Lubię szybkie numerki…

Standardowy

… i własnie dlatego taki „szybki numerek” napiszę. :-)

Mam w końcu chwilę czasu.
Masakra :-) ostatnio jest po prostu jedna wielka MASAKRA.
To aż fizycznie boli…
Nie miałam kiedy napisać że mój Pan przyjechał :-) 
uspokoił rozszalałą Sukę.
I to tak cudownie uspokoił, pod każdym względem :-) 
I od środka i z zewnątrz i psychicznie i fizycznie.. a nie, fizycznie to była tylko rozgrzewka dla mnie :-) tak to już jest, przy jednym albo dwóch orgazmach :-)
Były też takie przez telefon :-) 
fajnie aczkolwiek dosyć dziwnie czułam się z nogami na ścianie :-) Ah, bo był Czarny Przyjaciel i to było całkiem ciekawe :-) zimna ściana :-) i w ogóle :-) 
ah kilka takich „razów” było :-) takie niespodziewane :-) 
jeden nawet przed pracą, co mnie kompletnie rozwaliło :-) 
A jak się przyjemnie później pracowało :-) nuciłam pod nosem, tanecznym krokiem chodziłam i myślałam o poranku :-) 
Jakie to słodkie było :-) i nikt nie wiedział czemu mam taki doskonały humor… :-)
Aaa, moja słodka tajemnica :-) 
Tylko hmm.. :-) 
Chciałabym coś MOCNIEJ.. :-) jeju no tęsknię za laniem… :-) czegoś mi brakuje.. :-) 
Tego wszystkiego, co było na spotkaniach… :-) 
Już cokolwiek poczuć, nawet trzcinkę, albo chociaż kabelek.. :-)
W sumie ostatnio to sama kabelkiem się trzaskałam.. jak skakałam na skakance. Jedna jest z materiału ale nie umiem jej obsługiwać (to taka wymówka.. ;-) ), i jest skakanka z żyłki i z takiego kabla. 
Żyłką bardzo bolało jak uda obijałam :-) a kabelkiem :-)
aż mnie dreszcze przelatywały :-) 
Tylko to nie były celowe działania. Plątałam się w tym kablu iii a to z tyłu na łydki padało, później na uda.. i chodziłam z takimi śladami. 
Po jednym dniu znikały.. :-( 
smutne :-) ale tak to już ze mną jest ;-) 
Ostatnio myślałam, jakby to było stanąć po drugiej stronie bata :-) irracjonalne, ale :-) złożyłam skakankę na pół. I już kombinowałam, na kim można byłoby użyć, jak, czy by mi się spodobało.. :-) 
Ale odsunęłam te myśl od siebie. 
Na razie wolę być po tej właściwej, ULUBIONEJ stronie bata :-) 
Na wszystko przyjdzie czas i miejsce…

Kolejny raz nie wiem, kiedy napiszę ;-) 
może za kilka dni, może kilka tygodni :-) a może zaraz ;-) 
Jedno wiem na pewno.
NAPISZĘ.

 

 


Ah, te szybkie numerki *rozmarzona*… ;-)

 

 

Su Anusz.

Nieposkromiona.

Standardowy

No Pan wczoraj pozwolił. Na wiele.
Czego się nie spodziewałam.
Jestem wdzięczna. Potrzebowałam tego, Pan dobrze o tym wiedział i pozwolił!
a ja prawie zemdlałam z wrażenia!
Nie mogłam się doczekać, jak już na spokojnie położę się w łóżku!
Wyjątkowo wisienki poszły w ruch. Ale dały taki efekt.. że już mimo tego bólu przy zdejmowaniu musimy je wprowadzić NA STAŁE.
Do teraz zastanawia mnie jak to możliwe, ból ale przy zdejmowaniu jak ten ból wzrastał tak samo orgazm podnosił się wyżej i wyżej.
Jak to możliwe, że między bólem a rozkoszą jest taka subtelna granica?
Albo jak to możliwe, że ból podkręca podniecenie?
Samo myślenie o klapsach, pasie czy dyscyplinie, ostatnio nawet o trzcince (!) potrafi nakręcić..
W każdym razie.. 
Zaspokojona tak troszeczkę. Dla mnie dwa orgazmy to rozgrzewka. 
Ale na następne spotkanie będę dobrze przygotowana, bo teraz nie mogę zapomnieć o minionej nocy. 
bo wolałabym, żeby to PAN mnie dotykał, mój Pan, dotykać, pieprzyć, głaskać, lać i tak w kółko. No i przytulać. A ja bym Go miziała, głaskała, dotykała, całowała i te inne słodsze rzeczy, bo mój Pan zasługuje na wszystko, co Najlepsze. 

Tak jak w moich fantazjach…

 

 

Su Anusz. 

PODRÓŻ W NIEZNANE – POWRÓT NA ZIEMIĘ

Standardowy

Przebierałam się.
Szybko mi poszło. Spakowałam resztę rzeczy. Ciągle po ustach błądził mi delikatny uśmiech.

