Chroniczny brak czasu.

Standardowy

Ostatnio tego czasu brak.
Nie do końca mi się to podoba, bo straciłam możliwość realizowania różnych rzeczy…
Rano wychodze, wieczorem przychodzę i jedyne na co starcza mi czasu to prysznic, coś przegryźć, plan i zdjęcia plus wpis, ale i to niecodziennie.
Jak to Pan powiedział, zaczęło się dorosłe życie.
Teraz zauważam jak lekko żyłam.
O ile wcześniej realizowałam swoje pomysły od razu tak teraz.. jeśli coś do głowy mi przyjdzie to zapisuję i zostawiam. Na lepsze czasy.
Nie chodzi o to że nie miałam pojęcia o życiu. Może tylko.. delikatnie inaczej to wszystko sobie wyobrażałam..
Zaniedbałam nawet Suczy, co w przeszłości było nie do pomyślenia.
Postaram się nieco częściej pisać. Nawet jeśli by to miało być jedno zdanie.
Ale generalnie nic się u mnie nie zmieniło.
Nadal pragnę, nadal marzę, nadal moja wyobraźnia przekracza wszelkie granice.
Jeszcze jestem „na głodzie”, także czasem natrętne myśli nie dają mi spokoju.
To nie jest źle że mam takie mysli, sma Pan tak mówi, że to nie źle że moje myśli poniecają i nie dają spokoju.
Czekam tylko, eh, czekam na to spełnienie. Na to ukojenie. Jak w końcu się spotkamy.
Jak już będzie tak ciepło, tak spokojnie i bezpiecznie, tak cudownie i wspaniale…
O niczym innym tak naprawde nie mysle jak o spotkaniu. To już jest niemal bolesne…
Palące pragnienie i to poczucie związanych rąk mimo szczerych chęci..
Ale należy okazać cierpliwość i czekać.
Ale jakie to będzie piękne, jak juz nadejdzie ten dzień, jak dzień wcześniej zaczne się szykować a kolejnego będe się ubierac z drżącymi nogami i sercem! I wnętrzem…
Już niemal czuje to podekscytowanie! To, jak się denerwuję i zastanawiam się, czy zdąże na czas! Czy nie połamię nóg w szpilkach! Czy spódniczka nie jest za krótka i nie wystaje koronka z pończoch!
Ojeju spokojnie…
To będzie piękne…!

Su Anusz.

Nienasycona

Standardowy

22.09.2016
Szczególna data, o której myślałam od rana. Od kilku dni.
Pan uświadomił mnie, że to 25 miesięcy.
Inaczej brzmi „2 lata i miesiąc” a inaczej „25 miesięcy”. Zrobiłam wielkie oczy. To mówimy już o takich liczbach?
W każdym razie, taki okres czasu jestem Suką. Z obrożą. Z Panem. I wizją chłosty w każdym momencie i w każdym miejscu, kiedy zażyczy sobie Pan. I z tymi różnymi innymi rzeczami, których się nie robi, a które są piekielnie podniecające. Czasem zawstydzające.
Ale wszystko co nielegalne i nieprzyzwoite ma w sobie magnetyzm. Nikt nie musi wiedzieć że ups, przekroczyłam granice przyzwoitości, ale mogą :-)
Mogą wiedzieć i widzieć jak to robię… :-)
Wszystko zależy od mojego Pana i co aktualnie wpadnie. Może inaczej, zależy do Niego i od tego, jak bardzo zainspirowała Go chwila i splot zdarzeń :-)

Przekonałam się o tym nie raz, ale odbiegłam od tematu bo nie o tym miałam pisać, tylko o wczorajszym dniu :-)
Rano niczego nieświadoma, wypiłam kawę. Miałam w planach zadzwonić w kilka miejsc.
Ale tak jakoś się wlókł ten poranek, zjadłam śniadanie, poszłam się przebrać i wykonałam jeden telefon. JEDEN.
Ledwo słuchawkę odłożyłam, zadzwonił Pan. :-)
Ze śmiechem odebrałam telefon i mówię, że właśnie skończyłam rozmawiać na drugim telefonie.
A że rozmowa nie za bardzo poszła po mojej myśli i byłam okropnie wzburzona, zaczęłam rozemocjonowana opowiadać Panu co udało mi się dowiedzieć i załatwić.
Gadałam i gadałam i gadałam i… w końcu Pan coś powiedział, ja się dalej skarżyłam, że już nie mam miejsca w kalendarzu do pisania i dalej nawijałam, Pan w końcu mi przerwał i powiedział że nawet nie zwróciłam co powiedział.
I tak zamknęłam się i myślę, o cholera, faktycznie tak ciągle ja tylko mówię i nie słucham i się zapytałam czy może powtórzyć co powiedział.
Powtórzył, aczkolwiek hmm.. :-) nie przywiązałam to tego wagi :-) to znaczy nie tak, nie uwierzyłam w to co mi moje wnętrze podpowiadało :-)
„Za chwile mi pokażesz”.
I się zaczęłam śmiać i myślę, tak jasne, za chwilę co to znaczy? Dziś? Jutro? Kiedy? Zapytałam się przez śmiech a kiedy.
„Za pól godziny”.
Umilkłam. Haha, oj mina mi zrzedła :-) Teraz to Pan się śmiał a ja zaczęła panikować.
Ale jak to za pół godziny? Przecież ja bym się musiała przygotować („O każdej porze dnia i nocy”, wiem, pamiętam, ale czasem trudno się tego trzymać…), ogarnąć trochę, przyznaję „Perfekcyjną Panią Domu” nie jestem, ale bałaganiarą rodem z tych programów amerykańskich też nie jestem, a wiadomo że czasem się pozbiera miejscami kilka ciuchów na fotelu :-)
Pół godziny hmmm… powiedziałam, że muszę trochę ogarnąć i w ogóle tak 15 minut na to potrzebuję. No ale ok, rozłączyliśmy się, Pan pozwolił w te 15 minut trochę ogarnąć.
Poza tym, jak to możliwe że Pan przyjedzie jak dokładnie w zeszłym tygodniu się spotkaliśmy na dłużej? No jak? A może jednak właśnie możliwe?
Te 15 minut upłynęło błyskawicznie, Pan zadzwonił że mogę schodzić, no to poszłam otworzyć drzwi, i jak zobaczyłam Go przy furtce… aż się we mnie zakotłowało..
Na czarno ubrany? O masakra, co to znaczy, będzie źle czy nie? Poza tym dobrze wie że mnie to kreci jak jest na ciemno ubrany i perfidnie to wykorzystuje!
Jeszcze lekko oszołomiona strojem dojrzaalm w Jego dłoni różę.
I tak się zastanawiam, dla mnie ta róża? A z jakiej okazji? A może nie dla mnie? No ale z jakiej okazji????
I się mentalnie pacnęłam w czoło.
Przecież dziś miesięcznica. :-)
Jakoś tak mnie zamroczyło :-) Przez ten strój jednak chyba… :-)

