Klimatyczna. Wildest moments.

Standardowy

Wstęp
Klimatyczna.Początek.
Klimatyczna.Apartament.
Klimatyczna.Noc niespodzianek.

Z racji tego, iż ohydnie zapuściłam się z pisaniem, wrzucam całość.
Ciąg dalszy Klimatycznej…

CO DZIAŁO SIĘ NA KLIMATYCZNEJ?

Przypatrywałam się uważnie działaniom, ludziom dookoła mnie i starałam się wyłapywać jakieś rozmowy. Dopiero później zwróciłam uwagę na miejsce z różnymi narzędziami, a raczej to mój Pan zwrócił moją uwagę pytając się
- To co wybierasz?
Nie rozumiejąc o co chodzi, spojrzałam w kierunku który wskazał mi Pan. Zobaczyłam. Długa.. półka? A może długi stół a na nim różnego rodzaju wibratory, sznurki, wisienki, dyscypliny, no czego tam nie było, miałam wrażenie że tam było wszystko, ładnie ułożone, żeby ofiara mogła patrzeć co ją czeka.
Nie chciałam nic z tego. Zainteresowało mnie dwustronne dildo, taaakie długie, ja na jednym końcu, jakaś inna na drugim..
No ale trzeba wrócić na ziemię. Dalej klęczałam obok Pana, robiło mi się niewygodnie, uważałam na swoje 15 cm, nie chciałam żeby się zniszczyły.
Zmieniałam miejsca, raz klęczałam, raz stałam, później znów klęczałam, między nogami Pana.
Umiejscowiłam się wygodnie, czułam rękę Pana na karku i oglądałam spektakl…

Znajoma osoba, jak mogłabym zapomnieć o mężczyźnie, którego preferencje a raczej sposób ich odbierania wywarł na mnie takie wrażenie, strach i ciekawość.
Pan na koziołku został położony, przywiązany.
Jeszcze nie widziałam mężczyzny przywiązanego do koziołka, jakoś.. no nie wiem, nie przemawia to do mnie. Aczkolwiek jeśli to lubi..
Stopy miał wyeksponowane, nogi związane, wszystko ładnie pięknie.
I pani, która pojawiła się z tym panem powiedziała, że mają trzcinkę bambusową. Mokrą. Nasiąkniętą wodą.
Mojemu Panu zaświeciły się oczy, nie widziałam tego, ale jestem pewna że gdybym się odwróciła, to zobaczyłabym jak się świecą i ten Jego uśmiech, już planuje jak mógłby wykorzystać to narzędzie.
I po chwili usłyszałam blisko swojego ucha Jego głos.
- Chyba pożyczę od nich tą trzcinkę… – i zaczął snuć wizje, na dźwięk których wyskoczyła mi gęsia skórka. Na samą myśl o trzcince byłam niespokojna, a ona była mokra…
Byłam przerażona, a jeśli faktycznie Pan podejdzie i..
Nie dokończyłam myśli, bo zaczynało się show.
Zawsze mnie zastanawia. Ale tylko zastanawia. Jak to możliwe, że ten człowiek znosi taki ból. Osoby się zmieniały, z różną siłą uderzali różnymi patykowatymi narzędziami, ale nadal to było tak silne, myślę że ja po pierwszym razie użyłabym słowa bezpieczeństwa.
Bałam się, że ta trzcinka się złamie, a pani stojąca obok powiedziała że już kilka razy się tak zdarzyło.
Dalej uderzali, na zmianę, ten dźwięk mnie przerażał, ale nie uciekłam jak na ostatniej imprezie.
Zamach, chwila oczekiwania, ręka z trzcinką opada na stopę, charakterystyczny świst i plask uderzający o skórę. Przy każdym razie czułam jak mój żołądek podskakuje, w momencie gdy trzcinka stykała się z ciałem leżącego mężczyzny.
Zabawa trochę potrwała, faktycznie część była zainteresowana, część chciała złamać mężczyznę i waliła na oślep w stopy, a część się snuła po kuchni, zaglądała do pokojów i na balkon.

Duże wrażenie wywarła na mnie kobieta, Pani, która zrobiła wielkie wejście i przyszła spóźniona.
Po prostu byłam nią zainteresowana. Ale nie w jakiś sposób seksualny czy coś, zainteresował mnie jej wygląd i byłam ciekawa czy ma równie prowokującą, pewną siebie i interesującą osobowość. Zerkałam na nią często, przyszła z.. jeszcze nie umiem tego określać.
Z mężczyzną, przebranym za kobietę, która była suką.
Na początku, po wejściu, padła na kolana i całowała stopy organizatorki, patrzyłam na to z nieprzyzwoitą ciekawością. Później przeszły do salonu, czym wywołały zaciekawienie.

