Klimatyczna. Wildest moments.

Standardowy

Wstęp
Klimatyczna.Początek.
Klimatyczna.Apartament.
Klimatyczna.Noc niespodzianek.

Z racji tego, iż ohydnie zapuściłam się z pisaniem, wrzucam całość.
Ciąg dalszy Klimatycznej…

CO DZIAŁO SIĘ NA KLIMATYCZNEJ?

Przypatrywałam się uważnie działaniom, ludziom dookoła mnie i starałam się wyłapywać jakieś rozmowy. Dopiero później zwróciłam uwagę na miejsce z różnymi narzędziami, a raczej to mój Pan zwrócił moją uwagę pytając się
- To co wybierasz?
Nie rozumiejąc o co chodzi, spojrzałam w kierunku który wskazał mi Pan. Zobaczyłam. Długa.. półka? A może długi stół a na nim różnego rodzaju wibratory, sznurki, wisienki, dyscypliny, no czego tam nie było, miałam wrażenie że tam było wszystko, ładnie ułożone, żeby ofiara mogła patrzeć co ją czeka.
Nie chciałam nic z tego. Zainteresowało mnie dwustronne dildo, taaakie długie, ja na jednym końcu, jakaś inna na drugim..
No ale trzeba wrócić na ziemię. Dalej klęczałam obok Pana, robiło mi się niewygodnie, uważałam na swoje 15 cm, nie chciałam żeby się zniszczyły.
Zmieniałam miejsca, raz klęczałam, raz stałam, później znów klęczałam, między nogami Pana.
Umiejscowiłam się wygodnie, czułam rękę Pana na karku i oglądałam spektakl…

Znajoma osoba, jak mogłabym zapomnieć o mężczyźnie, którego preferencje a raczej sposób ich odbierania wywarł na mnie takie wrażenie, strach i ciekawość.
Pan na koziołku został położony, przywiązany.
Jeszcze nie widziałam mężczyzny przywiązanego do koziołka, jakoś.. no nie wiem, nie przemawia to do mnie. Aczkolwiek jeśli to lubi..
Stopy miał wyeksponowane, nogi związane, wszystko ładnie pięknie.
I pani, która pojawiła się z tym panem powiedziała, że mają trzcinkę bambusową. Mokrą. Nasiąkniętą wodą.
Mojemu Panu zaświeciły się oczy, nie widziałam tego, ale jestem pewna że gdybym się odwróciła, to zobaczyłabym jak się świecą i ten Jego uśmiech, już planuje jak mógłby wykorzystać to narzędzie.
I po chwili usłyszałam blisko swojego ucha Jego głos.
- Chyba pożyczę od nich tą trzcinkę… – i zaczął snuć wizje, na dźwięk których wyskoczyła mi gęsia skórka. Na samą myśl o trzcince byłam niespokojna, a ona była mokra…
Byłam przerażona, a jeśli faktycznie Pan podejdzie i..
Nie dokończyłam myśli, bo zaczynało się show.
Zawsze mnie zastanawia. Ale tylko zastanawia. Jak to możliwe, że ten człowiek znosi taki ból. Osoby się zmieniały, z różną siłą uderzali różnymi patykowatymi narzędziami, ale nadal to było tak silne, myślę że ja po pierwszym razie użyłabym słowa bezpieczeństwa.
Bałam się, że ta trzcinka się złamie, a pani stojąca obok powiedziała że już kilka razy się tak zdarzyło.
Dalej uderzali, na zmianę, ten dźwięk mnie przerażał, ale nie uciekłam jak na ostatniej imprezie.
Zamach, chwila oczekiwania, ręka z trzcinką opada na stopę, charakterystyczny świst i plask uderzający o skórę. Przy każdym razie czułam jak mój żołądek podskakuje, w momencie gdy trzcinka stykała się z ciałem leżącego mężczyzny.
Zabawa trochę potrwała, faktycznie część była zainteresowana, część chciała złamać mężczyznę i waliła na oślep w stopy, a część się snuła po kuchni, zaglądała do pokojów i na balkon.

Duże wrażenie wywarła na mnie kobieta, Pani, która zrobiła wielkie wejście i przyszła spóźniona.
Po prostu byłam nią zainteresowana. Ale nie w jakiś sposób seksualny czy coś, zainteresował mnie jej wygląd i byłam ciekawa czy ma równie prowokującą, pewną siebie i interesującą osobowość. Zerkałam na nią często, przyszła z.. jeszcze nie umiem tego określać.
Z mężczyzną, przebranym za kobietę, która była suką.
Na początku, po wejściu, padła na kolana i całowała stopy organizatorki, patrzyłam na to z nieprzyzwoitą ciekawością. Później przeszły do salonu, czym wywołały zaciekawienie.

Ciągle byłam obok Pana, czasem siedziałam, częściej klęczałam, ale zaczęła się nowa zabawa.
Jak już widziałam trzech mężczyzn w roli uległych..
W takich momentach na imprezie wiem czego się spodziewać. Jest niemal pewne, że co najmniej jeden z mężczyzn odpadnie po takiej zabawie, albo nawet w trakcie.
Jak zabiorą się za nich panie, które uwielbiają bawić się męskimi uległymi.
Tym razem byli skrępowani. Leżeli na podłodze, ręce mieli związane z tyłu, do rąk mieli przywiązane nogi, sznur oplatał ciasno kostki, nadgarstki i… póki leżeli było ok.
Zorganizowane zostały wyścigi. Mieli się.. wić, czołgać? Po podłodze, do wyznaczonego miejsca.
Wszyscy świetnie się bawili oglądając starania trzech facetów, związanych, czołgających się po ziemi. Może i było to zabawne, ale.. dla mnie nie do końca. Miałam mieszane uczucia.
Nagle ktoś rzucił, że można posadzić na nich dziewczyny.
Uśmiechnęłam się na ten pomysł, i pomyślałam, że Pan pewnie mnie tam nie posadzi, i głośniej zachichotałam. Jeden uległy się wykruszył, powiedział dość, zostało się dwóch.
Nagle przestałam się śmiać. Co jeśli jednak mnie tam wyśle?
- A ty się tak nie śmiej, bo jedną z dziewczyn będziesz ty.- powiedział Pan i zaczął się śmiać na moje słabe protesty.
A ja spanikowana zaczęłam mówić, najciszej jak się da, żeby tylko Pan słyszał, że przecież nie, że on się złamie pode mną, coś mu się stanie, a jak mu serce wysiądzie, nie to zły pomysł…
Ale Pan powiedział. Ulegli wrócili na start. Ja z drugą Suką weszłyśmy na wycieńczonych facetów. I zaczął się groteskowy wyścig. Czułam się jak na wielbłądzie, kiwałam się na jedną i drugą stronę mając wrażenie że zaraz wyląduję na podłodze z głośnym hukiem. Ale jak już wczułam się w ruchy wijącego się pode mną uległego starałam się mu w miarę możliwości pomóc. Słyszałam sapania dwóch głosów, nadludzki wysiłek. Czułam się zażenowana, odpychałam się nogą żeby go odciążyć nieco, ale i to nie umknęło uwadze mojemu Panu i zwrócił uwagę na to, by nie pomagać.
Mimo mnie na plecach uległy poruszał się w miarę szybko, wydawał mi się silny, czułam pod sobą jego pracujące mięśnie, wiedziałam że każdy następny ruch sprawia mu trudność i robiło mi się go żal.
Drugi był gdzieś za nami, równie głośno sapał.
Rozejrzałam się dyskretnie. Przypomniały mi się sceny ze 120 dni Sodomy. Poczułam się jak jedna z bohaterek książki…
Nie wiedziałam jak jeszcze mogłabym pomóc uległemu pode mną. Ale znów zaczęli mówić, że mamy nie pomagać, także siedziałam bliska płaczu, słysząc jego głośny, już niemal charczący  oddech.
Doczołgał się, robiąc chwilę przerwy, ostatkami sił zbliżając się do stóp tej Pani, która zrobiła wielkie wejście.
Jak najszybciej z niego zeszłam. Nie pamiętam czy coś mówiłam, co zrobiłam jeszcze. Byłam zła że musiałam brać w tym udział. Mimo to uśmiechałam się, że to już koniec.

Ja mogłam siedzieć godzinami w kuchni. Robić kawę, układać, kroić, szykować, nalewać, sprzątać. Ale od tego była Kinga. Bardzo sympatyczna, i nawet teraz, po takim okresie czasu dobrze ją wspominam. Kilka razy zdarzyło mi się z nią porozmawiać, tak przelotnie. No i co z tego że to był mężczyzna?
Taki ładny strój kelnereczki, ładna peruka, sama zastanawiałam się nad zakupem takiego stroju. Z tego co pamiętam Kinga leżała na stole i była.. hmm… zabawiana prądem w dolnych partiach ciała..
W ogóle teraz na tej imprezie to ładnie prąd chodził. Nawet na ostatniej imprezie nie był tak rozchwytywany.
Psy dalej były dręczone. I naprawdę wyglądali jak “zbite psy”, jeden miał wzrok jakby chciał zabijać.
Kręciło ich to? Podniecało?
Prawdopodobnie tak, bo tylko oni zostali.

 

Jak już nóg nie czułam, jak już ścierpły mi maksymalnie, odważyłam się spytać Pana, czy mogłabym usiąść.
Pozwolił mi, a ja klapnęłam na tyłek i…
Jaka ulga :-)
Oparłam się o ścianę i oglądałam co będzie dalej…

 

Była chłosta na krzyżu, było jeszcze kilka akcji na koźle, na stole z psami i sympatyczną kelnereczką, później przeniosła się na krzesło.
I tak już emocje opadały powoli. Ja już czułam że ogarnia mnie lekkie zmęczenie, nogi też odmawiają posłuszeństwa, zrobiłam kawę dla Pana i siebie i piliśmy. Wyszedł na balkon. Ja jak wychodziłam dwa razy na balkon to bałam się, że ktoś zobaczy :-) ale tak pomyślałam, uruchomiła się moja delikatnie ekshibicjonistyczna natura, właściwie czemu nie? :-) to mogłoby być ciekawe :-)
Faktycznie, jakby ktoś zerknął w górę, zobaczyłby półnagie kobiety w otoczeniu eleganckich mężczyzn..
Nie przeszkadzało mi to :-) Chociaż jak Pan mnie okrył, przyjęłam gest z wdzięcznością i opatuliłam się szczelnie materiałem.

