Nieprzeciętne Życie Nieprzeciętnej Suki

Standardowy

Trudno mi znaleźć słowa, by opisać to wszystko, co się u mnie dzieje. 
Pierdolnik na kółkach to bardzo delikatne określenie…

Przez wydarzenie, które miało miejsce kilka dni temu moje poczucie humoru stalo się bardzo specyficzne. 
Może to już czarny humor?

Tak dużo pytań, tak mało odpowiedzi…

Kawałek czasu nie pisałam, mam tego świadomość, dostałam dużo ciekawych i miłych komentarzy motywujących do dalszego pisania, ale.. chyba brakło mi takiego kopa jak w realu. 
Coś, jakieś wydarzenie, które sprawiłoby, że wróciłabym do pisania. 

Może już wariatką jestem, nie mnie to oceniać, mimo wszystko ciągle są jakieś pozytywne aspekty. 
Niekoniecznie dobro ze złem się równoważy (a mówią że równowaga jest ważna!), nie chcę tutaj pogłębiać moich zdolności, które nabyłam przez samo urodzenie się w tym kraju (mam na myśli narzekanie, przecież w tej dziedzinie jesteśmy mistrzami, poza tym byłabym cyniczna, jeśli miałabym pretensje do wszystkich tylko nie do.. siebie). 
Ale mimo to chciałam napisać, że jak się pieprzy to konkretnie i wszystko po kolei. Ja wiem jak to zabrzmiało, mimo usilnych starań ta dwuznaczność jest mega wyczuwalna. Cóż, z tego słynę. Ale proszę o spokój i powagę!

Jedyny dobry okres, o ile okresy bywają dobre, był ten w październiku. 
Zasłużony urlop. 
Kilka dni. Ja. Hotel spa. No i malownicza wieś u podnóża gór.
Teraz tak myślę.. mogłam wcale nie wracać stamtąd.
Mogłam w pizdu się zagrzebać w jakiejś głuszy. I się nie przejmować tym wszystkim. 
Wracając do rajskiego urlopu.
Wszystko miałam pięknie zaplanowane. I transport, i hotel i atrakcje. Pięknie cudownie.
Pana odpowiednio wcześniej poinformowałam o moim planie, który zyskał aprobatę (bo się należy, bo odpoczynek i relaks, w ogóle świeże powietrze i tak dalej), no i nadszedł ten dzień!
Poprzedniego wieczoru spakowałam się do walizki na kółkach, bo przecież torba na 4 dni to za mało dla mnie, musi być dres, dżinsy, legginsy, kostium, seksowna koszulka (finalnie spalam nago..), trapery bo przecież nie zamierzałam siedzieć w pokoju, no wszystko co potrzeba tak naprawdę. 
Dwie kosmetyczki (nie znam umiaru!), ręcznik naturalnie, no i co.. i jakoś tak wypełniła się cała walizka…
Tylko nie przewidziałam że walizka będzie tak samo ciężka jak wypchana torba.
Ale pełna entuzjazmu, no heloł, jadę przecież!, pomyślałam że dam radę.
Oczywiście na wyjazd sukieneczka, taka że jak się pochylałam to było mi widać nagie pośladki obleczone w rajstopy i stringi. Płaszczyk, botki na koturnie, włosy spięte wysoko, makijaż pełny i gwiazda jedzie na autobus!
Tak. Jasne. Plany pokrzyżował mi mój ukochany Pan, ale wcale wściekła o to nie byłam…

Ranek, biegam po domu, już prawie gotowa, założyć ciuchy i mogę wyjść. 
Pan się ze mną droczył jak pisałam że mam jeszcze trochę czasu do wyjścia, żebym nie była taka pewna że mam jeszcze trochę czasu.
Moja mina „O co mu chodzi?” posłana do ekranu telefonu i odłożyłam zaabsorbowana tym, że w końcu zakładam ta czarną sukienkę, w której nigdy nie chodziłam!
Bez dekoltu, elegancka z długim rękawkiem, w pasie odcinana i dół pikowany. 
A z tyłu złoty zamek.
Całkiem nieźle, bardzo mi się podobało, plus jeszcze dla efektu objęłam pasem z ozdobną klamrą talię, żeby było widać, bo kiecka nieco workowata mi się wydawała. A tak to nabrała charakteru.

No i nadszedł moment zejścia po schodach. 
Było moje tup tup bucikami i łubudu! walizką.
Jakoś się doturlałam z tą walizką pod drzwi no i z górki już było.
Przeszłam przez furtkę. 
I powoli powoli schodziłam na dół. 
Stanęłam na chodniku, potrząsnęłam głową (lubię robić wrażenie) i rozejrzałam się, bo już chciałam przejść a tu…
Ktoś zaczął trąbić. 
Tak się zastanawia, ki czort?! Przecież na ulice nie weszłam..
Patrzę w górę.
No a tam…
Nonszalancko, ze krzyżowanymi ramionami stoi mój Pan i mi się przygląda z uśmiechem.
No i Suka zbita z tropu.
Tak stoję i patrzę, no i niedowierzam!
Ale jak to? Co On tutaj robi? 
Zadałam to pytanie na głos, idąc w Jego kierunku.
No a Pan, kochany, powiedział że mnie zawiezie. W to moje miejsce. 
No tutaj zupełnie zaskoczona byłam, ale szczęśliwa, bo nie widywaliśmy się zbyt często, a tutaj taka niespodzianka…
Jeśli chodzi o samo miejsce, jeździłam tam jak byłam takim małym, rozwydrzonym bachorkiem i rozmarzoną nastolatką. 
Matko, ile ja w tym miejscu zostawiłam fantazji erotycznych…! To kosmos jakiś!
Wiejski klimat sprzyja… 
W każdym razie!
Wsiadłam do samochodu i… pojechaliśmy. 
Byłam trochę spięta i przez to miałam wrażenie, że gadam jak najęta, ale Pan mnie uspokoił. Lubi jak mówię, ale że znosi moja gadaninę „że mózg się lasuje” to podziwiam. Naprawdę. 

Jechaliśmy. 
Może nie do końca znaną mi trasą, ale jednak.
chwilami zastanawiałam się, czy mój pobyt się uda. 
Bo w tamtej chwili niczego mi nie brakowało, chciałam żeby ta droga się nie kończyła.

Ale co będzie na miejscu? 
Czy spakowałam wszystko co potrzeba? Co z pogodą? Przecież w górach to zimno…
No ale Pan zadbał o wyjątkowa rozrywkę podczas jazdy.. 
A ja, mimo wszystko, mimo tego długiego niewidzenia się, mimo tych kilku innych wydarzeń, uległam i otworzyłam się. A raczej rozłożyłam. Nogi.

