Klimatyczna Kronikarka

Standardowy

„Czy wiesz co to za uczucie, gdy klęczysz obok swojego Pana, z zaciekawieniem obserwując otoczenie? Gdy przechadzasz się między skąpo (lub wcale) odzianymi uległymi i całkowicie ubranymi dominującymi? Gdy obserwujesz chłostę wysokiej blondynki, będąc niebezpiecznie blisko krzyża?
Jest to moje osobiste spojrzenie na klimatyczne imprezy. Tak, to już trzecia moja impreza klimatyczna. A może dopiero…?

Ciągle mnie fascynują ci wszyscy ludzie, którzy schodzą się do apartamentu.
Naprawdę, każdy jest różny, inny, ale łączy ich jedno. Właśnie klimat, szeroko pojęte BDSM, nie ma tam schematów, utartych szlaków, jest wszystko to, co podpowiada fantazja.
I mogą się zajmować różnymi rzeczami, pracować w różnych zawodach, przywdziewać maskę dla pruderyjnego społeczeństwa, ale w Naszym szczelnym świecie zdjąć ją, poczuć się wolnym, ah i to niczym nie skrępowane wyuzdanie…

W tę jedną noc, przez te kilkanaście godzin, stają się sobą.
Robią to, co lubią najbardziej.
Jedynym ograniczeniem jest tylko -czy może aż- wyobraźnia…”

To taki króciutki przedsmak :-) żeby jeszcze bardziej pobudzić ciekawość :-)
A działo się, działo…

A to tak przy okazji, w związku z moimi pragnieniami… :-)

 

Su Anusz.

Palące pragnienie

tumblr_m9c43p7ezR1qb76dno1_1280
Standardowy

Stoję i czekam.
Mam zasłonięte oczy, tak jak lubię chociaż się do tego nie przyznaję, lodowaty i silny dreszcz przebiega przez cały mój kręgosłup gdy słyszę chociażby najcichszy szmer. Zdaję sobie sprawę, że z emocji robi mi się gorąco.
Czuję drgnie powietrza, gdy Pan przemieszcza się po pokoju. Lekko przekręcam głowę to w lewo, to w prawo nasłuchując konkretniejszego odgłosu.
Związane ręce zaczynają mnie boleć.
Nogi mam niczym nieskrępowane.
- Pamiętaj moja Su, masz się nie ruszać. Jeśli tylko drgniesz zaczynamy wszystko od nowa.
Pamiętam te słowa wypowiedziane przez mojego Pana w samochodzie, zupełnie spokojnym i pewnym tonem. Nie spojrzał na mnie. Nie uśmiechnął się. A ja coraz bardziej kuliłam się w sobie na samą myśl, co się będzie działo po zamknięciu drzwi…