Kolejna kartka ze wspomnieniami :-)
Poszłam do kuchni, do Pana, stanęłam obok Niego (robiłam to cały poprzedni wieczór, nie odklejałam sie od Pana ani na krok!) i już powoli wychodziliśmy.
Pożegnaliśmy się jeszcze z pozostałymi, Najwytrwalszymi :-)
I wyszliśmy.
Pan zajął się samochodem, bo to wtedy zimno strasznie było, a ja poszłam kilka kroków dalej do zamarzniętej kałuży.
Oczywiście tak tupałam, tak tupałam, że zrobiłam dziurę. Odeszłam stamtąd z miną „Ale to nie ja…” i Pan patrzył na mnie. I mówi, odeszłaś bez pytania, jednak trzeba ci przypomnieć kilka rzeczy. I się uśmiechnął! Lubię jak mówi takie straaaszne rzeczy i sie uśmiecha :-)
Byłam ostatnimi czasy niegrzeczna.. no oooj.. Pan mówi, że zapomniałam o kilku rzeczach i trzeba wprowadzić surowsza dyscyplinę..
Eh.. ale ja się poprawię.. naprawdę..
I trzeba było wracać. Na ziemię. Ale ja tego nie lubię. Masakra..
Tyłek czułam. Naprawdę czułam, śladów nie było, ale bolało jak siadałam. I jak leżałam. I jak chodziłam. Przez pierwsze dni, bo później bolało jak siedziałam.
I jeszcze tego samego dnia napisałam wpis na Nasz blog. Mimo wszystko wolę pisać z perspektywy czasu o różnych wydarzeniach.
Z drugiej strony jak pisze od razu to pisze z tymi emocjami, które mi aktualnie towarzyszą.
Ale jednak, po czasie lepiej mi pisać.

***
Kolejne dni nie bybły zbyt wesołe..głównie przez to moje idioctwo. W jedym momencie przestałam czuć złość, a poczułam wyrzuty sumienia. Było mi głupio, i ciągle mi tak jest. Po prostu byłam niesprawiedliwa.
Nie byłam nadąsana ani nawet fochnięta, tylko zła. Niepotrzebnie. Wyrzucałam sobie ciągle, jak mogłam sie tak zachować.. Coś mnie ugryzło i koniec. Nakręcałam się, poza tym moja wybujała wyobraźnia wcale nie pomagała…
Żałuję. Żałuję tego, co zrobiłam. Co powiedziałam. Czasu się nie da cofnąć, ani nie da się wymazać tego, co się zrobiło lub powiedziało. Ale jeśli miałabym taką możliwość, to naprawiłabym to, co zepsułam, dla jak najlepszego efektu włożyłabym w to całe swoje serce, poświęciłabym na to tyle czasu, ile trzeba i użyłabym wszystkich dostepnych środków.
Po prostu nie chciałam tak zmaścić no..
Eh.. mam nadzieję, taką cichą, że Pan da mi szansę, chociaż malutką, zeby to naprawić.. I pokazać, że naprawdę żałuję…

 ~*~*~

Mimo że minęło kilka miesięcy… bo aż 4. Nadal uważam, z tej dalszej perspektywy, że zachowałam się karygodnie. Trochę mi wstyd. No może nie troche tylko jednak bardzo. Obiecałam sobie. Że więcej tak się nie zachowam. Bo nie mam podstaw. Wszystko jest jasne i czyste. Nie ma powodu do takiego zachowania niegodnego Suki.
Powinnam mieć za to tyłek cały w pręgach.
I tak do cholery, jestem na siebie zła…

Podróż w nieznane zakończona…

Su Anusz. 

Suka i jej (nocne) śmiałe poczynania.

Standardowy

Tak, taaaak, zrobiłam to! 
Zapytałam się! 
A takie podchody robiłam! 
A jak Pan pozwolił to mmmm! :-) 
Ogólnie to do końca byłam przekonana, że na mizianiu stanie, że Pan się zaśmieje i powie że tylko mizianie i dotykanie a tu zapytałam się o orgazm! O jeden malutki! 
I taaak, dostałam pozwolenie!
Jeszcze Pan napisał, że ma noc dobroci iii :-) 
Jeju :-) 
Zaczęłam od piersi, tylko dotykanie, ale jak zawsze piersi to za mało :-)


i zapytałam się o mizianie między udami, i taaak, mogę :-) i na końcu, bez większych nadziei i lekko zaspana zapytałam się o orgazm :-)
Ale jak przeczytałam, że zgoda, od razu odżyłam i już się układałam :-)
I był taki malutki faktycznie :-) 
Ale Pan pozwolił, samo to, że wyraził zgodę na takie poczynania śmiałe swojej Suki! 
Oczywiście na końcu kac moralny, że nie było Pana obok, że nie przyłożył ręki do orgazmu. 
Nie lubię sama dochodzić. Już przestało mnie to kręcić. 
Ale wpadły mik pomysły na następne spotkanie, jednym z nich jest pokaz jak się bawię, a potrafię to robić dłuuuugo :-) 
Ale ciiiiii :-) 
I oczywiście, jak na grzeczną i ułożoną Sukę przystało, dziękowałam za taką wspaniałomyślność :-) 

Ale, nareszcie się odważyłam :-) 
Wniosek taki, że lepiej zapytać :-) 
Może trafi się orgazm a może.. :-) słodkie dręczenie :-)

 

 

Su Anusz. 

