Seksowny telefon.

Get kinky!
Standardowy

I nie mam na myśli niczego złego, mimo że przypomniała mi się pewna historia.

Przed poznaniem Pana często bawiłam się w ten sposób.
Nie wiedziałam jakie to niebezpieczne dawać numery telefonów obcym mężczyznom.
Takie rozmowy miały różny charakter. Jedne trwały pięć godzin i było to swojego rodzaju „szkoleniem suki”, gdzie na koniec okazało się że wielki pan i master stracił pół nocy na szkolenie mnie i nic z tego nie wyszło, po zwykły seks przez telefon. Ta forma, bardziej waniliowa, bardzo mi przypasowała. Przez dłuższy okres czasu, kiedy to byłam w trakcie poszukiwań Pana, dobrze powiedzmy sobie szczerze.
Podczas desperackich i lekkomyślnych poszukiwań kogokolwiek związanego z klimatem, to był taki umilacz czasu.
Mnie było to na rękę, nie musieliśmy się spotykać, poza takimi rozmowami z finałami też nam się dobrze gadało, no układ całkiem dobry. Nie przywiązywaliśmy się do siebie, nie było deklaracji. Tak po prostu, mamy ochotę, piszemy do siebie, jeden telefon i całe napięcie znika. Było mi to na rękę też dlatego, że nie obchodziło mnie to, czy on skończył czy nie. Było tak że ja dochodziłam i miałam gdzieś co się dzieje po dugiej stronie, później on. Chwilę pogadaliśmy jeszcze.
I każde wracało do swojego życia.
Nie musiałam się przejmować, czy aby na pewno dobrze wyglądam, czemu tak często zamykam oczy, nie krępowało mnie to, że na mnie ktoś patrzy.
Po prostu, byłam sama ja i ktoś po drugiej stronie słuchawki.
Nie lubiłam mówić, czasem samo wzdychanie i jęczenie nie wystarczało, czasem chciał żebym mówiła co robię. I tu zaczynały się schody, ponieważ niekoniecznie lubiłam o takich rzeczach mówić.
Słowo „cipka” ledwie mi przez usta przechodziło. No dobra, wcale nie przechodziło, ale za to na policzki wypełzał mi ohydny, zdradliwy rumieniec.

To było dla mnie nowym, ciekawym doświadczeniem.
Odważyłam się na coś takiego i niby to nic, ale.. jednak dla mnie to było coś. Może nie coś, do czego przywiązywałam wagę, ale coś, co okazało się przyjemne.

Jak poznałam Pana. A było to kilka miesięcy po tym moim „odkryciu”. Pokazał mi nowy wymiar telefonicznego pieprzenia się.
Dzwonił czasem niespodziewanie i mówił tym swoim głosem, tym głębokim, cichym i podniecającym:
„Zrób to…”
Słyszę, ja słyszę nawet teraz ten głos, robi mi się gorąco, żołądek wjeżdża mi do gardła i czuję mrowienie między udami.
Z początku jeszcze się pytałam, ale co, bo ja nie wiem.
Cierpliwie tłumaczył nie zmieniając tonu głosu.
Ja wtedy sięgałam łapką pod majtki i zaczynałam się pieścić słuchając Jego głosu. Kazał też mnie mówić, opowiadać, ale ja nie byłam taka chętna.
Z czasem na słowa „Zrób to” moja łapka niecierpliwie zsuwała się między uda, próbowałam nawet coś mówić, czasem mi się udawało a czasem nie do końca, ale się starałam. I lubię jak Pan się mnie pyta kim jestem :-)
Tak jak dziś…

Akurat się przebrałam.
Założyłam bieliznę (czasem hasam sobie bez bielizny w samej kiecce), sukienkę i przygotowywałam sobie biurko do pisania.
Poszłam do kuchni zrobić sobie pić, a jak Pan się dowiedział że jestem sama w domu to :-)
Zadzwonił :-)
Napisał  mi SMS że jak będę sama w domu to mam do Niego napisać. A że jestem posłuszną Sunią, napisałam od razu.
I tak zastanawiałam się, po co miałam pisać. No ale widocznie w jakimś celu konkretnym, skoro Pan powiedział żebym tak zrobiła.
Może chciał pogadać ze mną tak swobodnie czy coś.
Ok. Zalewam herbatę.
A tu telefon dzwoni.
No to ładnie pięknie odbieram.
Pan się pyta co robię, a ja mówię że herbatę właśnie zalewam.
- No to zostaw herbatę, idź do swojego pokoju.
Uśmiechnęłam się, to była raczej reakcja nerwowa. Już myślałam że każe mi zejść na dół otwierać drzwi :-)
No dobrze, powiedziałam że jestem w pokoju.
- Rozbierz się do naga.
Stanęłam jak wryta. Ale.. po co się rozbierać do naga? Poczułam nagłe zawstydzenie, biorące się nie wiadomo skąd.
Powiedziałam żeby poczekał chwilkę, obsunęłam ramiączka sukienki, rozpięłam stanik, rzuciłam go gdzieś, i zdjęłam sukienkę z majtkami.
Powiedziałam że już naga jestem.
- Wyciągnij Czarnego Przyjaciela z szafy.
Hahaha, aż mi się oczy zaświeciły!
Drżącymi z emocji rękami przegrzebywałam tony ciuchów, no gdzieś przecież musi być, myślałam że gdzieś w torbie na spotkania jest, nie było go, wyrzuciłam chyba pół szafy a znalazłam go w samym rogu na moich strojach i akcesoriach.
Chwyciłam go łapczywie oblizując wargi i powiedziałam że znalazłam.
- No to trzeba go podłączyć do prądu i położyć się na łóżku.
Zlokalizowałam przedłużacz, przeciągnęłam go bliżej łóżka i podłączyłam Czarnego Przyjaciela.
Powiedziałam że wskakuję na łóżko. Ułożyłam się tak w miarę wygodnie i mówię, co teraz?
- A teraz przyłóż Czarnego Przyjaciela do cipki.
Mnie nie trzeba dwa razy takich rzeczy powtarzać :-)
Ale jestem złośliwa dla siebie, na najniższe obroty włączyłam i.. Przez kilka minut myślałam że oszaleję.
Po chwili od przyłożenia Przyjaciela podniecenie rozgrzało całe moje ciało. Czułam jak wpełza wszędzie gdzie to było możliwe. Rozlewa się za szybko falą.
Za szybko.
Pobawiłam się jeszcze sobą. Tak sobie jeździłam w górę i w dół, niesamowicie jęcząc, jak nigdy przy zabawach solowych, ale tak tego potrzebowałam..
Dziś też starałam się mówić.
Podkręciłam nieco tempo. Wiedziałam że jedno mocne dociśnięcie i koniec, przepadnę w orgazmie, dlatego ciągle się bawiłam.
I miałam różne rzeczy opowiadać.
Ale tego chciałam co mówiłam. Żeby mnie Pan rżnął. Uwielbiam po prostu to połączenie, wtedy mam takie silne doznania, i te 6 orgazmów za jednym razem.
I zapytał się:
„Kim jesteś?”
A ja ledwo mogłam mówić, także przełknęłam ślinę, bo od jęków zaschło mi w gardle i… starałam się mówić. Ale czując podniecenie, takie podniecenie, wyłam jak.. suka.
„Jestem Twoją dziwką… suką… i kurwą… do.. rżnieciaaah…!” Zakończyłam gardłowym pomrukiem bo oto już moja silna wola się łamała.
Pan nawet powiedział żebym nogi uniosła.
Uniosłam.
I przepadłam.
Docisnęłam mocno Przyjaciela, nie pamiętam czy stękałam, sapałam, jęczałam, skamlałam czy cokolwiek. Wiem że był jeden orgazm, zaraz drugi i na kolejne już musiałam chwilkę czasu poświęcić.
Za każdym razem się pytałam czy mogę dojść.

