Sucze Fantazje *Historia*

Standardowy

- Mmm, iść się już przebrać..? – wymruczałam do swojego Pana, jeszcze się tuląc i łapiąc ciepło z Jego ciała.
Dostałam przyzwolenie, uśmiechnęłam się lekko i postanowiłam wstać. Jeszcze chwilę się przekomarzaliśmy na temat tego, co będzie dalej, po moim wkroczeniu do pokoju, jeszcze sennie podeszłam do biurka, zabrałam swoją różową torbę niespodzianek i poszłam do łazienki.
Wiedziałam że jest już późna godzina, tak dobrze nam się spało, ale nie odpuszczę tego pomysłu. Nie. Za bardzo się na niego napaliłam, za dużo czasu na niego poświęciłam i włożyłam, w przygotowania całe swoje serce.
Muszę wyjść i się pokazać, nawet jeśli miałabym się w tym położyć spać.
Ominęła mnie chłosta.
Nie wiedziałam, czy się cieszyć czy płakać. Miała być, tak się bałam, widziałam sznury dyskretnie przywiązane do nóg łóżka i to powodowało, że przebiegały po moim kręgosłupie silne dreszcze. Podniecenia? Strachu?
Jednego i drugiego zapewne.
Wróciłam do łazienki. Wyciągnęłam wszystko, czego potrzebowałam, bodystocking z ostatniej imprezy klimatycznej, woreczek z akcesoriami, kosmetyczkę.
Przeczesałam włosy, poprawiłam makijaż, i nie mogłam się doczekać aż założę całą resztę. Siłowałam się zakładając nogawki od bodystockingu, ale w końcu założyłam.
I wiedziałam że popełniłam błąd, bo nie miałam jak założyć ogona. No to znów się rozebrać, zapiąć ogonek, założyć.. Eh!
A ja już chciałam wychodzić!
Założyłam uszka, założyłam łapki. Zapięłam swoją obrożę. Spojrzałam w lustro.
Wilczyca.
Nie kotka, pielęgniarka, policjantka. Wilczyca.
Wszędzie pełno było kotków. A ja nie jestem kotek. Ja jestem Sunia. I nie będę z siebie kotka robić.
Znalazłam na necie uszka i ogonek. Doszyłam kokardki. Łapki zrobiłam sama, z futerka. Też kokardki doszyłam.
No ogólnie to kokardki były wszędzie gdzie się dało. Nawet na ogonie i przy obroży.
Narysowałam sobie czarną kredką nosek i wąsiki. Jeszcze raz się obejrzałam. No mnie się podobało, jeszcze jak się spodoba mojemu Panu to :-) będzie cudnie :-)
Padłam na kolana, żołądek się lekko zwinął. Zależało mi na tym, żeby efekt się spodobał…
Nacisnęłam klamkę, ramieniem pchnęłam drzwi i wyszłam. Z pochyloną głową, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Jak podeszłam wystarczająco blisko podniosłam głowę.
Zachciało mi się śmiać z samej siebie, co ja robię…
Ale Pan.. no wydaje mi się że był zachwycony, Jego uśmiech, to jak mnie oglądał i mówił że ciekawy pomysł, że bardzo fajnie :-) tak, to chciałam usłyszeć :-)
Ale za chwilę wydarzyło się coś, czego się zupełnie nie spodziewałam..
Klęczałam przed Panem, najpierw kazał mi zamknąć oczy, za chwilę je zasłonił.
Po chwili usłyszałam znajomy dźwięk, klamry od pasków. Bransolety. Na nadgarstki. Tak dawno ich nie czułam, przerażenie wróciło, co się stanie?
Ta niepewność sprawiła, że automatycznie wykonywałam czynności. Pan mnie prowadził, delikatnie podnosił moją rękę żebym ja to zrobiła, opuścił, drugą sama podniosłam, później pociągnął mnie za sobą, poszłam za Nim grzecznie, oczywiście na kolanach, Pan mnie ustawił i… coś mi zadźwięczało w głowie, ale jeszcze nie wiedziałam co..
