Nieposkromiona.

Standardowy

No Pan wczoraj pozwolił. Na wiele.
Czego się nie spodziewałam.
Jestem wdzięczna. Potrzebowałam tego, Pan dobrze o tym wiedział i pozwolił!
a ja prawie zemdlałam z wrażenia!
Nie mogłam się doczekać, jak już na spokojnie położę się w łóżku!
Wyjątkowo wisienki poszły w ruch. Ale dały taki efekt.. że już mimo tego bólu przy zdejmowaniu musimy je wprowadzić NA STAŁE.
Do teraz zastanawia mnie jak to możliwe, ból ale przy zdejmowaniu jak ten ból wzrastał tak samo orgazm podnosił się wyżej i wyżej.
Jak to możliwe, że między bólem a rozkoszą jest taka subtelna granica?
Albo jak to możliwe, że ból podkręca podniecenie?
Samo myślenie o klapsach, pasie czy dyscyplinie, ostatnio nawet o trzcince (!) potrafi nakręcić..
W każdym razie.. 
Zaspokojona tak troszeczkę. Dla mnie dwa orgazmy to rozgrzewka. 
Ale na następne spotkanie będę dobrze przygotowana, bo teraz nie mogę zapomnieć o minionej nocy. 
bo wolałabym, żeby to PAN mnie dotykał, mój Pan, dotykać, pieprzyć, głaskać, lać i tak w kółko. No i przytulać. A ja bym Go miziała, głaskała, dotykała, całowała i te inne słodsze rzeczy, bo mój Pan zasługuje na wszystko, co Najlepsze. 

Tak jak w moich fantazjach…

 

 

Su Anusz. 

Podróż w nieznane – Klimatyczna [2]

Standardowy

Weszliśmy na górę. Miałam wrażenie, że pokonywanie schodów zajęło nam pół wieczora. Ale tak nie było.
Weszliśmy do jednego z mieszkań..
Nie wiedziałam czego się spodziewać.
Przekroczyliśmy próg i od razu z brzegu była kuchnia. Duży, zastawiony stół, przy którym siedziały znajome twarze. Napięcie na chwilę mnie opuściło.
Zaledwie garstka, ale ja ich znam!
Byłam zdziwiona, ze tylko tyle nas będzie. Ale pomyślałam, może impreza w kameralnym gronie?
Od razu zauważyłam, że jest gdzie się położyć. W jednym pokoju rozłożony duży tapczan, a w drugim, który słuzył za palarnię, jednoosobowe łózko.
Ucieszyłam się, bo pomyslałam że jak mnie weźmie to będę miała się gdzie położyć chociaz na chwilkę.
Zanieśliśmy do szafy nasze rzeczy, załozyłam obrożę i wrócilismy do kuchni.
Zajęliśmy miejsca i.. i tak własciwie nie wiedziałam co dalej.
Okazało się że czekalismy na resztę.
„To będzie jakas reszta?”
Jak się później okazało, była, i to całkiem.. spora.
Rozmowy się toczyły, ja odczuwałam jeszcze delikatne spięcie, mimo to przysłuchiwałam się. W pewnym momencie podszedł do Nas taki elegancki Pan, zainteresowała go moja obroża z medalionem, a ja niemal jak paw, wyciągnęłam szyje i ociekając dumą prezentowałam moja najcenniejszą biżuterię. Całą sobą mówiłam „Patrz, od mojego Pana, piekne, cudowne, prawda, jedyne w swoim rodzaju bo moje, Pan mi ją dał i specjalnie do tego medalion, to tyle dla mnie znaczy!”. Czułam się wyjątkowa…
Ludzie się schodzili, powoli i leniwie, tak siedzieliśmy, wyłapywałam pojedyncze słowa i od czasu do czasu zerkałam kto wszedł. Najbardziej w pamięć wryły mi sie dwie osoby.
Wysoki mężczyzna, rosły i silny, gdzie zastanawiałam się, kto jest jego własnością. Okazało się że to uległy. A ja myślałam że to on dominuje.. a dominował tylko wzrostem i posturą. Ok, byłam zaskoczona, że jest uległym, ale kazdy lubi coś innego i spoko.
I kobieta. Weszła i nie wiem czemu akurat ona przykuła moja uwagę. Ciągle na nią zerkałam, aż mnie to zaczęło krępować. Pomyśli ze jakaś niewyżyta jestem albo coś.
Miała piękne włosy, blond, spięte w kucyk. Taki mi się podobały! Cała ona wydała mi się interesującą postacią, a jak usiadła ze swoim partnerem obok mnie to prawie omdlałam z wrażenia.
Może przesadziłam troszeczkę, ale w każdym razie podobał mi się taki obrót spraw. Patrzyłam ukradkiem na jej nogi. Ale Pan powiedział że moge iśc się przebrać.
Wstałam posłusznie, poszłam do pokoju gdzie były nasze rzeczy i.. i juz miałam się odwrocić na pięcie i wrócić, ale oto odwrócił się elegancki Pan i Dama w Czerwoje Sukience. Przeszkodziłam im.
Ale weszłam dalej do pokoju, zażenowana jak cholera, i po cichutku wyciągałam swoje rzeczy.
Para zaraz poszła i zostałam sama. Kilka razy przewinęły się jakies osoby, a że łazienka była zajęta to zaczęlam przebierać sie w pokoju.
Zaczełam od makijażu. Mdłe światło wcale nie pomagało, brak lusterka doskwierał ale kreatywność się uruchomiła, i po chwili miałam kącik do makijazu.
Nie byłam zadowolona z efektu, ale zwolniła się łazienka.
Szybko do niej pobiegłam, obiacałam że będe minute-dwie i wskoczyłam zamykając drzwi.
Rozebrałam się. Założyłam pończochy, sukienkę, wyciągnęłam szpilki, poprawiłam jeszcze raz makijaż. Poprawiłam sukienkę. Bo z nią jest tak, że od pasa w górę jest z pasków, taka jakby uprząż, z tej uprzęży paseczki ida do
szyi a na szyi jest obroża. Od pasa w dół jest skórzana spódniczka.
I poprawiłam się, już tam się mocno dobijali, więc wyszłam i chyba zrobiłam pozytywne wrażenie.. :-)
schowałam rzeczy, pomalowałam usta konkretnym, ciemnym różem i weszłam do kuchni.
Chciałam jak najszybciej usiąść, żeby nie czuć tego wzroku przypatrujących się ludzi.
I chyba tutaj też zrobiłam wrażenie…
W sukience czułam się bardzo dobrze, troszeczkę speszona byłam jeszcze, bo przecież uprząż tak, było widać to i owo, ale w końcu przyzwyczaiłam się.
Szumiał mi w głowie wypity drink, który na początku wylądował w mojej dłoni, od mojego Pana.
Imbirowy. Nie spojrzałam.. a tu imbir.. dlatego mnie tak usta piekły później..
Pan oczywiście powiedział, że zna inne zastosowanie imbiru.. nawet nie chcę się domyślać!
Wśród przybyłych ludzi była Pani z ostatniej imprezy. Tym razem jej nie poznałam, bo zamiast wyrazistego irokeza, miała gładkie, rozpuszczone włosy. I tak wyglądała niesamowicie. Przyszła ze swoją.. Suką. Tą sympatyczną.
Ale Pan powiedział że wchodzimy do pokoju, i poszliśmy jako pierwsi.
Zapaliła mi się kontrolka i spanikowana zapytałam się Pana, czy to ja będe zaczynac imprezę, jak to kiedys miało miejsce. No bo jeju no, moj Pan ciagle o tym mówił, „A pamiętasz jak z N. zaczynałyście imprezę? Pamiętasz zasady? Hasło bezpieczeństwa? A to o czym rozmawialiśmy?”.
I jak tu kręćka nie dostać? Jak tu nie oszaleć z domysłów?!
Ale Pan na moje pytanie tylko sie uśmiechnął.
Podeszliśmy do kanapy a ja z wrażenia aż usiadłam obok Pana. Na kanapie!
Ja po prostu nie wierzę, zawsze na podłodze klęczałam, sama z siebie a tym razem obok Pana na kanapie.. no kto to widział, to az nie przystoi.. Może ze tam pod ścianą mało miejsca było i równie dobrze mogłabym klęczec przy krzyżu.. ale ja sie nie tłumaczę!
Ale już coś się zaczęlo dziać..
Siedzieliśmy i siedzieliśmy, ludzie sie krzatali jeszcze..
i tak zachodziłam w glowę, co też będzie sie działo? Obok krzyża fotel, na środku kozioł, gdzies tam majaczyło nowe urzadzenie..
Matko, ja sie boję…
I wparował Święty Mikołaj, a raczej Pani Mikołajowa, i nie jestem pewna czy taka Święta… :-)
I się zaczęło, spojrzałam, jakieś patyki, i ooooo nie! Rózgi! Kozioł+Rózgi= Masakra!
I tak patrzę z nadzieją, może na mnie nie starczy?? Moze akurat na mnie nie starczy?
Byłam przekonana że ja nie wyjdę.. że może jakiś elf ukradnie sobie rózgę..
Ale powoli. 
Zaczęło się…