No ale przytuliłam się do Pana, poczułam jego usta na swoich i już straciłam głowę. Nic mnie nie obchodziło co dookoła. :-)
Ale tak to już bywa z tymi pocałunkami :-)
Poszliśmy do pokoju i co mnie zdziwiło leżeliśmy grzecznie na łóżku :-)
Grzecznie jak na nas :-) Ostatnio mnie poniosło z Czarnym Przyjacielem.. :-) ale już teraz byłam hmm bardziej opanowana :-)
No ale tak leżeliśmy, takie mizianie, no ale za chwilę już poczułam dłoń Pana pod legginsami :-) było o tyle łatwiej że nie założyłam majtek :-)
I za chwilę, co mnie jeszcze bardziej zdziwiło, Pan zaproponował żebyśmy się przenieśli pod kołdrę :-)
Znów rozważałam ten pomysł a Pan dalej zajmował się moimi najbardziej spragnionymi miejscami :-)
W końcu stwierdziłam, dobrze, idziemy pod kołdrę, ale…
„…teraz ja zajmę się Tobą” i uśmiechnęłam się przy tym nonszalancko :-)
I za chwilę dodałam „Śmigaj pod kołdrę”, na co Pan zareagował delikatnym upomnieniem słownym, iż nieodpowiednio się zwróciłam :-) no nie była to gafa na miarę „piątki” :-)
Ale jednak wywołało to uśmiech na mojej twarzy :-) w sumie, nie tylko mojej… :-)
Pan powiedział, jak już wstałam, żebym wzięła ten mały masażer, ale najpierw musiałam go zlokalizować.
Leżał w torbie :-) razem z obrożą :-)
Wskoczyłam do łóżka, przytuliłam się do Pana i… każdą komórką ciała czułam, jak mi dobrze :-)
Wiem, wiem, wanilia coraz bardziej dominuje, chociaż czasem może nie do końca, bo na czwartkowym spotkaniu… aaaa, ciiii :-) wszystko w swoim czasie :-)
Ale leżałam tak wtulona i nie chciałam się ruszać, było mi tak dobrze :-)
Ale za chwilę :-) było mi jeszcze lepiej :-)
Pan zajmował się moimi piersiami, tak jak lubię, mocno, czasem za mocno, ale jak boli wiem że żyję :-)
Zajmowałam się kutasem Pana. Zawsze mi tego brakuje. Zawsze. Lubię bawić się nim dłonią, jak leżymy i nakręcamy się nawzajem, albo ustami, sama kierować rytmem albo jak robi to mój Pan, trzyma mnie mocno za włosy i pieprzy aż się dławię i ślinię, i jak dochodzi i czuję jak nasienie spływa po moim gardle i… nie, zdecydowanie dużo wymieniać, temat na osobny wpis :-)
Eh.. :-)
Pan bawił się jeszcze mną, i po dłuższej chwili doszłam. Jak mam okres dostać jestem nie do zniesienia :-)
Wredna, złośliwa, ciskająca sarkazmem na prawo i lewo, bywa że obojętna, częściej płaczliwa.
Zresztą, każda kobieta czuje jak ma dostać okres. A takie dzikie samopoczucie niekoniecznie sprzyja zabawom :-)
Ale. Nie było źle. Było cudownie. Pan wyczuwał moje ciało, odczytywał moje reakcje i do tej pory mnie to zaskakuje z jaką precyzją, PRECYZJĄ to odczytywanie zawsze przebiega. Nie, nie chodzi o moje ciało, ale o te wszystkie inne rzeczy. Emocje, wahania nastrojów, ogólne wahania, moje myśli…
Czasem rozmawiamy przez telefon, Pan wspomina o jakiejś rzeczy, i zaciskam uda, a On mówi „Ale nie zaciskaj tych ud tak mocno” i jeszcze się uśmiecha!
Nie wiem, może to logiczne. Może. Nie wiem tak w sumie :-) ale zawsze mnie to rozśmiesza :-)
Czasem czuję się na podglądzie, ale to kolejny temat na osobny wpis :-)
Jeszcze leżeliśmy. Oczywiście, jak to Pan powiedział „bez łaskotania nie ma spotkania” :-)
A się broniłam, ale no niestety nie udało mi się i z rękami unieruchomionymi zwijałam się ze śmiechu :-) skopałam kołdrę przy okazji. I prześcieradło :-)
Eh :-) tak cudownie, ale wszystko co dobre kiedyś się kończy, i ten moment nadszedł.
Posmutniałam.
Jeszcze Pan mówił, żebym nie była smutna, ale jak tu nie być smutną, jak trzeba na ziemię wracać?
Czy ktokolwiek chciałby wracać z wymarzonego Raju?

