original

Obrazek

Nigdy taka nie byłam. Jak inne dziewczyny.
Zawsze inna.
Ale teraz ta „inność” wcale mi nie przeszkadza, poznałam ją, oswoiłam, a raczej zrobił to mój Pan i teraz chodzę z dumą, subtelnie eksponując tą inność, wyznając zasadę „Jesteś moim Panem i nie ma dla mnie dobra poza Tobą”. No i może jeszcze „Dama dla świata…”.

 

Tak ogólnie to wzięło mnie ostatnio na ptysia. Jak spróbowałam w niedzielę to nie chciałam przestać się pieprzyć. I tak był poniedziałek, wtorek, środa były wisienki.. ooo to było połączenie, na sutkach, na cipce i jak tu chodzić!
Wisienki ocierały się o siebie i chodziłam na palcach…
Primabalerina…
Dziś też będzie ptyś, ogólnie to Pan wczoraj przyjechał :-)
Wyciągnął Sunię na spacerek, żeby się przewietrzyła :-)
I tak nie rozochocił tym delikatnym pieprzeniem strony ptysiowej że nie, dzisiaj musi być ptyś!
I proponował dzisiaj nawet Przyjaciela, z okazji że dom był pusty, ale nie :-)
Trening silna wola! :-) poczekam do dłuższego spotkania :-)
Ale kochany Pan, mimo zmęczenia znalazł dla mnie chwilkę czasu :-)
Wspaniały prawda :-)
Mój Jedyny i Wyjątkowy :-)

Su Anusz.

‚Mam Ciebie tylko, w głowie, i to nie starcza mi…’

Standardowy

‚Rozpieszczasz mnie Panie mój, wiesz…’

 