Poczułam za plecami łóżko. I nagłe olśnienie. Przecież ja o tym pisałam. Wydaje mi się? A może mi się śniło? A może deja vu?
Okazuje się, że Pan spełnia moją fantazję :-) jak zawsze zresztą :-)
Ale nastąpiła mała modyfikacja. Ręce owszem, rozłożone, ale związane w taki sposób, że klęczałam i leżałam na łóżku jednocześnie.
Nioe spodobała mi się ta pozycja, bo za chwilę mój Pan zaczął mi wiązać nogi tak, że były rozłożone.
- To po to, żebyś ich nie składała – zadrżałam na dźwięk Jego głosu. Poza tym, tak rozłożoną łatwo było mnie chłostać po piersiach..
Czując obezwładniający strach, co chwila podnosiłam się na tyle, na ile pozwalały mi związane ręce. Nic nie widziałam. Czułam, nasłuchiwałam.
Po chwili byłam pozbawiona wzroku i zakneblowana tą słodką, czerwoną kuleczką na pasku. Świetnie. Jeszcze nie mogę śliny połknąć. Coś jeszcze? Chyba pomyślałam to w złą godzinę, bo poczułam dłonie Pana w bliskim pobliżu moich piersi…
Jęknęłam przestraszona i drgnęłam. Co teraz? Co…?
Bliżej nieokreślone uczucie, jakby coś przyklejanego do piersi, coś.. ale nie wiem co.
Prąd? O nie, tylko nie to.. Skoro jedna nakładka jest tutaj, to druga będzie niżej..
Ale okazało się że nie. Że to nie prąd. Do tej pory nie jestem pewna co to było, ale myślę że to były wisienki wibrujące.
Jak Pan włączył wibracje.. kolejny raz zadrżałam, ze strachu, myśląc, że to jednak prąd. Ale nic się nie zmieniało, ani natężenie ani odczucia także byłam pewna że to wisienki.
Teraz podnosiłam się po to, żeby przełykać ślinę.
„Ale czy to nie do tego służy? Żeby ślina ciekła strużkami po brodzie?”, w takich sytuacjach naprawdę, mam skłonności do filozofowania, chociaż wtedy nasila się mój „brudny język”…
I czekałam co dalej…
- Chyba muszę przypomnieć ci, gdzie twoje miejsce… – i już wiedziałam, że mam przerąbane.
Na udach czułam trzcinkę, dyscyplinę, chyba tą czerwoną co lubię ją czuć na piersiach przy rżnięciu, był kij, który Pan specjalnie na tą okazję zabrał.
Panikowałam, mocno panikowałam, ale to jeszcze nie był koniec.
- Chciałaś ostatnio chłostę cipki, taką mocną.. teraz jest idealna okazja… – o nie. Ja? Coś takiego mówiłam? Ja?
- Poproś.
Staram się spiąć i poprosić, ale knebel mi tego zadania nie ułatwia, także maksymalnie wysilam swój język próbując powiedzieć „Proszę”, ale w rezultacie wychodzi jakiś bełkot, który sprawia, że się rumienię ze wstydu.
Ale Pan zrozumiał. I poczułam trzcinkę na udzie.
Kurczę, ale gdybym napisała, że.. mi się to nie podobało :-)
Ja chcę knebel częściej :-) będę wierszyki recytować :-) albo książkę będę czytać :-)
Za chwilę Pan skupił swoją uwagę na mojej cipce, co chwila drażniąc okolicę.
Odechciało mi się spać. Czujnie leżałam i nasłuchiwałam. Pan wyszedł zapalić? I tak po prostu mnie zostawił?
chyba za bardzo się rozluźniłam, bo poczułam plaśnięcie i słowa „Ale ja tu jestem” wwiercały się w moją głowę.