Sprowadziłam Pana, pożegnaliśmy się i poszedł do samochodu. A ja jeszcze długo długo stałam w drzwiach kompletnie wyłączona. Nie płakałam ale poczułam taką pustkę. Tak jakby czegoś nagle we mnie zabrakło. I nie chodzi tylko o kutasa Pana :-)
Ale zabrakło mi takiego pchnięcia :-) do działania oczywiście :-)
Jak ja pisze no nie, najwyższy poziom zboczenia chyba dziś mnie ogarnął :-)
Także wczorajsza niespodzianka :-) Była wspaniała, cudowna, piękna i oh jeju… :-)

 

23.09.2016
Dziś poranek zaczęłam również od kawy :-) W sumie poranki zaczynam od porannego maila, w którym znajdują się zdjęcia i kilka informacji :-)
Ale później kawa była :-)
Wypiłam na spokojnie, obejrzałam bardzo ‚ambitny’ program i poszłam do kuchni.
Zanim naszykowałam sobie śniadanie minęło 40 minut.
Bo włosy jeszcze umyłam, jeszcze maila sprawdziłam, jeszcze to tamto i 40 minut się zrobiło.
Z drugiej strony skończyłam po 12 lekko. I jak popijałam spokojnie herbatę i kończyłam czytać zadzwonił Pan :-)
Kubek by poleciał na podłogę, tak drgnęłam na dźwięk dzwonka :-)
I znów ze śmiechem odebrałam telefon i powiedziałam, uwaga: „Masz szczęście, bo skończyłam śniadanie”.
No cóż, to nie było zbyt właściwe, ciągle mnie to gryzie.. Za te moje odzywki powinnam dostać trzcinką. Albo tym patyczkiem z cieniutkim sznureczkiem.
O brrrr, jak sobie o nim przypomnę pokornieję… i składam się w sobie do pozycji klęczącej. Prawie jak Transformers…
Ale Pan zwrócił mi uwagę, iż te moje odzywki doczekają się dobitnego przedstawienia ich niestosowności… i rozmawialiśmy dalej.
I nagle usłyszałam, że do pokoju, że Czarny Przyjaciel, że ten mały masażer… :-)
Hmm, niekoniecznie mi się ten pomysł spodobał, jeszcze byłam po wczorajszym obolała :-)
Ale pobiegłam do pokoju, zabrałam potrzebne rzeczy, rozebrałam się.
Podłączyłam Przyjaciela, wzięłam masażer. Miałam się nim pieprzyć :-) bo wczoraj Pan mnie nim pieprzył ale :-) jednak wolę jak Jego palce mnie pieprzą :-) tak podniecające że aż boli :-)
Położyłam się, powiedziałam że już gotowa jestem iiii… :-)
Najpierw masażer :-) miałam go w cipkę włożyć, jak to zrobiłam Pan powiedział żebym się nim teraz trochę pieprzyła :-) ten masażer ma za małe obroty :-) potrzebuję mocniejszych doznań, a Czarny Przyjaciel… :-) Eh :-)
I w końcu usłyszałam, to teraz Czarny Przyjaciel, włącz :-)
Włączyłam przyłożyłam w odpowiednie miejsce i..
Nie wiedziałam że jestem aż tak obolała :-) ale szukałam odpowiedniego miejsca i wcale tak bardzo nie bolało :-)
I jęczałam, tak momentami było mi dobrze, Pan oczywiście kazał mi mówić, ale :-) no cóż, muszę to jeszcze poćwiczyć :-)
Tak mi brakowało w tamtym momencie rżnięcia, czasem jakieś zdanie wydobyło się z moich ust aale nic specjalnego, ale miałam powiedzieć kim jestem :-) co mnie kompletnie podnieciło :-) jak ja to lubię mówić :-)
I jeszcze chwila, i jeszcze troszeczkę i.. jejuu, jak ja wyłam.. przed orgazmem.
Takie dwa głębsze.. :-) w sensie jęki :-) i pytanie.
Nie lubię dochodzić bez pozwolenia. Ale z drugiej strony nie potrafię się powstrzymać jakl Pan mówi „Jeszcze nie”… chciałabym się w końcu tego nauczyć :-)
Ale Pan pozwolił :-) podświadomie czułam że pozwoli :-) czasem jak się pytam to na chwilę przestaję się ruszać, bo ja jestem na krawędzi to wystarczy niewielkie poruszenie biodrami i koniec, spadam :-)
O jak się kręciłam.. zsunęłam się z poduszki, raz, drugi trzeci się wygięłam, rozłożyłam nogi szerzej by za chwilę mocniej je zacisnąć i znów rozłożyć ale nie przestawałam.
I dalej dalej trzymałam ale już nie mogłam miejsca znaleźć. Już tak bolało.. :-)
Pan mnie wczoraj zużył.. :-) Hahaha :-)
Ale za chwilę doszłam drugi raz, teraz orgazm był płytki ale nie tracił na intensywności :-)
I jeszcze trzymałam :-)
Ale Pan powiedział że już starczy… :-)
Szkoooda :-)

Także dwa dni pod rząd taaakie niespodzianki :-) oj bo się przyzwyczaję :-) ale eh było cudownie :-) nie mogę przestać o tym myśleć :-)
Pan mnie lubi zaskakiwać :-) i znalazł dla mnie czas :-) i przyjechał i był i pozwolił na orgazm i zadzwonił i… :-)
Jeju :-)
Tak wspaniale być Suką mojego Pana…

 

Su Anusz.

Nowe Oblicze Suki

Standardowy

„Sucze żądze to przy dzisiejszym dniu nic…”

Tak, Pan dziś przyjechał :-)
Zrobił mi ogroooomną niespodziankę :-)
Mimo że wczoraj mówił że MOŻE dzisiaj przyjedzie, ale mruczał przy tym tak że już nie byłam pewna czy będzie, czy MOŻE jednak nie…
Ale Pan zadzwonił rano, powiedział że już jedzie do mnie :-)
I oh jeju..

