Podróż w nieznane. Plac Wyuzdanych Zabaw.

Standardowy

…padło pytanie:

CZY BYŁAŚ GRZECZNA?

A ja taka wystraszona patrzę i mówię, no nie byłam grzeczna. Zapytała się mojego Pana a mój Pan powiedział że byłam, obronił mnie i Pani Mikołajowa zagrzmiała mi tuż przy uchu:
– To teraz zobaczymy kto mówił prawdę!
No i co wylosowałam?
16.
Wielkie, tłuste, okrągłe 16…

Zebrani podniecili się wizją 16 razów a ja nerwowo się uśmiechnęłam i nawet nie pamiętam jak znalazłam się na koźle.
Wiedziałam że nie będzie bardzo boleć, nie mogła być zbyt duża siła bo rózga by się rozleciała, ale…
Z automatu liczyłam. Wolałam liczyć, żeby nikt mnie nie upominał.
Doszło do 16, taka zawstydzona poszłam usiąść obok Pana.
Troszeczkę inaczej sobie wyobrażałam pierwszy raz z rózgą :-) ale i ten był ciekawy i podobało mi sie :-)

Później w międzyczasie były zabawy z psami.
Zabawy, cóż, byłam najbliżej krzyża, dwa razy zostałam smagnięta biczem w kolano.
To było.. zawsze zaskakuje mnie to, jak się obchodzi z psami.
Zawiązane kutasy, wychłostane pośladki czasem do krwawych śladów, zapinanie ciężarków.
Ten pies przy krzyrzu był chłostany po plecach i pośladkach i dalabym sobie rękę uciąć, że była na pośladku czerwona smuga z krwią. Plecy całe czerwone, obłednie to wyglądało, musze mojego Pana poprosić, żeby też mnie tak wychłostał, ale ten.. mężczyzna, pies. Stał tam. Nie krzyczał, czasem sapnął, czasem głośniej jęknął, ale słyszałam, byłam najbliżej krzyża, słyszałam jak głośno oddycha, jak wstrzymuje oddech, jak wydobywają się z jego gardła różne dziwne dźwięki.
Zero płaczu.
Ja nie neguję tego chłostania, po prostu chcę przekazać, że jeszcze wiele rzeczy mnie fascynuje i wielu rzeczy nie rozumiem, ale w żaden sposób nie oceniam i nie mówię że to źle.
Jest wiele spojrzeń na klimat. Zawsze sobie to powtarzam, a każdy obeznany w temacie o tym wie.
Każdy robi to co lubi i nie mam prawa ani najmniejszego zamiaru się wtrącać czy oceniać.
Koniec kropka.
Po prostu mnie pewne rzeczy fascynują.
A jak ogladałam zaczerwienione ciało psa. To już kompletnie.
Chodził też pies w masce, a ta maska tak szalenie mi się spodobała! Czarna, skórzana, z pyskiem! A z tyłu wiązana, jak gorset! Dwa w jednym!
I jak obserwowałam tego psa w masce to zastanawiałam się, kiedy dojdę do takiej perfekcji i będę się tak zachowywać? Szczekać, chodzić na czterech no.. łapach. To też był ciekawy element.
Interesujące było testowanie nowej maszyny.
Jak do tej pory widziałam taką na filmach i gifach.
Skrzynka z patykiem a na końcu patyka wibrator.
To takie bardzo duże uproszczenie, bo gdybym miała przytaczać, z czego ta „skrzynka” jest zbudowana.. :-) trochę by mi to zajęło :-) poza tym nie jestem w tych sprawach ekspertem :-)
Zaczęło się testowanie.
Mnie osobiście podobał się pomysł, i zrealizowanie, i ogólnie jak to wyglądało, ale.. jakoś sama nie chciałam testować. Nie wiem, najpierw nie odpowiadało mi to, że tyle ludzi jest, ale była możliwość przeniesienia do pokoju i w takim kameralnym gronie testować, ale kobiety testowały, było ok, ale ja ciągle nie byłam przekonana.. nie jestem wielką zwolenniczką wibratorów, owszem, dodatki, kulki, jakieś dziwne rzeczy tak, ale jakbym miała się pieprzyć wibratorem.. bywają baardzo interesujące.. ale wolę jak rżnie mnie kutas Pana.. albo Jego palce..
I nie poszłam tam na środek. I nie testowałam.
Czy żałuję?
Nie sądzę, maszyna bardzo fajna, ale tyle kobiet  (i nie tylko kobiet… ;-) ) ją przetestowało…:-) Wszystko oczywiście odbywało się z zachowaniem bezpieczeństwa i higieny, także to nie byle jakie zabawy :-)  Ale ja czułam opory przez moja wybujałą wyobraźnię. A jak coś się stanie, a jak będzie bolało, a jak się nie wsunie dobrze, wszyscy będą patrzeć, a jak coś zrobię nie tak?
Wszystko było kontrolowane. Wszystko było bezpieczne.
Tylko moja wyobraźnia. Jak się czasem odezwie.. masakra…

I tak jakoś tempo zwolniło, zrobiło się spokojnie… leniwie… błogo…

Su Anusz.

Klimatyczna. Wildest moments.

Standardowy

Wstęp
Klimatyczna.Początek.
Klimatyczna.Apartament.
Klimatyczna.Noc niespodzianek.

Z racji tego, iż ohydnie zapuściłam się z pisaniem, wrzucam całość.
Ciąg dalszy Klimatycznej…

CO DZIAŁO SIĘ NA KLIMATYCZNEJ?

Przypatrywałam się uważnie działaniom, ludziom dookoła mnie i starałam się wyłapywać jakieś rozmowy. Dopiero później zwróciłam uwagę na miejsce z różnymi narzędziami, a raczej to mój Pan zwrócił moją uwagę pytając się
- To co wybierasz?
Nie rozumiejąc o co chodzi, spojrzałam w kierunku który wskazał mi Pan. Zobaczyłam. Długa.. półka? A może długi stół a na nim różnego rodzaju wibratory, sznurki, wisienki, dyscypliny, no czego tam nie było, miałam wrażenie że tam było wszystko, ładnie ułożone, żeby ofiara mogła patrzeć co ją czeka.
Nie chciałam nic z tego. Zainteresowało mnie dwustronne dildo, taaakie długie, ja na jednym końcu, jakaś inna na drugim..
No ale trzeba wrócić na ziemię. Dalej klęczałam obok Pana, robiło mi się niewygodnie, uważałam na swoje 15 cm, nie chciałam żeby się zniszczyły.
Zmieniałam miejsca, raz klęczałam, raz stałam, później znów klęczałam, między nogami Pana.
Umiejscowiłam się wygodnie, czułam rękę Pana na karku i oglądałam spektakl…

Znajoma osoba, jak mogłabym zapomnieć o mężczyźnie, którego preferencje a raczej sposób ich odbierania wywarł na mnie takie wrażenie, strach i ciekawość.
Pan na koziołku został położony, przywiązany.
Jeszcze nie widziałam mężczyzny przywiązanego do koziołka, jakoś.. no nie wiem, nie przemawia to do mnie. Aczkolwiek jeśli to lubi..
Stopy miał wyeksponowane, nogi związane, wszystko ładnie pięknie.
I pani, która pojawiła się z tym panem powiedziała, że mają trzcinkę bambusową. Mokrą. Nasiąkniętą wodą.
Mojemu Panu zaświeciły się oczy, nie widziałam tego, ale jestem pewna że gdybym się odwróciła, to zobaczyłabym jak się świecą i ten Jego uśmiech, już planuje jak mógłby wykorzystać to narzędzie.
I po chwili usłyszałam blisko swojego ucha Jego głos.
- Chyba pożyczę od nich tą trzcinkę… – i zaczął snuć wizje, na dźwięk których wyskoczyła mi gęsia skórka. Na samą myśl o trzcince byłam niespokojna, a ona była mokra…
Byłam przerażona, a jeśli faktycznie Pan podejdzie i..
Nie dokończyłam myśli, bo zaczynało się show.
Zawsze mnie zastanawia. Ale tylko zastanawia. Jak to możliwe, że ten człowiek znosi taki ból. Osoby się zmieniały, z różną siłą uderzali różnymi patykowatymi narzędziami, ale nadal to było tak silne, myślę że ja po pierwszym razie użyłabym słowa bezpieczeństwa.
Bałam się, że ta trzcinka się złamie, a pani stojąca obok powiedziała że już kilka razy się tak zdarzyło.
Dalej uderzali, na zmianę, ten dźwięk mnie przerażał, ale nie uciekłam jak na ostatniej imprezie.
Zamach, chwila oczekiwania, ręka z trzcinką opada na stopę, charakterystyczny świst i plask uderzający o skórę. Przy każdym razie czułam jak mój żołądek podskakuje, w momencie gdy trzcinka stykała się z ciałem leżącego mężczyzny.
Zabawa trochę potrwała, faktycznie część była zainteresowana, część chciała złamać mężczyznę i waliła na oślep w stopy, a część się snuła po kuchni, zaglądała do pokojów i na balkon.

