Nieprzeciętne Życie Nieprzeciętnej Suki

Standardowy

Trudno mi znaleźć słowa, by opisać to wszystko, co się u mnie dzieje. 
Pierdolnik na kółkach to bardzo delikatne określenie…

Przez wydarzenie, które miało miejsce kilka dni temu moje poczucie humoru stalo się bardzo specyficzne. 
Może to już czarny humor?

Tak dużo pytań, tak mało odpowiedzi…

Kawałek czasu nie pisałam, mam tego świadomość, dostałam dużo ciekawych i miłych komentarzy motywujących do dalszego pisania, ale.. chyba brakło mi takiego kopa jak w realu. 
Coś, jakieś wydarzenie, które sprawiłoby, że wróciłabym do pisania. 

Może już wariatką jestem, nie mnie to oceniać, mimo wszystko ciągle są jakieś pozytywne aspekty. 
Niekoniecznie dobro ze złem się równoważy (a mówią że równowaga jest ważna!), nie chcę tutaj pogłębiać moich zdolności, które nabyłam przez samo urodzenie się w tym kraju (mam na myśli narzekanie, przecież w tej dziedzinie jesteśmy mistrzami, poza tym byłabym cyniczna, jeśli miałabym pretensje do wszystkich tylko nie do.. siebie). 
Ale mimo to chciałam napisać, że jak się pieprzy to konkretnie i wszystko po kolei. Ja wiem jak to zabrzmiało, mimo usilnych starań ta dwuznaczność jest mega wyczuwalna. Cóż, z tego słynę. Ale proszę o spokój i powagę!

Jedyny dobry okres, o ile okresy bywają dobre, był ten w październiku. 
Zasłużony urlop. 
Kilka dni. Ja. Hotel spa. No i malownicza wieś u podnóża gór.
Teraz tak myślę.. mogłam wcale nie wracać stamtąd.
Mogłam w pizdu się zagrzebać w jakiejś głuszy. I się nie przejmować tym wszystkim. 
Wracając do rajskiego urlopu.
Wszystko miałam pięknie zaplanowane. I transport, i hotel i atrakcje. Pięknie cudownie.
Pana odpowiednio wcześniej poinformowałam o moim planie, który zyskał aprobatę (bo się należy, bo odpoczynek i relaks, w ogóle świeże powietrze i tak dalej), no i nadszedł ten dzień!
Poprzedniego wieczoru spakowałam się do walizki na kółkach, bo przecież torba na 4 dni to za mało dla mnie, musi być dres, dżinsy, legginsy, kostium, seksowna koszulka (finalnie spalam nago..), trapery bo przecież nie zamierzałam siedzieć w pokoju, no wszystko co potrzeba tak naprawdę. 
Dwie kosmetyczki (nie znam umiaru!), ręcznik naturalnie, no i co.. i jakoś tak wypełniła się cała walizka…
Tylko nie przewidziałam że walizka będzie tak samo ciężka jak wypchana torba.
Ale pełna entuzjazmu, no heloł, jadę przecież!, pomyślałam że dam radę.
Oczywiście na wyjazd sukieneczka, taka że jak się pochylałam to było mi widać nagie pośladki obleczone w rajstopy i stringi. Płaszczyk, botki na koturnie, włosy spięte wysoko, makijaż pełny i gwiazda jedzie na autobus!
Tak. Jasne. Plany pokrzyżował mi mój ukochany Pan, ale wcale wściekła o to nie byłam…

Ranek, biegam po domu, już prawie gotowa, założyć ciuchy i mogę wyjść. 
Pan się ze mną droczył jak pisałam że mam jeszcze trochę czasu do wyjścia, żebym nie była taka pewna że mam jeszcze trochę czasu.
Moja mina „O co mu chodzi?” posłana do ekranu telefonu i odłożyłam zaabsorbowana tym, że w końcu zakładam ta czarną sukienkę, w której nigdy nie chodziłam!
Bez dekoltu, elegancka z długim rękawkiem, w pasie odcinana i dół pikowany. 
A z tyłu złoty zamek.
Całkiem nieźle, bardzo mi się podobało, plus jeszcze dla efektu objęłam pasem z ozdobną klamrą talię, żeby było widać, bo kiecka nieco workowata mi się wydawała. A tak to nabrała charakteru.

No i nadszedł moment zejścia po schodach. 
Było moje tup tup bucikami i łubudu! walizką.
Jakoś się doturlałam z tą walizką pod drzwi no i z górki już było.
Przeszłam przez furtkę. 
I powoli powoli schodziłam na dół. 
Stanęłam na chodniku, potrząsnęłam głową (lubię robić wrażenie) i rozejrzałam się, bo już chciałam przejść a tu…
Ktoś zaczął trąbić. 
Tak się zastanawia, ki czort?! Przecież na ulice nie weszłam..
Patrzę w górę.
No a tam…
Nonszalancko, ze krzyżowanymi ramionami stoi mój Pan i mi się przygląda z uśmiechem.
No i Suka zbita z tropu.
Tak stoję i patrzę, no i niedowierzam!
Ale jak to? Co On tutaj robi? 
Zadałam to pytanie na głos, idąc w Jego kierunku.
No a Pan, kochany, powiedział że mnie zawiezie. W to moje miejsce. 
No tutaj zupełnie zaskoczona byłam, ale szczęśliwa, bo nie widywaliśmy się zbyt często, a tutaj taka niespodzianka…
Jeśli chodzi o samo miejsce, jeździłam tam jak byłam takim małym, rozwydrzonym bachorkiem i rozmarzoną nastolatką. 
Matko, ile ja w tym miejscu zostawiłam fantazji erotycznych…! To kosmos jakiś!
Wiejski klimat sprzyja… 
W każdym razie!
Wsiadłam do samochodu i… pojechaliśmy. 
Byłam trochę spięta i przez to miałam wrażenie, że gadam jak najęta, ale Pan mnie uspokoił. Lubi jak mówię, ale że znosi moja gadaninę „że mózg się lasuje” to podziwiam. Naprawdę. 

Jechaliśmy. 
Może nie do końca znaną mi trasą, ale jednak.
chwilami zastanawiałam się, czy mój pobyt się uda. 
Bo w tamtej chwili niczego mi nie brakowało, chciałam żeby ta droga się nie kończyła.

Ale co będzie na miejscu? 
Czy spakowałam wszystko co potrzeba? Co z pogodą? Przecież w górach to zimno…
No ale Pan zadbał o wyjątkowa rozrywkę podczas jazdy.. 
A ja, mimo wszystko, mimo tego długiego niewidzenia się, mimo tych kilku innych wydarzeń, uległam i otworzyłam się. A raczej rozłożyłam. Nogi.

On ma taką moc. Że wystarczy jedno spojrzenie.. nie, wystarczy obecność, a ja już nogi rozkładam. Bez niczego.
A jak składam to tylko się droczę ciekawa, jak zareaguje. Czy krzyknie, czy przyleje, czy każe klęczeć. 
A w samochodzie, może nieco speszona ale bardziej rozbawiona, wyglądałam przez okno i sprawdzałam, czy ktoś patrzy. 
Takie tam, zboczenie.
Ale już się zasłaniałam jak jechało auto z naprzeciwka. To już był inny wymiar. 

Pamiętam, zatrzymaliśmy się na parkingu pod jakimś sklepem.
Założyłam rajstopy a chetnie bym je zdjęła, bo taki ciepły dzień był, że w tej sukience było mi gorąco jak w piekle. 
Ale wysiadłam i Pan otworzył bagażnik… 
Nie, nie żebym wskoczyła i dalszą drogę spędziła w bagazniku (co bardzo by mi się podobało, Pan pewnie też wyraziłby zadowolenie…), cały bagażnik poza tym był wypełniony moją walizką, tylko żebym zabrała Cukiereczka, nową zabawkę. 
Bo oczywiście blond sierota zepsuła Czarnego Przyjaciela. Ale sie popłakałam wtedy.. 
No to trzeba było cos na zastępstwo znaleźć. 
Przeszukiwałam zasoby internetu, aż w koncu natknęłam się na coś ciekawego. 
Wersja mini, różowa. 
Poszłam do sklepu stacjonarnego.
Spędziłam tam półtorej godziny, gdzie zakładałam że będe 20 minut góra.
ale w końcu kupiłam. 

