Nowe Oblicze Suki

Standardowy

„Sucze żądze to przy dzisiejszym dniu nic…”

Tak, Pan dziś przyjechał :-)
Zrobił mi ogroooomną niespodziankę :-)
Mimo że wczoraj mówił że MOŻE dzisiaj przyjedzie, ale mruczał przy tym tak że już nie byłam pewna czy będzie, czy MOŻE jednak nie…
Ale Pan zadzwonił rano, powiedział że już jedzie do mnie :-)
I oh jeju..

To co ja dzisiaj robiłam.
Nie poznawałam samej siebie. Jak dzikie zwierzę wypuszczone z klatki!
O ile z początku się broniłam, powtarzałam sobie „Ooo nie, dziś tak łatwo nie pójdzie”, o tyle niełatwo się skupić przy pieszczotach Pana i z każdą chwilą moje twarde postanowienie topniało… Ale twardo pokazywałam ulotkę z bielizną.
Zawsze łatwo ulegałam :-) tym razem też poszło szybko.
Ale zdołałam jeszcze zabrać telefon i pokazać Panu filmik który nagrałam :-)
Nie wiem, czy obejrzał coś, bo ja na pewno nie.
Czułam Jego palce między udami, jak wsuwają się zwinnie do cipki i pieprzą mnie ale tak delikatnie, doprowadzając mnie do granicy.
Pamiętam, że w pewnym momencie się wygięłam i dosłownie wpiłam w usta Pana jak wygłodniały wamp. Ah, to było piękne…
Dopiero po serii orgazmów, jak leżałam wtulona w Pana i chłonęłam Go całą sobą, zdałam sobie sprawę jaka byłam wygłodniała.
Nie tylko ja samą siebie zaskoczyłam, Pan też mnie zaskoczył.
Ale ciiii :-)
Zaproponowałam wibrator :-)
I tak wibratorem nawet ja się nie potrafię pieprzyć jak robi to mój Pan.
Najpierw naturalnie sama się pieprzyłam. Ale później to Pan przejął.. hmm.. :-) pałeczkę :-)
I on mnie pieprzył. Momentami odlatywałam na inną planetę :-) To było niesamowite :-)
I jeszcze jak poszłam po Czarnego Przyjaciela :-) i te kilka orgazmów :-)
I jak bez cienia zażenowania mówiłam „Pieprz mnie, o tak, pieprz mnie, pieprz mnie…” patrząc się prosto w oczy mojego Pana :-)

Ja się nigdy tak nie zachowywałam :-)
A tu nagle proszę :-)

Taka bezwstydnica :-) nie wierzę :-)

Oczywiście jak to zazwyczaj bywa, czasu mimo że było całkiem dużo, dla mnie było za mało.
Wtuliłam się w rękę Pana, leżałam, On siedział, lubię jak znajdujemy się w takiej perspektywie.
Nie chciałam żeby szedł. Nie chciałam. Ale wiedziałam że to konieczne.

Lubię tą Naszą bliskość. Czuję się tak swobodnie, tak naturalnie jak nigdzie indziej. Szkoda że czasem to trwa za krótko.
Zawsze mi mało…

`Dziękuję Panie mój za dzisiejszy dzień, za orgazmy, za pieprzenie, za spojrzenia, dotyk, rozkosz, za Twojego kutasa, za Twoje pocałunki za łaskotanie, za „piątkę” ( :lol: ), przytulanie, leżenie, splecione dłonie i nogi, obejmowanie, uśmiech, za całego Ciebie.
Dziękuję że byłeś.
Dziękuję że JESTEŚ. I będziesz.

Twoja Su Anusz.`

Su Anusz.

Uległe Suczątko.

Standardowy

Pan cały czas opiekował się swoim Suczątkiem po Klimatycznej.
Wyprowadzał na spacery, podczas których na środku ulicy pieprzył delikatnie, niemal sensualnie tyłek Suczątka palcem, wywołując jej zażenowanie faktem iż jest to środek chodnika przy ulicy, gdzie co chwila jeździły samochody.
Suczątko zaskoczona pieszczotą, poddawała się pocałunkom Pana oraz przyjemności wibrującej od tyłu w bardziej podniecone miejsce.
Ale Pan tylko się drażnił i podkręcał rozpalone stworzenie, i zostawił bez spełnienia.
Sunia była bardzo zadowolona ze spacerów, nawet tych trwających kilka chwil.
Bardzo podobały się jej te momenty, gdy szli obok siebie, trzymając się za ręce, opowiadając sobie najważniejsze wydarzenia z ich życia.
Lubiła ich wspólny śmiech, łaskotki i marzenia, które snuli wracając inną drogą.
Nie zawsze spacery były takie wesołe, gdy Suczątko hasała wesoło obok swojego Pana.
Czasem zbierały się nad ich głowami czarne chmury, Suczątko pokładała uszy po sobie, kuliła się by jak najmniej powierzchni zajmować i szła powłócząc łapkami obok swojego Pana.
Pani nie krzyczał. Mówił normalnym głosem, ale umiał użyć takich słów i tak modulować głos, by kuliła się jeszcze bardziej i dawała głos. Nie wychodziło to dobrze i takie rozmowy do niczego nie prowadziły.
Ale mimo wszystko cieszyła się, że Pan jest tak blisko. Był zły, wiedziała że z jej powodu, ale chciała się sycić tą chwilą, gdy Pan jest tak blisko. Nie musi się już tulić do misia.
Ale Sunia potrzebowała spotkania.

