostatnim spotkaniu rozpoczął serię orgazmów.
Nie doliczyłam się ich w końcu, ale ten pierwszy w wannie i ostatni na pożegnanie były najlepsze.
Między nimi cała akcja…

To była taka wanilia z domieszką pikantnej i wyrazistej nuty.
Bo i leżenie, i przytulanie, oglądanie filmu, jedzenie w łóżku, przytulanie, pieszczoty takie od niechcenia…
I wiązanie, losowanie narzędzi rozkoszy, odbijanie na moich pośladkach i udach, strzelanie po pysku, podduszanie pasem, rżnięcie, podgryzanie, szczypanie i dręczenie łaskotaniem.
Największe wrażenie zrobiło na mnie wiązanie.
Oglądaliśmy obrazki na telefonie, oprócz osławionego między nami obrazka z brutalnością trafiło się zdjęcie dziewczyny siedzącej tyłem i związanej.
Pan się pyta: chcesz tak? Bez zastanowienia odpowiadam tak, i dopiero po chwili, jak Pan wyciągał już sznur, zaczęłam myśleć co ja właściwie powiedziałam.
Ale spełzłam z łóżka na podłogę, klęczałam odwrócona tyłem do Pana a On kończył kolejne sploty.. obowiązkowo zasłonięte oczy i wyostrzone pozostałe zmysły..
Cóż, nie podobał mi się sposób, w jaki moje piersi kolejny raz były wystawione.
Już najczarniejsze myśli mnie dopadały. Ale samo to, że jestem związana, podkręcało mnie.
Pan się mną bawił, złapał szpicrutę i oklepywał moją cipkę, ciągle upominając, że uda mają być szeroko rozsunięte…
Wcześniejsza zabawa, kiedy leżałam na łóżku polegała na tym, że losowałam sobie narzędzia. Zaproponowałam, że wylosuję trzy narzędzia. Pan się zgodził wspaniałomyślnie i zaczęło się losowanie. Złapał narzędzie w czarnym futerale i się pyta: tak czy nie?
Ja po chwili wahania odpowiadam: nie.
Trochę byłam rozczarowana, bo powiedziałam nie trzcince, którą akurat chciałam poczuć, tak przez chwilkę, ale już czekało mnie kolejne narzędzie.
Pan się zapytał: tak czy nie? Odpowiedziałam kolejny raz nie.
Dobrze się składało, bo to był krótszy patyczek, jeden z dwóch, którymi Pan wybijał rytm na moim ciele jak na perkusji.
Kolejny raz padło pytanie, tym razem powiedziałam: tak.
Zła decyzja. Trafił mi się patyczek nieco grubszy od trzcinki. Nie lubię go. Ale losowanie trwało dalej.
Na końcu wyszło, że wylosowałam same patyczki. Kijek, szpicrutę i coś jeszcze.
Po chwili moje pośladki i uda były usiane czerwonymi śladami, przesuwając dłonią mogłam wyczuć pęczniejące pręgi.
Miałam cichą nadzieję, że będą ślady…

Ślady są do dzisiaj. Jeden na lewym udzie z przodu. On mi się bardzo podoba. Już jest siniakiem, mimo kilku dni nadal wyraźnym. Drugi też na udzie prawym z przodu, znacznie wyżej, i lekko niewidoczny. Są jeszcze z tyłu. Tyłek mnie bolał przy siedzeniu. Przez jakieś.. trzy dni.
Ale cieszyłam się, że są ślady. Lubię na nie patrzeć. I przypominać sobie, co i z jaką siłą lądowało na mojej skórze…

Pan pokazał mi wiązanie, które od jakiegoś czasu mocno mnie intrygowało.
Mianowicie, kończyny są związane tak, że trzeba chodzić na łokciach i kolanach.
Sznura starczyło na nogi, dobrze związane, ciasno, dłonie przycisnęłam do twarzy i spróbowałam tak chodzić. Spodobało mi się, mimo tego że po chwili czułam ból kolan i łokci. Pan usiadł na łóżku i kazał mi do siebie przyjść! To było wyzwanie.. kołysząc się i momentami tracąc równowagę stanęłam między nogami Pana. Podniosłam głowę i spojrzałam w górę w poszukiwaniu kolejnego polecenia i..
Kutas Pana już na mnie czekał. Ochoczo otworzyłam pyszczek i już po chwili, próbując przyzwyczaić się do ograniczonego zakresu ruchu, zajmowałam się tym, co lubię najbardziej.

