Podróż w nieznane. Plac Wyuzdanych Zabaw.

Standardowy

…padło pytanie:

CZY BYŁAŚ GRZECZNA?

A ja taka wystraszona patrzę i mówię, no nie byłam grzeczna. Zapytała się mojego Pana a mój Pan powiedział że byłam, obronił mnie i Pani Mikołajowa zagrzmiała mi tuż przy uchu:
– To teraz zobaczymy kto mówił prawdę!
No i co wylosowałam?
16.
Wielkie, tłuste, okrągłe 16…

Zebrani podniecili się wizją 16 razów a ja nerwowo się uśmiechnęłam i nawet nie pamiętam jak znalazłam się na koźle.
Wiedziałam że nie będzie bardzo boleć, nie mogła być zbyt duża siła bo rózga by się rozleciała, ale…
Z automatu liczyłam. Wolałam liczyć, żeby nikt mnie nie upominał.
Doszło do 16, taka zawstydzona poszłam usiąść obok Pana.
Troszeczkę inaczej sobie wyobrażałam pierwszy raz z rózgą :-) ale i ten był ciekawy i podobało mi sie :-)

Później w międzyczasie były zabawy z psami.
Zabawy, cóż, byłam najbliżej krzyża, dwa razy zostałam smagnięta biczem w kolano.
To było.. zawsze zaskakuje mnie to, jak się obchodzi z psami.
Zawiązane kutasy, wychłostane pośladki czasem do krwawych śladów, zapinanie ciężarków.
Ten pies przy krzyrzu był chłostany po plecach i pośladkach i dalabym sobie rękę uciąć, że była na pośladku czerwona smuga z krwią. Plecy całe czerwone, obłednie to wyglądało, musze mojego Pana poprosić, żeby też mnie tak wychłostał, ale ten.. mężczyzna, pies. Stał tam. Nie krzyczał, czasem sapnął, czasem głośniej jęknął, ale słyszałam, byłam najbliżej krzyża, słyszałam jak głośno oddycha, jak wstrzymuje oddech, jak wydobywają się z jego gardła różne dziwne dźwięki.
Zero płaczu.
Ja nie neguję tego chłostania, po prostu chcę przekazać, że jeszcze wiele rzeczy mnie fascynuje i wielu rzeczy nie rozumiem, ale w żaden sposób nie oceniam i nie mówię że to źle.
Jest wiele spojrzeń na klimat. Zawsze sobie to powtarzam, a każdy obeznany w temacie o tym wie.
Każdy robi to co lubi i nie mam prawa ani najmniejszego zamiaru się wtrącać czy oceniać.
Koniec kropka.
Po prostu mnie pewne rzeczy fascynują.
A jak ogladałam zaczerwienione ciało psa. To już kompletnie.
Chodził też pies w masce, a ta maska tak szalenie mi się spodobała! Czarna, skórzana, z pyskiem! A z tyłu wiązana, jak gorset! Dwa w jednym!
I jak obserwowałam tego psa w masce to zastanawiałam się, kiedy dojdę do takiej perfekcji i będę się tak zachowywać? Szczekać, chodzić na czterech no.. łapach. To też był ciekawy element.
Interesujące było testowanie nowej maszyny.
Jak do tej pory widziałam taką na filmach i gifach.
Skrzynka z patykiem a na końcu patyka wibrator.
To takie bardzo duże uproszczenie, bo gdybym miała przytaczać, z czego ta „skrzynka” jest zbudowana.. :-) trochę by mi to zajęło :-) poza tym nie jestem w tych sprawach ekspertem :-)
Zaczęło się testowanie.
Mnie osobiście podobał się pomysł, i zrealizowanie, i ogólnie jak to wyglądało, ale.. jakoś sama nie chciałam testować. Nie wiem, najpierw nie odpowiadało mi to, że tyle ludzi jest, ale była możliwość przeniesienia do pokoju i w takim kameralnym gronie testować, ale kobiety testowały, było ok, ale ja ciągle nie byłam przekonana.. nie jestem wielką zwolenniczką wibratorów, owszem, dodatki, kulki, jakieś dziwne rzeczy tak, ale jakbym miała się pieprzyć wibratorem.. bywają baardzo interesujące.. ale wolę jak rżnie mnie kutas Pana.. albo Jego palce..
I nie poszłam tam na środek. I nie testowałam.
Czy żałuję?
Nie sądzę, maszyna bardzo fajna, ale tyle kobiet  (i nie tylko kobiet… ;-) ) ją przetestowało…:-) Wszystko oczywiście odbywało się z zachowaniem bezpieczeństwa i higieny, także to nie byle jakie zabawy :-)  Ale ja czułam opory przez moja wybujałą wyobraźnię. A jak coś się stanie, a jak będzie bolało, a jak się nie wsunie dobrze, wszyscy będą patrzeć, a jak coś zrobię nie tak?
Wszystko było kontrolowane. Wszystko było bezpieczne.
Tylko moja wyobraźnia. Jak się czasem odezwie.. masakra…

