Potknięcia (nie)pokornej Suki.

Standardowy

Bywa tak, że czasem brak mi pokory. Oczywiście. Mimo że jedna z zasad brzmi właśnie POKORA, zdarzają się momenty, kiedy tej pokory niestety nie widać. Tak jakby na jedną chwilę wyparowała. 
Wtedy ja zamykam się w Czarnej Otchłani, a Pan wkurzony i zdenerwowany (na mnie) przekierowuje mnie na właściwe tory.
Bywam wredna, uparta, złośliwa, niepewna, panikuję, histeryzuję i czasem wycofuję się z życia. Ale bardziej niż kultywowanie moich (złych) nawyków pragnę stać się taką Suką, jaką sobie wymarzył mój Pan.
Posłuszną, pokorną, wierną, doskonałą, idealną.
Dla Niego. 


To było długie spotkanie po bardzo długim okresie czasu, byłam nakręcona, bo przed tym długim spotkaniem było jeszcze to spotkanie krótsze. 
Nakręcenie można interpretować na rożny sposób. Pobudzenie, podniecenie, fioł, niecierpliwość, pragnienie.
Ok, ok, to wszystko było, ale…
Było coś jeszcze.
Było uczucie strachu, które zostało zasiane jakiś czas temu. I samoświadomość, że przez to, co robiłam, nie będę przytaczać tego, bo  wstyd się przyznawać, przez to co robiłam, czeka mnie kara.
I nie mizianie, dwa uderzenia trzcinką i groźna mina.
Tylko coś bardziej głębszego.
I wiedziałam, wiedziałam że mnie to nie minie.
Bo wiedziałam, że przeskrobałam więcej niż zwykle, i moje działania nieprzystające Suce wymagają kary, pokazania, czy raczej przypomnienia, gdzie moje miejsce, jakie moje obowiązki i zasady.
Drżałam. Ciągle drżę, bo zdradzę w sekrecie, że.. jakoś na tym spotkaniu nie udało się zastosować kary. Wiem, że to co zrobił mi Pan na ostatnim spotkaniu to tylko ledwo widoczny czubek góry, gdzie na kolejnym spotkaniu czeka mnie cała reszta tej góry.
Wybrałam sobie karę. A może to tylko część kary, a może tylko rozrywka, nie wiem.
Ale zaskoczyło mnie to, jak Pan zapytał, czy chcę 16 minut czy kija.
Myślałam że jak zawsze się ze mną droczy, bo przecież Suka nie ma wyboru, prawda?
Tak więc myśląc, że znów się ze mną droczy, i że po tym jak ja powiem o moim „wyborze” i tak zrobi po swojemu.
Wybrałam 16 minut. Pan się zgodził. Powiedział dobrze, będzie 16 minut.
Otworzyłam szeroko oczy, ze zdumienia, zaskoczenia, zabrakło mi języka w pysku..
Ale jak to?
Dopiero po chwili zaczęłam się zastanawiać. 16 minut ale CZEGO? 16 minut, to bardzo dużo czasu, może się wlec w nieskończoność z wisienkami, ciężarkami i chłostą a może zlecieć jak z bicza strzelił. No, ciekawe porównanie, aczkolwiek.
Przeraziła mnie wizja 16 minut czegoś.
Może ten kij byłby lepszym rozwiązaniem? Ale do końca byłam pewna że to tylko żart..
Tak się zastanawiam, może ja coś zaproponuję?
Ostatnia karę jaką pamiętam to była ta z wisienkami, ciężarkami, nie pamiętam ile to minut wtedy było ale myślałam że klęczę w nich godzinę… klęczałam, byłam przywiązana, oparta o drzwi..
Bałam się wtedy. Bałam się i bolało.
Bo chłosta w Zielonym Apartamencie.. to o tym już nie wspomnę. To dopiero było..
Nie chłosta sama w sobie ale to wszystko co wpłynęło na moją psychikę, co spowodowało że się bałam, i odczuwałam mocniej i mocniej..
Możliwe że to trochę kwestia wybujałej wyobraźni, której (czasami niestety) jestem właścicielką.
W każdym razie.
Przygotowywałam się na spotkanie, bardziej pod kątem.. hmm.. stroju.
Miałam dla Pana prezent.
Od razu na początku miesiąca zamówiłam, i szczerze mówiąc… delikatnie, ale delikatnie jestem rozczarowana.
Myślałam że packa będzie większa i solidniejsza, na taką wyglądała na zdjęciu, a tu miałam wrażenie że to zestaw dla początkujących.. :-)
Zobaczyłam packę i zaczęłam się śmiać :-) pomyślałam że Pan uderzy raz w mój tyłek i ją złamie..
Cały zestaw zawierał opaskę na oczy czerwoną i.. kajdanki z czarnym futerkiem.
Jak futerko :-) to klasyczna czerń :-) czerwień bywa intrygująca :-)
Ale.

Oczywiście przygotowałam strój.

Za czerwonymi pończochami z oczkami chodziłam od kilku miesięcy, ale w końcu znalazłam! I od razu, ze zdenerwowania jak w łazience się przebierałam to zrobiłam dziurę.
A miały być na Klimatyczną następną!
Koszulka czarna, ta co z tyłu jest przezroczysta, i specjalnie na ta okazję skombinowałam czapeczkę. Ale z rogami. I takim sposobem stałam się reniferem.. miałam zrobić jeszcze czerwony nos ale kompletnie mi to wyleciało z głowy.
Wyszłam, dałam prezent mojemu Panu, ii czekałam niecierpliwie! :-) sugestywnie wskoczyłam na łóżko i wypięłam tyłek, ale ciągle patrzyłam co Pan na to :-)
Jakoś.. bardziej od trzcinek i patyczków wolę coś, co ma dużą powierzchnię.
A już najbardziej podoba mi się pas :-) A ten na spotkaniu!
To był obłęd! Jeszcze tak mocno go nie czułam! Ale i tak go lubię.. :-)

Na następnym spotkaniu wieeeem. Wiem. Że kara mnie nie minie.
Wiem.
Zdaję sobie z tego sprawę. A moim zdaniem, wiem że Suka swojego zdania nie ma, ale moim zdaniem uważam, że 16 minut to za mało i to może być na rozgrzewkę.

Chociaż perspektywa kary na następnym spotkaniu, wspomnienia całego wieczoru, który razem spędziliśmy, czerwony tyłek i ślady, ból przy każdym ruchu, to zniknęło gdzieś w momencie, jak przytuliłam się do Pana i usnęłam, po raz pierwszy od bardzo długiego czasu spokojnie i z błogim uśmiechem na ustach…

 

 

 

 

Su Anusz. 

