Lubię szybkie numerki…

Standardowy

… i własnie dlatego taki „szybki numerek” napiszę. :-)

Mam w końcu chwilę czasu.
Masakra :-) ostatnio jest po prostu jedna wielka MASAKRA.
To aż fizycznie boli…
Nie miałam kiedy napisać że mój Pan przyjechał :-) 
uspokoił rozszalałą Sukę.
I to tak cudownie uspokoił, pod każdym względem :-) 
I od środka i z zewnątrz i psychicznie i fizycznie.. a nie, fizycznie to była tylko rozgrzewka dla mnie :-) tak to już jest, przy jednym albo dwóch orgazmach :-)
Były też takie przez telefon :-) 
fajnie aczkolwiek dosyć dziwnie czułam się z nogami na ścianie :-) Ah, bo był Czarny Przyjaciel i to było całkiem ciekawe :-) zimna ściana :-) i w ogóle :-) 
ah kilka takich „razów” było :-) takie niespodziewane :-) 
jeden nawet przed pracą, co mnie kompletnie rozwaliło :-) 
A jak się przyjemnie później pracowało :-) nuciłam pod nosem, tanecznym krokiem chodziłam i myślałam o poranku :-) 
Jakie to słodkie było :-) i nikt nie wiedział czemu mam taki doskonały humor… :-)
Aaa, moja słodka tajemnica :-) 
Tylko hmm.. :-) 
Chciałabym coś MOCNIEJ.. :-) jeju no tęsknię za laniem… :-) czegoś mi brakuje.. :-) 
Tego wszystkiego, co było na spotkaniach… :-) 
Już cokolwiek poczuć, nawet trzcinkę, albo chociaż kabelek.. :-)
W sumie ostatnio to sama kabelkiem się trzaskałam.. jak skakałam na skakance. Jedna jest z materiału ale nie umiem jej obsługiwać (to taka wymówka.. ;-) ), i jest skakanka z żyłki i z takiego kabla. 
Żyłką bardzo bolało jak uda obijałam :-) a kabelkiem :-)
aż mnie dreszcze przelatywały :-) 
Tylko to nie były celowe działania. Plątałam się w tym kablu iii a to z tyłu na łydki padało, później na uda.. i chodziłam z takimi śladami. 
Po jednym dniu znikały.. :-( 
smutne :-) ale tak to już ze mną jest ;-) 
Ostatnio myślałam, jakby to było stanąć po drugiej stronie bata :-) irracjonalne, ale :-) złożyłam skakankę na pół. I już kombinowałam, na kim można byłoby użyć, jak, czy by mi się spodobało.. :-) 
Ale odsunęłam te myśl od siebie. 
Na razie wolę być po tej właściwej, ULUBIONEJ stronie bata :-) 
Na wszystko przyjdzie czas i miejsce…

Kolejny raz nie wiem, kiedy napiszę ;-) 
może za kilka dni, może kilka tygodni :-) a może zaraz ;-) 
Jedno wiem na pewno.
NAPISZĘ.

 

 


Ah, te szybkie numerki *rozmarzona*… ;-)

 

 

Su Anusz.

… I feel crazy…!

Standardowy

all night

Już tyle czasu minęło…

Czuję jak zimną falą oblewa mnie obojętność.
Zaskakujące są moje zmienne nastroje, raz jest to śmiech, niemal histeryczny a raz oklapnięcie i stan depresyjny.
Teraz faza obojętności.
Jest słońce, dobrze. Nie ma, wszystko mi jedno.
Nie chcę narzekać, naciskać, jęczeć, marudzić, ale..
Czasem to trudne. Nie pomaga już tłumaczenie, że cierpliwość zostanie kiedyś nagrodzona.
Kiedyś na pewno. Ale czy to będzie za tydzień, miesiąc, czy.. ha.. pół roku?
Kto to wie?
W tym tygodniu troche się zmieni. Wyjdę z tego piekła, w które się wpakowałam 3 miesiące temu.
Mam nadzieję że zacznie się coś dobrego. Lepszego. Nie liczę na jakiś raj. Ale do tego koszmaru, w którym spędziłam 3 miesiące nie wrócę.
Nie chodzi o moją relację z Panem. W tej kwestii nie ma piekła i liczę na to, że jednak jest ok w takim stopniu, że jak wykażę się odpowiednią dozą cierpliwości, to tak jak pisałam wcześniej. Zostanie ona nagrodzona.

