Nastają zimne czasy…

Standardowy

!!!Zwiąż mnie, zwiąż mnie, zwiąż mnie, zwiąż mnie!!!

Idzie zima. A w związku z tym, w rozmowach z Panem przewijają się sopelki.
Kiedyś się takim bawiłam… :-)
Poza tym kostki lodu..
Ale takie tarzanie się w śniegu.. :-) Czemu nie :-) Nie opuszcza mnie ta wizja… :-)

Idzie zima, otwierając przede mną tyle możliwości…

Su Anusz.

Nowe Oblicze Suki

Standardowy

„Sucze żądze to przy dzisiejszym dniu nic…”

Tak, Pan dziś przyjechał :-)
Zrobił mi ogroooomną niespodziankę :-)
Mimo że wczoraj mówił że MOŻE dzisiaj przyjedzie, ale mruczał przy tym tak że już nie byłam pewna czy będzie, czy MOŻE jednak nie…
Ale Pan zadzwonił rano, powiedział że już jedzie do mnie :-)
I oh jeju..

To co ja dzisiaj robiłam.
Nie poznawałam samej siebie. Jak dzikie zwierzę wypuszczone z klatki!
O ile z początku się broniłam, powtarzałam sobie „Ooo nie, dziś tak łatwo nie pójdzie”, o tyle niełatwo się skupić przy pieszczotach Pana i z każdą chwilą moje twarde postanowienie topniało… Ale twardo pokazywałam ulotkę z bielizną.
Zawsze łatwo ulegałam :-) tym razem też poszło szybko.
Ale zdołałam jeszcze zabrać telefon i pokazać Panu filmik który nagrałam :-)
Nie wiem, czy obejrzał coś, bo ja na pewno nie.
Czułam Jego palce między udami, jak wsuwają się zwinnie do cipki i pieprzą mnie ale tak delikatnie, doprowadzając mnie do granicy.
Pamiętam, że w pewnym momencie się wygięłam i dosłownie wpiłam w usta Pana jak wygłodniały wamp. Ah, to było piękne…
Dopiero po serii orgazmów, jak leżałam wtulona w Pana i chłonęłam Go całą sobą, zdałam sobie sprawę jaka byłam wygłodniała.
Nie tylko ja samą siebie zaskoczyłam, Pan też mnie zaskoczył.
Ale ciiii :-)
Zaproponowałam wibrator :-)
I tak wibratorem nawet ja się nie potrafię pieprzyć jak robi to mój Pan.
Najpierw naturalnie sama się pieprzyłam. Ale później to Pan przejął.. hmm.. :-) pałeczkę :-)
I on mnie pieprzył. Momentami odlatywałam na inną planetę :-) To było niesamowite :-)
I jeszcze jak poszłam po Czarnego Przyjaciela :-) i te kilka orgazmów :-)
I jak bez cienia zażenowania mówiłam „Pieprz mnie, o tak, pieprz mnie, pieprz mnie…” patrząc się prosto w oczy mojego Pana :-)

Ja się nigdy tak nie zachowywałam :-)
A tu nagle proszę :-)

Taka bezwstydnica :-) nie wierzę :-)

Oczywiście jak to zazwyczaj bywa, czasu mimo że było całkiem dużo, dla mnie było za mało.
Wtuliłam się w rękę Pana, leżałam, On siedział, lubię jak znajdujemy się w takiej perspektywie.
Nie chciałam żeby szedł. Nie chciałam. Ale wiedziałam że to konieczne.

Lubię tą Naszą bliskość. Czuję się tak swobodnie, tak naturalnie jak nigdzie indziej. Szkoda że czasem to trwa za krótko.
Zawsze mi mało…

`Dziękuję Panie mój za dzisiejszy dzień, za orgazmy, za pieprzenie, za spojrzenia, dotyk, rozkosz, za Twojego kutasa, za Twoje pocałunki za łaskotanie, za „piątkę” ( :lol: ), przytulanie, leżenie, splecione dłonie i nogi, obejmowanie, uśmiech, za całego Ciebie.
Dziękuję że byłeś.
Dziękuję że JESTEŚ. I będziesz.