Były dwa spotkania. Albo tylko albo aż. Nie wie jak ma to definiować.
Każde spotkanie było wspaniałe, Suczątko w końcu czuła się na właściwym miejscu, zasypiała w ramionach swojego Pana, nieskrępowanie chodziła nago, najważniejsza była ta bliskość, Pan jest na wyciągnięcie łapki, trzeba korzystać!

Pan dba o Swoje Suczątko.
Suczątko chciałaby tak dbać o swojego Pana jak On dba o nią. Stara się. Cały czas się stara.
Może kiedyś osiągnie poziom swojego Pana.
O niczym innym nie marzy…
No, może o tym żeby ją zerżnął.


Su Anusz.

…a to jest najwspanialsze na świecie, mieć Cię całego dla siebie…

Standardowy

Mój Pan właśnie wyszedł.
Jakiś czas temu, ale samo to że był :-) że przyjechał ulżyć Suce w pragnieniach :-) jest tak wspaniałe i cudowne :-) niemal tak samo jak ten orgazm, kiedy chwilę po nim się popłakałam. Tak, ze szczęścia. Nic innego nie czułam :-) no, może jeszcze takie częściowe zaspokojenie, bo dla mnie zabawa zaczyna się po 8 orgazmach. Ten jeden to był taki na smaczek, taka przystaweczka skromna.
I co, mam jeszcze większą ochotę..

Czuję jeszcze na sobie Jego zapach. To jest ten, który chcę czuć przez resztę swojego życia…

Ale Pan powiedział, niedługo dłuższe, całonocne spotkanie. :roll:
Niedługo, tak ogólnikowe pojęcie..
Pozostaje mi tylko wierzyć w to niedługo i ufać że to naprawdę będzie… niedługo.
Mimo wszystko, przyjechał, znalazł chwilę czasu, uwielbiam Go za te wszystkie niespodzianki… :-)

 


Su Anusz.