Pan bawił się mną, drażnił igłą, wbijał ją, w końcu pomyślałam, że przebije się na drugą stronę, czułam zapach spirytusu, którym przetarł to miejsce, ale stwierdziłam, nie zrobi tego przecież..chyba? Nie?

Pan ułożył mnie na nowo, tym razem na łóżku, cały tył był do jego dyspozycji. Nogi przywiązane, rozłożone, tak samo ręce.
I na zmianę, pośladki, plecy, pośladki, uda, pośladki… był pas, pas był mocny i po raz kolejny łzy w oczach mi stanęły. I kijek. I dyscyplina. I tyle to trwało.
Poproś.
Poproś…
POPROŚ…
Prosiłam. Co dziwne, nie robiłam tego wbrew sobie. Prosiłam bo chciałam.
Leżałam, przyjmowałam razy, prosiłam.
Oczy mnie piekły, chociaż wcale to nie było takie straszne.
I Pan się zapytał. Czy chcę jeszcze pas, tak mocno. Sucza część mnie krzyczała tak, jeszcze pas jeszcze pas, jeszcze mocno!
Pokręciłam przecząco głową i cicho wybełkotałam nie, czując łzy porażki. Nie podobało mi się że tak łatwo zrezygnowałam. Że odpuściłam. Dlatego nie lubię mieć wyboru, bo zazwyczaj żałuję. A jak już się zdarza ten jeden moment na milion. Że mogę wybrać, zadecydować. To staram się żeby to przyniosło zadowalające skutki i dla mnie i dla Pana. 
Z drugiej strony wiedziałam, że jak będzie jedne mocny pas (wiem, że byłby naprawdę mocny), to bym nie dała rady i bym się rozbeczała jak dziecko.
Nie lubię płakać. Ale czasem to silniejsze ode mnie.
Po tym jak Pan skończył się śmiać, triumfalnie, mówiąc tym samym bezgłośnie „Wiedziałem, że tak powiesz”.
Powoli mnie rozwiązywał, ja bezwładna leżałam, Pan wyciągnął knebel z moich ust i położyliśmy się, ja wtulona w Niego…
Chciałam igieł. Chciałam od dawna. Akurat Pan zaproponował podwiązkę.
Przepełniona strachem ale i ekscytacją, jak to będzie, igły na udach, jak to będzie boleć, a przede wszystkim, jak będzie wyglądać podwiązka z igieł i sznureczka?
No ale. Położyłam się na brzuchu. Cała ceremonia przygotowania. Waciki, spirytus, rękawiczki..
Już same te działania budziły we mnie strach. A jak Pan przymierzał się do wbicia pierwszej igły, spanikowana podskoczyłam na łóżku jak oparzona i zaczęłam krzyczeć „Nie! Czekaj! Czekaj! Chwila! Muszę się psychicznie przygotować!”.
Jakie to było… szalenie niewłaściwe! Teraz mi głupio że tak wyskoczyłam..
Ale Pan cierpliwie poczekał, wzięłam kilka oddechów, powiedziałam „Już” i się zaczęło.
Jęczałam, stękałam, piszczałam… a ledwo igła się wbiła w moje ciało. Czułam jak się przesuwa, dalej i dalej, i wybija się drugą stroną. Myślałam po raz kolejny, że to gdzieś 5-8 cm. I już moja wyobraźnia zaczęła działać, jak igła przebija się przez mięśnie, krwawię i w ogóle.. ale to tylko moja wyobraźnia… :-)
Kurczę no, bolało. Może nie bardzo ale bolało. I jak już igła była w środku to piekło.. nie pamiętam czy na plecach miałam takie samo pieczenie po przebiciu igły.
Ale za chwilę była druga, też kilka oddechów i jazda.. też bolało, też się kręciłam, jęczałam, stękałam..
I też piekła. Trzecia tak samo.
Później Pan przewlekał sznureczek czerwony. Coś tam misternie układał, wiązał…
Ja wstałam, podeszłam do lusterka ii :-) no efekt mi się spodobał :-) i tak pomyślałam, iść na imprezę klimatyczną w takim gorsecie z igieł i wstążek, z podwiązką taką jak ta, na którą patrzę… :-)
Położyłam się, Pan zrobił zdjęcia i nadszedł moment.. wyciągania!
- Szybko czy wolno…?
Chwila zastanowienia… wolno.. ostatnio było wolno.. to teraz szybko?
Zdecydowałam jednak że wolno, ale w ostatnim momencie krzyknęłam że szybko :-) coś za często krzyczę..
Pierwsza igła, ból, szybkie pozbycie się.. i moje mieszane uczucia. Bolało. Ale z drugiej strony jakoś.. tak.. podniecało. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale czułam w dole takie ściskanie..
Później była druga. Podobne w odczuciu. I trzecia. I się zastanawiałam jak to możliwe że takie skrajne emocje, uczucia we nie budzą igły..?
Trochę się wstydziłam powiedzieć Panu o tym, że to mnie podniecało, to szybkie wyciąganie.. dla mnie samej to było dziwne, dzikie, niecodzienne i w ogóle jakieś pokręcone..