On ma taką moc. Że wystarczy jedno spojrzenie.. nie, wystarczy obecność, a ja już nogi rozkładam. Bez niczego.
A jak składam to tylko się droczę ciekawa, jak zareaguje. Czy krzyknie, czy przyleje, czy każe klęczeć. 
A w samochodzie, może nieco speszona ale bardziej rozbawiona, wyglądałam przez okno i sprawdzałam, czy ktoś patrzy. 
Takie tam, zboczenie.
Ale już się zasłaniałam jak jechało auto z naprzeciwka. To już był inny wymiar. 

Pamiętam, zatrzymaliśmy się na parkingu pod jakimś sklepem.
Założyłam rajstopy a chetnie bym je zdjęła, bo taki ciepły dzień był, że w tej sukience było mi gorąco jak w piekle. 
Ale wysiadłam i Pan otworzył bagażnik… 
Nie, nie żebym wskoczyła i dalszą drogę spędziła w bagazniku (co bardzo by mi się podobało, Pan pewnie też wyraziłby zadowolenie…), cały bagażnik poza tym był wypełniony moją walizką, tylko żebym zabrała Cukiereczka, nową zabawkę. 
Bo oczywiście blond sierota zepsuła Czarnego Przyjaciela. Ale sie popłakałam wtedy.. 
No to trzeba było cos na zastępstwo znaleźć. 
Przeszukiwałam zasoby internetu, aż w koncu natknęłam się na coś ciekawego. 
Wersja mini, różowa. 
Poszłam do sklepu stacjonarnego.
Spędziłam tam półtorej godziny, gdzie zakładałam że będe 20 minut góra.
ale w końcu kupiłam. 

Sprawdziłam z panią sprzedającą. I miał kopa. Na baterie, mały, poręczny i aż mnie zatkało jak poczułam wibracje. 
ALE. 
Nie testowałam na sobie, to nie były mokre testy. Tylko na ręce. 
Testy miały być z Panem, co obiecałam sobie już wcześniej.
No i nadszedł ten moment.

Wskoczyłam na przednie siedzenie no i testowałam..
Na początku nie czułam nic specjalnego, ale byłam tak zużyta ograzmami podczas jazdy… 
Dopiero późniejsze testy przyniosły ciekawe rezultaty.. 
Mimo wszystko podobało mi się to urządzenie. 
To było to czego szukałam…

Dojechaliśmy do hotelu.
Góry górami, ale było ciepło, chodziłam bez płaszcza. Weszliśmy do środka, ja oczywiście byłam zachwycona tym, co mnie otacza i wzruszona, że oto w końcu jestem w miejscu, które dręczyło mnie w snach (odwiedziłam WSZYSTKIE miejsca, które mi się śniły). 
Ale w końcu mogłam powiedzieć, że jestem w miejscu, które kocham, z osobą którą kocham. 
Nic więcej mi nie było potrzebne.
Weszliśmy do pokoju, od razu straciłam głowę, mały, przytulny, ze wszystkim co jest potrzebne. No i podwójne łóżko.. 
Jestem z tego rodzaju osób, które lubią miec poczucie, że mogą w nocy wyciągnąć nogę albo spać w poprzek łóżka bez obawy, że spadną. 
I tak spałam na połówce zwinięta, dopiero po przebudzeniu przeciągałam sie kilka minut. 
No dobra, walizka ustawiona, widok z okna na góry, na przeciwko sklep, no czego więcej trzeba?

Pan zaprowadził mnie do przedpokoju, tak mną kierował, ze w końcu spoglądałam na siebie w lustrze, ręce miałam oparte o ścianę po bokach ramy i czułam jak mój Pan powoli się we mnie wbija.
Prawie przytomność straciłam z tego uczucia, zaszumiało mi w uszach i przymknęłam oczy.
Drapałam ścianę, oparłam policzek o zimną taflę lustra, jak ja tego chciałam!
Nie potrafię oddać całej cudowności i magii tamtej chwili. To zostanie w moich wspomnieniach i to jest najwspanialsze. 
Mój Pan właśnie spełniał moje pragnienia. 
chciałam żeby to robił powoli, nie do granic cukierkowo, ale tak.. tak jak on potrafi, zdecydowanie ale łagodnie. To było takie wzruszające i cudowne.. nie, żadne słowo nie oddaje cudowności tego wszystkiego. Nie będę na siłę szukać…
Co chwila spoglądałam na swoje odbicie w lustrze, byłam nieco zawstydzona jak napotykałam swoje spojrzenie, momentami to Pan łapał mnie za włosy i kazał na siebie patrzeć. 
Poczułam jak się ze mnie wysuwa. Prowadził mnie na drżących nogach, ze splątanymi myślami i rozpalonymi policzkami do łóżka.
To było Nasze popołudnie…

Wszystko co dobre kiedyś się kończy.
Skończyło się i popołudnie.
Było mi smutno, ale nauczyłam się już nie płakać. 
Pan pojechał, ale jeszcze dzwonił.
A ja tego dnia już nigdzie nie wychodziłam.
Dopiero noc przed wyjazdem zorganizowałam sobie wieczór zabaw. I Cukiereczek spisał się doskonale. Oczywiście Pan wszystko wiedział i pozwolił.
Odpoczęłam. Nasyciłam się widokami pięknej jesieni, złoto, pomarańcz i rudości, ale jak to się pięknie przeplatało, i połacie zieleni jeszcze miejscami… czuło się klimat, oj czuło.. 
I wróciłam na ziemię.. 

Miałam co wspominać. 
I w te zimne wieczory, które teraz sa przecież codziennością, miło tak wrócić do tego październikowego urlopu. Wyobrazić sobie te promienie słoneczne ogrzewające twarz i ciepło ale wywołane obecnością drugiej osoby. Ciepło, bezpieczeństwo, spełnienie…

Poznałam też ciekawą osobę. 
Nie jakoś specjalnie, nie żebym szukała, tylko.. tak przypadkiem.
Po rozmowach, które odbywały się.. można powiedzieć cyklicznie, dowiedziałam się że mam z tą osoba wspólny temat. Nie wiem czy to już klimat czy jeszcze nie, ale oblicza klimatu są różne.
Mimo wszystko, klapsy, zniewolenie, proszenie, no i kilka innych.. jak zaczęliśmy gadać to potrafiliśmy dyskutować kilka godzin na ten temat. 
Nie otwierałam się za bardzo, nie czułam potrzeby mówienia o wszystkim, ale jakoś tak wychodziło że zawsze było o czym gadać.
Po prostu, spotykają się dwie osoby i nagle okazuje się że mają o czym rozmawiać. Mimo to jednak nie będę się otwierać za bardzo. 
Kontakt między nami nie jest jak u dwóch „psiapsiółek”, tylko o taki po prostu, masz czas napisz. 