To co ja dzisiaj robiłam.
Nie poznawałam samej siebie. Jak dzikie zwierzę wypuszczone z klatki!
O ile z początku się broniłam, powtarzałam sobie „Ooo nie, dziś tak łatwo nie pójdzie”, o tyle niełatwo się skupić przy pieszczotach Pana i z każdą chwilą moje twarde postanowienie topniało… Ale twardo pokazywałam ulotkę z bielizną.
Zawsze łatwo ulegałam :-) tym razem też poszło szybko.
Ale zdołałam jeszcze zabrać telefon i pokazać Panu filmik który nagrałam :-)
Nie wiem, czy obejrzał coś, bo ja na pewno nie.
Czułam Jego palce między udami, jak wsuwają się zwinnie do cipki i pieprzą mnie ale tak delikatnie, doprowadzając mnie do granicy.
Pamiętam, że w pewnym momencie się wygięłam i dosłownie wpiłam w usta Pana jak wygłodniały wamp. Ah, to było piękne…
Dopiero po serii orgazmów, jak leżałam wtulona w Pana i chłonęłam Go całą sobą, zdałam sobie sprawę jaka byłam wygłodniała.
Nie tylko ja samą siebie zaskoczyłam, Pan też mnie zaskoczył.
Ale ciiii :-)
Zaproponowałam wibrator :-)
I tak wibratorem nawet ja się nie potrafię pieprzyć jak robi to mój Pan.
Najpierw naturalnie sama się pieprzyłam. Ale później to Pan przejął.. hmm.. :-) pałeczkę :-)
I on mnie pieprzył. Momentami odlatywałam na inną planetę :-) To było niesamowite :-)
I jeszcze jak poszłam po Czarnego Przyjaciela :-) i te kilka orgazmów :-)
I jak bez cienia zażenowania mówiłam „Pieprz mnie, o tak, pieprz mnie, pieprz mnie…” patrząc się prosto w oczy mojego Pana :-)

Ja się nigdy tak nie zachowywałam :-)
A tu nagle proszę :-)

Taka bezwstydnica :-) nie wierzę :-)

Oczywiście jak to zazwyczaj bywa, czasu mimo że było całkiem dużo, dla mnie było za mało.
Wtuliłam się w rękę Pana, leżałam, On siedział, lubię jak znajdujemy się w takiej perspektywie.
Nie chciałam żeby szedł. Nie chciałam. Ale wiedziałam że to konieczne.

Lubię tą Naszą bliskość. Czuję się tak swobodnie, tak naturalnie jak nigdzie indziej. Szkoda że czasem to trwa za krótko.
Zawsze mi mało…

`Dziękuję Panie mój za dzisiejszy dzień, za orgazmy, za pieprzenie, za spojrzenia, dotyk, rozkosz, za Twojego kutasa, za Twoje pocałunki za łaskotanie, za „piątkę” ( :lol: ), przytulanie, leżenie, splecione dłonie i nogi, obejmowanie, uśmiech, za całego Ciebie.
Dziękuję że byłeś.
Dziękuję że JESTEŚ. I będziesz.

Twoja Su Anusz.`

Su Anusz.

Seksowny telefon.

Get kinky!
Standardowy

I nie mam na myśli niczego złego, mimo że przypomniała mi się pewna historia.

Przed poznaniem Pana często bawiłam się w ten sposób.
Nie wiedziałam jakie to niebezpieczne dawać numery telefonów obcym mężczyznom.
Takie rozmowy miały różny charakter. Jedne trwały pięć godzin i było to swojego rodzaju „szkoleniem suki”, gdzie na koniec okazało się że wielki pan i master stracił pół nocy na szkolenie mnie i nic z tego nie wyszło, po zwykły seks przez telefon. Ta forma, bardziej waniliowa, bardzo mi przypasowała. Przez dłuższy okres czasu, kiedy to byłam w trakcie poszukiwań Pana, dobrze powiedzmy sobie szczerze.
Podczas desperackich i lekkomyślnych poszukiwań kogokolwiek związanego z klimatem, to był taki umilacz czasu.
Mnie było to na rękę, nie musieliśmy się spotykać, poza takimi rozmowami z finałami też nam się dobrze gadało, no układ całkiem dobry. Nie przywiązywaliśmy się do siebie, nie było deklaracji. Tak po prostu, mamy ochotę, piszemy do siebie, jeden telefon i całe napięcie znika. Było mi to na rękę też dlatego, że nie obchodziło mnie to, czy on skończył czy nie. Było tak że ja dochodziłam i miałam gdzieś co się dzieje po dugiej stronie, później on. Chwilę pogadaliśmy jeszcze.
I każde wracało do swojego życia.
Nie musiałam się przejmować, czy aby na pewno dobrze wyglądam, czemu tak często zamykam oczy, nie krępowało mnie to, że na mnie ktoś patrzy.
Po prostu, byłam sama ja i ktoś po drugiej stronie słuchawki.
Nie lubiłam mówić, czasem samo wzdychanie i jęczenie nie wystarczało, czasem chciał żebym mówiła co robię. I tu zaczynały się schody, ponieważ niekoniecznie lubiłam o takich rzeczach mówić.
Słowo „cipka” ledwie mi przez usta przechodziło. No dobra, wcale nie przechodziło, ale za to na policzki wypełzał mi ohydny, zdradliwy rumieniec.

To było dla mnie nowym, ciekawym doświadczeniem.
Odważyłam się na coś takiego i niby to nic, ale.. jednak dla mnie to było coś. Może nie coś, do czego przywiązywałam wagę, ale coś, co okazało się przyjemne.

Jak poznałam Pana. A było to kilka miesięcy po tym moim „odkryciu”. Pokazał mi nowy wymiar telefonicznego pieprzenia się.
Dzwonił czasem niespodziewanie i mówił tym swoim głosem, tym głębokim, cichym i podniecającym:
„Zrób to…”
Słyszę, ja słyszę nawet teraz ten głos, robi mi się gorąco, żołądek wjeżdża mi do gardła i czuję mrowienie między udami.
Z początku jeszcze się pytałam, ale co, bo ja nie wiem.
Cierpliwie tłumaczył nie zmieniając tonu głosu.
Ja wtedy sięgałam łapką pod majtki i zaczynałam się pieścić słuchając Jego głosu. Kazał też mnie mówić, opowiadać, ale ja nie byłam taka chętna.
Z czasem na słowa „Zrób to” moja łapka niecierpliwie zsuwała się między uda, próbowałam nawet coś mówić, czasem mi się udawało a czasem nie do końca, ale się starałam. I lubię jak Pan się mnie pyta kim jestem :-)
Tak jak dziś…