Korzystając z pustego domu, sprzątałam w pokoju planując co ugotować na obiad.
Akurat byłam przy układaniu butów, rozdzwonił się mój telefon.
Dobrze znany mi dzwonek (Yes Boss - od samego początku), szeroki uśmiech :-D
Mój kochany Pan dzwoni :-)
Tak niespodziewanie :-)
Byłam trochę niezadowolona, wszystko przez sen, a raczej koszmar, w którym nie pisałam smsów przez ponad 2 godziny. Realnie to jest niemożliwe.
Ale we śnie czuła tą bezsilność, że ciągle coś mnie zajmowało i nie pozwalało napisać, a Pan, czy sen czy nie, przejmował się i martwił że coś się stało…
W końcu wyszłam na strych i popłakałam się. Nie byłam w stanie nawet napisać głupiego „Zadzwoń”, taka byłam roztrzęsiona. A to sen..
Obudziłam się i czułam że napływają te łzy. I się rozpłakałam…
Nastrój przez ten koszmar miałam podły.
Ale jak Pan zadzwonił :-) tak jakoś zauważyłam że słońce świeci i jaśniej się w pokoju zrobiło :-)
I tak układałam buty, ale przeszkadzał mi ten brak skupienia i już tylko chodziłam po pokoju. Zawsze. A przynajmniej przeważnie. Jak rozmawiam z Panem to wydeptuję ścieżki w pokoju. :-) Taki nawyk :-)
Chyba że leżę w łóżku :-)
Lubię sobie tak chodzić i z Nim rozmawiać, podchodzę do okna, bo może gdzieś zobaczę znajomy samochód :-)
I teraz jak szybko zaczęła się rozmowa tak szybko skończyła.
Ja wróciłam na ziemię, dalej sprzątałam pokój, wymiatałam odkurzaczem w rytm piosenek, później przestawiałam łóżko (za każdym razem jak sprzątam, łózko przestawiam w inne miejsce; Pan się śmieje, że kiedyś w nocy wstanę się napić, wrócę i łóżka nie znajdę… :roll: ) i spojrzałam na postępy. I znów telefon od Pana :-) no tyle cudowności jak na jeden dzień to dużo :-)
Nie wiedziałam jeszcze co mnie czeka :-)
Pan mówi „Ja mam pomysł”.
A więc nadstawiłam uszu i w pewnym momencie nie zrozumiałam albo nie byłam pewna czy dobrze zrozumiałam :-)
Poprosiłam by powtórzył.
„Rozbierz się, weź Czarnego Przyjaciela i na łóżko.”
Oczy momentalnie mi się wielkie zrobiły i że co? Ale Czarny Przyjaciel?
„No tak, przecież jesteś sama w domu, możesz krzyczeć, skomleć, prosić…”
No, ja tak troszeczkę dziś myślałam o tym Przyjacielu, że fajnie by było skorzystać z tego pustego domu.. :-)
Naprawdę, mam podstawy, milion podstaw na to by sądzić, że mój Pan czyta w moich myślach nawet mimo odległości :-) :-) Jeszcze o tym nie wie że też dziś myślałam o Przyjacielu :-)
Ale w popłochu zaczęłam robić kilka rzeczy na raz. Szukać Czarnego Przyjaciela, rozbierać się i rozmawiać. W końcu skupiłam się na szukaniu, mniej na rozmowie, później wyzamykałam się na cztery spusty, zamknęłam okno, tak dla pewności, żeby nikt nie słyszał, rozebrałam się i podłączyłam Przyjaciela.
Z emocji cała drżałam! :-)
Ale włączyłam najpierw te delikatne obroty.. :-) lubię się bawić tak powoli, delikatnie a później coraz mocniej i mocniej…
Jak tylko podkręciłam moc od razu doszłam. Oczywiście najpierw się zapytałam. Drugi raz nie chciałam tak szybko dochodzić, ale Pan mówił „Trzymaj dalej, nie przestawaj…”, jeju, lubię ten Jego głos w takich sytuacjach, niesamowite ale mnie to nakręciło…
I już jęczałam przeciągle do telefonu „Moooooogę…?”
I drugi orgazm.
Na trzeci też długo nie czekaliśmy, jeszcze podniosłam nogi i to już był odlot..
Wiłam się na łóżku, jęczałam, może nie krzyczałam, bo jeszcze mam opory przed krzyczeniem w domu, ale.. no to było.. niesamowite..
W trakcie trzeciego doszłam do wniosku że czegoś mi brakuje..
Tak, brakuje mi kutasa Pana w cipce. Albo chociaż palca…
I nabrałam ochoty na rżnięcie. Powiedziałam o tym Panu i dalej się bawiłam.
Do czwartego orgazmu zbliżałam się dosyć długo.
Robiło mi się coraz lepiej, już czułam ten silny skurcz i pomyślałam to będzie ten orgazm..
A tu domofon.. dzwoni…
Nie puszczając Przyjaciela mówię do Pana:
- Domofon dzwoni… idę otworzyć…
- Musisz iść..?
- Muszę…. – boleśnie westchnęłam.
- No to dobrze, to idź… – cichy śmiech.
- No to idę – i zaczęłam wstawać z łóżka, ubrałam sukienkę, zakryłam narzędzie rozkoszy kołdrą i w dalszym ciągu się nie rozłączałam.
- A kto podziękuje?
-Dziękuję Panie mój – powiedziałam uśmiechając się – Muah!
I dopiero wtedy się rozłączyliśmy.
Ktoś się bardzo natarczywie dobijał do drzwi…

Stałam na środku pomieszczenia, czekając aż chłopak zabierze co trzeba.
Z zaciekawieniem mnie obserwował przez ułamek sekundy, po czym zajął się swoimi sprawami.
Tak, Mona Lisa z tajemniczym uśmiechem :-)
A ja stałam dalej. Uśmiechałam się, i przebierałam nogami, bo czułam jak mi ścieka po udach.
Zacisnęłam nogi i zaśmiałam się.
No tak, cipka przygotowywała się na rżnięcie, a tu tylko powierzchowne zabawy.. :-)
Tak, trzy orgazmy to rozgrzewka, zdecydowanie… :-)