Do rzeczywistości przywraca mnie świst dyscypliny.
Cała się spinam i sztywnieję.
- Bez ruchu Suko. Pamiętaj.
To jest głos mojego Pana, tuż przy moim uchu, złowieszczy szept ale jednocześnie podniecający do granic możliwości..
- Tak Panie mój, dobrze, bez ruchu, pamiętam. – powiedziałam cicho skupiając się na tym co słyszę.
Pod wpływem przesuwających się po moich plecach ramion dyscypliny zadrżałam, przy czym mięśnie na pośladkach spięły się najmocniej.
No tak, na początek to drażnienie..
Jak szybko się zaczęło tak szybko się skończyło. Teraz poczułam dłoń Pana na karku, delikatnie masował okolicę. Przechyliłam głowę na bok i już miałam zacząć mruczeć, gdy nagle poczułam mocne uderzenie na plecach.
Na chwilę odebrało mi oddech.
Jeszcze w uszach dźwięczał mi plask z jakim ramiona dyscypliny wylądowały na moich plecach. To nie była aksamitna. Ani czerwona. To była ta długa, czarna z supełkami.
Zbierałam w sobie oddech żeby zacząć liczyć i podziękować, ale poczułam drugi. Tym razem gwałtownie wypuściłam powietrze.
Czułam jak ból się rozchodzi od miejsca uderzenia do ramion, na boki i wsiąka w głębsze warstwy.
- A kto podziękuje? I czemu nie liczysz? – głos Pana ciągle był jakiś taki cichy za bardzo i taki… straszny… Tak więc zmobilizowałam się i wydyszałam „dwa” i podziękowałam.
Czułam jak Pan mnie okrążył, w końcu stanął obok i złapał za pierś. Ugniatał tak, jak lubię najbardziej, i przyznaję się do tego, ugniatał, łapał, ściskał, czasem mocniej, czasem pieszczotliwie, łapał za sutka, przyszczypywał i ciągnął a ja wiłam się i jęczałam z powodu kłębiących się uczuć podniecenia i bólu.
Przestał. Od razu postawiłam uszy. Pomyślałam, o nie, oby nie chłosta z przodu…
Ale zaszedł mnie znów od tyłu i od razu uderzył w pośladki. Podskoczyłam w miejscu i głośno wciągnęłam powietrze. Czułam jak łzy stają mi w oczach. Ale nie, przecież tego nie zrobię, nie teraz, nie tak..
Odczekałam chwilę, wypuściłam powietrze, kolejny głębszy oddech i dopiero wtedy powiedziałam „trzy” i podziękowałam.
Było mi już niewygodnie, ręce bolały bardziej i bardziej, wiedziałam że później opuścić je będzie ciężko, ale stałam dalej.
Pozwoliłam sobie trochę potuptać w miejscu, ale widocznie to było dopuszczalne, bo nie poczułam ani uderzenia, ani nie usłyszałam głosu wyrażającego niezadowolenie.