Potknięcia (nie)pokornej Suki.

Standardowy

Bywa tak, że czasem brak mi pokory. Oczywiście. Mimo że jedna z zasad brzmi właśnie POKORA, zdarzają się momenty, kiedy tej pokory niestety nie widać. Tak jakby na jedną chwilę wyparowała. 
Wtedy ja zamykam się w Czarnej Otchłani, a Pan wkurzony i zdenerwowany (na mnie) przekierowuje mnie na właściwe tory.
Bywam wredna, uparta, złośliwa, niepewna, panikuję, histeryzuję i czasem wycofuję się z życia. Ale bardziej niż kultywowanie moich (złych) nawyków pragnę stać się taką Suką, jaką sobie wymarzył mój Pan.
Posłuszną, pokorną, wierną, doskonałą, idealną.
Dla Niego. 


To było długie spotkanie po bardzo długim okresie czasu, byłam nakręcona, bo przed tym długim spotkaniem było jeszcze to spotkanie krótsze. 
Nakręcenie można interpretować na rożny sposób. Pobudzenie, podniecenie, fioł, niecierpliwość, pragnienie.
Ok, ok, to wszystko było, ale…
Było coś jeszcze.
Było uczucie strachu, które zostało zasiane jakiś czas temu. I samoświadomość, że przez to, co robiłam, nie będę przytaczać tego, bo  wstyd się przyznawać, przez to co robiłam, czeka mnie kara.
I nie mizianie, dwa uderzenia trzcinką i groźna mina.
Tylko coś bardziej głębszego.
I wiedziałam, wiedziałam że mnie to nie minie.
Bo wiedziałam, że przeskrobałam więcej niż zwykle, i moje działania nieprzystające Suce wymagają kary, pokazania, czy raczej przypomnienia, gdzie moje miejsce, jakie moje obowiązki i zasady.
Drżałam. Ciągle drżę, bo zdradzę w sekrecie, że.. jakoś na tym spotkaniu nie udało się zastosować kary. Wiem, że to co zrobił mi Pan na ostatnim spotkaniu to tylko ledwo widoczny czubek góry, gdzie na kolejnym spotkaniu czeka mnie cała reszta tej góry.
Wybrałam sobie karę. A może to tylko część kary, a może tylko rozrywka, nie wiem.
Ale zaskoczyło mnie to, jak Pan zapytał, czy chcę 16 minut czy kija.
Myślałam że jak zawsze się ze mną droczy, bo przecież Suka nie ma wyboru, prawda?
Tak więc myśląc, że znów się ze mną droczy, i że po tym jak ja powiem o moim „wyborze” i tak zrobi po swojemu.
Wybrałam 16 minut. Pan się zgodził. Powiedział dobrze, będzie 16 minut.
Otworzyłam szeroko oczy, ze zdumienia, zaskoczenia, zabrakło mi języka w pysku..
Ale jak to?
Dopiero po chwili zaczęłam się zastanawiać. 16 minut ale CZEGO? 16 minut, to bardzo dużo czasu, może się wlec w nieskończoność z wisienkami, ciężarkami i chłostą a może zlecieć jak z bicza strzelił. No, ciekawe porównanie, aczkolwiek.
Przeraziła mnie wizja 16 minut czegoś.
Może ten kij byłby lepszym rozwiązaniem? Ale do końca byłam pewna że to tylko żart..
Tak się zastanawiam, może ja coś zaproponuję?
Ostatnia karę jaką pamiętam to była ta z wisienkami, ciężarkami, nie pamiętam ile to minut wtedy było ale myślałam że klęczę w nich godzinę… klęczałam, byłam przywiązana, oparta o drzwi..
Bałam się wtedy. Bałam się i bolało.
Bo chłosta w Zielonym Apartamencie.. to o tym już nie wspomnę. To dopiero było..
Nie chłosta sama w sobie ale to wszystko co wpłynęło na moją psychikę, co spowodowało że się bałam, i odczuwałam mocniej i mocniej..
Możliwe że to trochę kwestia wybujałej wyobraźni, której (czasami niestety) jestem właścicielką.
W każdym razie.
Przygotowywałam się na spotkanie, bardziej pod kątem.. hmm.. stroju.
Miałam dla Pana prezent.
Od razu na początku miesiąca zamówiłam, i szczerze mówiąc… delikatnie, ale delikatnie jestem rozczarowana.
Myślałam że packa będzie większa i solidniejsza, na taką wyglądała na zdjęciu, a tu miałam wrażenie że to zestaw dla początkujących.. :-)
Zobaczyłam packę i zaczęłam się śmiać :-) pomyślałam że Pan uderzy raz w mój tyłek i ją złamie..
Cały zestaw zawierał opaskę na oczy czerwoną i.. kajdanki z czarnym futerkiem.
Jak futerko :-) to klasyczna czerń :-) czerwień bywa intrygująca :-)
Ale.

