Nieprzeciętne Życie Nieprzeciętnej Suki

Standardowy

Trudno mi znaleźć słowa, by opisać to wszystko, co się u mnie dzieje. 
Pierdolnik na kółkach to bardzo delikatne określenie…

Przez wydarzenie, które miało miejsce kilka dni temu moje poczucie humoru stalo się bardzo specyficzne. 
Może to już czarny humor?

Tak dużo pytań, tak mało odpowiedzi…

Kawałek czasu nie pisałam, mam tego świadomość, dostałam dużo ciekawych i miłych komentarzy motywujących do dalszego pisania, ale.. chyba brakło mi takiego kopa jak w realu. 
Coś, jakieś wydarzenie, które sprawiłoby, że wróciłabym do pisania. 

Może już wariatką jestem, nie mnie to oceniać, mimo wszystko ciągle są jakieś pozytywne aspekty. 
Niekoniecznie dobro ze złem się równoważy (a mówią że równowaga jest ważna!), nie chcę tutaj pogłębiać moich zdolności, które nabyłam przez samo urodzenie się w tym kraju (mam na myśli narzekanie, przecież w tej dziedzinie jesteśmy mistrzami, poza tym byłabym cyniczna, jeśli miałabym pretensje do wszystkich tylko nie do.. siebie). 
Ale mimo to chciałam napisać, że jak się pieprzy to konkretnie i wszystko po kolei. Ja wiem jak to zabrzmiało, mimo usilnych starań ta dwuznaczność jest mega wyczuwalna. Cóż, z tego słynę. Ale proszę o spokój i powagę!

Jedyny dobry okres, o ile okresy bywają dobre, był ten w październiku. 
Zasłużony urlop. 
Kilka dni. Ja. Hotel spa. No i malownicza wieś u podnóża gór.
Teraz tak myślę.. mogłam wcale nie wracać stamtąd.
Mogłam w pizdu się zagrzebać w jakiejś głuszy. I się nie przejmować tym wszystkim. 
Wracając do rajskiego urlopu.
Wszystko miałam pięknie zaplanowane. I transport, i hotel i atrakcje. Pięknie cudownie.
Pana odpowiednio wcześniej poinformowałam o moim planie, który zyskał aprobatę (bo się należy, bo odpoczynek i relaks, w ogóle świeże powietrze i tak dalej), no i nadszedł ten dzień!
Poprzedniego wieczoru spakowałam się do walizki na kółkach, bo przecież torba na 4 dni to za mało dla mnie, musi być dres, dżinsy, legginsy, kostium, seksowna koszulka (finalnie spalam nago..), trapery bo przecież nie zamierzałam siedzieć w pokoju, no wszystko co potrzeba tak naprawdę. 
Dwie kosmetyczki (nie znam umiaru!), ręcznik naturalnie, no i co.. i jakoś tak wypełniła się cała walizka…
Tylko nie przewidziałam że walizka będzie tak samo ciężka jak wypchana torba.
Ale pełna entuzjazmu, no heloł, jadę przecież!, pomyślałam że dam radę.
Oczywiście na wyjazd sukieneczka, taka że jak się pochylałam to było mi widać nagie pośladki obleczone w rajstopy i stringi. Płaszczyk, botki na koturnie, włosy spięte wysoko, makijaż pełny i gwiazda jedzie na autobus!
Tak. Jasne. Plany pokrzyżował mi mój ukochany Pan, ale wcale wściekła o to nie byłam…

Ranek, biegam po domu, już prawie gotowa, założyć ciuchy i mogę wyjść. 
Pan się ze mną droczył jak pisałam że mam jeszcze trochę czasu do wyjścia, żebym nie była taka pewna że mam jeszcze trochę czasu.
Moja mina „O co mu chodzi?” posłana do ekranu telefonu i odłożyłam zaabsorbowana tym, że w końcu zakładam ta czarną sukienkę, w której nigdy nie chodziłam!
Bez dekoltu, elegancka z długim rękawkiem, w pasie odcinana i dół pikowany. 
A z tyłu złoty zamek.
Całkiem nieźle, bardzo mi się podobało, plus jeszcze dla efektu objęłam pasem z ozdobną klamrą talię, żeby było widać, bo kiecka nieco workowata mi się wydawała. A tak to nabrała charakteru.