Sucze Fantazje *Historia*

Standardowy

- Mmm, iść się już przebrać..? – wymruczałam do swojego Pana, jeszcze się tuląc i łapiąc ciepło z Jego ciała.
Dostałam przyzwolenie, uśmiechnęłam się lekko i postanowiłam wstać. Jeszcze chwilę się przekomarzaliśmy na temat tego, co będzie dalej, po moim wkroczeniu do pokoju, jeszcze sennie podeszłam do biurka, zabrałam swoją różową torbę niespodzianek i poszłam do łazienki.
Wiedziałam że jest już późna godzina, tak dobrze nam się spało, ale nie odpuszczę tego pomysłu. Nie. Za bardzo się na niego napaliłam, za dużo czasu na niego poświęciłam i włożyłam, w przygotowania całe swoje serce.
Muszę wyjść i się pokazać, nawet jeśli miałabym się w tym położyć spać.
Ominęła mnie chłosta.
Nie wiedziałam, czy się cieszyć czy płakać. Miała być, tak się bałam, widziałam sznury dyskretnie przywiązane do nóg łóżka i to powodowało, że przebiegały po moim kręgosłupie silne dreszcze. Podniecenia? Strachu?
Jednego i drugiego zapewne.
Wróciłam do łazienki. Wyciągnęłam wszystko, czego potrzebowałam, bodystocking z ostatniej imprezy klimatycznej, woreczek z akcesoriami, kosmetyczkę.
Przeczesałam włosy, poprawiłam makijaż, i nie mogłam się doczekać aż założę całą resztę. Siłowałam się zakładając nogawki od bodystockingu, ale w końcu założyłam.
I wiedziałam że popełniłam błąd, bo nie miałam jak założyć ogona. No to znów się rozebrać, zapiąć ogonek, założyć.. Eh!
A ja już chciałam wychodzić!
Założyłam uszka, założyłam łapki. Zapięłam swoją obrożę. Spojrzałam w lustro.
Wilczyca.
Nie kotka, pielęgniarka, policjantka. Wilczyca.
Wszędzie pełno było kotków. A ja nie jestem kotek. Ja jestem Sunia. I nie będę z siebie kotka robić.
Znalazłam na necie uszka i ogonek. Doszyłam kokardki. Łapki zrobiłam sama, z futerka. Też kokardki doszyłam.
No ogólnie to kokardki były wszędzie gdzie się dało. Nawet na ogonie i przy obroży.
Narysowałam sobie czarną kredką nosek i wąsiki. Jeszcze raz się obejrzałam. No mnie się podobało, jeszcze jak się spodoba mojemu Panu to :-) będzie cudnie :-)
Padłam na kolana, żołądek się lekko zwinął. Zależało mi na tym, żeby efekt się spodobał…
Nacisnęłam klamkę, ramieniem pchnęłam drzwi i wyszłam. Z pochyloną głową, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Jak podeszłam wystarczająco blisko podniosłam głowę.
Zachciało mi się śmiać z samej siebie, co ja robię…
Ale Pan.. no wydaje mi się że był zachwycony, Jego uśmiech, to jak mnie oglądał i mówił że ciekawy pomysł, że bardzo fajnie :-) tak, to chciałam usłyszeć :-)
Ale za chwilę wydarzyło się coś, czego się zupełnie nie spodziewałam..
Klęczałam przed Panem, najpierw kazał mi zamknąć oczy, za chwilę je zasłonił.
Po chwili usłyszałam znajomy dźwięk, klamry od pasków. Bransolety. Na nadgarstki. Tak dawno ich nie czułam, przerażenie wróciło, co się stanie?
Ta niepewność sprawiła, że automatycznie wykonywałam czynności. Pan mnie prowadził, delikatnie podnosił moją rękę żebym ja to zrobiła, opuścił, drugą sama podniosłam, później pociągnął mnie za sobą, poszłam za Nim grzecznie, oczywiście na kolanach, Pan mnie ustawił i… coś mi zadźwięczało w głowie, ale jeszcze nie wiedziałam co..
Poczułam za plecami łóżko. I nagłe olśnienie. Przecież ja o tym pisałam. Wydaje mi się? A może mi się śniło? A może deja vu?
Okazuje się, że Pan spełnia moją fantazję :-) jak zawsze zresztą :-)
Ale nastąpiła mała modyfikacja. Ręce owszem, rozłożone, ale związane w taki sposób, że klęczałam i leżałam na łóżku jednocześnie.
Nioe spodobała mi się ta pozycja, bo za chwilę mój Pan zaczął mi wiązać nogi tak, że były rozłożone.
- To po to, żebyś ich nie składała – zadrżałam na dźwięk Jego głosu. Poza tym, tak rozłożoną łatwo było mnie chłostać po piersiach..
Czując obezwładniający strach, co chwila podnosiłam się na tyle, na ile pozwalały mi związane ręce. Nic nie widziałam. Czułam, nasłuchiwałam.
Po chwili byłam pozbawiona wzroku i zakneblowana tą słodką, czerwoną kuleczką na pasku. Świetnie. Jeszcze nie mogę śliny połknąć. Coś jeszcze? Chyba pomyślałam to w złą godzinę, bo poczułam dłonie Pana w bliskim pobliżu moich piersi…
Jęknęłam przestraszona i drgnęłam. Co teraz? Co…?
Bliżej nieokreślone uczucie, jakby coś przyklejanego do piersi, coś.. ale nie wiem co.
Prąd? O nie, tylko nie to.. Skoro jedna nakładka jest tutaj, to druga będzie niżej..
Ale okazało się że nie. Że to nie prąd. Do tej pory nie jestem pewna co to było, ale myślę że to były wisienki wibrujące.
Jak Pan włączył wibracje.. kolejny raz zadrżałam, ze strachu, myśląc, że to jednak prąd. Ale nic się nie zmieniało, ani natężenie ani odczucia także byłam pewna że to wisienki.
Teraz podnosiłam się po to, żeby przełykać ślinę.
„Ale czy to nie do tego służy? Żeby ślina ciekła strużkami po brodzie?”, w takich sytuacjach naprawdę, mam skłonności do filozofowania, chociaż wtedy nasila się mój „brudny język”…
I czekałam co dalej…
- Chyba muszę przypomnieć ci, gdzie twoje miejsce… – i już wiedziałam, że mam przerąbane.
Na udach czułam trzcinkę, dyscyplinę, chyba tą czerwoną co lubię ją czuć na piersiach przy rżnięciu, był kij, który Pan specjalnie na tą okazję zabrał.
Panikowałam, mocno panikowałam, ale to jeszcze nie był koniec.
- Chciałaś ostatnio chłostę cipki, taką mocną.. teraz jest idealna okazja… – o nie. Ja? Coś takiego mówiłam? Ja?
- Poproś.
Staram się spiąć i poprosić, ale knebel mi tego zadania nie ułatwia, także maksymalnie wysilam swój język próbując powiedzieć „Proszę”, ale w rezultacie wychodzi jakiś bełkot, który sprawia, że się rumienię ze wstydu.
Ale Pan zrozumiał. I poczułam trzcinkę na udzie.
Kurczę, ale gdybym napisała, że.. mi się to nie podobało :-)
Ja chcę knebel częściej :-) będę wierszyki recytować :-) albo książkę będę czytać :-)
Za chwilę Pan skupił swoją uwagę na mojej cipce, co chwila drażniąc okolicę.
Odechciało mi się spać. Czujnie leżałam i nasłuchiwałam. Pan wyszedł zapalić? I tak po prostu mnie zostawił?
chyba za bardzo się rozluźniłam, bo poczułam plaśnięcie i słowa „Ale ja tu jestem” wwiercały się w moją głowę.