To nie jest dla mnie uwłaczające czy upokarzające jak mówię o sobie „kurwa”, „szmata”, „suka”. Z początku miałam opory żeby tak mówić.
Ale różnica między „Dziwka” a „Jego Dziwka” jest. I to całkiem spora.
Dlatego niektórzy ludzie tego nie rozumieją.
Tu nie jest nic do rozumienia. To trzeba czuć.
Lubię na przykład jak Pan mnie pieprzy i mówi do mnie „Ty szmato”.
Lubię jak mówi na mnie Suczątko. Albo „Moja Suko”.
To tak bardzo razi ludzi.
Ufam mojemu Panu, i wiem że to co mówi nie uwłacza mi w żaden sposób.
A jeśli ktoś myśli inaczej.
Szanuję to.


„Methinks, I see… where?

- In my mind’s eyes.”
~ Shakespear*

 

 

 

 

 

* „Zdaje mi się, że widzę… gdzie? Przed oczyma duszy mojej.”
Wstęp do jednej z moich ulubionych ballad, „Romantyczność” A. Mickiewicza ( na pierwszym miejscu oczywiście „Lilije”); zaczerpnięty z „Hamleta” W. Shakespeare’a (Akt 1, scena 2).

 

 

 

Su Anusz.

Pan i Suka na spacerze.