Twoja Su Anusz.`

Su Anusz.

Klimatyczna…

Standardowy

 

 

Chciałabym napisać wszystko od razu, ale po prostu.. w dalszym ciągu nie mam pojęcia od czego zacząć, jak zacząć pisać o wydarzeniach minionej nocy, jak przedstawić to, co działo się kilkanaście godzin temu gdzieś daleko, między ludźmi, którzy mają pojęcie o klimacie, którzy są tak różnorodni, że aż kręci się w głowie.
Jestem szczęśliwa, że mój Pan kolejny raz zabrał mnie na klimatyczną imprezę. To chyba znaczy, że nie przynoszę mu wstydu…?
Ale ciiii…
Najpierw muszę ochłonąć, dojść do siebie i najważniejsze, WYSPAĆ SIĘ :-)
Żeby bez przeszkód móc opowiedzieć co się działo w salonie pełnym narzędzi rozkoszy…

 

 

 

Su Anusz.

My Collar

my collar <3
Standardowy

Jest zawsze przy mnie.
A sama świadomość, że leży spokojnie w torbie, kopertówce czy plecaku sprawia, że czuję się pewniej.
I jestem dumna z tego, kim jestem.

Obroża. Symbol mojego nowego życia…

Dziękuję Panie mój za te 18 miesięcy, w ciągu których służyłam Tobie wiernie

18 miesięcy...my_collar

Su Anusz.

`Your will is not your own…`

Obrazek

Jedna piosenka a jak wyobraźnia zaczęła działać…

Wróciło ostatnie spotkanie w grudniu, jak siedziałam w wannie skąpana w szampanie. Złocista ciecz spływała w dół, otulając ciało, a bąbelki pękały na mojej skórze wywołując osobliwe uczucie pieczenia. Ostatnie spotkanie w zeszłym roku…

… i dzisiejsze spotkanie, gdy to mój Pan całkowicie zaskoczył mnie i przyjechał, dał 10 minut na oswojenie się z sytuacją, ze stanem faktycznym, iż będzie, przyjedzie.. :-)
Jeju, taką miałam ochotę na Jego kutasa, ale nie… tylko posmakować troszeczkę i koniec.. no tak nie można się drażnić no, teraz czuję się spięta tam, między udami..