Duże wrażenie wywarła na mnie kobieta, Pani, która zrobiła wielkie wejście i przyszła spóźniona.
Po prostu byłam nią zainteresowana. Ale nie w jakiś sposób seksualny czy coś, zainteresował mnie jej wygląd i byłam ciekawa czy ma równie prowokującą, pewną siebie i interesującą osobowość. Zerkałam na nią często, przyszła z.. jeszcze nie umiem tego określać.
Z mężczyzną, przebranym za kobietę, która była suką.
Na początku, po wejściu, padła na kolana i całowała stopy organizatorki, patrzyłam na to z nieprzyzwoitą ciekawością. Później przeszły do salonu, czym wywołały zaciekawienie.

Ciągle byłam obok Pana, czasem siedziałam, częściej klęczałam, ale zaczęła się nowa zabawa.
Jak już widziałam trzech mężczyzn w roli uległych..
W takich momentach na imprezie wiem czego się spodziewać. Jest niemal pewne, że co najmniej jeden z mężczyzn odpadnie po takiej zabawie, albo nawet w trakcie.
Jak zabiorą się za nich panie, które uwielbiają bawić się męskimi uległymi.
Tym razem byli skrępowani. Leżeli na podłodze, ręce mieli związane z tyłu, do rąk mieli przywiązane nogi, sznur oplatał ciasno kostki, nadgarstki i… póki leżeli było ok.
Zorganizowane zostały wyścigi. Mieli się.. wić, czołgać? Po podłodze, do wyznaczonego miejsca.
Wszyscy świetnie się bawili oglądając starania trzech facetów, związanych, czołgających się po ziemi. Może i było to zabawne, ale.. dla mnie nie do końca. Miałam mieszane uczucia.
Nagle ktoś rzucił, że można posadzić na nich dziewczyny.
Uśmiechnęłam się na ten pomysł, i pomyślałam, że Pan pewnie mnie tam nie posadzi, i głośniej zachichotałam. Jeden uległy się wykruszył, powiedział dość, zostało się dwóch.
Nagle przestałam się śmiać. Co jeśli jednak mnie tam wyśle?
- A ty się tak nie śmiej, bo jedną z dziewczyn będziesz ty.- powiedział Pan i zaczął się śmiać na moje słabe protesty.
A ja spanikowana zaczęłam mówić, najciszej jak się da, żeby tylko Pan słyszał, że przecież nie, że on się złamie pode mną, coś mu się stanie, a jak mu serce wysiądzie, nie to zły pomysł…
Ale Pan powiedział. Ulegli wrócili na start. Ja z drugą Suką weszłyśmy na wycieńczonych facetów. I zaczął się groteskowy wyścig. Czułam się jak na wielbłądzie, kiwałam się na jedną i drugą stronę mając wrażenie że zaraz wyląduję na podłodze z głośnym hukiem. Ale jak już wczułam się w ruchy wijącego się pode mną uległego starałam się mu w miarę możliwości pomóc. Słyszałam sapania dwóch głosów, nadludzki wysiłek. Czułam się zażenowana, odpychałam się nogą żeby go odciążyć nieco, ale i to nie umknęło uwadze mojemu Panu i zwrócił uwagę na to, by nie pomagać.
Mimo mnie na plecach uległy poruszał się w miarę szybko, wydawał mi się silny, czułam pod sobą jego pracujące mięśnie, wiedziałam że każdy następny ruch sprawia mu trudność i robiło mi się go żal.
Drugi był gdzieś za nami, równie głośno sapał.
Rozejrzałam się dyskretnie. Przypomniały mi się sceny ze 120 dni Sodomy. Poczułam się jak jedna z bohaterek książki…
Nie wiedziałam jak jeszcze mogłabym pomóc uległemu pode mną. Ale znów zaczęli mówić, że mamy nie pomagać, także siedziałam bliska płaczu, słysząc jego głośny, już niemal charczący  oddech.
Doczołgał się, robiąc chwilę przerwy, ostatkami sił zbliżając się do stóp tej Pani, która zrobiła wielkie wejście.
Jak najszybciej z niego zeszłam. Nie pamiętam czy coś mówiłam, co zrobiłam jeszcze. Byłam zła że musiałam brać w tym udział. Mimo to uśmiechałam się, że to już koniec.

Ja mogłam siedzieć godzinami w kuchni. Robić kawę, układać, kroić, szykować, nalewać, sprzątać. Ale od tego była Kinga. Bardzo sympatyczna, i nawet teraz, po takim okresie czasu dobrze ją wspominam. Kilka razy zdarzyło mi się z nią porozmawiać, tak przelotnie. No i co z tego że to był mężczyzna?
Taki ładny strój kelnereczki, ładna peruka, sama zastanawiałam się nad zakupem takiego stroju. Z tego co pamiętam Kinga leżała na stole i była.. hmm… zabawiana prądem w dolnych partiach ciała..
W ogóle teraz na tej imprezie to ładnie prąd chodził. Nawet na ostatniej imprezie nie był tak rozchwytywany.
Psy dalej były dręczone. I naprawdę wyglądali jak “zbite psy”, jeden miał wzrok jakby chciał zabijać.
Kręciło ich to? Podniecało?
Prawdopodobnie tak, bo tylko oni zostali.

 

Jak już nóg nie czułam, jak już ścierpły mi maksymalnie, odważyłam się spytać Pana, czy mogłabym usiąść.
Pozwolił mi, a ja klapnęłam na tyłek i…
Jaka ulga :-)
Oparłam się o ścianę i oglądałam co będzie dalej…

 

Była chłosta na krzyżu, było jeszcze kilka akcji na koźle, na stole z psami i sympatyczną kelnereczką, później przeniosła się na krzesło.
I tak już emocje opadały powoli. Ja już czułam że ogarnia mnie lekkie zmęczenie, nogi też odmawiają posłuszeństwa, zrobiłam kawę dla Pana i siebie i piliśmy. Wyszedł na balkon. Ja jak wychodziłam dwa razy na balkon to bałam się, że ktoś zobaczy :-) ale tak pomyślałam, uruchomiła się moja delikatnie ekshibicjonistyczna natura, właściwie czemu nie? :-) to mogłoby być ciekawe :-)
Faktycznie, jakby ktoś zerknął w górę, zobaczyłby półnagie kobiety w otoczeniu eleganckich mężczyzn..
Nie przeszkadzało mi to :-) Chociaż jak Pan mnie okrył, przyjęłam gest z wdzięcznością i opatuliłam się szczelnie materiałem.

 

Pan powiedział żebym poszukała wolnego pokoju.
Zapytałam się a co będzie jak będą zajęte?
- To się spytaj czy można się dosiąść. – z tym zdaniem kotłującym się w głowie, tak żeby nie zapomnieć, ruszyłam na poszukiwania.
Pierwsze drzwi otworzyłam a tam…
Kobieta ujeżdżająca mężczyznę. Zatkało mnie a oni spojrzeli na mnie pytająco. I taka zakłopotana się pytam czy można się dosiąść.
A oni spojrzeli po sobie i wybuchnęli śmiechem. Powiedzieli że jasne, można i dziewczyna powoli się poruszała i patrzyła na mnie.
Jak szybko drzwi zamknęłam a oni tam coś mówili do siebie i znów wybuchnęli śmiechem.
Nie ma to jak zrobić z siebie idiotkę. :-) Dopiero później do mnie doszło jak to mogło zabrzmieć..
Poszłam po Pana i weszliśmy..
Pan zaprowadził mnie na drugi koniec łóżka, kazał się położyć na brzuchu i dawał mi klapsy. Liczyłam, dziękowałam…
Poczułam że materac już się nie ugina, była chwila spokoju, ugiął się jeszcze raz a ja czułam ciągle klapsy.
Później czułam szpicrutę, ale oglądając się za siebie zobaczyłam zafascynowaną dziewczynę, która jeszcze chwilę temu ujeżdżała mężczyznę leżącego obok.
Zaskoczona tym wszystkim, już nie wiedziałam, kto uderza. Ale zabawy posuwały się coraz dalej.
Byłam jeszcze bardziej zaskoczona, jak dziewczyna chciała się pobawić moją cipką. Zobaczyć jak daleko może się posunąć.
To co ona robiła było całkiem fajne, ale mimo jej długich palców nie potrafiła znaleźć mojego punktu, który Pan znajduje od razu. Ale nie mówię, że było źle :-) to było całkiem ciekawe doświadczenie :-)
Pytała się mnie czy lubię zabawy z tyłkiem. A ja szukając poratowania u Pana spojrzałam na niego ale nic nie mówił więc musiałam sama powiedzieć, że no tak nie do końca…
Lubię. Ale wolę jak bawi się mój Pan :-) jestem pewniejsza i z nim to zawsze jest przyjemne :-)
Fajne było :-) jak ta dziewczyna miętosiła mi tyłek :-) ooojeju to było :-) Pan to robi najlepiej, ale z rąk dziewczyny było całkiem ciekawe :-)
I dziewczyna z mężczyzną zajęli się sobą, a my z Panem sobą..
I nagle słyszę jęki.. tak się oglądam za siebie, a oni się pieprzą!
Pan się za ten czas położył, rozpiął rozporek i wyciągnął swojego kutasa, po czym złapał mnie za włosy i…
- Ssij Suko.
Tak, ten głos, taki cichy, słowa wypowiadane przez zaciśnięte zęby, ale je chciałam oglądać..
Zabrałam się za obciąganie, czułam zaciśniętą na moich włosach dłoń Pana, przyspieszał, pogłębiał, zwalniał, znów przyspieszał i jak załapałam rytm zwolnił nieco uścisk.
Za sobą słyszałam jęki, sapanie, słyszałam jak się zbliżają, prawie są na granicy, przestawali, znów się pieprzyli tak że całe łóżko latało, znów coraz bliżej byli ale znów chwilę przed przestawali.
Nie wiedziałam o co chodzi, ale wyjaśnili co to ma na celu, już dokładnie nie pamiętam.
Ja jeszcze obciągała kutasa mojego Pana, Słyszałam parę za sobą i to było cholernie podniecające, chciałam oglądać, ale miałam coś ważniejszego do robienia.
Zapadłam się czasem w kierunku tej pary, łóżko coraz bardziej drżało aż w końcu pozwolili sobie…
Tak..
Oni się ulotnili, my jeszcze leżeliśmy…