Oczywiście przygotowałam strój.

Za czerwonymi pończochami z oczkami chodziłam od kilku miesięcy, ale w końcu znalazłam! I od razu, ze zdenerwowania jak w łazience się przebierałam to zrobiłam dziurę.
A miały być na Klimatyczną następną!
Koszulka czarna, ta co z tyłu jest przezroczysta, i specjalnie na ta okazję skombinowałam czapeczkę. Ale z rogami. I takim sposobem stałam się reniferem.. miałam zrobić jeszcze czerwony nos ale kompletnie mi to wyleciało z głowy.
Wyszłam, dałam prezent mojemu Panu, ii czekałam niecierpliwie! :-) sugestywnie wskoczyłam na łóżko i wypięłam tyłek, ale ciągle patrzyłam co Pan na to :-)
Jakoś.. bardziej od trzcinek i patyczków wolę coś, co ma dużą powierzchnię.
A już najbardziej podoba mi się pas :-) A ten na spotkaniu!
To był obłęd! Jeszcze tak mocno go nie czułam! Ale i tak go lubię.. :-)

Na następnym spotkaniu wieeeem. Wiem. Że kara mnie nie minie.
Wiem.
Zdaję sobie z tego sprawę. A moim zdaniem, wiem że Suka swojego zdania nie ma, ale moim zdaniem uważam, że 16 minut to za mało i to może być na rozgrzewkę.

Chociaż perspektywa kary na następnym spotkaniu, wspomnienia całego wieczoru, który razem spędziliśmy, czerwony tyłek i ślady, ból przy każdym ruchu, to zniknęło gdzieś w momencie, jak przytuliłam się do Pana i usnęłam, po raz pierwszy od bardzo długiego czasu spokojnie i z błogim uśmiechem na ustach…

 

 

 

 

Su Anusz. 

Podróż w nieznane – Klimatyczna [2]

