Podróż w nieznane – Klimatyczna [2]

Standardowy

Weszliśmy na górę. Miałam wrażenie, że pokonywanie schodów zajęło nam pół wieczora. Ale tak nie było.
Weszliśmy do jednego z mieszkań..
Nie wiedziałam czego się spodziewać.
Przekroczyliśmy próg i od razu z brzegu była kuchnia. Duży, zastawiony stół, przy którym siedziały znajome twarze. Napięcie na chwilę mnie opuściło.
Zaledwie garstka, ale ja ich znam!
Byłam zdziwiona, ze tylko tyle nas będzie. Ale pomyślałam, może impreza w kameralnym gronie?
Od razu zauważyłam, że jest gdzie się położyć. W jednym pokoju rozłożony duży tapczan, a w drugim, który słuzył za palarnię, jednoosobowe łózko.
Ucieszyłam się, bo pomyslałam że jak mnie weźmie to będę miała się gdzie położyć chociaz na chwilkę.
Zanieśliśmy do szafy nasze rzeczy, załozyłam obrożę i wrócilismy do kuchni.
Zajęliśmy miejsca i.. i tak własciwie nie wiedziałam co dalej.
Okazało się że czekalismy na resztę.
„To będzie jakas reszta?”
Jak się później okazało, była, i to całkiem.. spora.
Rozmowy się toczyły, ja odczuwałam jeszcze delikatne spięcie, mimo to przysłuchiwałam się. W pewnym momencie podszedł do Nas taki elegancki Pan, zainteresowała go moja obroża z medalionem, a ja niemal jak paw, wyciągnęłam szyje i ociekając dumą prezentowałam moja najcenniejszą biżuterię. Całą sobą mówiłam „Patrz, od mojego Pana, piekne, cudowne, prawda, jedyne w swoim rodzaju bo moje, Pan mi ją dał i specjalnie do tego medalion, to tyle dla mnie znaczy!”. Czułam się wyjątkowa…
Ludzie się schodzili, powoli i leniwie, tak siedzieliśmy, wyłapywałam pojedyncze słowa i od czasu do czasu zerkałam kto wszedł. Najbardziej w pamięć wryły mi sie dwie osoby.
Wysoki mężczyzna, rosły i silny, gdzie zastanawiałam się, kto jest jego własnością. Okazało się że to uległy. A ja myślałam że to on dominuje.. a dominował tylko wzrostem i posturą. Ok, byłam zaskoczona, że jest uległym, ale kazdy lubi coś innego i spoko.
I kobieta. Weszła i nie wiem czemu akurat ona przykuła moja uwagę. Ciągle na nią zerkałam, aż mnie to zaczęło krępować. Pomyśli ze jakaś niewyżyta jestem albo coś.
Miała piękne włosy, blond, spięte w kucyk. Taki mi się podobały! Cała ona wydała mi się interesującą postacią, a jak usiadła ze swoim partnerem obok mnie to prawie omdlałam z wrażenia.
Może przesadziłam troszeczkę, ale w każdym razie podobał mi się taki obrót spraw. Patrzyłam ukradkiem na jej nogi. Ale Pan powiedział że moge iśc się przebrać.
Wstałam posłusznie, poszłam do pokoju gdzie były nasze rzeczy i.. i juz miałam się odwrocić na pięcie i wrócić, ale oto odwrócił się elegancki Pan i Dama w Czerwoje Sukience. Przeszkodziłam im.
Ale weszłam dalej do pokoju, zażenowana jak cholera, i po cichutku wyciągałam swoje rzeczy.
Para zaraz poszła i zostałam sama. Kilka razy przewinęły się jakies osoby, a że łazienka była zajęta to zaczęlam przebierać sie w pokoju.
Zaczełam od makijażu. Mdłe światło wcale nie pomagało, brak lusterka doskwierał ale kreatywność się uruchomiła, i po chwili miałam kącik do makijazu.
Nie byłam zadowolona z efektu, ale zwolniła się łazienka.
Szybko do niej pobiegłam, obiacałam że będe minute-dwie i wskoczyłam zamykając drzwi.
Rozebrałam się. Założyłam pończochy, sukienkę, wyciągnęłam szpilki, poprawiłam jeszcze raz makijaż. Poprawiłam sukienkę. Bo z nią jest tak, że od pasa w górę jest z pasków, taka jakby uprząż, z tej uprzęży paseczki ida do
szyi a na szyi jest obroża. Od pasa w dół jest skórzana spódniczka.
I poprawiłam się, już tam się mocno dobijali, więc wyszłam i chyba zrobiłam pozytywne wrażenie.. :-)
schowałam rzeczy, pomalowałam usta konkretnym, ciemnym różem i weszłam do kuchni.
Chciałam jak najszybciej usiąść, żeby nie czuć tego wzroku przypatrujących się ludzi.
I chyba tutaj też zrobiłam wrażenie…
W sukience czułam się bardzo dobrze, troszeczkę speszona byłam jeszcze, bo przecież uprząż tak, było widać to i owo, ale w końcu przyzwyczaiłam się.
Szumiał mi w głowie wypity drink, który na początku wylądował w mojej dłoni, od mojego Pana.
Imbirowy. Nie spojrzałam.. a tu imbir.. dlatego mnie tak usta piekły później..
Pan oczywiście powiedział, że zna inne zastosowanie imbiru.. nawet nie chcę się domyślać!
Wśród przybyłych ludzi była Pani z ostatniej imprezy. Tym razem jej nie poznałam, bo zamiast wyrazistego irokeza, miała gładkie, rozpuszczone włosy. I tak wyglądała niesamowicie. Przyszła ze swoją.. Suką. Tą sympatyczną.
Ale Pan powiedział że wchodzimy do pokoju, i poszliśmy jako pierwsi.
Zapaliła mi się kontrolka i spanikowana zapytałam się Pana, czy to ja będe zaczynac imprezę, jak to kiedys miało miejsce. No bo jeju no, moj Pan ciagle o tym mówił, „A pamiętasz jak z N. zaczynałyście imprezę? Pamiętasz zasady? Hasło bezpieczeństwa? A to o czym rozmawialiśmy?”.
I jak tu kręćka nie dostać? Jak tu nie oszaleć z domysłów?!
Ale Pan na moje pytanie tylko sie uśmiechnął.
Podeszliśmy do kanapy a ja z wrażenia aż usiadłam obok Pana. Na kanapie!
Ja po prostu nie wierzę, zawsze na podłodze klęczałam, sama z siebie a tym razem obok Pana na kanapie.. no kto to widział, to az nie przystoi.. Może ze tam pod ścianą mało miejsca było i równie dobrze mogłabym klęczec przy krzyżu.. ale ja sie nie tłumaczę!
Ale już coś się zaczęlo dziać..
Siedzieliśmy i siedzieliśmy, ludzie sie krzatali jeszcze..
i tak zachodziłam w glowę, co też będzie sie działo? Obok krzyża fotel, na środku kozioł, gdzies tam majaczyło nowe urzadzenie..
Matko, ja sie boję…
I wparował Święty Mikołaj, a raczej Pani Mikołajowa, i nie jestem pewna czy taka Święta… :-)
I się zaczęło, spojrzałam, jakieś patyki, i ooooo nie! Rózgi! Kozioł+Rózgi= Masakra!
I tak patrzę z nadzieją, może na mnie nie starczy?? Moze akurat na mnie nie starczy?
Byłam przekonana że ja nie wyjdę.. że może jakiś elf ukradnie sobie rózgę..
Ale powoli. 
Zaczęło się…