 

Dostałam szansę na orgazm, a nawet dwa, z Czarnym Przyjacielem, znów się zeszło w drzwiach trochę ludzi, wiem to z opowieści, bo nie rozglądałam się na boki. Robiło się tak spokojnie…
Trochę siedzieliśmy w salonie, oglądaliśmy co się działo. Ciasne wiązanie piersi pięknym, czarnym sznurem, perspektywa wisienek, do mnie to nie przemawiało.. to strasznie musi boleć.. MUSI, bo ja nie próbowałam. I nie chcę próbować.
Kobieta na widok wisienek rzuciła hasło bezpieczeństwa. Też bym tak zrobiła…
Później nie mogąc patrzeć, jak psy kaleczą masaż stóp, Pan w moim imieniu zaproponował Pani od wielkiego wejścia masaż w moim wykonaniu.
Ucieszyłam się gdy przystała na propozycję, chciałam się zbliżyć i móc ją obserwować z bliska.
Jeszcze nie masowałam stóp w pończochach. Także kolejne nowe doświadczenie.
I masowałam, skupiona na ruchach, toczyły się rozmowy, już takie leniwe, od niechcenia, masowałam i masowałam, klęczałam przed Nią, nóg nie czułam, tak okropnie bolało, ale dalej masowałam, w końcu po jakimś czasie Pan dosiadł się na kanapę po mojej lewej stronie i zaczęła się całkiem fajna rozmowa.
Pani okazała się.. Panią :-) w sensie prawdziwą Dominą :-) mimo strachu który we mnie wzbudzała całkiem przyjemnie się z nią rozmawiało :-) a Suka siedząca obok fotela Pani okazała się rozmowna, sympatyczna i zabawna :-) wywoływała mój śmiech :-)
Już coraz mniej ludzi było. Zostało się kilka osób, już tak sensualnie, spokojnie i powoli…
Poszliśmy z Panem do sypialni i się położyliśmy. Ja już naga, bez stroju, czułam się całkiem swobodnie.
Przytuliłam się do Pana i tak leżeliśmy, głaskał mnie, całował, przytulał i trzymał za to na co trafił akurat :-)
I tak pomyślałam, oczy zamknę tylko na chwilkę, wzbraniałam się przed tym ale musiałam na chwilkę zamknąć oczy..
Usnęłam.
Czułam jeszcze jak Pan wstaje, ale ja tak bardzo nie chciałam się budzić…
I spałam, nie wiem ile, chwilkę, czy dłuższą chwilkę, ale Pan w końcu wszedł i powiedział że musimy się zbierać.
Pan oczywiście nie mógł sobie odpuścić i zaczął mnie łaskotać, gryźć… :-)
Ale jednak jak trzeba to trzeba, z lekkim ociąganiem ale wstałam.
Wyjrzałam przez okno. Słońce wschodziło, mimo że było chłodno i zmarzłam taka naga.
Oglądałam powoli budzące się do życia miasto, ludzi wychodzących na spacery z psami (bez aluzji żadnej!!!), do pracy, do szkoły, do kościoła czy gdzie tam jeszcze, nie mając tej świadomości, że niektóre jednostki po nocy pełnej wrażeń dopiero się ubierają i wracają na ziemię, do zwykłych śmiertelników, zstępują między nich przywdziewając kostium przeciętnego Kowalskiego.

 

 

 

Su Anusz.

Palące pragnienie

tumblr_m9c43p7ezR1qb76dno1_1280
Standardowy

Stoję i czekam.
Mam zasłonięte oczy, tak jak lubię chociaż się do tego nie przyznaję, lodowaty i silny dreszcz przebiega przez cały mój kręgosłup gdy słyszę chociażby najcichszy szmer. Zdaję sobie sprawę, że z emocji robi mi się gorąco.
Czuję drgnie powietrza, gdy Pan przemieszcza się po pokoju. Lekko przekręcam głowę to w lewo, to w prawo nasłuchując konkretniejszego odgłosu.
Związane ręce zaczynają mnie boleć.
Nogi mam niczym nieskrępowane.
- Pamiętaj moja Su, masz się nie ruszać. Jeśli tylko drgniesz zaczynamy wszystko od nowa.
Pamiętam te słowa wypowiedziane przez mojego Pana w samochodzie, zupełnie spokojnym i pewnym tonem. Nie spojrzał na mnie. Nie uśmiechnął się. A ja coraz bardziej kuliłam się w sobie na samą myśl, co się będzie działo po zamknięciu drzwi…

Do rzeczywistości przywraca mnie świst dyscypliny.
Cała się spinam i sztywnieję.
- Bez ruchu Suko. Pamiętaj.
To jest głos mojego Pana, tuż przy moim uchu, złowieszczy szept ale jednocześnie podniecający do granic możliwości..
- Tak Panie mój, dobrze, bez ruchu, pamiętam. – powiedziałam cicho skupiając się na tym co słyszę.
Pod wpływem przesuwających się po moich plecach ramion dyscypliny zadrżałam, przy czym mięśnie na pośladkach spięły się najmocniej.
No tak, na początek to drażnienie..
Jak szybko się zaczęło tak szybko się skończyło. Teraz poczułam dłoń Pana na karku, delikatnie masował okolicę. Przechyliłam głowę na bok i już miałam zacząć mruczeć, gdy nagle poczułam mocne uderzenie na plecach.
Na chwilę odebrało mi oddech.
Jeszcze w uszach dźwięczał mi plask z jakim ramiona dyscypliny wylądowały na moich plecach. To nie była aksamitna. Ani czerwona. To była ta długa, czarna z supełkami.
Zbierałam w sobie oddech żeby zacząć liczyć i podziękować, ale poczułam drugi. Tym razem gwałtownie wypuściłam powietrze.
Czułam jak ból się rozchodzi od miejsca uderzenia do ramion, na boki i wsiąka w głębsze warstwy.
- A kto podziękuje? I czemu nie liczysz? – głos Pana ciągle był jakiś taki cichy za bardzo i taki… straszny… Tak więc zmobilizowałam się i wydyszałam „dwa” i podziękowałam.
Czułam jak Pan mnie okrążył, w końcu stanął obok i złapał za pierś. Ugniatał tak, jak lubię najbardziej, i przyznaję się do tego, ugniatał, łapał, ściskał, czasem mocniej, czasem pieszczotliwie, łapał za sutka, przyszczypywał i ciągnął a ja wiłam się i jęczałam z powodu kłębiących się uczuć podniecenia i bólu.
Przestał. Od razu postawiłam uszy. Pomyślałam, o nie, oby nie chłosta z przodu…
Ale zaszedł mnie znów od tyłu i od razu uderzył w pośladki. Podskoczyłam w miejscu i głośno wciągnęłam powietrze. Czułam jak łzy stają mi w oczach. Ale nie, przecież tego nie zrobię, nie teraz, nie tak..
Odczekałam chwilę, wypuściłam powietrze, kolejny głębszy oddech i dopiero wtedy powiedziałam „trzy” i podziękowałam.
Było mi już niewygodnie, ręce bolały bardziej i bardziej, wiedziałam że później opuścić je będzie ciężko, ale stałam dalej.
Pozwoliłam sobie trochę potuptać w miejscu, ale widocznie to było dopuszczalne, bo nie poczułam ani uderzenia, ani nie usłyszałam głosu wyrażającego niezadowolenie.