Sucze Fantazje *Historia*

Standardowy

- Mmm, iść się już przebrać..? – wymruczałam do swojego Pana, jeszcze się tuląc i łapiąc ciepło z Jego ciała.
Dostałam przyzwolenie, uśmiechnęłam się lekko i postanowiłam wstać. Jeszcze chwilę się przekomarzaliśmy na temat tego, co będzie dalej, po moim wkroczeniu do pokoju, jeszcze sennie podeszłam do biurka, zabrałam swoją różową torbę niespodzianek i poszłam do łazienki.
Wiedziałam że jest już późna godzina, tak dobrze nam się spało, ale nie odpuszczę tego pomysłu. Nie. Za bardzo się na niego napaliłam, za dużo czasu na niego poświęciłam i włożyłam, w przygotowania całe swoje serce.
Muszę wyjść i się pokazać, nawet jeśli miałabym się w tym położyć spać.
Ominęła mnie chłosta.
Nie wiedziałam, czy się cieszyć czy płakać. Miała być, tak się bałam, widziałam sznury dyskretnie przywiązane do nóg łóżka i to powodowało, że przebiegały po moim kręgosłupie silne dreszcze. Podniecenia? Strachu?
Jednego i drugiego zapewne.
Wróciłam do łazienki. Wyciągnęłam wszystko, czego potrzebowałam, bodystocking z ostatniej imprezy klimatycznej, woreczek z akcesoriami, kosmetyczkę.
Przeczesałam włosy, poprawiłam makijaż, i nie mogłam się doczekać aż założę całą resztę. Siłowałam się zakładając nogawki od bodystockingu, ale w końcu założyłam.
I wiedziałam że popełniłam błąd, bo nie miałam jak założyć ogona. No to znów się rozebrać, zapiąć ogonek, założyć.. Eh!
A ja już chciałam wychodzić!
Założyłam uszka, założyłam łapki. Zapięłam swoją obrożę. Spojrzałam w lustro.
Wilczyca.
Nie kotka, pielęgniarka, policjantka. Wilczyca.
Wszędzie pełno było kotków. A ja nie jestem kotek. Ja jestem Sunia. I nie będę z siebie kotka robić.
Znalazłam na necie uszka i ogonek. Doszyłam kokardki. Łapki zrobiłam sama, z futerka. Też kokardki doszyłam.
No ogólnie to kokardki były wszędzie gdzie się dało. Nawet na ogonie i przy obroży.
Narysowałam sobie czarną kredką nosek i wąsiki. Jeszcze raz się obejrzałam. No mnie się podobało, jeszcze jak się spodoba mojemu Panu to :-) będzie cudnie :-)
Padłam na kolana, żołądek się lekko zwinął. Zależało mi na tym, żeby efekt się spodobał…
Nacisnęłam klamkę, ramieniem pchnęłam drzwi i wyszłam. Z pochyloną głową, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Jak podeszłam wystarczająco blisko podniosłam głowę.
Zachciało mi się śmiać z samej siebie, co ja robię…
Ale Pan.. no wydaje mi się że był zachwycony, Jego uśmiech, to jak mnie oglądał i mówił że ciekawy pomysł, że bardzo fajnie :-) tak, to chciałam usłyszeć :-)
Ale za chwilę wydarzyło się coś, czego się zupełnie nie spodziewałam..
Klęczałam przed Panem, najpierw kazał mi zamknąć oczy, za chwilę je zasłonił.
Po chwili usłyszałam znajomy dźwięk, klamry od pasków. Bransolety. Na nadgarstki. Tak dawno ich nie czułam, przerażenie wróciło, co się stanie?
Ta niepewność sprawiła, że automatycznie wykonywałam czynności. Pan mnie prowadził, delikatnie podnosił moją rękę żebym ja to zrobiła, opuścił, drugą sama podniosłam, później pociągnął mnie za sobą, poszłam za Nim grzecznie, oczywiście na kolanach, Pan mnie ustawił i… coś mi zadźwięczało w głowie, ale jeszcze nie wiedziałam co..
Poczułam za plecami łóżko. I nagłe olśnienie. Przecież ja o tym pisałam. Wydaje mi się? A może mi się śniło? A może deja vu?
Okazuje się, że Pan spełnia moją fantazję :-) jak zawsze zresztą :-)
Ale nastąpiła mała modyfikacja. Ręce owszem, rozłożone, ale związane w taki sposób, że klęczałam i leżałam na łóżku jednocześnie.
Nioe spodobała mi się ta pozycja, bo za chwilę mój Pan zaczął mi wiązać nogi tak, że były rozłożone.
- To po to, żebyś ich nie składała – zadrżałam na dźwięk Jego głosu. Poza tym, tak rozłożoną łatwo było mnie chłostać po piersiach..
Czując obezwładniający strach, co chwila podnosiłam się na tyle, na ile pozwalały mi związane ręce. Nic nie widziałam. Czułam, nasłuchiwałam.
Po chwili byłam pozbawiona wzroku i zakneblowana tą słodką, czerwoną kuleczką na pasku. Świetnie. Jeszcze nie mogę śliny połknąć. Coś jeszcze? Chyba pomyślałam to w złą godzinę, bo poczułam dłonie Pana w bliskim pobliżu moich piersi…
Jęknęłam przestraszona i drgnęłam. Co teraz? Co…?
Bliżej nieokreślone uczucie, jakby coś przyklejanego do piersi, coś.. ale nie wiem co.
Prąd? O nie, tylko nie to.. Skoro jedna nakładka jest tutaj, to druga będzie niżej..
Ale okazało się że nie. Że to nie prąd. Do tej pory nie jestem pewna co to było, ale myślę że to były wisienki wibrujące.
Jak Pan włączył wibracje.. kolejny raz zadrżałam, ze strachu, myśląc, że to jednak prąd. Ale nic się nie zmieniało, ani natężenie ani odczucia także byłam pewna że to wisienki.
Teraz podnosiłam się po to, żeby przełykać ślinę.
„Ale czy to nie do tego służy? Żeby ślina ciekła strużkami po brodzie?”, w takich sytuacjach naprawdę, mam skłonności do filozofowania, chociaż wtedy nasila się mój „brudny język”…
I czekałam co dalej…
- Chyba muszę przypomnieć ci, gdzie twoje miejsce… – i już wiedziałam, że mam przerąbane.
Na udach czułam trzcinkę, dyscyplinę, chyba tą czerwoną co lubię ją czuć na piersiach przy rżnięciu, był kij, który Pan specjalnie na tą okazję zabrał.
Panikowałam, mocno panikowałam, ale to jeszcze nie był koniec.
- Chciałaś ostatnio chłostę cipki, taką mocną.. teraz jest idealna okazja… – o nie. Ja? Coś takiego mówiłam? Ja?
- Poproś.
Staram się spiąć i poprosić, ale knebel mi tego zadania nie ułatwia, także maksymalnie wysilam swój język próbując powiedzieć „Proszę”, ale w rezultacie wychodzi jakiś bełkot, który sprawia, że się rumienię ze wstydu.
Ale Pan zrozumiał. I poczułam trzcinkę na udzie.
Kurczę, ale gdybym napisała, że.. mi się to nie podobało :-)
Ja chcę knebel częściej :-) będę wierszyki recytować :-) albo książkę będę czytać :-)
Za chwilę Pan skupił swoją uwagę na mojej cipce, co chwila drażniąc okolicę.
Odechciało mi się spać. Czujnie leżałam i nasłuchiwałam. Pan wyszedł zapalić? I tak po prostu mnie zostawił?
chyba za bardzo się rozluźniłam, bo poczułam plaśnięcie i słowa „Ale ja tu jestem” wwiercały się w moją głowę.