Sprawdziłam z panią sprzedającą. I miał kopa. Na baterie, mały, poręczny i aż mnie zatkało jak poczułam wibracje. 
ALE. 
Nie testowałam na sobie, to nie były mokre testy. Tylko na ręce. 
Testy miały być z Panem, co obiecałam sobie już wcześniej.
No i nadszedł ten moment.

Wskoczyłam na przednie siedzenie no i testowałam..
Na początku nie czułam nic specjalnego, ale byłam tak zużyta ograzmami podczas jazdy… 
Dopiero późniejsze testy przyniosły ciekawe rezultaty.. 
Mimo wszystko podobało mi się to urządzenie. 
To było to czego szukałam…

Dojechaliśmy do hotelu.
Góry górami, ale było ciepło, chodziłam bez płaszcza. Weszliśmy do środka, ja oczywiście byłam zachwycona tym, co mnie otacza i wzruszona, że oto w końcu jestem w miejscu, które dręczyło mnie w snach (odwiedziłam WSZYSTKIE miejsca, które mi się śniły). 
Ale w końcu mogłam powiedzieć, że jestem w miejscu, które kocham, z osobą którą kocham. 
Nic więcej mi nie było potrzebne.
Weszliśmy do pokoju, od razu straciłam głowę, mały, przytulny, ze wszystkim co jest potrzebne. No i podwójne łóżko.. 
Jestem z tego rodzaju osób, które lubią miec poczucie, że mogą w nocy wyciągnąć nogę albo spać w poprzek łóżka bez obawy, że spadną. 
I tak spałam na połówce zwinięta, dopiero po przebudzeniu przeciągałam sie kilka minut. 
No dobra, walizka ustawiona, widok z okna na góry, na przeciwko sklep, no czego więcej trzeba?

Pan zaprowadził mnie do przedpokoju, tak mną kierował, ze w końcu spoglądałam na siebie w lustrze, ręce miałam oparte o ścianę po bokach ramy i czułam jak mój Pan powoli się we mnie wbija.
Prawie przytomność straciłam z tego uczucia, zaszumiało mi w uszach i przymknęłam oczy.
Drapałam ścianę, oparłam policzek o zimną taflę lustra, jak ja tego chciałam!
Nie potrafię oddać całej cudowności i magii tamtej chwili. To zostanie w moich wspomnieniach i to jest najwspanialsze. 
Mój Pan właśnie spełniał moje pragnienia. 
chciałam żeby to robił powoli, nie do granic cukierkowo, ale tak.. tak jak on potrafi, zdecydowanie ale łagodnie. To było takie wzruszające i cudowne.. nie, żadne słowo nie oddaje cudowności tego wszystkiego. Nie będę na siłę szukać…
Co chwila spoglądałam na swoje odbicie w lustrze, byłam nieco zawstydzona jak napotykałam swoje spojrzenie, momentami to Pan łapał mnie za włosy i kazał na siebie patrzeć. 
Poczułam jak się ze mnie wysuwa. Prowadził mnie na drżących nogach, ze splątanymi myślami i rozpalonymi policzkami do łóżka.
To było Nasze popołudnie…

Wszystko co dobre kiedyś się kończy.
Skończyło się i popołudnie.
Było mi smutno, ale nauczyłam się już nie płakać. 
Pan pojechał, ale jeszcze dzwonił.
A ja tego dnia już nigdzie nie wychodziłam.
Dopiero noc przed wyjazdem zorganizowałam sobie wieczór zabaw. I Cukiereczek spisał się doskonale. Oczywiście Pan wszystko wiedział i pozwolił.
Odpoczęłam. Nasyciłam się widokami pięknej jesieni, złoto, pomarańcz i rudości, ale jak to się pięknie przeplatało, i połacie zieleni jeszcze miejscami… czuło się klimat, oj czuło.. 
I wróciłam na ziemię.. 

Miałam co wspominać. 
I w te zimne wieczory, które teraz sa przecież codziennością, miło tak wrócić do tego październikowego urlopu. Wyobrazić sobie te promienie słoneczne ogrzewające twarz i ciepło ale wywołane obecnością drugiej osoby. Ciepło, bezpieczeństwo, spełnienie…

Poznałam też ciekawą osobę. 
Nie jakoś specjalnie, nie żebym szukała, tylko.. tak przypadkiem.
Po rozmowach, które odbywały się.. można powiedzieć cyklicznie, dowiedziałam się że mam z tą osoba wspólny temat. Nie wiem czy to już klimat czy jeszcze nie, ale oblicza klimatu są różne.
Mimo wszystko, klapsy, zniewolenie, proszenie, no i kilka innych.. jak zaczęliśmy gadać to potrafiliśmy dyskutować kilka godzin na ten temat. 
Nie otwierałam się za bardzo, nie czułam potrzeby mówienia o wszystkim, ale jakoś tak wychodziło że zawsze było o czym gadać.
Po prostu, spotykają się dwie osoby i nagle okazuje się że mają o czym rozmawiać. Mimo to jednak nie będę się otwierać za bardzo. 
Kontakt między nami nie jest jak u dwóch „psiapsiółek”, tylko o taki po prostu, masz czas napisz. 

Mam pomysł na kolejne Nasze spotkanie. 
Będę wyglądać jak milion dolarów i trzeba w końcu zachowywać się jak dama, a nie jak postrzelona fruzia w kucykach… 
To będzie piękne… 

A urlop.. pierwszy i tak wspaniały.. no nie, takich rzeczy się nie zapomina… Jeszcze tam wrócę. Obiecałam to sobie.

Trochę dużo napisałam, wiem, ale tak to jest jak się dłuższy czas nie pisało.
Jestem trochę.. rozbita. Ale muszę wrócić do życia. 
Chcę robić to, co kiedyś robiłam.
Zacznę od Suczego. Planowałam popisać jakieś historie (ostatnio mam hopla na punkcie strasznych historii), co jakiś czas dopisuje kilka zdań do tego co zaczęłam, a kolejne miałam zacząć.
Dręczą mnie bezsenne noce, czemu nie zacząć dzisiaj…?

 

P.S.: Wiecie na co czas? Czas na zmiany. 
Nie jest najgorzej, trzeba po prostu iść do przodu, pod żadnym pozorem nie zatrzymywać się i nie cofać, a już na pewno nie patrzeć w tył. Trzeba wziąć byka za rogi!
Pan zawsze mówi, nie poddawać się, próbować, a może akurat się uda. Tylko co jeśli jest się urodzonym pesymistą…?
Boże, daj mi cierpliwości!!!

 

 

Su Anusz.

Potknięcia (nie)pokornej Suki.

Standardowy

Bywa tak, że czasem brak mi pokory. Oczywiście. Mimo że jedna z zasad brzmi właśnie POKORA, zdarzają się momenty, kiedy tej pokory niestety nie widać. Tak jakby na jedną chwilę wyparowała. 
Wtedy ja zamykam się w Czarnej Otchłani, a Pan wkurzony i zdenerwowany (na mnie) przekierowuje mnie na właściwe tory.
Bywam wredna, uparta, złośliwa, niepewna, panikuję, histeryzuję i czasem wycofuję się z życia. Ale bardziej niż kultywowanie moich (złych) nawyków pragnę stać się taką Suką, jaką sobie wymarzył mój Pan.
Posłuszną, pokorną, wierną, doskonałą, idealną.
Dla Niego. 


To było długie spotkanie po bardzo długim okresie czasu, byłam nakręcona, bo przed tym długim spotkaniem było jeszcze to spotkanie krótsze. 
Nakręcenie można interpretować na rożny sposób. Pobudzenie, podniecenie, fioł, niecierpliwość, pragnienie.
Ok, ok, to wszystko było, ale…
Było coś jeszcze.
Było uczucie strachu, które zostało zasiane jakiś czas temu. I samoświadomość, że przez to, co robiłam, nie będę przytaczać tego, bo  wstyd się przyznawać, przez to co robiłam, czeka mnie kara.
I nie mizianie, dwa uderzenia trzcinką i groźna mina.
Tylko coś bardziej głębszego.
I wiedziałam, wiedziałam że mnie to nie minie.
Bo wiedziałam, że przeskrobałam więcej niż zwykle, i moje działania nieprzystające Suce wymagają kary, pokazania, czy raczej przypomnienia, gdzie moje miejsce, jakie moje obowiązki i zasady.
Drżałam. Ciągle drżę, bo zdradzę w sekrecie, że.. jakoś na tym spotkaniu nie udało się zastosować kary. Wiem, że to co zrobił mi Pan na ostatnim spotkaniu to tylko ledwo widoczny czubek góry, gdzie na kolejnym spotkaniu czeka mnie cała reszta tej góry.
Wybrałam sobie karę. A może to tylko część kary, a może tylko rozrywka, nie wiem.
Ale zaskoczyło mnie to, jak Pan zapytał, czy chcę 16 minut czy kija.
Myślałam że jak zawsze się ze mną droczy, bo przecież Suka nie ma wyboru, prawda?
Tak więc myśląc, że znów się ze mną droczy, i że po tym jak ja powiem o moim „wyborze” i tak zrobi po swojemu.
Wybrałam 16 minut. Pan się zgodził. Powiedział dobrze, będzie 16 minut.
Otworzyłam szeroko oczy, ze zdumienia, zaskoczenia, zabrakło mi języka w pysku..
Ale jak to?
Dopiero po chwili zaczęłam się zastanawiać. 16 minut ale CZEGO? 16 minut, to bardzo dużo czasu, może się wlec w nieskończoność z wisienkami, ciężarkami i chłostą a może zlecieć jak z bicza strzelił. No, ciekawe porównanie, aczkolwiek.
Przeraziła mnie wizja 16 minut czegoś.
Może ten kij byłby lepszym rozwiązaniem? Ale do końca byłam pewna że to tylko żart..
Tak się zastanawiam, może ja coś zaproponuję?
Ostatnia karę jaką pamiętam to była ta z wisienkami, ciężarkami, nie pamiętam ile to minut wtedy było ale myślałam że klęczę w nich godzinę… klęczałam, byłam przywiązana, oparta o drzwi..
Bałam się wtedy. Bałam się i bolało.
Bo chłosta w Zielonym Apartamencie.. to o tym już nie wspomnę. To dopiero było..
Nie chłosta sama w sobie ale to wszystko co wpłynęło na moją psychikę, co spowodowało że się bałam, i odczuwałam mocniej i mocniej..
Możliwe że to trochę kwestia wybujałej wyobraźni, której (czasami niestety) jestem właścicielką.
W każdym razie.
Przygotowywałam się na spotkanie, bardziej pod kątem.. hmm.. stroju.
Miałam dla Pana prezent.
Od razu na początku miesiąca zamówiłam, i szczerze mówiąc… delikatnie, ale delikatnie jestem rozczarowana.
Myślałam że packa będzie większa i solidniejsza, na taką wyglądała na zdjęciu, a tu miałam wrażenie że to zestaw dla początkujących.. :-)
Zobaczyłam packę i zaczęłam się śmiać :-) pomyślałam że Pan uderzy raz w mój tyłek i ją złamie..
Cały zestaw zawierał opaskę na oczy czerwoną i.. kajdanki z czarnym futerkiem.
Jak futerko :-) to klasyczna czerń :-) czerwień bywa intrygująca :-)
Ale.

Oczywiście przygotowałam strój.

Za czerwonymi pończochami z oczkami chodziłam od kilku miesięcy, ale w końcu znalazłam! I od razu, ze zdenerwowania jak w łazience się przebierałam to zrobiłam dziurę.
A miały być na Klimatyczną następną!
Koszulka czarna, ta co z tyłu jest przezroczysta, i specjalnie na ta okazję skombinowałam czapeczkę. Ale z rogami. I takim sposobem stałam się reniferem.. miałam zrobić jeszcze czerwony nos ale kompletnie mi to wyleciało z głowy.
Wyszłam, dałam prezent mojemu Panu, ii czekałam niecierpliwie! :-) sugestywnie wskoczyłam na łóżko i wypięłam tyłek, ale ciągle patrzyłam co Pan na to :-)
Jakoś.. bardziej od trzcinek i patyczków wolę coś, co ma dużą powierzchnię.
A już najbardziej podoba mi się pas :-) A ten na spotkaniu!
To był obłęd! Jeszcze tak mocno go nie czułam! Ale i tak go lubię.. :-)

Na następnym spotkaniu wieeeem. Wiem. Że kara mnie nie minie.
Wiem.
Zdaję sobie z tego sprawę. A moim zdaniem, wiem że Suka swojego zdania nie ma, ale moim zdaniem uważam, że 16 minut to za mało i to może być na rozgrzewkę.

Chociaż perspektywa kary na następnym spotkaniu, wspomnienia całego wieczoru, który razem spędziliśmy, czerwony tyłek i ślady, ból przy każdym ruchu, to zniknęło gdzieś w momencie, jak przytuliłam się do Pana i usnęłam, po raz pierwszy od bardzo długiego czasu spokojnie i z błogim uśmiechem na ustach…

 

 

 

 

Su Anusz. 

Nienasycona

Standardowy

22.09.2016
Szczególna data, o której myślałam od rana. Od kilku dni.
Pan uświadomił mnie, że to 25 miesięcy.
Inaczej brzmi „2 lata i miesiąc” a inaczej „25 miesięcy”. Zrobiłam wielkie oczy. To mówimy już o takich liczbach?
W każdym razie, taki okres czasu jestem Suką. Z obrożą. Z Panem. I wizją chłosty w każdym momencie i w każdym miejscu, kiedy zażyczy sobie Pan. I z tymi różnymi innymi rzeczami, których się nie robi, a które są piekielnie podniecające. Czasem zawstydzające.
Ale wszystko co nielegalne i nieprzyzwoite ma w sobie magnetyzm. Nikt nie musi wiedzieć że ups, przekroczyłam granice przyzwoitości, ale mogą :-)
Mogą wiedzieć i widzieć jak to robię… :-)
Wszystko zależy od mojego Pana i co aktualnie wpadnie. Może inaczej, zależy do Niego i od tego, jak bardzo zainspirowała Go chwila i splot zdarzeń :-)