Było takie kółeczko z cyferkami, od 1 do 16.
Trzeba było sobie zakręcić i liczba wylosowana będzie liczbą razów.
Natychmiast pomyslałam, że ja to pewnie będe miała 16.
Pierwsza Niegrzeczna. No dobrze. Zakręciła, nie pamiętam jaka liczba wypadła, ale tam jeszcze na stoliku było coś do wypicia. I jak w koncu którać to wylosowała to padła na podłogę. I ja z takim przerażeniem pytam sie Pana, ale co tam jest w tym kubeczku? A Pan mnie uspokojał że tam nic takiego nie ma, a ja tak zaczęłam panikować, i nie, ja nie chce kubeczka!
W koncu pewna Niegrzeczna wylosowała 16, ku uciesze zgromadzonych. Nie, to jeszcze nie byłam ja.
Momentami po pokoju latały drzazgi z rózgi. Ale generalnie było dobrze.
I Pani Mikołajowa patrzy na mnie, i mówi że jeszcze przecież ja!
Ja taka speszona, na tych szpileczkach „baaaardzo” wygodnych tuptam do fotela, siadam na kolanie Pani Mikołajowej i pada pytanie…

C.D.N.

Su Anusz.

Wanilia&Pieprz

Standardowy

 

Prysznic.
Stary przyjaciel, który na ostatnim spotkaniu rozpoczął serię orgazmów.
Nie doliczyłam się ich w końcu, ale ten pierwszy w wannie i ostatni na pożegnanie były najlepsze.
Między nimi cała akcja…

To była taka wanilia z domieszką pikantnej i wyrazistej nuty.
Bo i leżenie, i przytulanie, oglądanie filmu, jedzenie w łóżku, przytulanie, pieszczoty takie od niechcenia…
I wiązanie, losowanie narzędzi rozkoszy, odbijanie na moich pośladkach i udach, strzelanie po pysku, podduszanie pasem, rżnięcie, podgryzanie, szczypanie i dręczenie łaskotaniem.
Największe wrażenie zrobiło na mnie wiązanie.
Oglądaliśmy obrazki na telefonie, oprócz osławionego między nami obrazka z brutalnością trafiło się zdjęcie dziewczyny siedzącej tyłem i związanej.
Pan się pyta: chcesz tak? Bez zastanowienia odpowiadam tak, i dopiero po chwili, jak Pan wyciągał już sznur, zaczęłam myśleć co ja właściwie powiedziałam.
Ale spełzłam z łóżka na podłogę, klęczałam odwrócona tyłem do Pana a On kończył kolejne sploty.. obowiązkowo zasłonięte oczy i wyostrzone pozostałe zmysły..
Cóż, nie podobał mi się sposób, w jaki moje piersi kolejny raz były wystawione.
Już najczarniejsze myśli mnie dopadały. Ale samo to, że jestem związana, podkręcało mnie.
Pan się mną bawił, złapał szpicrutę i oklepywał moją cipkę, ciągle upominając, że uda mają być szeroko rozsunięte…
Wcześniejsza zabawa, kiedy leżałam na łóżku polegała na tym, że losowałam sobie narzędzia. Zaproponowałam, że wylosuję trzy narzędzia. Pan się zgodził wspaniałomyślnie i zaczęło się losowanie. Złapał narzędzie w czarnym futerale i się pyta: tak czy nie?
Ja po chwili wahania odpowiadam: nie.
Trochę byłam rozczarowana, bo powiedziałam nie trzcince, którą akurat chciałam poczuć, tak przez chwilkę, ale już czekało mnie kolejne narzędzie.
Pan się zapytał: tak czy nie? Odpowiedziałam kolejny raz nie.
Dobrze się składało, bo to był krótszy patyczek, jeden z dwóch, którymi Pan wybijał rytm na moim ciele jak na perkusji.
Kolejny raz padło pytanie, tym razem powiedziałam: tak.
Zła decyzja. Trafił mi się patyczek nieco grubszy od trzcinki. Nie lubię go. Ale losowanie trwało dalej.
Na końcu wyszło, że wylosowałam same patyczki. Kijek, szpicrutę i coś jeszcze.
Po chwili moje pośladki i uda były usiane czerwonymi śladami, przesuwając dłonią mogłam wyczuć pęczniejące pręgi.
Miałam cichą nadzieję, że będą ślady…