Standardowy

Wczoraj był spacer niespodzianka… :-) :-) :-)  
Pan przyjechał :-) kompletnie się nie spodziewałam, czasem to chociaż podejrzewam tak troszeczkę, coś czasem Go zdradzi, ale wczoraj…
Skończyłam ładnie wpis, jeszcze przedłużałam pisanie żeby na 20:30 się wyrobić, czymś się dodatkowym zajmowałam, gdzieś poszłam na chwilkę…
Ale prysznic zdążyłam wziąć, jeszcze siedziałam po 22 w łóżku, miałam jeszcze zdjęcia zrobić, niby do 22 powinnam zdjęcia i plan wysłać, ale wczoraj z przyczyn ode mnie niezależnych nie mogłam zdjęć do tej godziny wysłać i napisałam w sms że nie zdążyłam zdjęć zrobić i że będę miała lekki poślizg.
I dzwoni Pan.
Czasem zdarza się że jest 22 albo nawet po 23 i dzwoni do mnie, czasem nawet koło pierwszej ale to często zmierza do jednego.. :-)
I taka rozmowa jak zawsze, co robiłam wieczorem, jakie mam plany na dalszą część wieczora i Pan nagle mówi żebym się ubrała i za 15 minut mam na Niego czekać przed domem.
Ale czekać przed domem a nie pisać i się pytać jak ostatnio.
Bo ostatnio Pan powiedział tak samo, że za 15 minut będzie i mam na Niego czekać.
A po 15 minutach zastanawiałam się, wychodzić czy nie?
Ale jeszcze taka zaskoczona, z szerokim uśmiechem mówię, że zdjęć nie zrobiłam a Pan się uniósł i no jak to, po 22 już jest a ja nie wysłałam zdjęć!
Ale powiedziałam, że wysłałam sms przed 22, że się spóźnię i Pan zadecydował, że zamiast 10 będzie 5 klapsów. Za to, że jednak sms wysłałam.
No cóż, niby dobrze że tylko 5 ale jak mocna będzie ta piątka? Bo 10 wcale nie musiało być mocno…
Ale dobrze skończyliśmy rozmawiać, mnie czas leciał, i w niecałe 15 minut zrobiłam lekki makijaż, uczesałam się i ubrałam, zdążyłam się przepakować kilka razy z nerki do torebki i z torebki do kieszeni, zmienić spodenki na legginsy bo to jednak chłodno było i sweterek odwiesić na rzecz koszulki na ramiączkach i puchatej bluzy.
I idealnie po 15 minutach szłam do furtki.
I tak przekroczyłam furtkę, patrzę na prawo a tam ktoś stoi. I tak patrzę, jeju, postać cała w czerni skąpana, czy to mój Pan czy to diabeł przyszedł już po mnie?
I autentycznie, stałam wahając się czy to aby na pewno mój Pan tam stoi czy może ktoś obcy, a nie miałam ochoty robić z siebie idiotki i rzucać się na kogoś obcego. Ale za chwilę byłam pewna że się nie mylę i że to jednak Pan stoi i zaczęłam schodzić niżej a postać ruszyła w moim kierunku.
Później tak myślałam, kto o tej porze w tej okolicy wyszedłby na spacer i stał pod moim domem?
Ale to Pan :-) Spotkaliśmy się w połowie drogi, przytuliłam się i nadszedł czas na pocałunki. Ale co to były za pocałunki!
Delikatne. Zazwyczaj Pan jest brutalny i mocno wpija się w moje usta dokładnie penetrując językiem wnętrze moich ust :-)
Ale wczoraj było inaczej.
Delikatne.
Rozpaliły mnie, tak powoli podniecenie szło w dół i w dół i w końcu dotarło między nogi.
Delikatnie i powoli, zmysłowo, ciepło i mokro, tak sensualnie, tak czule i podniecająco…
Aż przez chwilę byłam zaskoczona, nastawiałam się na mocne i bezkompromisowe wtargnięcie do moich ust. A tu.. :-) taka niespodzianka… :-)
Chodziliśmy moimi ścieżkami, miałam prowadzić, ale to Pan przejął dowodzenie :-)
I w rezultacie weszliśmy w ślepą, nie do końca klimatyczną uliczkę.
Musieliśmy wracać, a wracając Pan dojrzał ścieżkę. Dyskretnie schowaną, wąską, taką idealną.
O ile kilka dni temu szliśmy ulicą i miałam opuszczoną bluzkę i stanik z piersiami na wierzchu, o tyle teraz Pan po prostu mnie pochylił, zdjął do połowy legginsy i zaczął mnie pieprzyć palcami.
Oczywiście po chwili zaczęłam się wyrywać z dłonią na ustach, żeby nie było słychać moich jęków i krzyków.
To nie tak że nie lubię tryskać. Chodzi o samą intensywną drogę do tego tryskania. I może troszeczkę o to wrażenie jakbym miała się posikać.
Aaale, Pan tak łatwo nie odpuszczał, kilka razy na siłę mnie pochylał w końcu się wkurzył i złapał mnie za włosy.
I koniec. Pozostało mi zaciskanie ud ale i to nic nie pomogło, powiedziałabym nawet że jeszcze bardziej potęgowało to uczucie.
Było też tak mniej bezpośrednio, jeszcze jak stałam, wsparta o ramię Pana a on masował mnie i pieprzył a ja co chwila rozkładałam nogi i składałam, bolało, ale z tego bólu wyłaniało się coraz większe podniecenie.
I nagle nic nie czułam. Pan po prostu przestał. Starałam się otworzyć oczy, odsunęłam się lekko, chciałam zrobić krok ale najpierw musiałam odzyskać równowagę.
Pan mnie złapał i zapytał ze śmiechem co się stało.
Nic nic, tylko prawie straciłam przytomność od tego wszystkiego co czułam.
Nie pamiętam już co powiedziałam. Byłam oszołomiona. Miałam tylko nadzieję że nikt z pobliskich domów nie wezwał policji.
Poszliśmy dalej,w górę.
Nie założyłam bielizny, no bo w sumie po co, jak wrócę i pójdę spać.
Piersi były dopieszczane. niepotrzebnie mówiłam o zdjęciu, które do wpisu wrzuciłam.
Taki jakby kolaż. Kilka różnych zdjęć. A największe wrażenie wywarło na mnie zbliżenie na pierś, która jest przybita gwoździami do deski lub stołu.
Kolejne, zbliżenie na pośladki damskie i ślady chyba po trzcince, ale nie takie jak ja mam tylko takie.. bordowo fioletowe, a z niektórych krew leciała. To mną wstrząsnęło.
I Pan dodał że właśnie takie będę miała na spotkaniu. Bo zasłużyłam.
Bo były dwa tygodnie pustyni jak ja to nazywam.. zrobiłam źle, popełniłam błąd, dwa a może nawet trzy, postąpiłam wbrew zasadom i po prostu..no.. taka pustynia się w smsach zrobiła i tak ogólnie między nami. Dwa tygodnie.
Zdawałam sobie sprawę, że kara mnie nie ominie, ale mam nadzieję że o własnych siłach dojdę do domu po spotkaniu…
I jeszcze opowiedziałam o kilku zdjęciach. Przede wszystkim gdzie były piersi. Strasznie wrażliwa jestem jeśli chodzi o piersi. Mój Pan o tym wie i to hmm.. wykorzystuje..
Ale mnie po prostu irytuje takie podszczypywanie i się wtedy focham, a tak przecież nie można, i wtedy Pan gromi mnie wzrokiem i staram się wyjaśnić dlaczego tak zareagowałam i co jest nie tak.
I chodziliśmy tak, później na przystanku usiedliśmy i Pan bawił się moim tyłkiem.
Zauważyłam że coraz bardziej mi się takie zabawy podobają, już nawet jak gifów szukam to biorę pod uwagę te z zabawami od strony ptysiowej. :-)
Także zmiany, ciągłe zmiany! :-)

 

Lubię takie spacery :-)
Aż się nie chce później na ziemię wracać i do szarej codzienności…

Poza tym, zaczął się sierpień :-)
Nasz sierpień… :-)

Su Anusz.

Klimatyczna. Wildest moments.

Standardowy

Wstęp
Klimatyczna.Początek.
Klimatyczna.Apartament.
Klimatyczna.Noc niespodzianek.

Z racji tego, iż ohydnie zapuściłam się z pisaniem, wrzucam całość.
Ciąg dalszy Klimatycznej…

CO DZIAŁO SIĘ NA KLIMATYCZNEJ?