Myślę, że to nie bedzie łatwe.
Myślę, że na dobry początek będzie potrzebna rozmowa. Jest jedna kwestia, która nie daje mi spokoju, kwestia do której się przyzwyczaiłam, a od stycznia jej nie ma.
Wykazałam się zdecydowaniem i.. poszło w nie tą stronę, którą bym chciała.
Czasem jest jakiś cień nadziei, ale już nie wstępuje we mnie taka euforia jak wcześniej. Bo po euforii przychodził smutek, czułam się delikatnie zawiedziona, bo to jednak nie było to.

Zawsze kiedyś wychodzi słońce.
Mocno w to wierzę.
Znowu potrzeba cierpliwości. I chęci. Pewności. No i oczywiście rozmowy.
Nie musze się do niej przygotowywać. Układać pięknych, poetyckich zdań, bo to, co najważniejsze mówi się prostym językiem, tak prosto z serca.
Piekne i poetyckie mogą być błagania, prośby albo przeprosiny.
To juz przy okazji mogę sobie ułożyć podczas jednej z podróży w tym tygodniu.
W każdym razie.. ta abstynencja.. czuję się jak taka roślinka wyschnięta. A ta obojętność to swoją drogą.
Czasem mam omamy, mam wrazenie że czuję zapach mojego Pana, czasem widze go w przypadkowych ludziach, po kilku mrugnięciach oczami okazuje się że to tylko wyobraźnia płata mi figle, kiedyś miałam wrażenie, ze słyszę Jego głos..

Jeśli chodzi o klimatyczne fantazje.. nic się nie zmieniło.

Czasem, po przebudzeniu jak się przeciągam, składam ręce ponad głową tak, jakbym szykowała się do wiązania. Krzyżuję w nadgarstkach i czuję jak moje ciało się napina.
Czasem opieram sie o ścianę czekając, aż zostanę do niej przyciśnięta bez możliwości ruchu.
A najczęsciej po prostu wyobrażam sobie, jak będzie wyglądało Nasze Pierwsze Spotkanie Po.
Zastanawiam się, co założę na siebie, czy sukienkę i szpilki, czy może odważe się na gorset i spódniczkę, a może coś grzecznego? Każdego dnia wymyślam inny zestaw… albo czym mogłabym zaskoczyć Pana, co bym mogła zrobić, albo co On mógłby mi zrobić, co by się mogło zdarzyć… i tak dalej, płynę w temacie…
Często zdarza mi się wspominać ostatnią Klimatyczną. Nie od razu wszystko, co sie działo. Tak etapami. Raz przypomnni mi się kuchnia i stół, przy którym siedziało tak duzo osób, tak często się wymieniali, że nie sposób ich zliczyć, innym razem przypominam sobie, jak byłam przywiązana do krzyża i nagle poczułam te milion dłoni, strach przed nieznanym, bo co się dzieje?
Ta ciekawość, te emocje, to wszystko wraca. Strach na przemian z podnieceniem.
Chociaż.. ostatnio częściej podniecenie.. ze względu na wizje tego, co mogłabym zrobić na spotkaniu..
W każdym razie!
Najważniejsza: CIERPLIWOŚĆ.