Ślady są do dzisiaj. Jeden na lewym udzie z przodu. On mi się bardzo podoba. Już jest siniakiem, mimo kilku dni nadal wyraźnym. Drugi też na udzie prawym z przodu, znacznie wyżej, i lekko niewidoczny. Są jeszcze z tyłu. Tyłek mnie bolał przy siedzeniu. Przez jakieś.. trzy dni.
Ale cieszyłam się, że są ślady. Lubię na nie patrzeć. I przypominać sobie, co i z jaką siłą lądowało na mojej skórze…

Pan pokazał mi wiązanie, które od jakiegoś czasu mocno mnie intrygowało.
Mianowicie, kończyny są związane tak, że trzeba chodzić na łokciach i kolanach.
Sznura starczyło na nogi, dobrze związane, ciasno, dłonie przycisnęłam do twarzy i spróbowałam tak chodzić. Spodobało mi się, mimo tego że po chwili czułam ból kolan i łokci. Pan usiadł na łóżku i kazał mi do siebie przyjść! To było wyzwanie.. kołysząc się i momentami tracąc równowagę stanęłam między nogami Pana. Podniosłam głowę i spojrzałam w górę w poszukiwaniu kolejnego polecenia i..
Kutas Pana już na mnie czekał. Ochoczo otworzyłam pyszczek i już po chwili, próbując przyzwyczaić się do ograniczonego zakresu ruchu, zajmowałam się tym, co lubię najbardziej.

Żeby czytać książkę, Pan musiał mnie wprowadzić w stan upojenia alkoholowego. I tak piłam, piłam, najpierw jedno piwo, później prawie pół drugiego, a że mam raczej słabą głowę i znam swój limit powiedziałam „Dość”. Oczywiście nie na głos. Bo to jest niedopuszczalne, chociaż tej nocy Pan pozwalał mi wyjątkowo na wiele. Chociaż jak biegłam za daleko to sprowadzał na moje miejsce. Różnymi sposobami…
Zabrałam się za książkę.
Dostałam od Pana. Na Walentynki. Książkę.
Taka zadowolona byłam, jeszcze jak przeczytałam ten krótki opis z tyłu, wiedziałam że trafił w dziesiątkę z tą książką.
Co się okazało, to trylogia (nie chodzi o Greya, Crossa czy o coś jeszcze innego, w sumie Crossa to jest więcej tych części, prawda?), a ja mam pierwszą część.
Pierwszy raz kiedy ją otworzyłam, a było to zaraz jak otrzymałam prezent od Pana, powiedział żebym przeczytała jakiś fragment.
Trafiłam na opis lewatywy… jeszcze nie wiedziałam co to jest, bo wyrwane z kontekstu, ale jak to, co? Wlewa jej wodę do.. A Pan wiedział od razu i uświadomił Su…
Pochłonęłam ją w kilka dni, była cienka, ale przedłużałam moment kończenia, tak jak czasem jest z orgazmem, już coraz bliżej, czuje się to mrowienie i zaciskanie, ale.. nie nie, jeszcze nie teraz i dalej zabawa. Chyba że tylko ja tak robię..
W każdym razie. Książka tak mnie wciągnęła, że planowałam już zakup drugiej i trzeciej części. Ale, żeby było zabawniej, pierwsza część cieniutka, druga za to nieco opasłe tomisko. No może lekka przesada ale opasła trochę jest. 
Także ta część mnie pozytywnie zaskoczyła, mimo że miejscami mnie męczyła, gównie tym ciągłym mieszaniem czasu teraźniejszego ze wspomnieniami.
Ale tym razem, zaznaczałam fragmenty które w jakiś sposób na mnie podziałały.
Nie mówię o samym podnieceniu, bo chyba musiałabym całą książkę zaznaczyć.
Ale jakieś rozczulenie, czy znajome zachowania, słowa, sytuacje, coś co mnie zaskoczyło, coś co mnie zaciekawiło..
Tą część też mogłam szybko skończyć. Ale narzuciłam sobie, że będę ją czytać jak najdłużej. I pod koniec książki czytałam po kilka  kartek tylko.
Trzecia część. Męski punkt widzenia. Tu już nie było tej ekscytacji z drugiej części, ta trzecia była raczej.. ciepła i dająca nadzieję. Pokazująca, że mimo z pozoru beznadziejnej sytuacji zawsze jest jakieś wyjście, kompromis, tylko dwójka ludzi ma współpracować ze sobą. Razem.
Ta część wydawała mi się lekka, i ją przeczytałam już normalnie, bez żadnego czekania czy wyliczania kartek.
Ciekawi tytułu?
To dobrze, bo zamierzam o tej trylogii napisać.
Ale wszystko w swoim czasie…