Przypatrywałam się uważnie działaniom, ludziom dookoła mnie i starałam się wyłapywać jakieś rozmowy. Dopiero później zwróciłam uwagę na miejsce z różnymi narzędziami, a raczej to mój Pan zwrócił moją uwagę pytając się
- To co wybierasz?
Nie rozumiejąc o co chodzi, spojrzałam w kierunku który wskazał mi Pan. Zobaczyłam. Długa.. półka? A może długi stół a na nim różnego rodzaju wibratory, sznurki, wisienki, dyscypliny, no czego tam nie było, miałam wrażenie że tam było wszystko, ładnie ułożone, żeby ofiara mogła patrzeć co ją czeka.
Nie chciałam nic z tego. Zainteresowało mnie dwustronne dildo, taaakie długie, ja na jednym końcu, jakaś inna na drugim..
No ale trzeba wrócić na ziemię. Dalej klęczałam obok Pana, robiło mi się niewygodnie, uważałam na swoje 15 cm, nie chciałam żeby się zniszczyły.
Zmieniałam miejsca, raz klęczałam, raz stałam, później znów klęczałam, między nogami Pana.
Umiejscowiłam się wygodnie, czułam rękę Pana na karku i oglądałam spektakl…

Znajoma osoba, jak mogłabym zapomnieć o mężczyźnie, którego preferencje a raczej sposób ich odbierania wywarł na mnie takie wrażenie, strach i ciekawość.
Pan na koziołku został położony, przywiązany.
Jeszcze nie widziałam mężczyzny przywiązanego do koziołka, jakoś.. no nie wiem, nie przemawia to do mnie. Aczkolwiek jeśli to lubi..
Stopy miał wyeksponowane, nogi związane, wszystko ładnie pięknie.
I pani, która pojawiła się z tym panem powiedziała, że mają trzcinkę bambusową. Mokrą. Nasiąkniętą wodą.
Mojemu Panu zaświeciły się oczy, nie widziałam tego, ale jestem pewna że gdybym się odwróciła, to zobaczyłabym jak się świecą i ten Jego uśmiech, już planuje jak mógłby wykorzystać to narzędzie.
I po chwili usłyszałam blisko swojego ucha Jego głos.
- Chyba pożyczę od nich tą trzcinkę… – i zaczął snuć wizje, na dźwięk których wyskoczyła mi gęsia skórka. Na samą myśl o trzcince byłam niespokojna, a ona była mokra…
Byłam przerażona, a jeśli faktycznie Pan podejdzie i..
Nie dokończyłam myśli, bo zaczynało się show.
Zawsze mnie zastanawia. Ale tylko zastanawia. Jak to możliwe, że ten człowiek znosi taki ból. Osoby się zmieniały, z różną siłą uderzali różnymi patykowatymi narzędziami, ale nadal to było tak silne, myślę że ja po pierwszym razie użyłabym słowa bezpieczeństwa.
Bałam się, że ta trzcinka się złamie, a pani stojąca obok powiedziała że już kilka razy się tak zdarzyło.
Dalej uderzali, na zmianę, ten dźwięk mnie przerażał, ale nie uciekłam jak na ostatniej imprezie.
Zamach, chwila oczekiwania, ręka z trzcinką opada na stopę, charakterystyczny świst i plask uderzający o skórę. Przy każdym razie czułam jak mój żołądek podskakuje, w momencie gdy trzcinka stykała się z ciałem leżącego mężczyzny.
Zabawa trochę potrwała, faktycznie część była zainteresowana, część chciała złamać mężczyznę i waliła na oślep w stopy, a część się snuła po kuchni, zaglądała do pokojów i na balkon.

Duże wrażenie wywarła na mnie kobieta, Pani, która zrobiła wielkie wejście i przyszła spóźniona.
Po prostu byłam nią zainteresowana. Ale nie w jakiś sposób seksualny czy coś, zainteresował mnie jej wygląd i byłam ciekawa czy ma równie prowokującą, pewną siebie i interesującą osobowość. Zerkałam na nią często, przyszła z.. jeszcze nie umiem tego określać.
Z mężczyzną, przebranym za kobietę, która była suką.
Na początku, po wejściu, padła na kolana i całowała stopy organizatorki, patrzyłam na to z nieprzyzwoitą ciekawością. Później przeszły do salonu, czym wywołały zaciekawienie.

Ciągle byłam obok Pana, czasem siedziałam, częściej klęczałam, ale zaczęła się nowa zabawa.
Jak już widziałam trzech mężczyzn w roli uległych..
W takich momentach na imprezie wiem czego się spodziewać. Jest niemal pewne, że co najmniej jeden z mężczyzn odpadnie po takiej zabawie, albo nawet w trakcie.
Jak zabiorą się za nich panie, które uwielbiają bawić się męskimi uległymi.
Tym razem byli skrępowani. Leżeli na podłodze, ręce mieli związane z tyłu, do rąk mieli przywiązane nogi, sznur oplatał ciasno kostki, nadgarstki i… póki leżeli było ok.
Zorganizowane zostały wyścigi. Mieli się.. wić, czołgać? Po podłodze, do wyznaczonego miejsca.
Wszyscy świetnie się bawili oglądając starania trzech facetów, związanych, czołgających się po ziemi. Może i było to zabawne, ale.. dla mnie nie do końca. Miałam mieszane uczucia.
Nagle ktoś rzucił, że można posadzić na nich dziewczyny.
Uśmiechnęłam się na ten pomysł, i pomyślałam, że Pan pewnie mnie tam nie posadzi, i głośniej zachichotałam. Jeden uległy się wykruszył, powiedział dość, zostało się dwóch.
Nagle przestałam się śmiać. Co jeśli jednak mnie tam wyśle?
- A ty się tak nie śmiej, bo jedną z dziewczyn będziesz ty.- powiedział Pan i zaczął się śmiać na moje słabe protesty.
A ja spanikowana zaczęłam mówić, najciszej jak się da, żeby tylko Pan słyszał, że przecież nie, że on się złamie pode mną, coś mu się stanie, a jak mu serce wysiądzie, nie to zły pomysł…
Ale Pan powiedział. Ulegli wrócili na start. Ja z drugą Suką weszłyśmy na wycieńczonych facetów. I zaczął się groteskowy wyścig. Czułam się jak na wielbłądzie, kiwałam się na jedną i drugą stronę mając wrażenie że zaraz wyląduję na podłodze z głośnym hukiem. Ale jak już wczułam się w ruchy wijącego się pode mną uległego starałam się mu w miarę możliwości pomóc. Słyszałam sapania dwóch głosów, nadludzki wysiłek. Czułam się zażenowana, odpychałam się nogą żeby go odciążyć nieco, ale i to nie umknęło uwadze mojemu Panu i zwrócił uwagę na to, by nie pomagać.
Mimo mnie na plecach uległy poruszał się w miarę szybko, wydawał mi się silny, czułam pod sobą jego pracujące mięśnie, wiedziałam że każdy następny ruch sprawia mu trudność i robiło mi się go żal.
Drugi był gdzieś za nami, równie głośno sapał.
Rozejrzałam się dyskretnie. Przypomniały mi się sceny ze 120 dni Sodomy. Poczułam się jak jedna z bohaterek książki…
Nie wiedziałam jak jeszcze mogłabym pomóc uległemu pode mną. Ale znów zaczęli mówić, że mamy nie pomagać, także siedziałam bliska płaczu, słysząc jego głośny, już niemal charczący  oddech.
Doczołgał się, robiąc chwilę przerwy, ostatkami sił zbliżając się do stóp tej Pani, która zrobiła wielkie wejście.
Jak najszybciej z niego zeszłam. Nie pamiętam czy coś mówiłam, co zrobiłam jeszcze. Byłam zła że musiałam brać w tym udział. Mimo to uśmiechałam się, że to już koniec.