Ciągle byłam obok Pana, czasem siedziałam, częściej klęczałam, ale zaczęła się nowa zabawa.
Jak już widziałam trzech mężczyzn w roli uległych..
W takich momentach na imprezie wiem czego się spodziewać. Jest niemal pewne, że co najmniej jeden z mężczyzn odpadnie po takiej zabawie, albo nawet w trakcie.
Jak zabiorą się za nich panie, które uwielbiają bawić się męskimi uległymi.
Tym razem byli skrępowani. Leżeli na podłodze, ręce mieli związane z tyłu, do rąk mieli przywiązane nogi, sznur oplatał ciasno kostki, nadgarstki i… póki leżeli było ok.
Zorganizowane zostały wyścigi. Mieli się.. wić, czołgać? Po podłodze, do wyznaczonego miejsca.
Wszyscy świetnie się bawili oglądając starania trzech facetów, związanych, czołgających się po ziemi. Może i było to zabawne, ale.. dla mnie nie do końca. Miałam mieszane uczucia.
Nagle ktoś rzucił, że można posadzić na nich dziewczyny.
Uśmiechnęłam się na ten pomysł, i pomyślałam, że Pan pewnie mnie tam nie posadzi, i głośniej zachichotałam. Jeden uległy się wykruszył, powiedział dość, zostało się dwóch.
Nagle przestałam się śmiać. Co jeśli jednak mnie tam wyśle?
- A ty się tak nie śmiej, bo jedną z dziewczyn będziesz ty.- powiedział Pan i zaczął się śmiać na moje słabe protesty.
A ja spanikowana zaczęłam mówić, najciszej jak się da, żeby tylko Pan słyszał, że przecież nie, że on się złamie pode mną, coś mu się stanie, a jak mu serce wysiądzie, nie to zły pomysł…
Ale Pan powiedział. Ulegli wrócili na start. Ja z drugą Suką weszłyśmy na wycieńczonych facetów. I zaczął się groteskowy wyścig. Czułam się jak na wielbłądzie, kiwałam się na jedną i drugą stronę mając wrażenie że zaraz wyląduję na podłodze z głośnym hukiem. Ale jak już wczułam się w ruchy wijącego się pode mną uległego starałam się mu w miarę możliwości pomóc. Słyszałam sapania dwóch głosów, nadludzki wysiłek. Czułam się zażenowana, odpychałam się nogą żeby go odciążyć nieco, ale i to nie umknęło uwadze mojemu Panu i zwrócił uwagę na to, by nie pomagać.
Mimo mnie na plecach uległy poruszał się w miarę szybko, wydawał mi się silny, czułam pod sobą jego pracujące mięśnie, wiedziałam że każdy następny ruch sprawia mu trudność i robiło mi się go żal.
Drugi był gdzieś za nami, równie głośno sapał.
Rozejrzałam się dyskretnie. Przypomniały mi się sceny ze 120 dni Sodomy. Poczułam się jak jedna z bohaterek książki…
Nie wiedziałam jak jeszcze mogłabym pomóc uległemu pode mną. Ale znów zaczęli mówić, że mamy nie pomagać, także siedziałam bliska płaczu, słysząc jego głośny, już niemal charczący  oddech.
Doczołgał się, robiąc chwilę przerwy, ostatkami sił zbliżając się do stóp tej Pani, która zrobiła wielkie wejście.
Jak najszybciej z niego zeszłam. Nie pamiętam czy coś mówiłam, co zrobiłam jeszcze. Byłam zła że musiałam brać w tym udział. Mimo to uśmiechałam się, że to już koniec.

Ja mogłam siedzieć godzinami w kuchni. Robić kawę, układać, kroić, szykować, nalewać, sprzątać. Ale od tego była Kinga. Bardzo sympatyczna, i nawet teraz, po takim okresie czasu dobrze ją wspominam. Kilka razy zdarzyło mi się z nią porozmawiać, tak przelotnie. No i co z tego że to był mężczyzna?
Taki ładny strój kelnereczki, ładna peruka, sama zastanawiałam się nad zakupem takiego stroju. Z tego co pamiętam Kinga leżała na stole i była.. hmm… zabawiana prądem w dolnych partiach ciała..
W ogóle teraz na tej imprezie to ładnie prąd chodził. Nawet na ostatniej imprezie nie był tak rozchwytywany.
Psy dalej były dręczone. I naprawdę wyglądali jak “zbite psy”, jeden miał wzrok jakby chciał zabijać.
Kręciło ich to? Podniecało?
Prawdopodobnie tak, bo tylko oni zostali.

 

Jak już nóg nie czułam, jak już ścierpły mi maksymalnie, odważyłam się spytać Pana, czy mogłabym usiąść.
Pozwolił mi, a ja klapnęłam na tyłek i…
Jaka ulga :-)
Oparłam się o ścianę i oglądałam co będzie dalej…

 

Była chłosta na krzyżu, było jeszcze kilka akcji na koźle, na stole z psami i sympatyczną kelnereczką, później przeniosła się na krzesło.
I tak już emocje opadały powoli. Ja już czułam że ogarnia mnie lekkie zmęczenie, nogi też odmawiają posłuszeństwa, zrobiłam kawę dla Pana i siebie i piliśmy. Wyszedł na balkon. Ja jak wychodziłam dwa razy na balkon to bałam się, że ktoś zobaczy :-) ale tak pomyślałam, uruchomiła się moja delikatnie ekshibicjonistyczna natura, właściwie czemu nie? :-) to mogłoby być ciekawe :-)
Faktycznie, jakby ktoś zerknął w górę, zobaczyłby półnagie kobiety w otoczeniu eleganckich mężczyzn..
Nie przeszkadzało mi to :-) Chociaż jak Pan mnie okrył, przyjęłam gest z wdzięcznością i opatuliłam się szczelnie materiałem.

 