Standardowy

Weszliśmy na górę. Miałam wrażenie, że pokonywanie schodów zajęło nam pół wieczora. Ale tak nie było.
Weszliśmy do jednego z mieszkań..
Nie wiedziałam czego się spodziewać.
Przekroczyliśmy próg i od razu z brzegu była kuchnia. Duży, zastawiony stół, przy którym siedziały znajome twarze. Napięcie na chwilę mnie opuściło.
Zaledwie garstka, ale ja ich znam!
Byłam zdziwiona, ze tylko tyle nas będzie. Ale pomyślałam, może impreza w kameralnym gronie?
Od razu zauważyłam, że jest gdzie się położyć. W jednym pokoju rozłożony duży tapczan, a w drugim, który słuzył za palarnię, jednoosobowe łózko.
Ucieszyłam się, bo pomyslałam że jak mnie weźmie to będę miała się gdzie położyć chociaz na chwilkę.
Zanieśliśmy do szafy nasze rzeczy, załozyłam obrożę i wrócilismy do kuchni.
Zajęliśmy miejsca i.. i tak własciwie nie wiedziałam co dalej.
Okazało się że czekalismy na resztę.
„To będzie jakas reszta?”
Jak się później okazało, była, i to całkiem.. spora.
Rozmowy się toczyły, ja odczuwałam jeszcze delikatne spięcie, mimo to przysłuchiwałam się. W pewnym momencie podszedł do Nas taki elegancki Pan, zainteresowała go moja obroża z medalionem, a ja niemal jak paw, wyciągnęłam szyje i ociekając dumą prezentowałam moja najcenniejszą biżuterię. Całą sobą mówiłam „Patrz, od mojego Pana, piekne, cudowne, prawda, jedyne w swoim rodzaju bo moje, Pan mi ją dał i specjalnie do tego medalion, to tyle dla mnie znaczy!”. Czułam się wyjątkowa…
Ludzie się schodzili, powoli i leniwie, tak siedzieliśmy, wyłapywałam pojedyncze słowa i od czasu do czasu zerkałam kto wszedł. Najbardziej w pamięć wryły mi sie dwie osoby.
Wysoki mężczyzna, rosły i silny, gdzie zastanawiałam się, kto jest jego własnością. Okazało się że to uległy. A ja myślałam że to on dominuje.. a dominował tylko wzrostem i posturą. Ok, byłam zaskoczona, że jest uległym, ale kazdy lubi coś innego i spoko.
I kobieta. Weszła i nie wiem czemu akurat ona przykuła moja uwagę. Ciągle na nią zerkałam, aż mnie to zaczęło krępować. Pomyśli ze jakaś niewyżyta jestem albo coś.
Miała piękne włosy, blond, spięte w kucyk. Taki mi się podobały! Cała ona wydała mi się interesującą postacią, a jak usiadła ze swoim partnerem obok mnie to prawie omdlałam z wrażenia.
Może przesadziłam troszeczkę, ale w każdym razie podobał mi się taki obrót spraw. Patrzyłam ukradkiem na jej nogi. Ale Pan powiedział że moge iśc się przebrać.
Wstałam posłusznie, poszłam do pokoju gdzie były nasze rzeczy i.. i juz miałam się odwrocić na pięcie i wrócić, ale oto odwrócił się elegancki Pan i Dama w Czerwoje Sukience. Przeszkodziłam im.
Ale weszłam dalej do pokoju, zażenowana jak cholera, i po cichutku wyciągałam swoje rzeczy.
Para zaraz poszła i zostałam sama. Kilka razy przewinęły się jakies osoby, a że łazienka była zajęta to zaczęlam przebierać sie w pokoju.
Zaczełam od makijażu. Mdłe światło wcale nie pomagało, brak lusterka doskwierał ale kreatywność się uruchomiła, i po chwili miałam kącik do makijazu.
Nie byłam zadowolona z efektu, ale zwolniła się łazienka.
Szybko do niej pobiegłam, obiacałam że będe minute-dwie i wskoczyłam zamykając drzwi.
Rozebrałam się. Założyłam pończochy, sukienkę, wyciągnęłam szpilki, poprawiłam jeszcze raz makijaż. Poprawiłam sukienkę. Bo z nią jest tak, że od pasa w górę jest z pasków, taka jakby uprząż, z tej uprzęży paseczki ida do
szyi a na szyi jest obroża. Od pasa w dół jest skórzana spódniczka.
I poprawiłam się, już tam się mocno dobijali, więc wyszłam i chyba zrobiłam pozytywne wrażenie.. :-)
schowałam rzeczy, pomalowałam usta konkretnym, ciemnym różem i weszłam do kuchni.
Chciałam jak najszybciej usiąść, żeby nie czuć tego wzroku przypatrujących się ludzi.
I chyba tutaj też zrobiłam wrażenie…
W sukience czułam się bardzo dobrze, troszeczkę speszona byłam jeszcze, bo przecież uprząż tak, było widać to i owo, ale w końcu przyzwyczaiłam się.
Szumiał mi w głowie wypity drink, który na początku wylądował w mojej dłoni, od mojego Pana.
Imbirowy. Nie spojrzałam.. a tu imbir.. dlatego mnie tak usta piekły później..
Pan oczywiście powiedział, że zna inne zastosowanie imbiru.. nawet nie chcę się domyślać!
Wśród przybyłych ludzi była Pani z ostatniej imprezy. Tym razem jej nie poznałam, bo zamiast wyrazistego irokeza, miała gładkie, rozpuszczone włosy. I tak wyglądała niesamowicie. Przyszła ze swoją.. Suką. Tą sympatyczną.
Ale Pan powiedział że wchodzimy do pokoju, i poszliśmy jako pierwsi.
Zapaliła mi się kontrolka i spanikowana zapytałam się Pana, czy to ja będe zaczynac imprezę, jak to kiedys miało miejsce. No bo jeju no, moj Pan ciagle o tym mówił, „A pamiętasz jak z N. zaczynałyście imprezę? Pamiętasz zasady? Hasło bezpieczeństwa? A to o czym rozmawialiśmy?”.
I jak tu kręćka nie dostać? Jak tu nie oszaleć z domysłów?!
Ale Pan na moje pytanie tylko sie uśmiechnął.
Podeszliśmy do kanapy a ja z wrażenia aż usiadłam obok Pana. Na kanapie!
Ja po prostu nie wierzę, zawsze na podłodze klęczałam, sama z siebie a tym razem obok Pana na kanapie.. no kto to widział, to az nie przystoi.. Może ze tam pod ścianą mało miejsca było i równie dobrze mogłabym klęczec przy krzyżu.. ale ja sie nie tłumaczę!
Ale już coś się zaczęlo dziać..
Siedzieliśmy i siedzieliśmy, ludzie sie krzatali jeszcze..
i tak zachodziłam w glowę, co też będzie sie działo? Obok krzyża fotel, na środku kozioł, gdzies tam majaczyło nowe urzadzenie..
Matko, ja sie boję…
I wparował Święty Mikołaj, a raczej Pani Mikołajowa, i nie jestem pewna czy taka Święta… :-)
I się zaczęło, spojrzałam, jakieś patyki, i ooooo nie! Rózgi! Kozioł+Rózgi= Masakra!
I tak patrzę z nadzieją, może na mnie nie starczy?? Moze akurat na mnie nie starczy?
Byłam przekonana że ja nie wyjdę.. że może jakiś elf ukradnie sobie rózgę..
Ale powoli. 
Zaczęło się…

Było takie kółeczko z cyferkami, od 1 do 16.
Trzeba było sobie zakręcić i liczba wylosowana będzie liczbą razów.
Natychmiast pomyslałam, że ja to pewnie będe miała 16.
Pierwsza Niegrzeczna. No dobrze. Zakręciła, nie pamiętam jaka liczba wypadła, ale tam jeszcze na stoliku było coś do wypicia. I jak w koncu którać to wylosowała to padła na podłogę. I ja z takim przerażeniem pytam sie Pana, ale co tam jest w tym kubeczku? A Pan mnie uspokojał że tam nic takiego nie ma, a ja tak zaczęłam panikować, i nie, ja nie chce kubeczka!
W koncu pewna Niegrzeczna wylosowała 16, ku uciesze zgromadzonych. Nie, to jeszcze nie byłam ja.
Momentami po pokoju latały drzazgi z rózgi. Ale generalnie było dobrze.
I Pani Mikołajowa patrzy na mnie, i mówi że jeszcze przecież ja!
Ja taka speszona, na tych szpileczkach „baaaardzo” wygodnych tuptam do fotela, siadam na kolanie Pani Mikołajowej i pada pytanie…

C.D.N.