Mam pomysł na kolejne Nasze spotkanie. 
Będę wyglądać jak milion dolarów i trzeba w końcu zachowywać się jak dama, a nie jak postrzelona fruzia w kucykach… 
To będzie piękne… 

A urlop.. pierwszy i tak wspaniały.. no nie, takich rzeczy się nie zapomina… Jeszcze tam wrócę. Obiecałam to sobie.

Trochę dużo napisałam, wiem, ale tak to jest jak się dłuższy czas nie pisało.
Jestem trochę.. rozbita. Ale muszę wrócić do życia. 
Chcę robić to, co kiedyś robiłam.
Zacznę od Suczego. Planowałam popisać jakieś historie (ostatnio mam hopla na punkcie strasznych historii), co jakiś czas dopisuje kilka zdań do tego co zaczęłam, a kolejne miałam zacząć.
Dręczą mnie bezsenne noce, czemu nie zacząć dzisiaj…?

 

P.S.: Wiecie na co czas? Czas na zmiany. 
Nie jest najgorzej, trzeba po prostu iść do przodu, pod żadnym pozorem nie zatrzymywać się i nie cofać, a już na pewno nie patrzeć w tył. Trzeba wziąć byka za rogi!
Pan zawsze mówi, nie poddawać się, próbować, a może akurat się uda. Tylko co jeśli jest się urodzonym pesymistą…?
Boże, daj mi cierpliwości!!!

 

 

Su Anusz.

Lubię szybkie numerki…

Standardowy

… i własnie dlatego taki „szybki numerek” napiszę. :-)

Mam w końcu chwilę czasu.
Masakra :-) ostatnio jest po prostu jedna wielka MASAKRA.
To aż fizycznie boli…
Nie miałam kiedy napisać że mój Pan przyjechał :-) 
uspokoił rozszalałą Sukę.
I to tak cudownie uspokoił, pod każdym względem :-) 
I od środka i z zewnątrz i psychicznie i fizycznie.. a nie, fizycznie to była tylko rozgrzewka dla mnie :-) tak to już jest, przy jednym albo dwóch orgazmach :-)
Były też takie przez telefon :-) 
fajnie aczkolwiek dosyć dziwnie czułam się z nogami na ścianie :-) Ah, bo był Czarny Przyjaciel i to było całkiem ciekawe :-) zimna ściana :-) i w ogóle :-) 
ah kilka takich „razów” było :-) takie niespodziewane :-) 
jeden nawet przed pracą, co mnie kompletnie rozwaliło :-) 
A jak się przyjemnie później pracowało :-) nuciłam pod nosem, tanecznym krokiem chodziłam i myślałam o poranku :-) 
Jakie to słodkie było :-) i nikt nie wiedział czemu mam taki doskonały humor… :-)
Aaa, moja słodka tajemnica :-) 
Tylko hmm.. :-) 
Chciałabym coś MOCNIEJ.. :-) jeju no tęsknię za laniem… :-) czegoś mi brakuje.. :-) 
Tego wszystkiego, co było na spotkaniach… :-) 
Już cokolwiek poczuć, nawet trzcinkę, albo chociaż kabelek.. :-)
W sumie ostatnio to sama kabelkiem się trzaskałam.. jak skakałam na skakance. Jedna jest z materiału ale nie umiem jej obsługiwać (to taka wymówka.. ;-) ), i jest skakanka z żyłki i z takiego kabla. 
Żyłką bardzo bolało jak uda obijałam :-) a kabelkiem :-)
aż mnie dreszcze przelatywały :-) 
Tylko to nie były celowe działania. Plątałam się w tym kablu iii a to z tyłu na łydki padało, później na uda.. i chodziłam z takimi śladami. 
Po jednym dniu znikały.. :-( 
smutne :-) ale tak to już ze mną jest ;-) 
Ostatnio myślałam, jakby to było stanąć po drugiej stronie bata :-) irracjonalne, ale :-) złożyłam skakankę na pół. I już kombinowałam, na kim można byłoby użyć, jak, czy by mi się spodobało.. :-) 
Ale odsunęłam te myśl od siebie. 
Na razie wolę być po tej właściwej, ULUBIONEJ stronie bata :-) 
Na wszystko przyjdzie czas i miejsce…

Kolejny raz nie wiem, kiedy napiszę ;-) 
może za kilka dni, może kilka tygodni :-) a może zaraz ;-) 
Jedno wiem na pewno.
NAPISZĘ.

 

 


Ah, te szybkie numerki *rozmarzona*… ;-)

 

 

Su Anusz.

Myśli niezwiązane

Standardowy

To taki wpis z początku maja. Jakoś nie mogłam sie zebrać, żeby go wrzucić…

 

Na początku chciałam napisać, że komentarze w najbliższym czasie ogarnę. Na spokojnie wszystko się ułoży… :-) Bo komentarze to takie bardziej złożone działania.. :-)

 W piątek zrzuciłam juz swoja maskę obojętności, i zaczęły się niecne poczynania.
Podchody robiłam, sugerowałam rózne rzeczy, i niby przypadkiem zabralam Czarnego Przyjaciela pod poduszkę, żeby sprawdzic czy słychać jego wibracje, i PRZYPADKIEM zostawiłam go pod poduszką..
Cóż.. za dużo tych przypadków :-)
Pan mimo wszystko pozwolił na te 10 orgazmów (maksymalnie) a ja miałam mieszane uczucia.
Ale tak bez Pana używać Czarnego Przyjaciela? No jak to tak?Jednak zwierzęce instynkty wzięły górę nad postanowieniami i jak już późny wieczór nadszedł, zaczęłam się bawić…

 Na 10 orgazmach nie stanęło, ostatni był podwójny. Wyszło 11. Obiecałam że 10 będzie.
Mogłabym tak dalej, ale jak 10 to 10, a tu już 11..
Taak, tym razem czułam, że te 10 to taka dobra rozgrzewka.
Mimo wszystko nic więcej. Nic. Nienie nie ma mowy!
Nie mogłam się rano dobudzić, następnego dnia. Pan dobrze wiedział że to po tych nocnych ekscesach i tylko sie śmiał. No lubię pospać, ok, ale no hmm.. wybitne problemy mam po.. aktywnych nocach..