Było takie kółeczko z cyferkami, od 1 do 16.
Trzeba było sobie zakręcić i liczba wylosowana będzie liczbą razów.
Natychmiast pomyslałam, że ja to pewnie będe miała 16.
Pierwsza Niegrzeczna. No dobrze. Zakręciła, nie pamiętam jaka liczba wypadła, ale tam jeszcze na stoliku było coś do wypicia. I jak w koncu którać to wylosowała to padła na podłogę. I ja z takim przerażeniem pytam sie Pana, ale co tam jest w tym kubeczku? A Pan mnie uspokojał że tam nic takiego nie ma, a ja tak zaczęłam panikować, i nie, ja nie chce kubeczka!
W koncu pewna Niegrzeczna wylosowała 16, ku uciesze zgromadzonych. Nie, to jeszcze nie byłam ja.
Momentami po pokoju latały drzazgi z rózgi. Ale generalnie było dobrze.
I Pani Mikołajowa patrzy na mnie, i mówi że jeszcze przecież ja!
Ja taka speszona, na tych szpileczkach „baaaardzo” wygodnych tuptam do fotela, siadam na kolanie Pani Mikołajowej i pada pytanie…

C.D.N.

Su Anusz.

Klimatyczna…

Standardowy

 

 

Chciałabym napisać wszystko od razu, ale po prostu.. w dalszym ciągu nie mam pojęcia od czego zacząć, jak zacząć pisać o wydarzeniach minionej nocy, jak przedstawić to, co działo się kilkanaście godzin temu gdzieś daleko, między ludźmi, którzy mają pojęcie o klimacie, którzy są tak różnorodni, że aż kręci się w głowie.
Jestem szczęśliwa, że mój Pan kolejny raz zabrał mnie na klimatyczną imprezę. To chyba znaczy, że nie przynoszę mu wstydu…?
Ale ciiii…
Najpierw muszę ochłonąć, dojść do siebie i najważniejsze, WYSPAĆ SIĘ :-)
Żeby bez przeszkód móc opowiedzieć co się działo w salonie pełnym narzędzi rozkoszy…

 

 

 

Su Anusz.