Czekałam dalej, a Pan podszedł, przywarł do mnie całym ciałem i zajął się tym razem obiema piersiami, delikatnie i powoli.
Chciałam się wić, próbując kusić ocierałam się pośladkami o Jego krocze, tak blisko, dając do zrozumienia, że właśnie tego chcę, chcę poczuć Jego kutasa w sobie, chcę się rżnąć…
Ale Pan mnie przejrzał..
Powiedział że jestem niedobra, że kuszę i… kolejne uderzenie na pośladki..
Ugięłam kolana, prawie łącząc prawe z lewym i zagryzłam wargi.
Zbliżał się szloch. Ale chciałam go stłumić. Także całkowicie w bezruchu zastygłam. Usta mi się wykrzywiły na tyle, na ile pozwalała zagryziona warga. I drżałam. Szloch się przemieszczał. Ale nie wyrwał z mojej piersi. Wzięłam głęboki wdech nosem. Opadł na dół. Wypuściłam.
Powiedziałam „cztery”, podziękowałam.
Jeszcze 3 razy na plecy. I 3 na pośladki.
Każdy raz był kończony pieszczotą. Czy to głaskaniem pośladków, delikatnym pocałunkiem, albo pieprzeniem cipki palcami. Zawsze było coś miłego, łagodziło ten ból i łzy, które i tak w pewnym momencie pociekły wbrew mojej woli. Było wszystko ok, tylko one tak po prostu poleciały. Nie bolało tak bardzo, tak żebym nie zniosła tego bólu, nie szlochałam, nie krzyczałam, nie wyłam.
Czułam piekące plecy i pośladki, tak bardzo piekące i czułam pulsujące podniecenie rozpalonej, spragnionej i mokrej cipki.

- Dziękuję Panie mój… – wydyszałam, czując szarpiące mną emocje.
- Proszę bardzo, moja Su. – na koniec Pan uśmiechnął się szelmowsko.

Było  cudownie.
Było tak, jak chciałam…

 

Tak, to są moje dzikie fantazje :-)
Dzisiaj tak jakoś mnie wzięło.
Pomyślałam o dyscyplinie rano i tak się rozwinęło.. i spodobała mi się ta wizja. I chcę mocno, tą dyscypliną której nie darzyłam głębszym uczuciem. A teraz mam na nią ochotę. Wielką.. 
Chcę czuć ten ból powoli rozchodzący się po wszystkich warstwach mojego ciała, tak żeby każdy mój nerw był zniewolony tym słodkim uczuciem, żeby zaprowadziło to aż między uda, wywołując pulsowanie, gdzie już będę na granicy i będę skamleć o orgazm, o rżnięcie, o cokolwiek jeszcze..
Znowu być kompletnie obnażona, przerażona, naturalna, pewna siebie i Pana, bez zbędnych dodatków, tylko ciało i sznur, gotowa na wszystko, na najgorsze w najlepszym wydaniu…
Jeju, kiedy…?