Ciągle pisałam, że chcę rżnięcia, że chcę się pieprzyć z moim Panem i mam ochotę na jebanie. Nie wiem co we mnie wstąpiło :-)
Chyba Czarny Przyjaciel pozbawił mnie na trochę zmysłów, a może raczej.. pobudził niektóre :-)
Kończyłam sprzątać. Ostatnia prosta, łóżko.
Ok. Super, ładnie pięknie wyszło, mam nadzieję że żaden pająk nie będzie miał zamiaru wchodzić na moje łóżko.. nienawidzę pająków. Uciekam z krzykiem z pokoju na widok malutkiego, a co dopiero jak widzę na suficie tego wielkiego czarnego… Brrrrr!
Ale, ładnie pokończyłam pokój, i poszłam do kuchni. Ale jeszcze :-)
Jeszcze chciałam sprawdzić jak bardzo jestem mokra :-)
Przejechałam palcem między udami.. zatopił się.. zjechałam jeszcze niżej..
Mmm, no nie mogę się oprzeć.. wsunęłam palec do środka i zaczęłam poruszać… a to jeszcze kawałek wsunę… bezbłędnie znalazłam moje ulubione miejsce ( mój Pan robi to lepiej.. dlatego nie przepadam za zabawami solo..), dobra, troszeczkę poruszam i.. wsunęłam palec do końca, jeszcze nic nie zaczęłam konkretnego czuć a tu.. telefon dzwoni… :-)
Ale się śmiać zaczęłam :-)
I mówię do Pana, że ma wyczucie :-) i mówię że zrobiłam coś złego :-)
I powiedziałam wszystko jak na spowiedzi :-)
A Pan :-) powiedział że kuszę :-) i że tylko lać :-) i że jak mogłam tak bez pozwolenia :-) a ja pokrętnie tłumaczyłam, że ja tylko włożyłam i sprawdziłam, że nic takiego się nie działo i w ogóle… :-)
„Ale powinnaś się zapytać czy możesz, bez pozwolenia nie wolno”.
Ale słyszałam, że był rozbawiony tym wszystkim.. :-)
Dalej bym się nie posunęła. Pamiętam konsekwencje, jak kiedyś posunęłam się za daleko i bez zgody doszłam. Bez wiedzy Pana.
I nie, nie chodzi mi o chłostę. Chodzi mi o to, jak ja się czułam.
Mój stan był dla mnie największą karą.
To była taka zmiana.. bo wcześniej lubiłam zabawy solo. Takie miałam na co dzień. Ale jak poznałam Pana. Było ograniczenie. Bez pozwolenia mam tego nie robić.
Z początku było trudno.
Ale teraz już nawet nie chcę tego sama robić, skoro wiem jak cudownie może być we dwoje.
A jeśli zdarzyło mi się dojść bez wiedzy. Miałam ochotę położyć się u stóp Pana i leżeć. Przyjąć najgorszą chłostę, cokolwiek wymyśli, byle tylko zmyć z siebie to poczucie winy.
Chciałam, żeby Pan oczyścił moją duszę. Nie potrafiłam sama tego zrobić. Tylko z Jego ręki katharsis jest możliwe…
Wracając do rozmowy :-)
Trochę się poprzekomarzaliśmy :-) że ja przecież grzeczna jestem :-) ale mnie to tylko lać, bo nie można bez pytania :-)
Jeszcze się pośmialiśmy, tak nie lubię jak zbliża się koniec rozmowy..

I skończyliśmy…
A ja poszłam do kuchni…

Ale to lanie.. hmm…
Chociaż mnie bardziej interesuje spacer z wibrującym ptysiem :-)
Oh! Jak mi się to podoba :-)
Po tym spotkaniu wtorkowym jakoś tak przychylniej patrzę na ptysia różowego :-)
Może to przez te orgazmy w wannie z ptysiem w tyłeczku..? :-)
Mmmm, rozmarzyłam się… :-)

 

 

Su Anusz. (muah!) :roll: