Podróż w nieznane – Klimatyczna [2]

Standardowy

Weszliśmy na górę. Miałam wrażenie, że pokonywanie schodów zajęło nam pół wieczora. Ale tak nie było.
Weszliśmy do jednego z mieszkań..
Nie wiedziałam czego się spodziewać.
Przekroczyliśmy próg i od razu z brzegu była kuchnia. Duży, zastawiony stół, przy którym siedziały znajome twarze. Napięcie na chwilę mnie opuściło.
Zaledwie garstka, ale ja ich znam!
Byłam zdziwiona, ze tylko tyle nas będzie. Ale pomyślałam, może impreza w kameralnym gronie?
Od razu zauważyłam, że jest gdzie się położyć. W jednym pokoju rozłożony duży tapczan, a w drugim, który słuzył za palarnię, jednoosobowe łózko.
Ucieszyłam się, bo pomyslałam że jak mnie weźmie to będę miała się gdzie położyć chociaz na chwilkę.
Zanieśliśmy do szafy nasze rzeczy, załozyłam obrożę i wrócilismy do kuchni.
Zajęliśmy miejsca i.. i tak własciwie nie wiedziałam co dalej.
Okazało się że czekalismy na resztę.
„To będzie jakas reszta?”
Jak się później okazało, była, i to całkiem.. spora.
Rozmowy się toczyły, ja odczuwałam jeszcze delikatne spięcie, mimo to przysłuchiwałam się. W pewnym momencie podszedł do Nas taki elegancki Pan, zainteresowała go moja obroża z medalionem, a ja niemal jak paw, wyciągnęłam szyje i ociekając dumą prezentowałam moja najcenniejszą biżuterię. Całą sobą mówiłam „Patrz, od mojego Pana, piekne, cudowne, prawda, jedyne w swoim rodzaju bo moje, Pan mi ją dał i specjalnie do tego medalion, to tyle dla mnie znaczy!”. Czułam się wyjątkowa…
Ludzie się schodzili, powoli i leniwie, tak siedzieliśmy, wyłapywałam pojedyncze słowa i od czasu do czasu zerkałam kto wszedł. Najbardziej w pamięć wryły mi sie dwie osoby.
Wysoki mężczyzna, rosły i silny, gdzie zastanawiałam się, kto jest jego własnością. Okazało się że to uległy. A ja myślałam że to on dominuje.. a dominował tylko wzrostem i posturą. Ok, byłam zaskoczona, że jest uległym, ale kazdy lubi coś innego i spoko.
I kobieta. Weszła i nie wiem czemu akurat ona przykuła moja uwagę. Ciągle na nią zerkałam, aż mnie to zaczęło krępować. Pomyśli ze jakaś niewyżyta jestem albo coś.
Miała piękne włosy, blond, spięte w kucyk. Taki mi się podobały! Cała ona wydała mi się interesującą postacią, a jak usiadła ze swoim partnerem obok mnie to prawie omdlałam z wrażenia.
Może przesadziłam troszeczkę, ale w każdym razie podobał mi się taki obrót spraw. Patrzyłam ukradkiem na jej nogi. Ale Pan powiedział że moge iśc się przebrać.
Wstałam posłusznie, poszłam do pokoju gdzie były nasze rzeczy i.. i juz miałam się odwrocić na pięcie i wrócić, ale oto odwrócił się elegancki Pan i Dama w Czerwoje Sukience. Przeszkodziłam im.
Ale weszłam dalej do pokoju, zażenowana jak cholera, i po cichutku wyciągałam swoje rzeczy.
Para zaraz poszła i zostałam sama. Kilka razy przewinęły się jakies osoby, a że łazienka była zajęta to zaczęlam przebierać sie w pokoju.
Zaczełam od makijażu. Mdłe światło wcale nie pomagało, brak lusterka doskwierał ale kreatywność się uruchomiła, i po chwili miałam kącik do makijazu.
Nie byłam zadowolona z efektu, ale zwolniła się łazienka.
Szybko do niej pobiegłam, obiacałam że będe minute-dwie i wskoczyłam zamykając drzwi.
Rozebrałam się. Założyłam pończochy, sukienkę, wyciągnęłam szpilki, poprawiłam jeszcze raz makijaż. Poprawiłam sukienkę. Bo z nią jest tak, że od pasa w górę jest z pasków, taka jakby uprząż, z tej uprzęży paseczki ida do
szyi a na szyi jest obroża. Od pasa w dół jest skórzana spódniczka.
I poprawiłam się, już tam się mocno dobijali, więc wyszłam i chyba zrobiłam pozytywne wrażenie.. :-)
schowałam rzeczy, pomalowałam usta konkretnym, ciemnym różem i weszłam do kuchni.
Chciałam jak najszybciej usiąść, żeby nie czuć tego wzroku przypatrujących się ludzi.
I chyba tutaj też zrobiłam wrażenie…
W sukience czułam się bardzo dobrze, troszeczkę speszona byłam jeszcze, bo przecież uprząż tak, było widać to i owo, ale w końcu przyzwyczaiłam się.
Szumiał mi w głowie wypity drink, który na początku wylądował w mojej dłoni, od mojego Pana.
Imbirowy. Nie spojrzałam.. a tu imbir.. dlatego mnie tak usta piekły później..
Pan oczywiście powiedział, że zna inne zastosowanie imbiru.. nawet nie chcę się domyślać!
Wśród przybyłych ludzi była Pani z ostatniej imprezy. Tym razem jej nie poznałam, bo zamiast wyrazistego irokeza, miała gładkie, rozpuszczone włosy. I tak wyglądała niesamowicie. Przyszła ze swoją.. Suką. Tą sympatyczną.
Ale Pan powiedział że wchodzimy do pokoju, i poszliśmy jako pierwsi.
Zapaliła mi się kontrolka i spanikowana zapytałam się Pana, czy to ja będe zaczynac imprezę, jak to kiedys miało miejsce. No bo jeju no, moj Pan ciagle o tym mówił, „A pamiętasz jak z N. zaczynałyście imprezę? Pamiętasz zasady? Hasło bezpieczeństwa? A to o czym rozmawialiśmy?”.
I jak tu kręćka nie dostać? Jak tu nie oszaleć z domysłów?!
Ale Pan na moje pytanie tylko sie uśmiechnął.
Podeszliśmy do kanapy a ja z wrażenia aż usiadłam obok Pana. Na kanapie!
Ja po prostu nie wierzę, zawsze na podłodze klęczałam, sama z siebie a tym razem obok Pana na kanapie.. no kto to widział, to az nie przystoi.. Może ze tam pod ścianą mało miejsca było i równie dobrze mogłabym klęczec przy krzyżu.. ale ja sie nie tłumaczę!
Ale już coś się zaczęlo dziać..
Siedzieliśmy i siedzieliśmy, ludzie sie krzatali jeszcze..
i tak zachodziłam w glowę, co też będzie sie działo? Obok krzyża fotel, na środku kozioł, gdzies tam majaczyło nowe urzadzenie..
Matko, ja sie boję…
I wparował Święty Mikołaj, a raczej Pani Mikołajowa, i nie jestem pewna czy taka Święta… :-)
I się zaczęło, spojrzałam, jakieś patyki, i ooooo nie! Rózgi! Kozioł+Rózgi= Masakra!
I tak patrzę z nadzieją, może na mnie nie starczy?? Moze akurat na mnie nie starczy?
Byłam przekonana że ja nie wyjdę.. że może jakiś elf ukradnie sobie rózgę..
Ale powoli. 
Zaczęło się…