Błagam…

Su Anusz.

‚Mam Ciebie tylko, w głowie, i to nie starcza mi…’

Standardowy

‚Rozpieszczasz mnie Panie mój, wiesz…’

 

Korzystając z pustego domu, sprzątałam w pokoju planując co ugotować na obiad.
Akurat byłam przy układaniu butów, rozdzwonił się mój telefon.
Dobrze znany mi dzwonek (Yes Boss - od samego początku), szeroki uśmiech :-D
Mój kochany Pan dzwoni :-)
Tak niespodziewanie :-)
Byłam trochę niezadowolona, wszystko przez sen, a raczej koszmar, w którym nie pisałam smsów przez ponad 2 godziny. Realnie to jest niemożliwe.
Ale we śnie czuła tą bezsilność, że ciągle coś mnie zajmowało i nie pozwalało napisać, a Pan, czy sen czy nie, przejmował się i martwił że coś się stało…
W końcu wyszłam na strych i popłakałam się. Nie byłam w stanie nawet napisać głupiego „Zadzwoń”, taka byłam roztrzęsiona. A to sen..
Obudziłam się i czułam że napływają te łzy. I się rozpłakałam…
Nastrój przez ten koszmar miałam podły.
Ale jak Pan zadzwonił :-) tak jakoś zauważyłam że słońce świeci i jaśniej się w pokoju zrobiło :-)
I tak układałam buty, ale przeszkadzał mi ten brak skupienia i już tylko chodziłam po pokoju. Zawsze. A przynajmniej przeważnie. Jak rozmawiam z Panem to wydeptuję ścieżki w pokoju. :-) Taki nawyk :-)
Chyba że leżę w łóżku :-)
Lubię sobie tak chodzić i z Nim rozmawiać, podchodzę do okna, bo może gdzieś zobaczę znajomy samochód :-)
I teraz jak szybko zaczęła się rozmowa tak szybko skończyła.
Ja wróciłam na ziemię, dalej sprzątałam pokój, wymiatałam odkurzaczem w rytm piosenek, później przestawiałam łóżko (za każdym razem jak sprzątam, łózko przestawiam w inne miejsce; Pan się śmieje, że kiedyś w nocy wstanę się napić, wrócę i łóżka nie znajdę… :roll: ) i spojrzałam na postępy. I znów telefon od Pana :-) no tyle cudowności jak na jeden dzień to dużo :-)
Nie wiedziałam jeszcze co mnie czeka :-)
Pan mówi „Ja mam pomysł”.
A więc nadstawiłam uszu i w pewnym momencie nie zrozumiałam albo nie byłam pewna czy dobrze zrozumiałam :-)
Poprosiłam by powtórzył.
„Rozbierz się, weź Czarnego Przyjaciela i na łóżko.”
Oczy momentalnie mi się wielkie zrobiły i że co? Ale Czarny Przyjaciel?
„No tak, przecież jesteś sama w domu, możesz krzyczeć, skomleć, prosić…”
No, ja tak troszeczkę dziś myślałam o tym Przyjacielu, że fajnie by było skorzystać z tego pustego domu.. :-)
Naprawdę, mam podstawy, milion podstaw na to by sądzić, że mój Pan czyta w moich myślach nawet mimo odległości :-) :-) Jeszcze o tym nie wie że też dziś myślałam o Przyjacielu :-)
Ale w popłochu zaczęłam robić kilka rzeczy na raz. Szukać Czarnego Przyjaciela, rozbierać się i rozmawiać. W końcu skupiłam się na szukaniu, mniej na rozmowie, później wyzamykałam się na cztery spusty, zamknęłam okno, tak dla pewności, żeby nikt nie słyszał, rozebrałam się i podłączyłam Przyjaciela.
Z emocji cała drżałam! :-)
Ale włączyłam najpierw te delikatne obroty.. :-) lubię się bawić tak powoli, delikatnie a później coraz mocniej i mocniej…
Jak tylko podkręciłam moc od razu doszłam. Oczywiście najpierw się zapytałam. Drugi raz nie chciałam tak szybko dochodzić, ale Pan mówił „Trzymaj dalej, nie przestawaj…”, jeju, lubię ten Jego głos w takich sytuacjach, niesamowite ale mnie to nakręciło…
I już jęczałam przeciągle do telefonu „Moooooogę…?”
I drugi orgazm.
Na trzeci też długo nie czekaliśmy, jeszcze podniosłam nogi i to już był odlot..
Wiłam się na łóżku, jęczałam, może nie krzyczałam, bo jeszcze mam opory przed krzyczeniem w domu, ale.. no to było.. niesamowite..
W trakcie trzeciego doszłam do wniosku że czegoś mi brakuje..
Tak, brakuje mi kutasa Pana w cipce. Albo chociaż palca…
I nabrałam ochoty na rżnięcie. Powiedziałam o tym Panu i dalej się bawiłam.
Do czwartego orgazmu zbliżałam się dosyć długo.
Robiło mi się coraz lepiej, już czułam ten silny skurcz i pomyślałam to będzie ten orgazm..
A tu domofon.. dzwoni…
Nie puszczając Przyjaciela mówię do Pana:
- Domofon dzwoni… idę otworzyć…
- Musisz iść..?
- Muszę…. – boleśnie westchnęłam.
- No to dobrze, to idź… – cichy śmiech.
- No to idę – i zaczęłam wstawać z łóżka, ubrałam sukienkę, zakryłam narzędzie rozkoszy kołdrą i w dalszym ciągu się nie rozłączałam.
- A kto podziękuje?
-Dziękuję Panie mój – powiedziałam uśmiechając się – Muah!
I dopiero wtedy się rozłączyliśmy.
Ktoś się bardzo natarczywie dobijał do drzwi…