Ja mogłam siedzieć godzinami w kuchni. Robić kawę, układać, kroić, szykować, nalewać, sprzątać. Ale od tego była Kinga. Bardzo sympatyczna, i nawet teraz, po takim okresie czasu dobrze ją wspominam. Kilka razy zdarzyło mi się z nią porozmawiać, tak przelotnie. No i co z tego że to był mężczyzna?
Taki ładny strój kelnereczki, ładna peruka, sama zastanawiałam się nad zakupem takiego stroju. Z tego co pamiętam Kinga leżała na stole i była.. hmm… zabawiana prądem w dolnych partiach ciała..
W ogóle teraz na tej imprezie to ładnie prąd chodził. Nawet na ostatniej imprezie nie był tak rozchwytywany.
Psy dalej były dręczone. I naprawdę wyglądali jak “zbite psy”, jeden miał wzrok jakby chciał zabijać.
Kręciło ich to? Podniecało?
Prawdopodobnie tak, bo tylko oni zostali.

 

Jak już nóg nie czułam, jak już ścierpły mi maksymalnie, odważyłam się spytać Pana, czy mogłabym usiąść.
Pozwolił mi, a ja klapnęłam na tyłek i…
Jaka ulga :-)
Oparłam się o ścianę i oglądałam co będzie dalej…

 

Była chłosta na krzyżu, było jeszcze kilka akcji na koźle, na stole z psami i sympatyczną kelnereczką, później przeniosła się na krzesło.
I tak już emocje opadały powoli. Ja już czułam że ogarnia mnie lekkie zmęczenie, nogi też odmawiają posłuszeństwa, zrobiłam kawę dla Pana i siebie i piliśmy. Wyszedł na balkon. Ja jak wychodziłam dwa razy na balkon to bałam się, że ktoś zobaczy :-) ale tak pomyślałam, uruchomiła się moja delikatnie ekshibicjonistyczna natura, właściwie czemu nie? :-) to mogłoby być ciekawe :-)
Faktycznie, jakby ktoś zerknął w górę, zobaczyłby półnagie kobiety w otoczeniu eleganckich mężczyzn..
Nie przeszkadzało mi to :-) Chociaż jak Pan mnie okrył, przyjęłam gest z wdzięcznością i opatuliłam się szczelnie materiałem.

 