Pan powiedział żebym poszukała wolnego pokoju.
Zapytałam się a co będzie jak będą zajęte?
- To się spytaj czy można się dosiąść. – z tym zdaniem kotłującym się w głowie, tak żeby nie zapomnieć, ruszyłam na poszukiwania.
Pierwsze drzwi otworzyłam a tam…
Kobieta ujeżdżająca mężczyznę. Zatkało mnie a oni spojrzeli na mnie pytająco. I taka zakłopotana się pytam czy można się dosiąść.
A oni spojrzeli po sobie i wybuchnęli śmiechem. Powiedzieli że jasne, można i dziewczyna powoli się poruszała i patrzyła na mnie.
Jak szybko drzwi zamknęłam a oni tam coś mówili do siebie i znów wybuchnęli śmiechem.
Nie ma to jak zrobić z siebie idiotkę. :-) Dopiero później do mnie doszło jak to mogło zabrzmieć..
Poszłam po Pana i weszliśmy..
Pan zaprowadził mnie na drugi koniec łóżka, kazał się położyć na brzuchu i dawał mi klapsy. Liczyłam, dziękowałam…
Poczułam że materac już się nie ugina, była chwila spokoju, ugiął się jeszcze raz a ja czułam ciągle klapsy.
Później czułam szpicrutę, ale oglądając się za siebie zobaczyłam zafascynowaną dziewczynę, która jeszcze chwilę temu ujeżdżała mężczyznę leżącego obok.
Zaskoczona tym wszystkim, już nie wiedziałam, kto uderza. Ale zabawy posuwały się coraz dalej.
Byłam jeszcze bardziej zaskoczona, jak dziewczyna chciała się pobawić moją cipką. Zobaczyć jak daleko może się posunąć.
To co ona robiła było całkiem fajne, ale mimo jej długich palców nie potrafiła znaleźć mojego punktu, który Pan znajduje od razu. Ale nie mówię, że było źle :-) to było całkiem ciekawe doświadczenie :-)
Pytała się mnie czy lubię zabawy z tyłkiem. A ja szukając poratowania u Pana spojrzałam na niego ale nic nie mówił więc musiałam sama powiedzieć, że no tak nie do końca…
Lubię. Ale wolę jak bawi się mój Pan :-) jestem pewniejsza i z nim to zawsze jest przyjemne :-)
Fajne było :-) jak ta dziewczyna miętosiła mi tyłek :-) ooojeju to było :-) Pan to robi najlepiej, ale z rąk dziewczyny było całkiem ciekawe :-)
I dziewczyna z mężczyzną zajęli się sobą, a my z Panem sobą..
I nagle słyszę jęki.. tak się oglądam za siebie, a oni się pieprzą!
Pan się za ten czas położył, rozpiął rozporek i wyciągnął swojego kutasa, po czym złapał mnie za włosy i…
- Ssij Suko.
Tak, ten głos, taki cichy, słowa wypowiadane przez zaciśnięte zęby, ale je chciałam oglądać..
Zabrałam się za obciąganie, czułam zaciśniętą na moich włosach dłoń Pana, przyspieszał, pogłębiał, zwalniał, znów przyspieszał i jak załapałam rytm zwolnił nieco uścisk.
Za sobą słyszałam jęki, sapanie, słyszałam jak się zbliżają, prawie są na granicy, przestawali, znów się pieprzyli tak że całe łóżko latało, znów coraz bliżej byli ale znów chwilę przed przestawali.
Nie wiedziałam o co chodzi, ale wyjaśnili co to ma na celu, już dokładnie nie pamiętam.
Ja jeszcze obciągała kutasa mojego Pana, Słyszałam parę za sobą i to było cholernie podniecające, chciałam oglądać, ale miałam coś ważniejszego do robienia.
Zapadłam się czasem w kierunku tej pary, łóżko coraz bardziej drżało aż w końcu pozwolili sobie…
Tak..
Oni się ulotnili, my jeszcze leżeliśmy…

 

Dostałam szansę na orgazm, a nawet dwa, z Czarnym Przyjacielem, znów się zeszło w drzwiach trochę ludzi, wiem to z opowieści, bo nie rozglądałam się na boki. Robiło się tak spokojnie…
Trochę siedzieliśmy w salonie, oglądaliśmy co się działo. Ciasne wiązanie piersi pięknym, czarnym sznurem, perspektywa wisienek, do mnie to nie przemawiało.. to strasznie musi boleć.. MUSI, bo ja nie próbowałam. I nie chcę próbować.
Kobieta na widok wisienek rzuciła hasło bezpieczeństwa. Też bym tak zrobiła…
Później nie mogąc patrzeć, jak psy kaleczą masaż stóp, Pan w moim imieniu zaproponował Pani od wielkiego wejścia masaż w moim wykonaniu.
Ucieszyłam się gdy przystała na propozycję, chciałam się zbliżyć i móc ją obserwować z bliska.
Jeszcze nie masowałam stóp w pończochach. Także kolejne nowe doświadczenie.
I masowałam, skupiona na ruchach, toczyły się rozmowy, już takie leniwe, od niechcenia, masowałam i masowałam, klęczałam przed Nią, nóg nie czułam, tak okropnie bolało, ale dalej masowałam, w końcu po jakimś czasie Pan dosiadł się na kanapę po mojej lewej stronie i zaczęła się całkiem fajna rozmowa.
Pani okazała się.. Panią :-) w sensie prawdziwą Dominą :-) mimo strachu który we mnie wzbudzała całkiem przyjemnie się z nią rozmawiało :-) a Suka siedząca obok fotela Pani okazała się rozmowna, sympatyczna i zabawna :-) wywoływała mój śmiech :-)
Już coraz mniej ludzi było. Zostało się kilka osób, już tak sensualnie, spokojnie i powoli…
Poszliśmy z Panem do sypialni i się położyliśmy. Ja już naga, bez stroju, czułam się całkiem swobodnie.
Przytuliłam się do Pana i tak leżeliśmy, głaskał mnie, całował, przytulał i trzymał za to na co trafił akurat :-)
I tak pomyślałam, oczy zamknę tylko na chwilkę, wzbraniałam się przed tym ale musiałam na chwilkę zamknąć oczy..
Usnęłam.
Czułam jeszcze jak Pan wstaje, ale ja tak bardzo nie chciałam się budzić…
I spałam, nie wiem ile, chwilkę, czy dłuższą chwilkę, ale Pan w końcu wszedł i powiedział że musimy się zbierać.
Pan oczywiście nie mógł sobie odpuścić i zaczął mnie łaskotać, gryźć… :-)
Ale jednak jak trzeba to trzeba, z lekkim ociąganiem ale wstałam.
Wyjrzałam przez okno. Słońce wschodziło, mimo że było chłodno i zmarzłam taka naga.
Oglądałam powoli budzące się do życia miasto, ludzi wychodzących na spacery z psami (bez aluzji żadnej!!!), do pracy, do szkoły, do kościoła czy gdzie tam jeszcze, nie mając tej świadomości, że niektóre jednostki po nocy pełnej wrażeń dopiero się ubierają i wracają na ziemię, do zwykłych śmiertelników, zstępują między nich przywdziewając kostium przeciętnego Kowalskiego.

 

 

 

Su Anusz.