Stałam na środku pomieszczenia, czekając aż chłopak zabierze co trzeba.
Z zaciekawieniem mnie obserwował przez ułamek sekundy, po czym zajął się swoimi sprawami.
Tak, Mona Lisa z tajemniczym uśmiechem :-)
A ja stałam dalej. Uśmiechałam się, i przebierałam nogami, bo czułam jak mi ścieka po udach.
Zacisnęłam nogi i zaśmiałam się.
No tak, cipka przygotowywała się na rżnięcie, a tu tylko powierzchowne zabawy.. :-)
Tak, trzy orgazmy to rozgrzewka, zdecydowanie… :-)

Ciągle pisałam, że chcę rżnięcia, że chcę się pieprzyć z moim Panem i mam ochotę na jebanie. Nie wiem co we mnie wstąpiło :-)
Chyba Czarny Przyjaciel pozbawił mnie na trochę zmysłów, a może raczej.. pobudził niektóre :-)
Kończyłam sprzątać. Ostatnia prosta, łóżko.
Ok. Super, ładnie pięknie wyszło, mam nadzieję że żaden pająk nie będzie miał zamiaru wchodzić na moje łóżko.. nienawidzę pająków. Uciekam z krzykiem z pokoju na widok malutkiego, a co dopiero jak widzę na suficie tego wielkiego czarnego… Brrrrr!
Ale, ładnie pokończyłam pokój, i poszłam do kuchni. Ale jeszcze :-)
Jeszcze chciałam sprawdzić jak bardzo jestem mokra :-)
Przejechałam palcem między udami.. zatopił się.. zjechałam jeszcze niżej..
Mmm, no nie mogę się oprzeć.. wsunęłam palec do środka i zaczęłam poruszać… a to jeszcze kawałek wsunę… bezbłędnie znalazłam moje ulubione miejsce ( mój Pan robi to lepiej.. dlatego nie przepadam za zabawami solo..), dobra, troszeczkę poruszam i.. wsunęłam palec do końca, jeszcze nic nie zaczęłam konkretnego czuć a tu.. telefon dzwoni… :-)
Ale się śmiać zaczęłam :-)
I mówię do Pana, że ma wyczucie :-) i mówię że zrobiłam coś złego :-)
I powiedziałam wszystko jak na spowiedzi :-)
A Pan :-) powiedział że kuszę :-) i że tylko lać :-) i że jak mogłam tak bez pozwolenia :-) a ja pokrętnie tłumaczyłam, że ja tylko włożyłam i sprawdziłam, że nic takiego się nie działo i w ogóle… :-)
„Ale powinnaś się zapytać czy możesz, bez pozwolenia nie wolno”.
Ale słyszałam, że był rozbawiony tym wszystkim.. :-)
Dalej bym się nie posunęła. Pamiętam konsekwencje, jak kiedyś posunęłam się za daleko i bez zgody doszłam. Bez wiedzy Pana.
I nie, nie chodzi mi o chłostę. Chodzi mi o to, jak ja się czułam.
Mój stan był dla mnie największą karą.
To była taka zmiana.. bo wcześniej lubiłam zabawy solo. Takie miałam na co dzień. Ale jak poznałam Pana. Było ograniczenie. Bez pozwolenia mam tego nie robić.
Z początku było trudno.
Ale teraz już nawet nie chcę tego sama robić, skoro wiem jak cudownie może być we dwoje.
A jeśli zdarzyło mi się dojść bez wiedzy. Miałam ochotę położyć się u stóp Pana i leżeć. Przyjąć najgorszą chłostę, cokolwiek wymyśli, byle tylko zmyć z siebie to poczucie winy.
Chciałam, żeby Pan oczyścił moją duszę. Nie potrafiłam sama tego zrobić. Tylko z Jego ręki katharsis jest możliwe…
Wracając do rozmowy :-)
Trochę się poprzekomarzaliśmy :-) że ja przecież grzeczna jestem :-) ale mnie to tylko lać, bo nie można bez pytania :-)
Jeszcze się pośmialiśmy, tak nie lubię jak zbliża się koniec rozmowy..

I skończyliśmy…
A ja poszłam do kuchni…

Ale to lanie.. hmm…
Chociaż mnie bardziej interesuje spacer z wibrującym ptysiem :-)
Oh! Jak mi się to podoba :-)
Po tym spotkaniu wtorkowym jakoś tak przychylniej patrzę na ptysia różowego :-)
Może to przez te orgazmy w wannie z ptysiem w tyłeczku..? :-)
Mmmm, rozmarzyłam się… :-)

 

 

Su Anusz. (muah!) :roll:

Tylko noc…

Standardowy

 

Właśnie siedzę z ptysiem w tyłeczku.
Dziś nieco mniej żelu nałożyłam, bo ostatnio się ze mnie lało, tak przesadziłam z żelem!
Ale dziś nawet sympatycznie wchodził.. :-) i wychodził… :-) no oj dobrze pieprzyłam się nim chwilkę, i Pan jak zawsze miał rację, niby nie nie, nie chcę, ale jak już jest to.. :-) jeszcze jeszcze i jeszcze :-)
Czuję go, uwiera mnie w środku, ale pół godziny to pół godziny…
Nie jest źle, a jeszcze fakt że siedzę umożliwia mi wykonanie różnych czynności, na przykład nabijanie się na niego, dociskanie i kręcenie.. :-)