 

Pan powiedział żebym poszukała wolnego pokoju.
Zapytałam się a co będzie jak będą zajęte?
- To się spytaj czy można się dosiąść. – z tym zdaniem kotłującym się w głowie, tak żeby nie zapomnieć, ruszyłam na poszukiwania.
Pierwsze drzwi otworzyłam a tam…
Kobieta ujeżdżająca mężczyznę. Zatkało mnie a oni spojrzeli na mnie pytająco. I taka zakłopotana się pytam czy można się dosiąść.
A oni spojrzeli po sobie i wybuchnęli śmiechem. Powiedzieli że jasne, można i dziewczyna powoli się poruszała i patrzyła na mnie.
Jak szybko drzwi zamknęłam a oni tam coś mówili do siebie i znów wybuchnęli śmiechem.
Nie ma to jak zrobić z siebie idiotkę. :-) Dopiero później do mnie doszło jak to mogło zabrzmieć..
Poszłam po Pana i weszliśmy..
Pan zaprowadził mnie na drugi koniec łóżka, kazał się położyć na brzuchu i dawał mi klapsy. Liczyłam, dziękowałam…
Poczułam że materac już się nie ugina, była chwila spokoju, ugiął się jeszcze raz a ja czułam ciągle klapsy.
Później czułam szpicrutę, ale oglądając się za siebie zobaczyłam zafascynowaną dziewczynę, która jeszcze chwilę temu ujeżdżała mężczyznę leżącego obok.
Zaskoczona tym wszystkim, już nie wiedziałam, kto uderza. Ale zabawy posuwały się coraz dalej.
Byłam jeszcze bardziej zaskoczona, jak dziewczyna chciała się pobawić moją cipką. Zobaczyć jak daleko może się posunąć.
To co ona robiła było całkiem fajne, ale mimo jej długich palców nie potrafiła znaleźć mojego punktu, który Pan znajduje od razu. Ale nie mówię, że było źle :-) to było całkiem ciekawe doświadczenie :-)
Pytała się mnie czy lubię zabawy z tyłkiem. A ja szukając poratowania u Pana spojrzałam na niego ale nic nie mówił więc musiałam sama powiedzieć, że no tak nie do końca…
Lubię. Ale wolę jak bawi się mój Pan :-) jestem pewniejsza i z nim to zawsze jest przyjemne :-)
Fajne było :-) jak ta dziewczyna miętosiła mi tyłek :-) ooojeju to było :-) Pan to robi najlepiej, ale z rąk dziewczyny było całkiem ciekawe :-)
I dziewczyna z mężczyzną zajęli się sobą, a my z Panem sobą..
I nagle słyszę jęki.. tak się oglądam za siebie, a oni się pieprzą!
Pan się za ten czas położył, rozpiął rozporek i wyciągnął swojego kutasa, po czym złapał mnie za włosy i…
- Ssij Suko.
Tak, ten głos, taki cichy, słowa wypowiadane przez zaciśnięte zęby, ale je chciałam oglądać..
Zabrałam się za obciąganie, czułam zaciśniętą na moich włosach dłoń Pana, przyspieszał, pogłębiał, zwalniał, znów przyspieszał i jak załapałam rytm zwolnił nieco uścisk.
Za sobą słyszałam jęki, sapanie, słyszałam jak się zbliżają, prawie są na granicy, przestawali, znów się pieprzyli tak że całe łóżko latało, znów coraz bliżej byli ale znów chwilę przed przestawali.
Nie wiedziałam o co chodzi, ale wyjaśnili co to ma na celu, już dokładnie nie pamiętam.
Ja jeszcze obciągała kutasa mojego Pana, Słyszałam parę za sobą i to było cholernie podniecające, chciałam oglądać, ale miałam coś ważniejszego do robienia.
Zapadłam się czasem w kierunku tej pary, łóżko coraz bardziej drżało aż w końcu pozwolili sobie…
Tak..
Oni się ulotnili, my jeszcze leżeliśmy…

 

Dostałam szansę na orgazm, a nawet dwa, z Czarnym Przyjacielem, znów się zeszło w drzwiach trochę ludzi, wiem to z opowieści, bo nie rozglądałam się na boki. Robiło się tak spokojnie…
Trochę siedzieliśmy w salonie, oglądaliśmy co się działo. Ciasne wiązanie piersi pięknym, czarnym sznurem, perspektywa wisienek, do mnie to nie przemawiało.. to strasznie musi boleć.. MUSI, bo ja nie próbowałam. I nie chcę próbować.
Kobieta na widok wisienek rzuciła hasło bezpieczeństwa. Też bym tak zrobiła…
Później nie mogąc patrzeć, jak psy kaleczą masaż stóp, Pan w moim imieniu zaproponował Pani od wielkiego wejścia masaż w moim wykonaniu.
Ucieszyłam się gdy przystała na propozycję, chciałam się zbliżyć i móc ją obserwować z bliska.
Jeszcze nie masowałam stóp w pończochach. Także kolejne nowe doświadczenie.
I masowałam, skupiona na ruchach, toczyły się rozmowy, już takie leniwe, od niechcenia, masowałam i masowałam, klęczałam przed Nią, nóg nie czułam, tak okropnie bolało, ale dalej masowałam, w końcu po jakimś czasie Pan dosiadł się na kanapę po mojej lewej stronie i zaczęła się całkiem fajna rozmowa.
Pani okazała się.. Panią :-) w sensie prawdziwą Dominą :-) mimo strachu który we mnie wzbudzała całkiem przyjemnie się z nią rozmawiało :-) a Suka siedząca obok fotela Pani okazała się rozmowna, sympatyczna i zabawna :-) wywoływała mój śmiech :-)
Już coraz mniej ludzi było. Zostało się kilka osób, już tak sensualnie, spokojnie i powoli…
Poszliśmy z Panem do sypialni i się położyliśmy. Ja już naga, bez stroju, czułam się całkiem swobodnie.
Przytuliłam się do Pana i tak leżeliśmy, głaskał mnie, całował, przytulał i trzymał za to na co trafił akurat :-)
I tak pomyślałam, oczy zamknę tylko na chwilkę, wzbraniałam się przed tym ale musiałam na chwilkę zamknąć oczy..
Usnęłam.
Czułam jeszcze jak Pan wstaje, ale ja tak bardzo nie chciałam się budzić…
I spałam, nie wiem ile, chwilkę, czy dłuższą chwilkę, ale Pan w końcu wszedł i powiedział że musimy się zbierać.
Pan oczywiście nie mógł sobie odpuścić i zaczął mnie łaskotać, gryźć… :-)
Ale jednak jak trzeba to trzeba, z lekkim ociąganiem ale wstałam.
Wyjrzałam przez okno. Słońce wschodziło, mimo że było chłodno i zmarzłam taka naga.
Oglądałam powoli budzące się do życia miasto, ludzi wychodzących na spacery z psami (bez aluzji żadnej!!!), do pracy, do szkoły, do kościoła czy gdzie tam jeszcze, nie mając tej świadomości, że niektóre jednostki po nocy pełnej wrażeń dopiero się ubierają i wracają na ziemię, do zwykłych śmiertelników, zstępują między nich przywdziewając kostium przeciętnego Kowalskiego.

 

 

 

Su Anusz.

