Chroniczny brak czasu.

Standardowy

Ostatnio tego czasu brak.
Nie do końca mi się to podoba, bo straciłam możliwość realizowania różnych rzeczy…
Rano wychodze, wieczorem przychodzę i jedyne na co starcza mi czasu to prysznic, coś przegryźć, plan i zdjęcia plus wpis, ale i to niecodziennie.
Jak to Pan powiedział, zaczęło się dorosłe życie.
Teraz zauważam jak lekko żyłam.
O ile wcześniej realizowałam swoje pomysły od razu tak teraz.. jeśli coś do głowy mi przyjdzie to zapisuję i zostawiam. Na lepsze czasy.
Nie chodzi o to że nie miałam pojęcia o życiu. Może tylko.. delikatnie inaczej to wszystko sobie wyobrażałam..
Zaniedbałam nawet Suczy, co w przeszłości było nie do pomyślenia.
Postaram się nieco częściej pisać. Nawet jeśli by to miało być jedno zdanie.
Ale generalnie nic się u mnie nie zmieniło.
Nadal pragnę, nadal marzę, nadal moja wyobraźnia przekracza wszelkie granice.
Jeszcze jestem „na głodzie”, także czasem natrętne myśli nie dają mi spokoju.
To nie jest źle że mam takie mysli, sma Pan tak mówi, że to nie źle że moje myśli poniecają i nie dają spokoju.
Czekam tylko, eh, czekam na to spełnienie. Na to ukojenie. Jak w końcu się spotkamy.
Jak już będzie tak ciepło, tak spokojnie i bezpiecznie, tak cudownie i wspaniale…
O niczym innym tak naprawde nie mysle jak o spotkaniu. To już jest niemal bolesne…
Palące pragnienie i to poczucie związanych rąk mimo szczerych chęci..
Ale należy okazać cierpliwość i czekać.
Ale jakie to będzie piękne, jak juz nadejdzie ten dzień, jak dzień wcześniej zaczne się szykować a kolejnego będe się ubierac z drżącymi nogami i sercem! I wnętrzem…
Już niemal czuje to podekscytowanie! To, jak się denerwuję i zastanawiam się, czy zdąże na czas! Czy nie połamię nóg w szpilkach! Czy spódniczka nie jest za krótka i nie wystaje koronka z pończoch!
Ojeju spokojnie…
To będzie piękne…!

Su Anusz.

Pan i Suka na spacerze.