Żeby czytać książkę, Pan musiał mnie wprowadzić w stan upojenia alkoholowego. I tak piłam, piłam, najpierw jedno piwo, później prawie pół drugiego, a że mam raczej słabą głowę i znam swój limit powiedziałam „Dość”. Oczywiście nie na głos. Bo to jest niedopuszczalne, chociaż tej nocy Pan pozwalał mi wyjątkowo na wiele. Chociaż jak biegłam za daleko to sprowadzał na moje miejsce. Różnymi sposobami…
Zabrałam się za książkę.
Dostałam od Pana. Na Walentynki. Książkę.
Taka zadowolona byłam, jeszcze jak przeczytałam ten krótki opis z tyłu, wiedziałam że trafił w dziesiątkę z tą książką.
Co się okazało, to trylogia (nie chodzi o Greya, Crossa czy o coś jeszcze innego, w sumie Crossa to jest więcej tych części, prawda?), a ja mam pierwszą część.
Pierwszy raz kiedy ją otworzyłam, a było to zaraz jak otrzymałam prezent od Pana, powiedział żebym przeczytała jakiś fragment.
Trafiłam na opis lewatywy… jeszcze nie wiedziałam co to jest, bo wyrwane z kontekstu, ale jak to, co? Wlewa jej wodę do.. A Pan wiedział od razu i uświadomił Su…
Pochłonęłam ją w kilka dni, była cienka, ale przedłużałam moment kończenia, tak jak czasem jest z orgazmem, już coraz bliżej, czuje się to mrowienie i zaciskanie, ale.. nie nie, jeszcze nie teraz i dalej zabawa. Chyba że tylko ja tak robię..
W każdym razie. Książka tak mnie wciągnęła, że planowałam już zakup drugiej i trzeciej części. Ale, żeby było zabawniej, pierwsza część cieniutka, druga za to nieco opasłe tomisko. No może lekka przesada ale opasła trochę jest. 
Także ta część mnie pozytywnie zaskoczyła, mimo że miejscami mnie męczyła, gównie tym ciągłym mieszaniem czasu teraźniejszego ze wspomnieniami.
Ale tym razem, zaznaczałam fragmenty które w jakiś sposób na mnie podziałały.
Nie mówię o samym podnieceniu, bo chyba musiałabym całą książkę zaznaczyć.
Ale jakieś rozczulenie, czy znajome zachowania, słowa, sytuacje, coś co mnie zaskoczyło, coś co mnie zaciekawiło..
Tą część też mogłam szybko skończyć. Ale narzuciłam sobie, że będę ją czytać jak najdłużej. I pod koniec książki czytałam po kilka  kartek tylko.
Trzecia część. Męski punkt widzenia. Tu już nie było tej ekscytacji z drugiej części, ta trzecia była raczej.. ciepła i dająca nadzieję. Pokazująca, że mimo z pozoru beznadziejnej sytuacji zawsze jest jakieś wyjście, kompromis, tylko dwójka ludzi ma współpracować ze sobą. Razem.
Ta część wydawała mi się lekka, i ją przeczytałam już normalnie, bez żadnego czekania czy wyliczania kartek.
Ciekawi tytułu?
To dobrze, bo zamierzam o tej trylogii napisać.
Ale wszystko w swoim czasie…