Pan bawił się mną, drażnił igłą, wbijał ją, w końcu pomyślałam, że przebije się na drugą stronę, czułam zapach spirytusu, którym przetarł to miejsce, ale stwierdziłam, nie zrobi tego przecież..chyba? Nie?

Pan ułożył mnie na nowo, tym razem na łóżku, cały tył był do jego dyspozycji. Nogi przywiązane, rozłożone, tak samo ręce.
I na zmianę, pośladki, plecy, pośladki, uda, pośladki… był pas, pas był mocny i po raz kolejny łzy w oczach mi stanęły. I kijek. I dyscyplina. I tyle to trwało.
Poproś.
Poproś…
POPROŚ…
Prosiłam. Co dziwne, nie robiłam tego wbrew sobie. Prosiłam bo chciałam.
Leżałam, przyjmowałam razy, prosiłam.
Oczy mnie piekły, chociaż wcale to nie było takie straszne.
I Pan się zapytał. Czy chcę jeszcze pas, tak mocno. Sucza część mnie krzyczała tak, jeszcze pas jeszcze pas, jeszcze mocno!
Pokręciłam przecząco głową i cicho wybełkotałam nie, czując łzy porażki. Nie podobało mi się że tak łatwo zrezygnowałam. Że odpuściłam. Dlatego nie lubię mieć wyboru, bo zazwyczaj żałuję. A jak już się zdarza ten jeden moment na milion. Że mogę wybrać, zadecydować. To staram się żeby to przyniosło zadowalające skutki i dla mnie i dla Pana. 
Z drugiej strony wiedziałam, że jak będzie jedne mocny pas (wiem, że byłby naprawdę mocny), to bym nie dała rady i bym się rozbeczała jak dziecko.
Nie lubię płakać. Ale czasem to silniejsze ode mnie.
Po tym jak Pan skończył się śmiać, triumfalnie, mówiąc tym samym bezgłośnie „Wiedziałem, że tak powiesz”.
Powoli mnie rozwiązywał, ja bezwładna leżałam, Pan wyciągnął knebel z moich ust i położyliśmy się, ja wtulona w Niego…
Chciałam igieł. Chciałam od dawna. Akurat Pan zaproponował podwiązkę.
Przepełniona strachem ale i ekscytacją, jak to będzie, igły na udach, jak to będzie boleć, a przede wszystkim, jak będzie wyglądać podwiązka z igieł i sznureczka?
No ale. Położyłam się na brzuchu. Cała ceremonia przygotowania. Waciki, spirytus, rękawiczki..
Już same te działania budziły we mnie strach. A jak Pan przymierzał się do wbicia pierwszej igły, spanikowana podskoczyłam na łóżku jak oparzona i zaczęłam krzyczeć „Nie! Czekaj! Czekaj! Chwila! Muszę się psychicznie przygotować!”.
Jakie to było… szalenie niewłaściwe! Teraz mi głupio że tak wyskoczyłam..
Ale Pan cierpliwie poczekał, wzięłam kilka oddechów, powiedziałam „Już” i się zaczęło.
Jęczałam, stękałam, piszczałam… a ledwo igła się wbiła w moje ciało. Czułam jak się przesuwa, dalej i dalej, i wybija się drugą stroną. Myślałam po raz kolejny, że to gdzieś 5-8 cm. I już moja wyobraźnia zaczęła działać, jak igła przebija się przez mięśnie, krwawię i w ogóle.. ale to tylko moja wyobraźnia… :-)
Kurczę no, bolało. Może nie bardzo ale bolało. I jak już igła była w środku to piekło.. nie pamiętam czy na plecach miałam takie samo pieczenie po przebiciu igły.
Ale za chwilę była druga, też kilka oddechów i jazda.. też bolało, też się kręciłam, jęczałam, stękałam..
I też piekła. Trzecia tak samo.
Później Pan przewlekał sznureczek czerwony. Coś tam misternie układał, wiązał…
Ja wstałam, podeszłam do lusterka ii :-) no efekt mi się spodobał :-) i tak pomyślałam, iść na imprezę klimatyczną w takim gorsecie z igieł i wstążek, z podwiązką taką jak ta, na którą patrzę… :-)
Położyłam się, Pan zrobił zdjęcia i nadszedł moment.. wyciągania!
- Szybko czy wolno…?
Chwila zastanowienia… wolno.. ostatnio było wolno.. to teraz szybko?
Zdecydowałam jednak że wolno, ale w ostatnim momencie krzyknęłam że szybko :-) coś za często krzyczę..
Pierwsza igła, ból, szybkie pozbycie się.. i moje mieszane uczucia. Bolało. Ale z drugiej strony jakoś.. tak.. podniecało. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale czułam w dole takie ściskanie..
Później była druga. Podobne w odczuciu. I trzecia. I się zastanawiałam jak to możliwe że takie skrajne emocje, uczucia we nie budzą igły..?
Trochę się wstydziłam powiedzieć Panu o tym, że to mnie podniecało, to szybkie wyciąganie.. dla mnie samej to było dziwne, dzikie, niecodzienne i w ogóle jakieś pokręcone..

Tydzień temu, ehh… :roll:

Usnęliśmy.
Byłam spokojna. W końcu nie przytulałam się do misia. Tylko do mojego Pana.
Spokój, bezpieczeństwo.. Czego chcieć więcej…

She wolfPodwiązka

Su Anusz.

Suka w szoku.