Sucze Fantazje *Historia*

Standardowy

- Mmm, iść się już przebrać..? – wymruczałam do swojego Pana, jeszcze się tuląc i łapiąc ciepło z Jego ciała.
Dostałam przyzwolenie, uśmiechnęłam się lekko i postanowiłam wstać. Jeszcze chwilę się przekomarzaliśmy na temat tego, co będzie dalej, po moim wkroczeniu do pokoju, jeszcze sennie podeszłam do biurka, zabrałam swoją różową torbę niespodzianek i poszłam do łazienki.
Wiedziałam że jest już późna godzina, tak dobrze nam się spało, ale nie odpuszczę tego pomysłu. Nie. Za bardzo się na niego napaliłam, za dużo czasu na niego poświęciłam i włożyłam, w przygotowania całe swoje serce.
Muszę wyjść i się pokazać, nawet jeśli miałabym się w tym położyć spać.
Ominęła mnie chłosta.
Nie wiedziałam, czy się cieszyć czy płakać. Miała być, tak się bałam, widziałam sznury dyskretnie przywiązane do nóg łóżka i to powodowało, że przebiegały po moim kręgosłupie silne dreszcze. Podniecenia? Strachu?
Jednego i drugiego zapewne.
Wróciłam do łazienki. Wyciągnęłam wszystko, czego potrzebowałam, bodystocking z ostatniej imprezy klimatycznej, woreczek z akcesoriami, kosmetyczkę.
Przeczesałam włosy, poprawiłam makijaż, i nie mogłam się doczekać aż założę całą resztę. Siłowałam się zakładając nogawki od bodystockingu, ale w końcu założyłam.
I wiedziałam że popełniłam błąd, bo nie miałam jak założyć ogona. No to znów się rozebrać, zapiąć ogonek, założyć.. Eh!
A ja już chciałam wychodzić!
Założyłam uszka, założyłam łapki. Zapięłam swoją obrożę. Spojrzałam w lustro.
Wilczyca.
Nie kotka, pielęgniarka, policjantka. Wilczyca.
Wszędzie pełno było kotków. A ja nie jestem kotek. Ja jestem Sunia. I nie będę z siebie kotka robić.
Znalazłam na necie uszka i ogonek. Doszyłam kokardki. Łapki zrobiłam sama, z futerka. Też kokardki doszyłam.
No ogólnie to kokardki były wszędzie gdzie się dało. Nawet na ogonie i przy obroży.
Narysowałam sobie czarną kredką nosek i wąsiki. Jeszcze raz się obejrzałam. No mnie się podobało, jeszcze jak się spodoba mojemu Panu to :-) będzie cudnie :-)
Padłam na kolana, żołądek się lekko zwinął. Zależało mi na tym, żeby efekt się spodobał…
Nacisnęłam klamkę, ramieniem pchnęłam drzwi i wyszłam. Z pochyloną głową, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Jak podeszłam wystarczająco blisko podniosłam głowę.
Zachciało mi się śmiać z samej siebie, co ja robię…
Ale Pan.. no wydaje mi się że był zachwycony, Jego uśmiech, to jak mnie oglądał i mówił że ciekawy pomysł, że bardzo fajnie :-) tak, to chciałam usłyszeć :-)
Ale za chwilę wydarzyło się coś, czego się zupełnie nie spodziewałam..
Klęczałam przed Panem, najpierw kazał mi zamknąć oczy, za chwilę je zasłonił.
Po chwili usłyszałam znajomy dźwięk, klamry od pasków. Bransolety. Na nadgarstki. Tak dawno ich nie czułam, przerażenie wróciło, co się stanie?
Ta niepewność sprawiła, że automatycznie wykonywałam czynności. Pan mnie prowadził, delikatnie podnosił moją rękę żebym ja to zrobiła, opuścił, drugą sama podniosłam, później pociągnął mnie za sobą, poszłam za Nim grzecznie, oczywiście na kolanach, Pan mnie ustawił i… coś mi zadźwięczało w głowie, ale jeszcze nie wiedziałam co..
Poczułam za plecami łóżko. I nagłe olśnienie. Przecież ja o tym pisałam. Wydaje mi się? A może mi się śniło? A może deja vu?
Okazuje się, że Pan spełnia moją fantazję :-) jak zawsze zresztą :-)
Ale nastąpiła mała modyfikacja. Ręce owszem, rozłożone, ale związane w taki sposób, że klęczałam i leżałam na łóżku jednocześnie.
Nioe spodobała mi się ta pozycja, bo za chwilę mój Pan zaczął mi wiązać nogi tak, że były rozłożone.
- To po to, żebyś ich nie składała – zadrżałam na dźwięk Jego głosu. Poza tym, tak rozłożoną łatwo było mnie chłostać po piersiach..
Czując obezwładniający strach, co chwila podnosiłam się na tyle, na ile pozwalały mi związane ręce. Nic nie widziałam. Czułam, nasłuchiwałam.
Po chwili byłam pozbawiona wzroku i zakneblowana tą słodką, czerwoną kuleczką na pasku. Świetnie. Jeszcze nie mogę śliny połknąć. Coś jeszcze? Chyba pomyślałam to w złą godzinę, bo poczułam dłonie Pana w bliskim pobliżu moich piersi…
Jęknęłam przestraszona i drgnęłam. Co teraz? Co…?
Bliżej nieokreślone uczucie, jakby coś przyklejanego do piersi, coś.. ale nie wiem co.
Prąd? O nie, tylko nie to.. Skoro jedna nakładka jest tutaj, to druga będzie niżej..
Ale okazało się że nie. Że to nie prąd. Do tej pory nie jestem pewna co to było, ale myślę że to były wisienki wibrujące.
Jak Pan włączył wibracje.. kolejny raz zadrżałam, ze strachu, myśląc, że to jednak prąd. Ale nic się nie zmieniało, ani natężenie ani odczucia także byłam pewna że to wisienki.
Teraz podnosiłam się po to, żeby przełykać ślinę.
„Ale czy to nie do tego służy? Żeby ślina ciekła strużkami po brodzie?”, w takich sytuacjach naprawdę, mam skłonności do filozofowania, chociaż wtedy nasila się mój „brudny język”…
I czekałam co dalej…
- Chyba muszę przypomnieć ci, gdzie twoje miejsce… – i już wiedziałam, że mam przerąbane.
Na udach czułam trzcinkę, dyscyplinę, chyba tą czerwoną co lubię ją czuć na piersiach przy rżnięciu, był kij, który Pan specjalnie na tą okazję zabrał.
Panikowałam, mocno panikowałam, ale to jeszcze nie był koniec.
- Chciałaś ostatnio chłostę cipki, taką mocną.. teraz jest idealna okazja… – o nie. Ja? Coś takiego mówiłam? Ja?
- Poproś.
Staram się spiąć i poprosić, ale knebel mi tego zadania nie ułatwia, także maksymalnie wysilam swój język próbując powiedzieć „Proszę”, ale w rezultacie wychodzi jakiś bełkot, który sprawia, że się rumienię ze wstydu.
Ale Pan zrozumiał. I poczułam trzcinkę na udzie.
Kurczę, ale gdybym napisała, że.. mi się to nie podobało :-)
Ja chcę knebel częściej :-) będę wierszyki recytować :-) albo książkę będę czytać :-)
Za chwilę Pan skupił swoją uwagę na mojej cipce, co chwila drażniąc okolicę.
Odechciało mi się spać. Czujnie leżałam i nasłuchiwałam. Pan wyszedł zapalić? I tak po prostu mnie zostawił?
chyba za bardzo się rozluźniłam, bo poczułam plaśnięcie i słowa „Ale ja tu jestem” wwiercały się w moją głowę.

Pan bawił się mną, drażnił igłą, wbijał ją, w końcu pomyślałam, że przebije się na drugą stronę, czułam zapach spirytusu, którym przetarł to miejsce, ale stwierdziłam, nie zrobi tego przecież..chyba? Nie?

Pan ułożył mnie na nowo, tym razem na łóżku, cały tył był do jego dyspozycji. Nogi przywiązane, rozłożone, tak samo ręce.
I na zmianę, pośladki, plecy, pośladki, uda, pośladki… był pas, pas był mocny i po raz kolejny łzy w oczach mi stanęły. I kijek. I dyscyplina. I tyle to trwało.
Poproś.
Poproś…
POPROŚ…
Prosiłam. Co dziwne, nie robiłam tego wbrew sobie. Prosiłam bo chciałam.
Leżałam, przyjmowałam razy, prosiłam.
Oczy mnie piekły, chociaż wcale to nie było takie straszne.
I Pan się zapytał. Czy chcę jeszcze pas, tak mocno. Sucza część mnie krzyczała tak, jeszcze pas jeszcze pas, jeszcze mocno!
Pokręciłam przecząco głową i cicho wybełkotałam nie, czując łzy porażki. Nie podobało mi się że tak łatwo zrezygnowałam. Że odpuściłam. Dlatego nie lubię mieć wyboru, bo zazwyczaj żałuję. A jak już się zdarza ten jeden moment na milion. Że mogę wybrać, zadecydować. To staram się żeby to przyniosło zadowalające skutki i dla mnie i dla Pana. 
Z drugiej strony wiedziałam, że jak będzie jedne mocny pas (wiem, że byłby naprawdę mocny), to bym nie dała rady i bym się rozbeczała jak dziecko.
Nie lubię płakać. Ale czasem to silniejsze ode mnie.
Po tym jak Pan skończył się śmiać, triumfalnie, mówiąc tym samym bezgłośnie „Wiedziałem, że tak powiesz”.
Powoli mnie rozwiązywał, ja bezwładna leżałam, Pan wyciągnął knebel z moich ust i położyliśmy się, ja wtulona w Niego…
Chciałam igieł. Chciałam od dawna. Akurat Pan zaproponował podwiązkę.
Przepełniona strachem ale i ekscytacją, jak to będzie, igły na udach, jak to będzie boleć, a przede wszystkim, jak będzie wyglądać podwiązka z igieł i sznureczka?
No ale. Położyłam się na brzuchu. Cała ceremonia przygotowania. Waciki, spirytus, rękawiczki..
Już same te działania budziły we mnie strach. A jak Pan przymierzał się do wbicia pierwszej igły, spanikowana podskoczyłam na łóżku jak oparzona i zaczęłam krzyczeć „Nie! Czekaj! Czekaj! Chwila! Muszę się psychicznie przygotować!”.
Jakie to było… szalenie niewłaściwe! Teraz mi głupio że tak wyskoczyłam..
Ale Pan cierpliwie poczekał, wzięłam kilka oddechów, powiedziałam „Już” i się zaczęło.
Jęczałam, stękałam, piszczałam… a ledwo igła się wbiła w moje ciało. Czułam jak się przesuwa, dalej i dalej, i wybija się drugą stroną. Myślałam po raz kolejny, że to gdzieś 5-8 cm. I już moja wyobraźnia zaczęła działać, jak igła przebija się przez mięśnie, krwawię i w ogóle.. ale to tylko moja wyobraźnia… :-)
Kurczę no, bolało. Może nie bardzo ale bolało. I jak już igła była w środku to piekło.. nie pamiętam czy na plecach miałam takie samo pieczenie po przebiciu igły.
Ale za chwilę była druga, też kilka oddechów i jazda.. też bolało, też się kręciłam, jęczałam, stękałam..
I też piekła. Trzecia tak samo.
Później Pan przewlekał sznureczek czerwony. Coś tam misternie układał, wiązał…
Ja wstałam, podeszłam do lusterka ii :-) no efekt mi się spodobał :-) i tak pomyślałam, iść na imprezę klimatyczną w takim gorsecie z igieł i wstążek, z podwiązką taką jak ta, na którą patrzę… :-)
Położyłam się, Pan zrobił zdjęcia i nadszedł moment.. wyciągania!
- Szybko czy wolno…?
Chwila zastanowienia… wolno.. ostatnio było wolno.. to teraz szybko?
Zdecydowałam jednak że wolno, ale w ostatnim momencie krzyknęłam że szybko :-) coś za często krzyczę..
Pierwsza igła, ból, szybkie pozbycie się.. i moje mieszane uczucia. Bolało. Ale z drugiej strony jakoś.. tak.. podniecało. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale czułam w dole takie ściskanie..
Później była druga. Podobne w odczuciu. I trzecia. I się zastanawiałam jak to możliwe że takie skrajne emocje, uczucia we nie budzą igły..?
Trochę się wstydziłam powiedzieć Panu o tym, że to mnie podniecało, to szybkie wyciąganie.. dla mnie samej to było dziwne, dzikie, niecodzienne i w ogóle jakieś pokręcone..

Tydzień temu, ehh… :roll:

Usnęliśmy.
Byłam spokojna. W końcu nie przytulałam się do misia. Tylko do mojego Pana.
Spokój, bezpieczeństwo.. Czego chcieć więcej…

She wolfPodwiązka

Su Anusz.

Schoolgirl, Little Slut – Pleasure.

Standardowy

“Jak wychodzę z domu. Jeszcze napięcie mnie nie opuszcza. Szukam samochodu, idę, szukam.. jest.

Dopiero jak siadam na miejscu pasażera, to napięcie ustępuje i na jego miejsce wpływa nowa fala napięcia. Tego erotycznego, zmysłowego, z nutą niecierpliwości i zaciekawienia. Przestawiam się. Niemal czuję, słyszę jak coś we mnie klika i wszystko, co zostawiłam za sobą nie ma znaczenia. Liczy się tylko to, co przede mną. Co mnie czeka.”