Pan powiedział żebym poszukała wolnego pokoju.
Zapytałam się a co będzie jak będą zajęte?
- To się spytaj czy można się dosiąść. – z tym zdaniem kotłującym się w głowie, tak żeby nie zapomnieć, ruszyłam na poszukiwania.
Pierwsze drzwi otworzyłam a tam…
Kobieta ujeżdżająca mężczyznę. Zatkało mnie a oni spojrzeli na mnie pytająco. I taka zakłopotana się pytam czy można się dosiąść.
A oni spojrzeli po sobie i wybuchnęli śmiechem. Powiedzieli że jasne, można i dziewczyna powoli się poruszała i patrzyła na mnie.
Jak szybko drzwi zamknęłam a oni tam coś mówili do siebie i znów wybuchnęli śmiechem.
Nie ma to jak zrobić z siebie idiotkę. :-) Dopiero później do mnie doszło jak to mogło zabrzmieć..
Poszłam po Pana i weszliśmy..
Pan zaprowadził mnie na drugi koniec łóżka, kazał się położyć na brzuchu i dawał mi klapsy. Liczyłam, dziękowałam…
Poczułam że materac już się nie ugina, była chwila spokoju, ugiął się jeszcze raz a ja czułam ciągle klapsy.
Później czułam szpicrutę, ale oglądając się za siebie zobaczyłam zafascynowaną dziewczynę, która jeszcze chwilę temu ujeżdżała mężczyznę leżącego obok.
Zaskoczona tym wszystkim, już nie wiedziałam, kto uderza. Ale zabawy posuwały się coraz dalej.
Byłam jeszcze bardziej zaskoczona, jak dziewczyna chciała się pobawić moją cipką. Zobaczyć jak daleko może się posunąć.
To co ona robiła było całkiem fajne, ale mimo jej długich palców nie potrafiła znaleźć mojego punktu, który Pan znajduje od razu. Ale nie mówię, że było źle :-) to było całkiem ciekawe doświadczenie :-)
Pytała się mnie czy lubię zabawy z tyłkiem. A ja szukając poratowania u Pana spojrzałam na niego ale nic nie mówił więc musiałam sama powiedzieć, że no tak nie do końca…
Lubię. Ale wolę jak bawi się mój Pan :-) jestem pewniejsza i z nim to zawsze jest przyjemne :-)
Fajne było :-) jak ta dziewczyna miętosiła mi tyłek :-) ooojeju to było :-) Pan to robi najlepiej, ale z rąk dziewczyny było całkiem ciekawe :-)
I dziewczyna z mężczyzną zajęli się sobą, a my z Panem sobą..
I nagle słyszę jęki.. tak się oglądam za siebie, a oni się pieprzą!
Pan się za ten czas położył, rozpiął rozporek i wyciągnął swojego kutasa, po czym złapał mnie za włosy i…
- Ssij Suko.
Tak, ten głos, taki cichy, słowa wypowiadane przez zaciśnięte zęby, ale je chciałam oglądać..
Zabrałam się za obciąganie, czułam zaciśniętą na moich włosach dłoń Pana, przyspieszał, pogłębiał, zwalniał, znów przyspieszał i jak załapałam rytm zwolnił nieco uścisk.
Za sobą słyszałam jęki, sapanie, słyszałam jak się zbliżają, prawie są na granicy, przestawali, znów się pieprzyli tak że całe łóżko latało, znów coraz bliżej byli ale znów chwilę przed przestawali.
Nie wiedziałam o co chodzi, ale wyjaśnili co to ma na celu, już dokładnie nie pamiętam.
Ja jeszcze obciągała kutasa mojego Pana, Słyszałam parę za sobą i to było cholernie podniecające, chciałam oglądać, ale miałam coś ważniejszego do robienia.
Zapadłam się czasem w kierunku tej pary, łóżko coraz bardziej drżało aż w końcu pozwolili sobie…
Tak..
Oni się ulotnili, my jeszcze leżeliśmy…

 

Dostałam szansę na orgazm, a nawet dwa, z Czarnym Przyjacielem, znów się zeszło w drzwiach trochę ludzi, wiem to z opowieści, bo nie rozglądałam się na boki. Robiło się tak spokojnie…
Trochę siedzieliśmy w salonie, oglądaliśmy co się działo. Ciasne wiązanie piersi pięknym, czarnym sznurem, perspektywa wisienek, do mnie to nie przemawiało.. to strasznie musi boleć.. MUSI, bo ja nie próbowałam. I nie chcę próbować.
Kobieta na widok wisienek rzuciła hasło bezpieczeństwa. Też bym tak zrobiła…
Później nie mogąc patrzeć, jak psy kaleczą masaż stóp, Pan w moim imieniu zaproponował Pani od wielkiego wejścia masaż w moim wykonaniu.
Ucieszyłam się gdy przystała na propozycję, chciałam się zbliżyć i móc ją obserwować z bliska.
Jeszcze nie masowałam stóp w pończochach. Także kolejne nowe doświadczenie.
I masowałam, skupiona na ruchach, toczyły się rozmowy, już takie leniwe, od niechcenia, masowałam i masowałam, klęczałam przed Nią, nóg nie czułam, tak okropnie bolało, ale dalej masowałam, w końcu po jakimś czasie Pan dosiadł się na kanapę po mojej lewej stronie i zaczęła się całkiem fajna rozmowa.
Pani okazała się.. Panią :-) w sensie prawdziwą Dominą :-) mimo strachu który we mnie wzbudzała całkiem przyjemnie się z nią rozmawiało :-) a Suka siedząca obok fotela Pani okazała się rozmowna, sympatyczna i zabawna :-) wywoływała mój śmiech :-)
Już coraz mniej ludzi było. Zostało się kilka osób, już tak sensualnie, spokojnie i powoli…
Poszliśmy z Panem do sypialni i się położyliśmy. Ja już naga, bez stroju, czułam się całkiem swobodnie.
Przytuliłam się do Pana i tak leżeliśmy, głaskał mnie, całował, przytulał i trzymał za to na co trafił akurat :-)
I tak pomyślałam, oczy zamknę tylko na chwilkę, wzbraniałam się przed tym ale musiałam na chwilkę zamknąć oczy..
Usnęłam.
Czułam jeszcze jak Pan wstaje, ale ja tak bardzo nie chciałam się budzić…
I spałam, nie wiem ile, chwilkę, czy dłuższą chwilkę, ale Pan w końcu wszedł i powiedział że musimy się zbierać.
Pan oczywiście nie mógł sobie odpuścić i zaczął mnie łaskotać, gryźć… :-)
Ale jednak jak trzeba to trzeba, z lekkim ociąganiem ale wstałam.
Wyjrzałam przez okno. Słońce wschodziło, mimo że było chłodno i zmarzłam taka naga.
Oglądałam powoli budzące się do życia miasto, ludzi wychodzących na spacery z psami (bez aluzji żadnej!!!), do pracy, do szkoły, do kościoła czy gdzie tam jeszcze, nie mając tej świadomości, że niektóre jednostki po nocy pełnej wrażeń dopiero się ubierają i wracają na ziemię, do zwykłych śmiertelników, zstępują między nich przywdziewając kostium przeciętnego Kowalskiego.

 

 

 

Su Anusz.

Klimatyczna Kronikarka

Standardowy

„Czy wiesz co to za uczucie, gdy klęczysz obok swojego Pana, z zaciekawieniem obserwując otoczenie? Gdy przechadzasz się między skąpo (lub wcale) odzianymi uległymi i całkowicie ubranymi dominującymi? Gdy obserwujesz chłostę wysokiej blondynki, będąc niebezpiecznie blisko krzyża?
Jest to moje osobiste spojrzenie na klimatyczne imprezy. Tak, to już trzecia moja impreza klimatyczna. A może dopiero…?