Nie miałam dużo czasu na pakowanie i rozważanie, czy zabrać tę rzecz czy może inną. Miałam tylko.. 3 godziny tak naprawdę. A prysznic musiałam wziąć, włosy umyć, przygotować się. Bo Pan zadzwonił, powiedział spakuj to to i tamto. I na 15 będę.
Ledwo się wyrobiłam…
Ale w biegu schowałam koszulkę. Którą kupiłam specjalnie na spotkanie.
Rozważałam czy ją zabrać, miały być tylko te rzeczy które wymienił Pan.
I już ją miałam do szafy chować ale nie. Wrzuciłam do torby i pomyślałam, Pan się nie spodziewa, to dobrze, zabiorę ją.
Przebrałam się w pokoju. Wyregulowałam ramiączka, żeby coś niecoś mi się nie wysunęło, bo miało być w miarę przyzwoicie (trudno rozmawiać o przyzwoitości, jak cały tył  był z siateczki prześwitującej…).
Tak mi się podoba ta koszulka. Taka czarna, falbaniasta z wykończeniami z błyszczącego materiału, odcięta w pasie z kokardką (ta kokardka mnie uwiodła!), piersi otulone materiałem, ramiączka też falbaniaste… Z przodu taka zmysłowa dyskrecja natomiast z tyłu.. wszystko jak na tacy.
Podoba mi się strasznie. Taką właśnie chciałam.
Ale reakcja Pana, jak wrócił do pokoju..
Nie spodziewał się, myślał pewnie że jak wróci to będę leżeć zakrywa kołdrą na granicy snu.
A tu niespodzianka…
I rżnął mnie, jak byłam w tej koszulce. Pamiętam, byłam padnięta. Chyba wtedy miałam trzy orgazmy pod rząd. Jeden za drugim. Ale czułam się wtedy tak blisko z Panem.. był taki delikatny i czuły, ale tylko z początku, bo za chwilę daliśmy się ponieść..
Długo zajął mi powrót do świata żywych…

Po tym cudownym stanie, w którym się znalazłam przytulając do Pana i usypiając, nastał poranek. Poranek wiązał się z końcem spotkania a koniec spotkania z powrotem na ziemię.
Niiiiee chciałam się buuudzić.. Ooo nie…
Ale trzeba było wstać.
Bolały mnie ręce, nogi, cipka, wszystko co możliwe, myślę że nawet język.
Nie byłam pewna co do porannych zabaw, aale.
Jak tylko Pan wsunął powoli w moje wnętrze palce. Chciałam więcej.
Mimo początkowego bólu, im dalej było coraz lepiej. I chciałam żeby mnie pieprzył, chciałam jeszcze i jeszcze…!
Finał zaliczyłam i ja i Pan.
Chodzi mi po prostu o to, że czując ból przy początkowym wkładaniu, dalej jest cudownie. I to ciągle jest dla mnie niepojęte.
Mimo zużycia ja chcę więcej i więcej..
Pamiętam do dzisiaj to uczucie…

 

I coś, co myślę że może się przydać.
Dla Pań, żeby nie musiały doświadczać tego na własnej skórze i dla Panów, żeby pomogli swoim Paniom uniknąć cierpienia.
Syndrom miesiąca miodowego. Dowiedziałam się o tym wczoraj, mimo że miałam taką sytuację już kilka razy.
Myśląc, że to zwykłe zapalenie pęcherza łykałam neofuraginę. Cztery razy po dwa razy :-) i na następny dzień już nie było czuć prawie nic. Stosowałam się do ulotki w opakowaniu. I skutkowało.
Tutaj jest napisane bardziej w moim klimacie o tej dolegliwości, a tutaj bardziej pod kątem medycznym.
Wiem co to za ból, i nie życzę nikomu czegoś takiego.
Ból, pieczenie, niekomfortowe uczucie ciągłego parcia na pęcherz. 
I jeszcze nie można się niczym zająć, bo ciągle się kursuje do toalety..

Bo jak ból to tylko z ręki Pana…

 

 

Spotkanie, które było potrzebne nam obojgu.
Spotkanie, które uważam za cudowne, wspaniałe i takie inne od poprzednich. Każde jest inne. Ale to było wyjątkowe w swojej inności.
Czekam teraz na następne, w międzyczasie snując kolejne marzenia i fantazje…

 

Su Anusz.