Sucze Fantazje *Historia*

Standardowy

- Mmm, iść się już przebrać..? – wymruczałam do swojego Pana, jeszcze się tuląc i łapiąc ciepło z Jego ciała.
Dostałam przyzwolenie, uśmiechnęłam się lekko i postanowiłam wstać. Jeszcze chwilę się przekomarzaliśmy na temat tego, co będzie dalej, po moim wkroczeniu do pokoju, jeszcze sennie podeszłam do biurka, zabrałam swoją różową torbę niespodzianek i poszłam do łazienki.
Wiedziałam że jest już późna godzina, tak dobrze nam się spało, ale nie odpuszczę tego pomysłu. Nie. Za bardzo się na niego napaliłam, za dużo czasu na niego poświęciłam i włożyłam, w przygotowania całe swoje serce.
Muszę wyjść i się pokazać, nawet jeśli miałabym się w tym położyć spać.
Ominęła mnie chłosta.
Nie wiedziałam, czy się cieszyć czy płakać. Miała być, tak się bałam, widziałam sznury dyskretnie przywiązane do nóg łóżka i to powodowało, że przebiegały po moim kręgosłupie silne dreszcze. Podniecenia? Strachu?
Jednego i drugiego zapewne.
Wróciłam do łazienki. Wyciągnęłam wszystko, czego potrzebowałam, bodystocking z ostatniej imprezy klimatycznej, woreczek z akcesoriami, kosmetyczkę.
Przeczesałam włosy, poprawiłam makijaż, i nie mogłam się doczekać aż założę całą resztę. Siłowałam się zakładając nogawki od bodystockingu, ale w końcu założyłam.
I wiedziałam że popełniłam błąd, bo nie miałam jak założyć ogona. No to znów się rozebrać, zapiąć ogonek, założyć.. Eh!
A ja już chciałam wychodzić!
Założyłam uszka, założyłam łapki. Zapięłam swoją obrożę. Spojrzałam w lustro.
Wilczyca.
Nie kotka, pielęgniarka, policjantka. Wilczyca.
Wszędzie pełno było kotków. A ja nie jestem kotek. Ja jestem Sunia. I nie będę z siebie kotka robić.
Znalazłam na necie uszka i ogonek. Doszyłam kokardki. Łapki zrobiłam sama, z futerka. Też kokardki doszyłam.
No ogólnie to kokardki były wszędzie gdzie się dało. Nawet na ogonie i przy obroży.
Narysowałam sobie czarną kredką nosek i wąsiki. Jeszcze raz się obejrzałam. No mnie się podobało, jeszcze jak się spodoba mojemu Panu to :-) będzie cudnie :-)
Padłam na kolana, żołądek się lekko zwinął. Zależało mi na tym, żeby efekt się spodobał…
Nacisnęłam klamkę, ramieniem pchnęłam drzwi i wyszłam. Z pochyloną głową, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Jak podeszłam wystarczająco blisko podniosłam głowę.
Zachciało mi się śmiać z samej siebie, co ja robię…
Ale Pan.. no wydaje mi się że był zachwycony, Jego uśmiech, to jak mnie oglądał i mówił że ciekawy pomysł, że bardzo fajnie :-) tak, to chciałam usłyszeć :-)
Ale za chwilę wydarzyło się coś, czego się zupełnie nie spodziewałam..
Klęczałam przed Panem, najpierw kazał mi zamknąć oczy, za chwilę je zasłonił.
Po chwili usłyszałam znajomy dźwięk, klamry od pasków. Bransolety. Na nadgarstki. Tak dawno ich nie czułam, przerażenie wróciło, co się stanie?
Ta niepewność sprawiła, że automatycznie wykonywałam czynności. Pan mnie prowadził, delikatnie podnosił moją rękę żebym ja to zrobiła, opuścił, drugą sama podniosłam, później pociągnął mnie za sobą, poszłam za Nim grzecznie, oczywiście na kolanach, Pan mnie ustawił i… coś mi zadźwięczało w głowie, ale jeszcze nie wiedziałam co..
Poczułam za plecami łóżko. I nagłe olśnienie. Przecież ja o tym pisałam. Wydaje mi się? A może mi się śniło? A może deja vu?
Okazuje się, że Pan spełnia moją fantazję :-) jak zawsze zresztą :-)
Ale nastąpiła mała modyfikacja. Ręce owszem, rozłożone, ale związane w taki sposób, że klęczałam i leżałam na łóżku jednocześnie.
Nioe spodobała mi się ta pozycja, bo za chwilę mój Pan zaczął mi wiązać nogi tak, że były rozłożone.
- To po to, żebyś ich nie składała – zadrżałam na dźwięk Jego głosu. Poza tym, tak rozłożoną łatwo było mnie chłostać po piersiach..
Czując obezwładniający strach, co chwila podnosiłam się na tyle, na ile pozwalały mi związane ręce. Nic nie widziałam. Czułam, nasłuchiwałam.
Po chwili byłam pozbawiona wzroku i zakneblowana tą słodką, czerwoną kuleczką na pasku. Świetnie. Jeszcze nie mogę śliny połknąć. Coś jeszcze? Chyba pomyślałam to w złą godzinę, bo poczułam dłonie Pana w bliskim pobliżu moich piersi…
Jęknęłam przestraszona i drgnęłam. Co teraz? Co…?
Bliżej nieokreślone uczucie, jakby coś przyklejanego do piersi, coś.. ale nie wiem co.
Prąd? O nie, tylko nie to.. Skoro jedna nakładka jest tutaj, to druga będzie niżej..
Ale okazało się że nie. Że to nie prąd. Do tej pory nie jestem pewna co to było, ale myślę że to były wisienki wibrujące.
Jak Pan włączył wibracje.. kolejny raz zadrżałam, ze strachu, myśląc, że to jednak prąd. Ale nic się nie zmieniało, ani natężenie ani odczucia także byłam pewna że to wisienki.
Teraz podnosiłam się po to, żeby przełykać ślinę.
„Ale czy to nie do tego służy? Żeby ślina ciekła strużkami po brodzie?”, w takich sytuacjach naprawdę, mam skłonności do filozofowania, chociaż wtedy nasila się mój „brudny język”…
I czekałam co dalej…
- Chyba muszę przypomnieć ci, gdzie twoje miejsce… – i już wiedziałam, że mam przerąbane.
Na udach czułam trzcinkę, dyscyplinę, chyba tą czerwoną co lubię ją czuć na piersiach przy rżnięciu, był kij, który Pan specjalnie na tą okazję zabrał.
Panikowałam, mocno panikowałam, ale to jeszcze nie był koniec.
- Chciałaś ostatnio chłostę cipki, taką mocną.. teraz jest idealna okazja… – o nie. Ja? Coś takiego mówiłam? Ja?
- Poproś.
Staram się spiąć i poprosić, ale knebel mi tego zadania nie ułatwia, także maksymalnie wysilam swój język próbując powiedzieć „Proszę”, ale w rezultacie wychodzi jakiś bełkot, który sprawia, że się rumienię ze wstydu.
Ale Pan zrozumiał. I poczułam trzcinkę na udzie.
Kurczę, ale gdybym napisała, że.. mi się to nie podobało :-)
Ja chcę knebel częściej :-) będę wierszyki recytować :-) albo książkę będę czytać :-)
Za chwilę Pan skupił swoją uwagę na mojej cipce, co chwila drażniąc okolicę.
Odechciało mi się spać. Czujnie leżałam i nasłuchiwałam. Pan wyszedł zapalić? I tak po prostu mnie zostawił?
chyba za bardzo się rozluźniłam, bo poczułam plaśnięcie i słowa „Ale ja tu jestem” wwiercały się w moją głowę.