Wprowadzona w zmysłowy nastrój szukałam inspirujących obrazków. Natrafiłam na bardzo ciekawy artykuł związany z klimatem i poczułam, że mam do spełnienia misję. Czytając komentarz pewnej pani aż się zagotowałam. Zaczęłam krążyć po pokoju chcąc odpisać na jakże przepełniony jadem i drwiną komentarz, ale… Przystanęłam. Wzięłam głęboki wdech. I spytałam samą siebie: PO CO?
Jeszcze raz przeczytałam komentarz i zamknęłam okno.
Mniejsza z tym, z artykułu dowiedziałam się, że fetyszyzm i sadomasochizm uznano za parafilie. Nawet w WHO jest zapisane. Z numerkiem. Nie pamiętam jakim, ale wiem, że w krajach skandynawskich już usunięto tą klasyfikację. No, coraz lepiej.
No ja na przykład o tym nie wiedziałam, byłam nieświadoma tak…
Co się tak ludzie czepiają.
Niech się zajmą swoją sypialnią i swoim życiem, tym erotycznym i tym codziennym, skoro albo nie potrafią albo nie chcą zrozumieć.
A czy chcę być przełożona przez kolano i zbita czy związana i wychłostana to już moja sprawa. I na pewno nie będę patrzeć na panią, która sobie tego nie wyobraża. Nie moja wina, że brak pani polotu i fantazji.
Ja nie mówię, że waniliowe związki są jakieś be i fuj. Jeśli dwoje ludzi potrafi ze sobą rozmawiać, o uczuciach i pragnieniach to tylko im pogratulować. Ale często zauważam, już pomijając znajomych, że po prostu nie umieją rozmawiać.
Ja wiem, to trudne.
A tu nie chodzi o to, czy to związek Pan-Suka, czy waniliowy. Jeśli się spotka dwójka ludzi i ta dwójka wie, dokąd zmierza, czego chce od życia i od siebie, realizują cele, są dla siebie wsparciem w dążeniu do celu, ale żeby to szło w dwie strony tak, rozmawiają, dniami, nocami, 2 minuty albo 2 godziny, SMSy, maile, telefony, komunikatory, nie zamiata się pod dywan. Ja święta nie jestem, rozmawiać nie potrafiłam. Czasem trudno mi było. A wiadomo, że czasem jest tak, że człowiek unika trudnych rozmów prawda. Bo ból, bo strach, bo wyrzuty sumienia. Ale bez takiej rozmowy. Co nie pasuje, co jest źle, co mogłoby być lepiej, a co jest na dobrej drodze i czego zmieniać nie trzeba. Wiem, że nie byłabym tym, kim jestem teraz.
Czytelniku, kimkolwiek jesteś, wyobrażasz sobie taką sytuację, coś nie pasuje Tobie, wybitnie, na przykład irytuje Cię pewien nawyk partnera/partnerki. Do tego stopnia, że jak widzisz to, czujesz czy wiesz że zbliża się wielkimi krokami to przeraża Cię to, jesteś zły, wkurzony, spinasz się i nagle zmieniasz humor? A zapytany/zapytana „Co się dzieje?” albo „Co się stało?” odpowiadasz „Nic, wszystko ok”? A zdajesz sobie sprawę z tego, że jak nie powiesz szczerze, że coś Ci nie pasuje, to będzie się ten nawyk ciągle powtarzał? Że ciągle będzie irytowało, że ciągle będzie nie tak, i będziesz jeszcze bardziej poirytowany/a? Może się to skończyć kłótnią. A tego przecież nie chcemy, prawda?
Jeszcze nie tak dawno wzbraniałam się przed mówieniem o tym, co mi przeszkadza i co mi się nie podoba. Jeszcze czasem wracam do swoich przyzwyczajeń, że się zamykam w sobie. Wycofuję. Albo półsłówkami odpowiadam.
Ale staram się to poprawiać. Mój Pan to widzi. I widzi postępy. I się cieszę jak mówi, że jest ze mnie dumny :-)
Także, żeby nie przedłużać, ludzie!!! Rozmawiajcie ze sobą!!! :-) Komunikacja jest najważniejsza!!! :-)
Rżnijcie się ostro i kochajcie namiętnie :-)
Życzę owocnych rozmów i poobdzieranych nadgarstków… :roll:

 

Bo czasem fajnie poddać się zwierzęcym instynktom… :twisted:

Ojj, ale się rozemocjonowałam, aż wypieków dostałam!

 

 

Su Anusz.

Ostatnie tchnienie. [3-ost.]

obedience
Standardowy

Klęczę przed moim Panem, nie wiem jak się znalazłam w tej pozycji, nie pamiętam, pamiętam tylko, że…
Weszliśmy do sypialni, bliżej Salonu Zabaw. Tam zabawiała się para i M.
Przyglądałam się, jak dziewczyna przyjmuje razy trzcinką, rozbawiły mnie jej reakcje, kręciła się na łóżku, jęczała, piszczała, o nie nie, już. Szukała swoich granic.
A M. podjął się zadania ukazywania tych granic.
Po chwili para się ulotniła…
Palce mojego Pana w zawrotnym tempie wbijały się w moją cipkę, z drugiej strony czułam trzcinkę spadającą na moje pośladki.
Dyszałam, skamlałam, jęczałam i opierałam czoło o Pana, bo tego było za dużo.. Czułam trzcinkę, ale skupiłam się na tym co się dzieje między moimi nogami. A jak Pan skończył. Czułam się jak ogłuszona, jeszcze wirowałam, nie potrafiłam powiedzieć niczego. To mi się hmm.. Bardzo podobało. Bardzo bardzo. Ale Pan upomniał, podziękowałam M. za trzcinkę i zostałam z Panem sam na sam: tylko ja, On i rżnięcie…

 

