Chroniczny brak czasu.

Standardowy

Ostatnio tego czasu brak.
Nie do końca mi się to podoba, bo straciłam możliwość realizowania różnych rzeczy…
Rano wychodze, wieczorem przychodzę i jedyne na co starcza mi czasu to prysznic, coś przegryźć, plan i zdjęcia plus wpis, ale i to niecodziennie.
Jak to Pan powiedział, zaczęło się dorosłe życie.
Teraz zauważam jak lekko żyłam.
O ile wcześniej realizowałam swoje pomysły od razu tak teraz.. jeśli coś do głowy mi przyjdzie to zapisuję i zostawiam. Na lepsze czasy.
Nie chodzi o to że nie miałam pojęcia o życiu. Może tylko.. delikatnie inaczej to wszystko sobie wyobrażałam..
Zaniedbałam nawet Suczy, co w przeszłości było nie do pomyślenia.
Postaram się nieco częściej pisać. Nawet jeśli by to miało być jedno zdanie.
Ale generalnie nic się u mnie nie zmieniło.
Nadal pragnę, nadal marzę, nadal moja wyobraźnia przekracza wszelkie granice.
Jeszcze jestem „na głodzie”, także czasem natrętne myśli nie dają mi spokoju.
To nie jest źle że mam takie mysli, sma Pan tak mówi, że to nie źle że moje myśli poniecają i nie dają spokoju.
Czekam tylko, eh, czekam na to spełnienie. Na to ukojenie. Jak w końcu się spotkamy.
Jak już będzie tak ciepło, tak spokojnie i bezpiecznie, tak cudownie i wspaniale…
O niczym innym tak naprawde nie mysle jak o spotkaniu. To już jest niemal bolesne…
Palące pragnienie i to poczucie związanych rąk mimo szczerych chęci..
Ale należy okazać cierpliwość i czekać.
Ale jakie to będzie piękne, jak juz nadejdzie ten dzień, jak dzień wcześniej zaczne się szykować a kolejnego będe się ubierac z drżącymi nogami i sercem! I wnętrzem…
Już niemal czuje to podekscytowanie! To, jak się denerwuję i zastanawiam się, czy zdąże na czas! Czy nie połamię nóg w szpilkach! Czy spódniczka nie jest za krótka i nie wystaje koronka z pończoch!
Ojeju spokojnie…
To będzie piękne…!

Su Anusz.

Nienasycona

Standardowy

22.09.2016
Szczególna data, o której myślałam od rana. Od kilku dni.
Pan uświadomił mnie, że to 25 miesięcy.
Inaczej brzmi „2 lata i miesiąc” a inaczej „25 miesięcy”. Zrobiłam wielkie oczy. To mówimy już o takich liczbach?
W każdym razie, taki okres czasu jestem Suką. Z obrożą. Z Panem. I wizją chłosty w każdym momencie i w każdym miejscu, kiedy zażyczy sobie Pan. I z tymi różnymi innymi rzeczami, których się nie robi, a które są piekielnie podniecające. Czasem zawstydzające.
Ale wszystko co nielegalne i nieprzyzwoite ma w sobie magnetyzm. Nikt nie musi wiedzieć że ups, przekroczyłam granice przyzwoitości, ale mogą :-)
Mogą wiedzieć i widzieć jak to robię… :-)
Wszystko zależy od mojego Pana i co aktualnie wpadnie. Może inaczej, zależy do Niego i od tego, jak bardzo zainspirowała Go chwila i splot zdarzeń :-)

Przekonałam się o tym nie raz, ale odbiegłam od tematu bo nie o tym miałam pisać, tylko o wczorajszym dniu :-)
Rano niczego nieświadoma, wypiłam kawę. Miałam w planach zadzwonić w kilka miejsc.
Ale tak jakoś się wlókł ten poranek, zjadłam śniadanie, poszłam się przebrać i wykonałam jeden telefon. JEDEN.
Ledwo słuchawkę odłożyłam, zadzwonił Pan. :-)
Ze śmiechem odebrałam telefon i mówię, że właśnie skończyłam rozmawiać na drugim telefonie.
A że rozmowa nie za bardzo poszła po mojej myśli i byłam okropnie wzburzona, zaczęłam rozemocjonowana opowiadać Panu co udało mi się dowiedzieć i załatwić.
Gadałam i gadałam i gadałam i… w końcu Pan coś powiedział, ja się dalej skarżyłam, że już nie mam miejsca w kalendarzu do pisania i dalej nawijałam, Pan w końcu mi przerwał i powiedział że nawet nie zwróciłam co powiedział.
I tak zamknęłam się i myślę, o cholera, faktycznie tak ciągle ja tylko mówię i nie słucham i się zapytałam czy może powtórzyć co powiedział.
Powtórzył, aczkolwiek hmm.. :-) nie przywiązałam to tego wagi :-) to znaczy nie tak, nie uwierzyłam w to co mi moje wnętrze podpowiadało :-)
„Za chwile mi pokażesz”.
I się zaczęłam śmiać i myślę, tak jasne, za chwilę co to znaczy? Dziś? Jutro? Kiedy? Zapytałam się przez śmiech a kiedy.
„Za pól godziny”.
Umilkłam. Haha, oj mina mi zrzedła :-) Teraz to Pan się śmiał a ja zaczęła panikować.
Ale jak to za pół godziny? Przecież ja bym się musiała przygotować („O każdej porze dnia i nocy”, wiem, pamiętam, ale czasem trudno się tego trzymać…), ogarnąć trochę, przyznaję „Perfekcyjną Panią Domu” nie jestem, ale bałaganiarą rodem z tych programów amerykańskich też nie jestem, a wiadomo że czasem się pozbiera miejscami kilka ciuchów na fotelu :-)
Pół godziny hmmm… powiedziałam, że muszę trochę ogarnąć i w ogóle tak 15 minut na to potrzebuję. No ale ok, rozłączyliśmy się, Pan pozwolił w te 15 minut trochę ogarnąć.
Poza tym, jak to możliwe że Pan przyjedzie jak dokładnie w zeszłym tygodniu się spotkaliśmy na dłużej? No jak? A może jednak właśnie możliwe?
Te 15 minut upłynęło błyskawicznie, Pan zadzwonił że mogę schodzić, no to poszłam otworzyć drzwi, i jak zobaczyłam Go przy furtce… aż się we mnie zakotłowało..
Na czarno ubrany? O masakra, co to znaczy, będzie źle czy nie? Poza tym dobrze wie że mnie to kreci jak jest na ciemno ubrany i perfidnie to wykorzystuje!
Jeszcze lekko oszołomiona strojem dojrzaalm w Jego dłoni różę.
I tak się zastanawiam, dla mnie ta róża? A z jakiej okazji? A może nie dla mnie? No ale z jakiej okazji????
I się mentalnie pacnęłam w czoło.
Przecież dziś miesięcznica. :-)
Jakoś tak mnie zamroczyło :-) Przez ten strój jednak chyba… :-)