Akurat się przebrałam.
Założyłam bieliznę (czasem hasam sobie bez bielizny w samej kiecce), sukienkę i przygotowywałam sobie biurko do pisania.
Poszłam do kuchni zrobić sobie pić, a jak Pan się dowiedział że jestem sama w domu to :-)
Zadzwonił :-)
Napisał  mi SMS że jak będę sama w domu to mam do Niego napisać. A że jestem posłuszną Sunią, napisałam od razu.
I tak zastanawiałam się, po co miałam pisać. No ale widocznie w jakimś celu konkretnym, skoro Pan powiedział żebym tak zrobiła.
Może chciał pogadać ze mną tak swobodnie czy coś.
Ok. Zalewam herbatę.
A tu telefon dzwoni.
No to ładnie pięknie odbieram.
Pan się pyta co robię, a ja mówię że herbatę właśnie zalewam.
- No to zostaw herbatę, idź do swojego pokoju.
Uśmiechnęłam się, to była raczej reakcja nerwowa. Już myślałam że każe mi zejść na dół otwierać drzwi :-)
No dobrze, powiedziałam że jestem w pokoju.
- Rozbierz się do naga.
Stanęłam jak wryta. Ale.. po co się rozbierać do naga? Poczułam nagłe zawstydzenie, biorące się nie wiadomo skąd.
Powiedziałam żeby poczekał chwilkę, obsunęłam ramiączka sukienki, rozpięłam stanik, rzuciłam go gdzieś, i zdjęłam sukienkę z majtkami.
Powiedziałam że już naga jestem.
- Wyciągnij Czarnego Przyjaciela z szafy.
Hahaha, aż mi się oczy zaświeciły!
Drżącymi z emocji rękami przegrzebywałam tony ciuchów, no gdzieś przecież musi być, myślałam że gdzieś w torbie na spotkania jest, nie było go, wyrzuciłam chyba pół szafy a znalazłam go w samym rogu na moich strojach i akcesoriach.
Chwyciłam go łapczywie oblizując wargi i powiedziałam że znalazłam.
- No to trzeba go podłączyć do prądu i położyć się na łóżku.
Zlokalizowałam przedłużacz, przeciągnęłam go bliżej łóżka i podłączyłam Czarnego Przyjaciela.
Powiedziałam że wskakuję na łóżko. Ułożyłam się tak w miarę wygodnie i mówię, co teraz?
- A teraz przyłóż Czarnego Przyjaciela do cipki.
Mnie nie trzeba dwa razy takich rzeczy powtarzać :-)
Ale jestem złośliwa dla siebie, na najniższe obroty włączyłam i.. Przez kilka minut myślałam że oszaleję.
Po chwili od przyłożenia Przyjaciela podniecenie rozgrzało całe moje ciało. Czułam jak wpełza wszędzie gdzie to było możliwe. Rozlewa się za szybko falą.
Za szybko.
Pobawiłam się jeszcze sobą. Tak sobie jeździłam w górę i w dół, niesamowicie jęcząc, jak nigdy przy zabawach solowych, ale tak tego potrzebowałam..
Dziś też starałam się mówić.
Podkręciłam nieco tempo. Wiedziałam że jedno mocne dociśnięcie i koniec, przepadnę w orgazmie, dlatego ciągle się bawiłam.
I miałam różne rzeczy opowiadać.
Ale tego chciałam co mówiłam. Żeby mnie Pan rżnął. Uwielbiam po prostu to połączenie, wtedy mam takie silne doznania, i te 6 orgazmów za jednym razem.
I zapytał się:
„Kim jesteś?”
A ja ledwo mogłam mówić, także przełknęłam ślinę, bo od jęków zaschło mi w gardle i… starałam się mówić. Ale czując podniecenie, takie podniecenie, wyłam jak.. suka.
„Jestem Twoją dziwką… suką… i kurwą… do.. rżnieciaaah…!” Zakończyłam gardłowym pomrukiem bo oto już moja silna wola się łamała.
Pan nawet powiedział żebym nogi uniosła.
Uniosłam.
I przepadłam.
Docisnęłam mocno Przyjaciela, nie pamiętam czy stękałam, sapałam, jęczałam, skamlałam czy cokolwiek. Wiem że był jeden orgazm, zaraz drugi i na kolejne już musiałam chwilkę czasu poświęcić.
Za każdym razem się pytałam czy mogę dojść.

To nie jest dla mnie uwłaczające czy upokarzające jak mówię o sobie „kurwa”, „szmata”, „suka”. Z początku miałam opory żeby tak mówić.
Ale różnica między „Dziwka” a „Jego Dziwka” jest. I to całkiem spora.
Dlatego niektórzy ludzie tego nie rozumieją.
Tu nie jest nic do rozumienia. To trzeba czuć.
Lubię na przykład jak Pan mnie pieprzy i mówi do mnie „Ty szmato”.
Lubię jak mówi na mnie Suczątko. Albo „Moja Suko”.
To tak bardzo razi ludzi.
Ufam mojemu Panu, i wiem że to co mówi nie uwłacza mi w żaden sposób.
A jeśli ktoś myśli inaczej.
Szanuję to.


„Methinks, I see… where?

- In my mind’s eyes.”
~ Shakespear*

 

 

 

 

 

* „Zdaje mi się, że widzę… gdzie? Przed oczyma duszy mojej.”
Wstęp do jednej z moich ulubionych ballad, „Romantyczność” A. Mickiewicza ( na pierwszym miejscu oczywiście „Lilije”); zaczerpnięty z „Hamleta” W. Shakespeare’a (Akt 1, scena 2).

 

 

 

Su Anusz.