Nie miałam dużo czasu na pakowanie i rozważanie, czy zabrać tę rzecz czy może inną. Miałam tylko.. 3 godziny tak naprawdę. A prysznic musiałam wziąć, włosy umyć, przygotować się. Bo Pan zadzwonił, powiedział spakuj to to i tamto. I na 15 będę.
Ledwo się wyrobiłam…
Ale w biegu schowałam koszulkę. Którą kupiłam specjalnie na spotkanie.
Rozważałam czy ją zabrać, miały być tylko te rzeczy które wymienił Pan.
I już ją miałam do szafy chować ale nie. Wrzuciłam do torby i pomyślałam, Pan się nie spodziewa, to dobrze, zabiorę ją.
Przebrałam się w pokoju. Wyregulowałam ramiączka, żeby coś niecoś mi się nie wysunęło, bo miało być w miarę przyzwoicie (trudno rozmawiać o przyzwoitości, jak cały tył  był z siateczki prześwitującej…).
Tak mi się podoba ta koszulka. Taka czarna, falbaniasta z wykończeniami z błyszczącego materiału, odcięta w pasie z kokardką (ta kokardka mnie uwiodła!), piersi otulone materiałem, ramiączka też falbaniaste… Z przodu taka zmysłowa dyskrecja natomiast z tyłu.. wszystko jak na tacy.
Podoba mi się strasznie. Taką właśnie chciałam.
Ale reakcja Pana, jak wrócił do pokoju..
Nie spodziewał się, myślał pewnie że jak wróci to będę leżeć zakrywa kołdrą na granicy snu.
A tu niespodzianka…
I rżnął mnie, jak byłam w tej koszulce. Pamiętam, byłam padnięta. Chyba wtedy miałam trzy orgazmy pod rząd. Jeden za drugim. Ale czułam się wtedy tak blisko z Panem.. był taki delikatny i czuły, ale tylko z początku, bo za chwilę daliśmy się ponieść..
Długo zajął mi powrót do świata żywych…

Po tym cudownym stanie, w którym się znalazłam przytulając do Pana i usypiając, nastał poranek. Poranek wiązał się z końcem spotkania a koniec spotkania z powrotem na ziemię.
Niiiiee chciałam się buuudzić.. Ooo nie…
Ale trzeba było wstać.
Bolały mnie ręce, nogi, cipka, wszystko co możliwe, myślę że nawet język.
Nie byłam pewna co do porannych zabaw, aale.
Jak tylko Pan wsunął powoli w moje wnętrze palce. Chciałam więcej.
Mimo początkowego bólu, im dalej było coraz lepiej. I chciałam żeby mnie pieprzył, chciałam jeszcze i jeszcze…!
Finał zaliczyłam i ja i Pan.
Chodzi mi po prostu o to, że czując ból przy początkowym wkładaniu, dalej jest cudownie. I to ciągle jest dla mnie niepojęte.
Mimo zużycia ja chcę więcej i więcej..
Pamiętam do dzisiaj to uczucie…

 

I coś, co myślę że może się przydać.
Dla Pań, żeby nie musiały doświadczać tego na własnej skórze i dla Panów, żeby pomogli swoim Paniom uniknąć cierpienia.
Syndrom miesiąca miodowego. Dowiedziałam się o tym wczoraj, mimo że miałam taką sytuację już kilka razy.
Myśląc, że to zwykłe zapalenie pęcherza łykałam neofuraginę. Cztery razy po dwa razy :-) i na następny dzień już nie było czuć prawie nic. Stosowałam się do ulotki w opakowaniu. I skutkowało.
Tutaj jest napisane bardziej w moim klimacie o tej dolegliwości, a tutaj bardziej pod kątem medycznym.
Wiem co to za ból, i nie życzę nikomu czegoś takiego.
Ból, pieczenie, niekomfortowe uczucie ciągłego parcia na pęcherz. 
I jeszcze nie można się niczym zająć, bo ciągle się kursuje do toalety..

Bo jak ból to tylko z ręki Pana…

 

 

Spotkanie, które było potrzebne nam obojgu.
Spotkanie, które uważam za cudowne, wspaniałe i takie inne od poprzednich. Każde jest inne. Ale to było wyjątkowe w swojej inności.
Czekam teraz na następne, w międzyczasie snując kolejne marzenia i fantazje…

 

Su Anusz.

Schoolgirl, Little Slut – Pleasure.

Standardowy

“Jak wychodzę z domu. Jeszcze napięcie mnie nie opuszcza. Szukam samochodu, idę, szukam.. jest.

Dopiero jak siadam na miejscu pasażera, to napięcie ustępuje i na jego miejsce wpływa nowa fala napięcia. Tego erotycznego, zmysłowego, z nutą niecierpliwości i zaciekawienia. Przestawiam się. Niemal czuję, słyszę jak coś we mnie klika i wszystko, co zostawiłam za sobą nie ma znaczenia. Liczy się tylko to, co przede mną. Co mnie czeka.”