Bo tęsknię. Tęsknię bardzo. Im więcej myślę o tym spotkaniu, które przecież kiedyś się odbędzie, tym bardziej tęsknię. Miotam się w sobie, miotam się na łóżku, nie mogę miejsca sobie znaleźć.
No i te stany.
Czuję jak zimną falą oblewa mnie obojętność.
Zaskakujące są moje zmienne nastroje, raz jest to śmiech, niemal histeryczny a raz oklapnięcie i stan depresyjny…

Su Anusz.

 

Nieposkromiona.

Standardowy

No Pan wczoraj pozwolił. Na wiele.
Czego się nie spodziewałam.
Jestem wdzięczna. Potrzebowałam tego, Pan dobrze o tym wiedział i pozwolił!
a ja prawie zemdlałam z wrażenia!
Nie mogłam się doczekać, jak już na spokojnie położę się w łóżku!
Wyjątkowo wisienki poszły w ruch. Ale dały taki efekt.. że już mimo tego bólu przy zdejmowaniu musimy je wprowadzić NA STAŁE.
Do teraz zastanawia mnie jak to możliwe, ból ale przy zdejmowaniu jak ten ból wzrastał tak samo orgazm podnosił się wyżej i wyżej.
Jak to możliwe, że między bólem a rozkoszą jest taka subtelna granica?
Albo jak to możliwe, że ból podkręca podniecenie?
Samo myślenie o klapsach, pasie czy dyscyplinie, ostatnio nawet o trzcince (!) potrafi nakręcić..
W każdym razie.. 
Zaspokojona tak troszeczkę. Dla mnie dwa orgazmy to rozgrzewka. 
Ale na następne spotkanie będę dobrze przygotowana, bo teraz nie mogę zapomnieć o minionej nocy. 
bo wolałabym, żeby to PAN mnie dotykał, mój Pan, dotykać, pieprzyć, głaskać, lać i tak w kółko. No i przytulać. A ja bym Go miziała, głaskała, dotykała, całowała i te inne słodsze rzeczy, bo mój Pan zasługuje na wszystko, co Najlepsze. 

Tak jak w moich fantazjach…

 

 

Su Anusz. 

Podróż w nieznane. Przystanek ‚STRACH’.

Standardowy

Ciągle siedziała obok nas kobieta, ta pani która przyciągnęła moją uwagę na początku imprezy. Blondwłosa.
Nie mialam nic przeciwko, mój Pan położył nawet moją rekę na jej udzie co mnie strasznie zaskoczyło, bo kompletnie nie wiedziałam co mam robić, no ale zaczęłam kreślić paznokciami wzorki na jej udzie. I cholernie mi się to podobało, jak paznokieć przesuwał się po siateczkowym materiale jej – jak się później okazało – bodystockingu.
Miałam ochotę to rozedrzeć, ale opanowałam się i zajęłam tym, co działo się w pokoju.
I zrobiłam z siebie ogromną idiotkę, na imprezie, ale też później, następnego dnia i kolejnego. Zachowałam się niesprawiedliwie, czego bardzo żałuję. Ale o tym wie tylko mój Pan. I jest mi strasznie głupio, aż mi brak sił do samej siebie jak o tym pomyślę. 

W kazdym razie, wracając do imprezy…

W pewnym momencie poszliśmy do pokoju, tam gdzie była palarnia.