Pan bawił się mną, drażnił igłą, wbijał ją, w końcu pomyślałam, że przebije się na drugą stronę, czułam zapach spirytusu, którym przetarł to miejsce, ale stwierdziłam, nie zrobi tego przecież..chyba? Nie?

Pan ułożył mnie na nowo, tym razem na łóżku, cały tył był do jego dyspozycji. Nogi przywiązane, rozłożone, tak samo ręce.
I na zmianę, pośladki, plecy, pośladki, uda, pośladki… był pas, pas był mocny i po raz kolejny łzy w oczach mi stanęły. I kijek. I dyscyplina. I tyle to trwało.
Poproś.
Poproś…
POPROŚ…
Prosiłam. Co dziwne, nie robiłam tego wbrew sobie. Prosiłam bo chciałam.
Leżałam, przyjmowałam razy, prosiłam.
Oczy mnie piekły, chociaż wcale to nie było takie straszne.
I Pan się zapytał. Czy chcę jeszcze pas, tak mocno. Sucza część mnie krzyczała tak, jeszcze pas jeszcze pas, jeszcze mocno!
Pokręciłam przecząco głową i cicho wybełkotałam nie, czując łzy porażki. Nie podobało mi się że tak łatwo zrezygnowałam. Że odpuściłam. Dlatego nie lubię mieć wyboru, bo zazwyczaj żałuję. A jak już się zdarza ten jeden moment na milion. Że mogę wybrać, zadecydować. To staram się żeby to przyniosło zadowalające skutki i dla mnie i dla Pana. 
Z drugiej strony wiedziałam, że jak będzie jedne mocny pas (wiem, że byłby naprawdę mocny), to bym nie dała rady i bym się rozbeczała jak dziecko.
Nie lubię płakać. Ale czasem to silniejsze ode mnie.
Po tym jak Pan skończył się śmiać, triumfalnie, mówiąc tym samym bezgłośnie „Wiedziałem, że tak powiesz”.
Powoli mnie rozwiązywał, ja bezwładna leżałam, Pan wyciągnął knebel z moich ust i położyliśmy się, ja wtulona w Niego…
Chciałam igieł. Chciałam od dawna. Akurat Pan zaproponował podwiązkę.
Przepełniona strachem ale i ekscytacją, jak to będzie, igły na udach, jak to będzie boleć, a przede wszystkim, jak będzie wyglądać podwiązka z igieł i sznureczka?
No ale. Położyłam się na brzuchu. Cała ceremonia przygotowania. Waciki, spirytus, rękawiczki..
Już same te działania budziły we mnie strach. A jak Pan przymierzał się do wbicia pierwszej igły, spanikowana podskoczyłam na łóżku jak oparzona i zaczęłam krzyczeć „Nie! Czekaj! Czekaj! Chwila! Muszę się psychicznie przygotować!”.
Jakie to było… szalenie niewłaściwe! Teraz mi głupio że tak wyskoczyłam..
Ale Pan cierpliwie poczekał, wzięłam kilka oddechów, powiedziałam „Już” i się zaczęło.
Jęczałam, stękałam, piszczałam… a ledwo igła się wbiła w moje ciało. Czułam jak się przesuwa, dalej i dalej, i wybija się drugą stroną. Myślałam po raz kolejny, że to gdzieś 5-8 cm. I już moja wyobraźnia zaczęła działać, jak igła przebija się przez mięśnie, krwawię i w ogóle.. ale to tylko moja wyobraźnia… :-)
Kurczę no, bolało. Może nie bardzo ale bolało. I jak już igła była w środku to piekło.. nie pamiętam czy na plecach miałam takie samo pieczenie po przebiciu igły.
Ale za chwilę była druga, też kilka oddechów i jazda.. też bolało, też się kręciłam, jęczałam, stękałam..
I też piekła. Trzecia tak samo.
Później Pan przewlekał sznureczek czerwony. Coś tam misternie układał, wiązał…
Ja wstałam, podeszłam do lusterka ii :-) no efekt mi się spodobał :-) i tak pomyślałam, iść na imprezę klimatyczną w takim gorsecie z igieł i wstążek, z podwiązką taką jak ta, na którą patrzę… :-)
Położyłam się, Pan zrobił zdjęcia i nadszedł moment.. wyciągania!
- Szybko czy wolno…?
Chwila zastanowienia… wolno.. ostatnio było wolno.. to teraz szybko?
Zdecydowałam jednak że wolno, ale w ostatnim momencie krzyknęłam że szybko :-) coś za często krzyczę..
Pierwsza igła, ból, szybkie pozbycie się.. i moje mieszane uczucia. Bolało. Ale z drugiej strony jakoś.. tak.. podniecało. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale czułam w dole takie ściskanie..
Później była druga. Podobne w odczuciu. I trzecia. I się zastanawiałam jak to możliwe że takie skrajne emocje, uczucia we nie budzą igły..?
Trochę się wstydziłam powiedzieć Panu o tym, że to mnie podniecało, to szybkie wyciąganie.. dla mnie samej to było dziwne, dzikie, niecodzienne i w ogóle jakieś pokręcone..

Tydzień temu, ehh… :roll:

Usnęliśmy.
Byłam spokojna. W końcu nie przytulałam się do misia. Tylko do mojego Pana.
Spokój, bezpieczeństwo.. Czego chcieć więcej…

She wolfPodwiązka

Su Anusz.