Sucze Fantazje *Historia*

Standardowy

- Mmm, iść się już przebrać..? – wymruczałam do swojego Pana, jeszcze się tuląc i łapiąc ciepło z Jego ciała.
Dostałam przyzwolenie, uśmiechnęłam się lekko i postanowiłam wstać. Jeszcze chwilę się przekomarzaliśmy na temat tego, co będzie dalej, po moim wkroczeniu do pokoju, jeszcze sennie podeszłam do biurka, zabrałam swoją różową torbę niespodzianek i poszłam do łazienki.
Wiedziałam że jest już późna godzina, tak dobrze nam się spało, ale nie odpuszczę tego pomysłu. Nie. Za bardzo się na niego napaliłam, za dużo czasu na niego poświęciłam i włożyłam, w przygotowania całe swoje serce.
Muszę wyjść i się pokazać, nawet jeśli miałabym się w tym położyć spać.
Ominęła mnie chłosta.
Nie wiedziałam, czy się cieszyć czy płakać. Miała być, tak się bałam, widziałam sznury dyskretnie przywiązane do nóg łóżka i to powodowało, że przebiegały po moim kręgosłupie silne dreszcze. Podniecenia? Strachu?
Jednego i drugiego zapewne.
Wróciłam do łazienki. Wyciągnęłam wszystko, czego potrzebowałam, bodystocking z ostatniej imprezy klimatycznej, woreczek z akcesoriami, kosmetyczkę.
Przeczesałam włosy, poprawiłam makijaż, i nie mogłam się doczekać aż założę całą resztę. Siłowałam się zakładając nogawki od bodystockingu, ale w końcu założyłam.
I wiedziałam że popełniłam błąd, bo nie miałam jak założyć ogona. No to znów się rozebrać, zapiąć ogonek, założyć.. Eh!
A ja już chciałam wychodzić!
Założyłam uszka, założyłam łapki. Zapięłam swoją obrożę. Spojrzałam w lustro.
Wilczyca.
Nie kotka, pielęgniarka, policjantka. Wilczyca.
Wszędzie pełno było kotków. A ja nie jestem kotek. Ja jestem Sunia. I nie będę z siebie kotka robić.
Znalazłam na necie uszka i ogonek. Doszyłam kokardki. Łapki zrobiłam sama, z futerka. Też kokardki doszyłam.
No ogólnie to kokardki były wszędzie gdzie się dało. Nawet na ogonie i przy obroży.
Narysowałam sobie czarną kredką nosek i wąsiki. Jeszcze raz się obejrzałam. No mnie się podobało, jeszcze jak się spodoba mojemu Panu to :-) będzie cudnie :-)
Padłam na kolana, żołądek się lekko zwinął. Zależało mi na tym, żeby efekt się spodobał…
Nacisnęłam klamkę, ramieniem pchnęłam drzwi i wyszłam. Z pochyloną głową, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Jak podeszłam wystarczająco blisko podniosłam głowę.
Zachciało mi się śmiać z samej siebie, co ja robię…
Ale Pan.. no wydaje mi się że był zachwycony, Jego uśmiech, to jak mnie oglądał i mówił że ciekawy pomysł, że bardzo fajnie :-) tak, to chciałam usłyszeć :-)
Ale za chwilę wydarzyło się coś, czego się zupełnie nie spodziewałam..
Klęczałam przed Panem, najpierw kazał mi zamknąć oczy, za chwilę je zasłonił.
Po chwili usłyszałam znajomy dźwięk, klamry od pasków. Bransolety. Na nadgarstki. Tak dawno ich nie czułam, przerażenie wróciło, co się stanie?
Ta niepewność sprawiła, że automatycznie wykonywałam czynności. Pan mnie prowadził, delikatnie podnosił moją rękę żebym ja to zrobiła, opuścił, drugą sama podniosłam, później pociągnął mnie za sobą, poszłam za Nim grzecznie, oczywiście na kolanach, Pan mnie ustawił i… coś mi zadźwięczało w głowie, ale jeszcze nie wiedziałam co..