 

Ciąg dalszy huśtawki emocjonalnej. 
Jeszcze wszystko dwa razy nasilone. Cóż, miesięczna tradycja…
I jeszcze coś. 
Coś bardzo ważnego. 
Jest zawsze. Czasem czuć Ją bardziej, czasem tylko delikatnie. Czasem zaciska się wokół człowieka niczym wypielęgnowane, smukłe dłonie zakończone krwistoczerwonymi szponami na gardle. 
Czasem wywołuje delikatny uśmiech na ustach. 
Zresztą, czy Tęsknota może wywoływać uśmiech na ustach?
Mimo szczerych chęci, mimo że starałam się dostrzec coś pozytywnego w Niej. Nie potrafiłam. 
Bezbrzeżny smutek, permanentny żal. Ale nie uśmiech. Chyba że gorzki albo przez łzy.
Mój Pan kiedyś powiedział, że to dobrze że tęsknię. Wywnioskowałam po dalszych słowach, że raczej uważa tęsknotę za coś pozytywnego. 
Wtedy powstrzymałam się przed powiedzeniem, że nie ma miejsca na pozytywne emocje w Tęsknocie. 
Niepojęte było dla mnie uważać, że Tęsknota jest ok, jest fajna, przyjemna, tylko się cieszyć że sie ją czuje. 
Tęsknota może i sprawia, że te spotkania sa wyjątkowe i przepełnione magią. 
Może wyzwala w ludziach poczucie silnej miłości, wiąże mocniej i buduje pewność i zaufanie.
Ale Tęsknota boli. Boli niemal fizycznie. Doprowadza do obłędu. Nie potrafię tego wyjasnić.. czy to tylko moje spostrzeżenia, czy już tak po prostu w tym świecie jest. 
Staram się normalnie funkcjonować. „Nawroty” obłędu nachodza mnie w róznych momentach, ostatnio chyba w.. niedzielę. Spędziłam na strychu 20 minut nie mogąc sie uspokoić. To już wszystko było, i panika i złość i smutek, histeria, i pogodzenie się z losem.. 
Co tak naprawde myślę? 
Trudno powiedzieć. 
Będę żyła w takim stanie zawieszenia, taka neutralna aż do spotkania. 
Spotkanie przyniesie tak potrzebne ukojenie. Uspokoi. Nasyci barwami. Ustabilizuje moje rozszalałe myśli. Będzie terapią, w końcu wrócę do żywych, w końcu stanę się sobą. Nie cieniem. SOBĄ. 
Życie obiera rózne kierunki. 
To nie tylko ten jeden wyznaczony Cel, ale też rózne ścieżki, które do niego prowadzą. Różnie sie układa. I ja to rozumiem. 
Ha, kolejny raz rozumiem, ciekawe kiedy znowu to bedzie dla mnie niepojęte :-) 
Przepraszam, nie mogłam sobie odpuścić subtelnego sarkazmu.. :-) czasem mam cięty język. 
Wcześniej, przed tym jak poznałam mojego Pana to był mój jedyny sposób komunikacji. Moze nie jedyny, ale na każdym kroku wplatałam sarkazm. Niekoniecznie subtelny.. oh jaju, jaka ja byłam nietaktowna.. ale Pan powiedział, zakaz używania sarkazmu względem mnie, i sie skończył sarkazm. 
Czasem dam sie porwac swojej naturze i coś tam odburknę sarkastycznie. Ale staram sie żeby to nie było często.
Albo żeby to miało delikatny wydźwięk. Przynajmniej jeśli chodzi o rozmowy z Panem.
Jesli chodzi o całą resztę świata to hulaj dusza piekła nie ma, co pomyslą o moim sarkastycznym podejściu to mnie ryra.. 

Gdzieś, w jakiejś książce pokroju poradnik jak przeżyć seks nie z tej ziemi, czytałam ostatnio o reklamach z lekkim zabarwieniem BDSM. Typu wiązanie, kneblowanie itp.
Autorka napisała, że gdyby ta modelka znalazła się w takiej sytuacji realnie, gdzie jest skrępowana, to wcale nie patrzyłaby z półprzymkniętymi powiekami uwodząc cała sobą, tylko po prostu by się bała. Jednak to wiązanie pozbawia nas czegoś ważnego, to tak jakby tracić własną wolę. Mimo tego, że komunikat trafia do mięśni, nie mozna się ruszyć.
Kiedyś mi się tak nogi trzęsły, ale nie mogłam się ruszyć. Była taka sytuacja, że strasznie się bałam. Cała drżałam przy igłach.
Pierwszy raz z igłami, byłam związana i chyba nawet oczy miałam zasłonięte, ale nie jestem pewna.
I mimo że chciałam sie uspokoić, żeby Pan trafił tą igłą w pierś a nie w sutka, to za cholerę nie moglam opanowac drżenia całego ciała. Cała byłam napięta.
Calutka.
Aaa, pamiętam kiedy się tak bałam! Zielony Apartament :-) to juz chyba był początek Suczego.
Oj, wtedy to było.. do tej pory jak sobie przypominam to czuje, jak żołądek mi się ściska.Teraz wydaje mi się że to była chwila, ale wtedy, klęcząc przy łóżku, słysząc za sobą spokojny i nieprzejednany głos Pana, bojąc sie jak diabli, czas ciągnął sie jak ser na pizzy. Oh jeju, żołądek mi sie zwinął..

W każdym razie, jesli chodzi o książkę, zaśmiałam się, wyobrażając sobie modelkę która nagle znajduje się w takiej sytuacji, nie mając zielonego pojęcia o klimacie.
To zupełnie inaczej wygląda. Nie sztuka złapac w obiektywie aparatu kuszenie, uwodzenie czy grane pożądanie. Sztuką byłoby złapać uległość obrazującą się nie tylko w sposobie ułożenia ciała, ale w samym tylko spojrzeniu. Ten spokój i pewność mówiąca „Tak, jestem Twoja, nic i nikt tego nie zmieni, nigdy”

 

Przespałam się i… zawsze wszystko po czasie wyglada inaczej. Są inne odcz zaucia. Inne emocje.
Dziś obojętność z usmiechem. Nie łzami. 
No, były rano łzy ale to przez bajkę.. ooj tam, czasem troszeczke się uroni na wzruszającym filmie czy coś.. łza.. dwie.. no może całe morze..
Ale tak myślę.. może to wcale nie obojętność? Tylko rutyna? Może zaczynam się przyzwyczajać do takiego stanu? Mimo że ciągle wierze że jednak się zmieni wszystko, jednak znowu wróci do normy, ustabilizuje się na tyle, bym poczuła się bezpiecznie.. 
To może jednak powoli akceptuję tą dziwną sytuację? Gdzie życie kręci się wokół.. niczego tak na dobrą sprawę?
Życie, pozbawione rumieńcy, adrenaliny, strachu, nie prowadzące do gwiazd tylko trzymające ciągle przy ziemi. 
Jak już raz się spróbowało, tak łatwo się tego nie zapomni. 
Chce się więcej i więcej. Czasem tak łapczywie, tak zachłannie że az przyprawia to wszystko o wstyd. 
I to nie tak że nie ma o czym pisać. Zawsze jest temat. Zawsze. Zacięcie dziennikarskie sprzed kilku lat już ze mnie delikatnie wyparowało, ale wiem że mozna zrobić coś z niczego.