 

Jeszcze raz w myślach układałam scenariusz. Czy zrobić tak, a może inaczej. Czy może lepiej nie, bo nie wiem jak mój Pan zareaguje.
W ogóle nie miałam pojęcia, co będzie jak wyjdę z łazienki. czy Pan zostawi mi wolną rękę i będę prowadzić grę? Czy to on przejmie kontrolę i całkowicie mnie zaskoczy?
Czy po prostu będę stała na środku pokoju, bezradnie prosząc wzrokiem leżącego Pana żeby zrobił cokolwiek? Nie wiedziałam.
Ale wiedziałam jedno, że chcę to zrobić.
(…)
Weszłam do łazienki. Zabrałam ze sobą torbę. Przygotowałam sobie specjalnie playlistę, na moment przebrania, tak żeby dodać sobie odwagi. Wzięłam telefon, puściłam niezbyt głośno muzykę i łazienkę wypełniły zmysłowe odgłosy. Starannie dobierałam piosenki. Pomyślałam, co by mnie nastroiło odpowiednio. Znalazła się tam również piosenka ze striptizu, na dźwięk której zawsze się rumienię i uśmiecham. Ja to naprawdę wtedy zrobiłam? O rany… :roll:
Zaczęłam się przeobrażać. Przyjmować rolę.
Wyciągnęłam białe kabaretki. Spódniczkę w czarno białą kratkę. Kamizelkę, która wulgarnie wypychała piersi w górę, jednocześnie wyglądając przyzwoicie z biała koszulą zapiętą na ostatni guzik, kiedy to szłam w niej na egzamin.
“Ludzie nie wiedzą, do czego mogą się przydać zwykłe z pozoru rzeczy”, pomyślałam, widząc swoje odbicie w lustrze.
Przygotowałam czarne szpilki. Założyłam krawat, nie szary czy złoty, czarny z różowymi elementami i agrafką, który mogę śmiało nazwać “rockowym”.
Zrobiłam makijaż, taki słodkiej uczennicy, w pamięci miałam różne obrazki, ale w efekcie wyszło coś zupełnie innego. Po mojemu. Różowe cienie, prawie jakby ich nie było, jasny cień przy kącikach wewnętrznych, czarna kreska na oczach. Efekt mi się podobał, nie chciałam przesadzić, chciałam wyglądać słodko i troszeczkę niewinnie. Na ciężkie, ciemne makijaże przyjdzie czas, myślę że niedługo.. :-)
Ale. Poświęciłam uwagę moim włosom.
Wychodząc z domu byłam bez makijażu i byle jak spiętych włosach, by na spokojnie się przygotować.
Rozdzieliłam włosy na pół, zawsze mnie irytuje ta fryzura, nigdy nie wychodzi mi równo, zawsze gdzieś włosów jest za dużo, ale teraz postanowiłam nie zwracać na to uwagi.
Rozdzieliłam, złapałam pierwsze pasmo, uniosłam je do góry ściągając je dłonią blisko głowy, przeczesałam palcami i spięłam gumką. Jeden kucyk był.
Tak samo zrobiłam z drugą stroną. Wypuściłam dwa kosmyki luźno. I tak, podobało mi się.
Jeszcze tylko buty.
Muzyka cały czas leciała, przeleciało chyba 5 kawałków, między słowami o pieprzeniu i lizaniu dało się słyszeć, że Pan też nie próżnuje i coś przygotowuje w pokoju.
Spięłam się.
Co to może być? Co tam się dzieje? Przyprowadził widownię? A może jakiegoś faceta, albo – przełknęłam ślinę- nawet dwóch?
Z tych wszystkich emocji, które we mnie buzowały, poszłam otworzyć okno, nagle łazienka się niebezpiecznie skurczyła pozbawiając mnie tchu. Czując smagnięcie chłodnego wiatru na policzku odetchnęłam głęboko.
Opuściła mnie pewność siebie, którą budowałam podczas ubierania się.
Ale wiedziałam, że jak na wyjdę teraz, to tego nie zrobię, przebiorę się i wrócę do pokoju.
Ostatnie spojrzenie w lustro. Wyłączyłam muzykę, oznajmiając tym samym, iż skończyłam.
Założyłam czarne szpilki. I zaczęłam chodzić po łazience, udając, że jeszcze jeszcze ostatnie poprawki nanoszę. Tak naprawdę to chciałam już wyjść. Chciałam zostać. Chciałam już do łóżka, chciałam się rozebrać, chciałam wyjść i się pokazać, chciałam… nie wiedziałam czego chcę.
Ale.
Nacisnęłam klamkę, decydując tym samym, co robię…

Rozglądam się niepewnie po pokoju, próbując maskować tą niepewność delikatnym uśmiechem. Idę jak gwiazda po czerwonym dywanie, uważając żeby mi się nogi nie poplątały. Kabaretki oplotły moje ciało i zaczęły delikatnie drażnić.
Nic się nie zmieniło w pokoju. Wszystko wygląda tak jak wcześniej.

Pan podchodzi, okazując mi czułość przy okazji, po chwili łapie krzesło i przesuwa je na sam środek.
Pomyślałam, oho, będą klapsy. Kilka na pewno.
Pan milczał. Milczał. Nie lubię jak milczy. Bo nie zawsze oznacza to coś dobrego.
Położyłam się jak mnie ułożył.
Po mojej prawej stronie było oparcie krzesła, ja leżałam na nim tak, że do pleców i pośladków był nieograniczony dostęp, nogi i głowa mi zwisały, nie wiedziałam co mam z rękami zrobić, to oparłam łokcie o brzeg krzesła i wisiały tak sobie.
Taka myśl mi przeleciała, że to za dużo przygotowań jak na klapsy.. ale po chwili poczułam pierwszego klapsa. Czyżbym miała rację…?
Za chwilę drugi i trzeci, rozgrzewając moje pośladki. Były mocne, ale Pan pokazał mi kiedyś, że istnieją mocniejsze rzeczy. Także cieszyłam się z klapsów.
Ja to lubię, skłamałabym, jeśli bym powiedziała że nie lubię klapsów, a Pana kłamać nie będę…
Ból się rozchodził powoli, stawałam się coraz bardziej wrażliwsza, Pan przerywał, żeby mnie pogłaskać czy podejść i pocałować.
Zorientowałam się, że jeśli podniosę głowę, spojrzę w lustro. Odważyłam się unieść nieco głowę i podnieść wzrok.
Kucyki spływały kaskadą w dół powodując, że się uśmiechnęłam. Ale zaraz uśmiech zszedł z moich ust, bo zobaczyłam po co Pan poszedł na drugi koniec pokoju.
zastanawiające było dla mnie, że nic nie czuję przez dłuższą chwilę.
Czarny Futerał…
Zadrżałam.
Jak mi się przypomniało, co skrywa w sobie, zwinęłam się w sobie.
“Na klapsach się jednak nie skończy…”, zaczęłam kombinować jak tego uniknąć, ale mój Pan prezentował sobą taką nieustępliwość i pewność siebie, że się zamknęłam i czekałam. Zwisałam żałośnie z krzesła. Drżałam ze strachu. I już wyobraźnia podsuwała mi różne scenariusze.
Pan podszedł. Zasłonił mi oczy przepaską. Dobrze wie. DOBRZE WIE jak to na mnie działa.
Nie mogę podglądać. Wyostrza mi się słuch, słyszę najmniejszy ruch, najcichszy szelest materiału, czuję mocniej i wizualizuję sobie ból. Staję się czujna, płochliwa, jak zwierzę.
Przerażenie oplata mnie swoimi mackami, paraliżuje, wpełza w każdy zakamarek ciała powodując spięcie mięśni i postawienie na baczność wszystkich dostępnych zmysłów.
Z moim Panem nie dostaję się wszystkiego od razu. Zapomniałam o tym i czułam jak się ze mną drażni. Dotyk, skubnięcie, głęboki pocałunek, znowu Jego ręka gdzieś powędrowała..
Ale za chwilę poczułam.
Coś, co ma bardzo wąską powierzchnię. Jest cienkie. Trzcinka. Już rozróżniam niektóre narzędzia. Nie wszystkie. Ale część owszem.
Trzcinka lądowała na moim tyłku a mnie coraz mniej się to podobało. Nie histeryzowałam, bo nie bolało tak bardzo.
Znowu uśpienie czujności, pocałunki, głaskanie, odetchnęłam…
Po chwili szpicruta. Szpicruta, jeszcze było dobrze. Powtórzyła się historia, ból, przyjemność..
Dyscyplina z supełkami..
Jakieś patyczki jeszcze były, ale nie zapomnę jednego, zdradliwy pomiot szatana!
Patyczek ze sznureczkiem.
To już było coś konkretnego. Nie zapomnę. Nie zapomnę jak bardzo bolało. Nienawidzę go. Nienawidzę.
I jak już czułam, że nie dam rady.. Pan nagle przestał.
Powiedział natomiast “Od 1 do 5, wybieraj” i zrozumiałam, że teraz ode mnie będzie zależeć narzędzie.
I wszystko zaczęło się od początku. Nie wierzyłam, że w takiej sytuacji było mnie stać na negocjacje.
5 razy to, co wybiorę. Było mi wszystko jedno wtedy, byle mieć to za sobą i się już rżnąć.
Ale nic nie ma łatwo.
Specjalnie i z rozmysłem to wszystko trwało i trwało dwa razy dłużej. To było jak dręczenie, niemal oszalałam.
Byłam na graniczy płaczu, jeszcze na końcu był sznureczek, jedno uderzenie, drugie zaraz po nim i trzecie.. już czułam jak mnie łzy pod powiekami szczypią.. ale koniec. O dziwo koniec…
Pan spiął mi ręce bransoletami, z tyłu na plecach, kostki też, pomyślałam no nieźle się zapowiada, ciekawe co teraz.
Czułam jak mój pośladek pulsuje, czułam gorąco bijące z niego i cieszyłam się, że ma chwilę wytchnienia.
Zostałam postawiona do pionu, lecz nadal klęczałam. Czułam że Pan pociąga mnie za sobą i słyszałam, jak siada na łóżku. Mnie się coraz bardziej to nie podobało, bo spiął bransolety z  nadgarstków z tymi na kostkach tak, że klęczałam odchylona, eksponując piersi. Nie miałam jak się zastawić. Jak wyprostować. Jak odskoczyć.
Miałam związane ręce, dosłownie i w przenośni.
Tak jak myślałam, zostałam wychłostana. W przerwach najpierw wylądowałam na łóżku, później słyszałam materiał rozdzieranych kabaretek między udami, co mnie niesamowicie podnieciło i w końcu poczułam jak mój Pan rżnie mnie palcami. Nie przestawał mnie chłostać patyczkami, szpicrutą i dyscypliną.
Czułam, że mój limit się kończy.
Trzeci sznureczek. Zadecydował…

 

Jakiś czas później leniwie wyplątałam się z objęć mojego Pana, naga, zaspokojona i gotowa na dalsze zabawy, spojrzałam w lustro. Piękne ślady. Na udach, gdzie bolało najbardziej, gdzieś po bokach od zdradliwego sznureczka, który oplatał moje ciało, czerwone pręgi na pośladkach. Jak to może nie uszczęśliwiać…? :-)

Rano, po pobudce i zabawach z mokrym finałem, jak już się miałam ubierać zerknęłam w lustro. Wieczorem moje ciało usiane czerwonymi śladami, a rano trzy kreski czerwone.
Byłam zła na siebie, ale z drugiej strony cieszyłam się, że chociaż te trzy są.
Trzymały się długo i szczęśliwie, przybierając odcień fioletu…

Su Anusz.