Pan bawił się mną, drażnił igłą, wbijał ją, w końcu pomyślałam, że przebije się na drugą stronę, czułam zapach spirytusu, którym przetarł to miejsce, ale stwierdziłam, nie zrobi tego przecież..chyba? Nie?

Pan ułożył mnie na nowo, tym razem na łóżku, cały tył był do jego dyspozycji. Nogi przywiązane, rozłożone, tak samo ręce.
I na zmianę, pośladki, plecy, pośladki, uda, pośladki… był pas, pas był mocny i po raz kolejny łzy w oczach mi stanęły. I kijek. I dyscyplina. I tyle to trwało.
Poproś.
Poproś…
POPROŚ…
Prosiłam. Co dziwne, nie robiłam tego wbrew sobie. Prosiłam bo chciałam.
Leżałam, przyjmowałam razy, prosiłam.
Oczy mnie piekły, chociaż wcale to nie było takie straszne.
I Pan się zapytał. Czy chcę jeszcze pas, tak mocno. Sucza część mnie krzyczała tak, jeszcze pas jeszcze pas, jeszcze mocno!
Pokręciłam przecząco głową i cicho wybełkotałam nie, czując łzy porażki. Nie podobało mi się że tak łatwo zrezygnowałam. Że odpuściłam. Dlatego nie lubię mieć wyboru, bo zazwyczaj żałuję. A jak już się zdarza ten jeden moment na milion. Że mogę wybrać, zadecydować. To staram się żeby to przyniosło zadowalające skutki i dla mnie i dla Pana. 
Z drugiej strony wiedziałam, że jak będzie jedne mocny pas (wiem, że byłby naprawdę mocny), to bym nie dała rady i bym się rozbeczała jak dziecko.
Nie lubię płakać. Ale czasem to silniejsze ode mnie.
Po tym jak Pan skończył się śmiać, triumfalnie, mówiąc tym samym bezgłośnie „Wiedziałem, że tak powiesz”.
Powoli mnie rozwiązywał, ja bezwładna leżałam, Pan wyciągnął knebel z moich ust i położyliśmy się, ja wtulona w Niego…
Chciałam igieł. Chciałam od dawna. Akurat Pan zaproponował podwiązkę.
Przepełniona strachem ale i ekscytacją, jak to będzie, igły na udach, jak to będzie boleć, a przede wszystkim, jak będzie wyglądać podwiązka z igieł i sznureczka?
No ale. Położyłam się na brzuchu. Cała ceremonia przygotowania. Waciki, spirytus, rękawiczki..
Już same te działania budziły we mnie strach. A jak Pan przymierzał się do wbicia pierwszej igły, spanikowana podskoczyłam na łóżku jak oparzona i zaczęłam krzyczeć „Nie! Czekaj! Czekaj! Chwila! Muszę się psychicznie przygotować!”.
Jakie to było… szalenie niewłaściwe! Teraz mi głupio że tak wyskoczyłam..
Ale Pan cierpliwie poczekał, wzięłam kilka oddechów, powiedziałam „Już” i się zaczęło.
Jęczałam, stękałam, piszczałam… a ledwo igła się wbiła w moje ciało. Czułam jak się przesuwa, dalej i dalej, i wybija się drugą stroną. Myślałam po raz kolejny, że to gdzieś 5-8 cm. I już moja wyobraźnia zaczęła działać, jak igła przebija się przez mięśnie, krwawię i w ogóle.. ale to tylko moja wyobraźnia… :-)
Kurczę no, bolało. Może nie bardzo ale bolało. I jak już igła była w środku to piekło.. nie pamiętam czy na plecach miałam takie samo pieczenie po przebiciu igły.
Ale za chwilę była druga, też kilka oddechów i jazda.. też bolało, też się kręciłam, jęczałam, stękałam..
I też piekła. Trzecia tak samo.
Później Pan przewlekał sznureczek czerwony. Coś tam misternie układał, wiązał…
Ja wstałam, podeszłam do lusterka ii :-) no efekt mi się spodobał :-) i tak pomyślałam, iść na imprezę klimatyczną w takim gorsecie z igieł i wstążek, z podwiązką taką jak ta, na którą patrzę… :-)
Położyłam się, Pan zrobił zdjęcia i nadszedł moment.. wyciągania!
- Szybko czy wolno…?
Chwila zastanowienia… wolno.. ostatnio było wolno.. to teraz szybko?
Zdecydowałam jednak że wolno, ale w ostatnim momencie krzyknęłam że szybko :-) coś za często krzyczę..
Pierwsza igła, ból, szybkie pozbycie się.. i moje mieszane uczucia. Bolało. Ale z drugiej strony jakoś.. tak.. podniecało. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale czułam w dole takie ściskanie..
Później była druga. Podobne w odczuciu. I trzecia. I się zastanawiałam jak to możliwe że takie skrajne emocje, uczucia we nie budzą igły..?
Trochę się wstydziłam powiedzieć Panu o tym, że to mnie podniecało, to szybkie wyciąganie.. dla mnie samej to było dziwne, dzikie, niecodzienne i w ogóle jakieś pokręcone..