 

Jeszcze raz w myślach układałam scenariusz. Czy zrobić tak, a może inaczej. Czy może lepiej nie, bo nie wiem jak mój Pan zareaguje.
W ogóle nie miałam pojęcia, co będzie jak wyjdę z łazienki. czy Pan zostawi mi wolną rękę i będę prowadzić grę? Czy to on przejmie kontrolę i całkowicie mnie zaskoczy?
Czy po prostu będę stała na środku pokoju, bezradnie prosząc wzrokiem leżącego Pana żeby zrobił cokolwiek? Nie wiedziałam.
Ale wiedziałam jedno, że chcę to zrobić.
(…)
Weszłam do łazienki. Zabrałam ze sobą torbę. Przygotowałam sobie specjalnie playlistę, na moment przebrania, tak żeby dodać sobie odwagi. Wzięłam telefon, puściłam niezbyt głośno muzykę i łazienkę wypełniły zmysłowe odgłosy. Starannie dobierałam piosenki. Pomyślałam, co by mnie nastroiło odpowiednio. Znalazła się tam również piosenka ze striptizu, na dźwięk której zawsze się rumienię i uśmiecham. Ja to naprawdę wtedy zrobiłam? O rany… :roll:
Zaczęłam się przeobrażać. Przyjmować rolę.
Wyciągnęłam białe kabaretki. Spódniczkę w czarno białą kratkę. Kamizelkę, która wulgarnie wypychała piersi w górę, jednocześnie wyglądając przyzwoicie z biała koszulą zapiętą na ostatni guzik, kiedy to szłam w niej na egzamin.
“Ludzie nie wiedzą, do czego mogą się przydać zwykłe z pozoru rzeczy”, pomyślałam, widząc swoje odbicie w lustrze.
Przygotowałam czarne szpilki. Założyłam krawat, nie szary czy złoty, czarny z różowymi elementami i agrafką, który mogę śmiało nazwać “rockowym”.
Zrobiłam makijaż, taki słodkiej uczennicy, w pamięci miałam różne obrazki, ale w efekcie wyszło coś zupełnie innego. Po mojemu. Różowe cienie, prawie jakby ich nie było, jasny cień przy kącikach wewnętrznych, czarna kreska na oczach. Efekt mi się podobał, nie chciałam przesadzić, chciałam wyglądać słodko i troszeczkę niewinnie. Na ciężkie, ciemne makijaże przyjdzie czas, myślę że niedługo.. :-)
Ale. Poświęciłam uwagę moim włosom.
Wychodząc z domu byłam bez makijażu i byle jak spiętych włosach, by na spokojnie się przygotować.
Rozdzieliłam włosy na pół, zawsze mnie irytuje ta fryzura, nigdy nie wychodzi mi równo, zawsze gdzieś włosów jest za dużo, ale teraz postanowiłam nie zwracać na to uwagi.
Rozdzieliłam, złapałam pierwsze pasmo, uniosłam je do góry ściągając je dłonią blisko głowy, przeczesałam palcami i spięłam gumką. Jeden kucyk był.
Tak samo zrobiłam z drugą stroną. Wypuściłam dwa kosmyki luźno. I tak, podobało mi się.
Jeszcze tylko buty.
Muzyka cały czas leciała, przeleciało chyba 5 kawałków, między słowami o pieprzeniu i lizaniu dało się słyszeć, że Pan też nie próżnuje i coś przygotowuje w pokoju.
Spięłam się.
Co to może być? Co tam się dzieje? Przyprowadził widownię? A może jakiegoś faceta, albo – przełknęłam ślinę- nawet dwóch?
Z tych wszystkich emocji, które we mnie buzowały, poszłam otworzyć okno, nagle łazienka się niebezpiecznie skurczyła pozbawiając mnie tchu. Czując smagnięcie chłodnego wiatru na policzku odetchnęłam głęboko.
Opuściła mnie pewność siebie, którą budowałam podczas ubierania się.
Ale wiedziałam, że jak na wyjdę teraz, to tego nie zrobię, przebiorę się i wrócę do pokoju.
Ostatnie spojrzenie w lustro. Wyłączyłam muzykę, oznajmiając tym samym, iż skończyłam.
Założyłam czarne szpilki. I zaczęłam chodzić po łazience, udając, że jeszcze jeszcze ostatnie poprawki nanoszę. Tak naprawdę to chciałam już wyjść. Chciałam zostać. Chciałam już do łóżka, chciałam się rozebrać, chciałam wyjść i się pokazać, chciałam… nie wiedziałam czego chcę.
Ale.
Nacisnęłam klamkę, decydując tym samym, co robię…

Rozglądam się niepewnie po pokoju, próbując maskować tą niepewność delikatnym uśmiechem. Idę jak gwiazda po czerwonym dywanie, uważając żeby mi się nogi nie poplątały. Kabaretki oplotły moje ciało i zaczęły delikatnie drażnić.
Nic się nie zmieniło w pokoju. Wszystko wygląda tak jak wcześniej.