Standardowy

Wczoraj jak się położyłam, poprosiłam Pana o dotykanie.
Pan zaznaczył, że mogę się miziać po udach troszeczkę, po piersiach niedużo i że mam nie zbliżać się do cipki.
A ja właśnie dlatego się pytałam.. No ale ciesząc się z tego co mam, przygotowałam się do dotykania. Odsunęłam od siebie całkowicie kołdrę, rozłożyłam nogi. I gładziłam uda. Po wewnętrznej stronie, przesuwałam delikatnie palcami wywołując gęsią skórkę i dreszcz przyjemności.
Ale to wszystko. Dreszcz przyjemności. Gęsia skórka.
Piersi też tak jakby się wczoraj wyłączyły. Niby coś tam czułam, ale to nie były spadające gwiazdy.
Czułam się zawiedziona. Zawsze jak się dotykałam, robiło mi się tak dobrze, i chciałam więcej i więcej, ale teraz.. Pan mnie przeprogramował..

Do niczego więcej nie doszło. Napisałam co robiłam, streściłam, poprosiłam o sen i po zgodzie usnęłam.

Rano wykonałam standardowe czynności, by doprowadzić się do stanu używalności. Żeby sprowokować, miałam założyć sukienkę, krótką, mimo że w porannym mailu napisałam wyraźnie, że założę dżinsy i koszulkę niebieską. Ale zdecydowałam się na dżinsy i bluzkę bez ramiączek, stylizowaną na gorset. Głęboki dekolt obowiązkowo. Cóż, po spojrzeniu w lustro stwierdziłam, że jednak delikatnie przesadziłam, Ale co tam, jak prowokacja to w jak najlepszym wydaniu. Zarzuciłam niebieską narzutkę, ulubioną przez ostatnie dni i wyszłam.


Pan chcąc się dowiedzieć jak wygląda prowokacja spytał się, czy się dowie czy pozostanie to tajemnicą.Spytałam się, czy mogłoby być tak, że wrócę do domu, zrobię zdjęcie i wyślę.
W odpowiedzi mój Pan napisał, że on myśli, że jednak dowie się wcześniej, ale może tak być.
Tak się zastanawiam.. Przyjedzie? Nie, niemożliwe. Przyjedzie i się nie pokaże? Noo, bardziej. Przyśle kogoś? Tak, to już jak najbardziej prawdopodobne.
Zajęłam się tym co miałam zrobić, nie myśląc zbytnio o tym smsie.
Bo co, moja droga do domu będzie wyglądała tak jak zawsze, sms że wychodzę, tuptam na przystanek i do domu. Ta sama droga, ten sam czas, może myśli nieco inne niż przez ostatnie kilka dni.
I kolejny sms który wytrącił mnie z równowagi.
Jaka ma być niespodzianka. Duża czy ogromna.
:-) już mnie policzki bolały, nie potrafiłam się nie uśmiechać, czyli że co, że przyjedziesz i się spotkamy i będziesz :-)
Napisałam wymijająco, bo nie wiedziałam co się kryje za pojęciem  „duża” a co za pojęciem „ogromna”.
Byłam bardziej jakoś przekonana do dużej..
Ale po chwili przyszedł sms, że o 12:30 kończę to, co właśnie robię i idę pod P.
Zerknęłam na zegarek. 12:23.
Mam chwilę czasu. Ale odpisałam na smsa. I w sumie zaczęłam się zbierać 5 minut wcześniej. Wolałam sobie na spokojnie dojść w wyznaczone miejsce.
Byłam podekscytowana. Co mnie czeka w tym miejscu. Przede wszystkim kto..
Zostałam zaczepiona przez trzech osobników płci męskiej, na własne życzenie, przez dekolt, i jego można było nazwać ogromnym, ale pomyślałam dekolt, dobrze że dziś taką bluzkę założyłam..
Już już zbliżałam się do celu…

Na miejscu przystanęłam. I zaczęłam się zastanawiać czego w sumie mam się spodziewać. Miałam już pisać, że jestem i czekam, ale nie nie..
„Stój. Zatrzymaj się :-) moja Su :-)”
No to stanęłam i zaczęłam się śmiać.
Czyli już jest :-) i widzi mnie :-)
Ale czemu ja jeszcze Jego nie widzę…???
Już napięta pisałam sms że stoję ale nie widzę…
„Spójrz w górę. I obróć się dookoła :-) moja Su :-)”
Tak się spojrzałam na tego smsa.. jak to na górze? Gdzie? To niemożliwe.. ale spojrzałam w górę, spojrzałam w prawo, w lewo, nic.
Natomiast dostałam kolejny sms.
„Nie oszukuj :-) dookoła miało być :-)”
8-O
Aaale.. jak to?
Napisałam bardzo hmm odważny sms „No gdzie??? Nie drażnij się ze mną Panie mój :-)”, zdążyłam go wysłać, podniosłam głowę :-)
I już zauważyłam mojego Pana, który szedł w moją stronę :-) dzieliła nas co prawda ulica i bałam się, żeby nic mnie nie potrąciło..
Ale przeszłam, ładnie się rozejrzałam przed przejściem na drugą stronę..
I jak już byłam blisko, na wyciągnięcie ręki, jakoś mnie oczy zapiekły.
W końcu wtuliłam się w mojego Pana, którego nie widziałam prawie miesiąc…

W niedzielę byłoby 31 dni.
29 dni bez kontaktu fizycznego. Jakiegokolwiek. Bez kontaktu wzrokowego. Bez rozmów takich w cztery oczy.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Byłam jeszcze zaskoczona, nie wierzyłam że to prawda, że się widzimy, bałam się, że faktycznie zobaczymy się dopiero w październiku..
Ale mój Pan znalazł dla mnie chwilę.. :-) jeju, jaki On jest kochany..

Wsiedliśmy do samochodu, jeszcze dobrze nie oswoiłam się z nową maszyną, ale już wiedziałam co mi będzie przeszkadzać.
Pan wywiózł mnie w Nasze miejsce. Jak jechaliśmy, myślałam tylko „Będzie rżnięcie”.
Ale..
Poszliśmy na krótki spacer. Tym razem nie było pokrzyw :-) ale doskonale pamiętałam ten epizod i sama nie wiedziałam, czy poprosić o kilka czy może cieszyć się chwilą.
Wybrałam to drugie.
Pan przypomniał moim pośladkom, jak cudowny jest Jego dotyk, ściskanie i klapsy, przez co robiło mi się prawie słabo z podniecenia.
Później zajął się moimi piersiami, przygryzł sutek a ja odchyliłam głowę. Chciałam żeby mnie zerżnął, opartą o drzewo, wyłożoną i gotową na trawie, jakkolwiek, ale żeby zaszczycił mnie swoim kutasem. Zamiast tego schował moje piersi, a ja nieco zakręcona dałam się prowadzić dalej. Pokazałam ścieżkę, gdzie szłam jak ostatnio byłam w tym miejscu na spacerze. Co z rozpaczy tuliłam samotne drzewo szukając pocieszenia. Ale drzewo mnie nie przytuliło. Było szorstkie, twarde i… to nie to samo co mój Pan, a wtedy potrzebowałam, żeby ktoś mnie objął.
A dalej pokazałam jak bażant wyskoczył z krzaków i jak wtedy zaczęłam krzyczeć. Dobrze że wtedy nikt nie szedł ścieżką. Bo byłby wstyd.. :roll:
Jeszcze kawałek się przeszliśmy, cały czas rozmawialiśmy i tak bardzo nie chciałam żeby to się skończyło…
Ale poszliśmy usiąść na ławkę. I zawiedziona pomyślałam, że rżnięcia nie będzie.. już miałam protestować, że tak być nie może, że ja nie wytrzymam tak napalona do spotkania…
No ale Pan wstał i zaprowadził mnie na tylne siedzenie…