No ale przytuliłam się do Pana, poczułam jego usta na swoich i już straciłam głowę. Nic mnie nie obchodziło co dookoła. :-)
Ale tak to już bywa z tymi pocałunkami :-)
Poszliśmy do pokoju i co mnie zdziwiło leżeliśmy grzecznie na łóżku :-)
Grzecznie jak na nas :-) Ostatnio mnie poniosło z Czarnym Przyjacielem.. :-) ale już teraz byłam hmm bardziej opanowana :-)
No ale tak leżeliśmy, takie mizianie, no ale za chwilę już poczułam dłoń Pana pod legginsami :-) było o tyle łatwiej że nie założyłam majtek :-)
I za chwilę, co mnie jeszcze bardziej zdziwiło, Pan zaproponował żebyśmy się przenieśli pod kołdrę :-)
Znów rozważałam ten pomysł a Pan dalej zajmował się moimi najbardziej spragnionymi miejscami :-)
W końcu stwierdziłam, dobrze, idziemy pod kołdrę, ale…
„…teraz ja zajmę się Tobą” i uśmiechnęłam się przy tym nonszalancko :-)
I za chwilę dodałam „Śmigaj pod kołdrę”, na co Pan zareagował delikatnym upomnieniem słownym, iż nieodpowiednio się zwróciłam :-) no nie była to gafa na miarę „piątki” :-)
Ale jednak wywołało to uśmiech na mojej twarzy :-) w sumie, nie tylko mojej… :-)
Pan powiedział, jak już wstałam, żebym wzięła ten mały masażer, ale najpierw musiałam go zlokalizować.
Leżał w torbie :-) razem z obrożą :-)
Wskoczyłam do łóżka, przytuliłam się do Pana i… każdą komórką ciała czułam, jak mi dobrze :-)
Wiem, wiem, wanilia coraz bardziej dominuje, chociaż czasem może nie do końca, bo na czwartkowym spotkaniu… aaaa, ciiii :-) wszystko w swoim czasie :-)
Ale leżałam tak wtulona i nie chciałam się ruszać, było mi tak dobrze :-)
Ale za chwilę :-) było mi jeszcze lepiej :-)
Pan zajmował się moimi piersiami, tak jak lubię, mocno, czasem za mocno, ale jak boli wiem że żyję :-)
Zajmowałam się kutasem Pana. Zawsze mi tego brakuje. Zawsze. Lubię bawić się nim dłonią, jak leżymy i nakręcamy się nawzajem, albo ustami, sama kierować rytmem albo jak robi to mój Pan, trzyma mnie mocno za włosy i pieprzy aż się dławię i ślinię, i jak dochodzi i czuję jak nasienie spływa po moim gardle i… nie, zdecydowanie dużo wymieniać, temat na osobny wpis :-)
Eh.. :-)
Pan bawił się jeszcze mną, i po dłuższej chwili doszłam. Jak mam okres dostać jestem nie do zniesienia :-)
Wredna, złośliwa, ciskająca sarkazmem na prawo i lewo, bywa że obojętna, częściej płaczliwa.
Zresztą, każda kobieta czuje jak ma dostać okres. A takie dzikie samopoczucie niekoniecznie sprzyja zabawom :-)
Ale. Nie było źle. Było cudownie. Pan wyczuwał moje ciało, odczytywał moje reakcje i do tej pory mnie to zaskakuje z jaką precyzją, PRECYZJĄ to odczytywanie zawsze przebiega. Nie, nie chodzi o moje ciało, ale o te wszystkie inne rzeczy. Emocje, wahania nastrojów, ogólne wahania, moje myśli…
Czasem rozmawiamy przez telefon, Pan wspomina o jakiejś rzeczy, i zaciskam uda, a On mówi „Ale nie zaciskaj tych ud tak mocno” i jeszcze się uśmiecha!
Nie wiem, może to logiczne. Może. Nie wiem tak w sumie :-) ale zawsze mnie to rozśmiesza :-)
Czasem czuję się na podglądzie, ale to kolejny temat na osobny wpis :-)
Jeszcze leżeliśmy. Oczywiście, jak to Pan powiedział „bez łaskotania nie ma spotkania” :-)
A się broniłam, ale no niestety nie udało mi się i z rękami unieruchomionymi zwijałam się ze śmiechu :-) skopałam kołdrę przy okazji. I prześcieradło :-)
Eh :-) tak cudownie, ale wszystko co dobre kiedyś się kończy, i ten moment nadszedł.
Posmutniałam.
Jeszcze Pan mówił, żebym nie była smutna, ale jak tu nie być smutną, jak trzeba na ziemię wracać?
Czy ktokolwiek chciałby wracać z wymarzonego Raju?