Palące pragnienie

tumblr_m9c43p7ezR1qb76dno1_1280
Standardowy

Stoję i czekam.
Mam zasłonięte oczy, tak jak lubię chociaż się do tego nie przyznaję, lodowaty i silny dreszcz przebiega przez cały mój kręgosłup gdy słyszę chociażby najcichszy szmer. Zdaję sobie sprawę, że z emocji robi mi się gorąco.
Czuję drgnie powietrza, gdy Pan przemieszcza się po pokoju. Lekko przekręcam głowę to w lewo, to w prawo nasłuchując konkretniejszego odgłosu.
Związane ręce zaczynają mnie boleć.
Nogi mam niczym nieskrępowane.
- Pamiętaj moja Su, masz się nie ruszać. Jeśli tylko drgniesz zaczynamy wszystko od nowa.
Pamiętam te słowa wypowiedziane przez mojego Pana w samochodzie, zupełnie spokojnym i pewnym tonem. Nie spojrzał na mnie. Nie uśmiechnął się. A ja coraz bardziej kuliłam się w sobie na samą myśl, co się będzie działo po zamknięciu drzwi…

Do rzeczywistości przywraca mnie świst dyscypliny.
Cała się spinam i sztywnieję.
- Bez ruchu Suko. Pamiętaj.
To jest głos mojego Pana, tuż przy moim uchu, złowieszczy szept ale jednocześnie podniecający do granic możliwości..
- Tak Panie mój, dobrze, bez ruchu, pamiętam. – powiedziałam cicho skupiając się na tym co słyszę.
Pod wpływem przesuwających się po moich plecach ramion dyscypliny zadrżałam, przy czym mięśnie na pośladkach spięły się najmocniej.
No tak, na początek to drażnienie..
Jak szybko się zaczęło tak szybko się skończyło. Teraz poczułam dłoń Pana na karku, delikatnie masował okolicę. Przechyliłam głowę na bok i już miałam zacząć mruczeć, gdy nagle poczułam mocne uderzenie na plecach.
Na chwilę odebrało mi oddech.
Jeszcze w uszach dźwięczał mi plask z jakim ramiona dyscypliny wylądowały na moich plecach. To nie była aksamitna. Ani czerwona. To była ta długa, czarna z supełkami.
Zbierałam w sobie oddech żeby zacząć liczyć i podziękować, ale poczułam drugi. Tym razem gwałtownie wypuściłam powietrze.
Czułam jak ból się rozchodzi od miejsca uderzenia do ramion, na boki i wsiąka w głębsze warstwy.
- A kto podziękuje? I czemu nie liczysz? – głos Pana ciągle był jakiś taki cichy za bardzo i taki… straszny… Tak więc zmobilizowałam się i wydyszałam „dwa” i podziękowałam.
Czułam jak Pan mnie okrążył, w końcu stanął obok i złapał za pierś. Ugniatał tak, jak lubię najbardziej, i przyznaję się do tego, ugniatał, łapał, ściskał, czasem mocniej, czasem pieszczotliwie, łapał za sutka, przyszczypywał i ciągnął a ja wiłam się i jęczałam z powodu kłębiących się uczuć podniecenia i bólu.
Przestał. Od razu postawiłam uszy. Pomyślałam, o nie, oby nie chłosta z przodu…
Ale zaszedł mnie znów od tyłu i od razu uderzył w pośladki. Podskoczyłam w miejscu i głośno wciągnęłam powietrze. Czułam jak łzy stają mi w oczach. Ale nie, przecież tego nie zrobię, nie teraz, nie tak..
Odczekałam chwilę, wypuściłam powietrze, kolejny głębszy oddech i dopiero wtedy powiedziałam „trzy” i podziękowałam.
Było mi już niewygodnie, ręce bolały bardziej i bardziej, wiedziałam że później opuścić je będzie ciężko, ale stałam dalej.
Pozwoliłam sobie trochę potuptać w miejscu, ale widocznie to było dopuszczalne, bo nie poczułam ani uderzenia, ani nie usłyszałam głosu wyrażającego niezadowolenie.

Czekałam dalej, a Pan podszedł, przywarł do mnie całym ciałem i zajął się tym razem obiema piersiami, delikatnie i powoli.
Chciałam się wić, próbując kusić ocierałam się pośladkami o Jego krocze, tak blisko, dając do zrozumienia, że właśnie tego chcę, chcę poczuć Jego kutasa w sobie, chcę się rżnąć…
Ale Pan mnie przejrzał..
Powiedział że jestem niedobra, że kuszę i… kolejne uderzenie na pośladki..
Ugięłam kolana, prawie łącząc prawe z lewym i zagryzłam wargi.
Zbliżał się szloch. Ale chciałam go stłumić. Także całkowicie w bezruchu zastygłam. Usta mi się wykrzywiły na tyle, na ile pozwalała zagryziona warga. I drżałam. Szloch się przemieszczał. Ale nie wyrwał z mojej piersi. Wzięłam głęboki wdech nosem. Opadł na dół. Wypuściłam.
Powiedziałam „cztery”, podziękowałam.
Jeszcze 3 razy na plecy. I 3 na pośladki.
Każdy raz był kończony pieszczotą. Czy to głaskaniem pośladków, delikatnym pocałunkiem, albo pieprzeniem cipki palcami. Zawsze było coś miłego, łagodziło ten ból i łzy, które i tak w pewnym momencie pociekły wbrew mojej woli. Było wszystko ok, tylko one tak po prostu poleciały. Nie bolało tak bardzo, tak żebym nie zniosła tego bólu, nie szlochałam, nie krzyczałam, nie wyłam.
Czułam piekące plecy i pośladki, tak bardzo piekące i czułam pulsujące podniecenie rozpalonej, spragnionej i mokrej cipki.

- Dziękuję Panie mój… – wydyszałam, czując szarpiące mną emocje.
- Proszę bardzo, moja Su. – na koniec Pan uśmiechnął się szelmowsko.

Było  cudownie.
Było tak, jak chciałam…

 

Tak, to są moje dzikie fantazje :-)
Dzisiaj tak jakoś mnie wzięło.
Pomyślałam o dyscyplinie rano i tak się rozwinęło.. i spodobała mi się ta wizja. I chcę mocno, tą dyscypliną której nie darzyłam głębszym uczuciem. A teraz mam na nią ochotę. Wielką.. 
Chcę czuć ten ból powoli rozchodzący się po wszystkich warstwach mojego ciała, tak żeby każdy mój nerw był zniewolony tym słodkim uczuciem, żeby zaprowadziło to aż między uda, wywołując pulsowanie, gdzie już będę na granicy i będę skamleć o orgazm, o rżnięcie, o cokolwiek jeszcze..
Znowu być kompletnie obnażona, przerażona, naturalna, pewna siebie i Pana, bez zbędnych dodatków, tylko ciało i sznur, gotowa na wszystko, na najgorsze w najlepszym wydaniu…
Jeju, kiedy…?

Błagam…

Su Anusz.