Ciągle mnie fascynują ci wszyscy ludzie, którzy schodzą się do apartamentu.
Naprawdę, każdy jest różny, inny, ale łączy ich jedno. Właśnie klimat, szeroko pojęte BDSM, nie ma tam schematów, utartych szlaków, jest wszystko to, co podpowiada fantazja.
I mogą się zajmować różnymi rzeczami, pracować w różnych zawodach, przywdziewać maskę dla pruderyjnego społeczeństwa, ale w Naszym szczelnym świecie zdjąć ją, poczuć się wolnym, ah i to niczym nie skrępowane wyuzdanie…

W tę jedną noc, przez te kilkanaście godzin, stają się sobą.
Robią to, co lubią najbardziej.
Jedynym ograniczeniem jest tylko -czy może aż- wyobraźnia…”

To taki króciutki przedsmak :-) żeby jeszcze bardziej pobudzić ciekawość :-)
A działo się, działo…

A to tak przy okazji, w związku z moimi pragnieniami… :-)

 

Su Anusz.

Schoolgirl, Little Slut.

Standardowy

Patrzę w gwiazdy.
Na chwilę oderwałam się od pisania. Bolący tyłek uniemożliwia dłuższe siedzenie. Dające znać o sobie uda uniemożliwiają chodzenie.
„Wanilia”, taaaak jasne..

Wczoraj o tej godzinie leżałam w wannie z Panem. Milczenie, przez dłuższą chwilę wydawało mi się takie naturalne, nie trzeba słów, wystarczymy My i to wszystko wyjaśnia.
Nic więcej nie trzeba…

A spotkanie zaczęło się zupełnie inaczej. Moimi obawami, czy aby na pewno robię dobrze zamykając się w łazience z moją torbą pełną tajemnic…

… decyzji nie żałowałam, ale to, co się wydarzyło nie przyszłoby mi do głowy nawet w najśmielszych marzeniach.

Wczoraj się widzieliśmy. Po miesiącu abstynencji. Nienawidzę tak długiego okresu jak się nie widzimy.
To jest cała historia, zależy czy wiem wcześniej o spotkaniu czy nieco później.
Jeśli wiem na przykład tydzień wcześniej, po przez pierwsze trzy dni jest ok. Ale już w czwartym zaczynam się denerwować. Czemu ten czas nie płynie szybciej?
I stwierdzam, że mam za dużo czasu.
Jak już są dwa dni to niemal nie sypiam ze zdenerwowania i przejęcia.
No bo musi być dopięte wszystko na ostatni guzik.
A w dzień, w którym mamy się spotkać… jest najgorzej. Czas się wlecze tak jakby robił to specjalnie. I ja myślę że minęła godzina, a to dopiero 5 minut…
Jak już zbliża się godzina, na którą mam być gotowa.
Szaleję. Suszę włosy, kończę makijaż i ubieram się w tym samym czasie.
W końcu przystaję, mówię do siebie „Spokojnie Su, po kolei” i układam sobie punkt po punkcie co przez najbliższe 15 minut będę robić.
Udaje się :-)

Jeśli. Dowiaduję się dwa-trzy dni wcześniej to wpadam w popłoch. Mogę sprawiać wrażenie niezadowolonej, na co Pan często mi zwraca uwagę, lecz przemawia przeze mnie zaskoczenie. I planowanie najbliższych dni.
To już wtedy pełne trzy dni się denerwuję. I chodzę spięta. Jestem opryskliwa, szczęśliwa, złośliwa i zadowolona. A jak przyjdzie ten dzień. Ten najważniejszy, to Nasze święto…
Robię wszystko żeby ten czas mi zleciał ale.. nie zawsze się udaje.
Wtedy jeszcze bardziej czuję się zdenerwowana, mam wrażenie, że czegoś nie spakowałam, czegoś nie zrobiłam, zapomniałam o czymś, nie zdążę, tu będzie źle, tam będzie źle.. Popadam w paranoję…

Jak wychodzę z domu. Jeszcze napięcie mnie nie opuszcza. Szukam samochodu, idę, szukam.. jest.
Dopiero jak siadam na miejscu pasażera, to napięcie ustępuje i na jego miejsce wpływa nowa fala napięcia. Tego erotycznego, zmysłowego, z nutą niecierpliwości i zaciekawienia. Przestawiam się. Niemal czuję, słyszę jak coś we mnie klika i wszystko, co zostawiłam za sobą nie ma znaczenia. Liczy się tylko to, co przede mną. Co mnie czeka.

A co mnie czeka na wczorajszym spotkaniu nie wiedziałam…

 

Czuję Panie mój, oj czuję tą ‚wanilię’…

c.d.n.

 

Su Anusz.

Na scenie Salonu Zabaw. [2]

bdsm-switching
Standardowy

Dwie kobiety.
Pewne siebie, z surowym wyrazem twarzy, ubrane na czarno w obcisłe sukienki a na stopach seksowne szpilki. Wyobrażałam sobie siebie. Czarna lateksowa mini, lateksowe buty na wysokiej szpilce do połowy uda, ciasno spięte włosy, mocny makijaż. W ręce bat. Oh, jak mnie kręciła ta wizja.
Ja jednak wolę być spokojną, potulną, uległą Su.

Obserwowałam dwie kobiety, dwie Panie, u ich stóp leżał pies. Związany z rekami za głową, taki wątły, bezbronny, obraz nędzy i rozpaczy.
Z zaciekawieniem obserwowałam co się będzie działo dalej.
Ja nie wyobrażam sobie mężczyzny w takiej roli. Ale z drugiej strony mam do każdego szacunek i jeśli tylko ta osoba to lubi, jeśli się podoba, jeśli odczuwa satysfakcję i podniecenie. To ja nie widzę żadnego problemu i ok.