Usadowiłam się na środku czekając aż mój Pan zajmie miejsce obok mnie, ale… On wsiał za kierownicę.
Przeraziłam się. Jak to?
A jak będzie tak jak kiedyś? Wywiezie mnie, wpieprz i koniec..? Ale przecież byłam ostatnio grzeczna.. w miarę.. no tak, byłam grzeczna..
Ale co się okazało tylko przeparkowaliśmy. I mój Pan zaraz wskoczył do tyłu. Obok mnie. Ja już wiedziałam jaką pozycję miałam przyjąć. Położyłam się na plecach, z głową na Jego kolanach, nogi zgięłam..
Będzie rżnięcie :-)
Najpierw piersi. Dopieszczone na kilka sposobów. To mocne ściskanie które uwielbiam. Albo ściskanie samych sutków..
Ale ja nie chciałam tego. Specjalnie podnosiłam biodra, żeby dać delikatnie do zrozumienia, że miejsce najbardziej potrzebujące uwagi jest niżej…

Jak w końcu poczułam, że mój Pan rozpina mi pasek… to już był.. koniec.. już wiedziałam co będzie.
To budowane napięcie, bo pasek, guzik, zamek, pomyślałam no ile jeszcze..
A jak w końcu poczułam. Jego dłoń. Pod materiałem stringów.
Oszalałam. Pociemniało mi przed oczami, ogłuszyło mnie to. Tak spragniona w końcu poczułam jak palce ocierają się o ten jeden najważniejszy punkt i jak powoli odbiera mi rozum.
Zaczęłam się wyginać, jęczeć, sapać, wszystko byleby ta chwila trwała.
Dostałam dwa razy w pysk, myślałam że będzie trzeci, ale te dwa i tak mnie pobudziły.
Ale to dopiero był początek. Bo jak poczułam palce mojego Pana w cipce..
Kolejny raz mi pociemniało przed oczami.
Jego palce poruszały się najpierw powoli i miarowo, rozgrzewając mnie bardziej. Z czasem było czyste rżnięcie gdzie odbierało mi głos.
A jak w końcu doszłam, oczywiście najpierw pytając się czy mogę, prawie nie kontaktowałam, Pan powiedział, że mam prosić, zrobiłam to mimo tego, że czułam jak obezwładnia mnie orgazm. Już oczy przymknęłam i koniec.
Po mnie.

Leżałam dłuższą chwilę z zamkniętymi oczami. Oddech wracał do normy. Zaczęłam się uśmiechać i spojrzałam na mojego Pana. Spoglądał na mnie z góry.
Jak ja to lubię, kiedy tak na mnie spogląda, czuję się taka mała, ale bezpieczna, wiem że nic mi nie grozi, jeszcze jak się tak ciepło uśmiecha…
Nareszcie, po prawie miesiącu w końcu doszłam, tak jak chciałam, nie z własnej ręki, z reki Pana, za Jego pozwoleniem, wiedzą… najważniejsze, że było to Jego dzieło.
Ja nie mam ochoty dochodzić już sama.
Zdążyłam jeszcze podziękować i… :-)
Po chwili zamiana ról.. powoli zaczynałam myśleć, że zapomniałam jak się obciąga, ale.. pewnych rzeczy się nie zapomina…  :oops:

Lubię zaczynać od delikatnego muskania. Takie przywitanie mówiące „Teraz odpowiednio się Tobą zajmę”.
Angażuję się etapami, przechodząc do delikatnych pocałunków, czasem na zmianę liżąc kawałek po kawałku. Dziś chciałam się dłużej pobawić. Więcej czasu poświęciłam na muskanie i lizanie. Ale przeszłam do zabawy ustami. Najpierw sam czubek zamknęłam w ustach, otwierałam je coraz szerzej i szerzej, zjeżdżałam niżej, aż w końcu większa część znalazła się w środku.
Później już nie za bardzo kontrolowałam to, co robię, oprócz ust miałam jeszcze dłoń, także.. oh jak mi tego brakowało…
Momentami wydawałam z siebie jęki, bo mój Pan upatrzył sobie obiekt do drażnienia. Moje sutki.
Tak to jest, byłam wypięta do okna, moje piersi znajdowały się blisko Jego ręki to czemu nie skorzystać?
Ale halo, to było cudowne, miałam kutasa Pana w swoich ustach :-D
Po prawie miesiącu abstynencji.
Zalać mój Suczy pysk? Ależ oczywiście :-)
I za chwilę czułam. Czułam.. jak płyn tryska na mój język i powoli spływa do gardła. Jeszcze chwilę odczekałam. Podniosłam się, połknęłam, uśmiechnęłam :-)
Taak, tego mi brakowało…
Ale usiadłam i stwierdziłam, że… jeszcze mi mało… i rżnięcia, i obciągania.. zaskoczyło mnie, nie wiem co bardziej, czy to, że powiedziałam to na głos, czy sam fakt że chcę więcej…
Tak bardzo chciałam być zerżnięta.. Jeszcze Pan się spytał, chciałabyś żebym Cię teraz zerżnął, nie nie, to było raczej stwierdzenie, no jeju no..
Tak, kurewsko chciałam zostać zerżnięta. Marzyłam o tym, żeby Jego kutas wbijał się w moją Suczą cipę najpierw powoli, a później coraz szybciej i szybciej.. No tak, i teraz jak o tym pomyślę to..

Poszliśmy znów na ławkę, przewietrzyć się. Wiedziałam, że zbliża się koniec spotkania, z drugiej strony wtuliłam się w ramię Pana i byłam taka szczęśliwa.. Nie chciałam, żeby to się kończyło… Żeby ten czas jeszcze nieco się wydłużył..
Ale nie ma litości..
I ciągle byłam podniecona, moja cipka była zaspokojona ale nie do końca, bo ciągle krzyczała, że chce więcej, przy najmniejszym muśnięciu, dotyku, słowie i spojrzeniu…

Pan powiedział, że niedługo spotkanie. To Nasze, takie dłuższe.. Nie mogę się doczekać.
Chciałabym w końcu wtulić się w Jego ramię, położyć głowę tam, gdzie moje miejsce, dłoń też położyć na swoim miejscu i usnąć spokojnie…

Jestem Twoją Suką, na zawsze, i to się nie zmieni.