Połozyliśmy się na łózku na chwilę, nie mam pojęcia która była godzina, pamiętam ze do północy czas szybko zleciał, a po północy czas ciągnął sie jak spaghetti na talerzu.
Pan w pewnym momencie zapytał się o kobietę. Czy mi się podoba, jakie wrażenie na mnie zrobiła, czy chciałabym z nią coś się pobawić..
Wrażenie na mnie pozytywne zrobiła. Od samego poczatku. Jak ja to określam, ‚fajna’.
Czy chciałabym się pobawić.. i tu miałam ochote sie rozpłakac. Tak! Myślalam o tym jakby to było, gdybyśmy.. gdybym ja.. i ona.. ale odpędziłam to od siebie. Nie chciałam o tym myślec.
A mimo to, gdy Pan zapytał mnie CZY CHCIAŁABYM, wiłam sie jak piskorz unikając jednoznacznej odpowiedzi. Byłam tym zawstydzona. Koniec końców powiedziałam że nie. Mimo ze od samego początku myślami zbaczałam na temat ona, ja, łóżko… hmm…
Ale sama nie wiem, może myślałam, że nie zainteresowałaby się takim stworzonkiem jak ja?
Chociaż sama myśl, Pan sie pyta, czy bym chciała, kurczę no chciałabym ale niieeee…
I tak oto straciłam szansę.
Jeszcze na łóżku rozmawialiśmy, o tym zdradliwym kółeczku z cyferkami, które wywróżyło mi tłustą 16-tkę.
I Pan zaproponował, idziemy zakręcić i zobaczymy ile razów ci wyjdzie.
A ja tak patrzę.. ale czy to konieczne? Jednak poszliśmy. I zaczęłam kręcić, i kręciłam, i raz to było 16, raz 1 raz jakieś 6.
I Pan powiedział, to teraz 6 razów.
A ja tak patrzę.. ale jak to?
Cieszyłam sie ze było prawie pusto w pokoju, bo większość, znaczna wiekszość przeniosła się do kuchni i z ożywieniem dyskutowała o czymś.
Ale przed przywiązaniem do krzyża poprosiłam Pana, czy moge jeszcze raz zakręcić.
Ale nic nie zmieniamy. Nie zmieniamy, tylko byłam ciekawa co bym wykręciła.
Co wyszło?
JEDEN!
Smukła jedyneczka!
No świetnie.. podeszłam do krzyża, dałam się przywiązac, jeszcze pokazałam, że mi się obluzowało przy lewej ręce. I co.. Pan oczy zasłonił i koniec.
Miałam cichą nadzieję, że nie widać jak bardzo drżą mi kolana. Jak już związana byłam, i z zasloniętymi oczami to pomyślałam, teraz może zdarzyćsię wszystko…
No, i sie zdarzyło..
I nagle nie ma Pana. Poszedł. Słyszalam. Ale też słyszałam, że robi się jakieś zamieszanie.
I znów strach przejął kontrolę nad moim cialem. Żołądek gdzies się miejscami zamienił z jakims narządem, nogi drżaly, wstrzymała oddech i nasłuchiwałam…
A tu trzask!
Nie pamiętam czym dostałam.
Słyszałam jeszcze że ktoś zakłada rekawiczki. Przeraziłam się, bo moja wyobraźnia podsunęła mi na mysl, ze oto się stanie, będą igły w sutkach. Byłam w idealnej pozycji, ręce związane, piersi łatwo dostępne, przesunąc tylko pasek od uprzęży.
Bałam się tego. Cholernie się bałam.
Ale to nie było to.
Skupiłam się na chłoście.
Doszło do magicznej 6, trochę obolała byłam, ale o tym przekonałam się na nastepny dzień.
I nagle cisza. Spokój. Gdzie mój Pan? Co teraz będzie?
I poczułam to. Najpierw tylko w trzech miejscach. A później już nie wiedziałam gdzie. Na całym moim ciele były dłonie! Wszędzie, po prostu wszędzie!
Byłam zbyt przerazona, żeby odczuwac przyjemność, co nie znaczy że wcale mi się nie pdoobało.
Najpierw z taką ciekawościa czekałam, co się dalej wydarzy, a ręce, zwłaszcza te między nogami posuwały sie coraz dalej.. Później już taka osłupiała byłam, wcale się nie ruszałam, tylko starałam się odczuwać te wszystkie bodźce, gdzies na tyłku, gdzieś przy cipce, na piersiach, na twarzy, o matko, co to było, szał!