Przekonałam się o tym nie raz, ale odbiegłam od tematu bo nie o tym miałam pisać, tylko o wczorajszym dniu :-)
Rano niczego nieświadoma, wypiłam kawę. Miałam w planach zadzwonić w kilka miejsc.
Ale tak jakoś się wlókł ten poranek, zjadłam śniadanie, poszłam się przebrać i wykonałam jeden telefon. JEDEN.
Ledwo słuchawkę odłożyłam, zadzwonił Pan. :-)
Ze śmiechem odebrałam telefon i mówię, że właśnie skończyłam rozmawiać na drugim telefonie.
A że rozmowa nie za bardzo poszła po mojej myśli i byłam okropnie wzburzona, zaczęłam rozemocjonowana opowiadać Panu co udało mi się dowiedzieć i załatwić.
Gadałam i gadałam i gadałam i… w końcu Pan coś powiedział, ja się dalej skarżyłam, że już nie mam miejsca w kalendarzu do pisania i dalej nawijałam, Pan w końcu mi przerwał i powiedział że nawet nie zwróciłam co powiedział.
I tak zamknęłam się i myślę, o cholera, faktycznie tak ciągle ja tylko mówię i nie słucham i się zapytałam czy może powtórzyć co powiedział.
Powtórzył, aczkolwiek hmm.. :-) nie przywiązałam to tego wagi :-) to znaczy nie tak, nie uwierzyłam w to co mi moje wnętrze podpowiadało :-)
„Za chwile mi pokażesz”.
I się zaczęłam śmiać i myślę, tak jasne, za chwilę co to znaczy? Dziś? Jutro? Kiedy? Zapytałam się przez śmiech a kiedy.
„Za pól godziny”.
Umilkłam. Haha, oj mina mi zrzedła :-) Teraz to Pan się śmiał a ja zaczęła panikować.
Ale jak to za pół godziny? Przecież ja bym się musiała przygotować („O każdej porze dnia i nocy”, wiem, pamiętam, ale czasem trudno się tego trzymać…), ogarnąć trochę, przyznaję „Perfekcyjną Panią Domu” nie jestem, ale bałaganiarą rodem z tych programów amerykańskich też nie jestem, a wiadomo że czasem się pozbiera miejscami kilka ciuchów na fotelu :-)
Pół godziny hmmm… powiedziałam, że muszę trochę ogarnąć i w ogóle tak 15 minut na to potrzebuję. No ale ok, rozłączyliśmy się, Pan pozwolił w te 15 minut trochę ogarnąć.
Poza tym, jak to możliwe że Pan przyjedzie jak dokładnie w zeszłym tygodniu się spotkaliśmy na dłużej? No jak? A może jednak właśnie możliwe?
Te 15 minut upłynęło błyskawicznie, Pan zadzwonił że mogę schodzić, no to poszłam otworzyć drzwi, i jak zobaczyłam Go przy furtce… aż się we mnie zakotłowało..
Na czarno ubrany? O masakra, co to znaczy, będzie źle czy nie? Poza tym dobrze wie że mnie to kreci jak jest na ciemno ubrany i perfidnie to wykorzystuje!
Jeszcze lekko oszołomiona strojem dojrzaalm w Jego dłoni różę.
I tak się zastanawiam, dla mnie ta róża? A z jakiej okazji? A może nie dla mnie? No ale z jakiej okazji????
I się mentalnie pacnęłam w czoło.
Przecież dziś miesięcznica. :-)
Jakoś tak mnie zamroczyło :-) Przez ten strój jednak chyba… :-)

No ale przytuliłam się do Pana, poczułam jego usta na swoich i już straciłam głowę. Nic mnie nie obchodziło co dookoła. :-)
Ale tak to już bywa z tymi pocałunkami :-)
Poszliśmy do pokoju i co mnie zdziwiło leżeliśmy grzecznie na łóżku :-)
Grzecznie jak na nas :-) Ostatnio mnie poniosło z Czarnym Przyjacielem.. :-) ale już teraz byłam hmm bardziej opanowana :-)
No ale tak leżeliśmy, takie mizianie, no ale za chwilę już poczułam dłoń Pana pod legginsami :-) było o tyle łatwiej że nie założyłam majtek :-)
I za chwilę, co mnie jeszcze bardziej zdziwiło, Pan zaproponował żebyśmy się przenieśli pod kołdrę :-)
Znów rozważałam ten pomysł a Pan dalej zajmował się moimi najbardziej spragnionymi miejscami :-)
W końcu stwierdziłam, dobrze, idziemy pod kołdrę, ale…
„…teraz ja zajmę się Tobą” i uśmiechnęłam się przy tym nonszalancko :-)
I za chwilę dodałam „Śmigaj pod kołdrę”, na co Pan zareagował delikatnym upomnieniem słownym, iż nieodpowiednio się zwróciłam :-) no nie była to gafa na miarę „piątki” :-)
Ale jednak wywołało to uśmiech na mojej twarzy :-) w sumie, nie tylko mojej… :-)
Pan powiedział, jak już wstałam, żebym wzięła ten mały masażer, ale najpierw musiałam go zlokalizować.
Leżał w torbie :-) razem z obrożą :-)
Wskoczyłam do łóżka, przytuliłam się do Pana i… każdą komórką ciała czułam, jak mi dobrze :-)
Wiem, wiem, wanilia coraz bardziej dominuje, chociaż czasem może nie do końca, bo na czwartkowym spotkaniu… aaaa, ciiii :-) wszystko w swoim czasie :-)
Ale leżałam tak wtulona i nie chciałam się ruszać, było mi tak dobrze :-)
Ale za chwilę :-) było mi jeszcze lepiej :-)
Pan zajmował się moimi piersiami, tak jak lubię, mocno, czasem za mocno, ale jak boli wiem że żyję :-)
Zajmowałam się kutasem Pana. Zawsze mi tego brakuje. Zawsze. Lubię bawić się nim dłonią, jak leżymy i nakręcamy się nawzajem, albo ustami, sama kierować rytmem albo jak robi to mój Pan, trzyma mnie mocno za włosy i pieprzy aż się dławię i ślinię, i jak dochodzi i czuję jak nasienie spływa po moim gardle i… nie, zdecydowanie dużo wymieniać, temat na osobny wpis :-)
Eh.. :-)
Pan bawił się jeszcze mną, i po dłuższej chwili doszłam. Jak mam okres dostać jestem nie do zniesienia :-)
Wredna, złośliwa, ciskająca sarkazmem na prawo i lewo, bywa że obojętna, częściej płaczliwa.
Zresztą, każda kobieta czuje jak ma dostać okres. A takie dzikie samopoczucie niekoniecznie sprzyja zabawom :-)
Ale. Nie było źle. Było cudownie. Pan wyczuwał moje ciało, odczytywał moje reakcje i do tej pory mnie to zaskakuje z jaką precyzją, PRECYZJĄ to odczytywanie zawsze przebiega. Nie, nie chodzi o moje ciało, ale o te wszystkie inne rzeczy. Emocje, wahania nastrojów, ogólne wahania, moje myśli…
Czasem rozmawiamy przez telefon, Pan wspomina o jakiejś rzeczy, i zaciskam uda, a On mówi „Ale nie zaciskaj tych ud tak mocno” i jeszcze się uśmiecha!
Nie wiem, może to logiczne. Może. Nie wiem tak w sumie :-) ale zawsze mnie to rozśmiesza :-)
Czasem czuję się na podglądzie, ale to kolejny temat na osobny wpis :-)
Jeszcze leżeliśmy. Oczywiście, jak to Pan powiedział „bez łaskotania nie ma spotkania” :-)
A się broniłam, ale no niestety nie udało mi się i z rękami unieruchomionymi zwijałam się ze śmiechu :-) skopałam kołdrę przy okazji. I prześcieradło :-)
Eh :-) tak cudownie, ale wszystko co dobre kiedyś się kończy, i ten moment nadszedł.
Posmutniałam.
Jeszcze Pan mówił, żebym nie była smutna, ale jak tu nie być smutną, jak trzeba na ziemię wracać?
Czy ktokolwiek chciałby wracać z wymarzonego Raju?

Sprowadziłam Pana, pożegnaliśmy się i poszedł do samochodu. A ja jeszcze długo długo stałam w drzwiach kompletnie wyłączona. Nie płakałam ale poczułam taką pustkę. Tak jakby czegoś nagle we mnie zabrakło. I nie chodzi tylko o kutasa Pana :-)
Ale zabrakło mi takiego pchnięcia :-) do działania oczywiście :-)
Jak ja pisze no nie, najwyższy poziom zboczenia chyba dziś mnie ogarnął :-)
Także wczorajsza niespodzianka :-) Była wspaniała, cudowna, piękna i oh jeju… :-)

 