I tak jakoś tempo zwolniło, zrobiło się spokojnie… leniwie… błogo…

Su Anusz.

Potknięcia (nie)pokornej Suki.

Standardowy

Bywa tak, że czasem brak mi pokory. Oczywiście. Mimo że jedna z zasad brzmi właśnie POKORA, zdarzają się momenty, kiedy tej pokory niestety nie widać. Tak jakby na jedną chwilę wyparowała. 
Wtedy ja zamykam się w Czarnej Otchłani, a Pan wkurzony i zdenerwowany (na mnie) przekierowuje mnie na właściwe tory.
Bywam wredna, uparta, złośliwa, niepewna, panikuję, histeryzuję i czasem wycofuję się z życia. Ale bardziej niż kultywowanie moich (złych) nawyków pragnę stać się taką Suką, jaką sobie wymarzył mój Pan.
Posłuszną, pokorną, wierną, doskonałą, idealną.
Dla Niego. 


To było długie spotkanie po bardzo długim okresie czasu, byłam nakręcona, bo przed tym długim spotkaniem było jeszcze to spotkanie krótsze. 
Nakręcenie można interpretować na rożny sposób. Pobudzenie, podniecenie, fioł, niecierpliwość, pragnienie.
Ok, ok, to wszystko było, ale…
Było coś jeszcze.
Było uczucie strachu, które zostało zasiane jakiś czas temu. I samoświadomość, że przez to, co robiłam, nie będę przytaczać tego, bo  wstyd się przyznawać, przez to co robiłam, czeka mnie kara.
I nie mizianie, dwa uderzenia trzcinką i groźna mina.
Tylko coś bardziej głębszego.
I wiedziałam, wiedziałam że mnie to nie minie.
Bo wiedziałam, że przeskrobałam więcej niż zwykle, i moje działania nieprzystające Suce wymagają kary, pokazania, czy raczej przypomnienia, gdzie moje miejsce, jakie moje obowiązki i zasady.
Drżałam. Ciągle drżę, bo zdradzę w sekrecie, że.. jakoś na tym spotkaniu nie udało się zastosować kary. Wiem, że to co zrobił mi Pan na ostatnim spotkaniu to tylko ledwo widoczny czubek góry, gdzie na kolejnym spotkaniu czeka mnie cała reszta tej góry.
Wybrałam sobie karę. A może to tylko część kary, a może tylko rozrywka, nie wiem.
Ale zaskoczyło mnie to, jak Pan zapytał, czy chcę 16 minut czy kija.
Myślałam że jak zawsze się ze mną droczy, bo przecież Suka nie ma wyboru, prawda?
Tak więc myśląc, że znów się ze mną droczy, i że po tym jak ja powiem o moim „wyborze” i tak zrobi po swojemu.
Wybrałam 16 minut. Pan się zgodził. Powiedział dobrze, będzie 16 minut.
Otworzyłam szeroko oczy, ze zdumienia, zaskoczenia, zabrakło mi języka w pysku..
Ale jak to?
Dopiero po chwili zaczęłam się zastanawiać. 16 minut ale CZEGO? 16 minut, to bardzo dużo czasu, może się wlec w nieskończoność z wisienkami, ciężarkami i chłostą a może zlecieć jak z bicza strzelił. No, ciekawe porównanie, aczkolwiek.
Przeraziła mnie wizja 16 minut czegoś.
Może ten kij byłby lepszym rozwiązaniem? Ale do końca byłam pewna że to tylko żart..
Tak się zastanawiam, może ja coś zaproponuję?
Ostatnia karę jaką pamiętam to była ta z wisienkami, ciężarkami, nie pamiętam ile to minut wtedy było ale myślałam że klęczę w nich godzinę… klęczałam, byłam przywiązana, oparta o drzwi..
Bałam się wtedy. Bałam się i bolało.
Bo chłosta w Zielonym Apartamencie.. to o tym już nie wspomnę. To dopiero było..
Nie chłosta sama w sobie ale to wszystko co wpłynęło na moją psychikę, co spowodowało że się bałam, i odczuwałam mocniej i mocniej..
Możliwe że to trochę kwestia wybujałej wyobraźni, której (czasami niestety) jestem właścicielką.
W każdym razie.
Przygotowywałam się na spotkanie, bardziej pod kątem.. hmm.. stroju.
Miałam dla Pana prezent.
Od razu na początku miesiąca zamówiłam, i szczerze mówiąc… delikatnie, ale delikatnie jestem rozczarowana.
Myślałam że packa będzie większa i solidniejsza, na taką wyglądała na zdjęciu, a tu miałam wrażenie że to zestaw dla początkujących.. :-)
Zobaczyłam packę i zaczęłam się śmiać :-) pomyślałam że Pan uderzy raz w mój tyłek i ją złamie..
Cały zestaw zawierał opaskę na oczy czerwoną i.. kajdanki z czarnym futerkiem.
Jak futerko :-) to klasyczna czerń :-) czerwień bywa intrygująca :-)
Ale.

