Nieposkromiona.

Standardowy

No Pan wczoraj pozwolił. Na wiele.
Czego się nie spodziewałam.
Jestem wdzięczna. Potrzebowałam tego, Pan dobrze o tym wiedział i pozwolił!
a ja prawie zemdlałam z wrażenia!
Nie mogłam się doczekać, jak już na spokojnie położę się w łóżku!
Wyjątkowo wisienki poszły w ruch. Ale dały taki efekt.. że już mimo tego bólu przy zdejmowaniu musimy je wprowadzić NA STAŁE.
Do teraz zastanawia mnie jak to możliwe, ból ale przy zdejmowaniu jak ten ból wzrastał tak samo orgazm podnosił się wyżej i wyżej.
Jak to możliwe, że między bólem a rozkoszą jest taka subtelna granica?
Albo jak to możliwe, że ból podkręca podniecenie?
Samo myślenie o klapsach, pasie czy dyscyplinie, ostatnio nawet o trzcince (!) potrafi nakręcić..
W każdym razie.. 
Zaspokojona tak troszeczkę. Dla mnie dwa orgazmy to rozgrzewka. 
Ale na następne spotkanie będę dobrze przygotowana, bo teraz nie mogę zapomnieć o minionej nocy. 
bo wolałabym, żeby to PAN mnie dotykał, mój Pan, dotykać, pieprzyć, głaskać, lać i tak w kółko. No i przytulać. A ja bym Go miziała, głaskała, dotykała, całowała i te inne słodsze rzeczy, bo mój Pan zasługuje na wszystko, co Najlepsze. 

Tak jak w moich fantazjach…

 

 

Su Anusz. 

Chroniczny brak czasu.

Standardowy

Ostatnio tego czasu brak.
Nie do końca mi się to podoba, bo straciłam możliwość realizowania różnych rzeczy…
Rano wychodze, wieczorem przychodzę i jedyne na co starcza mi czasu to prysznic, coś przegryźć, plan i zdjęcia plus wpis, ale i to niecodziennie.
Jak to Pan powiedział, zaczęło się dorosłe życie.
Teraz zauważam jak lekko żyłam.
O ile wcześniej realizowałam swoje pomysły od razu tak teraz.. jeśli coś do głowy mi przyjdzie to zapisuję i zostawiam. Na lepsze czasy.
Nie chodzi o to że nie miałam pojęcia o życiu. Może tylko.. delikatnie inaczej to wszystko sobie wyobrażałam..
Zaniedbałam nawet Suczy, co w przeszłości było nie do pomyślenia.
Postaram się nieco częściej pisać. Nawet jeśli by to miało być jedno zdanie.
Ale generalnie nic się u mnie nie zmieniło.
Nadal pragnę, nadal marzę, nadal moja wyobraźnia przekracza wszelkie granice.
Jeszcze jestem „na głodzie”, także czasem natrętne myśli nie dają mi spokoju.
To nie jest źle że mam takie mysli, sma Pan tak mówi, że to nie źle że moje myśli poniecają i nie dają spokoju.
Czekam tylko, eh, czekam na to spełnienie. Na to ukojenie. Jak w końcu się spotkamy.
Jak już będzie tak ciepło, tak spokojnie i bezpiecznie, tak cudownie i wspaniale…
O niczym innym tak naprawde nie mysle jak o spotkaniu. To już jest niemal bolesne…
Palące pragnienie i to poczucie związanych rąk mimo szczerych chęci..
Ale należy okazać cierpliwość i czekać.
Ale jakie to będzie piękne, jak juz nadejdzie ten dzień, jak dzień wcześniej zaczne się szykować a kolejnego będe się ubierac z drżącymi nogami i sercem! I wnętrzem…
Już niemal czuje to podekscytowanie! To, jak się denerwuję i zastanawiam się, czy zdąże na czas! Czy nie połamię nóg w szpilkach! Czy spódniczka nie jest za krótka i nie wystaje koronka z pończoch!
Ojeju spokojnie…
To będzie piękne…!