23.09.2016
Dziś poranek zaczęłam również od kawy :-) W sumie poranki zaczynam od porannego maila, w którym znajdują się zdjęcia i kilka informacji :-)
Ale później kawa była :-)
Wypiłam na spokojnie, obejrzałam bardzo ‚ambitny’ program i poszłam do kuchni.
Zanim naszykowałam sobie śniadanie minęło 40 minut.
Bo włosy jeszcze umyłam, jeszcze maila sprawdziłam, jeszcze to tamto i 40 minut się zrobiło.
Z drugiej strony skończyłam po 12 lekko. I jak popijałam spokojnie herbatę i kończyłam czytać zadzwonił Pan :-)
Kubek by poleciał na podłogę, tak drgnęłam na dźwięk dzwonka :-)
I znów ze śmiechem odebrałam telefon i powiedziałam, uwaga: „Masz szczęście, bo skończyłam śniadanie”.
No cóż, to nie było zbyt właściwe, ciągle mnie to gryzie.. Za te moje odzywki powinnam dostać trzcinką. Albo tym patyczkiem z cieniutkim sznureczkiem.
O brrrr, jak sobie o nim przypomnę pokornieję… i składam się w sobie do pozycji klęczącej. Prawie jak Transformers…
Ale Pan zwrócił mi uwagę, iż te moje odzywki doczekają się dobitnego przedstawienia ich niestosowności… i rozmawialiśmy dalej.
I nagle usłyszałam, że do pokoju, że Czarny Przyjaciel, że ten mały masażer… :-)
Hmm, niekoniecznie mi się ten pomysł spodobał, jeszcze byłam po wczorajszym obolała :-)
Ale pobiegłam do pokoju, zabrałam potrzebne rzeczy, rozebrałam się.
Podłączyłam Przyjaciela, wzięłam masażer. Miałam się nim pieprzyć :-) bo wczoraj Pan mnie nim pieprzył ale :-) jednak wolę jak Jego palce mnie pieprzą :-) tak podniecające że aż boli :-)
Położyłam się, powiedziałam że już gotowa jestem iiii… :-)
Najpierw masażer :-) miałam go w cipkę włożyć, jak to zrobiłam Pan powiedział żebym się nim teraz trochę pieprzyła :-) ten masażer ma za małe obroty :-) potrzebuję mocniejszych doznań, a Czarny Przyjaciel… :-) Eh :-)
I w końcu usłyszałam, to teraz Czarny Przyjaciel, włącz :-)
Włączyłam przyłożyłam w odpowiednie miejsce i..
Nie wiedziałam że jestem aż tak obolała :-) ale szukałam odpowiedniego miejsca i wcale tak bardzo nie bolało :-)
I jęczałam, tak momentami było mi dobrze, Pan oczywiście kazał mi mówić, ale :-) no cóż, muszę to jeszcze poćwiczyć :-)
Tak mi brakowało w tamtym momencie rżnięcia, czasem jakieś zdanie wydobyło się z moich ust aale nic specjalnego, ale miałam powiedzieć kim jestem :-) co mnie kompletnie podnieciło :-) jak ja to lubię mówić :-)
I jeszcze chwila, i jeszcze troszeczkę i.. jejuu, jak ja wyłam.. przed orgazmem.
Takie dwa głębsze.. :-) w sensie jęki :-) i pytanie.
Nie lubię dochodzić bez pozwolenia. Ale z drugiej strony nie potrafię się powstrzymać jakl Pan mówi „Jeszcze nie”… chciałabym się w końcu tego nauczyć :-)
Ale Pan pozwolił :-) podświadomie czułam że pozwoli :-) czasem jak się pytam to na chwilę przestaję się ruszać, bo ja jestem na krawędzi to wystarczy niewielkie poruszenie biodrami i koniec, spadam :-)
O jak się kręciłam.. zsunęłam się z poduszki, raz, drugi trzeci się wygięłam, rozłożyłam nogi szerzej by za chwilę mocniej je zacisnąć i znów rozłożyć ale nie przestawałam.
I dalej dalej trzymałam ale już nie mogłam miejsca znaleźć. Już tak bolało.. :-)
Pan mnie wczoraj zużył.. :-) Hahaha :-)
Ale za chwilę doszłam drugi raz, teraz orgazm był płytki ale nie tracił na intensywności :-)
I jeszcze trzymałam :-)
Ale Pan powiedział że już starczy… :-)
Szkoooda :-)

Także dwa dni pod rząd taaakie niespodzianki :-) oj bo się przyzwyczaję :-) ale eh było cudownie :-) nie mogę przestać o tym myśleć :-)
Pan mnie lubi zaskakiwać :-) i znalazł dla mnie czas :-) i przyjechał i był i pozwolił na orgazm i zadzwonił i… :-)
Jeju :-)
Tak wspaniale być Suką mojego Pana…

 

Su Anusz.

Pobudzona wyobraźnia

Standardowy

‚Dama w towarzystwie, Dziwka w łóżku’

 

Wczoraj.
Nie dość, że Pan poprawił humor, nakarmił Su, zerżnął, to jeszcze pocieszał i pobudził wyobraźnię.
Mam się nie bać czwartku. Bo środa i piątek to dopiero będzie rzeź.
Na piątek zabrać ze sobą strój.
Jeju, może będzie taka „elegancka chłosta”?
I od razu poprosiłam o zdjęcia. Tak! Tak! Chcę zdjęcia z tej chłosty!
Już mniej więcej wiem jak się ubiorę. Oczywiście moje sławne 15cm obowiązkowo. Myślę o gorsecie, pończochach i skórzanej spódniczce. Ale to jeszcze zobaczę. Może jakaś sukienka. Ale gorset koniecznie, tak dawno nie wbijałam się w niego, tak dawno nie czułam się tak ściśnięta..
Tak, zadbam o swój wygląd, postaram się, z dokładnością się przygotuję do tej chłosty. Już powoli mam dosyć samego tuszu na rzęsach i warkocza, grzecznych bluzek bez dekoltu i legginsów. Moja Sucza natura chce się wyrwać z klatki, ale obiecałam. Nie tylko mojemu Panu, ale sobie.
Nie będę się wychylać ze strojami, różne czubki chodzą po świecie.
A jak kobieta założy spódniczkę i pończochy, czy nawet rajstopy ze wzorkiem imitującym pończochy, to facetom palma odbija.
Chociaż :-) muszę przyznać, że kręci mnie świadomość, że ludzie nawet nie podejrzewają mnie o to, jak lubię wyglądać :-)
Po prostu mijają. Brak makijażu, tylko tusz na rzęsach, włosy splecione w warkocz, bluzka, najlepiej luźna, bez dekoltu, legginsy i sportowe buty.
Jeszcze jak założę okulary. To wyglądam jakbym się jeszcze uczyła. Taka skromna, cichutka, nijaka, spędzająca popołudnie w bibliotece.
Ale co siedzi w mojej głowie :-) nie wie nikt.. :-)
Tak po prostu jest :-)
Czasem jak mijam niektórych ludzi to się zastanawiam jakie mają zainteresowania, jacy są prywatnie. Bo ktoś może wyglądać niewinnie i nijako dla otoczenia :-) napiszę nieskromnie, tak jak ja :-) a może być psychopatą, mordercą albo przywdziewać wieczorami latexowe stroje :-)
Różnie bywa :-)
Mam dwie twarze. Zdaję sobie sprawę z tego. Czasem trudno zamknąć mi do klatki tą drugą, ale staram się ją kontrolować. Od jakiegoś czasu.

Ale czekam! Czekam na te dwa dni owiane tajemnicą!
Dowiem się wszystkiego w swoim czasie, jak zawsze.
Nie wiem czy się już bać teraz, czy może później…?

W każdym razie.
Nie mogę się doczekać momentu, gdy w końcu założę gorset…

 

 

Su Anusz.

Wanilia&Pieprz

Standardowy

 

Prysznic.
Stary przyjaciel, który na ostatnim spotkaniu rozpoczął serię orgazmów.
Nie doliczyłam się ich w końcu, ale ten pierwszy w wannie i ostatni na pożegnanie były najlepsze.
Między nimi cała akcja…