Tydzień temu, ehh… :roll:

Usnęliśmy.
Byłam spokojna. W końcu nie przytulałam się do misia. Tylko do mojego Pana.
Spokój, bezpieczeństwo.. Czego chcieć więcej…

She wolfPodwiązka

Su Anusz.

Uważaj o czym marzysz…

Standardowy

Kochany Pan, właśnie wyszedł, a ja ostatkiem sił piszę o Jego wspaniałości, cudowności i o tym, jaki jest kochany…

Pewnie się uśmiecha jak to czyta, bo widział w jakim mnie stanie zostawia.
To, że zasypiałam na Jego ramieniu to jedno, chociaż wcale nie spałam.. :roll:
Drugie, obiecałam. OBIECAŁAM, że nie będę smutna. Ale to nie zależy ode mnie.. naprawdę się cieszę, że przyjechał.. ale to za krótko było.. jak zawsze zresztą, nieważne czy to 3 godziny czy 20… eh..

Błagalnym wzrokiem patrzyłam na Pana  chyba wyczytał w moich oczach to pragnienie. Pragnienie rżnięcia. Bo za chwilę słyszałam Jego cichy głos pytający mnie o to, na co mam ochotę.
Czułam jak się we mnie wbija, zakręciło mi się w głowie, opadłam na poduszki…

 

Czekam na następny piątek… :-)

 

 

Su Anusz.

All I want for Christmas…

dear santa
Standardowy

Szał przedświątecznych zakupów dopadł i mnie. Chcąc sprawdzić teorię, iż dzień przed świętami jest najwięcej ludzi w sklepach, wybrałam się do centrum handlowego.
Z natury jestem taka, że muszę się o wszystkim przekonać na własnej skórze. Pan coś niecoś o tym wie, i przy każdej sposobności wykorzystuje tą wiedzę.
Przed wyjściem spytałam się, czy mogę założyć obrożę na zakupy. No cóż, założyłam ją przed pozwoleniem, ale zostało mi to wybaczone.
Ruszyłam…

Obskoczyłam wszystkie sklepy, które planowałam odwiedzić, w tym zoologiczny. Zwierzęta przecież też zasługują na prezenty, także kupiłam irytująco piszczącą, gumową gęś i pluszową, piszczącą kostkę. Miałam ją zatrzymać dla siebie, ale w końcu radość z dawania prezentów zwyciężyła… :-)
Wymarzłam na przystanku, doturlałam się do następnego, bo wolałam przez te 10 minut dojść niż czekać na zimnie.
Dojść na przystanek oczywiście… :-)
Pojechałam sobie do domu, tak, czuć było na karku oddech Wigilii..
W domu, tak ciepło, ubrałam się w tą moją ulubioną, pingwinkową bluzę, piłam herbatę i oglądałam jakiś serial.. Było mi tak ciepło, tak dobrze… Cisza, spokój, mimo tej nerwówki przed świętami, tyle trzeba zrobić, to niegotowe, tamto.. ja się w tym momencie zatrzymałam, mój świat zwolnił, zrobiło mi się sennie…
W myślach jeszcze układałam plan na wieczór.
Wyprasować obrus, zarządziłam w kolorowe łosie, o nie nie będzie już białego obrusu, nie lubię tej poważnej atmosfery przy stole, a ten obrus biały ewidentnie do tego zachęcał. Będzie po mojemu i tyle.
Zrobić sałatkę jedną, drugą, pomóc jeszcze pewnie w kilku innych rzeczach..
A na końcu pakowanie prezentów :-) Uśmiechnęłam się sennie…