Tydzień temu, ehh… :roll:

Usnęliśmy.
Byłam spokojna. W końcu nie przytulałam się do misia. Tylko do mojego Pana.
Spokój, bezpieczeństwo.. Czego chcieć więcej…

She wolfPodwiązka

Su Anusz.

Sucze Fantazje *To dziś!*

Standardowy

 

22.03.2016
Kiedy to czytasz, jestem już na spotkaniu z moim Panem.
Nie wiem dokładnie, czy już zrealizowałam swój pomysł, czy czekam na odpowiedni moment.
Najważniejsze, że jestem na swoim miejscu, obok właściwej osoby.
Nie mogłam się doczekać tego dnia.
Szalałam wyobrażając sobie te wszystkie rzeczy, które mogłyby się wydarzyć.
Otwarcie pisałam o swoich pragnieniach i fantazjach, gdzie mnie to zaprowadzi, nie mam pojęcia; bezwzględność, zobaczymy co się wydarzy.

Ile z pragnień się spełni? Ile nowych się pojawi?
Moim pomysłem naturalnie się podzielę.
Zdam relację z długo wyczekiwanego spotkania.

Przy Panu nauczyłam się, że…
Wszystko w swoim czasie… Cierpliwości…

 

 

 

 

Su Anusz.

 

 