Było takie kółeczko z cyferkami, od 1 do 16.
Trzeba było sobie zakręcić i liczba wylosowana będzie liczbą razów.
Natychmiast pomyslałam, że ja to pewnie będe miała 16.
Pierwsza Niegrzeczna. No dobrze. Zakręciła, nie pamiętam jaka liczba wypadła, ale tam jeszcze na stoliku było coś do wypicia. I jak w koncu którać to wylosowała to padła na podłogę. I ja z takim przerażeniem pytam sie Pana, ale co tam jest w tym kubeczku? A Pan mnie uspokojał że tam nic takiego nie ma, a ja tak zaczęłam panikować, i nie, ja nie chce kubeczka!
W koncu pewna Niegrzeczna wylosowała 16, ku uciesze zgromadzonych. Nie, to jeszcze nie byłam ja.
Momentami po pokoju latały drzazgi z rózgi. Ale generalnie było dobrze.
I Pani Mikołajowa patrzy na mnie, i mówi że jeszcze przecież ja!
Ja taka speszona, na tych szpileczkach „baaaardzo” wygodnych tuptam do fotela, siadam na kolanie Pani Mikołajowej i pada pytanie…

C.D.N.

Su Anusz.

Podróż w nieznane – Klimatyczna

Standardowy

Taki mały prezencik pod choinkę. 
KLIMATYCZNYCH Świąt… ;-)

Była to impreza z emocjami o różnych odcieniach, gdzie najbardziej dominował pulsujący czernią strach.
Strach przed nieznanym, co mnie spotka, co się będzie działo, do jakiego stanu doprowadzi mnie Pan.
Wychodząc z domu byłam nastawiona na dwie opcje. Bardzo prawdopodobne, biorąc pod uwagę Nasze ostatnie rozmowy.
Miałam się nie malować, zabrać sukienkę, oczywiście ja kilka drobiazgów zabrałam według uznania i wyszłam. Podjechał samochód Pana, ale tak długo ich nie widziałam, samochodu i Pana, że musiałam podejść bliżej i upewnić się że to Oni.
Wrzuciłam swoje rzeczy do tyłu i zajęłam miejsce obok Pana.
Nareszcie obok Niego, nareszcie gdzieś jedziemy!
Ale gdzie?
To pytanie ciągle nie dawało mi spokoju.
Starając zamaskować swoje podenerwowanie, co oczywiście spaliło na panewce – byłam przerażona jak przed skokiem na bungee, delikatnie podpytywałam się gdzie jedziemy.
Ale delikatność zniknęła, górę wzięły emocje i już prawie żądałam odpowiedz. Pan tylko tajemniczo się uśmiechał.
Oho, będzie przerąbane, widzę to po tym uśmiechu. Zamknęłam się w końcu. I jechaliśmy.
Zatrzymaliśmy się pod McD, weszliśmy do środka i zamówiliśmy coś dobrego. Nawet bardzo, byłam sfrustrowana że nie mogę przeżyć orgazmu oralnego, ale.. Pan tak dziwnie na mnie patrzył, ciągle ten uśmieszek błądził po jego ustach, i ta brew w górze, która doprowadza mnie do szaleństwa! Czułam się delikatnie speszona tym wpatrywaniem się we mnie i nic ale to NIC nie mogłam z niego wyciągnąć.
Frustracja ciągle rosła, ale mimo to uśmiechałam się. Czyż nie liczy się to, z kim się przebywa?
Mogła to być nawet ciemna piwnica, albo luksusowy apartament na dwudziestym piętrze, mało ważne. Ważne że jest mój Pan. I na tym świat się kończy. I zaczyna jednocześnie.
Ciągle kręciłam się w miejscu. Chciałam wiedzieć dokąd zmierzamy.
WSZYSTKO W SWOIM CZASIE.
Gdy wychodziliśmy, zaczęły mi drżeć kolana. I podejrzewam że nie z zimna.
Wsiadłam, zapięłam pas i po chwili Pan prowadził swoja maszynę miałam na dzieję że już do celu.
Objechaliśmy, tak tak, i myślałam że.. pojedziemy nieco dalej… a tu skręcamy prawie od razu w prawo.
Konsternacja, i to mocna.. ale zaraz…?
Przestraszyłam się już nie na żarty..
Gdzie my, do cholery, jedziemy?! Jakieś domki, bloki, jeju, fajnie ale.. szukałam jakiejkolwiek poszlaki, neonu klubu, jakiejś reklamy, czegokolwiek..
Gdzieś tam zamajaczył mi budynek na kształt burdelu, ze słodkim króliczkiem.
Ale nie tam jedziemy.. dalej, zagłębiamy się w uliczki.. w końcu po tych kilku zakrętach wjechaliśmy na parking.
Nie do końca kojarzyłam gdzie jesteśmy ale po chwili mniej więcej wiedziałam. Nie odjechaliśmy daleko.
Byłam zaskoczona.
Pan powiedział, żebym poczekała, a sam wyszedł.
No pięknie.. poszedł po kogoś? Na początku tak myślałam, ale byłam tak przestraszona, że w ciągu kilku minut w mojej głowie było 5 różnych scenariuszy.
Pan nie przychodził, ja się trzęsłam, z zimna i z przerażenia, tak, teraz byłam jawnie przerażona, żołądek był ściśnięty jak tylko się da.
I czekałam. Siedziałam i czekałam.
W końcu po jakimś czasie, nie wiem po jakim, bo miałam wrażenie że siedziała tam dwie godziny, a tak naprawdę to było ledwo kilkanaście minut, przyszedł Pan i powiedział że wychodzimy.
Zabrałam toboły, usłyszałam jeszcze znajomy głos, ale pomyślałam że mi się wydawało.
To jednak idziemy do kogoś.. ale to po co mi ta sukienka?
Jednak co do głosu sie nie myliłam. Trafiłam w dziesiątkę. Byłam nieco spokojna, ale czekałam co się stanie dalej.
Szliśmy we trójkę, pod blokiem stanęliśmy, mężczyźni palili a ja stałam i ciągle się trzęsłam. Już teraz z zimna.
I Pan właśnie teraz powiedział, że idziemy na imprezę :-)
Ucieszyłam się, kilka kamieni spadło mi z serca, ale jeszcze nie wszystkie.
Bo kto wie, co czeka mnie w środku…?