No i nadszedł moment zejścia po schodach. 
Było moje tup tup bucikami i łubudu! walizką.
Jakoś się doturlałam z tą walizką pod drzwi no i z górki już było.
Przeszłam przez furtkę. 
I powoli powoli schodziłam na dół. 
Stanęłam na chodniku, potrząsnęłam głową (lubię robić wrażenie) i rozejrzałam się, bo już chciałam przejść a tu…
Ktoś zaczął trąbić. 
Tak się zastanawia, ki czort?! Przecież na ulice nie weszłam..
Patrzę w górę.
No a tam…
Nonszalancko, ze krzyżowanymi ramionami stoi mój Pan i mi się przygląda z uśmiechem.
No i Suka zbita z tropu.
Tak stoję i patrzę, no i niedowierzam!
Ale jak to? Co On tutaj robi? 
Zadałam to pytanie na głos, idąc w Jego kierunku.
No a Pan, kochany, powiedział że mnie zawiezie. W to moje miejsce. 
No tutaj zupełnie zaskoczona byłam, ale szczęśliwa, bo nie widywaliśmy się zbyt często, a tutaj taka niespodzianka…
Jeśli chodzi o samo miejsce, jeździłam tam jak byłam takim małym, rozwydrzonym bachorkiem i rozmarzoną nastolatką. 
Matko, ile ja w tym miejscu zostawiłam fantazji erotycznych…! To kosmos jakiś!
Wiejski klimat sprzyja… 
W każdym razie!
Wsiadłam do samochodu i… pojechaliśmy. 
Byłam trochę spięta i przez to miałam wrażenie, że gadam jak najęta, ale Pan mnie uspokoił. Lubi jak mówię, ale że znosi moja gadaninę „że mózg się lasuje” to podziwiam. Naprawdę. 

Jechaliśmy. 
Może nie do końca znaną mi trasą, ale jednak.
chwilami zastanawiałam się, czy mój pobyt się uda. 
Bo w tamtej chwili niczego mi nie brakowało, chciałam żeby ta droga się nie kończyła.

Ale co będzie na miejscu? 
Czy spakowałam wszystko co potrzeba? Co z pogodą? Przecież w górach to zimno…
No ale Pan zadbał o wyjątkowa rozrywkę podczas jazdy.. 
A ja, mimo wszystko, mimo tego długiego niewidzenia się, mimo tych kilku innych wydarzeń, uległam i otworzyłam się. A raczej rozłożyłam. Nogi.

On ma taką moc. Że wystarczy jedno spojrzenie.. nie, wystarczy obecność, a ja już nogi rozkładam. Bez niczego.
A jak składam to tylko się droczę ciekawa, jak zareaguje. Czy krzyknie, czy przyleje, czy każe klęczeć. 
A w samochodzie, może nieco speszona ale bardziej rozbawiona, wyglądałam przez okno i sprawdzałam, czy ktoś patrzy. 
Takie tam, zboczenie.
Ale już się zasłaniałam jak jechało auto z naprzeciwka. To już był inny wymiar. 

Pamiętam, zatrzymaliśmy się na parkingu pod jakimś sklepem.
Założyłam rajstopy a chetnie bym je zdjęła, bo taki ciepły dzień był, że w tej sukience było mi gorąco jak w piekle. 
Ale wysiadłam i Pan otworzył bagażnik… 
Nie, nie żebym wskoczyła i dalszą drogę spędziła w bagazniku (co bardzo by mi się podobało, Pan pewnie też wyraziłby zadowolenie…), cały bagażnik poza tym był wypełniony moją walizką, tylko żebym zabrała Cukiereczka, nową zabawkę. 
Bo oczywiście blond sierota zepsuła Czarnego Przyjaciela. Ale sie popłakałam wtedy.. 
No to trzeba było cos na zastępstwo znaleźć. 
Przeszukiwałam zasoby internetu, aż w koncu natknęłam się na coś ciekawego. 
Wersja mini, różowa. 
Poszłam do sklepu stacjonarnego.
Spędziłam tam półtorej godziny, gdzie zakładałam że będe 20 minut góra.
ale w końcu kupiłam. 