Pan podchodzi, okazując mi czułość przy okazji, po chwili łapie krzesło i przesuwa je na sam środek.
Pomyślałam, oho, będą klapsy. Kilka na pewno.
Pan milczał. Milczał. Nie lubię jak milczy. Bo nie zawsze oznacza to coś dobrego.
Położyłam się jak mnie ułożył.
Po mojej prawej stronie było oparcie krzesła, ja leżałam na nim tak, że do pleców i pośladków był nieograniczony dostęp, nogi i głowa mi zwisały, nie wiedziałam co mam z rękami zrobić, to oparłam łokcie o brzeg krzesła i wisiały tak sobie.
Taka myśl mi przeleciała, że to za dużo przygotowań jak na klapsy.. ale po chwili poczułam pierwszego klapsa. Czyżbym miała rację…?
Za chwilę drugi i trzeci, rozgrzewając moje pośladki. Były mocne, ale Pan pokazał mi kiedyś, że istnieją mocniejsze rzeczy. Także cieszyłam się z klapsów.
Ja to lubię, skłamałabym, jeśli bym powiedziała że nie lubię klapsów, a Pana kłamać nie będę…
Ból się rozchodził powoli, stawałam się coraz bardziej wrażliwsza, Pan przerywał, żeby mnie pogłaskać czy podejść i pocałować.
Zorientowałam się, że jeśli podniosę głowę, spojrzę w lustro. Odważyłam się unieść nieco głowę i podnieść wzrok.
Kucyki spływały kaskadą w dół powodując, że się uśmiechnęłam. Ale zaraz uśmiech zszedł z moich ust, bo zobaczyłam po co Pan poszedł na drugi koniec pokoju.
zastanawiające było dla mnie, że nic nie czuję przez dłuższą chwilę.
Czarny Futerał…
Zadrżałam.
Jak mi się przypomniało, co skrywa w sobie, zwinęłam się w sobie.
“Na klapsach się jednak nie skończy…”, zaczęłam kombinować jak tego uniknąć, ale mój Pan prezentował sobą taką nieustępliwość i pewność siebie, że się zamknęłam i czekałam. Zwisałam żałośnie z krzesła. Drżałam ze strachu. I już wyobraźnia podsuwała mi różne scenariusze.
Pan podszedł. Zasłonił mi oczy przepaską. Dobrze wie. DOBRZE WIE jak to na mnie działa.
Nie mogę podglądać. Wyostrza mi się słuch, słyszę najmniejszy ruch, najcichszy szelest materiału, czuję mocniej i wizualizuję sobie ból. Staję się czujna, płochliwa, jak zwierzę.
Przerażenie oplata mnie swoimi mackami, paraliżuje, wpełza w każdy zakamarek ciała powodując spięcie mięśni i postawienie na baczność wszystkich dostępnych zmysłów.
Z moim Panem nie dostaję się wszystkiego od razu. Zapomniałam o tym i czułam jak się ze mną drażni. Dotyk, skubnięcie, głęboki pocałunek, znowu Jego ręka gdzieś powędrowała..
Ale za chwilę poczułam.
Coś, co ma bardzo wąską powierzchnię. Jest cienkie. Trzcinka. Już rozróżniam niektóre narzędzia. Nie wszystkie. Ale część owszem.
Trzcinka lądowała na moim tyłku a mnie coraz mniej się to podobało. Nie histeryzowałam, bo nie bolało tak bardzo.
Znowu uśpienie czujności, pocałunki, głaskanie, odetchnęłam…
Po chwili szpicruta. Szpicruta, jeszcze było dobrze. Powtórzyła się historia, ból, przyjemność..
Dyscyplina z supełkami..
Jakieś patyczki jeszcze były, ale nie zapomnę jednego, zdradliwy pomiot szatana!
Patyczek ze sznureczkiem.
To już było coś konkretnego. Nie zapomnę. Nie zapomnę jak bardzo bolało. Nienawidzę go. Nienawidzę.
I jak już czułam, że nie dam rady.. Pan nagle przestał.
Powiedział natomiast “Od 1 do 5, wybieraj” i zrozumiałam, że teraz ode mnie będzie zależeć narzędzie.
I wszystko zaczęło się od początku. Nie wierzyłam, że w takiej sytuacji było mnie stać na negocjacje.
5 razy to, co wybiorę. Było mi wszystko jedno wtedy, byle mieć to za sobą i się już rżnąć.
Ale nic nie ma łatwo.
Specjalnie i z rozmysłem to wszystko trwało i trwało dwa razy dłużej. To było jak dręczenie, niemal oszalałam.
Byłam na graniczy płaczu, jeszcze na końcu był sznureczek, jedno uderzenie, drugie zaraz po nim i trzecie.. już czułam jak mnie łzy pod powiekami szczypią.. ale koniec. O dziwo koniec…
Pan spiął mi ręce bransoletami, z tyłu na plecach, kostki też, pomyślałam no nieźle się zapowiada, ciekawe co teraz.
Czułam jak mój pośladek pulsuje, czułam gorąco bijące z niego i cieszyłam się, że ma chwilę wytchnienia.
Zostałam postawiona do pionu, lecz nadal klęczałam. Czułam że Pan pociąga mnie za sobą i słyszałam, jak siada na łóżku. Mnie się coraz bardziej to nie podobało, bo spiął bransolety z  nadgarstków z tymi na kostkach tak, że klęczałam odchylona, eksponując piersi. Nie miałam jak się zastawić. Jak wyprostować. Jak odskoczyć.
Miałam związane ręce, dosłownie i w przenośni.
Tak jak myślałam, zostałam wychłostana. W przerwach najpierw wylądowałam na łóżku, później słyszałam materiał rozdzieranych kabaretek między udami, co mnie niesamowicie podnieciło i w końcu poczułam jak mój Pan rżnie mnie palcami. Nie przestawał mnie chłostać patyczkami, szpicrutą i dyscypliną.
Czułam, że mój limit się kończy.
Trzeci sznureczek. Zadecydował…