-  Hahaha, spójrz jak wyglądam! – oglądając wilgotne kosmyki włosów w lustrze, usłyszałam cichy śmiech mojego Pana. Tak to jest jak się trzyma głowę w umywalce podczas rżnięcia. Nie znałam celu dla którego Pan zaprowadził mnie właśnie tam. No dobrze :-) miałam pewne podejrzenia, no ale :-) podejrzenia a rzeczywistość.. :-)
Po wejściu i zamknięciu drzwi oparłam się właśnie o mokrą umywalkę i nie zwracając uwagi na to, że coraz bardziej mi mokro, oddawałam się swojemu Panu.
Czasem zerkałam w lusterko, tak, brakowało mi rżnięcia przy lustrze, patrzeć na swoje ciało i to jak Pan mnie rżnie, widzieć go za sobą i swoje oczy, przymknięte, rozchylone wargi, gdy wszystko kumuluje się w środku, narasta i…
- Wychodzimy już – oderwałam się od swoich myśli nieświadoma tego, że stoję wpatrzona w swoje odbicie, trzymając kosmyk włosów.
Wyszliśmy.

W Salonie Zabaw ktoś leżał na koźle. Okazało się, że to mężczyzna. Ja klęczałam obok Pana, Pan siedział i przyglądaliśmy się całej akcji.
To było dla mnie niepojęte. Mężczyzna leżał przywiązany do kozła, nogi miał zgięte w taki sposób, by był łatwiejszy dostęp do jego stóp. I chłosta. Jakaś packa była, jak zobaczyłam i usłyszałam, z jaką siłą packa uderza o jego stopy zrobiło mi się prawie słabo. A mężczyzna podczas każdego uderzenia powtarzał, że “fajne”. Po pewnym czasie, już po kilkunastu słowach “fajne” wypowiedzianych bez zająknięcia zaczęłam się irytować.
No ok, chłosta stóp jest przyjemna, dobrze. Ale taka siła, jaka była demonstrowana na nim to.. Po pacce była trzcinka. Zwiększenie siły. Dyscyplina, zwiększona siła, trzcinka, jeszcze mocniej…
Facet to po prostu lubi.
I mój Pan dostrzegł takie urządzenie. Było proste, chodzi mi o budowę, nic skomplikowanego na pierwszy rzut oka. My akurat zajmowaliśmy się moimi sutkami i wisienkami. Bo Pan dostrzegłszy wisienki zarządził, iż zapnie je na moich sutkach.
Tak więc zaraz jak ujrzał zabaweczkę i dowiedział się, że to prąd..

Niemal pobiegliśmy do sypialni.

Położyłam się. Nie byłam do końca przekonana co do tego urządzenia, ale okazało się nieszkodliwe. Przynajmniej na najniższych obrotach. Bo te wyższe nie do końca mi przypadły do gustu. I jak na piersiach mi się nie podobało, tak na plecach i pośladkach :-) mogłabym tak godzinami :-)
Nie lubię tylko jak ktoś mi się przygląda. Wszedł mężczyzna. Usadowił się na przeciwko mnie, twarzą w twarz. A leżałam na brzuchu. I przytrzymał mi głowę tak, że nie mogłam się ruszyć. Speszyło mnie to mocno. Pan się dalej bawił, momentami z moich ust wydobywały się jęki, ni to bólu, ni rozkoszy. W końcu pod natarczywym spojrzeniem zamknęłam oczy.
To mnie po prostu zawstydzało delikatnie. Nie to, że było mi widać piersi czy że z gołym tyłkiem biegałam. Tylko to, że ktoś oglądał moje reakcje.
No ale facet się zapędził troszeczkę. Troszeczkę bardziej niż troszeczkę. Ale mój Pan stanął w mojej obronie i grzecznie aczkolwiek dobitnie wytłumaczył o co chodzi. A ja w tamtym momencie chciałam wyjść..

Po wejściu do Salonu, jak już nieco się uspokoiło. Pan posadził mnie na koźle. Tak, teraz My testowaliśmy :-) No oj, kozioł jak kozioł :-) zrobił na mnie wrażenie, jak się położyłam na plecach na nim. Ale wolę coś konkretniejszego, dyby albo krzyż. :-) No dobrze, bardziej dyby :-)
I w pewnym momencie znaleźliśmy się w sypialni. Tej, która najbardziej mi się podobała.