Poza tym, kreatywności teeeż mozna się nauczyć.. :-)

 

Nie mam pojęcia kiedy nastepny raz napiszę. Gdzie będę, co będe robić, jak to wszystko sie potoczy. Nie zostawię Suczego bez opieki. 
To taka moja świątynia, gdzie mogę zostawić swoje myśli, wyrzucić je z siebie, poukładac i wrócić do nich, spojrzec z perspektywy, powspominać…
A jak na mailu dostaje powiadomienia o komentarzach…

Tak mniej więcej wygląda moja reakcja na początku :-)

Tak jak po kilku sekundach ochłonę :-)

Kolejna faza mówiąca „Ale że na moim blogu? Takie rzeczy? Niemożliwe!”

A tu już kombinuję co odpisać w komentarzu, albo o czym będzie następny wpis… :-)

Mój Pan uprzedzał, że moje wpisy będą czytane, komentowane i że będe miała czytelników, ale ja w to nie do końca wierzyłam.. :-) 

Jeju, czemu ja nie wierzę! Już bede wierzyć :-) obiecuję… :-) 
Mimo wszystko, czuję się mile połechtana że jednak ktoś czyta Suczy :-) cała ja tutaj jestem zawarta :-) 
Kurczę, prawie jakbym dostała klapsa na rozgrzewkę :-)

 

 

 

Su Anusz. 

Chroniczny brak czasu.

Standardowy

Ostatnio tego czasu brak.
Nie do końca mi się to podoba, bo straciłam możliwość realizowania różnych rzeczy…
Rano wychodze, wieczorem przychodzę i jedyne na co starcza mi czasu to prysznic, coś przegryźć, plan i zdjęcia plus wpis, ale i to niecodziennie.
Jak to Pan powiedział, zaczęło się dorosłe życie.
Teraz zauważam jak lekko żyłam.
O ile wcześniej realizowałam swoje pomysły od razu tak teraz.. jeśli coś do głowy mi przyjdzie to zapisuję i zostawiam. Na lepsze czasy.
Nie chodzi o to że nie miałam pojęcia o życiu. Może tylko.. delikatnie inaczej to wszystko sobie wyobrażałam..
Zaniedbałam nawet Suczy, co w przeszłości było nie do pomyślenia.
Postaram się nieco częściej pisać. Nawet jeśli by to miało być jedno zdanie.
Ale generalnie nic się u mnie nie zmieniło.
Nadal pragnę, nadal marzę, nadal moja wyobraźnia przekracza wszelkie granice.
Jeszcze jestem „na głodzie”, także czasem natrętne myśli nie dają mi spokoju.
To nie jest źle że mam takie mysli, sma Pan tak mówi, że to nie źle że moje myśli poniecają i nie dają spokoju.
Czekam tylko, eh, czekam na to spełnienie. Na to ukojenie. Jak w końcu się spotkamy.
Jak już będzie tak ciepło, tak spokojnie i bezpiecznie, tak cudownie i wspaniale…
O niczym innym tak naprawde nie mysle jak o spotkaniu. To już jest niemal bolesne…
Palące pragnienie i to poczucie związanych rąk mimo szczerych chęci..
Ale należy okazać cierpliwość i czekać.
Ale jakie to będzie piękne, jak juz nadejdzie ten dzień, jak dzień wcześniej zaczne się szykować a kolejnego będe się ubierac z drżącymi nogami i sercem! I wnętrzem…
Już niemal czuje to podekscytowanie! To, jak się denerwuję i zastanawiam się, czy zdąże na czas! Czy nie połamię nóg w szpilkach! Czy spódniczka nie jest za krótka i nie wystaje koronka z pończoch!
Ojeju spokojnie…
To będzie piękne…!

Su Anusz.

Nienasycona

Standardowy

22.09.2016
Szczególna data, o której myślałam od rana. Od kilku dni.
Pan uświadomił mnie, że to 25 miesięcy.
Inaczej brzmi „2 lata i miesiąc” a inaczej „25 miesięcy”. Zrobiłam wielkie oczy. To mówimy już o takich liczbach?
W każdym razie, taki okres czasu jestem Suką. Z obrożą. Z Panem. I wizją chłosty w każdym momencie i w każdym miejscu, kiedy zażyczy sobie Pan. I z tymi różnymi innymi rzeczami, których się nie robi, a które są piekielnie podniecające. Czasem zawstydzające.
Ale wszystko co nielegalne i nieprzyzwoite ma w sobie magnetyzm. Nikt nie musi wiedzieć że ups, przekroczyłam granice przyzwoitości, ale mogą :-)
Mogą wiedzieć i widzieć jak to robię… :-)
Wszystko zależy od mojego Pana i co aktualnie wpadnie. Może inaczej, zależy do Niego i od tego, jak bardzo zainspirowała Go chwila i splot zdarzeń :-)