Standardowy

Wczoraj był spacer niespodzianka… :-) :-) :-)  
Pan przyjechał :-) kompletnie się nie spodziewałam, czasem to chociaż podejrzewam tak troszeczkę, coś czasem Go zdradzi, ale wczoraj…
Skończyłam ładnie wpis, jeszcze przedłużałam pisanie żeby na 20:30 się wyrobić, czymś się dodatkowym zajmowałam, gdzieś poszłam na chwilkę…
Ale prysznic zdążyłam wziąć, jeszcze siedziałam po 22 w łóżku, miałam jeszcze zdjęcia zrobić, niby do 22 powinnam zdjęcia i plan wysłać, ale wczoraj z przyczyn ode mnie niezależnych nie mogłam zdjęć do tej godziny wysłać i napisałam w sms że nie zdążyłam zdjęć zrobić i że będę miała lekki poślizg.
I dzwoni Pan.
Czasem zdarza się że jest 22 albo nawet po 23 i dzwoni do mnie, czasem nawet koło pierwszej ale to często zmierza do jednego.. :-)
I taka rozmowa jak zawsze, co robiłam wieczorem, jakie mam plany na dalszą część wieczora i Pan nagle mówi żebym się ubrała i za 15 minut mam na Niego czekać przed domem.
Ale czekać przed domem a nie pisać i się pytać jak ostatnio.
Bo ostatnio Pan powiedział tak samo, że za 15 minut będzie i mam na Niego czekać.
A po 15 minutach zastanawiałam się, wychodzić czy nie?
Ale jeszcze taka zaskoczona, z szerokim uśmiechem mówię, że zdjęć nie zrobiłam a Pan się uniósł i no jak to, po 22 już jest a ja nie wysłałam zdjęć!
Ale powiedziałam, że wysłałam sms przed 22, że się spóźnię i Pan zadecydował, że zamiast 10 będzie 5 klapsów. Za to, że jednak sms wysłałam.
No cóż, niby dobrze że tylko 5 ale jak mocna będzie ta piątka? Bo 10 wcale nie musiało być mocno…
Ale dobrze skończyliśmy rozmawiać, mnie czas leciał, i w niecałe 15 minut zrobiłam lekki makijaż, uczesałam się i ubrałam, zdążyłam się przepakować kilka razy z nerki do torebki i z torebki do kieszeni, zmienić spodenki na legginsy bo to jednak chłodno było i sweterek odwiesić na rzecz koszulki na ramiączkach i puchatej bluzy.
I idealnie po 15 minutach szłam do furtki.
I tak przekroczyłam furtkę, patrzę na prawo a tam ktoś stoi. I tak patrzę, jeju, postać cała w czerni skąpana, czy to mój Pan czy to diabeł przyszedł już po mnie?
I autentycznie, stałam wahając się czy to aby na pewno mój Pan tam stoi czy może ktoś obcy, a nie miałam ochoty robić z siebie idiotki i rzucać się na kogoś obcego. Ale za chwilę byłam pewna że się nie mylę i że to jednak Pan stoi i zaczęłam schodzić niżej a postać ruszyła w moim kierunku.
Później tak myślałam, kto o tej porze w tej okolicy wyszedłby na spacer i stał pod moim domem?
Ale to Pan :-) Spotkaliśmy się w połowie drogi, przytuliłam się i nadszedł czas na pocałunki. Ale co to były za pocałunki!
Delikatne. Zazwyczaj Pan jest brutalny i mocno wpija się w moje usta dokładnie penetrując językiem wnętrze moich ust :-)
Ale wczoraj było inaczej.
Delikatne.
Rozpaliły mnie, tak powoli podniecenie szło w dół i w dół i w końcu dotarło między nogi.
Delikatnie i powoli, zmysłowo, ciepło i mokro, tak sensualnie, tak czule i podniecająco…
Aż przez chwilę byłam zaskoczona, nastawiałam się na mocne i bezkompromisowe wtargnięcie do moich ust. A tu.. :-) taka niespodzianka… :-)
Chodziliśmy moimi ścieżkami, miałam prowadzić, ale to Pan przejął dowodzenie :-)
I w rezultacie weszliśmy w ślepą, nie do końca klimatyczną uliczkę.
Musieliśmy wracać, a wracając Pan dojrzał ścieżkę. Dyskretnie schowaną, wąską, taką idealną.
O ile kilka dni temu szliśmy ulicą i miałam opuszczoną bluzkę i stanik z piersiami na wierzchu, o tyle teraz Pan po prostu mnie pochylił, zdjął do połowy legginsy i zaczął mnie pieprzyć palcami.
Oczywiście po chwili zaczęłam się wyrywać z dłonią na ustach, żeby nie było słychać moich jęków i krzyków.
To nie tak że nie lubię tryskać. Chodzi o samą intensywną drogę do tego tryskania. I może troszeczkę o to wrażenie jakbym miała się posikać.
Aaale, Pan tak łatwo nie odpuszczał, kilka razy na siłę mnie pochylał w końcu się wkurzył i złapał mnie za włosy.
I koniec. Pozostało mi zaciskanie ud ale i to nic nie pomogło, powiedziałabym nawet że jeszcze bardziej potęgowało to uczucie.
Było też tak mniej bezpośrednio, jeszcze jak stałam, wsparta o ramię Pana a on masował mnie i pieprzył a ja co chwila rozkładałam nogi i składałam, bolało, ale z tego bólu wyłaniało się coraz większe podniecenie.
I nagle nic nie czułam. Pan po prostu przestał. Starałam się otworzyć oczy, odsunęłam się lekko, chciałam zrobić krok ale najpierw musiałam odzyskać równowagę.
Pan mnie złapał i zapytał ze śmiechem co się stało.
Nic nic, tylko prawie straciłam przytomność od tego wszystkiego co czułam.
Nie pamiętam już co powiedziałam. Byłam oszołomiona. Miałam tylko nadzieję że nikt z pobliskich domów nie wezwał policji.
Poszliśmy dalej,w górę.
Nie założyłam bielizny, no bo w sumie po co, jak wrócę i pójdę spać.
Piersi były dopieszczane. niepotrzebnie mówiłam o zdjęciu, które do wpisu wrzuciłam.
Taki jakby kolaż. Kilka różnych zdjęć. A największe wrażenie wywarło na mnie zbliżenie na pierś, która jest przybita gwoździami do deski lub stołu.
Kolejne, zbliżenie na pośladki damskie i ślady chyba po trzcince, ale nie takie jak ja mam tylko takie.. bordowo fioletowe, a z niektórych krew leciała. To mną wstrząsnęło.
I Pan dodał że właśnie takie będę miała na spotkaniu. Bo zasłużyłam.
Bo były dwa tygodnie pustyni jak ja to nazywam.. zrobiłam źle, popełniłam błąd, dwa a może nawet trzy, postąpiłam wbrew zasadom i po prostu..no.. taka pustynia się w smsach zrobiła i tak ogólnie między nami. Dwa tygodnie.
Zdawałam sobie sprawę, że kara mnie nie ominie, ale mam nadzieję że o własnych siłach dojdę do domu po spotkaniu…
I jeszcze opowiedziałam o kilku zdjęciach. Przede wszystkim gdzie były piersi. Strasznie wrażliwa jestem jeśli chodzi o piersi. Mój Pan o tym wie i to hmm.. wykorzystuje..
Ale mnie po prostu irytuje takie podszczypywanie i się wtedy focham, a tak przecież nie można, i wtedy Pan gromi mnie wzrokiem i staram się wyjaśnić dlaczego tak zareagowałam i co jest nie tak.
I chodziliśmy tak, później na przystanku usiedliśmy i Pan bawił się moim tyłkiem.
Zauważyłam że coraz bardziej mi się takie zabawy podobają, już nawet jak gifów szukam to biorę pod uwagę te z zabawami od strony ptysiowej. :-)
Także zmiany, ciągłe zmiany! :-)