Sprowadziłam Pana, pożegnaliśmy się i poszedł do samochodu. A ja jeszcze długo długo stałam w drzwiach kompletnie wyłączona. Nie płakałam ale poczułam taką pustkę. Tak jakby czegoś nagle we mnie zabrakło. I nie chodzi tylko o kutasa Pana :-)
Ale zabrakło mi takiego pchnięcia :-) do działania oczywiście :-)
Jak ja pisze no nie, najwyższy poziom zboczenia chyba dziś mnie ogarnął :-)
Także wczorajsza niespodzianka :-) Była wspaniała, cudowna, piękna i oh jeju… :-)

 

23.09.2016
Dziś poranek zaczęłam również od kawy :-) W sumie poranki zaczynam od porannego maila, w którym znajdują się zdjęcia i kilka informacji :-)
Ale później kawa była :-)
Wypiłam na spokojnie, obejrzałam bardzo ‚ambitny’ program i poszłam do kuchni.
Zanim naszykowałam sobie śniadanie minęło 40 minut.
Bo włosy jeszcze umyłam, jeszcze maila sprawdziłam, jeszcze to tamto i 40 minut się zrobiło.
Z drugiej strony skończyłam po 12 lekko. I jak popijałam spokojnie herbatę i kończyłam czytać zadzwonił Pan :-)
Kubek by poleciał na podłogę, tak drgnęłam na dźwięk dzwonka :-)
I znów ze śmiechem odebrałam telefon i powiedziałam, uwaga: „Masz szczęście, bo skończyłam śniadanie”.
No cóż, to nie było zbyt właściwe, ciągle mnie to gryzie.. Za te moje odzywki powinnam dostać trzcinką. Albo tym patyczkiem z cieniutkim sznureczkiem.
O brrrr, jak sobie o nim przypomnę pokornieję… i składam się w sobie do pozycji klęczącej. Prawie jak Transformers…
Ale Pan zwrócił mi uwagę, iż te moje odzywki doczekają się dobitnego przedstawienia ich niestosowności… i rozmawialiśmy dalej.
I nagle usłyszałam, że do pokoju, że Czarny Przyjaciel, że ten mały masażer… :-)
Hmm, niekoniecznie mi się ten pomysł spodobał, jeszcze byłam po wczorajszym obolała :-)
Ale pobiegłam do pokoju, zabrałam potrzebne rzeczy, rozebrałam się.
Podłączyłam Przyjaciela, wzięłam masażer. Miałam się nim pieprzyć :-) bo wczoraj Pan mnie nim pieprzył ale :-) jednak wolę jak Jego palce mnie pieprzą :-) tak podniecające że aż boli :-)
Położyłam się, powiedziałam że już gotowa jestem iiii… :-)
Najpierw masażer :-) miałam go w cipkę włożyć, jak to zrobiłam Pan powiedział żebym się nim teraz trochę pieprzyła :-) ten masażer ma za małe obroty :-) potrzebuję mocniejszych doznań, a Czarny Przyjaciel… :-) Eh :-)
I w końcu usłyszałam, to teraz Czarny Przyjaciel, włącz :-)
Włączyłam przyłożyłam w odpowiednie miejsce i..
Nie wiedziałam że jestem aż tak obolała :-) ale szukałam odpowiedniego miejsca i wcale tak bardzo nie bolało :-)
I jęczałam, tak momentami było mi dobrze, Pan oczywiście kazał mi mówić, ale :-) no cóż, muszę to jeszcze poćwiczyć :-)
Tak mi brakowało w tamtym momencie rżnięcia, czasem jakieś zdanie wydobyło się z moich ust aale nic specjalnego, ale miałam powiedzieć kim jestem :-) co mnie kompletnie podnieciło :-) jak ja to lubię mówić :-)
I jeszcze chwila, i jeszcze troszeczkę i.. jejuu, jak ja wyłam.. przed orgazmem.
Takie dwa głębsze.. :-) w sensie jęki :-) i pytanie.
Nie lubię dochodzić bez pozwolenia. Ale z drugiej strony nie potrafię się powstrzymać jakl Pan mówi „Jeszcze nie”… chciałabym się w końcu tego nauczyć :-)
Ale Pan pozwolił :-) podświadomie czułam że pozwoli :-) czasem jak się pytam to na chwilę przestaję się ruszać, bo ja jestem na krawędzi to wystarczy niewielkie poruszenie biodrami i koniec, spadam :-)
O jak się kręciłam.. zsunęłam się z poduszki, raz, drugi trzeci się wygięłam, rozłożyłam nogi szerzej by za chwilę mocniej je zacisnąć i znów rozłożyć ale nie przestawałam.
I dalej dalej trzymałam ale już nie mogłam miejsca znaleźć. Już tak bolało.. :-)
Pan mnie wczoraj zużył.. :-) Hahaha :-)
Ale za chwilę doszłam drugi raz, teraz orgazm był płytki ale nie tracił na intensywności :-)
I jeszcze trzymałam :-)
Ale Pan powiedział że już starczy… :-)
Szkoooda :-)

Także dwa dni pod rząd taaakie niespodzianki :-) oj bo się przyzwyczaję :-) ale eh było cudownie :-) nie mogę przestać o tym myśleć :-)
Pan mnie lubi zaskakiwać :-) i znalazł dla mnie czas :-) i przyjechał i był i pozwolił na orgazm i zadzwonił i… :-)
Jeju :-)
Tak wspaniale być Suką mojego Pana…

 

Su Anusz.

Zobacz o czym myśli Suka.

Standardowy

Wyobraźnia.
Cenny dar.
Czasem chciałabym jej nie mieć, pozbyć się, wyłączyć ją.
Tak jak dzisiaj. I wiele razy wcześniej.
Wyobraźnia wcale mi dzisiaj nie pomaga. Podsuwa różne dzikie wizje, które podniecają i nie dają normalnie żyć.
Dziś idąc przez miasto szczególną uwagę zwróciłam na wiązanie.
Tak mi tego brakuje.. unieruchomienia. Jeszcze zasłoniętych oczu.
I ta słodka niewiedza, czy Pan zaszczyci delikatną pieszczotą czy może raczej tą mocniejszą. 
To wyostrzenie zmysłów, jak się bardziej słyszy, bardziej czuje, bardziej…
Chłonąć każdą sekundę, tworzyć mozaikę z doznań, emocji i odczuć, czuć, ale pełniej, skupić się tylko na tym bodźcu…

Wypełnienie ciepłem aż po same brzegi, każdy zakamarek ciała, czuć wszystko, ale nie widzieć niczego.
Mieć pewność wcale jej nie mając. 
Oddać się bez wahania.