Poczułam za plecami łóżko. I nagłe olśnienie. Przecież ja o tym pisałam. Wydaje mi się? A może mi się śniło? A może deja vu?
Okazuje się, że Pan spełnia moją fantazję :-) jak zawsze zresztą :-)
Ale nastąpiła mała modyfikacja. Ręce owszem, rozłożone, ale związane w taki sposób, że klęczałam i leżałam na łóżku jednocześnie.
Nioe spodobała mi się ta pozycja, bo za chwilę mój Pan zaczął mi wiązać nogi tak, że były rozłożone.
- To po to, żebyś ich nie składała – zadrżałam na dźwięk Jego głosu. Poza tym, tak rozłożoną łatwo było mnie chłostać po piersiach..
Czując obezwładniający strach, co chwila podnosiłam się na tyle, na ile pozwalały mi związane ręce. Nic nie widziałam. Czułam, nasłuchiwałam.
Po chwili byłam pozbawiona wzroku i zakneblowana tą słodką, czerwoną kuleczką na pasku. Świetnie. Jeszcze nie mogę śliny połknąć. Coś jeszcze? Chyba pomyślałam to w złą godzinę, bo poczułam dłonie Pana w bliskim pobliżu moich piersi…
Jęknęłam przestraszona i drgnęłam. Co teraz? Co…?
Bliżej nieokreślone uczucie, jakby coś przyklejanego do piersi, coś.. ale nie wiem co.
Prąd? O nie, tylko nie to.. Skoro jedna nakładka jest tutaj, to druga będzie niżej..
Ale okazało się że nie. Że to nie prąd. Do tej pory nie jestem pewna co to było, ale myślę że to były wisienki wibrujące.
Jak Pan włączył wibracje.. kolejny raz zadrżałam, ze strachu, myśląc, że to jednak prąd. Ale nic się nie zmieniało, ani natężenie ani odczucia także byłam pewna że to wisienki.
Teraz podnosiłam się po to, żeby przełykać ślinę.
„Ale czy to nie do tego służy? Żeby ślina ciekła strużkami po brodzie?”, w takich sytuacjach naprawdę, mam skłonności do filozofowania, chociaż wtedy nasila się mój „brudny język”…
I czekałam co dalej…
- Chyba muszę przypomnieć ci, gdzie twoje miejsce… – i już wiedziałam, że mam przerąbane.
Na udach czułam trzcinkę, dyscyplinę, chyba tą czerwoną co lubię ją czuć na piersiach przy rżnięciu, był kij, który Pan specjalnie na tą okazję zabrał.
Panikowałam, mocno panikowałam, ale to jeszcze nie był koniec.
- Chciałaś ostatnio chłostę cipki, taką mocną.. teraz jest idealna okazja… – o nie. Ja? Coś takiego mówiłam? Ja?
- Poproś.
Staram się spiąć i poprosić, ale knebel mi tego zadania nie ułatwia, także maksymalnie wysilam swój język próbując powiedzieć „Proszę”, ale w rezultacie wychodzi jakiś bełkot, który sprawia, że się rumienię ze wstydu.
Ale Pan zrozumiał. I poczułam trzcinkę na udzie.
Kurczę, ale gdybym napisała, że.. mi się to nie podobało :-)
Ja chcę knebel częściej :-) będę wierszyki recytować :-) albo książkę będę czytać :-)
Za chwilę Pan skupił swoją uwagę na mojej cipce, co chwila drażniąc okolicę.
Odechciało mi się spać. Czujnie leżałam i nasłuchiwałam. Pan wyszedł zapalić? I tak po prostu mnie zostawił?
chyba za bardzo się rozluźniłam, bo poczułam plaśnięcie i słowa „Ale ja tu jestem” wwiercały się w moją głowę.