Su Anusz.

Let’s play a game…

Obrazek


Pan dał mi zadanie.
Napisać o jakiej chłoście marzę.
Po wczorajszej próbie uniknięcia tematu (napisane ogólnikowo, mimo najróżniejszych myśli) dziś jednak wzięłam się za to na poważnie. Cały dzień myślałam o różnych sytuacjach, co by się mogło wydarzyć, jaka mogłaby być oprawa, co by się mogło dziać przed, w trakcie i po.
Doznałam olśnienia co do koncepcji wiązania, jeszcze nie wiem czy to możliwe, dosyć abstrakcyjny pomysł, ale zawsze warto spróbować.
Napisałam całą listę, czekam aż Pan przeczyta.
Jestem tak bardzo ciekawa czy mu się spodoba!
Może momentami zbyt odważnie pisałam o wytycznych, ale przecież decyzja i tak należy do Pana. Wie co robi, gdzie są moje granice, poza tym tyle razy okazał mi wyrozumiałość. Ważne że jest pewny swoich działań. To mi wystarczy.
Trochę się jednak boję, co będzie jak nie dam rady..?
Nie, nie, ja DAM RADĘ. Musze się tego trzymać.
Zastanawiam się tylko teraz nad tym wiązaniem. Bo szczerze mówiąc ciągle widzę siebie w Zielonym Apartamencie jak łapię pościel w obie dłonie i staram się zachować pozycję.
To mi się tak podobało, od samego początku do końca, to traktowanie jak Sukę, świadomość, że Pan może zrobić ze mną wszystko w każdej chwili, od wyjścia nago na spacer poprzez zadanie kończąc na rżnięciu.
I ta niepewność co będzie dalej, co się wydarzy, czy zostanę rzucona na łóżko czy może pogłaskana po policzku.


Spałam dziś nago w obroży.
Miałam ten substytut bezpieczeństwa, czułam to, wtuliłam się i usnęłam…
Bardziej wolę spać tak obok Pana.. naga.
A rano tak trudno było mi się rozstawać z obrożą.. z żalem zdjęłam ją z szyi i schowałam.

Mam ją zawsze przy sobie…

Tęsknię Panie mój…
So I love when you call unexpected
Cause I hate when the moment’s expected
So I’m a care for you…

Su Anusz.

Za drzwiami Królewskiego Apartamentu.

Standardowy

Od kilku dni wiedziałam, że pojedziemy w niezwykłe miejsce. Mój Pan od razu zapowiedział, że wchodząc do tego miejsca będę miała zasłonięte oczy i że będę wszystko badać dotykiem.
To wystarczyło, by moja wyobraźnia zaczęła działać…


Dokładnie dzisiaj (22.08.2015) mija rok, odkąd poprosiłam o obrożę.
Suka ma roczek :-)
Najważniejszy dzień mojego życia, nie podejrzewałam nawet a najmniejszym stopniu ile mnie zmian czeka. Jak ja się zmienię. Świat wokół mnie.
W ogóle w mało rzeczy wierzyłam na początku.
A tu rok później…