Czasem się waham. Ale to wahanie nie jest z mojego niezdecydowania, czy aby na pewno dobrze robię. Pan to wie za mnie. Waham się raczej z potrzeby dyskusji. A może i z potrzeby zostania ukaraną.
Lubię te przekomarzania. Nie ma nic cudowniejszego niż uśmiech Pana w takiej sytuacji. Gdy Go rozbawiłam.
Patrzy na mnie wtedy pobłażliwie jak na dziecko, On wie że ja wiem jakie mogą być konsekwencje gdy posunę się za daleko i już kombinuje co mi tu zrobić, Jego oczy się śmieją, patrzę w nie i widzę ciepło i tą osobliwą energię bijącą z nich, energię mojego Pana, wyjątkową, wokół nich robią się delikatne zmarszczki na które uwielbiam patrzeć, nie ma nic seksowniejszego niż zmarszczki wokół oczu, jeszcze jak jest się ich powodem.
Uśmiechają się też Jego usta. Dopóki nic nie mówi. Rozbraja mnie ten uśmiech, czuję mrowienie w dole brzucha bo taki uśmiech zawsze zwiastuje coś… niesamowicie przyjemnego. Ewentualnie zapowiada katastrofę, czyli łaskotanie.
Pan ciągle wspomina o wiązaniu i łaskotaniu mnie… mam nadzieję, że w końcu o tym zapomni, gdzieś to uleci z Jego głowy i uhm..
To jest tak, czuję się przy Nim bezpieczna, to cudowne uczucie, ale jak już tylko zbliża dłonie do tych miejsc wrażliwych na łaskotanie to już taka bardzo bezpieczna się nie czuję… :-)

Myślałam też o biciu. Jak ja to lubię pisać :-)
„Zbij mnie!”
Ojeju :-) aż samo pisanie o tym mnie nakręca… żeby moja wyobraźnia się za bardzo nie rozszalała..
Ale bicie :-) jak już raz się spróbuje, to juz się nie przestanie. Kiedyś coś takiego przeczytałam i nie wiedziałam jak to się ma do rzeczywistości.
Cóż… teraz już wieeem… Niby jak Pan wyciąga pas albo pokazuje trzcinkę to mówię nie nie, a może wcale, albo na następnym spotkaniu..
Ale przyznaję, bez chłosty to tak jakby się nie doprawiło jedzenia.
Takie no hmm, fajnie fajnie ale czegoś jednak brakuje. A jak dłuższy czas nie ma to oooj, szaleństwo, przynajmniej ja szaleję. Szukam sama sposobności żeby sobie dać klapsa albo dwa. Po sklepach jak chodzę to idę na dział z paskami i z rozmarzeniem dotykam ich wyobrażając sobie jak Pan używa go na mnie. Wszędzie, dosłownie wszędzie szukam podtekstów.
Kabelki też czasem w ruch idą, częściej dłonią sobie dogadzam.
To znaczy..
W sensie taki klaps czy coś…
A Czarny Przyjaciel siedzi w szafie i czeka.. nie tknę go bez pozwolenia ale czasem aż mnie skręca żeby go wyjąć…
Ale nie, nie ma mowy.
Silna wola. Trzeba trenować.

Nagrałam ostatnio filmik dla Pana. Nie mogę się rozpisywać, ponieważ jeszcze go nie widział.
Ale powiedziałam że zrobię dla Niego prezentację na żywo :-) jeszcze udoskonalę troszeczkę :-)
I miałam nadzieję, że się nie zdenerwuje że złamałam kilka zasad… :-)
Myślę, że jak Pan zobaczy efekt to wybaczy mi wszystkie złamane zasady tamtego dnia :-) nawet spóźnienia z smsami :-)

 

„Nie chciałabym być niegrzeczna
Ale wiem, że w twojej głowie już rozchylam kolana”

 

 

 

Su Anusz.

Ptyś-niespodzianka.

Standardowy

W związku z moim snem (najpierw jak Pan mnie rżnął, później pieprzyłam się wielkim dwustronnym żelowym kutasem, prawie doszłam przez sen! Ale we śnie przestałam i pisałam do Pana czy mogę dojść) a może raczej z działaniami późniejszymi, Pan zarządził dziś ptysia.
15 minut bo 15 minut ale jednak.
Sny jedno, ale to że poszłam bez majtek w legginsach na zakupy to drugie.
Wokół mnie unosił się zapach podniecenia.
Od raz po wyjściu z domu byłam mokra.
Czułam się z tym komfortowo, więcej, ten zapach jeszcze bardziej mnie podniecał.

Później później, jak napisałam że to podniecenie już się uspokoiło, że już nie jestem tak bardzo nakręcona, Pan zrobił mi niespodziankę i powiedział że dziś ma być ptyś na 15 minut.
Zaskakująca była moja reakcja. Nie skrzywiłam się.
Poczułam ciekawość, delikatne pobudzenie i tak w sumie nie mogłam się doczekać wieczora…
Już widziałam siebie, klęczącą i pochyloną do przodu pod biurkiem, jak pieprzę się ptysiem a on wchodzi coraz głębiej i głębiej…
Rzeczywistość była nieco inna.

Nadszedł upragniony wieczór. Przed 21.
Przygotowałam żel, ptysia, siebie psychicznie i zaczęłam.
Sama aplikacja nie była zła, cały dyskomfort i ewentualny ból momentami rekompensowało mi to pieprzenie się.
Ale ładnie gładko wszedł, troszeczkę piekło, no i czułam ten dyskomfort jednak.
Nie było tak źle jak na początku mojej przygody z ptysiem.
Wtedy ledwo 30 minut wytrzymywałam.
Teraz mam wszystko ładnie zaplanowane, sprawdzone, jak najlepiej, gdzie, pod jakim kątem i w jakiej pozycji.
Podobało mi się jak kiedyś próbowałam na stojąco.. Oj, to było dobre…
Teraz nie było źle.
I tak do końca nie wiem, czy bardziej czułam pieczenie, czy podniecenie i pragnienie rżnięcia w tej chwili.
Chyba jednak to drugie, jak tylko wstawałam to miękły mi nogi i czułam płynne mrowienie między udami.
Siedzenie z początku było trudne. Nabiłam się mocniej na ptysia, pokręciłam się na nim trochę i przestałam.