Sucze Fantazje *Historia*

Standardowy

- Mmm, iść się już przebrać..? – wymruczałam do swojego Pana, jeszcze się tuląc i łapiąc ciepło z Jego ciała.
Dostałam przyzwolenie, uśmiechnęłam się lekko i postanowiłam wstać. Jeszcze chwilę się przekomarzaliśmy na temat tego, co będzie dalej, po moim wkroczeniu do pokoju, jeszcze sennie podeszłam do biurka, zabrałam swoją różową torbę niespodzianek i poszłam do łazienki.
Wiedziałam że jest już późna godzina, tak dobrze nam się spało, ale nie odpuszczę tego pomysłu. Nie. Za bardzo się na niego napaliłam, za dużo czasu na niego poświęciłam i włożyłam, w przygotowania całe swoje serce.
Muszę wyjść i się pokazać, nawet jeśli miałabym się w tym położyć spać.
Ominęła mnie chłosta.
Nie wiedziałam, czy się cieszyć czy płakać. Miała być, tak się bałam, widziałam sznury dyskretnie przywiązane do nóg łóżka i to powodowało, że przebiegały po moim kręgosłupie silne dreszcze. Podniecenia? Strachu?
Jednego i drugiego zapewne.
Wróciłam do łazienki. Wyciągnęłam wszystko, czego potrzebowałam, bodystocking z ostatniej imprezy klimatycznej, woreczek z akcesoriami, kosmetyczkę.
Przeczesałam włosy, poprawiłam makijaż, i nie mogłam się doczekać aż założę całą resztę. Siłowałam się zakładając nogawki od bodystockingu, ale w końcu założyłam.
I wiedziałam że popełniłam błąd, bo nie miałam jak założyć ogona. No to znów się rozebrać, zapiąć ogonek, założyć.. Eh!
A ja już chciałam wychodzić!
Założyłam uszka, założyłam łapki. Zapięłam swoją obrożę. Spojrzałam w lustro.
Wilczyca.
Nie kotka, pielęgniarka, policjantka. Wilczyca.
Wszędzie pełno było kotków. A ja nie jestem kotek. Ja jestem Sunia. I nie będę z siebie kotka robić.
Znalazłam na necie uszka i ogonek. Doszyłam kokardki. Łapki zrobiłam sama, z futerka. Też kokardki doszyłam.
No ogólnie to kokardki były wszędzie gdzie się dało. Nawet na ogonie i przy obroży.
Narysowałam sobie czarną kredką nosek i wąsiki. Jeszcze raz się obejrzałam. No mnie się podobało, jeszcze jak się spodoba mojemu Panu to :-) będzie cudnie :-)
Padłam na kolana, żołądek się lekko zwinął. Zależało mi na tym, żeby efekt się spodobał…
Nacisnęłam klamkę, ramieniem pchnęłam drzwi i wyszłam. Z pochyloną głową, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Jak podeszłam wystarczająco blisko podniosłam głowę.
Zachciało mi się śmiać z samej siebie, co ja robię…
Ale Pan.. no wydaje mi się że był zachwycony, Jego uśmiech, to jak mnie oglądał i mówił że ciekawy pomysł, że bardzo fajnie :-) tak, to chciałam usłyszeć :-)
Ale za chwilę wydarzyło się coś, czego się zupełnie nie spodziewałam..
Klęczałam przed Panem, najpierw kazał mi zamknąć oczy, za chwilę je zasłonił.
Po chwili usłyszałam znajomy dźwięk, klamry od pasków. Bransolety. Na nadgarstki. Tak dawno ich nie czułam, przerażenie wróciło, co się stanie?
Ta niepewność sprawiła, że automatycznie wykonywałam czynności. Pan mnie prowadził, delikatnie podnosił moją rękę żebym ja to zrobiła, opuścił, drugą sama podniosłam, później pociągnął mnie za sobą, poszłam za Nim grzecznie, oczywiście na kolanach, Pan mnie ustawił i… coś mi zadźwięczało w głowie, ale jeszcze nie wiedziałam co..
Poczułam za plecami łóżko. I nagłe olśnienie. Przecież ja o tym pisałam. Wydaje mi się? A może mi się śniło? A może deja vu?
Okazuje się, że Pan spełnia moją fantazję :-) jak zawsze zresztą :-)
Ale nastąpiła mała modyfikacja. Ręce owszem, rozłożone, ale związane w taki sposób, że klęczałam i leżałam na łóżku jednocześnie.
Nioe spodobała mi się ta pozycja, bo za chwilę mój Pan zaczął mi wiązać nogi tak, że były rozłożone.
- To po to, żebyś ich nie składała – zadrżałam na dźwięk Jego głosu. Poza tym, tak rozłożoną łatwo było mnie chłostać po piersiach..
Czując obezwładniający strach, co chwila podnosiłam się na tyle, na ile pozwalały mi związane ręce. Nic nie widziałam. Czułam, nasłuchiwałam.
Po chwili byłam pozbawiona wzroku i zakneblowana tą słodką, czerwoną kuleczką na pasku. Świetnie. Jeszcze nie mogę śliny połknąć. Coś jeszcze? Chyba pomyślałam to w złą godzinę, bo poczułam dłonie Pana w bliskim pobliżu moich piersi…
Jęknęłam przestraszona i drgnęłam. Co teraz? Co…?
Bliżej nieokreślone uczucie, jakby coś przyklejanego do piersi, coś.. ale nie wiem co.
Prąd? O nie, tylko nie to.. Skoro jedna nakładka jest tutaj, to druga będzie niżej..
Ale okazało się że nie. Że to nie prąd. Do tej pory nie jestem pewna co to było, ale myślę że to były wisienki wibrujące.
Jak Pan włączył wibracje.. kolejny raz zadrżałam, ze strachu, myśląc, że to jednak prąd. Ale nic się nie zmieniało, ani natężenie ani odczucia także byłam pewna że to wisienki.
Teraz podnosiłam się po to, żeby przełykać ślinę.
„Ale czy to nie do tego służy? Żeby ślina ciekła strużkami po brodzie?”, w takich sytuacjach naprawdę, mam skłonności do filozofowania, chociaż wtedy nasila się mój „brudny język”…
I czekałam co dalej…
- Chyba muszę przypomnieć ci, gdzie twoje miejsce… – i już wiedziałam, że mam przerąbane.
Na udach czułam trzcinkę, dyscyplinę, chyba tą czerwoną co lubię ją czuć na piersiach przy rżnięciu, był kij, który Pan specjalnie na tą okazję zabrał.
Panikowałam, mocno panikowałam, ale to jeszcze nie był koniec.
- Chciałaś ostatnio chłostę cipki, taką mocną.. teraz jest idealna okazja… – o nie. Ja? Coś takiego mówiłam? Ja?
- Poproś.
Staram się spiąć i poprosić, ale knebel mi tego zadania nie ułatwia, także maksymalnie wysilam swój język próbując powiedzieć „Proszę”, ale w rezultacie wychodzi jakiś bełkot, który sprawia, że się rumienię ze wstydu.
Ale Pan zrozumiał. I poczułam trzcinkę na udzie.
Kurczę, ale gdybym napisała, że.. mi się to nie podobało :-)
Ja chcę knebel częściej :-) będę wierszyki recytować :-) albo książkę będę czytać :-)
Za chwilę Pan skupił swoją uwagę na mojej cipce, co chwila drażniąc okolicę.
Odechciało mi się spać. Czujnie leżałam i nasłuchiwałam. Pan wyszedł zapalić? I tak po prostu mnie zostawił?
chyba za bardzo się rozluźniłam, bo poczułam plaśnięcie i słowa „Ale ja tu jestem” wwiercały się w moją głowę.