Droga zleciała pod znakiem nakręcania. Pan się ze mną droczył i na miejscu już byłam przygotowana na wilgotną piwnicę a w najgorszym wypadku pięciu facetów.
Stojąc pod hotelem od razu rzuciła mi się jego wielkość. Pomyślałam, że jest duży. Nawet bardzo. Wnętrze bardzo mile mnie zaskoczyło, wszystko urządzone ze smakiem, stonowane kolory, elementy ze sobą współgrały i odnosiłam bardzo miłe wrażenie. Podobało mi się tam.
Mimo wszechogarniającego zmęczenia zachwycałam się schodami. uwielbiam wszystko co jest czarne i błyszczące :-)
Wyszliśmy na górę, ja oczywiście rozglądałam się niezbyt dyskretnie, badając teren.
Przed drzwiami pokoju czekałam aż Pan wyjdzie.
Założył mi przepaskę na oczy i prowadził.
Jeszcze nie wiedziałam do jakiego miejsca wchodzę.
Prowadzona przez Pana, jeszcze sama uważałam żeby o coś sie nie uderzyć albo w coś nie wejść. Byłam ostrożna, poruszałam się powoli i niepewnie.
Ale dotknęłam pierwszej przeszkody.
Pierwsze co poczułam to niczym niezmącona gładkość, zaraz potem chłód i krągłości. Zeszłam nieco niżej i poczułam materiał. Macałam kształt, starałam się wywnioskować co to jest i po chwili stwierdziłam że to fotel. Coś mi się rozmiar nie zgadzał, ale Pan prowadził mnie dalej.
Znowu poczułam chłód i gładkie zaokrąglenia. Tym razem kształty ciągnęły się dalej i dalej, jak zeszłam na materiał najpierw pomyślałam że to łóżko. I z żalem pomyślałam „To wszystko?”
Ale Pan znowu objął mnie i poprowadził dalej. Wydawało mi się że szłam wieki, gdy moje palce trafiły kolejny raz na dobrze znaną mi kompozycję chłodu, gładkości i zaokrągleń. I macałam, dotykałam, w końcu z nieśmiałym przekonaniem zeszłam z dotykaniem na drugą stronę i zaczęłam coś miętosić. Pościel. Czyli łóżko. I zanim dotarłam do końca w wyobraźni widziałam jego wielki rozmiar.
A po zdjęciu przepaski…
Pan oprowadził mnie zaczynając od pierwszego mebla, który dotknęłam.
Oczywiście najpierw musiałam się otrząsnąć z szoku, bo jak zobaczyłam to wszystko… Nie wierzyłam że jestem w tym miejscu.
Fotel faktycznie był duży, drugim meblem była sofa i łóżko na końcu.. a raczej ogromne łoże..
Wszystko zachowane w moich ulubionych kolorach, czyli czarne ornamenty (krągłości, zawijasy i tym podobne) i czerwone obicia.
Byłam urzeczona tym widokiem. A jak zauważyłam wannę, położoną stosunkowo niedaleko to po prostu zwaliło mnie z nóg.
Zaczęliśmy od kąpieli, relaksująca po takim zakręconym dniu.
I wtedy, jak leżeliśmy już w wannie, gdyby mój Pan mnie nie przywołał, nie zauważyłabym lustra nad wanną. Uśmiechnęłam się, bo Pan powiedział że spełni się moje marzenie, przynajmniej jedno :-) i pokazał na górę :-)
I ja wtedy przepadłam… :-)
Po kąpieli wskoczyliśmy do łóżka i no hmm wiadomo… wszystko zmierzało do jednego :-) to była baaardzo przyjemna droga… :-)
No ale oczywiście dostało mi się, bo od 6 rano do 20 moim jedynym posiłkiem była kawa i dwa ciasteczka…
A już myślałam że mnie to ominie. No ale Pan się wkurzył i to mocno..
Więc zeszliśmy coś zjeść.
I jak zawsze Suka niezdecydowana co wybrać. Po przejrzeniu menu byłam pewna czego nie chcę.
Tak więc zdałam się całkowicie na Pana.
A mój Pan jak to ma w zwyczaju, lubi mnie zaskakiwać :-)
Tak więc na początku lampka wina :-) zaskoczyło mnie to, bo spodziewałam się jakiegoś wytrawnego, cierpkiego białego wina, a dostałam…
Słodkie, aromatyczne i mocne wino z wiśniową nutą.
Ja zawsze brałam półwytrawne białe, nie dlatego że lubiłam, kierowałam się opinią innych, mimo że wolałam właśnie czerwone i słodkie.
Tak samo wybór dania mnie zaskoczył. Byłam przygotowana na to, że będzie dobre, ale nie że aż tak bardzo dobre. Jadłam i jadłam i to tak jakbym smakowała na nowo, od początku pierwszy raz.
W międzyczasie wychodziliśmy na zewnątrz się dotlenić, ja spoglądałam w niebo, nie do końca widziałam gwiazdy ale jakieś punkciki się mieniły…
I deser.
Brzoskwinie w czekoladzie.
Stwierdziłam, że tego wieczoru doznałam orgazmu oralnego kategorii pierwszej. Te brzoskwinie doprawiły to wszystko. Cały czas tylko przymykałam oczy i przytrzymywałam kęsy dłużej w ustach.
Po powrocie do Apartamentu.
Cóż.. moje zmęczenie wzięło górę.. I zasnęłam, nawet nie wiem kiedy, wtulona w mojego Pana…
Czułam przez sen że Pan mnie budzi. Być może delikatnie mną potrząsał. Coś mówił, ale nie słyszałam co.
Tak bardzo nie chciałam się budzić.. Ale w końcu zleciałam na ziemię. Poczułam że jest pusto. Pana nie ma. Pod policzkiem. Na łóżku. W pobliżu. Przekręciłam się na plecy. Leżałam jeszcze chwilę bezwładna.
Otworzyłam oczy i przeleciałam spojrzeniem pokój. Nie widzę.
Podparłam się na łokciach. Też nic nie widzę. Przetarłam oczy i dopiero wtedy zauważyłam kawałek Pana. Tak dokładnie to Jego rękę wystającą zza fotela.
Myślałam że jest na mnie wkurzony, bo nie wstałam jak mnie budził. Albo myślałam że coś się stało..
I zastanawiałam się co ja mam robić.. Czy już pełzać po ziemi i przepraszać. Czy może podejść do fotela i resztę nocy spędzić na kolanach przy fotelu?
Ale nie. Wstałam i podeszłam.
Okazało się że wszystko ok. A ja niepotrzebnie się martwiłam.
Usiadłam na kolanach Pana i się oparłam.. Mimo drzemki nadal byłam trochę zmęczona.
Ale mój Pan zaproponował sesję i chłostę.
Jak to usłyszałam to się ucieszyłam, naprawdę. I najpierw były zdjęcia.
Moja kreatywność mocno wygasła. To znaczy nie w ten sposób.
Kreatywność była na odpowiednim poziomie, tylko moje samopoczucie a raczej strona fizyczna była… nie do końca adekwatna do sytuacji.
Ale popróbowałam, oparta, zwisająca, zsuwająca się, na łóżku było fajnie.. :-) a tak mnie ciągnęło.. już tylko marzyłam żeby iść spać..
Ale nie.
Jeszcze chłosta.
Sama przecież ją chciałam.
Wcześniej Pan przygotowywał miejsce. Przejście między jednym pokojem a drugim było bardzo szerokie, po obydwóch stronach stały filary, białe i jak się później okazało (jak stałam przy jednym z rękami splecionymi za nim) chropowate i błyszczące. Pan przywiązywał do nich sznury. Na górze i na dole. Czemu ja wtedy się nie zastanawiałam po co to?
Na początku myślałam że będę przywiązana bezpośrednio do jednego z filarów. Ale jak Pan później mi powiedział, że miałby dostęp do całego mojego przodu.. Podziękowałam za Jego wspaniałomyślność.
Miałam już na sobie swoją biżuterię, czerwoną.
I po kolei mój Pan przewlekał sznury przez otwory, przyciaśniał i wiązał w taki sposób, że moje ręce się unosiły do góry. Później nogi, które na końcu wiązania były rozłożone.
Zdawałam się na słuch, bo nie widziałam Pana, był za mną, słyszałam jak chodzi po pokoju, coś wyciąga…
Drażnienie. Świst w powietrzu. Zadrżałam. Kolejny świst w powietrzu. Przymknęłam powieki. Uderzenie.
Pierwsze uderzenia należały do tych podniecających. Udawało mi się liczyć i dziękować, chociaż momentami nie nadążałam z dziękowaniem.
Kolejne.. cóż, wywoływały we mnie skrajne emocje. Uderzenia w pośladki przeplatały się z uderzeniami w plecy. Coraz mocniej i mocniej, czułam jak się narzędzia zmieniały, nie rozróżniałam ich, chociaż czasami mi się udało. Z wrażenia po którymś razie pogubiłam się w liczeniu. Chyba stanęłam na 24 i wpadłam w panikę..
Później był przód.
I to czego nienawidzę.
Smaganie dyscypliną. Już nie wytrzymałam i zwijałam się, pochylałam na tyle ile mi pozwalały związane ręce.
Bardzo szybko poczułam jak mi drętwieją dłonie i jak bransolety wpijają się w nadgarstki.
Po zmaganiu nie wiem co było, ale ja to nazywam „ostre cięcie”, bo czułam tak, jakby ktoś przecinał mi piersi ostrym nożem.
I tu już niestety ale pękłam… nie byłam z tego zadowolona że jednak..
Ale za chwilę usłyszałam głos Pana.
- A teraz to, co lubisz najbardziej.- powiedział to tym swoim mrocznym głosem i nie wiem czy bardziej poczułam strach czy może raczej podniecenie. Lekko otępiała nie mogłam zebrać myśli i początkowo wpadło mi do głowy że to wisienki. Ale ja? Wisienki? Nie nie..
Usłyszałam sprzączkę. Zanim pomyślałam powiedziałam, że nie wiem co to jest, i poczułam uderzenie. Zrobiło mi się biało przed oczami.
Pierwsze uderzenia wytrzymałam, ale drugie i trzecie.. cóż, znowu pękłam… i już tak łatwo się nie poskładałam. Tak trochę dziwnie było przytulać się do Pana będąc związana.. Ale nieważne jak, ważne do kogo.. I mój Pan nie mógł sobie odpuścić połaskotania mnie.. :-) No tak, pozycja i wiązanie idealne.. :-)
A jak Pan mnie rozwiązał..
Czułam jak moje ręce są bezwolne.. jak opadają wzdłuż ciała takie ociężałe a każda próba podniesienia ich kończy się obijaniem o ciało.
Za chwilę, to było przed kąpielą, ostatnią na tym spotkaniu, zostałam „przyparta do filara”. Byłam niedobra.
I przez to, że nie splotłam rąk za filarem moje sutki zostały ściśnięte a piersi boleśnie uniesione. Skwitowałam to kolejnym pęknięciem. Poważniejszym od ostatnich dwóch.
Ale byłam wściekła na siebie. Coś za wrażliwa się robię jak jestem zmęczona. Mówiłam do siebie tak środku, jak powiedziałam do siebie „Idiotko, przestań” to jakoś tak poskutkowało..
W wannie opowiedziałam co czułam. Już ledwo mówiłam, ciężko mi się myślało, wygadywałam głupoty a jak skleciłam zdanie okazywało się zupełnie niezrozumiałe..
Już łóżko zdominowało moje myśli…
A jak się położyliśmy… i czułam blisko swojego Pana, jak przytula się do mnie..
Jeju, jakie to było szczęście.. że w końcu śpię z Nim, przy Nim.. to było takie cudowne i wspaniałe..
Nie chciałam się budzić. Ale budziki bezlitośnie informowały mnie o tym, że czas się kończy…
Rano, jeszcze taka na granicy snu, leżałam wtulona w Pana. Mimo że nie spaliśmy, nie zbieraliśmy się do wyjścia, ani nawet nie dotykaliśmy się. Po prostu, chciałam się nasycić Jego ciałem…
Już myslałam że ten poranek będzie bez pieszczot i tych naszych słodkich zabaw.. Ale po chwili już leżałam na plecach, a palce Pana rżnęły moją cipkę.
To było takie podniecające, tak szybko wzniosłam się do góry..
Poranek to oczywiście nie jedyna pora kiedy się rżnęliśmy i kochaliśmy, wieczorem i w nocy też, ale jakoś byłam zafascynowana nowym miejscem. Chociaż dobrze pamiętam rżnięcie od tyłu… jak zaczęłam się wspomagać ręką bo tak dobrze mi było.. ale Pan obrócił mnie na plecy i po chwili.. cóż.. :-) to było dobre posunięcie :-)