Pan jak już napomknął o Czarnym Przyjacielu.. :-) oczy mi się zaświeciły :-) i tak tak :-) oczywiście już teraz :-) Proooszę :-)
A jak przyszedł :-) i dał mi go do ręki :-) czułam to rosnące podekscytowanie :-) Za drzwiami ludzie, kto chce może wejść zobaczyć..
Pan ustawiał się już tak, żeby dobrze rżnąć mnie palcami. Ale ja nie chciałam tak.
– Ja bym chciała, żebyś mnie zerżnął swoim kutasem, od tyłu. Proszę, Panie mój…- powiedziałam drżącym głosem i już po chwili stałam wypięta, pochylając się i czując jak mój Pan mnie rżnie. Czułam to delikatne mrowienie w środku, uwielbiam jak Pan rżnie mnie od tyłu…  To jest wtedy.. o masakra.. i tyle.. a im bardziej się pochylałam tym lepiej mi było.. I za chwilę się pytałam, czy mogę dojść.
No i ten orgazm to.. odleciałam. Czułam jeszcze jak mną wstrząsa i usłyszałam głosy. Ale jak to?
Co się okazało, narobiłam hałasu i hmm.. kilka osób zaciekawionych, co się dzieje?, przyszło sprawdzić..
Ale mi było wstyd. Ja jeszcze dobrze nie kontaktowałam, opadłam na łóżko, szumiało mi w głowie, nie pamiętam czy oczy miałam zamknięte czy patrzyłam niewidzącym wzrokiem.. Coś tam pamiętam, ktoś się odezwał, jakieś zarysy postaci..
Ale ja nie kontroluję tego. Dochodzę, krzyczę i.. koniec. Tak jest, to cześć mnie i ja tego nie zmienię.
Jakoś się na łóżku położyłam, i chciałam iść spać, bo tak dobrze mi było że.. wtulić się w Pana i spać :-)
Później było jeszcze raz, w towarzystwie interesującej Trójeczki i…
Toczyły się rozmowy, w kuchni, w Salonie, część gości już wyszła, część zajęła sypialnie, by w kameralnym gronie się pobawić.
Ja pamiętam że już wtedy moje seksowne 15 cm :-) przekonało mnie, że najlepiej w tych butach się jedynie chodzi albo leży na łóżku i się pieprzy :-)
Ale po chwili usiadłam sobie.. ze zniecierpliwieniem odpinałam paseczki. A gdy miałam już je zdjąć.. podrażniłam się. A jak już się ich pozbyłam.. :-) nieopisana ulga… ubyło mi kilka centymetrów. Czułam się taka malutka w gronie. Ale najważniejsze że już jest mi wygodnie.
I za chwilę Pan powiedział żebym się przebierała, bo jedziemy do domu.
Jeju, jaka szkoda że już się kończy… Tak bardzo nie chciałam, żeby to był koniec.. To znaczy :-) chodziło mi o imprezę. Tak fajnie było..

Poszłam do łazienki się przebrać. Oczywiście wyszłam z łazienki, informuję że jestem gotowa do wyjścia a Pan się śmieje i pyta się gdzie mam spódniczkę.
No pięknie.. a ja spódniczki nie założyłam.. świetnie.. :-)
Ale zawinięta w sweterek była, także szybko ją naciągnęłam na tyłek, ubrałam buty, płaszcz. Poszliśmy się pożegnać z resztą, która się została… i ja naprawdę nie chciałam wychodzić..
Ale rano, to znaczy za kilka godzin, trzeba było wstać..
I pojechaliśmy do domu.
Jakiś cudem weszliśmy do środka. A było :-) hmm :-) trudno nieco… :-)
I w pokoju, marzyłam tylko o tym, żeby się położyć. Rozbierałam się, rzucałam ciuchy gdzie popadnie, założyłam koszulkę wyjątkowo, i wyjątkowo bez majtek, wskoczyłam pod kołdrę i mój Pan zaraz obok mnie. I nie mogę na tym skończyć :-)
Bo mimo że wyszliśmy z imprezy. :-) jeszcze się pobawiliśmy.. :-)
Co prawda byłam zmęczona, ale rżnięcie :-) od tyłu :-) przed snem :-) no jak, nie nie, nie można zrezygnować z rżnięcia przed snem :-) to tak jakby zrezygnować z kawałka pysznej, mlecznej czekolady, gdy jest na wyciągnięcie ręki, kusi zapachem, wyglądem, i jak się przymyka oczy to prawie się czuje jej smak na języku i jak się rozpływa… :-)
Ja miałam z tego zrezygnować? :-) z rżnięcia? O nie :-) i tak było mi ciągle mało, najchętniej to bym całą sobotę w łóżku spędziła i rżnęła się z moim Panem.. ale musieliśmy wrócić na ziemię…