To była taka wanilia z domieszką pikantnej i wyrazistej nuty.
Bo i leżenie, i przytulanie, oglądanie filmu, jedzenie w łóżku, przytulanie, pieszczoty takie od niechcenia…
I wiązanie, losowanie narzędzi rozkoszy, odbijanie na moich pośladkach i udach, strzelanie po pysku, podduszanie pasem, rżnięcie, podgryzanie, szczypanie i dręczenie łaskotaniem.
Największe wrażenie zrobiło na mnie wiązanie.
Oglądaliśmy obrazki na telefonie, oprócz osławionego między nami obrazka z brutalnością trafiło się zdjęcie dziewczyny siedzącej tyłem i związanej.
Pan się pyta: chcesz tak? Bez zastanowienia odpowiadam tak, i dopiero po chwili, jak Pan wyciągał już sznur, zaczęłam myśleć co ja właściwie powiedziałam.
Ale spełzłam z łóżka na podłogę, klęczałam odwrócona tyłem do Pana a On kończył kolejne sploty.. obowiązkowo zasłonięte oczy i wyostrzone pozostałe zmysły..
Cóż, nie podobał mi się sposób, w jaki moje piersi kolejny raz były wystawione.
Już najczarniejsze myśli mnie dopadały. Ale samo to, że jestem związana, podkręcało mnie.
Pan się mną bawił, złapał szpicrutę i oklepywał moją cipkę, ciągle upominając, że uda mają być szeroko rozsunięte…
Wcześniejsza zabawa, kiedy leżałam na łóżku polegała na tym, że losowałam sobie narzędzia. Zaproponowałam, że wylosuję trzy narzędzia. Pan się zgodził wspaniałomyślnie i zaczęło się losowanie. Złapał narzędzie w czarnym futerale i się pyta: tak czy nie?
Ja po chwili wahania odpowiadam: nie.
Trochę byłam rozczarowana, bo powiedziałam nie trzcince, którą akurat chciałam poczuć, tak przez chwilkę, ale już czekało mnie kolejne narzędzie.
Pan się zapytał: tak czy nie? Odpowiedziałam kolejny raz nie.
Dobrze się składało, bo to był krótszy patyczek, jeden z dwóch, którymi Pan wybijał rytm na moim ciele jak na perkusji.
Kolejny raz padło pytanie, tym razem powiedziałam: tak.
Zła decyzja. Trafił mi się patyczek nieco grubszy od trzcinki. Nie lubię go. Ale losowanie trwało dalej.
Na końcu wyszło, że wylosowałam same patyczki. Kijek, szpicrutę i coś jeszcze.
Po chwili moje pośladki i uda były usiane czerwonymi śladami, przesuwając dłonią mogłam wyczuć pęczniejące pręgi.
Miałam cichą nadzieję, że będą ślady…

Ślady są do dzisiaj. Jeden na lewym udzie z przodu. On mi się bardzo podoba. Już jest siniakiem, mimo kilku dni nadal wyraźnym. Drugi też na udzie prawym z przodu, znacznie wyżej, i lekko niewidoczny. Są jeszcze z tyłu. Tyłek mnie bolał przy siedzeniu. Przez jakieś.. trzy dni.
Ale cieszyłam się, że są ślady. Lubię na nie patrzeć. I przypominać sobie, co i z jaką siłą lądowało na mojej skórze…

Pan pokazał mi wiązanie, które od jakiegoś czasu mocno mnie intrygowało.
Mianowicie, kończyny są związane tak, że trzeba chodzić na łokciach i kolanach.
Sznura starczyło na nogi, dobrze związane, ciasno, dłonie przycisnęłam do twarzy i spróbowałam tak chodzić. Spodobało mi się, mimo tego że po chwili czułam ból kolan i łokci. Pan usiadł na łóżku i kazał mi do siebie przyjść! To było wyzwanie.. kołysząc się i momentami tracąc równowagę stanęłam między nogami Pana. Podniosłam głowę i spojrzałam w górę w poszukiwaniu kolejnego polecenia i..
Kutas Pana już na mnie czekał. Ochoczo otworzyłam pyszczek i już po chwili, próbując przyzwyczaić się do ograniczonego zakresu ruchu, zajmowałam się tym, co lubię najbardziej.

Żeby czytać książkę, Pan musiał mnie wprowadzić w stan upojenia alkoholowego. I tak piłam, piłam, najpierw jedno piwo, później prawie pół drugiego, a że mam raczej słabą głowę i znam swój limit powiedziałam „Dość”. Oczywiście nie na głos. Bo to jest niedopuszczalne, chociaż tej nocy Pan pozwalał mi wyjątkowo na wiele. Chociaż jak biegłam za daleko to sprowadzał na moje miejsce. Różnymi sposobami…
Zabrałam się za książkę.
Dostałam od Pana. Na Walentynki. Książkę.
Taka zadowolona byłam, jeszcze jak przeczytałam ten krótki opis z tyłu, wiedziałam że trafił w dziesiątkę z tą książką.
Co się okazało, to trylogia (nie chodzi o Greya, Crossa czy o coś jeszcze innego, w sumie Crossa to jest więcej tych części, prawda?), a ja mam pierwszą część.
Pierwszy raz kiedy ją otworzyłam, a było to zaraz jak otrzymałam prezent od Pana, powiedział żebym przeczytała jakiś fragment.
Trafiłam na opis lewatywy… jeszcze nie wiedziałam co to jest, bo wyrwane z kontekstu, ale jak to, co? Wlewa jej wodę do.. A Pan wiedział od razu i uświadomił Su…
Pochłonęłam ją w kilka dni, była cienka, ale przedłużałam moment kończenia, tak jak czasem jest z orgazmem, już coraz bliżej, czuje się to mrowienie i zaciskanie, ale.. nie nie, jeszcze nie teraz i dalej zabawa. Chyba że tylko ja tak robię..
W każdym razie. Książka tak mnie wciągnęła, że planowałam już zakup drugiej i trzeciej części. Ale, żeby było zabawniej, pierwsza część cieniutka, druga za to nieco opasłe tomisko. No może lekka przesada ale opasła trochę jest. 
Także ta część mnie pozytywnie zaskoczyła, mimo że miejscami mnie męczyła, gównie tym ciągłym mieszaniem czasu teraźniejszego ze wspomnieniami.
Ale tym razem, zaznaczałam fragmenty które w jakiś sposób na mnie podziałały.
Nie mówię o samym podnieceniu, bo chyba musiałabym całą książkę zaznaczyć.
Ale jakieś rozczulenie, czy znajome zachowania, słowa, sytuacje, coś co mnie zaskoczyło, coś co mnie zaciekawiło..
Tą część też mogłam szybko skończyć. Ale narzuciłam sobie, że będę ją czytać jak najdłużej. I pod koniec książki czytałam po kilka  kartek tylko.
Trzecia część. Męski punkt widzenia. Tu już nie było tej ekscytacji z drugiej części, ta trzecia była raczej.. ciepła i dająca nadzieję. Pokazująca, że mimo z pozoru beznadziejnej sytuacji zawsze jest jakieś wyjście, kompromis, tylko dwójka ludzi ma współpracować ze sobą. Razem.
Ta część wydawała mi się lekka, i ją przeczytałam już normalnie, bez żadnego czekania czy wyliczania kartek.
Ciekawi tytułu?
To dobrze, bo zamierzam o tej trylogii napisać.
Ale wszystko w swoim czasie…

Nie miałam dużo czasu na pakowanie i rozważanie, czy zabrać tę rzecz czy może inną. Miałam tylko.. 3 godziny tak naprawdę. A prysznic musiałam wziąć, włosy umyć, przygotować się. Bo Pan zadzwonił, powiedział spakuj to to i tamto. I na 15 będę.
Ledwo się wyrobiłam…
Ale w biegu schowałam koszulkę. Którą kupiłam specjalnie na spotkanie.
Rozważałam czy ją zabrać, miały być tylko te rzeczy które wymienił Pan.
I już ją miałam do szafy chować ale nie. Wrzuciłam do torby i pomyślałam, Pan się nie spodziewa, to dobrze, zabiorę ją.
Przebrałam się w pokoju. Wyregulowałam ramiączka, żeby coś niecoś mi się nie wysunęło, bo miało być w miarę przyzwoicie (trudno rozmawiać o przyzwoitości, jak cały tył  był z siateczki prześwitującej…).
Tak mi się podoba ta koszulka. Taka czarna, falbaniasta z wykończeniami z błyszczącego materiału, odcięta w pasie z kokardką (ta kokardka mnie uwiodła!), piersi otulone materiałem, ramiączka też falbaniaste… Z przodu taka zmysłowa dyskrecja natomiast z tyłu.. wszystko jak na tacy.
Podoba mi się strasznie. Taką właśnie chciałam.
Ale reakcja Pana, jak wrócił do pokoju..
Nie spodziewał się, myślał pewnie że jak wróci to będę leżeć zakrywa kołdrą na granicy snu.
A tu niespodzianka…
I rżnął mnie, jak byłam w tej koszulce. Pamiętam, byłam padnięta. Chyba wtedy miałam trzy orgazmy pod rząd. Jeden za drugim. Ale czułam się wtedy tak blisko z Panem.. był taki delikatny i czuły, ale tylko z początku, bo za chwilę daliśmy się ponieść..
Długo zajął mi powrót do świata żywych…