Podobało mi się to, gdybym nie była tak przerażona, byłabym bardziej.. plastyczniejsza w rękach tych, którzy mnie dotykali.
Podobało mi się, później opowiadałam Panu, jak można byłoby to urozmaicić i rózne dzikie pomysły mi do głowy przychodziły.
Ale ręce przestały mnie ‚obłapiać’.
I czekałam co dalej! Byłam taka napięta, że jak poczułam, że Pan mnie rozwiązuje to kamień spadł mi z serca, ten pozostały.
Zdjęłam przepaskę, Pan mnie zgarnął i na miekkich nogach poszłam za nim. Byłam oszołomiona.
Tyle rąk! Na moim ciele! Ale jak to!
Na palarni miałam ochotę płakać z emocji! Miałam gardło ściśnięte, nie wiedziałam co powiedzieć, mówiłam tylko że podobało mi się, żę było fajnie, ale za bardzo się denerowałam.
Gdyby była możliwość jeszcze raz.. to ja chętnie.. nawet po drugiej stronie ciała.. :-)
Zapomniałam wspomniec o fotografie. Perspektywa zdjęc mnie ucieszyła, nawet wizja tego, że ja tez miałabym pozować, w tych kilku „drobiazgach”, które jeszcze do torby wrzuciłam znalazła się maska i skórzane rękawiczki po łokieć. I już widziałam siebie w tym stroju.. chociaz ja to niepewnie czuje się przd obiektywem.
Ale jakoś te zdjęcia gdzieś mi umknęły i nie mam.
Nic to, mam nadzieję że jeszcze będzie okazja.
Powoli towarzystwo zaczęło się rozchodzić.
Najwytrwalsi zostali do samego końca.
Mnie już ścinało od jakiegoś czasu, więc z ulgą przyjęłam propozycję Pana, że pójdziemy się położyć.
W pamięci miałam jeszcze, jak Pani z długimi włosami lała dziewczynę na koźle. Jeju, jej to bat pasuje, bez dwóch zdań, chociażby ze względu na jej wygląd. Wiem, po wygladzie się nie ocenia, ale jej zachowanie, styl bycia też pasuje do wygladu. I do bata.
Drugą sceną, równoleglą do tej z kozłem i Panią była scena meskiego obciągania. To mnie zafascynowało masakrycznie.
Pierwszy raz widziałam to na żywo.. pies przywiązany do krzyża, zasłonięte oczy, a drugi klęczał przed nim i mu obciągał..
Później później, na drugi dzien dowiedziałam się, że pies nie wiedział że to mężczyzna mu obciągal i nikt mu nie chciał powiedziec kto to był..
Położyliśmy się. I przyszedł czas na Nasze zabawy.
Tak mi brakowało pieprzenia. Jeszcze palce Pana, i ja miałam się wypiąć i On tak mnie pieprzył.. a ja krzyczałam że nie nie! Nie! Bo się posikam! No ale Pan był wyrozumiały, przyjęłam Jego ulubiona pozycję iii.. no. Zakończyliśmy bardzo przyjemnie imprezę.
I usnęliśmy. W końcu wtulona w mojego Pana! Musiałam tyle na to czekać! Tak długo! Smutno mi było, ze zostało się tak niewiele czasu, że ledwo oczy zamknę i trzeba będzie wstawać.
Sukienkę jeszcze rozpięłam, bo w tej uprzęży się niewygodnie Śpi. Poza tym chciałam poczuc dotyk Pana na piersiach, były tak spragnione podszczypywania, władczego ściskania w dłoniach!
Eh..
Usnęłam. A obudziłam się jak Pan wstał. Nie lubię jak gdzieś idzie, nawet jesli to łazienka.
Odwróciłam się tyłem, tak jak lubię.. i po chwili slyszałam jak wchodzi do pokoju. Kładzie się za mną, przytula mnie mocno i tak śpimy.
Zasnęłam z uśmiechem na ustach.
I za jakieś.. kilka godzin? Pobudka.
Tylko mój Pan potrafi mnie w nocy lać, a kilka godzin później łagodnie budzic. Uwielbiam to. Uwielbiam.
Jeju, trzeba było się zbierać..
Wyszłam z pokoju…
W ostatnim momencie naciągnęłam uprząż i czmychnęłam, zasłaniając przy tym pruderyjnie piersi tak, jakbym poprzedniej nocy wcale nie chodziła półnaga…