Su Anusz.

Nienasycona

Standardowy

22.09.2016
Szczególna data, o której myślałam od rana. Od kilku dni.
Pan uświadomił mnie, że to 25 miesięcy.
Inaczej brzmi „2 lata i miesiąc” a inaczej „25 miesięcy”. Zrobiłam wielkie oczy. To mówimy już o takich liczbach?
W każdym razie, taki okres czasu jestem Suką. Z obrożą. Z Panem. I wizją chłosty w każdym momencie i w każdym miejscu, kiedy zażyczy sobie Pan. I z tymi różnymi innymi rzeczami, których się nie robi, a które są piekielnie podniecające. Czasem zawstydzające.
Ale wszystko co nielegalne i nieprzyzwoite ma w sobie magnetyzm. Nikt nie musi wiedzieć że ups, przekroczyłam granice przyzwoitości, ale mogą :-)
Mogą wiedzieć i widzieć jak to robię… :-)
Wszystko zależy od mojego Pana i co aktualnie wpadnie. Może inaczej, zależy do Niego i od tego, jak bardzo zainspirowała Go chwila i splot zdarzeń :-)

Przekonałam się o tym nie raz, ale odbiegłam od tematu bo nie o tym miałam pisać, tylko o wczorajszym dniu :-)
Rano niczego nieświadoma, wypiłam kawę. Miałam w planach zadzwonić w kilka miejsc.
Ale tak jakoś się wlókł ten poranek, zjadłam śniadanie, poszłam się przebrać i wykonałam jeden telefon. JEDEN.
Ledwo słuchawkę odłożyłam, zadzwonił Pan. :-)
Ze śmiechem odebrałam telefon i mówię, że właśnie skończyłam rozmawiać na drugim telefonie.
A że rozmowa nie za bardzo poszła po mojej myśli i byłam okropnie wzburzona, zaczęłam rozemocjonowana opowiadać Panu co udało mi się dowiedzieć i załatwić.
Gadałam i gadałam i gadałam i… w końcu Pan coś powiedział, ja się dalej skarżyłam, że już nie mam miejsca w kalendarzu do pisania i dalej nawijałam, Pan w końcu mi przerwał i powiedział że nawet nie zwróciłam co powiedział.
I tak zamknęłam się i myślę, o cholera, faktycznie tak ciągle ja tylko mówię i nie słucham i się zapytałam czy może powtórzyć co powiedział.
Powtórzył, aczkolwiek hmm.. :-) nie przywiązałam to tego wagi :-) to znaczy nie tak, nie uwierzyłam w to co mi moje wnętrze podpowiadało :-)
„Za chwile mi pokażesz”.
I się zaczęłam śmiać i myślę, tak jasne, za chwilę co to znaczy? Dziś? Jutro? Kiedy? Zapytałam się przez śmiech a kiedy.
„Za pól godziny”.
Umilkłam. Haha, oj mina mi zrzedła :-) Teraz to Pan się śmiał a ja zaczęła panikować.
Ale jak to za pół godziny? Przecież ja bym się musiała przygotować („O każdej porze dnia i nocy”, wiem, pamiętam, ale czasem trudno się tego trzymać…), ogarnąć trochę, przyznaję „Perfekcyjną Panią Domu” nie jestem, ale bałaganiarą rodem z tych programów amerykańskich też nie jestem, a wiadomo że czasem się pozbiera miejscami kilka ciuchów na fotelu :-)
Pół godziny hmmm… powiedziałam, że muszę trochę ogarnąć i w ogóle tak 15 minut na to potrzebuję. No ale ok, rozłączyliśmy się, Pan pozwolił w te 15 minut trochę ogarnąć.
Poza tym, jak to możliwe że Pan przyjedzie jak dokładnie w zeszłym tygodniu się spotkaliśmy na dłużej? No jak? A może jednak właśnie możliwe?
Te 15 minut upłynęło błyskawicznie, Pan zadzwonił że mogę schodzić, no to poszłam otworzyć drzwi, i jak zobaczyłam Go przy furtce… aż się we mnie zakotłowało..
Na czarno ubrany? O masakra, co to znaczy, będzie źle czy nie? Poza tym dobrze wie że mnie to kreci jak jest na ciemno ubrany i perfidnie to wykorzystuje!
Jeszcze lekko oszołomiona strojem dojrzaalm w Jego dłoni różę.
I tak się zastanawiam, dla mnie ta róża? A z jakiej okazji? A może nie dla mnie? No ale z jakiej okazji????
I się mentalnie pacnęłam w czoło.
Przecież dziś miesięcznica. :-)
Jakoś tak mnie zamroczyło :-) Przez ten strój jednak chyba… :-)