Przekonałam się o tym nie raz, ale odbiegłam od tematu bo nie o tym miałam pisać, tylko o wczorajszym dniu :-)
Rano niczego nieświadoma, wypiłam kawę. Miałam w planach zadzwonić w kilka miejsc.
Ale tak jakoś się wlókł ten poranek, zjadłam śniadanie, poszłam się przebrać i wykonałam jeden telefon. JEDEN.
Ledwo słuchawkę odłożyłam, zadzwonił Pan. :-)
Ze śmiechem odebrałam telefon i mówię, że właśnie skończyłam rozmawiać na drugim telefonie.
A że rozmowa nie za bardzo poszła po mojej myśli i byłam okropnie wzburzona, zaczęłam rozemocjonowana opowiadać Panu co udało mi się dowiedzieć i załatwić.
Gadałam i gadałam i gadałam i… w końcu Pan coś powiedział, ja się dalej skarżyłam, że już nie mam miejsca w kalendarzu do pisania i dalej nawijałam, Pan w końcu mi przerwał i powiedział że nawet nie zwróciłam co powiedział.
I tak zamknęłam się i myślę, o cholera, faktycznie tak ciągle ja tylko mówię i nie słucham i się zapytałam czy może powtórzyć co powiedział.
Powtórzył, aczkolwiek hmm.. :-) nie przywiązałam to tego wagi :-) to znaczy nie tak, nie uwierzyłam w to co mi moje wnętrze podpowiadało :-)
„Za chwile mi pokażesz”.
I się zaczęłam śmiać i myślę, tak jasne, za chwilę co to znaczy? Dziś? Jutro? Kiedy? Zapytałam się przez śmiech a kiedy.
„Za pól godziny”.
Umilkłam. Haha, oj mina mi zrzedła :-) Teraz to Pan się śmiał a ja zaczęła panikować.
Ale jak to za pół godziny? Przecież ja bym się musiała przygotować („O każdej porze dnia i nocy”, wiem, pamiętam, ale czasem trudno się tego trzymać…), ogarnąć trochę, przyznaję „Perfekcyjną Panią Domu” nie jestem, ale bałaganiarą rodem z tych programów amerykańskich też nie jestem, a wiadomo że czasem się pozbiera miejscami kilka ciuchów na fotelu :-)
Pół godziny hmmm… powiedziałam, że muszę trochę ogarnąć i w ogóle tak 15 minut na to potrzebuję. No ale ok, rozłączyliśmy się, Pan pozwolił w te 15 minut trochę ogarnąć.
Poza tym, jak to możliwe że Pan przyjedzie jak dokładnie w zeszłym tygodniu się spotkaliśmy na dłużej? No jak? A może jednak właśnie możliwe?
Te 15 minut upłynęło błyskawicznie, Pan zadzwonił że mogę schodzić, no to poszłam otworzyć drzwi, i jak zobaczyłam Go przy furtce… aż się we mnie zakotłowało..
Na czarno ubrany? O masakra, co to znaczy, będzie źle czy nie? Poza tym dobrze wie że mnie to kreci jak jest na ciemno ubrany i perfidnie to wykorzystuje!
Jeszcze lekko oszołomiona strojem dojrzaalm w Jego dłoni różę.
I tak się zastanawiam, dla mnie ta róża? A z jakiej okazji? A może nie dla mnie? No ale z jakiej okazji????
I się mentalnie pacnęłam w czoło.
Przecież dziś miesięcznica. :-)
Jakoś tak mnie zamroczyło :-) Przez ten strój jednak chyba… :-)

No ale przytuliłam się do Pana, poczułam jego usta na swoich i już straciłam głowę. Nic mnie nie obchodziło co dookoła. :-)
Ale tak to już bywa z tymi pocałunkami :-)
Poszliśmy do pokoju i co mnie zdziwiło leżeliśmy grzecznie na łóżku :-)
Grzecznie jak na nas :-) Ostatnio mnie poniosło z Czarnym Przyjacielem.. :-) ale już teraz byłam hmm bardziej opanowana :-)
No ale tak leżeliśmy, takie mizianie, no ale za chwilę już poczułam dłoń Pana pod legginsami :-) było o tyle łatwiej że nie założyłam majtek :-)
I za chwilę, co mnie jeszcze bardziej zdziwiło, Pan zaproponował żebyśmy się przenieśli pod kołdrę :-)
Znów rozważałam ten pomysł a Pan dalej zajmował się moimi najbardziej spragnionymi miejscami :-)
W końcu stwierdziłam, dobrze, idziemy pod kołdrę, ale…
„…teraz ja zajmę się Tobą” i uśmiechnęłam się przy tym nonszalancko :-)
I za chwilę dodałam „Śmigaj pod kołdrę”, na co Pan zareagował delikatnym upomnieniem słownym, iż nieodpowiednio się zwróciłam :-) no nie była to gafa na miarę „piątki” :-)
Ale jednak wywołało to uśmiech na mojej twarzy :-) w sumie, nie tylko mojej… :-)
Pan powiedział, jak już wstałam, żebym wzięła ten mały masażer, ale najpierw musiałam go zlokalizować.
Leżał w torbie :-) razem z obrożą :-)
Wskoczyłam do łóżka, przytuliłam się do Pana i… każdą komórką ciała czułam, jak mi dobrze :-)
Wiem, wiem, wanilia coraz bardziej dominuje, chociaż czasem może nie do końca, bo na czwartkowym spotkaniu… aaaa, ciiii :-) wszystko w swoim czasie :-)
Ale leżałam tak wtulona i nie chciałam się ruszać, było mi tak dobrze :-)
Ale za chwilę :-) było mi jeszcze lepiej :-)
Pan zajmował się moimi piersiami, tak jak lubię, mocno, czasem za mocno, ale jak boli wiem że żyję :-)
Zajmowałam się kutasem Pana. Zawsze mi tego brakuje. Zawsze. Lubię bawić się nim dłonią, jak leżymy i nakręcamy się nawzajem, albo ustami, sama kierować rytmem albo jak robi to mój Pan, trzyma mnie mocno za włosy i pieprzy aż się dławię i ślinię, i jak dochodzi i czuję jak nasienie spływa po moim gardle i… nie, zdecydowanie dużo wymieniać, temat na osobny wpis :-)
Eh.. :-)
Pan bawił się jeszcze mną, i po dłuższej chwili doszłam. Jak mam okres dostać jestem nie do zniesienia :-)
Wredna, złośliwa, ciskająca sarkazmem na prawo i lewo, bywa że obojętna, częściej płaczliwa.
Zresztą, każda kobieta czuje jak ma dostać okres. A takie dzikie samopoczucie niekoniecznie sprzyja zabawom :-)
Ale. Nie było źle. Było cudownie. Pan wyczuwał moje ciało, odczytywał moje reakcje i do tej pory mnie to zaskakuje z jaką precyzją, PRECYZJĄ to odczytywanie zawsze przebiega. Nie, nie chodzi o moje ciało, ale o te wszystkie inne rzeczy. Emocje, wahania nastrojów, ogólne wahania, moje myśli…
Czasem rozmawiamy przez telefon, Pan wspomina o jakiejś rzeczy, i zaciskam uda, a On mówi „Ale nie zaciskaj tych ud tak mocno” i jeszcze się uśmiecha!
Nie wiem, może to logiczne. Może. Nie wiem tak w sumie :-) ale zawsze mnie to rozśmiesza :-)
Czasem czuję się na podglądzie, ale to kolejny temat na osobny wpis :-)
Jeszcze leżeliśmy. Oczywiście, jak to Pan powiedział „bez łaskotania nie ma spotkania” :-)
A się broniłam, ale no niestety nie udało mi się i z rękami unieruchomionymi zwijałam się ze śmiechu :-) skopałam kołdrę przy okazji. I prześcieradło :-)
Eh :-) tak cudownie, ale wszystko co dobre kiedyś się kończy, i ten moment nadszedł.
Posmutniałam.
Jeszcze Pan mówił, żebym nie była smutna, ale jak tu nie być smutną, jak trzeba na ziemię wracać?
Czy ktokolwiek chciałby wracać z wymarzonego Raju?