 

Lubię takie spacery :-)
Aż się nie chce później na ziemię wracać i do szarej codzienności…

Poza tym, zaczął się sierpień :-)
Nasz sierpień… :-)

Su Anusz.

Uległe Suczątko.

Standardowy

Pan cały czas opiekował się swoim Suczątkiem po Klimatycznej.
Wyprowadzał na spacery, podczas których na środku ulicy pieprzył delikatnie, niemal sensualnie tyłek Suczątka palcem, wywołując jej zażenowanie faktem iż jest to środek chodnika przy ulicy, gdzie co chwila jeździły samochody.
Suczątko zaskoczona pieszczotą, poddawała się pocałunkom Pana oraz przyjemności wibrującej od tyłu w bardziej podniecone miejsce.
Ale Pan tylko się drażnił i podkręcał rozpalone stworzenie, i zostawił bez spełnienia.
Sunia była bardzo zadowolona ze spacerów, nawet tych trwających kilka chwil.
Bardzo podobały się jej te momenty, gdy szli obok siebie, trzymając się za ręce, opowiadając sobie najważniejsze wydarzenia z ich życia.
Lubiła ich wspólny śmiech, łaskotki i marzenia, które snuli wracając inną drogą.
Nie zawsze spacery były takie wesołe, gdy Suczątko hasała wesoło obok swojego Pana.
Czasem zbierały się nad ich głowami czarne chmury, Suczątko pokładała uszy po sobie, kuliła się by jak najmniej powierzchni zajmować i szła powłócząc łapkami obok swojego Pana.
Pani nie krzyczał. Mówił normalnym głosem, ale umiał użyć takich słów i tak modulować głos, by kuliła się jeszcze bardziej i dawała głos. Nie wychodziło to dobrze i takie rozmowy do niczego nie prowadziły.
Ale mimo wszystko cieszyła się, że Pan jest tak blisko. Był zły, wiedziała że z jej powodu, ale chciała się sycić tą chwilą, gdy Pan jest tak blisko. Nie musi się już tulić do misia.
Ale Sunia potrzebowała spotkania.

Były dwa spotkania. Albo tylko albo aż. Nie wie jak ma to definiować.
Każde spotkanie było wspaniałe, Suczątko w końcu czuła się na właściwym miejscu, zasypiała w ramionach swojego Pana, nieskrępowanie chodziła nago, najważniejsza była ta bliskość, Pan jest na wyciągnięcie łapki, trzeba korzystać!