Czekałam dalej, a Pan podszedł, przywarł do mnie całym ciałem i zajął się tym razem obiema piersiami, delikatnie i powoli.
Chciałam się wić, próbując kusić ocierałam się pośladkami o Jego krocze, tak blisko, dając do zrozumienia, że właśnie tego chcę, chcę poczuć Jego kutasa w sobie, chcę się rżnąć…
Ale Pan mnie przejrzał..
Powiedział że jestem niedobra, że kuszę i… kolejne uderzenie na pośladki..
Ugięłam kolana, prawie łącząc prawe z lewym i zagryzłam wargi.
Zbliżał się szloch. Ale chciałam go stłumić. Także całkowicie w bezruchu zastygłam. Usta mi się wykrzywiły na tyle, na ile pozwalała zagryziona warga. I drżałam. Szloch się przemieszczał. Ale nie wyrwał z mojej piersi. Wzięłam głęboki wdech nosem. Opadł na dół. Wypuściłam.
Powiedziałam „cztery”, podziękowałam.
Jeszcze 3 razy na plecy. I 3 na pośladki.
Każdy raz był kończony pieszczotą. Czy to głaskaniem pośladków, delikatnym pocałunkiem, albo pieprzeniem cipki palcami. Zawsze było coś miłego, łagodziło ten ból i łzy, które i tak w pewnym momencie pociekły wbrew mojej woli. Było wszystko ok, tylko one tak po prostu poleciały. Nie bolało tak bardzo, tak żebym nie zniosła tego bólu, nie szlochałam, nie krzyczałam, nie wyłam.
Czułam piekące plecy i pośladki, tak bardzo piekące i czułam pulsujące podniecenie rozpalonej, spragnionej i mokrej cipki.

- Dziękuję Panie mój… – wydyszałam, czując szarpiące mną emocje.
- Proszę bardzo, moja Su. – na koniec Pan uśmiechnął się szelmowsko.

Było  cudownie.
Było tak, jak chciałam…

 

Tak, to są moje dzikie fantazje :-)
Dzisiaj tak jakoś mnie wzięło.
Pomyślałam o dyscyplinie rano i tak się rozwinęło.. i spodobała mi się ta wizja. I chcę mocno, tą dyscypliną której nie darzyłam głębszym uczuciem. A teraz mam na nią ochotę. Wielką.. 
Chcę czuć ten ból powoli rozchodzący się po wszystkich warstwach mojego ciała, tak żeby każdy mój nerw był zniewolony tym słodkim uczuciem, żeby zaprowadziło to aż między uda, wywołując pulsowanie, gdzie już będę na granicy i będę skamleć o orgazm, o rżnięcie, o cokolwiek jeszcze..
Znowu być kompletnie obnażona, przerażona, naturalna, pewna siebie i Pana, bez zbędnych dodatków, tylko ciało i sznur, gotowa na wszystko, na najgorsze w najlepszym wydaniu…
Jeju, kiedy…?

Błagam…

Su Anusz.

Sucze Fantazje *Historia*

Standardowy

- Mmm, iść się już przebrać..? – wymruczałam do swojego Pana, jeszcze się tuląc i łapiąc ciepło z Jego ciała.
Dostałam przyzwolenie, uśmiechnęłam się lekko i postanowiłam wstać. Jeszcze chwilę się przekomarzaliśmy na temat tego, co będzie dalej, po moim wkroczeniu do pokoju, jeszcze sennie podeszłam do biurka, zabrałam swoją różową torbę niespodzianek i poszłam do łazienki.
Wiedziałam że jest już późna godzina, tak dobrze nam się spało, ale nie odpuszczę tego pomysłu. Nie. Za bardzo się na niego napaliłam, za dużo czasu na niego poświęciłam i włożyłam, w przygotowania całe swoje serce.
Muszę wyjść i się pokazać, nawet jeśli miałabym się w tym położyć spać.
Ominęła mnie chłosta.
Nie wiedziałam, czy się cieszyć czy płakać. Miała być, tak się bałam, widziałam sznury dyskretnie przywiązane do nóg łóżka i to powodowało, że przebiegały po moim kręgosłupie silne dreszcze. Podniecenia? Strachu?
Jednego i drugiego zapewne.
Wróciłam do łazienki. Wyciągnęłam wszystko, czego potrzebowałam, bodystocking z ostatniej imprezy klimatycznej, woreczek z akcesoriami, kosmetyczkę.
Przeczesałam włosy, poprawiłam makijaż, i nie mogłam się doczekać aż założę całą resztę. Siłowałam się zakładając nogawki od bodystockingu, ale w końcu założyłam.
I wiedziałam że popełniłam błąd, bo nie miałam jak założyć ogona. No to znów się rozebrać, zapiąć ogonek, założyć.. Eh!
A ja już chciałam wychodzić!
Założyłam uszka, założyłam łapki. Zapięłam swoją obrożę. Spojrzałam w lustro.
Wilczyca.
Nie kotka, pielęgniarka, policjantka. Wilczyca.
Wszędzie pełno było kotków. A ja nie jestem kotek. Ja jestem Sunia. I nie będę z siebie kotka robić.
Znalazłam na necie uszka i ogonek. Doszyłam kokardki. Łapki zrobiłam sama, z futerka. Też kokardki doszyłam.
No ogólnie to kokardki były wszędzie gdzie się dało. Nawet na ogonie i przy obroży.
Narysowałam sobie czarną kredką nosek i wąsiki. Jeszcze raz się obejrzałam. No mnie się podobało, jeszcze jak się spodoba mojemu Panu to :-) będzie cudnie :-)
Padłam na kolana, żołądek się lekko zwinął. Zależało mi na tym, żeby efekt się spodobał…
Nacisnęłam klamkę, ramieniem pchnęłam drzwi i wyszłam. Z pochyloną głową, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Jak podeszłam wystarczająco blisko podniosłam głowę.
Zachciało mi się śmiać z samej siebie, co ja robię…
Ale Pan.. no wydaje mi się że był zachwycony, Jego uśmiech, to jak mnie oglądał i mówił że ciekawy pomysł, że bardzo fajnie :-) tak, to chciałam usłyszeć :-)
Ale za chwilę wydarzyło się coś, czego się zupełnie nie spodziewałam..
Klęczałam przed Panem, najpierw kazał mi zamknąć oczy, za chwilę je zasłonił.
Po chwili usłyszałam znajomy dźwięk, klamry od pasków. Bransolety. Na nadgarstki. Tak dawno ich nie czułam, przerażenie wróciło, co się stanie?
Ta niepewność sprawiła, że automatycznie wykonywałam czynności. Pan mnie prowadził, delikatnie podnosił moją rękę żebym ja to zrobiła, opuścił, drugą sama podniosłam, później pociągnął mnie za sobą, poszłam za Nim grzecznie, oczywiście na kolanach, Pan mnie ustawił i… coś mi zadźwięczało w głowie, ale jeszcze nie wiedziałam co..
Poczułam za plecami łóżko. I nagłe olśnienie. Przecież ja o tym pisałam. Wydaje mi się? A może mi się śniło? A może deja vu?
Okazuje się, że Pan spełnia moją fantazję :-) jak zawsze zresztą :-)
Ale nastąpiła mała modyfikacja. Ręce owszem, rozłożone, ale związane w taki sposób, że klęczałam i leżałam na łóżku jednocześnie.
Nioe spodobała mi się ta pozycja, bo za chwilę mój Pan zaczął mi wiązać nogi tak, że były rozłożone.
- To po to, żebyś ich nie składała – zadrżałam na dźwięk Jego głosu. Poza tym, tak rozłożoną łatwo było mnie chłostać po piersiach..
Czując obezwładniający strach, co chwila podnosiłam się na tyle, na ile pozwalały mi związane ręce. Nic nie widziałam. Czułam, nasłuchiwałam.
Po chwili byłam pozbawiona wzroku i zakneblowana tą słodką, czerwoną kuleczką na pasku. Świetnie. Jeszcze nie mogę śliny połknąć. Coś jeszcze? Chyba pomyślałam to w złą godzinę, bo poczułam dłonie Pana w bliskim pobliżu moich piersi…
Jęknęłam przestraszona i drgnęłam. Co teraz? Co…?
Bliżej nieokreślone uczucie, jakby coś przyklejanego do piersi, coś.. ale nie wiem co.
Prąd? O nie, tylko nie to.. Skoro jedna nakładka jest tutaj, to druga będzie niżej..
Ale okazało się że nie. Że to nie prąd. Do tej pory nie jestem pewna co to było, ale myślę że to były wisienki wibrujące.
Jak Pan włączył wibracje.. kolejny raz zadrżałam, ze strachu, myśląc, że to jednak prąd. Ale nic się nie zmieniało, ani natężenie ani odczucia także byłam pewna że to wisienki.
Teraz podnosiłam się po to, żeby przełykać ślinę.
„Ale czy to nie do tego służy? Żeby ślina ciekła strużkami po brodzie?”, w takich sytuacjach naprawdę, mam skłonności do filozofowania, chociaż wtedy nasila się mój „brudny język”…
I czekałam co dalej…
- Chyba muszę przypomnieć ci, gdzie twoje miejsce… – i już wiedziałam, że mam przerąbane.
Na udach czułam trzcinkę, dyscyplinę, chyba tą czerwoną co lubię ją czuć na piersiach przy rżnięciu, był kij, który Pan specjalnie na tą okazję zabrał.
Panikowałam, mocno panikowałam, ale to jeszcze nie był koniec.
- Chciałaś ostatnio chłostę cipki, taką mocną.. teraz jest idealna okazja… – o nie. Ja? Coś takiego mówiłam? Ja?
- Poproś.
Staram się spiąć i poprosić, ale knebel mi tego zadania nie ułatwia, także maksymalnie wysilam swój język próbując powiedzieć „Proszę”, ale w rezultacie wychodzi jakiś bełkot, który sprawia, że się rumienię ze wstydu.
Ale Pan zrozumiał. I poczułam trzcinkę na udzie.
Kurczę, ale gdybym napisała, że.. mi się to nie podobało :-)
Ja chcę knebel częściej :-) będę wierszyki recytować :-) albo książkę będę czytać :-)
Za chwilę Pan skupił swoją uwagę na mojej cipce, co chwila drażniąc okolicę.
Odechciało mi się spać. Czujnie leżałam i nasłuchiwałam. Pan wyszedł zapalić? I tak po prostu mnie zostawił?
chyba za bardzo się rozluźniłam, bo poczułam plaśnięcie i słowa „Ale ja tu jestem” wwiercały się w moją głowę.

Pan bawił się mną, drażnił igłą, wbijał ją, w końcu pomyślałam, że przebije się na drugą stronę, czułam zapach spirytusu, którym przetarł to miejsce, ale stwierdziłam, nie zrobi tego przecież..chyba? Nie?

Pan ułożył mnie na nowo, tym razem na łóżku, cały tył był do jego dyspozycji. Nogi przywiązane, rozłożone, tak samo ręce.
I na zmianę, pośladki, plecy, pośladki, uda, pośladki… był pas, pas był mocny i po raz kolejny łzy w oczach mi stanęły. I kijek. I dyscyplina. I tyle to trwało.
Poproś.
Poproś…
POPROŚ…
Prosiłam. Co dziwne, nie robiłam tego wbrew sobie. Prosiłam bo chciałam.
Leżałam, przyjmowałam razy, prosiłam.
Oczy mnie piekły, chociaż wcale to nie było takie straszne.
I Pan się zapytał. Czy chcę jeszcze pas, tak mocno. Sucza część mnie krzyczała tak, jeszcze pas jeszcze pas, jeszcze mocno!
Pokręciłam przecząco głową i cicho wybełkotałam nie, czując łzy porażki. Nie podobało mi się że tak łatwo zrezygnowałam. Że odpuściłam. Dlatego nie lubię mieć wyboru, bo zazwyczaj żałuję. A jak już się zdarza ten jeden moment na milion. Że mogę wybrać, zadecydować. To staram się żeby to przyniosło zadowalające skutki i dla mnie i dla Pana. 
Z drugiej strony wiedziałam, że jak będzie jedne mocny pas (wiem, że byłby naprawdę mocny), to bym nie dała rady i bym się rozbeczała jak dziecko.
Nie lubię płakać. Ale czasem to silniejsze ode mnie.
Po tym jak Pan skończył się śmiać, triumfalnie, mówiąc tym samym bezgłośnie „Wiedziałem, że tak powiesz”.
Powoli mnie rozwiązywał, ja bezwładna leżałam, Pan wyciągnął knebel z moich ust i położyliśmy się, ja wtulona w Niego…
Chciałam igieł. Chciałam od dawna. Akurat Pan zaproponował podwiązkę.
Przepełniona strachem ale i ekscytacją, jak to będzie, igły na udach, jak to będzie boleć, a przede wszystkim, jak będzie wyglądać podwiązka z igieł i sznureczka?
No ale. Położyłam się na brzuchu. Cała ceremonia przygotowania. Waciki, spirytus, rękawiczki..
Już same te działania budziły we mnie strach. A jak Pan przymierzał się do wbicia pierwszej igły, spanikowana podskoczyłam na łóżku jak oparzona i zaczęłam krzyczeć „Nie! Czekaj! Czekaj! Chwila! Muszę się psychicznie przygotować!”.
Jakie to było… szalenie niewłaściwe! Teraz mi głupio że tak wyskoczyłam..
Ale Pan cierpliwie poczekał, wzięłam kilka oddechów, powiedziałam „Już” i się zaczęło.
Jęczałam, stękałam, piszczałam… a ledwo igła się wbiła w moje ciało. Czułam jak się przesuwa, dalej i dalej, i wybija się drugą stroną. Myślałam po raz kolejny, że to gdzieś 5-8 cm. I już moja wyobraźnia zaczęła działać, jak igła przebija się przez mięśnie, krwawię i w ogóle.. ale to tylko moja wyobraźnia… :-)
Kurczę no, bolało. Może nie bardzo ale bolało. I jak już igła była w środku to piekło.. nie pamiętam czy na plecach miałam takie samo pieczenie po przebiciu igły.
Ale za chwilę była druga, też kilka oddechów i jazda.. też bolało, też się kręciłam, jęczałam, stękałam..
I też piekła. Trzecia tak samo.
Później Pan przewlekał sznureczek czerwony. Coś tam misternie układał, wiązał…
Ja wstałam, podeszłam do lusterka ii :-) no efekt mi się spodobał :-) i tak pomyślałam, iść na imprezę klimatyczną w takim gorsecie z igieł i wstążek, z podwiązką taką jak ta, na którą patrzę… :-)
Położyłam się, Pan zrobił zdjęcia i nadszedł moment.. wyciągania!
- Szybko czy wolno…?
Chwila zastanowienia… wolno.. ostatnio było wolno.. to teraz szybko?
Zdecydowałam jednak że wolno, ale w ostatnim momencie krzyknęłam że szybko :-) coś za często krzyczę..
Pierwsza igła, ból, szybkie pozbycie się.. i moje mieszane uczucia. Bolało. Ale z drugiej strony jakoś.. tak.. podniecało. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale czułam w dole takie ściskanie..
Później była druga. Podobne w odczuciu. I trzecia. I się zastanawiałam jak to możliwe że takie skrajne emocje, uczucia we nie budzą igły..?
Trochę się wstydziłam powiedzieć Panu o tym, że to mnie podniecało, to szybkie wyciąganie.. dla mnie samej to było dziwne, dzikie, niecodzienne i w ogóle jakieś pokręcone..

Tydzień temu, ehh… :roll:

Usnęliśmy.
Byłam spokojna. W końcu nie przytulałam się do misia. Tylko do mojego Pana.
Spokój, bezpieczeństwo.. Czego chcieć więcej…

She wolfPodwiązka

Su Anusz.

Schoolgirl, Little Slut – Pleasure.

Standardowy

“Jak wychodzę z domu. Jeszcze napięcie mnie nie opuszcza. Szukam samochodu, idę, szukam.. jest.

Dopiero jak siadam na miejscu pasażera, to napięcie ustępuje i na jego miejsce wpływa nowa fala napięcia. Tego erotycznego, zmysłowego, z nutą niecierpliwości i zaciekawienia. Przestawiam się. Niemal czuję, słyszę jak coś we mnie klika i wszystko, co zostawiłam za sobą nie ma znaczenia. Liczy się tylko to, co przede mną. Co mnie czeka.”

 