Pan bawił się mną, drażnił igłą, wbijał ją, w końcu pomyślałam, że przebije się na drugą stronę, czułam zapach spirytusu, którym przetarł to miejsce, ale stwierdziłam, nie zrobi tego przecież..chyba? Nie?

Pan ułożył mnie na nowo, tym razem na łóżku, cały tył był do jego dyspozycji. Nogi przywiązane, rozłożone, tak samo ręce.
I na zmianę, pośladki, plecy, pośladki, uda, pośladki… był pas, pas był mocny i po raz kolejny łzy w oczach mi stanęły. I kijek. I dyscyplina. I tyle to trwało.
Poproś.
Poproś…
POPROŚ…
Prosiłam. Co dziwne, nie robiłam tego wbrew sobie. Prosiłam bo chciałam.
Leżałam, przyjmowałam razy, prosiłam.
Oczy mnie piekły, chociaż wcale to nie było takie straszne.
I Pan się zapytał. Czy chcę jeszcze pas, tak mocno. Sucza część mnie krzyczała tak, jeszcze pas jeszcze pas, jeszcze mocno!
Pokręciłam przecząco głową i cicho wybełkotałam nie, czując łzy porażki. Nie podobało mi się że tak łatwo zrezygnowałam. Że odpuściłam. Dlatego nie lubię mieć wyboru, bo zazwyczaj żałuję. A jak już się zdarza ten jeden moment na milion. Że mogę wybrać, zadecydować. To staram się żeby to przyniosło zadowalające skutki i dla mnie i dla Pana. 
Z drugiej strony wiedziałam, że jak będzie jedne mocny pas (wiem, że byłby naprawdę mocny), to bym nie dała rady i bym się rozbeczała jak dziecko.
Nie lubię płakać. Ale czasem to silniejsze ode mnie.
Po tym jak Pan skończył się śmiać, triumfalnie, mówiąc tym samym bezgłośnie „Wiedziałem, że tak powiesz”.
Powoli mnie rozwiązywał, ja bezwładna leżałam, Pan wyciągnął knebel z moich ust i położyliśmy się, ja wtulona w Niego…
Chciałam igieł. Chciałam od dawna. Akurat Pan zaproponował podwiązkę.
Przepełniona strachem ale i ekscytacją, jak to będzie, igły na udach, jak to będzie boleć, a przede wszystkim, jak będzie wyglądać podwiązka z igieł i sznureczka?
No ale. Położyłam się na brzuchu. Cała ceremonia przygotowania. Waciki, spirytus, rękawiczki..
Już same te działania budziły we mnie strach. A jak Pan przymierzał się do wbicia pierwszej igły, spanikowana podskoczyłam na łóżku jak oparzona i zaczęłam krzyczeć „Nie! Czekaj! Czekaj! Chwila! Muszę się psychicznie przygotować!”.
Jakie to było… szalenie niewłaściwe! Teraz mi głupio że tak wyskoczyłam..
Ale Pan cierpliwie poczekał, wzięłam kilka oddechów, powiedziałam „Już” i się zaczęło.
Jęczałam, stękałam, piszczałam… a ledwo igła się wbiła w moje ciało. Czułam jak się przesuwa, dalej i dalej, i wybija się drugą stroną. Myślałam po raz kolejny, że to gdzieś 5-8 cm. I już moja wyobraźnia zaczęła działać, jak igła przebija się przez mięśnie, krwawię i w ogóle.. ale to tylko moja wyobraźnia… :-)
Kurczę no, bolało. Może nie bardzo ale bolało. I jak już igła była w środku to piekło.. nie pamiętam czy na plecach miałam takie samo pieczenie po przebiciu igły.
Ale za chwilę była druga, też kilka oddechów i jazda.. też bolało, też się kręciłam, jęczałam, stękałam..
I też piekła. Trzecia tak samo.
Później Pan przewlekał sznureczek czerwony. Coś tam misternie układał, wiązał…
Ja wstałam, podeszłam do lusterka ii :-) no efekt mi się spodobał :-) i tak pomyślałam, iść na imprezę klimatyczną w takim gorsecie z igieł i wstążek, z podwiązką taką jak ta, na którą patrzę… :-)
Położyłam się, Pan zrobił zdjęcia i nadszedł moment.. wyciągania!
- Szybko czy wolno…?
Chwila zastanowienia… wolno.. ostatnio było wolno.. to teraz szybko?
Zdecydowałam jednak że wolno, ale w ostatnim momencie krzyknęłam że szybko :-) coś za często krzyczę..
Pierwsza igła, ból, szybkie pozbycie się.. i moje mieszane uczucia. Bolało. Ale z drugiej strony jakoś.. tak.. podniecało. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale czułam w dole takie ściskanie..
Później była druga. Podobne w odczuciu. I trzecia. I się zastanawiałam jak to możliwe że takie skrajne emocje, uczucia we nie budzą igły..?
Trochę się wstydziłam powiedzieć Panu o tym, że to mnie podniecało, to szybkie wyciąganie.. dla mnie samej to było dziwne, dzikie, niecodzienne i w ogóle jakieś pokręcone..