Uważaj o czym marzysz…

Standardowy

Kochany Pan, właśnie wyszedł, a ja ostatkiem sił piszę o Jego wspaniałości, cudowności i o tym, jaki jest kochany…

Pewnie się uśmiecha jak to czyta, bo widział w jakim mnie stanie zostawia.
To, że zasypiałam na Jego ramieniu to jedno, chociaż wcale nie spałam.. :roll:
Drugie, obiecałam. OBIECAŁAM, że nie będę smutna. Ale to nie zależy ode mnie.. naprawdę się cieszę, że przyjechał.. ale to za krótko było.. jak zawsze zresztą, nieważne czy to 3 godziny czy 20… eh..

Błagalnym wzrokiem patrzyłam na Pana  chyba wyczytał w moich oczach to pragnienie. Pragnienie rżnięcia. Bo za chwilę słyszałam Jego cichy głos pytający mnie o to, na co mam ochotę.
Czułam jak się we mnie wbija, zakręciło mi się w głowie, opadłam na poduszki…

 

Czekam na następny piątek… :-)

 

 

Su Anusz.

Koniec miesięcznej abstynencji.

Standardowy

Tak. To właśnie było to.
Nadszedł dzień spotkania. Dzień wcześniej przeprowadziłam SPA.
A gdy nadszedł. Gdy nadszedł czwartek.
Myślałam że oszaleję. Nie mogłam skupić się na swoich zajęciach.
Marzyłam tylko o tym, żeby dostać SMSa od Pana, że mam już wychodzić. Że już czeka, albo że już dojeżdża. Że jeszcze tylko 15 minut.
Myślałam, że skończę przepisowo, ale wyrobiłam się wcześniej.
Wyszłam…

Poszłam do P. Stwierdziłam, że muszę jakoś zająć się przez pół godziny. W jakieś niecałe 8 minut przeszłam przez cały obiekt. Zjechałam na dół.
3 minuty. Stwierdziłam, że usiądę, posiedzę, poczekam.
Czas po prostu jakby robił mi na złość, płynął powoli, jakby wcale nie miał ochoty zmieniać cyfry z 44 na 45.
Siedziałam sobie spokojnie. Wiedziałam o której mam się spodziewać Pana w pobliżu. Modliłam się tylko o to, żeby to było bardzo bliskie pobliże.
14:15 miałam iść do toalety i tam się przebrać.
Uwielbiam to robić.
Wchodzę w dżinsach i koszulce a wychodzę w kusej kiecce, szpilkach i mocnym makijażu.
Teraz było podobnie.

Weszłam i od razu wybrałam większą kabinę. Zaczęłam nerwowo wyciągać wszystko z torby.
Ładnie popakowane, osobno, żeby łatwiej było mi odszukać części garderoby.
Ten strój miałam założyć dopiero na imprezę, na którą byśmy się razem wybrali. Ale ja nie mogłam tyle czekać. Już, teraz, natychmiast chciałam się w tym pokazać.
Rozebrałam się. Zostałam w samej bieliźnie, naturalnie w kolorze czarnym, to jest ta na spotkania, która pasuje odpowiednio do.. sytuacji :-)
Zaczęłam zakładać pończochy. Kabaretki oczywiście, żadne inne posiadane przeze mnie nie wydawały mi się odpowiednie.
Następnie założyłam górę. Białą koszulkę na ramiączkach w czarne kropki.
Później na tyłek wciągnęłam mocno krótką skórzaną spódniczkę.
Grzebałam w torbie w poszukiwaniu zestawu kosmetyków.
Przyciemniłam makijaż.
Specjalnie cały dzień chodziłam w ciasno spiętych włosach, by po rozpuszczeniu były pokręcone. Trik się udał i po chwili trzepałam głową żeby dodać trochę objętości i żeby pasma się rozdzieliły. Słyszałam że przyszedł SMS. I już nerwówka. Buty, spakować się, perfumami się delikatnie spryskać, usta balsamem pomalować…
Ale dobrze. Wszystko w swoim czasie.

Prawie gotowa opuściłam kabinę, która przez ostatnie 20 minut spełniała funkcję przebieralni. Już czułam na sobie spojrzenia kilku kobiet wychodzących z kabin.
Wyprostowałam się i podeszłam do umywalki. Spojrzałam w wielkie lustro. Poprawiłam włosy. W odbiciu widziałam natarczywy wzrok pani która stała po mojej prawej stronie. Przez wysokie koturny, z paseczkiem na kostce i z odsłoniętymi palcami (ah, te czerwone paznokcie..) zrobiłam się o kilka centymetrów wyższa.
Wiedziałam, że koronka pończoch delikatnie wygląda zza spódniczki, ale nie mogłam z tym nic zrobić. Zresztą, nie musiałam. Zaraz i tak wsiądę do samochodu.
Kolejny SMS.

Tak, mój Pan już na mnie czeka. I znowu się spóźniam. Eh..
Tak bardzo w myślach Go prosiłam, stój blisko, żebym nie musiała iść daleko i żebym nie wywołała sensacji…
Wzięłam głęboki oddech i wyszłam.
Oj, zwróciłam na siebie uwagę… Żeby tylko płeć męska się oglądała.
O dziwo z dziką satysfakcją wyłapałam kilka zniesmaczonych spojrzeń.
Ta pruderia mnie bawi po prostu…
Drzwi rozsunęły się przede mną. Wyszłam na zewnątrz.
Szłam w dół, dalej i dalej w końcu stanęłam. Obok pasów. I zauważyłam :-) już widziałam :-)
I przeszłam na drugą stronę i się przytuliłam :-)
Uświadomiłam sobie właśnie, że czeka Nas cała noc… :-)

W samochodzie rozmawialiśmy. O tym jak minął dzień, no mnie głównie na oczekiwaniu, braku skupienia, niecierpliwości i pragnieniu.
No a jak już na miejsce dojechaliśmy..
Oh..
Jak można było się spodziewać :-)
Najwyraźniej zapamiętałam…

Wyszłam do okna. Byłam naga, bo akurat przerwaliśmy zabawy na łóżku.
I wyglądałam sobie spokojnie, niczego nieświadoma..
Mój Pan podszedł od tyłu do mnie i to było to. Pierwsze wejście od miesiąca.
Jak poczułam Jego kutasa w sobie.. Zamknęłam mocno oczy, stanęłam na placach i wypięłam się mocniej. Moje jęki ulatywały gdzieś za otwarte okno.
W końcu położyłam się w tym oknie, policzek miałam przyciśnięty do zimnej półki i próbowałam się wypinać jeszcze bardziej.
Ale mój wspaniałomyślny Pan oparł moją nogę o fotel.
I to było to.
Teraz mogłam wypiąć tyłek bardziej, i jeszcze bardziej…
Raz za razem czułam kutasa wbijającego się mocniej w moją suczą cipę, za chwilę wyraźne pociągnięcie za włosy i wygięłam się, przez moje gardło nie chciało nic przejść, co chwila urywałam jęki, by po chwili skumulowane wydostawały się na zewnątrz.
To było cudowne..