Beng! Beng! To jest NAPAD!!!

Standardowy

„Ściskam sutka lewej piersi. Nogi mam rozłożone, odrzuciłam kołdrę.
Czarny Przyjaciel tkwi pod materiałem legginsów. Za chwilę zaciskam na nim uda.
Rozmawiam z moim Panem, powoli przygotowując się na to, co zaraz się wydarzy.
„Wejdź na Skype”, albo coś w podobnym guście.
Podrażnić, podrażnić i stop, koniec, czekaj Suko aż pozwolę.
Albo małe co nieco przez telefon.
Ah, tak wiele możliwości, i tylko taka jedna maleńka na końcu, a może Pan przyjedzie i mnie zerżnie…?

Zakręcona rozmową i doznaniami różnej barwy chyba nie dopuściłam do siebie tego, co Pan przed chwilą powiedział.
„A teraz przerwij, wyciągnij Przyjaciela z legginsów i otwórz mi drzwi”.
Zastygłam z szerokim uśmiechem i zaraz po rozłączeniu wyskoczyłam z łóżka i zadawałam sobie pytanie, które przewija się bardzo często przez ostatnie dni: „ALE JAK TO???” :roll:

Przed drzwiami stanęłam.
Jak ja wyglądam… włosy nieumyte, byle jak spięte, bez makijażu, jedynie marne resztki tuszu na dolnych rzęsach gdzieś tam się huśtały, potargane legginsy, dziura na dziurze, plamy z wybielacza (legginsy do sprzątania, no co…), koszulka z dekoltem takim że mi coś niecoś wypływało..
A jak już klamki dotknęłam, wróciło pytanie. Jak to?
Niecierpliwie otworzyłam drzwi, już myślałam że to jakiś żart, albo sen, albo mi się wydawało i że po otwarciu drzwi nikogo nie zobaczę, ale…

Chyba pół miasta usłyszało, jak kamień spadł mi z serca.
Mój Pan stał za drzwiami, był i zaraz przekroczył próg..
A ja jak to ja w takich sytuacjach, zaczęłam mówić, że czemu mnie nie uprzedził, ogarnęłabym się i… Pan nie pozwolił mi dokończyć.
Najlepszy sposób żeby kobieta się zamknęła? Zatkać jej usta pocałunkiem.
A najlepszy sposób żeby Suka się zamknęła? Jedno spojrzenie.
No ewentualnie knebel ale hmm musimy to przetestować bo ja nie wiem czy to takie skuteczne, chociaż nie zakładam niczego z góry…
No ale po prostu pod tym pocałunkiem się rozpłynęłam.
Od Pana biło coś, coś innego, jakiś blask, coś takiego.. no nie wiem.. gdybym wierzyła w niektóre rzeczy powiedziałabym, że otaczała go błękitna aura. :roll:
Oszołomiona spięłam na nowo włosy wchodząc po schodach.
Czułam palce Pana na pośladkach, czyżby pewna doza niecierpliwości..?
Nie zwracałam na to uwagi, byłam zbyt otępiała, zszokowana tym co się dzieje… a po zamknięciu drzwi, gdy już przekręciłam klucz..

Bez zbędnych ‚czułości’ Pan wyciągnął pas i spytał się, czy tego właśnie pragnęłam, czy o tym marzyłam. Odpowiedziałam, że tak, zagryzając wargę i napinając się nieznacznie.
Jeju, oczywiście że tego chcę…!
Pochyliłam się. Oparłam o łóżko.
„Poproś”
Jakbym była zdolna do wymawiania słów, taka pochylona, czekająca.
Poprosiłam…
Pierwsze uderzenie… :-) rozpłynęłam się w doznaniach..
Najpierw ból, zaraz słodycz, podniecenie, czułam już jak robię się mokra..
Chyba przez ten cały szok zaczęłam liczyć i dziękować, co ostatnio mi nie wychodziło…
Pełna, podniecająca dziesiątka wybita na moich pośladkach.
Nie dając mi dojść do siebie i rozkoszować się bólem pośladków, tym spływającym jak karmel, Pan złapał mnie za kudły, sprowadził na kolana i spytał „Co jeszcze byś chciała”.
Jak się o mnie troszczy, mój ukochany Pan :-)
Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo już Jego kutas wypełniał moje usta.
Nadawał rytm, poruszając moją głową, czułam momentami że jest za głęboko, że krztuszę się, ale co to za uczucie, trzymać kutasa Pana w ustach… ”

Pierwszą środę grudnia świętowałam przyzwoicie. Tak jak zawsze chciałam. W końcu każda środa jest doskonałą okazją do loda. Co ja mówię, każda środa? Każdy dzień… :roll:
Zaczęło się od środy.
Zaskakiwanie.
Czwartek był dzień przerwy.
Piątek…

„Chodziłam po mieście, byłam w centrum handlowym na małych zakupach, nie podejrzewając, że wieczór może być tak zimny, założyłam legginsy i stringi. Ładnie pięknie się chodziło, w cieple, oglądało przyozdobione świątecznie witryny, mijało ludzi w szale zakupów, kupiłam tego dnia pierwszy prezent na święta, oczywiście dla mojego Pana :-)
Dla nikogo nie wybierałam tak długo prezentu :-) zależało mi, żeby prezent spodobał się mojemu Panu…
Ubrałam się, zastanawiałam się o której przyjedzie mój transport i poszłam na przystanek.
Okazało się, że za 7 minut mam tramwaj, to taka ucieszona, nie potrafiąc ustać w jednym miejscu tuptałam sobie w jedną i drugą stronę.
I super, świetnie, podjechał tramwaj, wsiadam i nagle poruszenie i ludzie wysiadają. Pytam się pani stojącej obok co się dzieje (wyciągając wcześniej słuchawki z uszu), po czym pani mi odpowiada, że tramwaj dalej nie pojedzie bo jakieś remonty są. I trzeba iść na drugą stronę.
Tak patrzę na drugą stronę, ani oznakowania żadnego, nic kompletnie. Ludzie wysiadają, idą tam.
A ja powoli się spinałam. Kurczę, nie wiadomo o której autobus podjedzie, a tu już późna godzina, a jeszcze miałam wypełnić swoje obowiązki..
Szukałam w myślach najlepszej opcji, jak tu najszybciej do domu wrócić. Cały dzień nic nie jadłam i mądra Su poszła na zakupy o pustym żołądku. Inteligentne serio.
Zaczął siąpić deszcz, tak nieprzyjemny i zimny, czułam jak zimno przenika moją skórę i wnika w kości. I zaczęłam przeklinać swój wybór bielizny. Kawałek materiału i paseczki. Na takie zimno..
Głupio przyznać tyłek mi zmarzł.. tak bardzo mocno.
Deszcz padał. Wiało. Było mi zimno i byłam głodna, włosy miałam wilgotne już a zbliżała się 21.
Już wpadałam powoli w histerię, co ja powiem mojemu Panu, nie zdążę, nie zdążę z tym wszystkim, katastrofa…!
Bliska płaczu piszę do Pana co się dzieje, że cholernie mi zimno, że nie ma autobusu…
I nagle przejechał autobus. Przejechał. Nie zatrzymał się. A ludzie wkurzeni.
Ja też. I załamana.
Piszę dalej smsa.
Że nie wiem co mam robić, że tak bardzo mi tyłek zmarzł, że ja zmarzłam i w ogóle..
Za chwilę telefon. Dzwoni mój Pan. I zaczynam się żalić, mówić jak mi źle, że głodna jestem i w ogóle, już czułam jak mi łzy ściekają po policzku.. A Pan się pyta. Jak daleko mam do ronda, tam gdzie zawsze na Niego czekam.
Ja mówię, że blisko, że tylko przejść i w ogóle.
Taka zaskoczona byłam… i moje myśli, matko, Pan wysłał kogoś! O nie! Taka delikatna, nieśmiała myśl, a może to Pan we własnej osobie przyjechał…? Ale zaraz się otrząsnęłam, i słuchałam co Pan mówi. I szybko zaczęłam tuptać w stronę ronda… taka przerażona delikatnie, bo przez telefon Pan wydawał się wkurzony…
I zaraz samochód podjechał, patrzę na Niego, nie jest wkurzony chyba.. I taka zaskoczona się pytam ale jak? Jak to możliwe, że jesteś i w ogóle..
Okazało się, że Pan był już pod moim domem, myślał że już wróciłam.. Jeju, ale miałam wyrzuty sumienia…
I tak już opadało zdenerwowanie, coraz bardziej się cieszyłam…
Weszliśmy do domu a Pan wyciąga pożywienie.
I Pan zaczął karmić Su :-) o to już był wkurzony. I czekał dopóki nie zjem. To mnie, delikatnie mówiąc, rozwaliło na łopatki :-)
Już wiedziałam po co Pan mi kazał położyć na łóżku Czarnego Przyjaciela, żeby czekał :-)
Było mi tak zimno. Ale jak wylądowaliśmy pod kołdrą, i to nasze 70 stopni… :-) momentalnie zrobiło się gorąco :roll:
I te zabawy, rżnięcie, oczywiście Pan nie mógł sobie odpuścić i mnie łaskotał, zaraz potem byłam instrumentem i grał na mnie a zakończyło się podszczypywaniem :-) i jak mam siniaki, to Pan nie wie, nie ma pojęcia skąd one się biorą… :-) No taak… :-)
I leżeliśmy… i było mi tak dobrze… i co to była za niespodzianka.. :-)
No ale.. wszystko co dobre kiedyś się kończy…
Tak bardzo byłam niepocieszona jak mój Pan musiał jechać.. spytałam się, czy mogłabym sobie odpuścić wpis, dostałam pozwolenie, ogarnęłam siebie, wszystko dookoła i położyłam się.
Spytałam się, czy mogę iść spać, Pan pozwolił i usnęłam…”