Su Anusz.

Suka i jej (nocne) śmiałe poczynania.

Standardowy

Tak, taaaak, zrobiłam to! 
Zapytałam się! 
A takie podchody robiłam! 
A jak Pan pozwolił to mmmm! :-) 
Ogólnie to do końca byłam przekonana, że na mizianiu stanie, że Pan się zaśmieje i powie że tylko mizianie i dotykanie a tu zapytałam się o orgazm! O jeden malutki! 
I taaak, dostałam pozwolenie!
Jeszcze Pan napisał, że ma noc dobroci iii :-) 
Jeju :-) 
Zaczęłam od piersi, tylko dotykanie, ale jak zawsze piersi to za mało :-)


i zapytałam się o mizianie między udami, i taaak, mogę :-) i na końcu, bez większych nadziei i lekko zaspana zapytałam się o orgazm :-)
Ale jak przeczytałam, że zgoda, od razu odżyłam i już się układałam :-)
I był taki malutki faktycznie :-) 
Ale Pan pozwolił, samo to, że wyraził zgodę na takie poczynania śmiałe swojej Suki! 
Oczywiście na końcu kac moralny, że nie było Pana obok, że nie przyłożył ręki do orgazmu. 
Nie lubię sama dochodzić. Już przestało mnie to kręcić. 
Ale wpadły mik pomysły na następne spotkanie, jednym z nich jest pokaz jak się bawię, a potrafię to robić dłuuuugo :-) 
Ale ciiiiii :-) 
I oczywiście, jak na grzeczną i ułożoną Sukę przystało, dziękowałam za taką wspaniałomyślność :-) 

Ale, nareszcie się odważyłam :-) 
Wniosek taki, że lepiej zapytać :-) 
Może trafi się orgazm a może.. :-) słodkie dręczenie :-)

 

 

Su Anusz. 

Nastają zimne czasy…

Standardowy

!!!Zwiąż mnie, zwiąż mnie, zwiąż mnie, zwiąż mnie!!!

Idzie zima. A w związku z tym, w rozmowach z Panem przewijają się sopelki.
Kiedyś się takim bawiłam… :-)
Poza tym kostki lodu..
Ale takie tarzanie się w śniegu.. :-) Czemu nie :-) Nie opuszcza mnie ta wizja… :-)

Idzie zima, otwierając przede mną tyle możliwości…

Su Anusz.

Zobacz o czym myśli Suka.

Standardowy

Wyobraźnia.
Cenny dar.
Czasem chciałabym jej nie mieć, pozbyć się, wyłączyć ją.
Tak jak dzisiaj. I wiele razy wcześniej.
Wyobraźnia wcale mi dzisiaj nie pomaga. Podsuwa różne dzikie wizje, które podniecają i nie dają normalnie żyć.
Dziś idąc przez miasto szczególną uwagę zwróciłam na wiązanie.
Tak mi tego brakuje.. unieruchomienia. Jeszcze zasłoniętych oczu.
I ta słodka niewiedza, czy Pan zaszczyci delikatną pieszczotą czy może raczej tą mocniejszą. 
To wyostrzenie zmysłów, jak się bardziej słyszy, bardziej czuje, bardziej…
Chłonąć każdą sekundę, tworzyć mozaikę z doznań, emocji i odczuć, czuć, ale pełniej, skupić się tylko na tym bodźcu…

Wypełnienie ciepłem aż po same brzegi, każdy zakamarek ciała, czuć wszystko, ale nie widzieć niczego.
Mieć pewność wcale jej nie mając. 
Oddać się bez wahania.