 

Jakiś czas później leniwie wyplątałam się z objęć mojego Pana, naga, zaspokojona i gotowa na dalsze zabawy, spojrzałam w lustro. Piękne ślady. Na udach, gdzie bolało najbardziej, gdzieś po bokach od zdradliwego sznureczka, który oplatał moje ciało, czerwone pręgi na pośladkach. Jak to może nie uszczęśliwiać…? :-)

Rano, po pobudce i zabawach z mokrym finałem, jak już się miałam ubierać zerknęłam w lustro. Wieczorem moje ciało usiane czerwonymi śladami, a rano trzy kreski czerwone.
Byłam zła na siebie, ale z drugiej strony cieszyłam się, że chociaż te trzy są.
Trzymały się długo i szczęśliwie, przybierając odcień fioletu…

Su Anusz.

Uważaj o czym marzysz…

Standardowy

Kochany Pan, właśnie wyszedł, a ja ostatkiem sił piszę o Jego wspaniałości, cudowności i o tym, jaki jest kochany…

Pewnie się uśmiecha jak to czyta, bo widział w jakim mnie stanie zostawia.
To, że zasypiałam na Jego ramieniu to jedno, chociaż wcale nie spałam.. :roll:
Drugie, obiecałam. OBIECAŁAM, że nie będę smutna. Ale to nie zależy ode mnie.. naprawdę się cieszę, że przyjechał.. ale to za krótko było.. jak zawsze zresztą, nieważne czy to 3 godziny czy 20… eh..

Błagalnym wzrokiem patrzyłam na Pana  chyba wyczytał w moich oczach to pragnienie. Pragnienie rżnięcia. Bo za chwilę słyszałam Jego cichy głos pytający mnie o to, na co mam ochotę.
Czułam jak się we mnie wbija, zakręciło mi się w głowie, opadłam na poduszki…

 

Czekam na następny piątek… :-)

 

 

Su Anusz.

Bajka na dobranoc…

your_story
Standardowy

 

… bo każdy ma swoją historię…

 

„Sierpniowe popołudnie, piątek. Weszła z nudów na czat erotyczny, bardziej w poszukiwaniu rozrywki, bez nastawienia na coś niezwykłego. Przecież to niemożliwe. Poczyta kilka wiadomości od bajkopisarzy, obiecujących chłostę na krzyżu, wydających polecenia i zachwalających swoje możliwości, pośmieje się, podpuści i ucieknie, jak miała to robić w zwyczaju.
Nie zawiodła się. Od razu tsunami wiadomości.
Przekorny nick, który być może skłaniał do sprawdzenia w jakim stopniu to, co napisała, jest prawdą. Wiedziała, że być może zbyt jawnie prowokowała.
Ale nie przywiązywała do tego wagi.
Bo to wieczorem miała rozpocząć to właściwe poszukiwanie.
Kogo właściwie szukała? Tej Właściwej Osoby.
Kilka okienek było otwartych, w pewnym momencie metodycznie, jeden za drugim zaczęła zamykać tak, że zostały się trzy. Wyskoczyło czwarte.
Intrygujący nick, ponieważ jak dotąd nie spotkała się z taka nazwą. Doszukiwała się głębszego znaczenia, wyszukała i dorabiała teorię. Jaki to ma związek z osobą, która pisze?
Od początku rozmowa była inna, nie taka jak zazwyczaj w stylu „Na kolana Suko!”, „Jesteś kurwą do szmacenia”, czy inne równie bezpośrednie wiadomości.
Tak do końca nie była pewna co sprawiało, że pisała z tym mężczyzną, nie odpisując pozostałym. Zostało się okienko z Panem Intrygującym, jak go w myślach nazywała.
Od słowa do słowa…
Czuła się dziwnie, nie było tu miejsca na numerki na Skype, telefon czy erotyczne zdjęcia. To, co ją zaskoczyło to stanowczość przełamana taką lekką taktownością, co bardzo mile ją zaskoczyło.
Była masa pytań, dużo informacji i czuła się jak zaczarowana, liczył się tylko ekran laptopa, osoba po drugiej stronie i nic więcej.
Wiedziała czego chce. Tak jej się wtedy wydawało. Wiedziała w jakim kierunku chce iść. Do tego potrzebowała Pana, wyrozumiałego, cierpliwego. 
Rozmowa posuwała się coraz dalej i dalej..
Pod koniec rozmowy podała swój numer telefonu, z podekscytowaniem ale i z obawą.
„Pewnie tydzień pogadamy, pojęczę do telefonu, zerżnę się i będzie koniec…”, dopadały ją wątpliwości, ale chciała zaufać, uwierzyć i wejść dalej.
Podała maila. Dostała pierwsze zadanie. Napisać 10 rzeczy, o których Pan powinien wiedzieć. Później dostała pierwsze zasady, wstępne których miała się od tego momentu trzymać i których miała przestrzegać.
Zastanawiała się po co to wszystko… Teraz nie potrafi bez tego żyć.”

 

Każdy ma swoją historię.
Mój Pan pewnie przedstawiłby ją inaczej, bo spotkał mnie wcześniej, ale… :roll: Ciiii… :oops: to przy okazji…

Dobranoc…

 

Su Anusz.