Dobrze chociaż, że tą noc spędziłam z Nim, w Jego ramionach, bezpieczna, szczęśliwa, zadowolona, wtulona… spokojna.

 

~ Koniec ~

Na scenie Salonu Zabaw. [2]

bdsm-switching
Standardowy

Dwie kobiety.
Pewne siebie, z surowym wyrazem twarzy, ubrane na czarno w obcisłe sukienki a na stopach seksowne szpilki. Wyobrażałam sobie siebie. Czarna lateksowa mini, lateksowe buty na wysokiej szpilce do połowy uda, ciasno spięte włosy, mocny makijaż. W ręce bat. Oh, jak mnie kręciła ta wizja.
Ja jednak wolę być spokojną, potulną, uległą Su.

Obserwowałam dwie kobiety, dwie Panie, u ich stóp leżał pies. Związany z rekami za głową, taki wątły, bezbronny, obraz nędzy i rozpaczy.
Z zaciekawieniem obserwowałam co się będzie działo dalej.
Ja nie wyobrażam sobie mężczyzny w takiej roli. Ale z drugiej strony mam do każdego szacunek i jeśli tylko ta osoba to lubi, jeśli się podoba, jeśli odczuwa satysfakcję i podniecenie. To ja nie widzę żadnego problemu i ok.

Widziałam jak czerwona szpilka przesuwa się po ciele wijącego się psa, później  trącanie czubkiem, z drugiej strony była druga Pani, w czarnych szpilkach, słyszałam słowa, rozróżniałam niektóre z nich.
Czarna Pani usiadła na krześle i wspaniałomyślnie przysunęła do twarzy psa swoją stopę odzianą w czarną szpilkę. Rozkazy “Ssij obcas” albo “Poproś”, za chwilę “Pokaż jakbyś obciągał kutasa”, jeszcze później “W ogóle się nie starasz”, i te inne słowa, których nie słyszałam, skupiłam się na oglądaniu, bo z jednej strony siedząca Pani, z drugiej strony Pani w czerwonych szpilkach trącająca czubkiem buta genitalia psa, które na dobrą sprawę były również zaplątane w sznur. Zastanawiałam się nad bólem. Ale tu nie chodziło o ból sam w sobie, tu chodziło o zeszmacenie, pokazanie ile jest wart i gdzie jego miejsce.
Tak wiele odcieni, tak wiele spojrzeń…

Czarna Pani wstała. Moja chwila dekoncentracji i za chwilę widzę, jak odwraca się w moją stronę i zginając palec w geście przywoływania daje mi do zrozumienia, że nadeszła moja kolej. O dziwo wstałam. I nie potknęłam się, co mam w zwyczaju robić jak się bardzo denerwuję. Czułam jak ręce mojego Pana zsuwają się ze mnie delikatnie…

Podeszła razem ze mną, patrzyłam na leżące ciało, zesztywniała do granic możliwości, nie dochodziły do mnie inne dźwięki, to tak jak w teatrze czasem jest, światło pada na scenę obejmując określonych aktorów, wydobywając tę najważniejszą akcję. Dla mnie sceną był środek Salonu Zabaw, określonymi aktorami byłam ja, Czarna Pani i Pani w czerwonych szpilkach a akcją miało być moje splunięcie psu do pyska.
Tak, wystarczyło odegrać swoją rolę. Spokojnie, tyle razy odgrywałam różne role.
Teraz też się uda.