Zadzwonił telefon. Leciał jakiś mało ambitny program, okazało się dzwoni Pan.
I tak sennym głosem zaczęłam mówić, Pan się spytał czy mi się przysnęło, no tak troszeczkę mi się przysnęło, i mówi że będę musiała wstać. A ja… :-)
Niczego nieświadoma, przytaknęłam :-) no tak, muszę wstać, bo wyprasować obrus, tam w kuchni pomóc…
A Pan mówi że nie dlatego będę musiała wstać tylko dlatego żeby otworzyć drzwi.
Taka zamroczona, nie mogłam nic powiedzieć, przytkało mnie na chwilę..
No przecież dziś środa…? Przed Wigilią..? To jak..?
„Za 3 minuty się widzimy moja Su”.
No to już się zerwałam, zbiegłam po schodach, i faktycznie, mój Pan znów stał pod drzwiami :-)
Często śni mi się właśnie taka scena, że Pan dzwoni, mówi, żebym zeszła otworzyć drzwi, i wtedy podrywam się z miejsca albo biegnę na dół, otwieram drzwi, jest tam, stoi, czeka, a ja się uśmiecham szeroko :-)
Poszliśmy na górę, Pan trzymał wieeeelkie pudło ładnie opakowane w papier i z kokardką :-) dla mnie jeju, a ja nawet nie miałam czasu spakować prezentu dla Niego! Ooo nie…
Ale położyliśmy się.. Było znów tak ciepło, te 70 stopni pod kołdrą… nie trzęsłam się z zimna tak jak czasem gdy sama w łóżku leżę..
I hmm, jeszcze się nie przyzwyczaiłam że grzeczność w takiej sytuacji jest dalekooo daleko od łóżka.. :-) 
Ja.. hmm.. ja lubię takie zabawy.. :-) od samego dotykania wzrosła temperatura, chyba mogę powiedzieć, że pod kołdrą wrzało.. 
Za chwilę zajmowałam się kutasem mojego Pana. Tak mi tego brakowało, że w tamtej chwili nic nie miało znaczenia, to było takie cudowne, wspaniałe… Czuć Go w ustach, w dłoniach, doprowadzać na skraj..
A później Pan zajął się mną.. jakoś tak usnęliśmy. Przez chwilę wpatrywałam się w Pana, spał tak spokojnie, nikt by nie podejrzewał, że potrafi w jednej chwili zrzucić plusz..
Lubię te chwile, jak wpatruję się w śpiącego Pana. On już tyle razy mnie obserwował, teraz ja zaczynam nadrabiać.. :-)
I jeszcze leżeliśmy, było mi tak cudownie ciepło i dobrze, i zaczęłam się dotykać… Pan pozwolił mi dojść i jeju, co to był za orgazm.. ohh… jeszcze odurzona doznaniami usłyszałam, że już koniec Naszego spotkania.. Nieee ja nie chcę końca.. dlaczego… jeszcze chwilkę..
No ale wstałam, przecież prezent musiałam spakować tak, nawet sprawnie mi to poszło, Pan wyszedł, pojechał a ja…
Eh, a ja nie miałam nawet czasu na bujanie w obłokach. Poszłam działać, samo się nie zrobi.
Takim oto sposobem prezenty pakowałam od 22 do 1 w nocy, a położyłam się koło 2.
Ale te kilka godzin razem i później wspomnienia :-) to było wspaniałe :-)

Nadal uważam, że to spotkanie-niespodzianka było najlepszym prezentem świątecznym…

Po świętach, już po tych kilku dniach stawiałam, że zobaczymy się jakoś pod koniec pierwszego tygodnia nowego roku, 7.01, no może 8.01.
Jakże się myliłam.
I dźwięczały mi słowa „Ze mną wszystko jest możliwe…”

 

Su Anusz.

Beng! Beng! To jest NAPAD!!!

Standardowy

„Ściskam sutka lewej piersi. Nogi mam rozłożone, odrzuciłam kołdrę.
Czarny Przyjaciel tkwi pod materiałem legginsów. Za chwilę zaciskam na nim uda.
Rozmawiam z moim Panem, powoli przygotowując się na to, co zaraz się wydarzy.
„Wejdź na Skype”, albo coś w podobnym guście.
Podrażnić, podrażnić i stop, koniec, czekaj Suko aż pozwolę.
Albo małe co nieco przez telefon.
Ah, tak wiele możliwości, i tylko taka jedna maleńka na końcu, a może Pan przyjedzie i mnie zerżnie…?

Zakręcona rozmową i doznaniami różnej barwy chyba nie dopuściłam do siebie tego, co Pan przed chwilą powiedział.
„A teraz przerwij, wyciągnij Przyjaciela z legginsów i otwórz mi drzwi”.
Zastygłam z szerokim uśmiechem i zaraz po rozłączeniu wyskoczyłam z łóżka i zadawałam sobie pytanie, które przewija się bardzo często przez ostatnie dni: „ALE JAK TO???” :roll:

Przed drzwiami stanęłam.
Jak ja wyglądam… włosy nieumyte, byle jak spięte, bez makijażu, jedynie marne resztki tuszu na dolnych rzęsach gdzieś tam się huśtały, potargane legginsy, dziura na dziurze, plamy z wybielacza (legginsy do sprzątania, no co…), koszulka z dekoltem takim że mi coś niecoś wypływało..
A jak już klamki dotknęłam, wróciło pytanie. Jak to?
Niecierpliwie otworzyłam drzwi, już myślałam że to jakiś żart, albo sen, albo mi się wydawało i że po otwarciu drzwi nikogo nie zobaczę, ale…

Chyba pół miasta usłyszało, jak kamień spadł mi z serca.
Mój Pan stał za drzwiami, był i zaraz przekroczył próg..
A ja jak to ja w takich sytuacjach, zaczęłam mówić, że czemu mnie nie uprzedził, ogarnęłabym się i… Pan nie pozwolił mi dokończyć.
Najlepszy sposób żeby kobieta się zamknęła? Zatkać jej usta pocałunkiem.
A najlepszy sposób żeby Suka się zamknęła? Jedno spojrzenie.
No ewentualnie knebel ale hmm musimy to przetestować bo ja nie wiem czy to takie skuteczne, chociaż nie zakładam niczego z góry…
No ale po prostu pod tym pocałunkiem się rozpłynęłam.
Od Pana biło coś, coś innego, jakiś blask, coś takiego.. no nie wiem.. gdybym wierzyła w niektóre rzeczy powiedziałabym, że otaczała go błękitna aura. :roll:
Oszołomiona spięłam na nowo włosy wchodząc po schodach.
Czułam palce Pana na pośladkach, czyżby pewna doza niecierpliwości..?
Nie zwracałam na to uwagi, byłam zbyt otępiała, zszokowana tym co się dzieje… a po zamknięciu drzwi, gdy już przekręciłam klucz..