Sprawdziłam z panią sprzedającą. I miał kopa. Na baterie, mały, poręczny i aż mnie zatkało jak poczułam wibracje. 
ALE. 
Nie testowałam na sobie, to nie były mokre testy. Tylko na ręce. 
Testy miały być z Panem, co obiecałam sobie już wcześniej.
No i nadszedł ten moment.

Wskoczyłam na przednie siedzenie no i testowałam..
Na początku nie czułam nic specjalnego, ale byłam tak zużyta ograzmami podczas jazdy… 
Dopiero późniejsze testy przyniosły ciekawe rezultaty.. 
Mimo wszystko podobało mi się to urządzenie. 
To było to czego szukałam…

Dojechaliśmy do hotelu.
Góry górami, ale było ciepło, chodziłam bez płaszcza. Weszliśmy do środka, ja oczywiście byłam zachwycona tym, co mnie otacza i wzruszona, że oto w końcu jestem w miejscu, które dręczyło mnie w snach (odwiedziłam WSZYSTKIE miejsca, które mi się śniły). 
Ale w końcu mogłam powiedzieć, że jestem w miejscu, które kocham, z osobą którą kocham. 
Nic więcej mi nie było potrzebne.
Weszliśmy do pokoju, od razu straciłam głowę, mały, przytulny, ze wszystkim co jest potrzebne. No i podwójne łóżko.. 
Jestem z tego rodzaju osób, które lubią miec poczucie, że mogą w nocy wyciągnąć nogę albo spać w poprzek łóżka bez obawy, że spadną. 
I tak spałam na połówce zwinięta, dopiero po przebudzeniu przeciągałam sie kilka minut. 
No dobra, walizka ustawiona, widok z okna na góry, na przeciwko sklep, no czego więcej trzeba?

Pan zaprowadził mnie do przedpokoju, tak mną kierował, ze w końcu spoglądałam na siebie w lustrze, ręce miałam oparte o ścianę po bokach ramy i czułam jak mój Pan powoli się we mnie wbija.
Prawie przytomność straciłam z tego uczucia, zaszumiało mi w uszach i przymknęłam oczy.
Drapałam ścianę, oparłam policzek o zimną taflę lustra, jak ja tego chciałam!
Nie potrafię oddać całej cudowności i magii tamtej chwili. To zostanie w moich wspomnieniach i to jest najwspanialsze. 
Mój Pan właśnie spełniał moje pragnienia. 
chciałam żeby to robił powoli, nie do granic cukierkowo, ale tak.. tak jak on potrafi, zdecydowanie ale łagodnie. To było takie wzruszające i cudowne.. nie, żadne słowo nie oddaje cudowności tego wszystkiego. Nie będę na siłę szukać…
Co chwila spoglądałam na swoje odbicie w lustrze, byłam nieco zawstydzona jak napotykałam swoje spojrzenie, momentami to Pan łapał mnie za włosy i kazał na siebie patrzeć. 
Poczułam jak się ze mnie wysuwa. Prowadził mnie na drżących nogach, ze splątanymi myślami i rozpalonymi policzkami do łóżka.
To było Nasze popołudnie…

Wszystko co dobre kiedyś się kończy.
Skończyło się i popołudnie.
Było mi smutno, ale nauczyłam się już nie płakać. 
Pan pojechał, ale jeszcze dzwonił.
A ja tego dnia już nigdzie nie wychodziłam.
Dopiero noc przed wyjazdem zorganizowałam sobie wieczór zabaw. I Cukiereczek spisał się doskonale. Oczywiście Pan wszystko wiedział i pozwolił.
Odpoczęłam. Nasyciłam się widokami pięknej jesieni, złoto, pomarańcz i rudości, ale jak to się pięknie przeplatało, i połacie zieleni jeszcze miejscami… czuło się klimat, oj czuło.. 
I wróciłam na ziemię.. 