No ale przytuliłam się do Pana, poczułam jego usta na swoich i już straciłam głowę. Nic mnie nie obchodziło co dookoła. :-)
Ale tak to już bywa z tymi pocałunkami :-)
Poszliśmy do pokoju i co mnie zdziwiło leżeliśmy grzecznie na łóżku :-)
Grzecznie jak na nas :-) Ostatnio mnie poniosło z Czarnym Przyjacielem.. :-) ale już teraz byłam hmm bardziej opanowana :-)
No ale tak leżeliśmy, takie mizianie, no ale za chwilę już poczułam dłoń Pana pod legginsami :-) było o tyle łatwiej że nie założyłam majtek :-)
I za chwilę, co mnie jeszcze bardziej zdziwiło, Pan zaproponował żebyśmy się przenieśli pod kołdrę :-)
Znów rozważałam ten pomysł a Pan dalej zajmował się moimi najbardziej spragnionymi miejscami :-)
W końcu stwierdziłam, dobrze, idziemy pod kołdrę, ale…
„…teraz ja zajmę się Tobą” i uśmiechnęłam się przy tym nonszalancko :-)
I za chwilę dodałam „Śmigaj pod kołdrę”, na co Pan zareagował delikatnym upomnieniem słownym, iż nieodpowiednio się zwróciłam :-) no nie była to gafa na miarę „piątki” :-)
Ale jednak wywołało to uśmiech na mojej twarzy :-) w sumie, nie tylko mojej… :-)
Pan powiedział, jak już wstałam, żebym wzięła ten mały masażer, ale najpierw musiałam go zlokalizować.
Leżał w torbie :-) razem z obrożą :-)
Wskoczyłam do łóżka, przytuliłam się do Pana i… każdą komórką ciała czułam, jak mi dobrze :-)
Wiem, wiem, wanilia coraz bardziej dominuje, chociaż czasem może nie do końca, bo na czwartkowym spotkaniu… aaaa, ciiii :-) wszystko w swoim czasie :-)
Ale leżałam tak wtulona i nie chciałam się ruszać, było mi tak dobrze :-)
Ale za chwilę :-) było mi jeszcze lepiej :-)
Pan zajmował się moimi piersiami, tak jak lubię, mocno, czasem za mocno, ale jak boli wiem że żyję :-)
Zajmowałam się kutasem Pana. Zawsze mi tego brakuje. Zawsze. Lubię bawić się nim dłonią, jak leżymy i nakręcamy się nawzajem, albo ustami, sama kierować rytmem albo jak robi to mój Pan, trzyma mnie mocno za włosy i pieprzy aż się dławię i ślinię, i jak dochodzi i czuję jak nasienie spływa po moim gardle i… nie, zdecydowanie dużo wymieniać, temat na osobny wpis :-)
Eh.. :-)
Pan bawił się jeszcze mną, i po dłuższej chwili doszłam. Jak mam okres dostać jestem nie do zniesienia :-)
Wredna, złośliwa, ciskająca sarkazmem na prawo i lewo, bywa że obojętna, częściej płaczliwa.
Zresztą, każda kobieta czuje jak ma dostać okres. A takie dzikie samopoczucie niekoniecznie sprzyja zabawom :-)
Ale. Nie było źle. Było cudownie. Pan wyczuwał moje ciało, odczytywał moje reakcje i do tej pory mnie to zaskakuje z jaką precyzją, PRECYZJĄ to odczytywanie zawsze przebiega. Nie, nie chodzi o moje ciało, ale o te wszystkie inne rzeczy. Emocje, wahania nastrojów, ogólne wahania, moje myśli…
Czasem rozmawiamy przez telefon, Pan wspomina o jakiejś rzeczy, i zaciskam uda, a On mówi „Ale nie zaciskaj tych ud tak mocno” i jeszcze się uśmiecha!
Nie wiem, może to logiczne. Może. Nie wiem tak w sumie :-) ale zawsze mnie to rozśmiesza :-)
Czasem czuję się na podglądzie, ale to kolejny temat na osobny wpis :-)
Jeszcze leżeliśmy. Oczywiście, jak to Pan powiedział „bez łaskotania nie ma spotkania” :-)
A się broniłam, ale no niestety nie udało mi się i z rękami unieruchomionymi zwijałam się ze śmiechu :-) skopałam kołdrę przy okazji. I prześcieradło :-)
Eh :-) tak cudownie, ale wszystko co dobre kiedyś się kończy, i ten moment nadszedł.
Posmutniałam.
Jeszcze Pan mówił, żebym nie była smutna, ale jak tu nie być smutną, jak trzeba na ziemię wracać?
Czy ktokolwiek chciałby wracać z wymarzonego Raju?