Pan bawił się mną, drażnił igłą, wbijał ją, w końcu pomyślałam, że przebije się na drugą stronę, czułam zapach spirytusu, którym przetarł to miejsce, ale stwierdziłam, nie zrobi tego przecież..chyba? Nie?

Pan ułożył mnie na nowo, tym razem na łóżku, cały tył był do jego dyspozycji. Nogi przywiązane, rozłożone, tak samo ręce.
I na zmianę, pośladki, plecy, pośladki, uda, pośladki… był pas, pas był mocny i po raz kolejny łzy w oczach mi stanęły. I kijek. I dyscyplina. I tyle to trwało.
Poproś.
Poproś…
POPROŚ…
Prosiłam. Co dziwne, nie robiłam tego wbrew sobie. Prosiłam bo chciałam.
Leżałam, przyjmowałam razy, prosiłam.
Oczy mnie piekły, chociaż wcale to nie było takie straszne.
I Pan się zapytał. Czy chcę jeszcze pas, tak mocno. Sucza część mnie krzyczała tak, jeszcze pas jeszcze pas, jeszcze mocno!
Pokręciłam przecząco głową i cicho wybełkotałam nie, czując łzy porażki. Nie podobało mi się że tak łatwo zrezygnowałam. Że odpuściłam. Dlatego nie lubię mieć wyboru, bo zazwyczaj żałuję. A jak już się zdarza ten jeden moment na milion. Że mogę wybrać, zadecydować. To staram się żeby to przyniosło zadowalające skutki i dla mnie i dla Pana. 
Z drugiej strony wiedziałam, że jak będzie jedne mocny pas (wiem, że byłby naprawdę mocny), to bym nie dała rady i bym się rozbeczała jak dziecko.
Nie lubię płakać. Ale czasem to silniejsze ode mnie.
Po tym jak Pan skończył się śmiać, triumfalnie, mówiąc tym samym bezgłośnie „Wiedziałem, że tak powiesz”.
Powoli mnie rozwiązywał, ja bezwładna leżałam, Pan wyciągnął knebel z moich ust i położyliśmy się, ja wtulona w Niego…
Chciałam igieł. Chciałam od dawna. Akurat Pan zaproponował podwiązkę.
Przepełniona strachem ale i ekscytacją, jak to będzie, igły na udach, jak to będzie boleć, a przede wszystkim, jak będzie wyglądać podwiązka z igieł i sznureczka?
No ale. Położyłam się na brzuchu. Cała ceremonia przygotowania. Waciki, spirytus, rękawiczki..
Już same te działania budziły we mnie strach. A jak Pan przymierzał się do wbicia pierwszej igły, spanikowana podskoczyłam na łóżku jak oparzona i zaczęłam krzyczeć „Nie! Czekaj! Czekaj! Chwila! Muszę się psychicznie przygotować!”.
Jakie to było… szalenie niewłaściwe! Teraz mi głupio że tak wyskoczyłam..
Ale Pan cierpliwie poczekał, wzięłam kilka oddechów, powiedziałam „Już” i się zaczęło.
Jęczałam, stękałam, piszczałam… a ledwo igła się wbiła w moje ciało. Czułam jak się przesuwa, dalej i dalej, i wybija się drugą stroną. Myślałam po raz kolejny, że to gdzieś 5-8 cm. I już moja wyobraźnia zaczęła działać, jak igła przebija się przez mięśnie, krwawię i w ogóle.. ale to tylko moja wyobraźnia… :-)
Kurczę no, bolało. Może nie bardzo ale bolało. I jak już igła była w środku to piekło.. nie pamiętam czy na plecach miałam takie samo pieczenie po przebiciu igły.
Ale za chwilę była druga, też kilka oddechów i jazda.. też bolało, też się kręciłam, jęczałam, stękałam..
I też piekła. Trzecia tak samo.
Później Pan przewlekał sznureczek czerwony. Coś tam misternie układał, wiązał…
Ja wstałam, podeszłam do lusterka ii :-) no efekt mi się spodobał :-) i tak pomyślałam, iść na imprezę klimatyczną w takim gorsecie z igieł i wstążek, z podwiązką taką jak ta, na którą patrzę… :-)
Położyłam się, Pan zrobił zdjęcia i nadszedł moment.. wyciągania!
- Szybko czy wolno…?
Chwila zastanowienia… wolno.. ostatnio było wolno.. to teraz szybko?
Zdecydowałam jednak że wolno, ale w ostatnim momencie krzyknęłam że szybko :-) coś za często krzyczę..
Pierwsza igła, ból, szybkie pozbycie się.. i moje mieszane uczucia. Bolało. Ale z drugiej strony jakoś.. tak.. podniecało. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale czułam w dole takie ściskanie..
Później była druga. Podobne w odczuciu. I trzecia. I się zastanawiałam jak to możliwe że takie skrajne emocje, uczucia we nie budzą igły..?
Trochę się wstydziłam powiedzieć Panu o tym, że to mnie podniecało, to szybkie wyciąganie.. dla mnie samej to było dziwne, dzikie, niecodzienne i w ogóle jakieś pokręcone..

Tydzień temu, ehh… :roll:

Usnęliśmy.
Byłam spokojna. W końcu nie przytulałam się do misia. Tylko do mojego Pana.
Spokój, bezpieczeństwo.. Czego chcieć więcej…

She wolfPodwiązka

Su Anusz.