Kąpiel tak cudownie zrelaksowała nas oboje, ja nie mogłam się doczekać kiedy wskoczymy do łóżka.
No a w łóżku..
Cóż, ‚strzał w dziesiątkę’ był bardzo dużym zaskoczeniem, przynajmniej dla mnie, nie spodziewałam się, jak na razie ’9′ to było szczytem a tu 10… :-)
I rżnięcie, a w przerwach leżenie, przytulanie i moje chwilowe zasypianie.
Były też klapsy, takie mmm, jak mi tego brakowało, i tarmoszenie tyłka.
Ja nie wiem, co w tym takiego jest :-)
No owszem, podoba mi się, ale.. co czuje ta osoba, która to robi? :-)
Ale podoooba mi się. :-)
I był Czarny Przyjaciel..
I mocno niechciany Różowy Ptyś.
Oj ale znów focha strzeliłam, a jaki on był przyjemny, jeszcze te wibracje.. to był kosmos.. i ja go nie chciałam? Ja? Nie chciałam..? Oo nie..
I mimo że z początku nie pamiętałam, to była jeszcze chłosta, i orgazm z dyscypliną.. To było… no.. ja chcę jeszcze raz…

I wyglądało to mniej więcej tak, łóżko, jedzenie, łóżko, kawa, łóżko, łóżko, łóżko.
To było takie wspaniałe :-)
Ta ulga i spokój, że mój Pan jest obok, że leżę z głową wspartą na Jego ramieniu, że czuję Jego zapach, Jego ciało, dłonie gdzieś błądzące po moim ciele..
Tak bardzo mi tego brakowało przez ten miesiąc.
A ta noc to miało być takie nadrabianie.. 
Czekałam na jeden moment. Jak już się wtulę w Pana i pójdziemy spać. A rano się obudzimy i będzie.. :-) cudowne zakończenie spotkania :-)
Zbieraliśmy się spać, to znaczy ja się zbierałam spać, jeszcze poczułam jak Mój Pan wtula się w moje plecy, uśmiechnęłam się i usnęłam.

Budziłam się kilka razy, w różnych pozycjach, na ramieniu Pana, leżąc na plecach, odwrócona tyłem.. Za każdym razem czułam Jego ciepło i dotyk skóry. Te chwile, to dla nich warto żyć i na nie warto czekać..
Rano budził mnie dźwięk, dodam znienawidzony, budzika.
Nienawidzę go słyszeć rano.
Ale jeszcze przysypiałam.
I później, to delikatne budzenie, pieszczoty, rżnięcie i przytulanie.. Ten poranek, Nasz jeden jedyny wyjątkowy..
To spotkanie było spokojne i delikatne. Waniliowe. Chociaż były wplecione subtelnie elementy te pikantniejsze, bez których obejść się nie mogło.. :-)

Ale mm. Później, na drugi dzień czułam tyłek, czułam pod żebrami, czułam uda i ręce i to było takie wspaniałe i cudowne, czuć swoje ciało..
Nie krzywiłam się z żalem, złością czy pretensją.. krzywiłam się i uśmiechałam jednocześnie, byłam zadowolona i szczęśliwa :-)

Miesiąc abstynencji i po miesiącu pełna, okrągła ‚dziesiątka’ :-)
Cóż za niespodzianka :-)

Eh, czwartek.. a ja tęsknię..

Su Anusz.

Suka w szoku.

Standardowy

Wczoraj jak się położyłam, poprosiłam Pana o dotykanie.
Pan zaznaczył, że mogę się miziać po udach troszeczkę, po piersiach niedużo i że mam nie zbliżać się do cipki.
A ja właśnie dlatego się pytałam.. No ale ciesząc się z tego co mam, przygotowałam się do dotykania. Odsunęłam od siebie całkowicie kołdrę, rozłożyłam nogi. I gładziłam uda. Po wewnętrznej stronie, przesuwałam delikatnie palcami wywołując gęsią skórkę i dreszcz przyjemności.
Ale to wszystko. Dreszcz przyjemności. Gęsia skórka.
Piersi też tak jakby się wczoraj wyłączyły. Niby coś tam czułam, ale to nie były spadające gwiazdy.
Czułam się zawiedziona. Zawsze jak się dotykałam, robiło mi się tak dobrze, i chciałam więcej i więcej, ale teraz.. Pan mnie przeprogramował..

Do niczego więcej nie doszło. Napisałam co robiłam, streściłam, poprosiłam o sen i po zgodzie usnęłam.

Rano wykonałam standardowe czynności, by doprowadzić się do stanu używalności. Żeby sprowokować, miałam założyć sukienkę, krótką, mimo że w porannym mailu napisałam wyraźnie, że założę dżinsy i koszulkę niebieską. Ale zdecydowałam się na dżinsy i bluzkę bez ramiączek, stylizowaną na gorset. Głęboki dekolt obowiązkowo. Cóż, po spojrzeniu w lustro stwierdziłam, że jednak delikatnie przesadziłam, Ale co tam, jak prowokacja to w jak najlepszym wydaniu. Zarzuciłam niebieską narzutkę, ulubioną przez ostatnie dni i wyszłam.