Miałam co wspominać. 
I w te zimne wieczory, które teraz sa przecież codziennością, miło tak wrócić do tego październikowego urlopu. Wyobrazić sobie te promienie słoneczne ogrzewające twarz i ciepło ale wywołane obecnością drugiej osoby. Ciepło, bezpieczeństwo, spełnienie…

Poznałam też ciekawą osobę. 
Nie jakoś specjalnie, nie żebym szukała, tylko.. tak przypadkiem.
Po rozmowach, które odbywały się.. można powiedzieć cyklicznie, dowiedziałam się że mam z tą osoba wspólny temat. Nie wiem czy to już klimat czy jeszcze nie, ale oblicza klimatu są różne.
Mimo wszystko, klapsy, zniewolenie, proszenie, no i kilka innych.. jak zaczęliśmy gadać to potrafiliśmy dyskutować kilka godzin na ten temat. 
Nie otwierałam się za bardzo, nie czułam potrzeby mówienia o wszystkim, ale jakoś tak wychodziło że zawsze było o czym gadać.
Po prostu, spotykają się dwie osoby i nagle okazuje się że mają o czym rozmawiać. Mimo to jednak nie będę się otwierać za bardzo. 
Kontakt między nami nie jest jak u dwóch „psiapsiółek”, tylko o taki po prostu, masz czas napisz. 

Mam pomysł na kolejne Nasze spotkanie. 
Będę wyglądać jak milion dolarów i trzeba w końcu zachowywać się jak dama, a nie jak postrzelona fruzia w kucykach… 
To będzie piękne… 

A urlop.. pierwszy i tak wspaniały.. no nie, takich rzeczy się nie zapomina… Jeszcze tam wrócę. Obiecałam to sobie.

Trochę dużo napisałam, wiem, ale tak to jest jak się dłuższy czas nie pisało.
Jestem trochę.. rozbita. Ale muszę wrócić do życia. 
Chcę robić to, co kiedyś robiłam.
Zacznę od Suczego. Planowałam popisać jakieś historie (ostatnio mam hopla na punkcie strasznych historii), co jakiś czas dopisuje kilka zdań do tego co zaczęłam, a kolejne miałam zacząć.
Dręczą mnie bezsenne noce, czemu nie zacząć dzisiaj…?

 

P.S.: Wiecie na co czas? Czas na zmiany. 
Nie jest najgorzej, trzeba po prostu iść do przodu, pod żadnym pozorem nie zatrzymywać się i nie cofać, a już na pewno nie patrzeć w tył. Trzeba wziąć byka za rogi!
Pan zawsze mówi, nie poddawać się, próbować, a może akurat się uda. Tylko co jeśli jest się urodzonym pesymistą…?
Boże, daj mi cierpliwości!!!

 

 

Su Anusz.

Nieposkromiona.

Standardowy

No Pan wczoraj pozwolił. Na wiele.
Czego się nie spodziewałam.
Jestem wdzięczna. Potrzebowałam tego, Pan dobrze o tym wiedział i pozwolił!
a ja prawie zemdlałam z wrażenia!
Nie mogłam się doczekać, jak już na spokojnie położę się w łóżku!
Wyjątkowo wisienki poszły w ruch. Ale dały taki efekt.. że już mimo tego bólu przy zdejmowaniu musimy je wprowadzić NA STAŁE.
Do teraz zastanawia mnie jak to możliwe, ból ale przy zdejmowaniu jak ten ból wzrastał tak samo orgazm podnosił się wyżej i wyżej.
Jak to możliwe, że między bólem a rozkoszą jest taka subtelna granica?
Albo jak to możliwe, że ból podkręca podniecenie?
Samo myślenie o klapsach, pasie czy dyscyplinie, ostatnio nawet o trzcince (!) potrafi nakręcić..
W każdym razie.. 
Zaspokojona tak troszeczkę. Dla mnie dwa orgazmy to rozgrzewka. 
Ale na następne spotkanie będę dobrze przygotowana, bo teraz nie mogę zapomnieć o minionej nocy. 
bo wolałabym, żeby to PAN mnie dotykał, mój Pan, dotykać, pieprzyć, głaskać, lać i tak w kółko. No i przytulać. A ja bym Go miziała, głaskała, dotykała, całowała i te inne słodsze rzeczy, bo mój Pan zasługuje na wszystko, co Najlepsze. 