C.D.N. …

Su Anusz.

Podróż w nieznane.

Standardowy

Obolała.. zaskoczona.. zadowolona… szczęśliwa.. 
Przerażona.. świadoma… pokorna… pewna…
Cierpliwa.
Posłuszna.
Oczekująca…

„Pan oczywiście zadbał o to, bym w dniu niespodzianki ziała przerażeniem. Najpierw podał piątek jako dzień przygotowań. a w sobotę dowiedziałam się ze mam kilka godzin na przygotowanie się do wyjścia. 
Gdzie?
Nie miałam pojęcia. 
Bałam się, że to już tego dnia ziści się moja fantazja o… ciii :-)
Myślałam również o takim Naszym spotkaniu, o imprezie i o połączeniu Nasze spotkanie+fantazja.
Ale to, co mnie spotkało minionej nocy, wcale nie przypominało moich wyobrażeń, wręcz daleko od nich odbiegało.
W końcu Pan zadzwonił po raz ostatni, założyłam płaszcz, buty i poszłam w wyznaczone miejsce. 
Zastanawiałam się w międzyczasie gdzie tym razem mój Pan mnie wywiezie. 
Nareszcie przyjechał, i z żołądkiem zwiniętym w ciasny supeł wsiadłam do Jego samochodu, wcześniej wrzucając swoje torby na tylne siedzenie. 
Byłam mało rozmowna, wręcz milcząca, na początku tylko zadawałam pytania: ‚Dokąd mnie wieziesz? Gdzie jedziemy? Co to za niespodzianka?’.
Jeszcze wtedy nie wiedziałam jak słodkie i perfidne działanie zaplanował mój Pan…”

Dalszy ciąg mojej czwartej Klimatycznej następnym razem. 
Nic nie obiecuję…

 

 

Su Anusz.