Wyciąganie ptysia było całkiem sympatyczne. Fajnie się z nim chodziło i siedziało na balkonie, ale z wielką chęcią szłam do łazienki żeby się go pozbyć.
Poczułam ulgę jak już go nie było, ale z drugiej strony poczułam się taka… pusta w środku.
Jednak mi ptysia brakowało.
Chociaż może bardziej brakuje mi takiego soczystego rżnięcia.

 

 

 

Su Anusz.

Tęsknota z poprawką

Tęsknota
Standardowy

„Pan nie wie kiedy się spotkamy. Tęsknię. Bo już się nie widzieliśmy ponad miesiąc. Za kilka dni będą dwa miesiące. No może nie kilka dni, tak za dwa tygodnie. Za równe dwa tygodnie.

To znaczy były spacery, chociażby ten ostatnio (Pan i Suka na spacerze).

Ale chodzi mi o takie spotkanie dłuższe..

I wiem, że czeka mnie kara.

Ale chciałabym już się do Pana przytulić. I tak usnąć z nim. Wsłuchiwać się w Jego miarowy oddech.

Budzić się gwałtownie z lekkiego snu jak mną delikatnie potrząsa mówiąc „Nie śpij”.

Tak mi tego brakuje.

Może chcę za dużo?

Kto wie…

 

Tęsknię za Panem. Czy to takie dziwne? Czy to takie niedopuszczalne?

Jestem Suką, czy tęsknota w takiej sytuacji jest wskazana? Czy wspominanie o takim stanie jest właściwe?

Powinnam się wykazać wyrozumiałością, ogromną wyrozumiałością, jaką Pan mnie okazuje. Dlaczego tak ciężko mi być wyrozumiałą w tej chwili?

Ze łzami w kącikach oczu zastanawiam się, co robię źle. Co we mnie jest nie tak? Jak to poprawić, żeby w końcu się spotkać?

Beznamiętnie patrzę w okno opatulona kocem.

A co by było jakby to wszystko wyglądało inaczej? Gdyby nie było klimatu, a byłaby sama wanilia? Gdyby „Pan” nie był Panem tylko „kimś” waniliowym?

Mając wanilię, spotkania kiedy chcę, wspólne wyjścia, wieczory w łóżku z oglądaniem filmów całą noc. Mając to wszystko. Czy miałabym to, co mam teraz?

Czy miałabym pewność siebie, która ciągle się buduje? Poczucie własnej wartości? Motywację do różnych rzeczy?

Czy byłabym zdyscyplinowana, sumienna, zorganizowana?

Czy szukałabym różnych wyjść z sytuacji pozornie bez wyjścia?

Czy umiałabym rozmawiać o uczuciach?

Czy byłby ktoś, kto dbałby o mnie dzień i noc, przejmowałby się mną, słuchał mnie i potrafił mną odpowiednio pokierować?

I w końcu, czy byłabym szczęśliwa?

Tak naprawdę szczęśliwa?

Czy teraz jestem szczęśliwa? Jestem.

Ponieważ codziennie rozmawiam z Panem. Ponieważ On jest. Czuję to w każdym słowie, które czytam i słyszę. Ponieważ mimo złych chwil nie odwraca się ode mnie i rozmawia ze mną.

Ponieważ mimo moich wad. Pomimo wad, widzi we mnie coś, czego ja sama nie dostrzegam. I co stara się wydobyć na zewnątrz.

 

‚Stworzę cię na nowo. Usunę kolejne niepotrzebne warstwy, by na ich miejsce wstawić nowe, mocniejsze.’

 

Nadchodzą kolejne dni zadręczania się.

Kiedy? Co? Czemu?

Co jest nie tak? Co zrobiłam źle? Co mogę zrobić żeby się spotkać?

Wyzwolenie przyniesie spotkanie…

Tęsknię Panie mój… Tęsknię.. tęsknię…

 

 

Su Anusz.”

 

 

Każdy popełnia błędy.
Moim błędem było lekkomyślne napisanie tego wpisu. I wrzucenie go na bloga.
Pół nocy nie dawało mi spokoju, jak przypominałam sobie słowa Pana.
“… i że trzeba się Tobą zaopiekować”
“Mam nadzieję, że z tego wpisu nie będzie smutku…”
“… że jesteś samotna i mało szczęśliwa…”
Im dłużej nie spałam, tym bardziej byłam przekonana, że mój wczorajszy wpis właśnie tak zabrzmiał.

Samotna Suka szukająca kogoś innego, dająca ‘delikatnie’ do zrozumienia, że jest nieszczęśliwa i przydałoby się pocieszenie.
Nie nie nie, to nie tak miało być…
Nie szukam kogoś innego.
Kocham swojego Pana i nigdy w życiu nie zamieniłabym Go na nikogo innego.
Wyszło tak z tego wpisu, że Pan mi niczego nie daje.
Wcale tak nie jest.
Dał mi nowe życie, bezpieczeństwo, miłość, troskę, wsparcie, orgazmy których nie miałam, zbudował moje poczucie własnej wartości… dużo wymieniać, dał mi dużo. Dał mi wszystko co najlepsze.
I nawet najgorsze w najlepszym wydaniu!
Cieszę się z tego, co mam. Że w ogóle On jest.
Że po prostu jest. Że ma takie pokłady cierpliwości wobec mnie. Że wyjaśnia. Że rozmawia, pokazuje, przedstawia.
Robi to wszystko, chociaż wcale nie musi. NIE MUSI.
A jednak to robi.
Uśmiecham się wtedy, jak zdaję sobie z tego sprawę.
Pan jest wyjątkowy.
Potrafi zachować równowagę między przesłodzonym pluszem a brakiem pluszu,wie, kiedy założyć plusz z powrotem a kiedy całkowicie go zdjąć. Zawsze mnie to zaskakuje, że potrafi wyczuć ten moment.
Nigdy nie mówiłam, że Pan jest zły. Że źle się do mnie odnosi, źle mnie traktuje, niesprawiedliwie, źle na mnie patrzy.
Ale wczoraj przedstawiłam swojego Pana w złym świetle i dodatkowo naraziłam się na różnego rodzaju propozycje.
Zdaję sobie sprawę z tego, że okropnie zrobiłam. Ja wiem o tym i strasznie się czuję winna.