Tak jak w moich fantazjach…

 

 

Su Anusz. 

Without You, I’m nothing…

Standardowy

 

Ten stan, kiedy tęsknota jest czymś normalnym, codziennością, jak dni zlewają się w szarą całość. Jak się jest w stanie zawieszenia.
Szuka się czegoś jasnego, błyszczącego, jakiejś dziury przez którą wdziera się ciepłe światło, dające nadzieję. Ta chęć ogrzania się jest silniejsza, mimowolnie zbliżam się do tej jasności, czuję jak mnie ogrzewa, na pocżatku nieśmiało, za chwilę coraz mocniej.
Ale zaraz znika.
Znów wszystko wraca do normy. Jest wszechogarniająca szarość, jest zimno, cicho.
Ten płomyk radości gdzieś umknął.
I nadchodzi Noc.
Złudne ukojenie.
Paradoksalnie to w Nocy najwięcej myśli kłębi mi się w głowie. I tylko jeden głos, głos mojego Pana przedziera się przez różne scenariusze.
Scenariusze przeszłości, teraźniejszości i wyczekiwanej przyszłości, absurdalne, abstrakcyjne, całkiem mozliwe, nie do przyjęcia, do akceptacji, aż w końcu niemożliwe (chociaż i niemożliwe staje się możliwe…) i pewne.
Noc nie daje mi odpoczynku. Gdy usypiam, rozwiera swoje ramiona wpuszczając mnie w świat fantazji.
Moich pragnień, marzeń… ale wszystko działa na Jej zasadach. Często z marzenia powstaje koszmar.
Dzisiejsza Noc była łaskawsza.
Pozwoliła mi chociaż przez chwilę, przez te kilka sekund znaleźć się w ramionach Pana, blisko Niego.
Pozwoliła mnie dotykać, całować i przytulać.
We mnie obudziła sucze instynkty.
Znalazłam się w scenerii z horroru, utrzymanym w erotycznym klimacie. Cały nastrój wręcz pulsował erotyką i podnieceniem.
Nie skończyło się grzecznie w łóżku, na delikatnych i leniwych pieszczotach.
Skończyło się wtedy, gdy z twarzą w spermie szłam korytarzem za Panem mijając ludzi, którzy z zaciekawieniem mi sie przypatrywali.
Jak do tego doszło?
Znaleźliśmy się w tolaecie, zapewne restauracyjnej, wiem że już klęczałam i czekałam na dalsze polecenia, wtedy Pan strzelił mnie w pysk, złapał za włosy i pieprzył moje usta kutasem. Najpierw mną kierował, ale jak juz złapałam rytm pozwolił abym sama się Nim zajmowała. Najlepsze jest to, że nawet we śnie czułam Jego kształt w swoich ustach.
Po chwili czułam jak część spermy spływa na moją twarz a częśc do ust.
Pan jeszcze pomógł mi się nieco wytrzeć (mimo że całkiem sporo zostało na twarzy), doprowadzić do porządku i wyszliśmy. Po przekroczeniu drzwi połknęłam to, co zostało w ustach.
Pamiętam, pamiętam jak czułam ją na języku! Taką ciepłą i oblepiającą! A to był sen! Ale czułam!
To było tak realistyczne, że po przebudzeniu zastanawiałam się, czy aby mi się to nie przydarzyło naprawdę…
Pewnego dnia, wyjątkowego, tak było. Nie wyszłam z twarzą w spermie, ale grzecznie klęczałam i czekałam na Pana w toalecie… Nawet nie byłam wtedy szczeniaczkiem. Byłam na samym początku, powoli przekraczałam próg…

 

 

W ciągu ostatnich dni miałam dużo takich snów.
Z Panem w roli głównej.
Z Panem, orgazmami, przyjemnością, dotykiem, pocałunkami, obciąganiem, seksem.
Tęsknota, coś normalnego…

 

 

Tak, gify TEŻ przyczyniają się do mojego nienaturalnego pobudzenia..
Ja tak dalej nie wyrobię…! 
Eh!