Nadal zdezorientowana nie wiedziałam czy mam stanąć nad nim czy może jakoś inaczej się ustawić, usłyszałam głos Czarnej Pani:
- Przykucnij tu, obok.- wskazała miejsce przy sobie, wystraszona całą tą sytuacją odebrałam jej głos jako twardy, nieustępliwy, rozkazujący do bólu i nawet nie skończyła mówić, ja już kucałam blisko ofiary.
Nie wiedziałam czy już, czy jeszcze, ale jak się okazało, Czarna Pani jeszcze do niego mówiła.
- Poproś ładnie, no już.- poprosił i.. no, jakoś poszło. Nie zamknęłam oczu, chciałam na to patrzeć z drugiej strony.. ahhh, te mieszane uczucia.. nie wiem co się działo dalej, uciekłam do swojego Pana. Zadanie wykonane, odetchnęłam z ulgą.
Nie do końca, bo jednak odczuwałam pełzający po ciele, zimny strach.
To uczucie pogłębiało się, gdy oglądałam, jak pies kładzie się na koźle, pełny dostęp do jego tyłka i pleców. I właśnie oto weszła osoba, która przekręciła moje myślenie o 180 stopni.

Pan w Białej Koszuli trzymał pas. Zawinął go wokół swojej dłoni tak, że zrobił się krótszy. Lubię pasy, dlatego utkwiłam wzrok w jednym punkcie, ostatnie ustalenia i.. mój Pan wyszedł zapalić, no dobrze, ja sobie obejrzę w tym czasie całą akcję z pasem.
Już widziałam przy zamachu, że to nie będzie zwykłe uderzenie. To nie będzie miła zabawa albo stopniowanie. Mimo że widziałam co się dzieje, na głos głośnego plasku podskoczyłam na miejscu. Nie chodziło o dźwięk sam w sobie, lecz o siłę. Pośladek psa zaraz zrobił się czerwony, za chwilę drugie uderzenie, równie mocne a może nawet mocniejsze, i kolejne, bez chwili wytchnienia.

Napięta jak struna siedziałam i odwróciłam głowę z drugą stronę. Nie, nie chciałam na to patrzeć. Ale słyszałam, słyszałam cały czas. Jak raz za razem spada na prawy pośladek, zaczerwieniając jasną skórę. Nie mogąc znieść tego, co się działo ze mną podczas tego pokazu bezwzględności, gdy siła wzrastała lub pozostawała na tym samym poziomie, poderwałam się i wybiegłam do przedpokoju.
Łazienka się zwolniła, weszłam i przez chwilę rozważałam, czy nie przemyć twarzy zimną wodą. Pomyślałam, że mój Pan może mnie szukać, dlatego wyszłam do przedpokoju, stojąc delikatnie na uboczu, gdzie widziałam Salon, ale nie widziałam dzisiejszej sceny.
Myśli kłębiły się w mojej głowie, trawiłam to, co przed chwilą zobaczyłam.

Po chwili zauważyłam mojego Pana, szedł, nawet nie spojrzał na miejsce, gdzie przed chwilą siedziałam, tylko szedł dalej, i już był przy mnie. Wydało mi się to delikatnie dziwne, ale nie rozwodziłam się nad tym.
Pan specjalnie wyszedł. Żeby mnie obserwować, a raczej moje reakcje. Doskonale wiedział co się będzie działo, ale chciał, żebym to oglądała bez Niego.
Tak Panie mój, jesteś tak pluszowy, masz w sobie tyle “pluszu” ile nawet nie ma miś pluszowy.. :-)
Ale jak ja mogłam pomyśleć.. że mój Pan nie jest pluszowy? No jak?
I to przypomnienie, gdy w Zielonym Apartamencie pokazał, że z łatwością może zrzucić z siebie plusz…
Oh, ranyy..
Zniknął gdzieś pies, Panie, znów słyszałam muzykę, rozmowy, wszystko wróciło do normy…  

Szłam w kierunku Salonu Zabaw, minęłam się z psem i Czarną Panią, od razu spojrzałam wielkimi oczami na jego pośladki, czerwone, miejscami bordowe ślady odbitego pasa. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie mnie to nie spotka…

c.d.n.