Wyjątkowa okazja wymaga wyjątkowej oprawy.
Tak też było tym razem.
Stojąc na parkingu przy samochodzie żałowałam że opuszczam to magiczne miejsce. Z wyglądu może niepozorne, ale :-)
Liczy się wnętrze :-) Tak, to się sprawdza, w stu procentach.
A po chłoście? Myślałam że będę miała jakieś ślady, czerwone pręgi czy chociaż siniaki (bo zostałam też pogryziona).
Wczoraj patrzę w lustro. A tu na prawym pośladku w górze mały siniaczek.
Ja się naprawdę zastanawiam nad tym zwiększeniem siły. Ale teraz to wcale nie było delikatne. A może mi się wydawało..?
Niedługo powinien być skalpel. Tak, stęskniłam się za nim. Poza tym chciałabym zobaczyć efekt końcowy projektu Pana.. jak na razie dwie kreseczki mi nic nie mówią :-)
Ale, jak to lubimy powtarzać, „wszystko w swoim czasie”. :-)

Su Anusz.

Ekscytujące wiązanie Suki.

Film

- Co powinienem Ci zrobić?

- Zatłuc.

- Zatłuc-co?

- Powinieneś mnie zatłuc Panie mój. – niemal szepczę, odpowiadając pełnym zdaniem zaraz po zaczerpnięciu głębokiego oddechu. Było to prawie niemożliwe, z nogami uciskającymi klatkę piersiową. . .

Byłam związana. Pod moimi kolanami tkwił jakiś patyk, uniemożliwiając złożenie nóg, które były w górze eksponując tyłek i Suczą cipę.
Zdana tylko na słuch i czucie czekałam. Na cokolwiek. Muśnięcie, uderzenie, smagnięcie, cokolwiek, czekanie odbierało mi zdolność myślenia i wzbudzało jeszcze większe przerażenie.
Słyszę szelest.
Moje ciało w momencie się napięło, uniosłam lekko głowę i nasłuchiwałam czujnie. Ciche kroki, coś jakby przesuwanego, kolejny szelest, tym razem innego rodzaju, cichy, jakby szum liści poruszanych delikatnym wietrzykiem, znów ledwo słyszalne kroki.
Cisza…
Nim się zorientowałam, zarejestrowałam ten cichutki dźwięk sekundę przed, już czułam dyscyplinę na prawym pośladku, ten charakterystyczny dźwięk, pełny, uderzające ramiona o skórę na tyłku…
I ten ból, przyjemny i mocny jednocześnie…

- Jeden… dziękuję Panie mój…- powiedziałam łamiącym się, prawie zbolałym głosem,  marszcząc brwi, co było trudne pod przepaską, i wykrzywiając usta w grymasie znośnego bólu.
Byłam oszołomiona tym, co się dzieje, związana, zdana na łaskę Pana.
Pierwszy raz w takiej pozycji, bez możliwości jakiegokolwiek ruchu, przeznaczona do wszystkiego, czego zapragnie sobie mój Pan.
Bardziej nakręcało mnie to, że nie mam tej kontroli, nawet najmniejszego substytutu. Że nie mogę kierować wydarzeniami tak, żeby było chociaż troszeczkę po mojemu jak to zazwyczaj bywało, gdy nie byłam związana.
Teraz przyjmowałam to, co dawał mi Pan.
Między zastanawianiem się jak bardzo podnieca mnie ta sytuacja i to zniewolenie a liczbą razów usłyszałam gdzieś z boku coś innego.
Taki dźwięk, słodki, podniecający do bólu dźwięk wydaje sprzączka.
“Pas!”

 



 

Su Anusz.

Niedzielny poranek

Obrazek


Dzień zaczął się wyjątkowo. Cóż, wyjątkowa okazja wymaga wyjątkowego przygotowania. Pełne zaskoczenie, od początku do końca. Szalony poranek… a może poranne szaleństwo..?

Łóżka, potrzebuję łóżka… 
W sumie to.. łóżka też potrzebuję, ale…
Potrzebuję… na tym łóżku… mojego Pana…

Su Anusz.