Sprowadziłam Pana, pożegnaliśmy się i poszedł do samochodu. A ja jeszcze długo długo stałam w drzwiach kompletnie wyłączona. Nie płakałam ale poczułam taką pustkę. Tak jakby czegoś nagle we mnie zabrakło. I nie chodzi tylko o kutasa Pana :-)
Ale zabrakło mi takiego pchnięcia :-) do działania oczywiście :-)
Jak ja pisze no nie, najwyższy poziom zboczenia chyba dziś mnie ogarnął :-)
Także wczorajsza niespodzianka :-) Była wspaniała, cudowna, piękna i oh jeju… :-)

 

23.09.2016
Dziś poranek zaczęłam również od kawy :-) W sumie poranki zaczynam od porannego maila, w którym znajdują się zdjęcia i kilka informacji :-)
Ale później kawa była :-)
Wypiłam na spokojnie, obejrzałam bardzo ‚ambitny’ program i poszłam do kuchni.
Zanim naszykowałam sobie śniadanie minęło 40 minut.
Bo włosy jeszcze umyłam, jeszcze maila sprawdziłam, jeszcze to tamto i 40 minut się zrobiło.
Z drugiej strony skończyłam po 12 lekko. I jak popijałam spokojnie herbatę i kończyłam czytać zadzwonił Pan :-)
Kubek by poleciał na podłogę, tak drgnęłam na dźwięk dzwonka :-)
I znów ze śmiechem odebrałam telefon i powiedziałam, uwaga: „Masz szczęście, bo skończyłam śniadanie”.
No cóż, to nie było zbyt właściwe, ciągle mnie to gryzie.. Za te moje odzywki powinnam dostać trzcinką. Albo tym patyczkiem z cieniutkim sznureczkiem.
O brrrr, jak sobie o nim przypomnę pokornieję… i składam się w sobie do pozycji klęczącej. Prawie jak Transformers…
Ale Pan zwrócił mi uwagę, iż te moje odzywki doczekają się dobitnego przedstawienia ich niestosowności… i rozmawialiśmy dalej.
I nagle usłyszałam, że do pokoju, że Czarny Przyjaciel, że ten mały masażer… :-)
Hmm, niekoniecznie mi się ten pomysł spodobał, jeszcze byłam po wczorajszym obolała :-)
Ale pobiegłam do pokoju, zabrałam potrzebne rzeczy, rozebrałam się.
Podłączyłam Przyjaciela, wzięłam masażer. Miałam się nim pieprzyć :-) bo wczoraj Pan mnie nim pieprzył ale :-) jednak wolę jak Jego palce mnie pieprzą :-) tak podniecające że aż boli :-)
Położyłam się, powiedziałam że już gotowa jestem iiii… :-)
Najpierw masażer :-) miałam go w cipkę włożyć, jak to zrobiłam Pan powiedział żebym się nim teraz trochę pieprzyła :-) ten masażer ma za małe obroty :-) potrzebuję mocniejszych doznań, a Czarny Przyjaciel… :-) Eh :-)
I w końcu usłyszałam, to teraz Czarny Przyjaciel, włącz :-)
Włączyłam przyłożyłam w odpowiednie miejsce i..
Nie wiedziałam że jestem aż tak obolała :-) ale szukałam odpowiedniego miejsca i wcale tak bardzo nie bolało :-)
I jęczałam, tak momentami było mi dobrze, Pan oczywiście kazał mi mówić, ale :-) no cóż, muszę to jeszcze poćwiczyć :-)
Tak mi brakowało w tamtym momencie rżnięcia, czasem jakieś zdanie wydobyło się z moich ust aale nic specjalnego, ale miałam powiedzieć kim jestem :-) co mnie kompletnie podnieciło :-) jak ja to lubię mówić :-)
I jeszcze chwila, i jeszcze troszeczkę i.. jejuu, jak ja wyłam.. przed orgazmem.
Takie dwa głębsze.. :-) w sensie jęki :-) i pytanie.
Nie lubię dochodzić bez pozwolenia. Ale z drugiej strony nie potrafię się powstrzymać jakl Pan mówi „Jeszcze nie”… chciałabym się w końcu tego nauczyć :-)
Ale Pan pozwolił :-) podświadomie czułam że pozwoli :-) czasem jak się pytam to na chwilę przestaję się ruszać, bo ja jestem na krawędzi to wystarczy niewielkie poruszenie biodrami i koniec, spadam :-)
O jak się kręciłam.. zsunęłam się z poduszki, raz, drugi trzeci się wygięłam, rozłożyłam nogi szerzej by za chwilę mocniej je zacisnąć i znów rozłożyć ale nie przestawałam.
I dalej dalej trzymałam ale już nie mogłam miejsca znaleźć. Już tak bolało.. :-)
Pan mnie wczoraj zużył.. :-) Hahaha :-)
Ale za chwilę doszłam drugi raz, teraz orgazm był płytki ale nie tracił na intensywności :-)
I jeszcze trzymałam :-)
Ale Pan powiedział że już starczy… :-)
Szkoooda :-)

Także dwa dni pod rząd taaakie niespodzianki :-) oj bo się przyzwyczaję :-) ale eh było cudownie :-) nie mogę przestać o tym myśleć :-)
Pan mnie lubi zaskakiwać :-) i znalazł dla mnie czas :-) i przyjechał i był i pozwolił na orgazm i zadzwonił i… :-)
Jeju :-)
Tak wspaniale być Suką mojego Pana…

 

Su Anusz.

Zobacz o czym myśli Suka.

Standardowy

Wyobraźnia.
Cenny dar.
Czasem chciałabym jej nie mieć, pozbyć się, wyłączyć ją.
Tak jak dzisiaj. I wiele razy wcześniej.
Wyobraźnia wcale mi dzisiaj nie pomaga. Podsuwa różne dzikie wizje, które podniecają i nie dają normalnie żyć.
Dziś idąc przez miasto szczególną uwagę zwróciłam na wiązanie.
Tak mi tego brakuje.. unieruchomienia. Jeszcze zasłoniętych oczu.
I ta słodka niewiedza, czy Pan zaszczyci delikatną pieszczotą czy może raczej tą mocniejszą. 
To wyostrzenie zmysłów, jak się bardziej słyszy, bardziej czuje, bardziej…
Chłonąć każdą sekundę, tworzyć mozaikę z doznań, emocji i odczuć, czuć, ale pełniej, skupić się tylko na tym bodźcu…

Wypełnienie ciepłem aż po same brzegi, każdy zakamarek ciała, czuć wszystko, ale nie widzieć niczego.
Mieć pewność wcale jej nie mając. 
Oddać się bez wahania.