Jeszcze raz w myślach układałam scenariusz. Czy zrobić tak, a może inaczej. Czy może lepiej nie, bo nie wiem jak mój Pan zareaguje.
W ogóle nie miałam pojęcia, co będzie jak wyjdę z łazienki. czy Pan zostawi mi wolną rękę i będę prowadzić grę? Czy to on przejmie kontrolę i całkowicie mnie zaskoczy?
Czy po prostu będę stała na środku pokoju, bezradnie prosząc wzrokiem leżącego Pana żeby zrobił cokolwiek? Nie wiedziałam.
Ale wiedziałam jedno, że chcę to zrobić.
(…)
Weszłam do łazienki. Zabrałam ze sobą torbę. Przygotowałam sobie specjalnie playlistę, na moment przebrania, tak żeby dodać sobie odwagi. Wzięłam telefon, puściłam niezbyt głośno muzykę i łazienkę wypełniły zmysłowe odgłosy. Starannie dobierałam piosenki. Pomyślałam, co by mnie nastroiło odpowiednio. Znalazła się tam również piosenka ze striptizu, na dźwięk której zawsze się rumienię i uśmiecham. Ja to naprawdę wtedy zrobiłam? O rany… :roll:
Zaczęłam się przeobrażać. Przyjmować rolę.
Wyciągnęłam białe kabaretki. Spódniczkę w czarno białą kratkę. Kamizelkę, która wulgarnie wypychała piersi w górę, jednocześnie wyglądając przyzwoicie z biała koszulą zapiętą na ostatni guzik, kiedy to szłam w niej na egzamin.
“Ludzie nie wiedzą, do czego mogą się przydać zwykłe z pozoru rzeczy”, pomyślałam, widząc swoje odbicie w lustrze.
Przygotowałam czarne szpilki. Założyłam krawat, nie szary czy złoty, czarny z różowymi elementami i agrafką, który mogę śmiało nazwać “rockowym”.
Zrobiłam makijaż, taki słodkiej uczennicy, w pamięci miałam różne obrazki, ale w efekcie wyszło coś zupełnie innego. Po mojemu. Różowe cienie, prawie jakby ich nie było, jasny cień przy kącikach wewnętrznych, czarna kreska na oczach. Efekt mi się podobał, nie chciałam przesadzić, chciałam wyglądać słodko i troszeczkę niewinnie. Na ciężkie, ciemne makijaże przyjdzie czas, myślę że niedługo.. :-)
Ale. Poświęciłam uwagę moim włosom.
Wychodząc z domu byłam bez makijażu i byle jak spiętych włosach, by na spokojnie się przygotować.
Rozdzieliłam włosy na pół, zawsze mnie irytuje ta fryzura, nigdy nie wychodzi mi równo, zawsze gdzieś włosów jest za dużo, ale teraz postanowiłam nie zwracać na to uwagi.
Rozdzieliłam, złapałam pierwsze pasmo, uniosłam je do góry ściągając je dłonią blisko głowy, przeczesałam palcami i spięłam gumką. Jeden kucyk był.
Tak samo zrobiłam z drugą stroną. Wypuściłam dwa kosmyki luźno. I tak, podobało mi się.
Jeszcze tylko buty.
Muzyka cały czas leciała, przeleciało chyba 5 kawałków, między słowami o pieprzeniu i lizaniu dało się słyszeć, że Pan też nie próżnuje i coś przygotowuje w pokoju.
Spięłam się.
Co to może być? Co tam się dzieje? Przyprowadził widownię? A może jakiegoś faceta, albo – przełknęłam ślinę- nawet dwóch?
Z tych wszystkich emocji, które we mnie buzowały, poszłam otworzyć okno, nagle łazienka się niebezpiecznie skurczyła pozbawiając mnie tchu. Czując smagnięcie chłodnego wiatru na policzku odetchnęłam głęboko.
Opuściła mnie pewność siebie, którą budowałam podczas ubierania się.
Ale wiedziałam, że jak na wyjdę teraz, to tego nie zrobię, przebiorę się i wrócę do pokoju.
Ostatnie spojrzenie w lustro. Wyłączyłam muzykę, oznajmiając tym samym, iż skończyłam.
Założyłam czarne szpilki. I zaczęłam chodzić po łazience, udając, że jeszcze jeszcze ostatnie poprawki nanoszę. Tak naprawdę to chciałam już wyjść. Chciałam zostać. Chciałam już do łóżka, chciałam się rozebrać, chciałam wyjść i się pokazać, chciałam… nie wiedziałam czego chcę.
Ale.
Nacisnęłam klamkę, decydując tym samym, co robię…

Rozglądam się niepewnie po pokoju, próbując maskować tą niepewność delikatnym uśmiechem. Idę jak gwiazda po czerwonym dywanie, uważając żeby mi się nogi nie poplątały. Kabaretki oplotły moje ciało i zaczęły delikatnie drażnić.
Nic się nie zmieniło w pokoju. Wszystko wygląda tak jak wcześniej.

Pan podchodzi, okazując mi czułość przy okazji, po chwili łapie krzesło i przesuwa je na sam środek.
Pomyślałam, oho, będą klapsy. Kilka na pewno.
Pan milczał. Milczał. Nie lubię jak milczy. Bo nie zawsze oznacza to coś dobrego.
Położyłam się jak mnie ułożył.
Po mojej prawej stronie było oparcie krzesła, ja leżałam na nim tak, że do pleców i pośladków był nieograniczony dostęp, nogi i głowa mi zwisały, nie wiedziałam co mam z rękami zrobić, to oparłam łokcie o brzeg krzesła i wisiały tak sobie.
Taka myśl mi przeleciała, że to za dużo przygotowań jak na klapsy.. ale po chwili poczułam pierwszego klapsa. Czyżbym miała rację…?
Za chwilę drugi i trzeci, rozgrzewając moje pośladki. Były mocne, ale Pan pokazał mi kiedyś, że istnieją mocniejsze rzeczy. Także cieszyłam się z klapsów.
Ja to lubię, skłamałabym, jeśli bym powiedziała że nie lubię klapsów, a Pana kłamać nie będę…
Ból się rozchodził powoli, stawałam się coraz bardziej wrażliwsza, Pan przerywał, żeby mnie pogłaskać czy podejść i pocałować.
Zorientowałam się, że jeśli podniosę głowę, spojrzę w lustro. Odważyłam się unieść nieco głowę i podnieść wzrok.
Kucyki spływały kaskadą w dół powodując, że się uśmiechnęłam. Ale zaraz uśmiech zszedł z moich ust, bo zobaczyłam po co Pan poszedł na drugi koniec pokoju.
zastanawiające było dla mnie, że nic nie czuję przez dłuższą chwilę.
Czarny Futerał…
Zadrżałam.
Jak mi się przypomniało, co skrywa w sobie, zwinęłam się w sobie.
“Na klapsach się jednak nie skończy…”, zaczęłam kombinować jak tego uniknąć, ale mój Pan prezentował sobą taką nieustępliwość i pewność siebie, że się zamknęłam i czekałam. Zwisałam żałośnie z krzesła. Drżałam ze strachu. I już wyobraźnia podsuwała mi różne scenariusze.
Pan podszedł. Zasłonił mi oczy przepaską. Dobrze wie. DOBRZE WIE jak to na mnie działa.
Nie mogę podglądać. Wyostrza mi się słuch, słyszę najmniejszy ruch, najcichszy szelest materiału, czuję mocniej i wizualizuję sobie ból. Staję się czujna, płochliwa, jak zwierzę.
Przerażenie oplata mnie swoimi mackami, paraliżuje, wpełza w każdy zakamarek ciała powodując spięcie mięśni i postawienie na baczność wszystkich dostępnych zmysłów.
Z moim Panem nie dostaję się wszystkiego od razu. Zapomniałam o tym i czułam jak się ze mną drażni. Dotyk, skubnięcie, głęboki pocałunek, znowu Jego ręka gdzieś powędrowała..
Ale za chwilę poczułam.
Coś, co ma bardzo wąską powierzchnię. Jest cienkie. Trzcinka. Już rozróżniam niektóre narzędzia. Nie wszystkie. Ale część owszem.
Trzcinka lądowała na moim tyłku a mnie coraz mniej się to podobało. Nie histeryzowałam, bo nie bolało tak bardzo.
Znowu uśpienie czujności, pocałunki, głaskanie, odetchnęłam…
Po chwili szpicruta. Szpicruta, jeszcze było dobrze. Powtórzyła się historia, ból, przyjemność..
Dyscyplina z supełkami..
Jakieś patyczki jeszcze były, ale nie zapomnę jednego, zdradliwy pomiot szatana!
Patyczek ze sznureczkiem.
To już było coś konkretnego. Nie zapomnę. Nie zapomnę jak bardzo bolało. Nienawidzę go. Nienawidzę.
I jak już czułam, że nie dam rady.. Pan nagle przestał.
Powiedział natomiast “Od 1 do 5, wybieraj” i zrozumiałam, że teraz ode mnie będzie zależeć narzędzie.
I wszystko zaczęło się od początku. Nie wierzyłam, że w takiej sytuacji było mnie stać na negocjacje.
5 razy to, co wybiorę. Było mi wszystko jedno wtedy, byle mieć to za sobą i się już rżnąć.
Ale nic nie ma łatwo.
Specjalnie i z rozmysłem to wszystko trwało i trwało dwa razy dłużej. To było jak dręczenie, niemal oszalałam.
Byłam na graniczy płaczu, jeszcze na końcu był sznureczek, jedno uderzenie, drugie zaraz po nim i trzecie.. już czułam jak mnie łzy pod powiekami szczypią.. ale koniec. O dziwo koniec…
Pan spiął mi ręce bransoletami, z tyłu na plecach, kostki też, pomyślałam no nieźle się zapowiada, ciekawe co teraz.
Czułam jak mój pośladek pulsuje, czułam gorąco bijące z niego i cieszyłam się, że ma chwilę wytchnienia.
Zostałam postawiona do pionu, lecz nadal klęczałam. Czułam że Pan pociąga mnie za sobą i słyszałam, jak siada na łóżku. Mnie się coraz bardziej to nie podobało, bo spiął bransolety z  nadgarstków z tymi na kostkach tak, że klęczałam odchylona, eksponując piersi. Nie miałam jak się zastawić. Jak wyprostować. Jak odskoczyć.
Miałam związane ręce, dosłownie i w przenośni.
Tak jak myślałam, zostałam wychłostana. W przerwach najpierw wylądowałam na łóżku, później słyszałam materiał rozdzieranych kabaretek między udami, co mnie niesamowicie podnieciło i w końcu poczułam jak mój Pan rżnie mnie palcami. Nie przestawał mnie chłostać patyczkami, szpicrutą i dyscypliną.
Czułam, że mój limit się kończy.
Trzeci sznureczek. Zadecydował…

 

Jakiś czas później leniwie wyplątałam się z objęć mojego Pana, naga, zaspokojona i gotowa na dalsze zabawy, spojrzałam w lustro. Piękne ślady. Na udach, gdzie bolało najbardziej, gdzieś po bokach od zdradliwego sznureczka, który oplatał moje ciało, czerwone pręgi na pośladkach. Jak to może nie uszczęśliwiać…? :-)

Rano, po pobudce i zabawach z mokrym finałem, jak już się miałam ubierać zerknęłam w lustro. Wieczorem moje ciało usiane czerwonymi śladami, a rano trzy kreski czerwone.
Byłam zła na siebie, ale z drugiej strony cieszyłam się, że chociaż te trzy są.
Trzymały się długo i szczęśliwie, przybierając odcień fioletu…

Su Anusz.