‚Mam Ciebie tylko, w głowie, i to nie starcza mi…’

Standardowy

‚Rozpieszczasz mnie Panie mój, wiesz…’

 

Korzystając z pustego domu, sprzątałam w pokoju planując co ugotować na obiad.
Akurat byłam przy układaniu butów, rozdzwonił się mój telefon.
Dobrze znany mi dzwonek (Yes Boss - od samego początku), szeroki uśmiech :-D
Mój kochany Pan dzwoni :-)
Tak niespodziewanie :-)
Byłam trochę niezadowolona, wszystko przez sen, a raczej koszmar, w którym nie pisałam smsów przez ponad 2 godziny. Realnie to jest niemożliwe.
Ale we śnie czuła tą bezsilność, że ciągle coś mnie zajmowało i nie pozwalało napisać, a Pan, czy sen czy nie, przejmował się i martwił że coś się stało…
W końcu wyszłam na strych i popłakałam się. Nie byłam w stanie nawet napisać głupiego „Zadzwoń”, taka byłam roztrzęsiona. A to sen..
Obudziłam się i czułam że napływają te łzy. I się rozpłakałam…
Nastrój przez ten koszmar miałam podły.
Ale jak Pan zadzwonił :-) tak jakoś zauważyłam że słońce świeci i jaśniej się w pokoju zrobiło :-)
I tak układałam buty, ale przeszkadzał mi ten brak skupienia i już tylko chodziłam po pokoju. Zawsze. A przynajmniej przeważnie. Jak rozmawiam z Panem to wydeptuję ścieżki w pokoju. :-) Taki nawyk :-)
Chyba że leżę w łóżku :-)
Lubię sobie tak chodzić i z Nim rozmawiać, podchodzę do okna, bo może gdzieś zobaczę znajomy samochód :-)
I teraz jak szybko zaczęła się rozmowa tak szybko skończyła.
Ja wróciłam na ziemię, dalej sprzątałam pokój, wymiatałam odkurzaczem w rytm piosenek, później przestawiałam łóżko (za każdym razem jak sprzątam, łózko przestawiam w inne miejsce; Pan się śmieje, że kiedyś w nocy wstanę się napić, wrócę i łóżka nie znajdę… :roll: ) i spojrzałam na postępy. I znów telefon od Pana :-) no tyle cudowności jak na jeden dzień to dużo :-)
Nie wiedziałam jeszcze co mnie czeka :-)
Pan mówi „Ja mam pomysł”.
A więc nadstawiłam uszu i w pewnym momencie nie zrozumiałam albo nie byłam pewna czy dobrze zrozumiałam :-)
Poprosiłam by powtórzył.
„Rozbierz się, weź Czarnego Przyjaciela i na łóżko.”
Oczy momentalnie mi się wielkie zrobiły i że co? Ale Czarny Przyjaciel?
„No tak, przecież jesteś sama w domu, możesz krzyczeć, skomleć, prosić…”
No, ja tak troszeczkę dziś myślałam o tym Przyjacielu, że fajnie by było skorzystać z tego pustego domu.. :-)
Naprawdę, mam podstawy, milion podstaw na to by sądzić, że mój Pan czyta w moich myślach nawet mimo odległości :-) :-) Jeszcze o tym nie wie że też dziś myślałam o Przyjacielu :-)
Ale w popłochu zaczęłam robić kilka rzeczy na raz. Szukać Czarnego Przyjaciela, rozbierać się i rozmawiać. W końcu skupiłam się na szukaniu, mniej na rozmowie, później wyzamykałam się na cztery spusty, zamknęłam okno, tak dla pewności, żeby nikt nie słyszał, rozebrałam się i podłączyłam Przyjaciela.
Z emocji cała drżałam! :-)
Ale włączyłam najpierw te delikatne obroty.. :-) lubię się bawić tak powoli, delikatnie a później coraz mocniej i mocniej…
Jak tylko podkręciłam moc od razu doszłam. Oczywiście najpierw się zapytałam. Drugi raz nie chciałam tak szybko dochodzić, ale Pan mówił „Trzymaj dalej, nie przestawaj…”, jeju, lubię ten Jego głos w takich sytuacjach, niesamowite ale mnie to nakręciło…
I już jęczałam przeciągle do telefonu „Moooooogę…?”
I drugi orgazm.
Na trzeci też długo nie czekaliśmy, jeszcze podniosłam nogi i to już był odlot..
Wiłam się na łóżku, jęczałam, może nie krzyczałam, bo jeszcze mam opory przed krzyczeniem w domu, ale.. no to było.. niesamowite..
W trakcie trzeciego doszłam do wniosku że czegoś mi brakuje..
Tak, brakuje mi kutasa Pana w cipce. Albo chociaż palca…
I nabrałam ochoty na rżnięcie. Powiedziałam o tym Panu i dalej się bawiłam.
Do czwartego orgazmu zbliżałam się dosyć długo.
Robiło mi się coraz lepiej, już czułam ten silny skurcz i pomyślałam to będzie ten orgazm..
A tu domofon.. dzwoni…
Nie puszczając Przyjaciela mówię do Pana:
- Domofon dzwoni… idę otworzyć…
- Musisz iść..?
- Muszę…. – boleśnie westchnęłam.
- No to dobrze, to idź… – cichy śmiech.
- No to idę – i zaczęłam wstawać z łóżka, ubrałam sukienkę, zakryłam narzędzie rozkoszy kołdrą i w dalszym ciągu się nie rozłączałam.
- A kto podziękuje?
-Dziękuję Panie mój – powiedziałam uśmiechając się – Muah!
I dopiero wtedy się rozłączyliśmy.
Ktoś się bardzo natarczywie dobijał do drzwi…

Stałam na środku pomieszczenia, czekając aż chłopak zabierze co trzeba.
Z zaciekawieniem mnie obserwował przez ułamek sekundy, po czym zajął się swoimi sprawami.
Tak, Mona Lisa z tajemniczym uśmiechem :-)
A ja stałam dalej. Uśmiechałam się, i przebierałam nogami, bo czułam jak mi ścieka po udach.
Zacisnęłam nogi i zaśmiałam się.
No tak, cipka przygotowywała się na rżnięcie, a tu tylko powierzchowne zabawy.. :-)
Tak, trzy orgazmy to rozgrzewka, zdecydowanie… :-)