Po tym cudownym stanie, w którym się znalazłam przytulając do Pana i usypiając, nastał poranek. Poranek wiązał się z końcem spotkania a koniec spotkania z powrotem na ziemię.
Niiiiee chciałam się buuudzić.. Ooo nie…
Ale trzeba było wstać.
Bolały mnie ręce, nogi, cipka, wszystko co możliwe, myślę że nawet język.
Nie byłam pewna co do porannych zabaw, aale.
Jak tylko Pan wsunął powoli w moje wnętrze palce. Chciałam więcej.
Mimo początkowego bólu, im dalej było coraz lepiej. I chciałam żeby mnie pieprzył, chciałam jeszcze i jeszcze…!
Finał zaliczyłam i ja i Pan.
Chodzi mi po prostu o to, że czując ból przy początkowym wkładaniu, dalej jest cudownie. I to ciągle jest dla mnie niepojęte.
Mimo zużycia ja chcę więcej i więcej..
Pamiętam do dzisiaj to uczucie…

 

I coś, co myślę że może się przydać.
Dla Pań, żeby nie musiały doświadczać tego na własnej skórze i dla Panów, żeby pomogli swoim Paniom uniknąć cierpienia.
Syndrom miesiąca miodowego. Dowiedziałam się o tym wczoraj, mimo że miałam taką sytuację już kilka razy.
Myśląc, że to zwykłe zapalenie pęcherza łykałam neofuraginę. Cztery razy po dwa razy :-) i na następny dzień już nie było czuć prawie nic. Stosowałam się do ulotki w opakowaniu. I skutkowało.
Tutaj jest napisane bardziej w moim klimacie o tej dolegliwości, a tutaj bardziej pod kątem medycznym.
Wiem co to za ból, i nie życzę nikomu czegoś takiego.
Ból, pieczenie, niekomfortowe uczucie ciągłego parcia na pęcherz. 
I jeszcze nie można się niczym zająć, bo ciągle się kursuje do toalety..

Bo jak ból to tylko z ręki Pana…

 

 

Spotkanie, które było potrzebne nam obojgu.
Spotkanie, które uważam za cudowne, wspaniałe i takie inne od poprzednich. Każde jest inne. Ale to było wyjątkowe w swojej inności.
Czekam teraz na następne, w międzyczasie snując kolejne marzenia i fantazje…

 

Su Anusz.

Sucze Fantazje *Historia*

Standardowy

- Mmm, iść się już przebrać..? – wymruczałam do swojego Pana, jeszcze się tuląc i łapiąc ciepło z Jego ciała.
Dostałam przyzwolenie, uśmiechnęłam się lekko i postanowiłam wstać. Jeszcze chwilę się przekomarzaliśmy na temat tego, co będzie dalej, po moim wkroczeniu do pokoju, jeszcze sennie podeszłam do biurka, zabrałam swoją różową torbę niespodzianek i poszłam do łazienki.
Wiedziałam że jest już późna godzina, tak dobrze nam się spało, ale nie odpuszczę tego pomysłu. Nie. Za bardzo się na niego napaliłam, za dużo czasu na niego poświęciłam i włożyłam, w przygotowania całe swoje serce.
Muszę wyjść i się pokazać, nawet jeśli miałabym się w tym położyć spać.
Ominęła mnie chłosta.
Nie wiedziałam, czy się cieszyć czy płakać. Miała być, tak się bałam, widziałam sznury dyskretnie przywiązane do nóg łóżka i to powodowało, że przebiegały po moim kręgosłupie silne dreszcze. Podniecenia? Strachu?
Jednego i drugiego zapewne.
Wróciłam do łazienki. Wyciągnęłam wszystko, czego potrzebowałam, bodystocking z ostatniej imprezy klimatycznej, woreczek z akcesoriami, kosmetyczkę.
Przeczesałam włosy, poprawiłam makijaż, i nie mogłam się doczekać aż założę całą resztę. Siłowałam się zakładając nogawki od bodystockingu, ale w końcu założyłam.
I wiedziałam że popełniłam błąd, bo nie miałam jak założyć ogona. No to znów się rozebrać, zapiąć ogonek, założyć.. Eh!
A ja już chciałam wychodzić!
Założyłam uszka, założyłam łapki. Zapięłam swoją obrożę. Spojrzałam w lustro.
Wilczyca.
Nie kotka, pielęgniarka, policjantka. Wilczyca.
Wszędzie pełno było kotków. A ja nie jestem kotek. Ja jestem Sunia. I nie będę z siebie kotka robić.
Znalazłam na necie uszka i ogonek. Doszyłam kokardki. Łapki zrobiłam sama, z futerka. Też kokardki doszyłam.
No ogólnie to kokardki były wszędzie gdzie się dało. Nawet na ogonie i przy obroży.
Narysowałam sobie czarną kredką nosek i wąsiki. Jeszcze raz się obejrzałam. No mnie się podobało, jeszcze jak się spodoba mojemu Panu to :-) będzie cudnie :-)
Padłam na kolana, żołądek się lekko zwinął. Zależało mi na tym, żeby efekt się spodobał…
Nacisnęłam klamkę, ramieniem pchnęłam drzwi i wyszłam. Z pochyloną głową, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Jak podeszłam wystarczająco blisko podniosłam głowę.
Zachciało mi się śmiać z samej siebie, co ja robię…
Ale Pan.. no wydaje mi się że był zachwycony, Jego uśmiech, to jak mnie oglądał i mówił że ciekawy pomysł, że bardzo fajnie :-) tak, to chciałam usłyszeć :-)
Ale za chwilę wydarzyło się coś, czego się zupełnie nie spodziewałam..
Klęczałam przed Panem, najpierw kazał mi zamknąć oczy, za chwilę je zasłonił.
Po chwili usłyszałam znajomy dźwięk, klamry od pasków. Bransolety. Na nadgarstki. Tak dawno ich nie czułam, przerażenie wróciło, co się stanie?
Ta niepewność sprawiła, że automatycznie wykonywałam czynności. Pan mnie prowadził, delikatnie podnosił moją rękę żebym ja to zrobiła, opuścił, drugą sama podniosłam, później pociągnął mnie za sobą, poszłam za Nim grzecznie, oczywiście na kolanach, Pan mnie ustawił i… coś mi zadźwięczało w głowie, ale jeszcze nie wiedziałam co..
Poczułam za plecami łóżko. I nagłe olśnienie. Przecież ja o tym pisałam. Wydaje mi się? A może mi się śniło? A może deja vu?
Okazuje się, że Pan spełnia moją fantazję :-) jak zawsze zresztą :-)
Ale nastąpiła mała modyfikacja. Ręce owszem, rozłożone, ale związane w taki sposób, że klęczałam i leżałam na łóżku jednocześnie.
Nioe spodobała mi się ta pozycja, bo za chwilę mój Pan zaczął mi wiązać nogi tak, że były rozłożone.
- To po to, żebyś ich nie składała – zadrżałam na dźwięk Jego głosu. Poza tym, tak rozłożoną łatwo było mnie chłostać po piersiach..
Czując obezwładniający strach, co chwila podnosiłam się na tyle, na ile pozwalały mi związane ręce. Nic nie widziałam. Czułam, nasłuchiwałam.
Po chwili byłam pozbawiona wzroku i zakneblowana tą słodką, czerwoną kuleczką na pasku. Świetnie. Jeszcze nie mogę śliny połknąć. Coś jeszcze? Chyba pomyślałam to w złą godzinę, bo poczułam dłonie Pana w bliskim pobliżu moich piersi…
Jęknęłam przestraszona i drgnęłam. Co teraz? Co…?
Bliżej nieokreślone uczucie, jakby coś przyklejanego do piersi, coś.. ale nie wiem co.
Prąd? O nie, tylko nie to.. Skoro jedna nakładka jest tutaj, to druga będzie niżej..
Ale okazało się że nie. Że to nie prąd. Do tej pory nie jestem pewna co to było, ale myślę że to były wisienki wibrujące.
Jak Pan włączył wibracje.. kolejny raz zadrżałam, ze strachu, myśląc, że to jednak prąd. Ale nic się nie zmieniało, ani natężenie ani odczucia także byłam pewna że to wisienki.
Teraz podnosiłam się po to, żeby przełykać ślinę.
„Ale czy to nie do tego służy? Żeby ślina ciekła strużkami po brodzie?”, w takich sytuacjach naprawdę, mam skłonności do filozofowania, chociaż wtedy nasila się mój „brudny język”…
I czekałam co dalej…
- Chyba muszę przypomnieć ci, gdzie twoje miejsce… – i już wiedziałam, że mam przerąbane.
Na udach czułam trzcinkę, dyscyplinę, chyba tą czerwoną co lubię ją czuć na piersiach przy rżnięciu, był kij, który Pan specjalnie na tą okazję zabrał.
Panikowałam, mocno panikowałam, ale to jeszcze nie był koniec.
- Chciałaś ostatnio chłostę cipki, taką mocną.. teraz jest idealna okazja… – o nie. Ja? Coś takiego mówiłam? Ja?
- Poproś.
Staram się spiąć i poprosić, ale knebel mi tego zadania nie ułatwia, także maksymalnie wysilam swój język próbując powiedzieć „Proszę”, ale w rezultacie wychodzi jakiś bełkot, który sprawia, że się rumienię ze wstydu.
Ale Pan zrozumiał. I poczułam trzcinkę na udzie.
Kurczę, ale gdybym napisała, że.. mi się to nie podobało :-)
Ja chcę knebel częściej :-) będę wierszyki recytować :-) albo książkę będę czytać :-)
Za chwilę Pan skupił swoją uwagę na mojej cipce, co chwila drażniąc okolicę.
Odechciało mi się spać. Czujnie leżałam i nasłuchiwałam. Pan wyszedł zapalić? I tak po prostu mnie zostawił?
chyba za bardzo się rozluźniłam, bo poczułam plaśnięcie i słowa „Ale ja tu jestem” wwiercały się w moją głowę.