Su Anusz. 

 

Nastają zimne czasy…

Standardowy

!!!Zwiąż mnie, zwiąż mnie, zwiąż mnie, zwiąż mnie!!!

Idzie zima. A w związku z tym, w rozmowach z Panem przewijają się sopelki.
Kiedyś się takim bawiłam… :-)
Poza tym kostki lodu..
Ale takie tarzanie się w śniegu.. :-) Czemu nie :-) Nie opuszcza mnie ta wizja… :-)

Idzie zima, otwierając przede mną tyle możliwości…

Su Anusz.

Bezwstydnie Przyjemna

obedience
Standardowy

Ah, jutro już spotkanie! Właśnie powoli kończę malować paznokcie na czerwono.
Mam tyle planów!
Przede wszystkim w co się jutro ubiorę. Już wczoraj miałam wszystko naszykowane, dziś przymierzyłam, no jak tak wyjdę.. będę mocno przyciągać uwagę, zwłaszcza… „oczy”.
Ale ciiii na razie nic nie piszę! Wszystko się wyjaśni po spotkaniu.
Oczywiście moje pomysły, momentami poronione, spisane na kartkach, ile ja czasu poświęciłam żeby je wszystkie znaleźć!
Nowa sukienka, też zabieram żeby się na żywo pokazać, co jeszcze?
Cała reszta, ta najpotrzebniejsza. Żel, Czarny Przyjaciel, płyn, kosmetyki, ta „nowa”-stara zabawka której jeszcze nie testowaliśmy, ah, czarna koszulka, żeby tak nago nie paradować… :-)
Zresztą, kogo ja chcę oszukiwać że ją założę? :-)

Nie mogę się opanować, mam ochotę piszczeć jak dziecko, ciągle myśli przebiegają mi przez głowę, różnej maści, już wyobrażam sobie moment jak się ubieram i jadę na małe zakupy (drink dobra rzecz…) i jak czekam na Pana w tym samym miejscu co zazwyczaj :-)Już czuję ten zwinięty żołądek, zaczęło się w sumie dziś koło południa :-) uświadomiłam sobie jak bardzo czekałam na środę a tu już południe :-)
A teraz wieczór :-) pójdę spać niedługo, a jak się obudzę będzie już czwartek :-) jak to Pan lubi mówić :-)
Przypomniałam sobie zasady, tak na wszelki wypadek. Z wielką ochotą mówiłam o wiązaniu :-) byłam sceptycznie nastawiona na kabelki, ale już sama wspomniałam o bacie :-)

 

Ja już chcę iść spać i już chcę jutro!!!

 

Napiszę po spotkaniu… :roll:

 

muah ;*

 

 

 

Su Anusz.

 

Zobacz o czym myśli Suka.

Standardowy

Wyobraźnia.
Cenny dar.
Czasem chciałabym jej nie mieć, pozbyć się, wyłączyć ją.
Tak jak dzisiaj. I wiele razy wcześniej.
Wyobraźnia wcale mi dzisiaj nie pomaga. Podsuwa różne dzikie wizje, które podniecają i nie dają normalnie żyć.
Dziś idąc przez miasto szczególną uwagę zwróciłam na wiązanie.
Tak mi tego brakuje.. unieruchomienia. Jeszcze zasłoniętych oczu.
I ta słodka niewiedza, czy Pan zaszczyci delikatną pieszczotą czy może raczej tą mocniejszą. 
To wyostrzenie zmysłów, jak się bardziej słyszy, bardziej czuje, bardziej…
Chłonąć każdą sekundę, tworzyć mozaikę z doznań, emocji i odczuć, czuć, ale pełniej, skupić się tylko na tym bodźcu…

Wypełnienie ciepłem aż po same brzegi, każdy zakamarek ciała, czuć wszystko, ale nie widzieć niczego.
Mieć pewność wcale jej nie mając. 
Oddać się bez wahania.