Tydzień temu, ehh… :roll:

Usnęliśmy.
Byłam spokojna. W końcu nie przytulałam się do misia. Tylko do mojego Pana.
Spokój, bezpieczeństwo.. Czego chcieć więcej…

She wolfPodwiązka

Su Anusz.

Sucze Fantazje *To dziś!*

Standardowy

 

22.03.2016
Kiedy to czytasz, jestem już na spotkaniu z moim Panem.
Nie wiem dokładnie, czy już zrealizowałam swój pomysł, czy czekam na odpowiedni moment.
Najważniejsze, że jestem na swoim miejscu, obok właściwej osoby.
Nie mogłam się doczekać tego dnia.
Szalałam wyobrażając sobie te wszystkie rzeczy, które mogłyby się wydarzyć.
Otwarcie pisałam o swoich pragnieniach i fantazjach, gdzie mnie to zaprowadzi, nie mam pojęcia; bezwzględność, zobaczymy co się wydarzy.

Ile z pragnień się spełni? Ile nowych się pojawi?
Moim pomysłem naturalnie się podzielę.
Zdam relację z długo wyczekiwanego spotkania.

Przy Panu nauczyłam się, że…
Wszystko w swoim czasie… Cierpliwości…

 

 

 

 

Su Anusz.

 

 

Beng! Beng! To jest NAPAD!!!

Standardowy

„Ściskam sutka lewej piersi. Nogi mam rozłożone, odrzuciłam kołdrę.
Czarny Przyjaciel tkwi pod materiałem legginsów. Za chwilę zaciskam na nim uda.
Rozmawiam z moim Panem, powoli przygotowując się na to, co zaraz się wydarzy.
„Wejdź na Skype”, albo coś w podobnym guście.
Podrażnić, podrażnić i stop, koniec, czekaj Suko aż pozwolę.
Albo małe co nieco przez telefon.
Ah, tak wiele możliwości, i tylko taka jedna maleńka na końcu, a może Pan przyjedzie i mnie zerżnie…?

Zakręcona rozmową i doznaniami różnej barwy chyba nie dopuściłam do siebie tego, co Pan przed chwilą powiedział.
„A teraz przerwij, wyciągnij Przyjaciela z legginsów i otwórz mi drzwi”.
Zastygłam z szerokim uśmiechem i zaraz po rozłączeniu wyskoczyłam z łóżka i zadawałam sobie pytanie, które przewija się bardzo często przez ostatnie dni: „ALE JAK TO???” :roll:

Przed drzwiami stanęłam.
Jak ja wyglądam… włosy nieumyte, byle jak spięte, bez makijażu, jedynie marne resztki tuszu na dolnych rzęsach gdzieś tam się huśtały, potargane legginsy, dziura na dziurze, plamy z wybielacza (legginsy do sprzątania, no co…), koszulka z dekoltem takim że mi coś niecoś wypływało..
A jak już klamki dotknęłam, wróciło pytanie. Jak to?
Niecierpliwie otworzyłam drzwi, już myślałam że to jakiś żart, albo sen, albo mi się wydawało i że po otwarciu drzwi nikogo nie zobaczę, ale…

Chyba pół miasta usłyszało, jak kamień spadł mi z serca.
Mój Pan stał za drzwiami, był i zaraz przekroczył próg..
A ja jak to ja w takich sytuacjach, zaczęłam mówić, że czemu mnie nie uprzedził, ogarnęłabym się i… Pan nie pozwolił mi dokończyć.
Najlepszy sposób żeby kobieta się zamknęła? Zatkać jej usta pocałunkiem.
A najlepszy sposób żeby Suka się zamknęła? Jedno spojrzenie.
No ewentualnie knebel ale hmm musimy to przetestować bo ja nie wiem czy to takie skuteczne, chociaż nie zakładam niczego z góry…
No ale po prostu pod tym pocałunkiem się rozpłynęłam.
Od Pana biło coś, coś innego, jakiś blask, coś takiego.. no nie wiem.. gdybym wierzyła w niektóre rzeczy powiedziałabym, że otaczała go błękitna aura. :roll:
Oszołomiona spięłam na nowo włosy wchodząc po schodach.
Czułam palce Pana na pośladkach, czyżby pewna doza niecierpliwości..?
Nie zwracałam na to uwagi, byłam zbyt otępiała, zszokowana tym co się dzieje… a po zamknięciu drzwi, gdy już przekręciłam klucz..

Bez zbędnych ‚czułości’ Pan wyciągnął pas i spytał się, czy tego właśnie pragnęłam, czy o tym marzyłam. Odpowiedziałam, że tak, zagryzając wargę i napinając się nieznacznie.
Jeju, oczywiście że tego chcę…!
Pochyliłam się. Oparłam o łóżko.
„Poproś”
Jakbym była zdolna do wymawiania słów, taka pochylona, czekająca.
Poprosiłam…
Pierwsze uderzenie… :-) rozpłynęłam się w doznaniach..
Najpierw ból, zaraz słodycz, podniecenie, czułam już jak robię się mokra..
Chyba przez ten cały szok zaczęłam liczyć i dziękować, co ostatnio mi nie wychodziło…
Pełna, podniecająca dziesiątka wybita na moich pośladkach.
Nie dając mi dojść do siebie i rozkoszować się bólem pośladków, tym spływającym jak karmel, Pan złapał mnie za kudły, sprowadził na kolana i spytał „Co jeszcze byś chciała”.
Jak się o mnie troszczy, mój ukochany Pan :-)
Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo już Jego kutas wypełniał moje usta.
Nadawał rytm, poruszając moją głową, czułam momentami że jest za głęboko, że krztuszę się, ale co to za uczucie, trzymać kutasa Pana w ustach… ”

Pierwszą środę grudnia świętowałam przyzwoicie. Tak jak zawsze chciałam. W końcu każda środa jest doskonałą okazją do loda. Co ja mówię, każda środa? Każdy dzień… :roll:
Zaczęło się od środy.
Zaskakiwanie.
Czwartek był dzień przerwy.
Piątek…