Bez zbędnych ‚czułości’ Pan wyciągnął pas i spytał się, czy tego właśnie pragnęłam, czy o tym marzyłam. Odpowiedziałam, że tak, zagryzając wargę i napinając się nieznacznie.
Jeju, oczywiście że tego chcę…!
Pochyliłam się. Oparłam o łóżko.
„Poproś”
Jakbym była zdolna do wymawiania słów, taka pochylona, czekająca.
Poprosiłam…
Pierwsze uderzenie… :-) rozpłynęłam się w doznaniach..
Najpierw ból, zaraz słodycz, podniecenie, czułam już jak robię się mokra..
Chyba przez ten cały szok zaczęłam liczyć i dziękować, co ostatnio mi nie wychodziło…
Pełna, podniecająca dziesiątka wybita na moich pośladkach.
Nie dając mi dojść do siebie i rozkoszować się bólem pośladków, tym spływającym jak karmel, Pan złapał mnie za kudły, sprowadził na kolana i spytał „Co jeszcze byś chciała”.
Jak się o mnie troszczy, mój ukochany Pan :-)
Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo już Jego kutas wypełniał moje usta.
Nadawał rytm, poruszając moją głową, czułam momentami że jest za głęboko, że krztuszę się, ale co to za uczucie, trzymać kutasa Pana w ustach… ”

Pierwszą środę grudnia świętowałam przyzwoicie. Tak jak zawsze chciałam. W końcu każda środa jest doskonałą okazją do loda. Co ja mówię, każda środa? Każdy dzień… :roll:
Zaczęło się od środy.
Zaskakiwanie.
Czwartek był dzień przerwy.
Piątek…

„Chodziłam po mieście, byłam w centrum handlowym na małych zakupach, nie podejrzewając, że wieczór może być tak zimny, założyłam legginsy i stringi. Ładnie pięknie się chodziło, w cieple, oglądało przyozdobione świątecznie witryny, mijało ludzi w szale zakupów, kupiłam tego dnia pierwszy prezent na święta, oczywiście dla mojego Pana :-)
Dla nikogo nie wybierałam tak długo prezentu :-) zależało mi, żeby prezent spodobał się mojemu Panu…
Ubrałam się, zastanawiałam się o której przyjedzie mój transport i poszłam na przystanek.
Okazało się, że za 7 minut mam tramwaj, to taka ucieszona, nie potrafiąc ustać w jednym miejscu tuptałam sobie w jedną i drugą stronę.
I super, świetnie, podjechał tramwaj, wsiadam i nagle poruszenie i ludzie wysiadają. Pytam się pani stojącej obok co się dzieje (wyciągając wcześniej słuchawki z uszu), po czym pani mi odpowiada, że tramwaj dalej nie pojedzie bo jakieś remonty są. I trzeba iść na drugą stronę.
Tak patrzę na drugą stronę, ani oznakowania żadnego, nic kompletnie. Ludzie wysiadają, idą tam.
A ja powoli się spinałam. Kurczę, nie wiadomo o której autobus podjedzie, a tu już późna godzina, a jeszcze miałam wypełnić swoje obowiązki..
Szukałam w myślach najlepszej opcji, jak tu najszybciej do domu wrócić. Cały dzień nic nie jadłam i mądra Su poszła na zakupy o pustym żołądku. Inteligentne serio.
Zaczął siąpić deszcz, tak nieprzyjemny i zimny, czułam jak zimno przenika moją skórę i wnika w kości. I zaczęłam przeklinać swój wybór bielizny. Kawałek materiału i paseczki. Na takie zimno..
Głupio przyznać tyłek mi zmarzł.. tak bardzo mocno.
Deszcz padał. Wiało. Było mi zimno i byłam głodna, włosy miałam wilgotne już a zbliżała się 21.
Już wpadałam powoli w histerię, co ja powiem mojemu Panu, nie zdążę, nie zdążę z tym wszystkim, katastrofa…!
Bliska płaczu piszę do Pana co się dzieje, że cholernie mi zimno, że nie ma autobusu…
I nagle przejechał autobus. Przejechał. Nie zatrzymał się. A ludzie wkurzeni.
Ja też. I załamana.
Piszę dalej smsa.
Że nie wiem co mam robić, że tak bardzo mi tyłek zmarzł, że ja zmarzłam i w ogóle..
Za chwilę telefon. Dzwoni mój Pan. I zaczynam się żalić, mówić jak mi źle, że głodna jestem i w ogóle, już czułam jak mi łzy ściekają po policzku.. A Pan się pyta. Jak daleko mam do ronda, tam gdzie zawsze na Niego czekam.
Ja mówię, że blisko, że tylko przejść i w ogóle.
Taka zaskoczona byłam… i moje myśli, matko, Pan wysłał kogoś! O nie! Taka delikatna, nieśmiała myśl, a może to Pan we własnej osobie przyjechał…? Ale zaraz się otrząsnęłam, i słuchałam co Pan mówi. I szybko zaczęłam tuptać w stronę ronda… taka przerażona delikatnie, bo przez telefon Pan wydawał się wkurzony…
I zaraz samochód podjechał, patrzę na Niego, nie jest wkurzony chyba.. I taka zaskoczona się pytam ale jak? Jak to możliwe, że jesteś i w ogóle..
Okazało się, że Pan był już pod moim domem, myślał że już wróciłam.. Jeju, ale miałam wyrzuty sumienia…
I tak już opadało zdenerwowanie, coraz bardziej się cieszyłam…
Weszliśmy do domu a Pan wyciąga pożywienie.
I Pan zaczął karmić Su :-) o to już był wkurzony. I czekał dopóki nie zjem. To mnie, delikatnie mówiąc, rozwaliło na łopatki :-)
Już wiedziałam po co Pan mi kazał położyć na łóżku Czarnego Przyjaciela, żeby czekał :-)
Było mi tak zimno. Ale jak wylądowaliśmy pod kołdrą, i to nasze 70 stopni… :-) momentalnie zrobiło się gorąco :roll:
I te zabawy, rżnięcie, oczywiście Pan nie mógł sobie odpuścić i mnie łaskotał, zaraz potem byłam instrumentem i grał na mnie a zakończyło się podszczypywaniem :-) i jak mam siniaki, to Pan nie wie, nie ma pojęcia skąd one się biorą… :-) No taak… :-)
I leżeliśmy… i było mi tak dobrze… i co to była za niespodzianka.. :-)
No ale.. wszystko co dobre kiedyś się kończy…
Tak bardzo byłam niepocieszona jak mój Pan musiał jechać.. spytałam się, czy mogłabym sobie odpuścić wpis, dostałam pozwolenie, ogarnęłam siebie, wszystko dookoła i położyłam się.
Spytałam się, czy mogę iść spać, Pan pozwolił i usnęłam…”