Oczywiście przygotowałam strój.

Za czerwonymi pończochami z oczkami chodziłam od kilku miesięcy, ale w końcu znalazłam! I od razu, ze zdenerwowania jak w łazience się przebierałam to zrobiłam dziurę.
A miały być na Klimatyczną następną!
Koszulka czarna, ta co z tyłu jest przezroczysta, i specjalnie na ta okazję skombinowałam czapeczkę. Ale z rogami. I takim sposobem stałam się reniferem.. miałam zrobić jeszcze czerwony nos ale kompletnie mi to wyleciało z głowy.
Wyszłam, dałam prezent mojemu Panu, ii czekałam niecierpliwie! :-) sugestywnie wskoczyłam na łóżko i wypięłam tyłek, ale ciągle patrzyłam co Pan na to :-)
Jakoś.. bardziej od trzcinek i patyczków wolę coś, co ma dużą powierzchnię.
A już najbardziej podoba mi się pas :-) A ten na spotkaniu!
To był obłęd! Jeszcze tak mocno go nie czułam! Ale i tak go lubię.. :-)

Na następnym spotkaniu wieeeem. Wiem. Że kara mnie nie minie.
Wiem.
Zdaję sobie z tego sprawę. A moim zdaniem, wiem że Suka swojego zdania nie ma, ale moim zdaniem uważam, że 16 minut to za mało i to może być na rozgrzewkę.

Chociaż perspektywa kary na następnym spotkaniu, wspomnienia całego wieczoru, który razem spędziliśmy, czerwony tyłek i ślady, ból przy każdym ruchu, to zniknęło gdzieś w momencie, jak przytuliłam się do Pana i usnęłam, po raz pierwszy od bardzo długiego czasu spokojnie i z błogim uśmiechem na ustach…

 

 

 

 

Su Anusz. 

All I want for Christmas…

dear santa
Standardowy

Szał przedświątecznych zakupów dopadł i mnie. Chcąc sprawdzić teorię, iż dzień przed świętami jest najwięcej ludzi w sklepach, wybrałam się do centrum handlowego.
Z natury jestem taka, że muszę się o wszystkim przekonać na własnej skórze. Pan coś niecoś o tym wie, i przy każdej sposobności wykorzystuje tą wiedzę.
Przed wyjściem spytałam się, czy mogę założyć obrożę na zakupy. No cóż, założyłam ją przed pozwoleniem, ale zostało mi to wybaczone.
Ruszyłam…

Obskoczyłam wszystkie sklepy, które planowałam odwiedzić, w tym zoologiczny. Zwierzęta przecież też zasługują na prezenty, także kupiłam irytująco piszczącą, gumową gęś i pluszową, piszczącą kostkę. Miałam ją zatrzymać dla siebie, ale w końcu radość z dawania prezentów zwyciężyła… :-)
Wymarzłam na przystanku, doturlałam się do następnego, bo wolałam przez te 10 minut dojść niż czekać na zimnie.
Dojść na przystanek oczywiście… :-)
Pojechałam sobie do domu, tak, czuć było na karku oddech Wigilii..
W domu, tak ciepło, ubrałam się w tą moją ulubioną, pingwinkową bluzę, piłam herbatę i oglądałam jakiś serial.. Było mi tak ciepło, tak dobrze… Cisza, spokój, mimo tej nerwówki przed świętami, tyle trzeba zrobić, to niegotowe, tamto.. ja się w tym momencie zatrzymałam, mój świat zwolnił, zrobiło mi się sennie…
W myślach jeszcze układałam plan na wieczór.
Wyprasować obrus, zarządziłam w kolorowe łosie, o nie nie będzie już białego obrusu, nie lubię tej poważnej atmosfery przy stole, a ten obrus biały ewidentnie do tego zachęcał. Będzie po mojemu i tyle.
Zrobić sałatkę jedną, drugą, pomóc jeszcze pewnie w kilku innych rzeczach..
A na końcu pakowanie prezentów :-) Uśmiechnęłam się sennie…