Pan chcąc się dowiedzieć jak wygląda prowokacja spytał się, czy się dowie czy pozostanie to tajemnicą.Spytałam się, czy mogłoby być tak, że wrócę do domu, zrobię zdjęcie i wyślę.
W odpowiedzi mój Pan napisał, że on myśli, że jednak dowie się wcześniej, ale może tak być.
Tak się zastanawiam.. Przyjedzie? Nie, niemożliwe. Przyjedzie i się nie pokaże? Noo, bardziej. Przyśle kogoś? Tak, to już jak najbardziej prawdopodobne.
Zajęłam się tym co miałam zrobić, nie myśląc zbytnio o tym smsie.
Bo co, moja droga do domu będzie wyglądała tak jak zawsze, sms że wychodzę, tuptam na przystanek i do domu. Ta sama droga, ten sam czas, może myśli nieco inne niż przez ostatnie kilka dni.
I kolejny sms który wytrącił mnie z równowagi.
Jaka ma być niespodzianka. Duża czy ogromna.
:-) już mnie policzki bolały, nie potrafiłam się nie uśmiechać, czyli że co, że przyjedziesz i się spotkamy i będziesz :-)
Napisałam wymijająco, bo nie wiedziałam co się kryje za pojęciem  „duża” a co za pojęciem „ogromna”.
Byłam bardziej jakoś przekonana do dużej..
Ale po chwili przyszedł sms, że o 12:30 kończę to, co właśnie robię i idę pod P.
Zerknęłam na zegarek. 12:23.
Mam chwilę czasu. Ale odpisałam na smsa. I w sumie zaczęłam się zbierać 5 minut wcześniej. Wolałam sobie na spokojnie dojść w wyznaczone miejsce.
Byłam podekscytowana. Co mnie czeka w tym miejscu. Przede wszystkim kto..
Zostałam zaczepiona przez trzech osobników płci męskiej, na własne życzenie, przez dekolt, i jego można było nazwać ogromnym, ale pomyślałam dekolt, dobrze że dziś taką bluzkę założyłam..
Już już zbliżałam się do celu…

Na miejscu przystanęłam. I zaczęłam się zastanawiać czego w sumie mam się spodziewać. Miałam już pisać, że jestem i czekam, ale nie nie..
„Stój. Zatrzymaj się :-) moja Su :-)”
No to stanęłam i zaczęłam się śmiać.
Czyli już jest :-) i widzi mnie :-)
Ale czemu ja jeszcze Jego nie widzę…???
Już napięta pisałam sms że stoję ale nie widzę…
„Spójrz w górę. I obróć się dookoła :-) moja Su :-)”
Tak się spojrzałam na tego smsa.. jak to na górze? Gdzie? To niemożliwe.. ale spojrzałam w górę, spojrzałam w prawo, w lewo, nic.
Natomiast dostałam kolejny sms.
„Nie oszukuj :-) dookoła miało być :-)”
8-O
Aaale.. jak to?
Napisałam bardzo hmm odważny sms „No gdzie??? Nie drażnij się ze mną Panie mój :-)”, zdążyłam go wysłać, podniosłam głowę :-)
I już zauważyłam mojego Pana, który szedł w moją stronę :-) dzieliła nas co prawda ulica i bałam się, żeby nic mnie nie potrąciło..
Ale przeszłam, ładnie się rozejrzałam przed przejściem na drugą stronę..
I jak już byłam blisko, na wyciągnięcie ręki, jakoś mnie oczy zapiekły.
W końcu wtuliłam się w mojego Pana, którego nie widziałam prawie miesiąc…

W niedzielę byłoby 31 dni.
29 dni bez kontaktu fizycznego. Jakiegokolwiek. Bez kontaktu wzrokowego. Bez rozmów takich w cztery oczy.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Byłam jeszcze zaskoczona, nie wierzyłam że to prawda, że się widzimy, bałam się, że faktycznie zobaczymy się dopiero w październiku..
Ale mój Pan znalazł dla mnie chwilę.. :-) jeju, jaki On jest kochany..

Wsiedliśmy do samochodu, jeszcze dobrze nie oswoiłam się z nową maszyną, ale już wiedziałam co mi będzie przeszkadzać.
Pan wywiózł mnie w Nasze miejsce. Jak jechaliśmy, myślałam tylko „Będzie rżnięcie”.
Ale..
Poszliśmy na krótki spacer. Tym razem nie było pokrzyw :-) ale doskonale pamiętałam ten epizod i sama nie wiedziałam, czy poprosić o kilka czy może cieszyć się chwilą.
Wybrałam to drugie.
Pan przypomniał moim pośladkom, jak cudowny jest Jego dotyk, ściskanie i klapsy, przez co robiło mi się prawie słabo z podniecenia.
Później zajął się moimi piersiami, przygryzł sutek a ja odchyliłam głowę. Chciałam żeby mnie zerżnął, opartą o drzewo, wyłożoną i gotową na trawie, jakkolwiek, ale żeby zaszczycił mnie swoim kutasem. Zamiast tego schował moje piersi, a ja nieco zakręcona dałam się prowadzić dalej. Pokazałam ścieżkę, gdzie szłam jak ostatnio byłam w tym miejscu na spacerze. Co z rozpaczy tuliłam samotne drzewo szukając pocieszenia. Ale drzewo mnie nie przytuliło. Było szorstkie, twarde i… to nie to samo co mój Pan, a wtedy potrzebowałam, żeby ktoś mnie objął.
A dalej pokazałam jak bażant wyskoczył z krzaków i jak wtedy zaczęłam krzyczeć. Dobrze że wtedy nikt nie szedł ścieżką. Bo byłby wstyd.. :roll:
Jeszcze kawałek się przeszliśmy, cały czas rozmawialiśmy i tak bardzo nie chciałam żeby to się skończyło…
Ale poszliśmy usiąść na ławkę. I zawiedziona pomyślałam, że rżnięcia nie będzie.. już miałam protestować, że tak być nie może, że ja nie wytrzymam tak napalona do spotkania…
No ale Pan wstał i zaprowadził mnie na tylne siedzenie…