Sprowadziłam Pana, pożegnaliśmy się i poszedł do samochodu. A ja jeszcze długo długo stałam w drzwiach kompletnie wyłączona. Nie płakałam ale poczułam taką pustkę. Tak jakby czegoś nagle we mnie zabrakło. I nie chodzi tylko o kutasa Pana :-)
Ale zabrakło mi takiego pchnięcia :-) do działania oczywiście :-)
Jak ja pisze no nie, najwyższy poziom zboczenia chyba dziś mnie ogarnął :-)
Także wczorajsza niespodzianka :-) Była wspaniała, cudowna, piękna i oh jeju… :-)

 

23.09.2016
Dziś poranek zaczęłam również od kawy :-) W sumie poranki zaczynam od porannego maila, w którym znajdują się zdjęcia i kilka informacji :-)
Ale później kawa była :-)
Wypiłam na spokojnie, obejrzałam bardzo ‚ambitny’ program i poszłam do kuchni.
Zanim naszykowałam sobie śniadanie minęło 40 minut.
Bo włosy jeszcze umyłam, jeszcze maila sprawdziłam, jeszcze to tamto i 40 minut się zrobiło.
Z drugiej strony skończyłam po 12 lekko. I jak popijałam spokojnie herbatę i kończyłam czytać zadzwonił Pan :-)
Kubek by poleciał na podłogę, tak drgnęłam na dźwięk dzwonka :-)
I znów ze śmiechem odebrałam telefon i powiedziałam, uwaga: „Masz szczęście, bo skończyłam śniadanie”.
No cóż, to nie było zbyt właściwe, ciągle mnie to gryzie.. Za te moje odzywki powinnam dostać trzcinką. Albo tym patyczkiem z cieniutkim sznureczkiem.
O brrrr, jak sobie o nim przypomnę pokornieję… i składam się w sobie do pozycji klęczącej. Prawie jak Transformers…
Ale Pan zwrócił mi uwagę, iż te moje odzywki doczekają się dobitnego przedstawienia ich niestosowności… i rozmawialiśmy dalej.
I nagle usłyszałam, że do pokoju, że Czarny Przyjaciel, że ten mały masażer… :-)
Hmm, niekoniecznie mi się ten pomysł spodobał, jeszcze byłam po wczorajszym obolała :-)
Ale pobiegłam do pokoju, zabrałam potrzebne rzeczy, rozebrałam się.
Podłączyłam Przyjaciela, wzięłam masażer. Miałam się nim pieprzyć :-) bo wczoraj Pan mnie nim pieprzył ale :-) jednak wolę jak Jego palce mnie pieprzą :-) tak podniecające że aż boli :-)
Położyłam się, powiedziałam że już gotowa jestem iiii… :-)
Najpierw masażer :-) miałam go w cipkę włożyć, jak to zrobiłam Pan powiedział żebym się nim teraz trochę pieprzyła :-) ten masażer ma za małe obroty :-) potrzebuję mocniejszych doznań, a Czarny Przyjaciel… :-) Eh :-)
I w końcu usłyszałam, to teraz Czarny Przyjaciel, włącz :-)
Włączyłam przyłożyłam w odpowiednie miejsce i..
Nie wiedziałam że jestem aż tak obolała :-) ale szukałam odpowiedniego miejsca i wcale tak bardzo nie bolało :-)
I jęczałam, tak momentami było mi dobrze, Pan oczywiście kazał mi mówić, ale :-) no cóż, muszę to jeszcze poćwiczyć :-)
Tak mi brakowało w tamtym momencie rżnięcia, czasem jakieś zdanie wydobyło się z moich ust aale nic specjalnego, ale miałam powiedzieć kim jestem :-) co mnie kompletnie podnieciło :-) jak ja to lubię mówić :-)
I jeszcze chwila, i jeszcze troszeczkę i.. jejuu, jak ja wyłam.. przed orgazmem.
Takie dwa głębsze.. :-) w sensie jęki :-) i pytanie.
Nie lubię dochodzić bez pozwolenia. Ale z drugiej strony nie potrafię się powstrzymać jakl Pan mówi „Jeszcze nie”… chciałabym się w końcu tego nauczyć :-)
Ale Pan pozwolił :-) podświadomie czułam że pozwoli :-) czasem jak się pytam to na chwilę przestaję się ruszać, bo ja jestem na krawędzi to wystarczy niewielkie poruszenie biodrami i koniec, spadam :-)
O jak się kręciłam.. zsunęłam się z poduszki, raz, drugi trzeci się wygięłam, rozłożyłam nogi szerzej by za chwilę mocniej je zacisnąć i znów rozłożyć ale nie przestawałam.
I dalej dalej trzymałam ale już nie mogłam miejsca znaleźć. Już tak bolało.. :-)
Pan mnie wczoraj zużył.. :-) Hahaha :-)
Ale za chwilę doszłam drugi raz, teraz orgazm był płytki ale nie tracił na intensywności :-)
I jeszcze trzymałam :-)
Ale Pan powiedział że już starczy… :-)
Szkoooda :-)

Także dwa dni pod rząd taaakie niespodzianki :-) oj bo się przyzwyczaję :-) ale eh było cudownie :-) nie mogę przestać o tym myśleć :-)
Pan mnie lubi zaskakiwać :-) i znalazł dla mnie czas :-) i przyjechał i był i pozwolił na orgazm i zadzwonił i… :-)
Jeju :-)
Tak wspaniale być Suką mojego Pana…

 

Su Anusz.