„Chodziłam po mieście, byłam w centrum handlowym na małych zakupach, nie podejrzewając, że wieczór może być tak zimny, założyłam legginsy i stringi. Ładnie pięknie się chodziło, w cieple, oglądało przyozdobione świątecznie witryny, mijało ludzi w szale zakupów, kupiłam tego dnia pierwszy prezent na święta, oczywiście dla mojego Pana :-)
Dla nikogo nie wybierałam tak długo prezentu :-) zależało mi, żeby prezent spodobał się mojemu Panu…
Ubrałam się, zastanawiałam się o której przyjedzie mój transport i poszłam na przystanek.
Okazało się, że za 7 minut mam tramwaj, to taka ucieszona, nie potrafiąc ustać w jednym miejscu tuptałam sobie w jedną i drugą stronę.
I super, świetnie, podjechał tramwaj, wsiadam i nagle poruszenie i ludzie wysiadają. Pytam się pani stojącej obok co się dzieje (wyciągając wcześniej słuchawki z uszu), po czym pani mi odpowiada, że tramwaj dalej nie pojedzie bo jakieś remonty są. I trzeba iść na drugą stronę.
Tak patrzę na drugą stronę, ani oznakowania żadnego, nic kompletnie. Ludzie wysiadają, idą tam.
A ja powoli się spinałam. Kurczę, nie wiadomo o której autobus podjedzie, a tu już późna godzina, a jeszcze miałam wypełnić swoje obowiązki..
Szukałam w myślach najlepszej opcji, jak tu najszybciej do domu wrócić. Cały dzień nic nie jadłam i mądra Su poszła na zakupy o pustym żołądku. Inteligentne serio.
Zaczął siąpić deszcz, tak nieprzyjemny i zimny, czułam jak zimno przenika moją skórę i wnika w kości. I zaczęłam przeklinać swój wybór bielizny. Kawałek materiału i paseczki. Na takie zimno..
Głupio przyznać tyłek mi zmarzł.. tak bardzo mocno.
Deszcz padał. Wiało. Było mi zimno i byłam głodna, włosy miałam wilgotne już a zbliżała się 21.
Już wpadałam powoli w histerię, co ja powiem mojemu Panu, nie zdążę, nie zdążę z tym wszystkim, katastrofa…!
Bliska płaczu piszę do Pana co się dzieje, że cholernie mi zimno, że nie ma autobusu…
I nagle przejechał autobus. Przejechał. Nie zatrzymał się. A ludzie wkurzeni.
Ja też. I załamana.
Piszę dalej smsa.
Że nie wiem co mam robić, że tak bardzo mi tyłek zmarzł, że ja zmarzłam i w ogóle..
Za chwilę telefon. Dzwoni mój Pan. I zaczynam się żalić, mówić jak mi źle, że głodna jestem i w ogóle, już czułam jak mi łzy ściekają po policzku.. A Pan się pyta. Jak daleko mam do ronda, tam gdzie zawsze na Niego czekam.
Ja mówię, że blisko, że tylko przejść i w ogóle.
Taka zaskoczona byłam… i moje myśli, matko, Pan wysłał kogoś! O nie! Taka delikatna, nieśmiała myśl, a może to Pan we własnej osobie przyjechał…? Ale zaraz się otrząsnęłam, i słuchałam co Pan mówi. I szybko zaczęłam tuptać w stronę ronda… taka przerażona delikatnie, bo przez telefon Pan wydawał się wkurzony…
I zaraz samochód podjechał, patrzę na Niego, nie jest wkurzony chyba.. I taka zaskoczona się pytam ale jak? Jak to możliwe, że jesteś i w ogóle..
Okazało się, że Pan był już pod moim domem, myślał że już wróciłam.. Jeju, ale miałam wyrzuty sumienia…
I tak już opadało zdenerwowanie, coraz bardziej się cieszyłam…
Weszliśmy do domu a Pan wyciąga pożywienie.
I Pan zaczął karmić Su :-) o to już był wkurzony. I czekał dopóki nie zjem. To mnie, delikatnie mówiąc, rozwaliło na łopatki :-)
Już wiedziałam po co Pan mi kazał położyć na łóżku Czarnego Przyjaciela, żeby czekał :-)
Było mi tak zimno. Ale jak wylądowaliśmy pod kołdrą, i to nasze 70 stopni… :-) momentalnie zrobiło się gorąco :roll:
I te zabawy, rżnięcie, oczywiście Pan nie mógł sobie odpuścić i mnie łaskotał, zaraz potem byłam instrumentem i grał na mnie a zakończyło się podszczypywaniem :-) i jak mam siniaki, to Pan nie wie, nie ma pojęcia skąd one się biorą… :-) No taak… :-)
I leżeliśmy… i było mi tak dobrze… i co to była za niespodzianka.. :-)
No ale.. wszystko co dobre kiedyś się kończy…
Tak bardzo byłam niepocieszona jak mój Pan musiał jechać.. spytałam się, czy mogłabym sobie odpuścić wpis, dostałam pozwolenie, ogarnęłam siebie, wszystko dookoła i położyłam się.
Spytałam się, czy mogę iść spać, Pan pozwolił i usnęłam…”

Pan się śmiał, że napada mnie o każdej porze dnia i nocy.. hmm, właśnie… :roll:

Następnego dnia, mając w pamięci poprzedni wieczór, nieco zmęczona ale jakże szczęśliwa, wstałam, ogarnęłam się i pojechałam.
Koło 15 wracałam do domu. Uśmiechałam się, mimo tych incydentów w ciągu dnia..
Już do domu weszłam, ogarnęłam się, założyłam moją ulubioną, ciepłą bluzę do spania, wskoczyłam pod kołdrę, przekąsiłam coś niecoś, przeglądałam neta, takie spokojne popołudnie.. No, nie do końca takie spokojne…