Nie wiem co jeszcze mogę napisać żeby Pan nie uchodził za złego a ja za samotną, poszukującą Sukę…
Jak bardzo za Panem tęsknię, tak bardzo że ojeju, to On przyjeżdża i mnie na spacery zabiera. To nie to samo co długie spotkanie, ale zawsze przez te kilka chwil się widzimy, dotykamy, jesteśmy razem. Przez chwilę znów czuję, że moje miejsce jest jak najbliżej Pana.
Najważniejsze że ja wiem, że mój Pan jest dobry, sprawiedliwy, wyrozumiały.
Najważniejsze, że ja Go kocham, szanuję i uwielbiam.
Najważniejsze, że ja chcę mu służyć, chcę być Jego Suką i spełniać zachcianki.
I najważniejsze. Wiernie trwać przy Jego boku. Całą wieczność.

Pokornie pochylam głowę przed obliczem mojego Pana,

Su Anusz.

Seksowny telefon.

Get kinky!
Standardowy

I nie mam na myśli niczego złego, mimo że przypomniała mi się pewna historia.

Przed poznaniem Pana często bawiłam się w ten sposób.
Nie wiedziałam jakie to niebezpieczne dawać numery telefonów obcym mężczyznom.
Takie rozmowy miały różny charakter. Jedne trwały pięć godzin i było to swojego rodzaju „szkoleniem suki”, gdzie na koniec okazało się że wielki pan i master stracił pół nocy na szkolenie mnie i nic z tego nie wyszło, po zwykły seks przez telefon. Ta forma, bardziej waniliowa, bardzo mi przypasowała. Przez dłuższy okres czasu, kiedy to byłam w trakcie poszukiwań Pana, dobrze powiedzmy sobie szczerze.
Podczas desperackich i lekkomyślnych poszukiwań kogokolwiek związanego z klimatem, to był taki umilacz czasu.
Mnie było to na rękę, nie musieliśmy się spotykać, poza takimi rozmowami z finałami też nam się dobrze gadało, no układ całkiem dobry. Nie przywiązywaliśmy się do siebie, nie było deklaracji. Tak po prostu, mamy ochotę, piszemy do siebie, jeden telefon i całe napięcie znika. Było mi to na rękę też dlatego, że nie obchodziło mnie to, czy on skończył czy nie. Było tak że ja dochodziłam i miałam gdzieś co się dzieje po dugiej stronie, później on. Chwilę pogadaliśmy jeszcze.
I każde wracało do swojego życia.
Nie musiałam się przejmować, czy aby na pewno dobrze wyglądam, czemu tak często zamykam oczy, nie krępowało mnie to, że na mnie ktoś patrzy.
Po prostu, byłam sama ja i ktoś po drugiej stronie słuchawki.
Nie lubiłam mówić, czasem samo wzdychanie i jęczenie nie wystarczało, czasem chciał żebym mówiła co robię. I tu zaczynały się schody, ponieważ niekoniecznie lubiłam o takich rzeczach mówić.
Słowo „cipka” ledwie mi przez usta przechodziło. No dobra, wcale nie przechodziło, ale za to na policzki wypełzał mi ohydny, zdradliwy rumieniec.

To było dla mnie nowym, ciekawym doświadczeniem.
Odważyłam się na coś takiego i niby to nic, ale.. jednak dla mnie to było coś. Może nie coś, do czego przywiązywałam wagę, ale coś, co okazało się przyjemne.

Jak poznałam Pana. A było to kilka miesięcy po tym moim „odkryciu”. Pokazał mi nowy wymiar telefonicznego pieprzenia się.
Dzwonił czasem niespodziewanie i mówił tym swoim głosem, tym głębokim, cichym i podniecającym:
„Zrób to…”
Słyszę, ja słyszę nawet teraz ten głos, robi mi się gorąco, żołądek wjeżdża mi do gardła i czuję mrowienie między udami.
Z początku jeszcze się pytałam, ale co, bo ja nie wiem.
Cierpliwie tłumaczył nie zmieniając tonu głosu.
Ja wtedy sięgałam łapką pod majtki i zaczynałam się pieścić słuchając Jego głosu. Kazał też mnie mówić, opowiadać, ale ja nie byłam taka chętna.
Z czasem na słowa „Zrób to” moja łapka niecierpliwie zsuwała się między uda, próbowałam nawet coś mówić, czasem mi się udawało a czasem nie do końca, ale się starałam. I lubię jak Pan się mnie pyta kim jestem :-)
Tak jak dziś…