Pan się śmiał, że napada mnie o każdej porze dnia i nocy.. hmm, właśnie… :roll:

Następnego dnia, mając w pamięci poprzedni wieczór, nieco zmęczona ale jakże szczęśliwa, wstałam, ogarnęłam się i pojechałam.
Koło 15 wracałam do domu. Uśmiechałam się, mimo tych incydentów w ciągu dnia..
Już do domu weszłam, ogarnęłam się, założyłam moją ulubioną, ciepłą bluzę do spania, wskoczyłam pod kołdrę, przekąsiłam coś niecoś, przeglądałam neta, takie spokojne popołudnie.. No, nie do końca takie spokojne…

„Telefon dzwoni. Mój Pan.
Nie spodziewałam się telefonu od Niego, przecież sobota i w ogóle, tak delikatnie mi się usypiało…
Rozmawialiśmy. Opowiadałam co się dziś działo, jak spędzałam czas. Momentami Pan jakoś dziwnie mówił, nie umiem zdefiniować tego ‚dziwnie’, ale nie tak jak zazwyczaj. I myślałam, że pogadamy trochę, pośmiejemy się, będzie koniec rozmowy i będę leżeć dalej..
A za chwilę Pan mówi, żebym zeszła mu drzwi otworzyć :-)
No to szybko zbiegłam po schodach, tak myślałam, ale wczoraj się widzieliśmy, to jak to, dzisiaj też…?
Ale byłam zadowolona.. :-)
I prosto do łóżka…
Ja oczywiście dużo do zdejmowania nie miałam ale ostatnia w łóżku się znalazłam.. ooj tam oj tam.. :-)
Zaraz się ogrzałam, a raczej to mój Pan mnie ogrzał swoim dotykiem.. :-)
I było pieprzenie palcami.. :-) przygotowanie… i za chwilę rżnięcie.. i Czarny Przyjaciel.. i o masakra, momentami oddech traciłam…
No ale Suka oczywiście musiała coś spieprzyć..
Nie posłuchała Pana.. i nastrój minął..
Leżeliśmy jeszcze, przytulaliśmy, ale.. czuć było zmianę.
A jak Pan wyszedł.. Suka zaczęła wyć..
Po prostu, wtuliłam się w Misia i zaczęłam wyć. Byłam bliska krzyku, Pan jeszcze zadzwonił, trudno było udawać że jest ze mną ok.. ale jakoś się pozbierałam, ogarnęłam.. I zauważyłam, że ubrudziłam Misia.
Następnego dnia była rozmowa o tym, co się wydarzyło…”

Najwspanialsze dni mojego życia… szkoda, że to tak krótko trwało.
Na kolejne spotkanie czekałam ponad dwa tygodnie…

Su Anusz.