Zadzwonił telefon. Leciał jakiś mało ambitny program, okazało się dzwoni Pan.
I tak sennym głosem zaczęłam mówić, Pan się spytał czy mi się przysnęło, no tak troszeczkę mi się przysnęło, i mówi że będę musiała wstać. A ja… :-)
Niczego nieświadoma, przytaknęłam :-) no tak, muszę wstać, bo wyprasować obrus, tam w kuchni pomóc…
A Pan mówi że nie dlatego będę musiała wstać tylko dlatego żeby otworzyć drzwi.
Taka zamroczona, nie mogłam nic powiedzieć, przytkało mnie na chwilę..
No przecież dziś środa…? Przed Wigilią..? To jak..?
„Za 3 minuty się widzimy moja Su”.
No to już się zerwałam, zbiegłam po schodach, i faktycznie, mój Pan znów stał pod drzwiami :-)
Często śni mi się właśnie taka scena, że Pan dzwoni, mówi, żebym zeszła otworzyć drzwi, i wtedy podrywam się z miejsca albo biegnę na dół, otwieram drzwi, jest tam, stoi, czeka, a ja się uśmiecham szeroko :-)
Poszliśmy na górę, Pan trzymał wieeeelkie pudło ładnie opakowane w papier i z kokardką :-) dla mnie jeju, a ja nawet nie miałam czasu spakować prezentu dla Niego! Ooo nie…
Ale położyliśmy się.. Było znów tak ciepło, te 70 stopni pod kołdrą… nie trzęsłam się z zimna tak jak czasem gdy sama w łóżku leżę..
I hmm, jeszcze się nie przyzwyczaiłam że grzeczność w takiej sytuacji jest dalekooo daleko od łóżka.. :-) 
Ja.. hmm.. ja lubię takie zabawy.. :-) od samego dotykania wzrosła temperatura, chyba mogę powiedzieć, że pod kołdrą wrzało.. 
Za chwilę zajmowałam się kutasem mojego Pana. Tak mi tego brakowało, że w tamtej chwili nic nie miało znaczenia, to było takie cudowne, wspaniałe… Czuć Go w ustach, w dłoniach, doprowadzać na skraj..
A później Pan zajął się mną.. jakoś tak usnęliśmy. Przez chwilę wpatrywałam się w Pana, spał tak spokojnie, nikt by nie podejrzewał, że potrafi w jednej chwili zrzucić plusz..
Lubię te chwile, jak wpatruję się w śpiącego Pana. On już tyle razy mnie obserwował, teraz ja zaczynam nadrabiać.. :-)
I jeszcze leżeliśmy, było mi tak cudownie ciepło i dobrze, i zaczęłam się dotykać… Pan pozwolił mi dojść i jeju, co to był za orgazm.. ohh… jeszcze odurzona doznaniami usłyszałam, że już koniec Naszego spotkania.. Nieee ja nie chcę końca.. dlaczego… jeszcze chwilkę..
No ale wstałam, przecież prezent musiałam spakować tak, nawet sprawnie mi to poszło, Pan wyszedł, pojechał a ja…
Eh, a ja nie miałam nawet czasu na bujanie w obłokach. Poszłam działać, samo się nie zrobi.
Takim oto sposobem prezenty pakowałam od 22 do 1 w nocy, a położyłam się koło 2.
Ale te kilka godzin razem i później wspomnienia :-) to było wspaniałe :-)

Nadal uważam, że to spotkanie-niespodzianka było najlepszym prezentem świątecznym…

Po świętach, już po tych kilku dniach stawiałam, że zobaczymy się jakoś pod koniec pierwszego tygodnia nowego roku, 7.01, no może 8.01.
Jakże się myliłam.
I dźwięczały mi słowa „Ze mną wszystko jest możliwe…”

 

Su Anusz.