Ostatnie tchnienie. [3-ost.]

obedience
Standardowy

Klęczę przed moim Panem, nie wiem jak się znalazłam w tej pozycji, nie pamiętam, pamiętam tylko, że…
Weszliśmy do sypialni, bliżej Salonu Zabaw. Tam zabawiała się para i M.
Przyglądałam się, jak dziewczyna przyjmuje razy trzcinką, rozbawiły mnie jej reakcje, kręciła się na łóżku, jęczała, piszczała, o nie nie, już. Szukała swoich granic.
A M. podjął się zadania ukazywania tych granic.
Po chwili para się ulotniła…
Palce mojego Pana w zawrotnym tempie wbijały się w moją cipkę, z drugiej strony czułam trzcinkę spadającą na moje pośladki.
Dyszałam, skamlałam, jęczałam i opierałam czoło o Pana, bo tego było za dużo.. Czułam trzcinkę, ale skupiłam się na tym co się dzieje między moimi nogami. A jak Pan skończył. Czułam się jak ogłuszona, jeszcze wirowałam, nie potrafiłam powiedzieć niczego. To mi się hmm.. Bardzo podobało. Bardzo bardzo. Ale Pan upomniał, podziękowałam M. za trzcinkę i zostałam z Panem sam na sam: tylko ja, On i rżnięcie…

 

-  Hahaha, spójrz jak wyglądam! – oglądając wilgotne kosmyki włosów w lustrze, usłyszałam cichy śmiech mojego Pana. Tak to jest jak się trzyma głowę w umywalce podczas rżnięcia. Nie znałam celu dla którego Pan zaprowadził mnie właśnie tam. No dobrze :-) miałam pewne podejrzenia, no ale :-) podejrzenia a rzeczywistość.. :-)
Po wejściu i zamknięciu drzwi oparłam się właśnie o mokrą umywalkę i nie zwracając uwagi na to, że coraz bardziej mi mokro, oddawałam się swojemu Panu.
Czasem zerkałam w lusterko, tak, brakowało mi rżnięcia przy lustrze, patrzeć na swoje ciało i to jak Pan mnie rżnie, widzieć go za sobą i swoje oczy, przymknięte, rozchylone wargi, gdy wszystko kumuluje się w środku, narasta i…
- Wychodzimy już – oderwałam się od swoich myśli nieświadoma tego, że stoję wpatrzona w swoje odbicie, trzymając kosmyk włosów.
Wyszliśmy.

W Salonie Zabaw ktoś leżał na koźle. Okazało się, że to mężczyzna. Ja klęczałam obok Pana, Pan siedział i przyglądaliśmy się całej akcji.
To było dla mnie niepojęte. Mężczyzna leżał przywiązany do kozła, nogi miał zgięte w taki sposób, by był łatwiejszy dostęp do jego stóp. I chłosta. Jakaś packa była, jak zobaczyłam i usłyszałam, z jaką siłą packa uderza o jego stopy zrobiło mi się prawie słabo. A mężczyzna podczas każdego uderzenia powtarzał, że “fajne”. Po pewnym czasie, już po kilkunastu słowach “fajne” wypowiedzianych bez zająknięcia zaczęłam się irytować.
No ok, chłosta stóp jest przyjemna, dobrze. Ale taka siła, jaka była demonstrowana na nim to.. Po pacce była trzcinka. Zwiększenie siły. Dyscyplina, zwiększona siła, trzcinka, jeszcze mocniej…
Facet to po prostu lubi.
I mój Pan dostrzegł takie urządzenie. Było proste, chodzi mi o budowę, nic skomplikowanego na pierwszy rzut oka. My akurat zajmowaliśmy się moimi sutkami i wisienkami. Bo Pan dostrzegłszy wisienki zarządził, iż zapnie je na moich sutkach.
Tak więc zaraz jak ujrzał zabaweczkę i dowiedział się, że to prąd..

Niemal pobiegliśmy do sypialni.

Położyłam się. Nie byłam do końca przekonana co do tego urządzenia, ale okazało się nieszkodliwe. Przynajmniej na najniższych obrotach. Bo te wyższe nie do końca mi przypadły do gustu. I jak na piersiach mi się nie podobało, tak na plecach i pośladkach :-) mogłabym tak godzinami :-)
Nie lubię tylko jak ktoś mi się przygląda. Wszedł mężczyzna. Usadowił się na przeciwko mnie, twarzą w twarz. A leżałam na brzuchu. I przytrzymał mi głowę tak, że nie mogłam się ruszyć. Speszyło mnie to mocno. Pan się dalej bawił, momentami z moich ust wydobywały się jęki, ni to bólu, ni rozkoszy. W końcu pod natarczywym spojrzeniem zamknęłam oczy.
To mnie po prostu zawstydzało delikatnie. Nie to, że było mi widać piersi czy że z gołym tyłkiem biegałam. Tylko to, że ktoś oglądał moje reakcje.
No ale facet się zapędził troszeczkę. Troszeczkę bardziej niż troszeczkę. Ale mój Pan stanął w mojej obronie i grzecznie aczkolwiek dobitnie wytłumaczył o co chodzi. A ja w tamtym momencie chciałam wyjść..

Po wejściu do Salonu, jak już nieco się uspokoiło. Pan posadził mnie na koźle. Tak, teraz My testowaliśmy :-) No oj, kozioł jak kozioł :-) zrobił na mnie wrażenie, jak się położyłam na plecach na nim. Ale wolę coś konkretniejszego, dyby albo krzyż. :-) No dobrze, bardziej dyby :-)
I w pewnym momencie znaleźliśmy się w sypialni. Tej, która najbardziej mi się podobała.

Pan jak już napomknął o Czarnym Przyjacielu.. :-) oczy mi się zaświeciły :-) i tak tak :-) oczywiście już teraz :-) Proooszę :-)
A jak przyszedł :-) i dał mi go do ręki :-) czułam to rosnące podekscytowanie :-) Za drzwiami ludzie, kto chce może wejść zobaczyć..
Pan ustawiał się już tak, żeby dobrze rżnąć mnie palcami. Ale ja nie chciałam tak.
– Ja bym chciała, żebyś mnie zerżnął swoim kutasem, od tyłu. Proszę, Panie mój…- powiedziałam drżącym głosem i już po chwili stałam wypięta, pochylając się i czując jak mój Pan mnie rżnie. Czułam to delikatne mrowienie w środku, uwielbiam jak Pan rżnie mnie od tyłu…  To jest wtedy.. o masakra.. i tyle.. a im bardziej się pochylałam tym lepiej mi było.. I za chwilę się pytałam, czy mogę dojść.
No i ten orgazm to.. odleciałam. Czułam jeszcze jak mną wstrząsa i usłyszałam głosy. Ale jak to?
Co się okazało, narobiłam hałasu i hmm.. kilka osób zaciekawionych, co się dzieje?, przyszło sprawdzić..
Ale mi było wstyd. Ja jeszcze dobrze nie kontaktowałam, opadłam na łóżko, szumiało mi w głowie, nie pamiętam czy oczy miałam zamknięte czy patrzyłam niewidzącym wzrokiem.. Coś tam pamiętam, ktoś się odezwał, jakieś zarysy postaci..
Ale ja nie kontroluję tego. Dochodzę, krzyczę i.. koniec. Tak jest, to cześć mnie i ja tego nie zmienię.
Jakoś się na łóżku położyłam, i chciałam iść spać, bo tak dobrze mi było że.. wtulić się w Pana i spać :-)
Później było jeszcze raz, w towarzystwie interesującej Trójeczki i…
Toczyły się rozmowy, w kuchni, w Salonie, część gości już wyszła, część zajęła sypialnie, by w kameralnym gronie się pobawić.
Ja pamiętam że już wtedy moje seksowne 15 cm :-) przekonało mnie, że najlepiej w tych butach się jedynie chodzi albo leży na łóżku i się pieprzy :-)
Ale po chwili usiadłam sobie.. ze zniecierpliwieniem odpinałam paseczki. A gdy miałam już je zdjąć.. podrażniłam się. A jak już się ich pozbyłam.. :-) nieopisana ulga… ubyło mi kilka centymetrów. Czułam się taka malutka w gronie. Ale najważniejsze że już jest mi wygodnie.
I za chwilę Pan powiedział żebym się przebierała, bo jedziemy do domu.
Jeju, jaka szkoda że już się kończy… Tak bardzo nie chciałam, żeby to był koniec.. To znaczy :-) chodziło mi o imprezę. Tak fajnie było..