I okazało się, że :-)
Jutro się spotykamy :-) na dłużej :-) na całą noc :-) ojeju :-)
Już mi dzikie fantazje nie pozwalają funkcjonować :-)
Dziś słoneczko omiotło moje ciało :-) specjalnie zdjęłam sukienkę, żeby plecy, pośladki i uda mi się równomiernie opaliły. Zadbałam o zasłonkę :-) jedynie sąsiad mógł mnie obserwować z okna łazienki.
Jak się wypinam.. czasem.. i jak mi ramiączka opadają… odsłaniając… co nieco.. ale pilnowałam się.
Zasłoniłam się kocami, kwiatkami i wszystkim co było pod ręką. Także. Mam nadzieję że trochę chociaż mnie chwyciło słońce.
Chciałabym się tak w słońcu powylegiwać z Panem :-) oj, mogłabym sobie pozwolić na nagość wtedy :-)
Dobra. Muszę iść się powoli pakować na jutro.
Przewidziane są w programie różne atrakcje…
Pisałam w SMSie do Pana, że to bardzo osobliwe uczucie, jak własne ciało zdradza. :-)
Bo tu rozum mówi nie nie i ja to właśnie mówię, a ciało od samego środka krzyczy soczyste TAAAAAAAAAAK! I jeszcze okazuje podniecenie :-)
Wiązanie i chłosta, nie nie, ja tego nie widzę, tylko nie mocno, albo kilka razy i koniec, a w środku tak, wiązanie solidne koniecznie i chłosta dyscypliną, nie ma zmiłuj!!!
Z naturą się nie wygra :-)

Dobra, spakować torbę. To najważniejsze.
I jutro mogę sobie pofolgować ze strojem :-) już naszykowałam, a skoro mogę sobie pozwolić, to :-) hmm :-) postaram się to uwiecznić na zdjęciu :-)
Ale nie mam zamiaru się ograniczać ze strojem. Będzie w końcu tak jak lubię :twisted:

 

Jutro, jutro, już jutro!!!!!!!!!!!!!! :lol:

 

 

Su Anusz,

W Stanie Ogromnego Podniecenia! :-D

Zadania: Wisienki i Ptyś.

Standardowy

Wczoraj.
Eh, wczoraj to było przypomnienie wisienek.
Na 10 minut.
Były te maleńkie…
Nigdy więcej malutkich wisienek. Muszę to zapamiętać.
Te większe, ozdobne, wydaje mi się osobiście że lepiej się rozkłada ból, przynajmniej w moim odczuciu.
Wyszłam z sali. Założyłam. Ledwo założyłam pierwszą już chciałam ją zdejmować. Złapałam mocniej sutek. Nie mogłam bardziej „otworzyć” wisienki, ale w końcu wsunęłam sutka i zacisnęłam zęby.
Ufff, oddychaj, spokojnie…
Później druga strona. Chciałam jak najszybciej wrócić do sali, przeczekać 10 minut i zdjąć je.
Zapomniałam zdjęcia zrobić.
Odchyliłam ponownie stanik, cyknęłam foto i z grymasem spojrzałam w lustro. Dasz radę.
Maskując emocje, jednocześnie idąc tak, jakbym co najmniej miała ptysia w środku opuściłam toaletę.
Oddychałam głęboko, co nie uszło uwadze niektórych zgromadzonych.
Przy każdym ruchu, nawet najmniejszym czułam zaciskające się wisienki, bolało coraz bardziej.
Po 4 minutach prosiłam Pana, żeby pozwolił mi je już ściągnąć.
Odechciało mi się mówić. I spoglądałam niecierpliwie na zegarek.
Minuta, dwie, trzy, trzy, trzy, cztery…
W końcu wybiło 10 minut, było 13 minut po.. po 16? Coś w ten deseń. 
Chcąc jak najszybciej znaleźć się w łazience, zaplątałam się po drodze w kable prawie lądując na ziemi. Oczywiście każdy ruch przypominał mi o tym, że łazienka czeka..
Jak już zamknęłam drzwi i odsłoniłam piersi stanęłam przed dylematem.
Szybko czy wolno…?
Pamiętając, jaki ból towarzyszy zdejmowaniu wisienek szybko, spróbowałam delikatnie i powoli.
Nagłe przerażenie przy zwalnianiu ucisku, bo czuję ból, ale nie chce się odczepić wisienka.. mocno i boleśnie wpiła się w skórę wokół sutka..
Oczywiście panika. Co teraz. Ale w końcu się odkleiło… Powoli napływała krew a mnie napływały łzy do oczu…
Druga. Powtórzyła się historia.
No i koniec.. odpadłam. Najpierw zwyzywałam wszystko co możliwe, później usiadłam i się rozpłakałam. Najgorsze było to, że nie mogłam się uspokoić.
Ból ciągle był i ciągle, nieprzerwanym strumieniem, irytujący, oznajmiający, hej, ja tu jestem i nie dam ci spokoju..
Spojrzałam na siebie w lustrze. O nie, tak nie wyjdę zdecydowanie.
Zaczęłam się powoli uspokajać. Przecież zaraz zaczną mnie szukać…
I nie myliłam się, już dwie osoby wyruszyły na poszukiwania.
Jeszcze zamoczyłam dłoń w lodowatej wodzie, przyłożyłam do sutków, ale efekt był inny niż chciałam. Także przestałam.
Wytarłam rozmazany makijaż. I wyszłam.
Sutki ocierały się o stanik, nie mogłam się już na niczym skupić..
Jak jechałam do domu było już ok.
Tak już jakiś czas temu, że nie docenia się stanu, kiedy wszystko jest dobrze. Kiedy nie ma bólu.
Jak już coś boli, to robi się niewygodnie. I dopiero wtedy docenia się te czasy, kiedy było dobrze. Przynajmniej ja tak mam.