Czasem się waham. Ale to wahanie nie jest z mojego niezdecydowania, czy aby na pewno dobrze robię. Pan to wie za mnie. Waham się raczej z potrzeby dyskusji. A może i z potrzeby zostania ukaraną.
Lubię te przekomarzania. Nie ma nic cudowniejszego niż uśmiech Pana w takiej sytuacji. Gdy Go rozbawiłam.
Patrzy na mnie wtedy pobłażliwie jak na dziecko, On wie że ja wiem jakie mogą być konsekwencje gdy posunę się za daleko i już kombinuje co mi tu zrobić, Jego oczy się śmieją, patrzę w nie i widzę ciepło i tą osobliwą energię bijącą z nich, energię mojego Pana, wyjątkową, wokół nich robią się delikatne zmarszczki na które uwielbiam patrzeć, nie ma nic seksowniejszego niż zmarszczki wokół oczu, jeszcze jak jest się ich powodem.
Uśmiechają się też Jego usta. Dopóki nic nie mówi. Rozbraja mnie ten uśmiech, czuję mrowienie w dole brzucha bo taki uśmiech zawsze zwiastuje coś… niesamowicie przyjemnego. Ewentualnie zapowiada katastrofę, czyli łaskotanie.
Pan ciągle wspomina o wiązaniu i łaskotaniu mnie… mam nadzieję, że w końcu o tym zapomni, gdzieś to uleci z Jego głowy i uhm..
To jest tak, czuję się przy Nim bezpieczna, to cudowne uczucie, ale jak już tylko zbliża dłonie do tych miejsc wrażliwych na łaskotanie to już taka bardzo bezpieczna się nie czuję… :-)

Myślałam też o biciu. Jak ja to lubię pisać :-)
„Zbij mnie!”
Ojeju :-) aż samo pisanie o tym mnie nakręca… żeby moja wyobraźnia się za bardzo nie rozszalała..
Ale bicie :-) jak już raz się spróbuje, to juz się nie przestanie. Kiedyś coś takiego przeczytałam i nie wiedziałam jak to się ma do rzeczywistości.
Cóż… teraz już wieeem… Niby jak Pan wyciąga pas albo pokazuje trzcinkę to mówię nie nie, a może wcale, albo na następnym spotkaniu..
Ale przyznaję, bez chłosty to tak jakby się nie doprawiło jedzenia.
Takie no hmm, fajnie fajnie ale czegoś jednak brakuje. A jak dłuższy czas nie ma to oooj, szaleństwo, przynajmniej ja szaleję. Szukam sama sposobności żeby sobie dać klapsa albo dwa. Po sklepach jak chodzę to idę na dział z paskami i z rozmarzeniem dotykam ich wyobrażając sobie jak Pan używa go na mnie. Wszędzie, dosłownie wszędzie szukam podtekstów.
Kabelki też czasem w ruch idą, częściej dłonią sobie dogadzam.
To znaczy..
W sensie taki klaps czy coś…
A Czarny Przyjaciel siedzi w szafie i czeka.. nie tknę go bez pozwolenia ale czasem aż mnie skręca żeby go wyjąć…
Ale nie, nie ma mowy.
Silna wola. Trzeba trenować.

Nagrałam ostatnio filmik dla Pana. Nie mogę się rozpisywać, ponieważ jeszcze go nie widział.
Ale powiedziałam że zrobię dla Niego prezentację na żywo :-) jeszcze udoskonalę troszeczkę :-)
I miałam nadzieję, że się nie zdenerwuje że złamałam kilka zasad… :-)
Myślę, że jak Pan zobaczy efekt to wybaczy mi wszystkie złamane zasady tamtego dnia :-) nawet spóźnienia z smsami :-)

 

„Nie chciałabym być niegrzeczna
Ale wiem, że w twojej głowie już rozchylam kolana”

 

 

 

Su Anusz.