Sucze Fantazje *Niedługo*

Standardowy

Idę na kolanach, podpierając się rękami, mam opuszczoną głowę. Przystaję, siadam na piętach, rozkładam uda i kładę dłonie między kolanami.
Po namyśle jednak kontynuuję wędrówkę, ocieram się bokiem o nogę Pana i podaję łapkę. Jestem grzeczną Sunią. Patrzę się na Niego wyczekująco, nasłuchując czujnie polecenia.
Mówi, że mogę się napić wody i drapie mnie za uszkiem. Pod wpływem delikatnej pieszczoty przymykam oczy, uśmiech błądzi na moich ustach.
Gdy Pan przerywa, posłusznie tuptam do swojej miseczki z wodą i zanurzam języczek. Dobra, chłodna i mokra.
Piję zachłannie, czuję że ścieka mi po brodzie. Prostuję się i wycieram usta wierzchem dłoni. Pan mnie przywołuje. Wpatruję się w Niego z uwielbieniem, wskazuje miejsce między swoimi nogami. Zajmuję swoje miejsce, opieram ręce o uda Pana, ale mnie upomina i przyjmuję pozycję. Klęczę, rozsuwam nogi a ręce splatam za plecami.
Przez chwilę czuję, jak Pan bawi się moimi piersiami, ściskając i głaszcząc na przemian, prowokując tym samym moje jęki.
Mrużę oczy i próbuję rozgryźć, co planuje dalej. Dopiero w tej pozycji, tak blisko Niego, zdaję sobie sprawę jaka bezwzględność i spokój emanują z Jego postawy. Zaniepokoiłam się, ale nie wykonałam żadnego gestu zdradzającego mój niepokój.
Cierpliwie czekałam na to, co będzie dalej.
Po chwili Pan kazał mi zamknąć oczy. Krótkie, rzeczowe polecenia. Nic więcej.
Zamknęłam oczy. Nie czułam się tak pewnie jak wcześniej. Poczułam przepaskę na oczach.
Słuchałam uważnie, próbując wyłapać jakikolwiek dźwięk, który by mnie naprowadził na jakikolwiek trop. Ale Pan nie zamierzał być cicho. Usłyszałam kilka dźwięków, które razem tworzyły coś, czego nie umiałam rozpoznać. Może Pan szuka? Po chwili usłyszałam znajomy stukot, dźwięk łańcuszka spływającego po drugim, charakterystyczne załamania i już wiedziałam co to jest.
Czyli wisienki z łańcuszkiem…
Poczułam jak Pan ściska moje sutki, wywołując mrowienie płynące w dół, między uda. Po chwili poczułam pierwszą wisienkę. Głośno wciągnęłam powietrze i zagryzłam wargę.
‚Cholera, boli…’
Ale nic nie powiedziałam. Po chwili czynność powtórzyła się przy drugiej piersi, nie wiedziałam czy bardziej boli ta pierwsza czy ta świeżo zapięta.
Pan natomiast pociągnął lekko za łańcuszek, przez co syknęłam.
Ale za chwilę krzyknęłam zaskoczona, bo palce Pana wbiły się w moją cipkę. Słyszałam tuż przy uchu Jego przyspieszony oddech, owiewał moją szyję, ja starałam się nie wić i nie ruszać, ale przy takim pieprzeniu palcami to było niemożliwe, wyginałam się, ocierałam, za każdym razem wzdychając, przeciągle mrucząc i szeptając żałośnie „O tak…o tak… jeszcze, proooooszę…”.
Pan się zatrzymał, wyciągnął palce i nieco odsunął, a ja opadłam bezsilnie na Niego nie zważając na to, że pociągnęłam łańcuszek z wisienkami…
Czuję, że Pan odsuwa mnie na bok, żeby przejść. Łapie łańcuszek tym samym dając mi do zrozumienia, że mam iść za nim.
Zawsze i wszędzie.
Jeszcze lekko oszołomiona chwilową przyjemnością Przystaję. Pan mnie odwraca.
Za plecami czuję coś twardego. Łóżko?
Jedna ręka już wędruje w bok, Pan wiąże ją do ramy łóżka. Spinam się i delikatnie denerwuję. Co teraz będzie? Jednocześnie ten strach powoduje, że podniecenie zaciska swoje szpony głęboko w moim środku.
Dwie ręce rozłożone, przywiązane ciasno, ja klęczę. Pan wkłada stopę między moje nogi i rusza nią, bym rozłożyła uda. Robię to i zastanawiam się, czy czeka mnie chłosta czy…
Nie kończę myśli, bo czuję ból na sutkach, w miejscu gdzie jeszcze chwilę temu były wisienki. Pan je zdejmował, a ja zaczęłam się zwijać z bólu na tyle, na ile pozwalały mi więzy.
Nie wiedziałam, czy chcę je z powrotem bo mniej bolało czy teraz, jak ból był zbyt intensywny, żeby myśleć.
Pomyślałam, skoro nie mam wisienek, to będzie chłosta…
Słyszę jak Pan podchodzi bardzo blisko mnie i zrównuje się ze mną.
Szepnął mi złowieszczo do ucha „Czego pragniesz?” i czując Jego palce wsuwające się powoli w moją cipkę, od nadmiaru doznań, bólu, pragnienia rozkoszy i szaleństwa, odleciałam…

 

Wstałam z łóżka. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie kawę. Wróciłam do pokoju, okryłam się kocem. Usiadłam do biurka i zaczęłam pisać wpis… :roll:

 

Su Anusz.

 

21 – zagraj ze mną…

Standardowy

“…mimo kilku orgazmów, które przetoczyły się przez moje ciało, ciągle mi było mało..”