Widziałam jak czerwona szpilka przesuwa się po ciele wijącego się psa, później  trącanie czubkiem, z drugiej strony była druga Pani, w czarnych szpilkach, słyszałam słowa, rozróżniałam niektóre z nich.
Czarna Pani usiadła na krześle i wspaniałomyślnie przysunęła do twarzy psa swoją stopę odzianą w czarną szpilkę. Rozkazy “Ssij obcas” albo “Poproś”, za chwilę “Pokaż jakbyś obciągał kutasa”, jeszcze później “W ogóle się nie starasz”, i te inne słowa, których nie słyszałam, skupiłam się na oglądaniu, bo z jednej strony siedząca Pani, z drugiej strony Pani w czerwonych szpilkach trącająca czubkiem buta genitalia psa, które na dobrą sprawę były również zaplątane w sznur. Zastanawiałam się nad bólem. Ale tu nie chodziło o ból sam w sobie, tu chodziło o zeszmacenie, pokazanie ile jest wart i gdzie jego miejsce.
Tak wiele odcieni, tak wiele spojrzeń…

Czarna Pani wstała. Moja chwila dekoncentracji i za chwilę widzę, jak odwraca się w moją stronę i zginając palec w geście przywoływania daje mi do zrozumienia, że nadeszła moja kolej. O dziwo wstałam. I nie potknęłam się, co mam w zwyczaju robić jak się bardzo denerwuję. Czułam jak ręce mojego Pana zsuwają się ze mnie delikatnie…

Podeszła razem ze mną, patrzyłam na leżące ciało, zesztywniała do granic możliwości, nie dochodziły do mnie inne dźwięki, to tak jak w teatrze czasem jest, światło pada na scenę obejmując określonych aktorów, wydobywając tę najważniejszą akcję. Dla mnie sceną był środek Salonu Zabaw, określonymi aktorami byłam ja, Czarna Pani i Pani w czerwonych szpilkach a akcją miało być moje splunięcie psu do pyska.
Tak, wystarczyło odegrać swoją rolę. Spokojnie, tyle razy odgrywałam różne role.
Teraz też się uda.

Nadal zdezorientowana nie wiedziałam czy mam stanąć nad nim czy może jakoś inaczej się ustawić, usłyszałam głos Czarnej Pani:
- Przykucnij tu, obok.- wskazała miejsce przy sobie, wystraszona całą tą sytuacją odebrałam jej głos jako twardy, nieustępliwy, rozkazujący do bólu i nawet nie skończyła mówić, ja już kucałam blisko ofiary.
Nie wiedziałam czy już, czy jeszcze, ale jak się okazało, Czarna Pani jeszcze do niego mówiła.
- Poproś ładnie, no już.- poprosił i.. no, jakoś poszło. Nie zamknęłam oczu, chciałam na to patrzeć z drugiej strony.. ahhh, te mieszane uczucia.. nie wiem co się działo dalej, uciekłam do swojego Pana. Zadanie wykonane, odetchnęłam z ulgą.
Nie do końca, bo jednak odczuwałam pełzający po ciele, zimny strach.
To uczucie pogłębiało się, gdy oglądałam, jak pies kładzie się na koźle, pełny dostęp do jego tyłka i pleców. I właśnie oto weszła osoba, która przekręciła moje myślenie o 180 stopni.

Pan w Białej Koszuli trzymał pas. Zawinął go wokół swojej dłoni tak, że zrobił się krótszy. Lubię pasy, dlatego utkwiłam wzrok w jednym punkcie, ostatnie ustalenia i.. mój Pan wyszedł zapalić, no dobrze, ja sobie obejrzę w tym czasie całą akcję z pasem.
Już widziałam przy zamachu, że to nie będzie zwykłe uderzenie. To nie będzie miła zabawa albo stopniowanie. Mimo że widziałam co się dzieje, na głos głośnego plasku podskoczyłam na miejscu. Nie chodziło o dźwięk sam w sobie, lecz o siłę. Pośladek psa zaraz zrobił się czerwony, za chwilę drugie uderzenie, równie mocne a może nawet mocniejsze, i kolejne, bez chwili wytchnienia.

Napięta jak struna siedziałam i odwróciłam głowę z drugą stronę. Nie, nie chciałam na to patrzeć. Ale słyszałam, słyszałam cały czas. Jak raz za razem spada na prawy pośladek, zaczerwieniając jasną skórę. Nie mogąc znieść tego, co się działo ze mną podczas tego pokazu bezwzględności, gdy siła wzrastała lub pozostawała na tym samym poziomie, poderwałam się i wybiegłam do przedpokoju.
Łazienka się zwolniła, weszłam i przez chwilę rozważałam, czy nie przemyć twarzy zimną wodą. Pomyślałam, że mój Pan może mnie szukać, dlatego wyszłam do przedpokoju, stojąc delikatnie na uboczu, gdzie widziałam Salon, ale nie widziałam dzisiejszej sceny.
Myśli kłębiły się w mojej głowie, trawiłam to, co przed chwilą zobaczyłam.

Po chwili zauważyłam mojego Pana, szedł, nawet nie spojrzał na miejsce, gdzie przed chwilą siedziałam, tylko szedł dalej, i już był przy mnie. Wydało mi się to delikatnie dziwne, ale nie rozwodziłam się nad tym.
Pan specjalnie wyszedł. Żeby mnie obserwować, a raczej moje reakcje. Doskonale wiedział co się będzie działo, ale chciał, żebym to oglądała bez Niego.
Tak Panie mój, jesteś tak pluszowy, masz w sobie tyle “pluszu” ile nawet nie ma miś pluszowy.. :-)
Ale jak ja mogłam pomyśleć.. że mój Pan nie jest pluszowy? No jak?
I to przypomnienie, gdy w Zielonym Apartamencie pokazał, że z łatwością może zrzucić z siebie plusz…
Oh, ranyy..
Zniknął gdzieś pies, Panie, znów słyszałam muzykę, rozmowy, wszystko wróciło do normy…  

Szłam w kierunku Salonu Zabaw, minęłam się z psem i Czarną Panią, od razu spojrzałam wielkimi oczami na jego pośladki, czerwone, miejscami bordowe ślady odbitego pasa. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie mnie to nie spotka…

c.d.n.