Su Anusz.

PODRÓŻ W NIEZNANE – POWRÓT NA ZIEMIĘ

Standardowy

Przebierałam się.
Szybko mi poszło. Spakowałam resztę rzeczy. Ciągle po ustach błądził mi delikatny uśmiech.

Kolejna kartka ze wspomnieniami :-)
Poszłam do kuchni, do Pana, stanęłam obok Niego (robiłam to cały poprzedni wieczór, nie odklejałam sie od Pana ani na krok!) i już powoli wychodziliśmy.
Pożegnaliśmy się jeszcze z pozostałymi, Najwytrwalszymi :-)
I wyszliśmy.
Pan zajął się samochodem, bo to wtedy zimno strasznie było, a ja poszłam kilka kroków dalej do zamarzniętej kałuży.
Oczywiście tak tupałam, tak tupałam, że zrobiłam dziurę. Odeszłam stamtąd z miną „Ale to nie ja…” i Pan patrzył na mnie. I mówi, odeszłaś bez pytania, jednak trzeba ci przypomnieć kilka rzeczy. I się uśmiechnął! Lubię jak mówi takie straaaszne rzeczy i sie uśmiecha :-)
Byłam ostatnimi czasy niegrzeczna.. no oooj.. Pan mówi, że zapomniałam o kilku rzeczach i trzeba wprowadzić surowsza dyscyplinę..
Eh.. ale ja się poprawię.. naprawdę..
I trzeba było wracać. Na ziemię. Ale ja tego nie lubię. Masakra..
Tyłek czułam. Naprawdę czułam, śladów nie było, ale bolało jak siadałam. I jak leżałam. I jak chodziłam. Przez pierwsze dni, bo później bolało jak siedziałam.
I jeszcze tego samego dnia napisałam wpis na Nasz blog. Mimo wszystko wolę pisać z perspektywy czasu o różnych wydarzeniach.
Z drugiej strony jak pisze od razu to pisze z tymi emocjami, które mi aktualnie towarzyszą.
Ale jednak, po czasie lepiej mi pisać.

***
Kolejne dni nie bybły zbyt wesołe..głównie przez to moje idioctwo. W jedym momencie przestałam czuć złość, a poczułam wyrzuty sumienia. Było mi głupio, i ciągle mi tak jest. Po prostu byłam niesprawiedliwa.
Nie byłam nadąsana ani nawet fochnięta, tylko zła. Niepotrzebnie. Wyrzucałam sobie ciągle, jak mogłam sie tak zachować.. Coś mnie ugryzło i koniec. Nakręcałam się, poza tym moja wybujała wyobraźnia wcale nie pomagała…
Żałuję. Żałuję tego, co zrobiłam. Co powiedziałam. Czasu się nie da cofnąć, ani nie da się wymazać tego, co się zrobiło lub powiedziało. Ale jeśli miałabym taką możliwość, to naprawiłabym to, co zepsułam, dla jak najlepszego efektu włożyłabym w to całe swoje serce, poświęciłabym na to tyle czasu, ile trzeba i użyłabym wszystkich dostepnych środków.
Po prostu nie chciałam tak zmaścić no..
Eh.. mam nadzieję, taką cichą, że Pan da mi szansę, chociaż malutką, zeby to naprawić.. I pokazać, że naprawdę żałuję…

 ~*~*~

Mimo że minęło kilka miesięcy… bo aż 4. Nadal uważam, z tej dalszej perspektywy, że zachowałam się karygodnie. Trochę mi wstyd. No może nie troche tylko jednak bardzo. Obiecałam sobie. Że więcej tak się nie zachowam. Bo nie mam podstaw. Wszystko jest jasne i czyste. Nie ma powodu do takiego zachowania niegodnego Suki.
Powinnam mieć za to tyłek cały w pręgach.
I tak do cholery, jestem na siebie zła…

Podróż w nieznane zakończona…

Su Anusz.