Czasem się waham. Ale to wahanie nie jest z mojego niezdecydowania, czy aby na pewno dobrze robię. Pan to wie za mnie. Waham się raczej z potrzeby dyskusji. A może i z potrzeby zostania ukaraną.
Lubię te przekomarzania. Nie ma nic cudowniejszego niż uśmiech Pana w takiej sytuacji. Gdy Go rozbawiłam.
Patrzy na mnie wtedy pobłażliwie jak na dziecko, On wie że ja wiem jakie mogą być konsekwencje gdy posunę się za daleko i już kombinuje co mi tu zrobić, Jego oczy się śmieją, patrzę w nie i widzę ciepło i tą osobliwą energię bijącą z nich, energię mojego Pana, wyjątkową, wokół nich robią się delikatne zmarszczki na które uwielbiam patrzeć, nie ma nic seksowniejszego niż zmarszczki wokół oczu, jeszcze jak jest się ich powodem.
Uśmiechają się też Jego usta. Dopóki nic nie mówi. Rozbraja mnie ten uśmiech, czuję mrowienie w dole brzucha bo taki uśmiech zawsze zwiastuje coś… niesamowicie przyjemnego. Ewentualnie zapowiada katastrofę, czyli łaskotanie.
Pan ciągle wspomina o wiązaniu i łaskotaniu mnie… mam nadzieję, że w końcu o tym zapomni, gdzieś to uleci z Jego głowy i uhm..
To jest tak, czuję się przy Nim bezpieczna, to cudowne uczucie, ale jak już tylko zbliża dłonie do tych miejsc wrażliwych na łaskotanie to już taka bardzo bezpieczna się nie czuję… :-)

Myślałam też o biciu. Jak ja to lubię pisać :-)
„Zbij mnie!”
Ojeju :-) aż samo pisanie o tym mnie nakręca… żeby moja wyobraźnia się za bardzo nie rozszalała..
Ale bicie :-) jak już raz się spróbuje, to juz się nie przestanie. Kiedyś coś takiego przeczytałam i nie wiedziałam jak to się ma do rzeczywistości.
Cóż… teraz już wieeem… Niby jak Pan wyciąga pas albo pokazuje trzcinkę to mówię nie nie, a może wcale, albo na następnym spotkaniu..
Ale przyznaję, bez chłosty to tak jakby się nie doprawiło jedzenia.
Takie no hmm, fajnie fajnie ale czegoś jednak brakuje. A jak dłuższy czas nie ma to oooj, szaleństwo, przynajmniej ja szaleję. Szukam sama sposobności żeby sobie dać klapsa albo dwa. Po sklepach jak chodzę to idę na dział z paskami i z rozmarzeniem dotykam ich wyobrażając sobie jak Pan używa go na mnie. Wszędzie, dosłownie wszędzie szukam podtekstów.
Kabelki też czasem w ruch idą, częściej dłonią sobie dogadzam.
To znaczy..
W sensie taki klaps czy coś…
A Czarny Przyjaciel siedzi w szafie i czeka.. nie tknę go bez pozwolenia ale czasem aż mnie skręca żeby go wyjąć…
Ale nie, nie ma mowy.
Silna wola. Trzeba trenować.

Nagrałam ostatnio filmik dla Pana. Nie mogę się rozpisywać, ponieważ jeszcze go nie widział.
Ale powiedziałam że zrobię dla Niego prezentację na żywo :-) jeszcze udoskonalę troszeczkę :-)
I miałam nadzieję, że się nie zdenerwuje że złamałam kilka zasad… :-)
Myślę, że jak Pan zobaczy efekt to wybaczy mi wszystkie złamane zasady tamtego dnia :-) nawet spóźnienia z smsami :-)

 

„Nie chciałabym być niegrzeczna
Ale wiem, że w twojej głowie już rozchylam kolana”

 

 

 

Su Anusz.

Ptyś-niespodzianka.

Standardowy

W związku z moim snem (najpierw jak Pan mnie rżnął, później pieprzyłam się wielkim dwustronnym żelowym kutasem, prawie doszłam przez sen! Ale we śnie przestałam i pisałam do Pana czy mogę dojść) a może raczej z działaniami późniejszymi, Pan zarządził dziś ptysia.
15 minut bo 15 minut ale jednak.
Sny jedno, ale to że poszłam bez majtek w legginsach na zakupy to drugie.
Wokół mnie unosił się zapach podniecenia.
Od raz po wyjściu z domu byłam mokra.
Czułam się z tym komfortowo, więcej, ten zapach jeszcze bardziej mnie podniecał.

Później później, jak napisałam że to podniecenie już się uspokoiło, że już nie jestem tak bardzo nakręcona, Pan zrobił mi niespodziankę i powiedział że dziś ma być ptyś na 15 minut.
Zaskakująca była moja reakcja. Nie skrzywiłam się.
Poczułam ciekawość, delikatne pobudzenie i tak w sumie nie mogłam się doczekać wieczora…
Już widziałam siebie, klęczącą i pochyloną do przodu pod biurkiem, jak pieprzę się ptysiem a on wchodzi coraz głębiej i głębiej…
Rzeczywistość była nieco inna.

Nadszedł upragniony wieczór. Przed 21.
Przygotowałam żel, ptysia, siebie psychicznie i zaczęłam.
Sama aplikacja nie była zła, cały dyskomfort i ewentualny ból momentami rekompensowało mi to pieprzenie się.
Ale ładnie gładko wszedł, troszeczkę piekło, no i czułam ten dyskomfort jednak.
Nie było tak źle jak na początku mojej przygody z ptysiem.
Wtedy ledwo 30 minut wytrzymywałam.
Teraz mam wszystko ładnie zaplanowane, sprawdzone, jak najlepiej, gdzie, pod jakim kątem i w jakiej pozycji.
Podobało mi się jak kiedyś próbowałam na stojąco.. Oj, to było dobre…
Teraz nie było źle.
I tak do końca nie wiem, czy bardziej czułam pieczenie, czy podniecenie i pragnienie rżnięcia w tej chwili.
Chyba jednak to drugie, jak tylko wstawałam to miękły mi nogi i czułam płynne mrowienie między udami.
Siedzenie z początku było trudne. Nabiłam się mocniej na ptysia, pokręciłam się na nim trochę i przestałam.

Wyciąganie ptysia było całkiem sympatyczne. Fajnie się z nim chodziło i siedziało na balkonie, ale z wielką chęcią szłam do łazienki żeby się go pozbyć.
Poczułam ulgę jak już go nie było, ale z drugiej strony poczułam się taka… pusta w środku.
Jednak mi ptysia brakowało.
Chociaż może bardziej brakuje mi takiego soczystego rżnięcia.

 

 

 

Su Anusz.