Czasem się waham. Ale to wahanie nie jest z mojego niezdecydowania, czy aby na pewno dobrze robię. Pan to wie za mnie. Waham się raczej z potrzeby dyskusji. A może i z potrzeby zostania ukaraną.
Lubię te przekomarzania. Nie ma nic cudowniejszego niż uśmiech Pana w takiej sytuacji. Gdy Go rozbawiłam.
Patrzy na mnie wtedy pobłażliwie jak na dziecko, On wie że ja wiem jakie mogą być konsekwencje gdy posunę się za daleko i już kombinuje co mi tu zrobić, Jego oczy się śmieją, patrzę w nie i widzę ciepło i tą osobliwą energię bijącą z nich, energię mojego Pana, wyjątkową, wokół nich robią się delikatne zmarszczki na które uwielbiam patrzeć, nie ma nic seksowniejszego niż zmarszczki wokół oczu, jeszcze jak jest się ich powodem.
Uśmiechają się też Jego usta. Dopóki nic nie mówi. Rozbraja mnie ten uśmiech, czuję mrowienie w dole brzucha bo taki uśmiech zawsze zwiastuje coś… niesamowicie przyjemnego. Ewentualnie zapowiada katastrofę, czyli łaskotanie.
Pan ciągle wspomina o wiązaniu i łaskotaniu mnie… mam nadzieję, że w końcu o tym zapomni, gdzieś to uleci z Jego głowy i uhm..
To jest tak, czuję się przy Nim bezpieczna, to cudowne uczucie, ale jak już tylko zbliża dłonie do tych miejsc wrażliwych na łaskotanie to już taka bardzo bezpieczna się nie czuję… :-)

Myślałam też o biciu. Jak ja to lubię pisać :-)
„Zbij mnie!”
Ojeju :-) aż samo pisanie o tym mnie nakręca… żeby moja wyobraźnia się za bardzo nie rozszalała..
Ale bicie :-) jak już raz się spróbuje, to juz się nie przestanie. Kiedyś coś takiego przeczytałam i nie wiedziałam jak to się ma do rzeczywistości.
Cóż… teraz już wieeem… Niby jak Pan wyciąga pas albo pokazuje trzcinkę to mówię nie nie, a może wcale, albo na następnym spotkaniu..
Ale przyznaję, bez chłosty to tak jakby się nie doprawiło jedzenia.
Takie no hmm, fajnie fajnie ale czegoś jednak brakuje. A jak dłuższy czas nie ma to oooj, szaleństwo, przynajmniej ja szaleję. Szukam sama sposobności żeby sobie dać klapsa albo dwa. Po sklepach jak chodzę to idę na dział z paskami i z rozmarzeniem dotykam ich wyobrażając sobie jak Pan używa go na mnie. Wszędzie, dosłownie wszędzie szukam podtekstów.
Kabelki też czasem w ruch idą, częściej dłonią sobie dogadzam.
To znaczy..
W sensie taki klaps czy coś…
A Czarny Przyjaciel siedzi w szafie i czeka.. nie tknę go bez pozwolenia ale czasem aż mnie skręca żeby go wyjąć…
Ale nie, nie ma mowy.
Silna wola. Trzeba trenować.

Nagrałam ostatnio filmik dla Pana. Nie mogę się rozpisywać, ponieważ jeszcze go nie widział.
Ale powiedziałam że zrobię dla Niego prezentację na żywo :-) jeszcze udoskonalę troszeczkę :-)
I miałam nadzieję, że się nie zdenerwuje że złamałam kilka zasad… :-)
Myślę, że jak Pan zobaczy efekt to wybaczy mi wszystkie złamane zasady tamtego dnia :-) nawet spóźnienia z smsami :-)

 

„Nie chciałabym być niegrzeczna
Ale wiem, że w twojej głowie już rozchylam kolana”

 

 

 

Su Anusz.