Pan dba o Swoje Suczątko.
Suczątko chciałaby tak dbać o swojego Pana jak On dba o nią. Stara się. Cały czas się stara.
Może kiedyś osiągnie poziom swojego Pana.
O niczym innym nie marzy…
No, może o tym żeby ją zerżnął.


Su Anusz.

original

Obrazek

Nigdy taka nie byłam. Jak inne dziewczyny.
Zawsze inna.
Ale teraz ta „inność” wcale mi nie przeszkadza, poznałam ją, oswoiłam, a raczej zrobił to mój Pan i teraz chodzę z dumą, subtelnie eksponując tą inność, wyznając zasadę „Jesteś moim Panem i nie ma dla mnie dobra poza Tobą”. No i może jeszcze „Dama dla świata…”.

 

Tak ogólnie to wzięło mnie ostatnio na ptysia. Jak spróbowałam w niedzielę to nie chciałam przestać się pieprzyć. I tak był poniedziałek, wtorek, środa były wisienki.. ooo to było połączenie, na sutkach, na cipce i jak tu chodzić!
Wisienki ocierały się o siebie i chodziłam na palcach…
Primabalerina…
Dziś też będzie ptyś, ogólnie to Pan wczoraj przyjechał :-)
Wyciągnął Sunię na spacerek, żeby się przewietrzyła :-)
I tak nie rozochocił tym delikatnym pieprzeniem strony ptysiowej że nie, dzisiaj musi być ptyś!
I proponował dzisiaj nawet Przyjaciela, z okazji że dom był pusty, ale nie :-)
Trening silna wola! :-) poczekam do dłuższego spotkania :-)
Ale kochany Pan, mimo zmęczenia znalazł dla mnie chwilkę czasu :-)
Wspaniały prawda :-)
Mój Jedyny i Wyjątkowy :-)

Su Anusz.

Palące pragnienie

tumblr_m9c43p7ezR1qb76dno1_1280
Standardowy

Stoję i czekam.
Mam zasłonięte oczy, tak jak lubię chociaż się do tego nie przyznaję, lodowaty i silny dreszcz przebiega przez cały mój kręgosłup gdy słyszę chociażby najcichszy szmer. Zdaję sobie sprawę, że z emocji robi mi się gorąco.
Czuję drgnie powietrza, gdy Pan przemieszcza się po pokoju. Lekko przekręcam głowę to w lewo, to w prawo nasłuchując konkretniejszego odgłosu.
Związane ręce zaczynają mnie boleć.
Nogi mam niczym nieskrępowane.
- Pamiętaj moja Su, masz się nie ruszać. Jeśli tylko drgniesz zaczynamy wszystko od nowa.
Pamiętam te słowa wypowiedziane przez mojego Pana w samochodzie, zupełnie spokojnym i pewnym tonem. Nie spojrzał na mnie. Nie uśmiechnął się. A ja coraz bardziej kuliłam się w sobie na samą myśl, co się będzie działo po zamknięciu drzwi…

Do rzeczywistości przywraca mnie świst dyscypliny.
Cała się spinam i sztywnieję.
- Bez ruchu Suko. Pamiętaj.
To jest głos mojego Pana, tuż przy moim uchu, złowieszczy szept ale jednocześnie podniecający do granic możliwości..
- Tak Panie mój, dobrze, bez ruchu, pamiętam. – powiedziałam cicho skupiając się na tym co słyszę.
Pod wpływem przesuwających się po moich plecach ramion dyscypliny zadrżałam, przy czym mięśnie na pośladkach spięły się najmocniej.
No tak, na początek to drażnienie..
Jak szybko się zaczęło tak szybko się skończyło. Teraz poczułam dłoń Pana na karku, delikatnie masował okolicę. Przechyliłam głowę na bok i już miałam zacząć mruczeć, gdy nagle poczułam mocne uderzenie na plecach.
Na chwilę odebrało mi oddech.
Jeszcze w uszach dźwięczał mi plask z jakim ramiona dyscypliny wylądowały na moich plecach. To nie była aksamitna. Ani czerwona. To była ta długa, czarna z supełkami.
Zbierałam w sobie oddech żeby zacząć liczyć i podziękować, ale poczułam drugi. Tym razem gwałtownie wypuściłam powietrze.
Czułam jak ból się rozchodzi od miejsca uderzenia do ramion, na boki i wsiąka w głębsze warstwy.
- A kto podziękuje? I czemu nie liczysz? – głos Pana ciągle był jakiś taki cichy za bardzo i taki… straszny… Tak więc zmobilizowałam się i wydyszałam „dwa” i podziękowałam.
Czułam jak Pan mnie okrążył, w końcu stanął obok i złapał za pierś. Ugniatał tak, jak lubię najbardziej, i przyznaję się do tego, ugniatał, łapał, ściskał, czasem mocniej, czasem pieszczotliwie, łapał za sutka, przyszczypywał i ciągnął a ja wiłam się i jęczałam z powodu kłębiących się uczuć podniecenia i bólu.
Przestał. Od razu postawiłam uszy. Pomyślałam, o nie, oby nie chłosta z przodu…
Ale zaszedł mnie znów od tyłu i od razu uderzył w pośladki. Podskoczyłam w miejscu i głośno wciągnęłam powietrze. Czułam jak łzy stają mi w oczach. Ale nie, przecież tego nie zrobię, nie teraz, nie tak..
Odczekałam chwilę, wypuściłam powietrze, kolejny głębszy oddech i dopiero wtedy powiedziałam „trzy” i podziękowałam.
Było mi już niewygodnie, ręce bolały bardziej i bardziej, wiedziałam że później opuścić je będzie ciężko, ale stałam dalej.
Pozwoliłam sobie trochę potuptać w miejscu, ale widocznie to było dopuszczalne, bo nie poczułam ani uderzenia, ani nie usłyszałam głosu wyrażającego niezadowolenie.