`Your will is not your own…`

Obrazek

Jedna piosenka a jak wyobraźnia zaczęła działać…

Wróciło ostatnie spotkanie w grudniu, jak siedziałam w wannie skąpana w szampanie. Złocista ciecz spływała w dół, otulając ciało, a bąbelki pękały na mojej skórze wywołując osobliwe uczucie pieczenia. Ostatnie spotkanie w zeszłym roku…

… i dzisiejsze spotkanie, gdy to mój Pan całkowicie zaskoczył mnie i przyjechał, dał 10 minut na oswojenie się z sytuacją, ze stanem faktycznym, iż będzie, przyjedzie.. :-)
Jeju, taką miałam ochotę na Jego kutasa, ale nie… tylko posmakować troszeczkę i koniec.. no tak nie można się drażnić no, teraz czuję się spięta tam, między udami..

Wprowadzona w zmysłowy nastrój szukałam inspirujących obrazków. Natrafiłam na bardzo ciekawy artykuł związany z klimatem i poczułam, że mam do spełnienia misję. Czytając komentarz pewnej pani aż się zagotowałam. Zaczęłam krążyć po pokoju chcąc odpisać na jakże przepełniony jadem i drwiną komentarz, ale… Przystanęłam. Wzięłam głęboki wdech. I spytałam samą siebie: PO CO?
Jeszcze raz przeczytałam komentarz i zamknęłam okno.
Mniejsza z tym, z artykułu dowiedziałam się, że fetyszyzm i sadomasochizm uznano za parafilie. Nawet w WHO jest zapisane. Z numerkiem. Nie pamiętam jakim, ale wiem, że w krajach skandynawskich już usunięto tą klasyfikację. No, coraz lepiej.
No ja na przykład o tym nie wiedziałam, byłam nieświadoma tak…
Co się tak ludzie czepiają.
Niech się zajmą swoją sypialnią i swoim życiem, tym erotycznym i tym codziennym, skoro albo nie potrafią albo nie chcą zrozumieć.
A czy chcę być przełożona przez kolano i zbita czy związana i wychłostana to już moja sprawa. I na pewno nie będę patrzeć na panią, która sobie tego nie wyobraża. Nie moja wina, że brak pani polotu i fantazji.
Ja nie mówię, że waniliowe związki są jakieś be i fuj. Jeśli dwoje ludzi potrafi ze sobą rozmawiać, o uczuciach i pragnieniach to tylko im pogratulować. Ale często zauważam, już pomijając znajomych, że po prostu nie umieją rozmawiać.
Ja wiem, to trudne.
A tu nie chodzi o to, czy to związek Pan-Suka, czy waniliowy. Jeśli się spotka dwójka ludzi i ta dwójka wie, dokąd zmierza, czego chce od życia i od siebie, realizują cele, są dla siebie wsparciem w dążeniu do celu, ale żeby to szło w dwie strony tak, rozmawiają, dniami, nocami, 2 minuty albo 2 godziny, SMSy, maile, telefony, komunikatory, nie zamiata się pod dywan. Ja święta nie jestem, rozmawiać nie potrafiłam. Czasem trudno mi było. A wiadomo, że czasem jest tak, że człowiek unika trudnych rozmów prawda. Bo ból, bo strach, bo wyrzuty sumienia. Ale bez takiej rozmowy. Co nie pasuje, co jest źle, co mogłoby być lepiej, a co jest na dobrej drodze i czego zmieniać nie trzeba. Wiem, że nie byłabym tym, kim jestem teraz.
Czytelniku, kimkolwiek jesteś, wyobrażasz sobie taką sytuację, coś nie pasuje Tobie, wybitnie, na przykład irytuje Cię pewien nawyk partnera/partnerki. Do tego stopnia, że jak widzisz to, czujesz czy wiesz że zbliża się wielkimi krokami to przeraża Cię to, jesteś zły, wkurzony, spinasz się i nagle zmieniasz humor? A zapytany/zapytana „Co się dzieje?” albo „Co się stało?” odpowiadasz „Nic, wszystko ok”? A zdajesz sobie sprawę z tego, że jak nie powiesz szczerze, że coś Ci nie pasuje, to będzie się ten nawyk ciągle powtarzał? Że ciągle będzie irytowało, że ciągle będzie nie tak, i będziesz jeszcze bardziej poirytowany/a? Może się to skończyć kłótnią. A tego przecież nie chcemy, prawda?
Jeszcze nie tak dawno wzbraniałam się przed mówieniem o tym, co mi przeszkadza i co mi się nie podoba. Jeszcze czasem wracam do swoich przyzwyczajeń, że się zamykam w sobie. Wycofuję. Albo półsłówkami odpowiadam.
Ale staram się to poprawiać. Mój Pan to widzi. I widzi postępy. I się cieszę jak mówi, że jest ze mnie dumny :-)
Także, żeby nie przedłużać, ludzie!!! Rozmawiajcie ze sobą!!! :-) Komunikacja jest najważniejsza!!! :-)
Rżnijcie się ostro i kochajcie namiętnie :-)
Życzę owocnych rozmów i poobdzieranych nadgarstków… :roll:

 

Bo czasem fajnie poddać się zwierzęcym instynktom… :twisted:

Ojj, ale się rozemocjonowałam, aż wypieków dostałam!

 

 

Su Anusz.