Pan bawił się mną, drażnił igłą, wbijał ją, w końcu pomyślałam, że przebije się na drugą stronę, czułam zapach spirytusu, którym przetarł to miejsce, ale stwierdziłam, nie zrobi tego przecież..chyba? Nie?

Pan ułożył mnie na nowo, tym razem na łóżku, cały tył był do jego dyspozycji. Nogi przywiązane, rozłożone, tak samo ręce.
I na zmianę, pośladki, plecy, pośladki, uda, pośladki… był pas, pas był mocny i po raz kolejny łzy w oczach mi stanęły. I kijek. I dyscyplina. I tyle to trwało.
Poproś.
Poproś…
POPROŚ…
Prosiłam. Co dziwne, nie robiłam tego wbrew sobie. Prosiłam bo chciałam.
Leżałam, przyjmowałam razy, prosiłam.
Oczy mnie piekły, chociaż wcale to nie było takie straszne.
I Pan się zapytał. Czy chcę jeszcze pas, tak mocno. Sucza część mnie krzyczała tak, jeszcze pas jeszcze pas, jeszcze mocno!
Pokręciłam przecząco głową i cicho wybełkotałam nie, czując łzy porażki. Nie podobało mi się że tak łatwo zrezygnowałam. Że odpuściłam. Dlatego nie lubię mieć wyboru, bo zazwyczaj żałuję. A jak już się zdarza ten jeden moment na milion. Że mogę wybrać, zadecydować. To staram się żeby to przyniosło zadowalające skutki i dla mnie i dla Pana. 
Z drugiej strony wiedziałam, że jak będzie jedne mocny pas (wiem, że byłby naprawdę mocny), to bym nie dała rady i bym się rozbeczała jak dziecko.
Nie lubię płakać. Ale czasem to silniejsze ode mnie.
Po tym jak Pan skończył się śmiać, triumfalnie, mówiąc tym samym bezgłośnie „Wiedziałem, że tak powiesz”.
Powoli mnie rozwiązywał, ja bezwładna leżałam, Pan wyciągnął knebel z moich ust i położyliśmy się, ja wtulona w Niego…
Chciałam igieł. Chciałam od dawna. Akurat Pan zaproponował podwiązkę.
Przepełniona strachem ale i ekscytacją, jak to będzie, igły na udach, jak to będzie boleć, a przede wszystkim, jak będzie wyglądać podwiązka z igieł i sznureczka?
No ale. Położyłam się na brzuchu. Cała ceremonia przygotowania. Waciki, spirytus, rękawiczki..
Już same te działania budziły we mnie strach. A jak Pan przymierzał się do wbicia pierwszej igły, spanikowana podskoczyłam na łóżku jak oparzona i zaczęłam krzyczeć „Nie! Czekaj! Czekaj! Chwila! Muszę się psychicznie przygotować!”.
Jakie to było… szalenie niewłaściwe! Teraz mi głupio że tak wyskoczyłam..
Ale Pan cierpliwie poczekał, wzięłam kilka oddechów, powiedziałam „Już” i się zaczęło.
Jęczałam, stękałam, piszczałam… a ledwo igła się wbiła w moje ciało. Czułam jak się przesuwa, dalej i dalej, i wybija się drugą stroną. Myślałam po raz kolejny, że to gdzieś 5-8 cm. I już moja wyobraźnia zaczęła działać, jak igła przebija się przez mięśnie, krwawię i w ogóle.. ale to tylko moja wyobraźnia… :-)
Kurczę no, bolało. Może nie bardzo ale bolało. I jak już igła była w środku to piekło.. nie pamiętam czy na plecach miałam takie samo pieczenie po przebiciu igły.
Ale za chwilę była druga, też kilka oddechów i jazda.. też bolało, też się kręciłam, jęczałam, stękałam..
I też piekła. Trzecia tak samo.
Później Pan przewlekał sznureczek czerwony. Coś tam misternie układał, wiązał…
Ja wstałam, podeszłam do lusterka ii :-) no efekt mi się spodobał :-) i tak pomyślałam, iść na imprezę klimatyczną w takim gorsecie z igieł i wstążek, z podwiązką taką jak ta, na którą patrzę… :-)
Położyłam się, Pan zrobił zdjęcia i nadszedł moment.. wyciągania!
- Szybko czy wolno…?
Chwila zastanowienia… wolno.. ostatnio było wolno.. to teraz szybko?
Zdecydowałam jednak że wolno, ale w ostatnim momencie krzyknęłam że szybko :-) coś za często krzyczę..
Pierwsza igła, ból, szybkie pozbycie się.. i moje mieszane uczucia. Bolało. Ale z drugiej strony jakoś.. tak.. podniecało. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale czułam w dole takie ściskanie..
Później była druga. Podobne w odczuciu. I trzecia. I się zastanawiałam jak to możliwe że takie skrajne emocje, uczucia we nie budzą igły..?
Trochę się wstydziłam powiedzieć Panu o tym, że to mnie podniecało, to szybkie wyciąganie.. dla mnie samej to było dziwne, dzikie, niecodzienne i w ogóle jakieś pokręcone..

Tydzień temu, ehh… :roll:

Usnęliśmy.
Byłam spokojna. W końcu nie przytulałam się do misia. Tylko do mojego Pana.
Spokój, bezpieczeństwo.. Czego chcieć więcej…

She wolfPodwiązka

Su Anusz.

My Collar

my collar <3
Standardowy

Jest zawsze przy mnie.
A sama świadomość, że leży spokojnie w torbie, kopertówce czy plecaku sprawia, że czuję się pewniej.
I jestem dumna z tego, kim jestem.

Obroża. Symbol mojego nowego życia…

Dziękuję Panie mój za te 18 miesięcy, w ciągu których służyłam Tobie wiernie

18 miesięcy...my_collar

Su Anusz.