Ciągle pisałam, że chcę rżnięcia, że chcę się pieprzyć z moim Panem i mam ochotę na jebanie. Nie wiem co we mnie wstąpiło :-)
Chyba Czarny Przyjaciel pozbawił mnie na trochę zmysłów, a może raczej.. pobudził niektóre :-)
Kończyłam sprzątać. Ostatnia prosta, łóżko.
Ok. Super, ładnie pięknie wyszło, mam nadzieję że żaden pająk nie będzie miał zamiaru wchodzić na moje łóżko.. nienawidzę pająków. Uciekam z krzykiem z pokoju na widok malutkiego, a co dopiero jak widzę na suficie tego wielkiego czarnego… Brrrrr!
Ale, ładnie pokończyłam pokój, i poszłam do kuchni. Ale jeszcze :-)
Jeszcze chciałam sprawdzić jak bardzo jestem mokra :-)
Przejechałam palcem między udami.. zatopił się.. zjechałam jeszcze niżej..
Mmm, no nie mogę się oprzeć.. wsunęłam palec do środka i zaczęłam poruszać… a to jeszcze kawałek wsunę… bezbłędnie znalazłam moje ulubione miejsce ( mój Pan robi to lepiej.. dlatego nie przepadam za zabawami solo..), dobra, troszeczkę poruszam i.. wsunęłam palec do końca, jeszcze nic nie zaczęłam konkretnego czuć a tu.. telefon dzwoni… :-)
Ale się śmiać zaczęłam :-)
I mówię do Pana, że ma wyczucie :-) i mówię że zrobiłam coś złego :-)
I powiedziałam wszystko jak na spowiedzi :-)
A Pan :-) powiedział że kuszę :-) i że tylko lać :-) i że jak mogłam tak bez pozwolenia :-) a ja pokrętnie tłumaczyłam, że ja tylko włożyłam i sprawdziłam, że nic takiego się nie działo i w ogóle… :-)
„Ale powinnaś się zapytać czy możesz, bez pozwolenia nie wolno”.
Ale słyszałam, że był rozbawiony tym wszystkim.. :-)
Dalej bym się nie posunęła. Pamiętam konsekwencje, jak kiedyś posunęłam się za daleko i bez zgody doszłam. Bez wiedzy Pana.
I nie, nie chodzi mi o chłostę. Chodzi mi o to, jak ja się czułam.
Mój stan był dla mnie największą karą.
To była taka zmiana.. bo wcześniej lubiłam zabawy solo. Takie miałam na co dzień. Ale jak poznałam Pana. Było ograniczenie. Bez pozwolenia mam tego nie robić.
Z początku było trudno.
Ale teraz już nawet nie chcę tego sama robić, skoro wiem jak cudownie może być we dwoje.
A jeśli zdarzyło mi się dojść bez wiedzy. Miałam ochotę położyć się u stóp Pana i leżeć. Przyjąć najgorszą chłostę, cokolwiek wymyśli, byle tylko zmyć z siebie to poczucie winy.
Chciałam, żeby Pan oczyścił moją duszę. Nie potrafiłam sama tego zrobić. Tylko z Jego ręki katharsis jest możliwe…
Wracając do rozmowy :-)
Trochę się poprzekomarzaliśmy :-) że ja przecież grzeczna jestem :-) ale mnie to tylko lać, bo nie można bez pytania :-)
Jeszcze się pośmialiśmy, tak nie lubię jak zbliża się koniec rozmowy..

I skończyliśmy…
A ja poszłam do kuchni…

Ale to lanie.. hmm…
Chociaż mnie bardziej interesuje spacer z wibrującym ptysiem :-)
Oh! Jak mi się to podoba :-)
Po tym spotkaniu wtorkowym jakoś tak przychylniej patrzę na ptysia różowego :-)
Może to przez te orgazmy w wannie z ptysiem w tyłeczku..? :-)
Mmmm, rozmarzyłam się… :-)

 

 

Su Anusz. (muah!) :roll:

I’m sure.

Obrazek

FB_IMG_1459200126850Pisząc, że jestem pewna tego „Beast mode”, nie mam przekonania, czy wiem co piszę.
Bo „Beast mode” w wykonaniu mojego Pana może być.. hmm… dzikie, nieokiełznane, niebezpieczne i… mocne. W stopniu bardzo wysokim. Takim wysokim, że aż nie mam pojęcia.
Lubię jak jest czasem taki.. nieokiełznany. Jak nie wiem, czego mam się spodziewać. W jednej chwili delikatnie głaszcze po policzku, mówiąc miękkim, delikatnym głosem, a za chwilę potrafi rżnąc do utraty tchu i dawać po pysku.
Doprowadza mnie to do szaleństwa. Nigdy nie wiem czego się spodziewać.
Czy pieszczoty, czy ukłucia igłą, czy muśnięcia sutka.
Dzisiaj miałam masę pomysłów, co zrobić, żeby nie był na mnie zły.
Sesja zdjęciowa wydała mi się już taka nudna i oklepana. Chyba że nago, ale to już na razie też zostawię. Zrealizowałam dwa pomysły.
Pierwszy.
Zrobiłam przymiarkę pewnej rzeczy na następne spotkanie. Będę czytać fragmenty książki, poza tym ciiii.. wszystko w swoim czasie.
Druga rzecz. Nakręciłam filmik, jak aplikuję ptysia. To był mój pierwszy raz jak sama nagrywałam taki filmik. Nie żebym była jakaś pruderyjna…
I mam nadzieję, że mój Pan za bardzo się nie zdenerwuje za to. Bo się nie spytałam, czy mogę, ale taki efekt… no nie może się po prostu pogniewać. Tak ślicznie, tak ładnie mi to wyszło, że aż na końcu, widząc efekt byłam taka zachwycona i zadowolona!
Zależy mi na tym, żeby to, co zrobiłam zyskało aprobatę. No i po prostu żeby mój Pan się uśmiechnął, chociaż na chwilę, wiedząc że starałam się dla Niego..

 

Su Anusz.