Wieczorem przyszedł czas na ptysia.
Pół godziny.
Jeśli aplikacja była nieco kłopotliwa, tak już nabijanie się na niego i kręcenie biodrami  było całkiem ok.
A spacer do sklepu :-) no kosmos :-)
No ok, sklep pod nosem, ale zawsze coś.
Poza tym szłam dwa razy.
Ale podobało mi się. Bardzo mi się podobało iii kurczę. Zastanawiam się kiedy idę na dłuższe zakupy. Chyba w środę to może…? :-)

A dzisiaj trochę taki dziwny stan chronicznego nakręcenia.. :-)
Pan oczywiście o to zadbał :-)
Takie rzeczy mi pisze że.. o masakra..
A napięcie w środku rośnie..
Coś z tym trzeba zrobić… ;-)

 

 

Su Anusz.

…a to jest najwspanialsze na świecie, mieć Cię całego dla siebie…

Standardowy

Mój Pan właśnie wyszedł.
Jakiś czas temu, ale samo to że był :-) że przyjechał ulżyć Suce w pragnieniach :-) jest tak wspaniałe i cudowne :-) niemal tak samo jak ten orgazm, kiedy chwilę po nim się popłakałam. Tak, ze szczęścia. Nic innego nie czułam :-) no, może jeszcze takie częściowe zaspokojenie, bo dla mnie zabawa zaczyna się po 8 orgazmach. Ten jeden to był taki na smaczek, taka przystaweczka skromna.
I co, mam jeszcze większą ochotę..

Czuję jeszcze na sobie Jego zapach. To jest ten, który chcę czuć przez resztę swojego życia…

Ale Pan powiedział, niedługo dłuższe, całonocne spotkanie. :roll:
Niedługo, tak ogólnikowe pojęcie..
Pozostaje mi tylko wierzyć w to niedługo i ufać że to naprawdę będzie… niedługo.
Mimo wszystko, przyjechał, znalazł chwilę czasu, uwielbiam Go za te wszystkie niespodzianki… :-)

 


Su Anusz.

Klimatyczna…

Standardowy

 

 

Chciałabym napisać wszystko od razu, ale po prostu.. w dalszym ciągu nie mam pojęcia od czego zacząć, jak zacząć pisać o wydarzeniach minionej nocy, jak przedstawić to, co działo się kilkanaście godzin temu gdzieś daleko, między ludźmi, którzy mają pojęcie o klimacie, którzy są tak różnorodni, że aż kręci się w głowie.
Jestem szczęśliwa, że mój Pan kolejny raz zabrał mnie na klimatyczną imprezę. To chyba znaczy, że nie przynoszę mu wstydu…?
Ale ciiii…
Najpierw muszę ochłonąć, dojść do siebie i najważniejsze, WYSPAĆ SIĘ :-)
Żeby bez przeszkód móc opowiedzieć co się działo w salonie pełnym narzędzi rozkoszy…

 

 

 

Su Anusz.