Czekałam dalej, a Pan podszedł, przywarł do mnie całym ciałem i zajął się tym razem obiema piersiami, delikatnie i powoli.
Chciałam się wić, próbując kusić ocierałam się pośladkami o Jego krocze, tak blisko, dając do zrozumienia, że właśnie tego chcę, chcę poczuć Jego kutasa w sobie, chcę się rżnąć…
Ale Pan mnie przejrzał..
Powiedział że jestem niedobra, że kuszę i… kolejne uderzenie na pośladki..
Ugięłam kolana, prawie łącząc prawe z lewym i zagryzłam wargi.
Zbliżał się szloch. Ale chciałam go stłumić. Także całkowicie w bezruchu zastygłam. Usta mi się wykrzywiły na tyle, na ile pozwalała zagryziona warga. I drżałam. Szloch się przemieszczał. Ale nie wyrwał z mojej piersi. Wzięłam głęboki wdech nosem. Opadł na dół. Wypuściłam.
Powiedziałam „cztery”, podziękowałam.
Jeszcze 3 razy na plecy. I 3 na pośladki.
Każdy raz był kończony pieszczotą. Czy to głaskaniem pośladków, delikatnym pocałunkiem, albo pieprzeniem cipki palcami. Zawsze było coś miłego, łagodziło ten ból i łzy, które i tak w pewnym momencie pociekły wbrew mojej woli. Było wszystko ok, tylko one tak po prostu poleciały. Nie bolało tak bardzo, tak żebym nie zniosła tego bólu, nie szlochałam, nie krzyczałam, nie wyłam.
Czułam piekące plecy i pośladki, tak bardzo piekące i czułam pulsujące podniecenie rozpalonej, spragnionej i mokrej cipki.

- Dziękuję Panie mój… – wydyszałam, czując szarpiące mną emocje.
- Proszę bardzo, moja Su. – na koniec Pan uśmiechnął się szelmowsko.

Było  cudownie.
Było tak, jak chciałam…

 

Tak, to są moje dzikie fantazje :-)
Dzisiaj tak jakoś mnie wzięło.
Pomyślałam o dyscyplinie rano i tak się rozwinęło.. i spodobała mi się ta wizja. I chcę mocno, tą dyscypliną której nie darzyłam głębszym uczuciem. A teraz mam na nią ochotę. Wielką.. 
Chcę czuć ten ból powoli rozchodzący się po wszystkich warstwach mojego ciała, tak żeby każdy mój nerw był zniewolony tym słodkim uczuciem, żeby zaprowadziło to aż między uda, wywołując pulsowanie, gdzie już będę na granicy i będę skamleć o orgazm, o rżnięcie, o cokolwiek jeszcze..
Znowu być kompletnie obnażona, przerażona, naturalna, pewna siebie i Pana, bez zbędnych dodatków, tylko ciało i sznur, gotowa na wszystko, na najgorsze w najlepszym wydaniu…
Jeju, kiedy…?