Usadowiłam się na środku czekając aż mój Pan zajmie miejsce obok mnie, ale… On wsiał za kierownicę.
Przeraziłam się. Jak to?
A jak będzie tak jak kiedyś? Wywiezie mnie, wpieprz i koniec..? Ale przecież byłam ostatnio grzeczna.. w miarę.. no tak, byłam grzeczna..
Ale co się okazało tylko przeparkowaliśmy. I mój Pan zaraz wskoczył do tyłu. Obok mnie. Ja już wiedziałam jaką pozycję miałam przyjąć. Położyłam się na plecach, z głową na Jego kolanach, nogi zgięłam..
Będzie rżnięcie :-)
Najpierw piersi. Dopieszczone na kilka sposobów. To mocne ściskanie które uwielbiam. Albo ściskanie samych sutków..
Ale ja nie chciałam tego. Specjalnie podnosiłam biodra, żeby dać delikatnie do zrozumienia, że miejsce najbardziej potrzebujące uwagi jest niżej…

Jak w końcu poczułam, że mój Pan rozpina mi pasek… to już był.. koniec.. już wiedziałam co będzie.
To budowane napięcie, bo pasek, guzik, zamek, pomyślałam no ile jeszcze..
A jak w końcu poczułam. Jego dłoń. Pod materiałem stringów.
Oszalałam. Pociemniało mi przed oczami, ogłuszyło mnie to. Tak spragniona w końcu poczułam jak palce ocierają się o ten jeden najważniejszy punkt i jak powoli odbiera mi rozum.
Zaczęłam się wyginać, jęczeć, sapać, wszystko byleby ta chwila trwała.
Dostałam dwa razy w pysk, myślałam że będzie trzeci, ale te dwa i tak mnie pobudziły.
Ale to dopiero był początek. Bo jak poczułam palce mojego Pana w cipce..
Kolejny raz mi pociemniało przed oczami.
Jego palce poruszały się najpierw powoli i miarowo, rozgrzewając mnie bardziej. Z czasem było czyste rżnięcie gdzie odbierało mi głos.
A jak w końcu doszłam, oczywiście najpierw pytając się czy mogę, prawie nie kontaktowałam, Pan powiedział, że mam prosić, zrobiłam to mimo tego, że czułam jak obezwładnia mnie orgazm. Już oczy przymknęłam i koniec.
Po mnie.

Leżałam dłuższą chwilę z zamkniętymi oczami. Oddech wracał do normy. Zaczęłam się uśmiechać i spojrzałam na mojego Pana. Spoglądał na mnie z góry.
Jak ja to lubię, kiedy tak na mnie spogląda, czuję się taka mała, ale bezpieczna, wiem że nic mi nie grozi, jeszcze jak się tak ciepło uśmiecha…
Nareszcie, po prawie miesiącu w końcu doszłam, tak jak chciałam, nie z własnej ręki, z reki Pana, za Jego pozwoleniem, wiedzą… najważniejsze, że było to Jego dzieło.
Ja nie mam ochoty dochodzić już sama.
Zdążyłam jeszcze podziękować i… :-)
Po chwili zamiana ról.. powoli zaczynałam myśleć, że zapomniałam jak się obciąga, ale.. pewnych rzeczy się nie zapomina…  :oops:

Lubię zaczynać od delikatnego muskania. Takie przywitanie mówiące „Teraz odpowiednio się Tobą zajmę”.
Angażuję się etapami, przechodząc do delikatnych pocałunków, czasem na zmianę liżąc kawałek po kawałku. Dziś chciałam się dłużej pobawić. Więcej czasu poświęciłam na muskanie i lizanie. Ale przeszłam do zabawy ustami. Najpierw sam czubek zamknęłam w ustach, otwierałam je coraz szerzej i szerzej, zjeżdżałam niżej, aż w końcu większa część znalazła się w środku.
Później już nie za bardzo kontrolowałam to, co robię, oprócz ust miałam jeszcze dłoń, także.. oh jak mi tego brakowało…
Momentami wydawałam z siebie jęki, bo mój Pan upatrzył sobie obiekt do drażnienia. Moje sutki.
Tak to jest, byłam wypięta do okna, moje piersi znajdowały się blisko Jego ręki to czemu nie skorzystać?
Ale halo, to było cudowne, miałam kutasa Pana w swoich ustach :-D
Po prawie miesiącu abstynencji.
Zalać mój Suczy pysk? Ależ oczywiście :-)
I za chwilę czułam. Czułam.. jak płyn tryska na mój język i powoli spływa do gardła. Jeszcze chwilę odczekałam. Podniosłam się, połknęłam, uśmiechnęłam :-)
Taak, tego mi brakowało…
Ale usiadłam i stwierdziłam, że… jeszcze mi mało… i rżnięcia, i obciągania.. zaskoczyło mnie, nie wiem co bardziej, czy to, że powiedziałam to na głos, czy sam fakt że chcę więcej…
Tak bardzo chciałam być zerżnięta.. Jeszcze Pan się spytał, chciałabyś żebym Cię teraz zerżnął, nie nie, to było raczej stwierdzenie, no jeju no..
Tak, kurewsko chciałam zostać zerżnięta. Marzyłam o tym, żeby Jego kutas wbijał się w moją Suczą cipę najpierw powoli, a później coraz szybciej i szybciej.. No tak, i teraz jak o tym pomyślę to..

Poszliśmy znów na ławkę, przewietrzyć się. Wiedziałam, że zbliża się koniec spotkania, z drugiej strony wtuliłam się w ramię Pana i byłam taka szczęśliwa.. Nie chciałam, żeby to się kończyło… Żeby ten czas jeszcze nieco się wydłużył..
Ale nie ma litości..
I ciągle byłam podniecona, moja cipka była zaspokojona ale nie do końca, bo ciągle krzyczała, że chce więcej, przy najmniejszym muśnięciu, dotyku, słowie i spojrzeniu…

Pan powiedział, że niedługo spotkanie. To Nasze, takie dłuższe.. Nie mogę się doczekać.
Chciałabym w końcu wtulić się w Jego ramię, położyć głowę tam, gdzie moje miejsce, dłoń też położyć na swoim miejscu i usnąć spokojnie…

Jestem Twoją Suką, na zawsze, i to się nie zmieni.

Su Anusz.