Akurat się przebrałam.
Założyłam bieliznę (czasem hasam sobie bez bielizny w samej kiecce), sukienkę i przygotowywałam sobie biurko do pisania.
Poszłam do kuchni zrobić sobie pić, a jak Pan się dowiedział że jestem sama w domu to :-)
Zadzwonił :-)
Napisał  mi SMS że jak będę sama w domu to mam do Niego napisać. A że jestem posłuszną Sunią, napisałam od razu.
I tak zastanawiałam się, po co miałam pisać. No ale widocznie w jakimś celu konkretnym, skoro Pan powiedział żebym tak zrobiła.
Może chciał pogadać ze mną tak swobodnie czy coś.
Ok. Zalewam herbatę.
A tu telefon dzwoni.
No to ładnie pięknie odbieram.
Pan się pyta co robię, a ja mówię że herbatę właśnie zalewam.
- No to zostaw herbatę, idź do swojego pokoju.
Uśmiechnęłam się, to była raczej reakcja nerwowa. Już myślałam że każe mi zejść na dół otwierać drzwi :-)
No dobrze, powiedziałam że jestem w pokoju.
- Rozbierz się do naga.
Stanęłam jak wryta. Ale.. po co się rozbierać do naga? Poczułam nagłe zawstydzenie, biorące się nie wiadomo skąd.
Powiedziałam żeby poczekał chwilkę, obsunęłam ramiączka sukienki, rozpięłam stanik, rzuciłam go gdzieś, i zdjęłam sukienkę z majtkami.
Powiedziałam że już naga jestem.
- Wyciągnij Czarnego Przyjaciela z szafy.
Hahaha, aż mi się oczy zaświeciły!
Drżącymi z emocji rękami przegrzebywałam tony ciuchów, no gdzieś przecież musi być, myślałam że gdzieś w torbie na spotkania jest, nie było go, wyrzuciłam chyba pół szafy a znalazłam go w samym rogu na moich strojach i akcesoriach.
Chwyciłam go łapczywie oblizując wargi i powiedziałam że znalazłam.
- No to trzeba go podłączyć do prądu i położyć się na łóżku.
Zlokalizowałam przedłużacz, przeciągnęłam go bliżej łóżka i podłączyłam Czarnego Przyjaciela.
Powiedziałam że wskakuję na łóżko. Ułożyłam się tak w miarę wygodnie i mówię, co teraz?
- A teraz przyłóż Czarnego Przyjaciela do cipki.
Mnie nie trzeba dwa razy takich rzeczy powtarzać :-)
Ale jestem złośliwa dla siebie, na najniższe obroty włączyłam i.. Przez kilka minut myślałam że oszaleję.
Po chwili od przyłożenia Przyjaciela podniecenie rozgrzało całe moje ciało. Czułam jak wpełza wszędzie gdzie to było możliwe. Rozlewa się za szybko falą.
Za szybko.
Pobawiłam się jeszcze sobą. Tak sobie jeździłam w górę i w dół, niesamowicie jęcząc, jak nigdy przy zabawach solowych, ale tak tego potrzebowałam..
Dziś też starałam się mówić.
Podkręciłam nieco tempo. Wiedziałam że jedno mocne dociśnięcie i koniec, przepadnę w orgazmie, dlatego ciągle się bawiłam.
I miałam różne rzeczy opowiadać.
Ale tego chciałam co mówiłam. Żeby mnie Pan rżnął. Uwielbiam po prostu to połączenie, wtedy mam takie silne doznania, i te 6 orgazmów za jednym razem.
I zapytał się:
„Kim jesteś?”
A ja ledwo mogłam mówić, także przełknęłam ślinę, bo od jęków zaschło mi w gardle i… starałam się mówić. Ale czując podniecenie, takie podniecenie, wyłam jak.. suka.
„Jestem Twoją dziwką… suką… i kurwą… do.. rżnieciaaah…!” Zakończyłam gardłowym pomrukiem bo oto już moja silna wola się łamała.
Pan nawet powiedział żebym nogi uniosła.
Uniosłam.
I przepadłam.
Docisnęłam mocno Przyjaciela, nie pamiętam czy stękałam, sapałam, jęczałam, skamlałam czy cokolwiek. Wiem że był jeden orgazm, zaraz drugi i na kolejne już musiałam chwilkę czasu poświęcić.
Za każdym razem się pytałam czy mogę dojść.

To nie jest dla mnie uwłaczające czy upokarzające jak mówię o sobie „kurwa”, „szmata”, „suka”. Z początku miałam opory żeby tak mówić.
Ale różnica między „Dziwka” a „Jego Dziwka” jest. I to całkiem spora.
Dlatego niektórzy ludzie tego nie rozumieją.
Tu nie jest nic do rozumienia. To trzeba czuć.
Lubię na przykład jak Pan mnie pieprzy i mówi do mnie „Ty szmato”.
Lubię jak mówi na mnie Suczątko. Albo „Moja Suko”.
To tak bardzo razi ludzi.
Ufam mojemu Panu, i wiem że to co mówi nie uwłacza mi w żaden sposób.
A jeśli ktoś myśli inaczej.
Szanuję to.


„Methinks, I see… where?

- In my mind’s eyes.”
~ Shakespear*

 

 

 

 

 

* „Zdaje mi się, że widzę… gdzie? Przed oczyma duszy mojej.”
Wstęp do jednej z moich ulubionych ballad, „Romantyczność” A. Mickiewicza ( na pierwszym miejscu oczywiście „Lilije”); zaczerpnięty z „Hamleta” W. Shakespeare’a (Akt 1, scena 2).

 

 

 

Su Anusz.

Pan i Suka na spacerze.