Poszłam do łazienki się przebrać. Oczywiście wyszłam z łazienki, informuję że jestem gotowa do wyjścia a Pan się śmieje i pyta się gdzie mam spódniczkę.
No pięknie.. a ja spódniczki nie założyłam.. świetnie.. :-)
Ale zawinięta w sweterek była, także szybko ją naciągnęłam na tyłek, ubrałam buty, płaszcz. Poszliśmy się pożegnać z resztą, która się została… i ja naprawdę nie chciałam wychodzić..
Ale rano, to znaczy za kilka godzin, trzeba było wstać..
I pojechaliśmy do domu.
Jakiś cudem weszliśmy do środka. A było :-) hmm :-) trudno nieco… :-)
I w pokoju, marzyłam tylko o tym, żeby się położyć. Rozbierałam się, rzucałam ciuchy gdzie popadnie, założyłam koszulkę wyjątkowo, i wyjątkowo bez majtek, wskoczyłam pod kołdrę i mój Pan zaraz obok mnie. I nie mogę na tym skończyć :-)
Bo mimo że wyszliśmy z imprezy. :-) jeszcze się pobawiliśmy.. :-)
Co prawda byłam zmęczona, ale rżnięcie :-) od tyłu :-) przed snem :-) no jak, nie nie, nie można zrezygnować z rżnięcia przed snem :-) to tak jakby zrezygnować z kawałka pysznej, mlecznej czekolady, gdy jest na wyciągnięcie ręki, kusi zapachem, wyglądem, i jak się przymyka oczy to prawie się czuje jej smak na języku i jak się rozpływa… :-)
Ja miałam z tego zrezygnować? :-) z rżnięcia? O nie :-) i tak było mi ciągle mało, najchętniej to bym całą sobotę w łóżku spędziła i rżnęła się z moim Panem.. ale musieliśmy wrócić na ziemię…

Dobrze chociaż, że tą noc spędziłam z Nim, w Jego ramionach, bezpieczna, szczęśliwa, zadowolona, wtulona… spokojna.

 

~ Koniec ~

Apartament Rozpusty. [1]

yes_sir
Standardowy

Siedzę na krześle, już odziana w swój strój, siateczkowe body, czarny gorset underbust i „niebotycznie wysokie buty”, obserwowałam delikatnie przerażona co się dzieje dookoła mnie.
Cofnęłam się w myślach do lutego bieżącego roku…


Mój pierwszy raz na tego typu imprezie wyglądał zupełnie inaczej niż teraz. Nic nie wiedziałam, ani gdzie jedziemy, ani w jakim celu, żyłam w słodkiej nieświadomości do końca pewna, że jedziemy z Panem na spotkanie ze znajomymi, ba, słysząc głos jednego z nich, już stojąc przed drzwiami apartamentu, ucieszyłam się jeszcze bardziej. Wszystko wiem, będzie tak jak myślałam.
Przekraczając drzwi nie miałam jeszcze świadomości, do jakiego świata właśnie powoli wchodzę…
Zobaczyłam kilka osób. Stały, siedziały i rozmawiały.
O nie, coś jest nie tak. Od razu czułam jak się spinam.
Przebierając się w łazience nie potrafiłam opanować drżenia rąk. Co to za ludzie? Gdzie ja jestem? Co się będzie działo?
Po kolei zakładałam pończochy, gorset i szpilki.
Czyli to jest ta niespodzianka…
Jak ja wyjdę bez majtek do takiego licznego grona ludzi?
Głęboki oddech przed wyjściem, nacisnęłam klamkę i… weszłam do tego innego świata.
To było takie fascynujące, obserwować tych ludzi, zawsze powtarzam mojemu Panu, że wtedy po raz pierwszy poczułam, że są ludzie, którzy mnie zrozumieją, nie spojrzą na mnie krzywo, z niesmakiem, moje potrzeby nie wydadzą się im dziwaczne i nieprzyzwoite i nie powiedzą że coś jest ze mną nie tak.
Zrozumieją, tak po prostu tak po.. ludzku.
Nie muszę się ukrywać ani hamować. Mogę być sobą. Suką.
Jak owieczka szłam za swoim Panem, nie odstępując go nawet na krok. A Pan zaprowadził nic nieświadome stworzenie do krzyża, zapiął z drugą Suką po drugiej stronie i…
Tym oto akcentem, dobrze przyprawionym, odpowiednio pikantnym lecz nie za ostrym, rozpoczęła się impreza.
Przyznaję, czułam się jak zwierzę w za ciasnej klatce wystawione na widok publiczny, przerażone, miotające się.
Trudno było mi się skupić, mając świadomość, że oczy wszystkich zebranych są skupione na krzyżu, a co za tym idzie także na mnie.
Trudno też było liczyć, jeszcze przerażona, odrętwiała a zarazem tak bardzo pobudzona i rozbiegana, czułam jak razy zadawane przez Pana przywracają mnie do rzeczywistości. Jakbym zatracała się we mgle, ale te uderzenia jakby trzymały mnie w tym przejrzystym i wyraźnym miejscu. Słyszałam jak Suka na przeciwko mnie liczy, nasze numerki się nieco różniły, także to było kolejne utrudnienie, tak bardzo zależało mi na tym, żeby się nie zgubić i dziękować..
Przyznaję, pamiętam niewiele, ale chłostę przy krzyżu na oczach innych…
No tego się nie da zapomnieć.
I obserwowałam..
Byłam naprawdę pod wrażeniem.
Nie mogłam się jednocześnie doczekać następnej imprezy, a następna nie była niespodzianką.
No, nie do końca, wiedziałam że jest na pewno. 
I to całe szaleństwo! To oczekiwanie!
Ściśnięty żołądek, gdy krążyliśmy między budynkami, drżenie bynajmniej nie z zimna, chwilowy stan zawieszenia przy windzie i… w środku… ja tak lubię pomagać w takiej organizacji. Poukładać, zanieść, przełożyć, umyć, dołożyć, przełożyć, skomponować..
Żałowałam tylko, że nie wiedziałam wcześniej, bo zabrałabym fartuszek…

Ale siedząc na krześle. I obserwując.
Obserwując krzyż, koziołka i dyby.
Czułam się jak zwierzyna.
Czy ja będę leżeć na koziołku? Czy będę stać przy krzyżu?
A może będę wypięta w dybach, przyjmując razy?
Myśli kłębiły się okrutnie w mojej głowie, wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach, wystarczył jeden bodziec, jeden obrazek żeby tak się rozszalała… i nie dała spokojnie egzystować.
I siedziałam spokojnie. Stwarzając raczej pozory spokoju.
A ludzi przybywało.
W końcu było ich tak dużo, że pojawiła się myśl ucieczki do łazienki. Z początku owszem, pomysł bardzo mi się podobał, bo różne osobowości przewijające się przez kuchnię i Salon Zabaw wprawiały mnie w stan podnoszącego się przerażenia, wbiło mnie w krzesło po prostu, ale.. z czasem już potrafiłam się swobodniej poruszać między dwoma pomieszczeniami.
Nie spodziewając się niczego, czujnym wzrokiem chłonęłam wszystko dookoła.


Otrzymałam propozycję.

A raczej to było pytanie skierowane do mojego Pana.
Poniewieranie psa. Odpowiednie osoby się tym zajmą. Ja tylko mam mu splunąć do ust.
Ale.. że ja? Szczerze mówiąc nie wyobrażałam sobie tego. Ja miałabym komuś pluć do ust? Ja, Su?
Nigdy nie widziałam siebie w takiej roli. To jeszcze nie dominacja. Ale wykonywanie zadania. Pan uznał to za świetne zadanie, kolejne drzwi, próbę mojej uległości, posłuszeństwa i zaufania.
Od samego początku nie wiedziałam jak się za to zabrać. Myślałam tylko o tym.Wiedziałam że mnie nie minie. Ale jak to zrobić? Stać? Przykucnąć? Klęczeć? Mówić coś? Zrobić?
Wtedy przestało się dla mnie liczyć wszystko, mój Pan obejmował mnie, a ja drżałam wewnętrznie, strach obezwładniał mój umysł.
I zaczęło się show, które wywołało we mnie skrajne emocje…

c.d.n.