Pan się śmiał, że napada mnie o każdej porze dnia i nocy.. hmm, właśnie… :roll:

Następnego dnia, mając w pamięci poprzedni wieczór, nieco zmęczona ale jakże szczęśliwa, wstałam, ogarnęłam się i pojechałam.
Koło 15 wracałam do domu. Uśmiechałam się, mimo tych incydentów w ciągu dnia..
Już do domu weszłam, ogarnęłam się, założyłam moją ulubioną, ciepłą bluzę do spania, wskoczyłam pod kołdrę, przekąsiłam coś niecoś, przeglądałam neta, takie spokojne popołudnie.. No, nie do końca takie spokojne…

„Telefon dzwoni. Mój Pan.
Nie spodziewałam się telefonu od Niego, przecież sobota i w ogóle, tak delikatnie mi się usypiało…
Rozmawialiśmy. Opowiadałam co się dziś działo, jak spędzałam czas. Momentami Pan jakoś dziwnie mówił, nie umiem zdefiniować tego ‚dziwnie’, ale nie tak jak zazwyczaj. I myślałam, że pogadamy trochę, pośmiejemy się, będzie koniec rozmowy i będę leżeć dalej..
A za chwilę Pan mówi, żebym zeszła mu drzwi otworzyć :-)
No to szybko zbiegłam po schodach, tak myślałam, ale wczoraj się widzieliśmy, to jak to, dzisiaj też…?
Ale byłam zadowolona.. :-)
I prosto do łóżka…
Ja oczywiście dużo do zdejmowania nie miałam ale ostatnia w łóżku się znalazłam.. ooj tam oj tam.. :-)
Zaraz się ogrzałam, a raczej to mój Pan mnie ogrzał swoim dotykiem.. :-)
I było pieprzenie palcami.. :-) przygotowanie… i za chwilę rżnięcie.. i Czarny Przyjaciel.. i o masakra, momentami oddech traciłam…
No ale Suka oczywiście musiała coś spieprzyć..
Nie posłuchała Pana.. i nastrój minął..
Leżeliśmy jeszcze, przytulaliśmy, ale.. czuć było zmianę.
A jak Pan wyszedł.. Suka zaczęła wyć..
Po prostu, wtuliłam się w Misia i zaczęłam wyć. Byłam bliska krzyku, Pan jeszcze zadzwonił, trudno było udawać że jest ze mną ok.. ale jakoś się pozbierałam, ogarnęłam.. I zauważyłam, że ubrudziłam Misia.
Następnego dnia była rozmowa o tym, co się wydarzyło…”

Najwspanialsze dni mojego życia… szkoda, że to tak krótko trwało.
Na kolejne spotkanie czekałam ponad dwa tygodnie…

Su Anusz.

Zabawa „przed” Andrzejkowa

Standardowy

W piątek chodziłam napięta. Chciałam, żeby wszystko wyszło doskonale, idealnie. Bo Pan przyjeżdża. Musi być idealnie.
Ja dzień wcześniej zrobiłam małe spa, uprzątnęłam delikatnie. Przygotowałam karteczkę z rzeczami, które muszę następnego dnia zrobić.

Rano zaczęłam od tiramisu.
Wydawało mi się, że nieco przesadziłam z orzechówką, którą wlałam do kawy zamiast amaretto. Ale okazało się to dobrym posunięciem.
Zabawa się zaczęła, jak wzięłam do ręki mikser…
Po prostu.. jak dziecko. Cała byłam w masie z mascarpone. A jeszcze musiałam ubić żółtka. Świetnie.
Najbardziej ucierpiały nogi. Były w białych ciapkach. I na koniec to, co uwielbiam. Oblizywanie mieszadełek.
Nie mogłam się oderwać po prostu od zlizywania tego kremu. Był taki pyszny, po prostu się rozpływałam…
Takie tam, małe ćwiczenia przed wieczorem… :-)

Jak już skończyłam z kuchnią usiadłam i przeglądałam jakieś damskie czasopismo.
Ok. I Pan się pyta o której bym chciała żeby był.
Patrzę na zegarek. Patrzę na siebie.
Świetnie; bluza, majtki, włosy spięte byle jak..
No nie, nie teraz.. ja się muszę przygotować, za godzinę albo jak najpóźniej, ale bez przesady..
No tak, cała ja i moje pokrętne tłumaczenie.
I Pan przyjechał później…

Biegałam z pokoju do łazienki próbując się wyszykować. Tak myślałam, że będę na 26 gotowa, no może troszeczkę po.
Makijaż lekki zrobiłam. Założyłam bieliznę, pas do pończoch, chciałam zapiąć żabki ale wredne stworzenia nie chciały się zapiąć, te z tyłu. Co zapięłam to musiałam przykucnąć, albo się pochylić i paseczek lądował na pośladkach.
Śmigałam w samej bieliźnie. SMS. Przystanęłam, żołądek skoczył mi do gardła. No przecież nie nie, nie możesz być pod domem Panie mój, błagam nie..
Ufff… jeszcze nie.
Ale blisko.
No to siłowałam się z żabkami. Spojrzałam na siebie w lusterku.
Pominę włosy przypominające loczki pudla. Miejscami to nawet świńskie ogonki..
No ale poradziłam sobie spinając dwa przeciwległe kosmyki z tyłu malutką spinką. Jakoś to wyglądało…
Pobiegłam po sukienkę, założyłam ją, wyciągnęłam buty na koturnie, po tych moich 15 cm teraz każde buty jakie mam, a które uważałam za ‚wysokie’ są dla mnie za niskie. Tęsknię za tą moją ‚piętnastką’…
Pan się spytał czy coś do jedzenia brać, zadzwonił specjalnie i się spytał :-) złożyłam zamówienie.. :-)
I ostatnie poprawki nanosiłam. Ojeju.. Kiedy będzie już..?

Zobaczyłam samochód wyglądając przez okno.
Wyszłam an korytarz i wyglądałam przez kolejne okno, widziałam jak Pan trzyma telefon w dłoni, ja już przygotowana czekałam…
Zbiegłam (na tyle na ile to było możliwe na koturnie…) i pomogłam mojemu Panu, niosłam nasz prowiant  a Pan niósł czarny futerał. O, zgrozo! Co to będzie się działo!

Był Czarny Przyjaciel. Było obciąganie, z którego czerpałam ogromną przyjemność, tak za tym tęskniłam że masakra po prostu.
I rżnięcie, takie głębokie, na boku, od tyłu, i znów głęboko i.. ojeju no..
I leżeliśmy. Wtuleni w siebie. Oglądaliśmy filmy. Chociaż ja nie mogłam odkleić się od kutasa swojego Pana. Tak mi się podobało to dotykanie, muskanie, takie niby przypadkowe :-) uwielbiam to :-)
O za chwilę znalazłam się w tej pozycji, którą mój Pan lubi. No ja niekoniecznie.. nawet nie potrafię wyjaśnić czemu. Bardzo mocno ułatwiony dostęp do moich strategicznych części…? A może to silne uczucie, jakbym zaraz miała popuścić..? Nie mam pojęcia. Nie, w sumie najsilniejsze uczucie to mam jak stoję i Pan rżnie mnie palcami. W ogóle jak mnie rżnie palcami to czuję że odlatuję..
I z jednej strony było rżnięcie, a z drugiej obciąganie :-) jak to ładnie współgrało.. :-)
I znów leżeliśmy. Coś tam leciało. Ja wpatrywałam się w mojego Pana, urzeczona, nigdy mi się to nie udaje, chyba raz się tak wpatrywałam i teraz jeju co to było za uczucie :-) mogłam bez przeszkód się wpatrywać w Jego profil :-)
Największą uwagę zwracałam na usta, ja nie wiem czemu wcześniej nie zwracałam na nie uwagi..
I Pan mnie przyuważył się się wpatruję i eh i się skończyło… :-)

… a zaczęło się od tego, że oglądaliśmy porno. Miałam ochotę, Panu się spodobał pomysł i już po chwili wystukał na klawiaturze stronkę, wszedł na odpowiednią kategorię i oglądaliśmy zniewolone i chłostane uległe.
Pan zapowiedział, że jedno wypróbujemy. Zaraz. Dzisiaj.
Drewniane spinacze do prania.
Na ciele. Sutkach. Przewiązać sznureczkiem. I pociągnąć za sznureczek. I odczepić.
Mnie pomysł od razu się nie spodobał. Ale co tam. Później leżałam grzecznie, już po kotłowaniu w łóżku, po chłoście tą specjalną, czerwoną dyscypliną, ułożyłam się i czuję, jak Pan zapina na mnie te wredne spinacze.
Nienawidzę ich!
Najpierw naokoło piersi. Później na sutki. I powoli, metodycznie, żeby nie za szybko, przewlekanie sznureczka przez dziurki.
Mnie już powoli skręcało. Wierciłam się, bo już sutki mnie zaczęły boleć.
Ale to dopiero początek…
Pan powoli pociągnął za sznureczek, odczepił się z ledwością jeden, zaraz po nim drugi. I Pan się spytał czy chcę szybko czy wolno.
Chciałam żeby się to skończyło jak najszybciej.
Szybko.
I żałowałam.
W sumie tak powoli to nawet nie bolało, wiedziałam kiedy mam się spodziewać ruchu, kiedy odczepi się od ciała i tak dalej. A jak szybko, to nie wiedziałam, czy to jeden się odczepił czy może na razie dwa.
Z drugą tak samo no i pękłam.
Wcale mi się nie uśmiechało pękać.
Przechodziłam wewnętrzny bunt, ale w końcu przemówiłam sobie do rozsądku i nie strzeliłam fochem czy dąsem.
Z tego byłam zadowolona.
Tylko się popłakałam. Delikatnie. No trochę mocniej jak z sutków Pan zaczął ściągać. Zakryłam się kołdrą i próbowałam uspokoić..
To już czasem chłostę lepiej znoszę..
I położyliśmy się. Po raz ostatni. Ja powiedziałam że oglądamy horror, Pan pierwszy raz widział jak oglądam horror :-)
Miałam Jego ramię, mogłam się wtulać, bo jak sama oglądam to zakrywam oczy rękami. Albo pod kołdrę wchodzę.
I usypiało mi się, już tak naprawdę, horror był nudny tak bardzo, że nawet sobie go odpuściłam i przenieśliśmy się na poduszki..
Nawet nie pamiętam kiedy usnęłam…

Rano. Przebudziłam się. I miałam zamiar iść z powrotem spać. A tu Pan do mnie mówi, że musimy wstawać.
O nie, za mało snu, no jak jak?
I zaczęłam mruczeć, że nie, że jeszcze troszeczkę, że tak ciepło jest i cudownie..
No ale :-) poranne obciąganie jak najbardziej wskazane :-)
Taki krótki ten poranek był..
Ale podobało mi się rżnięcie na blacie w kuchni.. :-) oj to było.. :-)
Teraz jak siadam na nim rozkładam nogi :-) i przypominam sobie jak to mnie mój Pan rżnął palcami…

Cały dzień nie mogłam wrócić na ziemię. Myślałam o tym, jak mi było dobrze jak Pan leżał obok mnie, przytulał mnie, głaskał po plecach, dotykał, całował, dawał klapsy, miętosił mój tyłek…
Jeju no, tęsknię za tym po prostu no…

Dziś Pan zadzwonił. Weszłam na Skype. I była zabawa Czarnym Przyjacielem… A jaka mokra byłam! Kosmos! :roll:
I tak wolę takie zabawy jak Pan jest obok…

 

 

 

Tęsknie, eh, tęsknię.