Standardowy

Wczoraj był spacer niespodzianka… :-) :-) :-)  
Pan przyjechał :-) kompletnie się nie spodziewałam, czasem to chociaż podejrzewam tak troszeczkę, coś czasem Go zdradzi, ale wczoraj…
Skończyłam ładnie wpis, jeszcze przedłużałam pisanie żeby na 20:30 się wyrobić, czymś się dodatkowym zajmowałam, gdzieś poszłam na chwilkę…
Ale prysznic zdążyłam wziąć, jeszcze siedziałam po 22 w łóżku, miałam jeszcze zdjęcia zrobić, niby do 22 powinnam zdjęcia i plan wysłać, ale wczoraj z przyczyn ode mnie niezależnych nie mogłam zdjęć do tej godziny wysłać i napisałam w sms że nie zdążyłam zdjęć zrobić i że będę miała lekki poślizg.
I dzwoni Pan.
Czasem zdarza się że jest 22 albo nawet po 23 i dzwoni do mnie, czasem nawet koło pierwszej ale to często zmierza do jednego.. :-)
I taka rozmowa jak zawsze, co robiłam wieczorem, jakie mam plany na dalszą część wieczora i Pan nagle mówi żebym się ubrała i za 15 minut mam na Niego czekać przed domem.
Ale czekać przed domem a nie pisać i się pytać jak ostatnio.
Bo ostatnio Pan powiedział tak samo, że za 15 minut będzie i mam na Niego czekać.
A po 15 minutach zastanawiałam się, wychodzić czy nie?
Ale jeszcze taka zaskoczona, z szerokim uśmiechem mówię, że zdjęć nie zrobiłam a Pan się uniósł i no jak to, po 22 już jest a ja nie wysłałam zdjęć!
Ale powiedziałam, że wysłałam sms przed 22, że się spóźnię i Pan zadecydował, że zamiast 10 będzie 5 klapsów. Za to, że jednak sms wysłałam.
No cóż, niby dobrze że tylko 5 ale jak mocna będzie ta piątka? Bo 10 wcale nie musiało być mocno…
Ale dobrze skończyliśmy rozmawiać, mnie czas leciał, i w niecałe 15 minut zrobiłam lekki makijaż, uczesałam się i ubrałam, zdążyłam się przepakować kilka razy z nerki do torebki i z torebki do kieszeni, zmienić spodenki na legginsy bo to jednak chłodno było i sweterek odwiesić na rzecz koszulki na ramiączkach i puchatej bluzy.
I idealnie po 15 minutach szłam do furtki.
I tak przekroczyłam furtkę, patrzę na prawo a tam ktoś stoi. I tak patrzę, jeju, postać cała w czerni skąpana, czy to mój Pan czy to diabeł przyszedł już po mnie?
I autentycznie, stałam wahając się czy to aby na pewno mój Pan tam stoi czy może ktoś obcy, a nie miałam ochoty robić z siebie idiotki i rzucać się na kogoś obcego. Ale za chwilę byłam pewna że się nie mylę i że to jednak Pan stoi i zaczęłam schodzić niżej a postać ruszyła w moim kierunku.
Później tak myślałam, kto o tej porze w tej okolicy wyszedłby na spacer i stał pod moim domem?
Ale to Pan :-) Spotkaliśmy się w połowie drogi, przytuliłam się i nadszedł czas na pocałunki. Ale co to były za pocałunki!
Delikatne. Zazwyczaj Pan jest brutalny i mocno wpija się w moje usta dokładnie penetrując językiem wnętrze moich ust :-)
Ale wczoraj było inaczej.
Delikatne.
Rozpaliły mnie, tak powoli podniecenie szło w dół i w dół i w końcu dotarło między nogi.
Delikatnie i powoli, zmysłowo, ciepło i mokro, tak sensualnie, tak czule i podniecająco…
Aż przez chwilę byłam zaskoczona, nastawiałam się na mocne i bezkompromisowe wtargnięcie do moich ust. A tu.. :-) taka niespodzianka… :-)
Chodziliśmy moimi ścieżkami, miałam prowadzić, ale to Pan przejął dowodzenie :-)
I w rezultacie weszliśmy w ślepą, nie do końca klimatyczną uliczkę.
Musieliśmy wracać, a wracając Pan dojrzał ścieżkę. Dyskretnie schowaną, wąską, taką idealną.
O ile kilka dni temu szliśmy ulicą i miałam opuszczoną bluzkę i stanik z piersiami na wierzchu, o tyle teraz Pan po prostu mnie pochylił, zdjął do połowy legginsy i zaczął mnie pieprzyć palcami.
Oczywiście po chwili zaczęłam się wyrywać z dłonią na ustach, żeby nie było słychać moich jęków i krzyków.
To nie tak że nie lubię tryskać. Chodzi o samą intensywną drogę do tego tryskania. I może troszeczkę o to wrażenie jakbym miała się posikać.
Aaale, Pan tak łatwo nie odpuszczał, kilka razy na siłę mnie pochylał w końcu się wkurzył i złapał mnie za włosy.
I koniec. Pozostało mi zaciskanie ud ale i to nic nie pomogło, powiedziałabym nawet że jeszcze bardziej potęgowało to uczucie.
Było też tak mniej bezpośrednio, jeszcze jak stałam, wsparta o ramię Pana a on masował mnie i pieprzył a ja co chwila rozkładałam nogi i składałam, bolało, ale z tego bólu wyłaniało się coraz większe podniecenie.
I nagle nic nie czułam. Pan po prostu przestał. Starałam się otworzyć oczy, odsunęłam się lekko, chciałam zrobić krok ale najpierw musiałam odzyskać równowagę.
Pan mnie złapał i zapytał ze śmiechem co się stało.
Nic nic, tylko prawie straciłam przytomność od tego wszystkiego co czułam.
Nie pamiętam już co powiedziałam. Byłam oszołomiona. Miałam tylko nadzieję że nikt z pobliskich domów nie wezwał policji.
Poszliśmy dalej,w górę.
Nie założyłam bielizny, no bo w sumie po co, jak wrócę i pójdę spać.
Piersi były dopieszczane. niepotrzebnie mówiłam o zdjęciu, które do wpisu wrzuciłam.
Taki jakby kolaż. Kilka różnych zdjęć. A największe wrażenie wywarło na mnie zbliżenie na pierś, która jest przybita gwoździami do deski lub stołu.
Kolejne, zbliżenie na pośladki damskie i ślady chyba po trzcince, ale nie takie jak ja mam tylko takie.. bordowo fioletowe, a z niektórych krew leciała. To mną wstrząsnęło.
I Pan dodał że właśnie takie będę miała na spotkaniu. Bo zasłużyłam.
Bo były dwa tygodnie pustyni jak ja to nazywam.. zrobiłam źle, popełniłam błąd, dwa a może nawet trzy, postąpiłam wbrew zasadom i po prostu..no.. taka pustynia się w smsach zrobiła i tak ogólnie między nami. Dwa tygodnie.
Zdawałam sobie sprawę, że kara mnie nie ominie, ale mam nadzieję że o własnych siłach dojdę do domu po spotkaniu…
I jeszcze opowiedziałam o kilku zdjęciach. Przede wszystkim gdzie były piersi. Strasznie wrażliwa jestem jeśli chodzi o piersi. Mój Pan o tym wie i to hmm.. wykorzystuje..
Ale mnie po prostu irytuje takie podszczypywanie i się wtedy focham, a tak przecież nie można, i wtedy Pan gromi mnie wzrokiem i staram się wyjaśnić dlaczego tak zareagowałam i co jest nie tak.
I chodziliśmy tak, później na przystanku usiedliśmy i Pan bawił się moim tyłkiem.
Zauważyłam że coraz bardziej mi się takie zabawy podobają, już nawet jak gifów szukam to biorę pod uwagę te z zabawami od strony ptysiowej. :-)
Także zmiany, ciągłe zmiany! :-)

 

Lubię takie spacery :-)
Aż się nie chce później na ziemię wracać i do szarej codzienności…

Poza tym, zaczął się sierpień :-)
Nasz sierpień… :-)

Su Anusz.