„Telefon dzwoni. Mój Pan.
Nie spodziewałam się telefonu od Niego, przecież sobota i w ogóle, tak delikatnie mi się usypiało…
Rozmawialiśmy. Opowiadałam co się dziś działo, jak spędzałam czas. Momentami Pan jakoś dziwnie mówił, nie umiem zdefiniować tego ‚dziwnie’, ale nie tak jak zazwyczaj. I myślałam, że pogadamy trochę, pośmiejemy się, będzie koniec rozmowy i będę leżeć dalej..
A za chwilę Pan mówi, żebym zeszła mu drzwi otworzyć :-)
No to szybko zbiegłam po schodach, tak myślałam, ale wczoraj się widzieliśmy, to jak to, dzisiaj też…?
Ale byłam zadowolona.. :-)
I prosto do łóżka…
Ja oczywiście dużo do zdejmowania nie miałam ale ostatnia w łóżku się znalazłam.. ooj tam oj tam.. :-)
Zaraz się ogrzałam, a raczej to mój Pan mnie ogrzał swoim dotykiem.. :-)
I było pieprzenie palcami.. :-) przygotowanie… i za chwilę rżnięcie.. i Czarny Przyjaciel.. i o masakra, momentami oddech traciłam…
No ale Suka oczywiście musiała coś spieprzyć..
Nie posłuchała Pana.. i nastrój minął..
Leżeliśmy jeszcze, przytulaliśmy, ale.. czuć było zmianę.
A jak Pan wyszedł.. Suka zaczęła wyć..
Po prostu, wtuliłam się w Misia i zaczęłam wyć. Byłam bliska krzyku, Pan jeszcze zadzwonił, trudno było udawać że jest ze mną ok.. ale jakoś się pozbierałam, ogarnęłam.. I zauważyłam, że ubrudziłam Misia.
Następnego dnia była rozmowa o tym, co się wydarzyło…”

Najwspanialsze dni mojego życia… szkoda, że to tak krótko trwało.
Na kolejne spotkanie czekałam ponad dwa tygodnie…

Su Anusz.

Desire.

Standardowy

Co ja zrobiłam.
A mój Pan na to pozwolił. Dobrze wiedział jak to wszystko się skończy…

Miałam ochotę. Pobawić się ze sobą. Może z finałem, kto wie.
Miałam ochotę. Pan zawsze powtarza, że bez zgody nie mogę nic.
Miałam ochotę. Spytam się. Co mi szkodzi?

Od późnego popołudnia chodził mi po głowie plan. Moje maleństwo-fioletowy masażer, łóżko i ja.
Biłam się z myślami, czy się pytać, czy nie i sobie odpuścić, ale zaryzykowałam.
I wieczorem, po mailach, wpisie, po moich obowiązkach. Jak już leżałam… z masażerem obok poduszki… I najważniejsze, ze zgodą (swoją drogą zdziwiłam się, że tak bez niczego ta zgoda, tylko przykazanie że mam nie dochodzić, co zresztą na początku obiecałam)…
Zaczęłam od piersi. Delikatne pieszczoty, ugniatanie, muskanie sutków… Tak mi się spodobało że zaczęłam cichutko pojękiwać.
I poczułam się tak, jakbym grała w filmie. Takie soft porno. Jeszcze solo.
Zaraz ta myśl gdzieś mi uleciała, bo stwierdziłam że powędruję dłonią w dół.
Cały czas byłam w kontakcie z moim Panem, relacjonowałam co się ze mną dzieje.
Moja dłoń zsuwała się niżej, niemal pieszczotliwie, po chwili przez spodenki delikatnie przesuwałam ręką po rozgrzanej cipce, ciepło biło przez materiał…
Ale nie. Dotykałam się delikatnie, nie przechodząc do mocniejszych i odważniejszych POSUNIĘĆ (oh, uwielbiam pieścić to słowo językiem). To jeszcze było przede mną.
Chciałam tak subtelnie, delikatnie, żeby ocierało się o taką rasową wanilię solową, żeby było tak słodko i dziewczęco.
Ledwo przyłożyłam masażer do cipki, cały czar – tęcza, brokat i kwiatki, to wszystko zniknęło. Moje ruchy nie były już delikatne, zaczęłam się po prostu, po ludzku rżnąć masażerem. Taki maleńki, taki niepozorny… a skubany podniecił mnie tak, że ciągle byłam mokra…
Nie byłam delikatna. Cała delikatność ze mnie wyparowała.
Chciałam być rżnięta i pieprzona. Przez mojego Pana.
Fajnie było się tak pieprzyć, nawet byłam zadowolona bo przecież przewidywałam że masażer mnie do orgazmu nie doprowadzi, nawet nie połaskocze.
No, ale mądra Su podniosła nogi do góry.
I to było… hm… powiem tak, Gdyby Pan był obecny, gdyby chociaż pozwolił… to byłby orgazm warty grzechu. Ale obiecałam, bez finału.
Ok, zastopować trzeba. Przerwałam, doszłam do siebie.
Tak jeszcze ze dwa razy byłam blisko, tak bardzo blisko, ale jestem zaskoczona, że udawało mi się opanować i kontrolować siebie. Kiedyś tak nie potrafiłam. Teraz trzy razy.
I unosiłam nogi, pierdoliłam się, już później palcami, wyginałam się, jęczałam, przypominałam sobie jak byłam związana z patyczkiem, jak miałam zawiązane oczy i byłam rżnięta od tyłu…
Musiałam przerwać.
I kolejne zaskoczenie, byłam wykończona. Tym powstrzymywaniem się, zbliżaniem się i przerywaniem, tym kontrolowaniem…
W SMSach dawałam taktownie do zrozumienia, że fajnie by było, gdybym jednak mogła dojść, mimochodem zaznaczałam, że chciałabym być zerżnięta, że jest mi dobrze, że… jeszcze nie wiadomo co ja tam wypisywałam.
Byłam tak. Niesamowicie. Sfrustrowana.
W końcu, taka bezsilna, wygięta pod nienaturalnym kątem leżałam spokojnie. W głowie miałam mętlik, cieszyłam się że nie doszłam, ale z drugiej strony bez orgazmu…
Poza tym byłam tak wykończona. Że napisałam SMS, wtuliłam się w koszulkę Pana (została po ostatnim razie) i usnęłam.
A dziś.
Co za dzień. Przeglądałam gify i to było tak, jakby ktoś zwijał kartkę papieru w kulkę tam na dole. Tak niesamowicie wielkie spięcie, napięcie, nie wiem jak to nazwać…
Ale… mmm… kiedy orgazm…?

Tak dziś chciałam, ale… nie dałabym rady…

 

Su Anusz. (muah!)