Błagam…

Su Anusz.

…a to jest najwspanialsze na świecie, mieć Cię całego dla siebie…

Standardowy

Mój Pan właśnie wyszedł.
Jakiś czas temu, ale samo to że był :-) że przyjechał ulżyć Suce w pragnieniach :-) jest tak wspaniałe i cudowne :-) niemal tak samo jak ten orgazm, kiedy chwilę po nim się popłakałam. Tak, ze szczęścia. Nic innego nie czułam :-) no, może jeszcze takie częściowe zaspokojenie, bo dla mnie zabawa zaczyna się po 8 orgazmach. Ten jeden to był taki na smaczek, taka przystaweczka skromna.
I co, mam jeszcze większą ochotę..

Czuję jeszcze na sobie Jego zapach. To jest ten, który chcę czuć przez resztę swojego życia…

Ale Pan powiedział, niedługo dłuższe, całonocne spotkanie. :roll:
Niedługo, tak ogólnikowe pojęcie..
Pozostaje mi tylko wierzyć w to niedługo i ufać że to naprawdę będzie… niedługo.
Mimo wszystko, przyjechał, znalazł chwilę czasu, uwielbiam Go za te wszystkie niespodzianki… :-)

 


Su Anusz.

Pobudzona wyobraźnia

Standardowy

‚Dama w towarzystwie, Dziwka w łóżku’

 

Wczoraj.
Nie dość, że Pan poprawił humor, nakarmił Su, zerżnął, to jeszcze pocieszał i pobudził wyobraźnię.
Mam się nie bać czwartku. Bo środa i piątek to dopiero będzie rzeź.
Na piątek zabrać ze sobą strój.
Jeju, może będzie taka „elegancka chłosta”?
I od razu poprosiłam o zdjęcia. Tak! Tak! Chcę zdjęcia z tej chłosty!
Już mniej więcej wiem jak się ubiorę. Oczywiście moje sławne 15cm obowiązkowo. Myślę o gorsecie, pończochach i skórzanej spódniczce. Ale to jeszcze zobaczę. Może jakaś sukienka. Ale gorset koniecznie, tak dawno nie wbijałam się w niego, tak dawno nie czułam się tak ściśnięta..
Tak, zadbam o swój wygląd, postaram się, z dokładnością się przygotuję do tej chłosty. Już powoli mam dosyć samego tuszu na rzęsach i warkocza, grzecznych bluzek bez dekoltu i legginsów. Moja Sucza natura chce się wyrwać z klatki, ale obiecałam. Nie tylko mojemu Panu, ale sobie.
Nie będę się wychylać ze strojami, różne czubki chodzą po świecie.
A jak kobieta założy spódniczkę i pończochy, czy nawet rajstopy ze wzorkiem imitującym pończochy, to facetom palma odbija.
Chociaż :-) muszę przyznać, że kręci mnie świadomość, że ludzie nawet nie podejrzewają mnie o to, jak lubię wyglądać :-)
Po prostu mijają. Brak makijażu, tylko tusz na rzęsach, włosy splecione w warkocz, bluzka, najlepiej luźna, bez dekoltu, legginsy i sportowe buty.
Jeszcze jak założę okulary. To wyglądam jakbym się jeszcze uczyła. Taka skromna, cichutka, nijaka, spędzająca popołudnie w bibliotece.
Ale co siedzi w mojej głowie :-) nie wie nikt.. :-)
Tak po prostu jest :-)
Czasem jak mijam niektórych ludzi to się zastanawiam jakie mają zainteresowania, jacy są prywatnie. Bo ktoś może wyglądać niewinnie i nijako dla otoczenia :-) napiszę nieskromnie, tak jak ja :-) a może być psychopatą, mordercą albo przywdziewać wieczorami latexowe stroje :-)
Różnie bywa :-)
Mam dwie twarze. Zdaję sobie sprawę z tego. Czasem trudno zamknąć mi do klatki tą drugą, ale staram się ją kontrolować. Od jakiegoś czasu.

Ale czekam! Czekam na te dwa dni owiane tajemnicą!
Dowiem się wszystkiego w swoim czasie, jak zawsze.
Nie wiem czy się już bać teraz, czy może później…?

W każdym razie.
Nie mogę się doczekać momentu, gdy w końcu założę gorset…

 

 

Su Anusz.