Su Anusz.

Jak to było w czwartek…

Standardowy

Zsunęłam z ciała ręcznik. Rozwiązałam szlafrok.
Sięgnęłam po koszulkę, tą różową z zapięciami do pończoch. Zapięłam ją z tyłu na haftki od stanika.
Wszystko ładnie pięknie mimo spięcia. Już mam buty zakładać, Pan wyraźnie napisał…
A ja dopiero się ubieram.
Zapięłam pończochy, specjalnie zakupione na tą okazję.
Założyłam luźną koszulę, zapięłam guziki i założyłam spódniczkę. Wysoko ją wywinęłam i poprawiłam się. Ajj, czuć zapięcia przez spódniczkę..
Dobrze, bardzo dobrze.
Założyłam płaszcz, zapięłam się pod samą szyję, złapałam torby i założyłam buty.
Napisałam smsa, że wychodzę. Zobaczyłam samochód Pana, wsiadłam…

Mój Pan widział, że jestem spięta bardziej niż zwykle. No ale ja ciągle myślałam o tym, co zrobię w pokoju, raz robiłam to dziko i po zwierzęcemu, a raz delikatnie i spokojnie.
Jak Pan dotknął mojego uda akurat w miejscu zapięcia, zesztywniałam. No jak teraz wymaca to nie będzie efektu zaskoczenia. Chociaż i tak nie wiedział co ukrywam pod spodem…
Im bliżej celu się znajdowaliśmy, tym bardziej opuszczała mnie pewność siebie.
Wiedziałam, że przed tym wszystkim muszę wejść do łazienki i przygotować się.
Ale zastanawiałam się, czy to będzie dobry pomysł, bo istniało prawdopodobieństwo, że nie wyjdę z łazienki i się zabarykaduję.
Musiałam stamtąd wyjść, musiałam…

A w pokoju. Od razu zabrałam swoje rzeczy i weszłam do łazienki. Pomyślałam, że zrobię co mam zrobić i wychodzę od razu.
Ok. Zaczynam.
Wyciągnęłam szminkę, szpilki i niewielkie pudełeczko.
Rozpięłam nieco płaszcz, następnie koszulę i odchyliłam miseczki stanika. Miałam nadzieję, że spodoba się mojemu Panu to, co przygotowałam.
Na sutki nakleiłam nakładki w kształcie serduszek z dzyndzelkami, które ostatnio od Niego dostałam, nałożyłam miseczki, zapięłam koszulę i płaszcz. Znów pod samą szyję, co było nie do końca komfortowe biorąc pod uwagę wysoką temperaturę w pokoju…
Podeszłam do lustra, pociągnęłam wargi szminką, którą zakupiłam specjalnie z myślą o tej okazji, zrezygnowałam z klasycznej ale jakże seksownej czerwieni na rzecz ciemnego różu.
Wsunęłam na stopy szpilki.
I stoję. Stoję. Stoję..
Przed lustrem. Zerkam na siebie. Przekonuję się w myślach, teraz naciśnij klamkę i wyjdź, zacznij, dasz radę.
Ale nadal stoję. Żołądek mi się skręca, emocje uderzają do głowy, przed oczami migają mi kolorowe punkciki.
Denerwowałam się. Zależało mi, żeby wszystko wyszło tak jak sobie to zaplanowałam.
Już się obróciłam, już mam dłoń na klamce, ale.. leży ta i się nie rusza. Jeden ruch dzieli mnie od wyjścia. Naciśnij…
Głęboki oddech, zdecydowanie nacisnęłam na klamkę i wyszłam. Chciałam już od razu to zrobić, bo wiedziałam, że jak będę odkładać to na później to nic z tego nie wyjdzie…
Przygotowałam sobie krzesło. Mój Pan usadowił się wygodnie na łóżku.
Włączyłam muzykę w telefonie, jeszcze chwilę się wahając czy to aby na pewno dobry pomysł.
I zaczęłam.

Striptiz.
Tak. Rozbieranie się w rytm muzyki.
Ten pomysł przewijał się zwinnie między niektórymi rozmowami. Czasem z entuzjazmem podchwytywałam temat, a czasem ze wstydem omijałam konkretną odpowiedź.
Ale w końcu nie. Musi być i koniec.
Przyznam, że fajnie bawiłam się przy układaniu choreografii.
Bo to nie zwykłe zrzucenie ciuchów w 30 sekund. Miałam zmieścić się w określonym czasie co oczywiście się nie udało ale to nic, przemówiłam sobie podczas ćwiczeń, że chodzi o dobrą zabawę i robienie wszystkiego na luzie.
Tak jakbym robiła to w domu przed lustrem.
Z początku, jak muzyka zaczęła lecieć a ja miałam wykonywać ruchy przed Panem, trochę mnie to krępowało. Z natury nie jestem ani odważna, ani pewna siebie. Ale mniej więcej kroki pamiętałam. O tyle dobrze, że do seksownego rozbierania się nie jest potrzebny ściśle ustalony harmonogram. Można iść na totalnego spontana, co chciałam zrobić. Ale nie, pierwszy raz :-) musi być dopracowany.
Bałam się że w szpilkach się potknę albo jakiś niefortunne zdarzenie mnie dopadnie, ale o dziwo nic takiego się nie wydarzyło. Bo i na krześle dobrze mi poszło, i na podłodze, i później na końcu też…
Ogólnie z efektu byłam zadowolona, pod koniec już trema opadła i mogłam tak jeszcze i jeszcze kręcić tyłkiem, ale co za dużo to niezdrowo, na początek starczy. Bo nie wykluczam kolejnych części.
spodobało mi się to :-) przygotowywanie, kompletowanie, dobieranie i pokazanie efektu starań :-)
Z muzyką było najgorzej. Dzień przed spotkaniem znalazłam odpowiadni utwór… :-)
Ale w sumie dobrą stroną jest to, że znalazłam utwory na kilka pokazów. :-) Spokojnie, wszystko przerobię :-)

Sądząc po reakcji Pana, pokaz się podobał… ja mam taką nadzieję :-)

A później.. oh jeju co to było później.. :-)
Zostałam zaprowadzona do łazienki i czekaj Suko aż cię nie zawołam.
No dobrze. Przewietrzyłam się w oknie,  pochodziłam po lodowatych kafelkach, podsłuchałam troszeczkę pod drzwiami (dzwoneczek? a co tam robi dzwoneczek?), usiadłam na brzegu wanny i czekałam…
Co się tam cholera dzieje?
I za chwilę drzwi się otwierają i wchodzi Pan. Bierze mnie za rękę i prowadzi do pokoju.
A tam sznury. Przywiązane do nóg łóżka. Pomyślałam że mam przerąbane, jak już sznury są to co się będzie działo..
Ale Pan usiadł na brzegu łóżka, mnie gestem kazał uklęknąć co też uczyniłam i ręcznik. Ręcznik coś przykrywał.
Pomyślałam że pewnie to moja biżuteria na spotkania. Bransolety i obroża.
Pan powiedział, sięgnij łapką pod ręcznik i wyciągaj po JEDNEJ rzeczy.
No ja nie wiem z czego On taką tajemnicę robi, skoro zawsze tak jest i tam jest czerwona biżuteria.
No ale posłusznie wsuwam rękę pod ręcznik… no coś czuję ale to nie przypomina tej czerwonej.
Złapałam pierwszą rzecz z brzegu.. wyciągnęłam dwie, ale..
Nie słuchałam Pana :-) bo to co zobaczyłam to :-) no nie mogłam uwierzyć…
Owszem, to była bransoleta. Na kostkę i na nadgarstek. Ale w kolorze różowym :-)
Mnie po prostu zamurowało.. ale jak to? Nigdy bym nie podejrzewała Pana o taki zakup..
Sam za chwilę przyznał, że to mało suczy kolor. Ale swoją rolę spełnia doskonale :-) przekonałam się o tym :-)
I później wyciągałam już po kolei całą resztę. Bransolety do kompletu, obrożę, smycz :-) kuleczkę do pyska, wisienki z dzwoneczkami :-) przepaskę na oczy, takie dwa paseczki na krzyż które nie wiedziałam do czego służą i dyscyplinę. Mam nadzieję że o niczym nie zapomniałam..
I zaraz się przekonałam do czego są te paseczki :-)
Do bardzo podniecającego spinania rąk i nóg :-)
No a za chwilę zaczął się ten właściwy wieczór.. :-)
Znowu rekordy. Ja mam manię liczenia orgazmów ostatnio. Jak ostatnio było dla mnie zaskoczeniem, że tyle ich jest, tak teraz jedno zaskoczenie że jest ich dwa razy więcej i że są podwójne.
No jak? A Pan mówił, będzie 5 orgazmów a później coraz więcej.
A ja się zaśmiałam mojemu Panu prosto w twarz.. jak mogłam???
Ale był jeszcze prąc przed spaniem, mimo że byłam wykończona.. Prąd był z dodatkami i kolejnym orgazmem.
To jest jakieś nie wiem, nie chcę ale ciało mnie zdradza i ciało mówi „chcę więcej, jeszcze więcej i później jeszcze troszeczkę!”.
Taka zachłanna się zrobiłam że to szok. Czasem nie potrafię myśleć o niczym innym jak o orgazmach. Później mam ich dość, ale jeszcze kilka i tak się nawinie.
Jak ja mogę myśleć że mam dość orgazmów? Jeszcze kiedyś nie było ani jednego i błagałam o jeden chociaż. A teraz po 10 mówię dość, wymiękam..? O nie. A teraz było tak blisko 20.. Eh, gdybym wiedziała…
No ale dobrze. Co to za noc w ogóle była..
Zaznajomiłam się bliżej z packą. Która wcale na mnie nie działa, ale właśnie tego chciałam. Właśnie takiego cudownego, rozlewającego się bólu jakie ona daje. Mój Pan kochany :-) słucha mnie cały czas i spełnia te moje czasem poronione pomysły :-) czasem coś palnę bez zastanowienia i wtedy słyszę to charakterystyczne, przeciągłe „OOOKEJ”. I ja już wiem :-) że coś się święci.. i to coś jest zazwyczaj „niedługo”. Bo rzeczy niemożliwe Pan załatwia od ręki, a na cuda trzeba troszeczkę poczekać. Taak, już pamiętam :-) nauczyłam się :-)
A rano :-) pobudka w Naszym stylu.. :-) a tak mi się wstawać nie chciało.. jeszcze chciałam troszeczkę poleżeć, poprzytulać się ale eh.. rzeczywistość…
No, ale jakie wspomnienia na cały dzień.. :-)

 


A piosenka, którą wybrałam… cóż… :-)
eh, tyle wspomnień… :-)

Polecam, mnie wprawia w doskonały nastrój za każdym razem gdy jej słucham… ;-)

 

Su Anusz.

Koniec miesięcznej abstynencji.

Standardowy

Tak. To właśnie było to.
Nadszedł dzień spotkania. Dzień wcześniej przeprowadziłam SPA.
A gdy nadszedł. Gdy nadszedł czwartek.
Myślałam że oszaleję. Nie mogłam skupić się na swoich zajęciach.
Marzyłam tylko o tym, żeby dostać SMSa od Pana, że mam już wychodzić. Że już czeka, albo że już dojeżdża. Że jeszcze tylko 15 minut.
Myślałam, że skończę przepisowo, ale wyrobiłam się wcześniej.
Wyszłam…

Poszłam do P. Stwierdziłam, że muszę jakoś zająć się przez pół godziny. W jakieś niecałe 8 minut przeszłam przez cały obiekt. Zjechałam na dół.
3 minuty. Stwierdziłam, że usiądę, posiedzę, poczekam.
Czas po prostu jakby robił mi na złość, płynął powoli, jakby wcale nie miał ochoty zmieniać cyfry z 44 na 45.
Siedziałam sobie spokojnie. Wiedziałam o której mam się spodziewać Pana w pobliżu. Modliłam się tylko o to, żeby to było bardzo bliskie pobliże.
14:15 miałam iść do toalety i tam się przebrać.
Uwielbiam to robić.
Wchodzę w dżinsach i koszulce a wychodzę w kusej kiecce, szpilkach i mocnym makijażu.
Teraz było podobnie.

Weszłam i od razu wybrałam większą kabinę. Zaczęłam nerwowo wyciągać wszystko z torby.
Ładnie popakowane, osobno, żeby łatwiej było mi odszukać części garderoby.
Ten strój miałam założyć dopiero na imprezę, na którą byśmy się razem wybrali. Ale ja nie mogłam tyle czekać. Już, teraz, natychmiast chciałam się w tym pokazać.
Rozebrałam się. Zostałam w samej bieliźnie, naturalnie w kolorze czarnym, to jest ta na spotkania, która pasuje odpowiednio do.. sytuacji :-)
Zaczęłam zakładać pończochy. Kabaretki oczywiście, żadne inne posiadane przeze mnie nie wydawały mi się odpowiednie.
Następnie założyłam górę. Białą koszulkę na ramiączkach w czarne kropki.
Później na tyłek wciągnęłam mocno krótką skórzaną spódniczkę.
Grzebałam w torbie w poszukiwaniu zestawu kosmetyków.
Przyciemniłam makijaż.
Specjalnie cały dzień chodziłam w ciasno spiętych włosach, by po rozpuszczeniu były pokręcone. Trik się udał i po chwili trzepałam głową żeby dodać trochę objętości i żeby pasma się rozdzieliły. Słyszałam że przyszedł SMS. I już nerwówka. Buty, spakować się, perfumami się delikatnie spryskać, usta balsamem pomalować…
Ale dobrze. Wszystko w swoim czasie.

Prawie gotowa opuściłam kabinę, która przez ostatnie 20 minut spełniała funkcję przebieralni. Już czułam na sobie spojrzenia kilku kobiet wychodzących z kabin.
Wyprostowałam się i podeszłam do umywalki. Spojrzałam w wielkie lustro. Poprawiłam włosy. W odbiciu widziałam natarczywy wzrok pani która stała po mojej prawej stronie. Przez wysokie koturny, z paseczkiem na kostce i z odsłoniętymi palcami (ah, te czerwone paznokcie..) zrobiłam się o kilka centymetrów wyższa.
Wiedziałam, że koronka pończoch delikatnie wygląda zza spódniczki, ale nie mogłam z tym nic zrobić. Zresztą, nie musiałam. Zaraz i tak wsiądę do samochodu.
Kolejny SMS.

Tak, mój Pan już na mnie czeka. I znowu się spóźniam. Eh..
Tak bardzo w myślach Go prosiłam, stój blisko, żebym nie musiała iść daleko i żebym nie wywołała sensacji…
Wzięłam głęboki oddech i wyszłam.
Oj, zwróciłam na siebie uwagę… Żeby tylko płeć męska się oglądała.
O dziwo z dziką satysfakcją wyłapałam kilka zniesmaczonych spojrzeń.
Ta pruderia mnie bawi po prostu…
Drzwi rozsunęły się przede mną. Wyszłam na zewnątrz.
Szłam w dół, dalej i dalej w końcu stanęłam. Obok pasów. I zauważyłam :-) już widziałam :-)
I przeszłam na drugą stronę i się przytuliłam :-)
Uświadomiłam sobie właśnie, że czeka Nas cała noc… :-)

W samochodzie rozmawialiśmy. O tym jak minął dzień, no mnie głównie na oczekiwaniu, braku skupienia, niecierpliwości i pragnieniu.
No a jak już na miejsce dojechaliśmy..
Oh..
Jak można było się spodziewać :-)
Najwyraźniej zapamiętałam…

Wyszłam do okna. Byłam naga, bo akurat przerwaliśmy zabawy na łóżku.
I wyglądałam sobie spokojnie, niczego nieświadoma..
Mój Pan podszedł od tyłu do mnie i to było to. Pierwsze wejście od miesiąca.
Jak poczułam Jego kutasa w sobie.. Zamknęłam mocno oczy, stanęłam na placach i wypięłam się mocniej. Moje jęki ulatywały gdzieś za otwarte okno.
W końcu położyłam się w tym oknie, policzek miałam przyciśnięty do zimnej półki i próbowałam się wypinać jeszcze bardziej.
Ale mój wspaniałomyślny Pan oparł moją nogę o fotel.
I to było to.
Teraz mogłam wypiąć tyłek bardziej, i jeszcze bardziej…
Raz za razem czułam kutasa wbijającego się mocniej w moją suczą cipę, za chwilę wyraźne pociągnięcie za włosy i wygięłam się, przez moje gardło nie chciało nic przejść, co chwila urywałam jęki, by po chwili skumulowane wydostawały się na zewnątrz.
To było cudowne..

Kąpiel tak cudownie zrelaksowała nas oboje, ja nie mogłam się doczekać kiedy wskoczymy do łóżka.
No a w łóżku..
Cóż, ‚strzał w dziesiątkę’ był bardzo dużym zaskoczeniem, przynajmniej dla mnie, nie spodziewałam się, jak na razie ’9′ to było szczytem a tu 10… :-)
I rżnięcie, a w przerwach leżenie, przytulanie i moje chwilowe zasypianie.
Były też klapsy, takie mmm, jak mi tego brakowało, i tarmoszenie tyłka.
Ja nie wiem, co w tym takiego jest :-)
No owszem, podoba mi się, ale.. co czuje ta osoba, która to robi? :-)
Ale podoooba mi się. :-)
I był Czarny Przyjaciel..
I mocno niechciany Różowy Ptyś.
Oj ale znów focha strzeliłam, a jaki on był przyjemny, jeszcze te wibracje.. to był kosmos.. i ja go nie chciałam? Ja? Nie chciałam..? Oo nie..
I mimo że z początku nie pamiętałam, to była jeszcze chłosta, i orgazm z dyscypliną.. To było… no.. ja chcę jeszcze raz…

I wyglądało to mniej więcej tak, łóżko, jedzenie, łóżko, kawa, łóżko, łóżko, łóżko.
To było takie wspaniałe :-)
Ta ulga i spokój, że mój Pan jest obok, że leżę z głową wspartą na Jego ramieniu, że czuję Jego zapach, Jego ciało, dłonie gdzieś błądzące po moim ciele..
Tak bardzo mi tego brakowało przez ten miesiąc.
A ta noc to miało być takie nadrabianie.. 
Czekałam na jeden moment. Jak już się wtulę w Pana i pójdziemy spać. A rano się obudzimy i będzie.. :-) cudowne zakończenie spotkania :-)
Zbieraliśmy się spać, to znaczy ja się zbierałam spać, jeszcze poczułam jak Mój Pan wtula się w moje plecy, uśmiechnęłam się i usnęłam.

Budziłam się kilka razy, w różnych pozycjach, na ramieniu Pana, leżąc na plecach, odwrócona tyłem.. Za każdym razem czułam Jego ciepło i dotyk skóry. Te chwile, to dla nich warto żyć i na nie warto czekać..
Rano budził mnie dźwięk, dodam znienawidzony, budzika.
Nienawidzę go słyszeć rano.
Ale jeszcze przysypiałam.
I później, to delikatne budzenie, pieszczoty, rżnięcie i przytulanie.. Ten poranek, Nasz jeden jedyny wyjątkowy..
To spotkanie było spokojne i delikatne. Waniliowe. Chociaż były wplecione subtelnie elementy te pikantniejsze, bez których obejść się nie mogło.. :-)

Ale mm. Później, na drugi dzień czułam tyłek, czułam pod żebrami, czułam uda i ręce i to było takie wspaniałe i cudowne, czuć swoje ciało..
Nie krzywiłam się z żalem, złością czy pretensją.. krzywiłam się i uśmiechałam jednocześnie, byłam zadowolona i szczęśliwa :-)

Miesiąc abstynencji i po miesiącu pełna, okrągła ‚dziesiątka’ :-)
Cóż za niespodzianka :-)

Eh, czwartek.. a ja tęsknię..

Su Anusz.