Spotkaliśmy się w piątek, przed Walentynkami. Cały ten dzień, od początku do końca był inny, wyjątkowy…
Przygotowywałam się, w głowie miałam swój kolejny pomysł do realizacji i cieszyłam się, że go zrealizuję.
Był też inny powód. Mieliśmy iść z Panem do kina na maraton.
Zadowolona zarezerwowałam bilety już z tygodniowym wyprzedzeniem i tylko czekałam aż nadejdzie ten dzień.
Piątek…
Poza tym. Jak usłyszałam o której się spotykamy..
Nie o 17, 18 czy 19.
O 14 :-)
Oszalałam ze szczęścia, nie musimy się nigdzie spieszyć, tyle czasu razem..!
Spotkanie przesunęło się o pół godziny z przyczyn niezależnych od nas. Ja ledwo zdążyłam.
Ale przygotowałam się, do pewnego momentu wahałam się, czy robić już pełny makijaż, czy dopiero przed wyjściem, czy włosy też zrobić później.. Ale w końcu zrobiłam wszystko od razu.
Nie wiedziałam też, co będziemy robić do 23:30, dlatego wolałam być gotowa na wszystko.
Ubrałam się, starannie dobierając ciuchy. Mimo zimna, zdecydowałam się na pończochy. I brak majtek.. zresztą, czy można nazwać majtkami kawałek materiału i sznureczek?
Ale ok. jak już do samochodu wsiadłam to.. czułam się tak dziwnie. Towarzyszyło mi podniecenie, ciekawość, oczekiwanie, ale.. coś jeszcze, co było trudne do zdefiniowania.
Czyżbym była skrępowana? Chodzi mi o uczucie dyskomfortu.
Nie wiem. Zastanawiałam się ciągle, jak będzie wyglądało te kilka godzin przed kinem…
Odpowiedź poznałam w pokoju. Zapowiadał się aktywny wypoczynek…
Rozebrałam najpierw siebie, za chwilę swojego Pana, zażyczył sobie masażu, a ja ciągle czując się niezbyt komfortowo zaczęłam od samego dołu. Byłam wdzięczna, że leży odwrócony tyłem i nie obserwuje każdego mojego ruchu.
Nie zdążyłam rozkręcić się na plecach, rozpoczęła się dyskusja. Skąd on wie o takich rzeczach, o których dyskutowaliśmy??? I się wyjaśniło, dlaczego On wiedział i mnie uprzedzał jakiś czas temu a mnie się tylko wydawało że wiem.
Nie dokończyłam masażu, bo już leżałam.
Przez te kilka godzin. Byłam rżnięta i pieprzona przez mojego Pana w różnych konfiguracjach. O palcach nie zapominając. Co mnie doprowadzało na skraj po prostu.
Po kilku orgazmach czułam, że umieram. Jeszcze nigdy się tak nie czułam. Nie czułam się zaspokojona, no ok, na chwilę tak, ale zamiast zaspokajać na dłużej mnie to jeszcze bardziej pobudzało i chciałam więcej…
Jak już myślałam, że koniec, nie dam rady, jeszcze raz i zemdleję.. a tu były jeszcze trzy razy.. i nie zemdlałam.
Już opadałam z sił. Pomyślałam w orgazmicznej rozpaczy, rób ze mną co chcesz, Panie mój, ale daj mi spokój… nie podejrzewałam, że to był początek…
(…)
Klęczałam na kolanach. Pan zasłonił mi oczy. Ogarnęła mnie przyjemna ciemność. Klęczałam u Jego stóp, On sam siedział na fotelu i czegoś szukał. Usłyszałam znajomy dźwięk łańcuszka.
Wisienki. O nie.. Nie lubię ich. Ale jak już mają być to na cipce.. Nie powiedziałam tego. Zamiast tego już czułam, jak jedna zaciska mojego sutka i  syknęłam. Za chwilę drugi. Nie wiedziałam, czy mocniej czuję ból, czy to podniecenie, które spełzało w dół między nogi.
Pan pociągnął za łańcuszek, zaczął mnie pieścić palcami, za chwilę wsunął palce do środka i mnie pieprzył, a moje zdradliwe ciało zaczęło reagować.
Po chwili, jeszcze oszołomiona tym podnieceniem, które sprawiło, że wypieki powróciły na moje policzki poczułam jak boleśnie krew dopływa do moich sutków. Zwinęłam się i  krzyknęłam z zaskoczenia. Nie ma wisienek.
Pan skorzystał z moich zasłoniętych oczu. Pokręcił mną w miejscu i jak stanęłam zaczął podszczypywać. Jego dłonie wysuwały się z różnych miejsc, trudno mi było się zorientować gdzie stoi. To Jego ulubiona zabawa. Zaraz po łaskotaniu.
W końcu rzucił mnie na łóżko.
(…)
Leżałam z zamkniętymi oczami, czując jak powoli stabilizuje się mój oddech a wiotkość kończyn znika.
Pan poszedł do łazienki. Obróciłam głowę w lewą stronę.
Moje ciało już protestowało, czułam się obolała, ale było i ciągle mało i mało…
Odkrywaliśmy nową moc starych zabawek, których wcześniej nie lubiłam a teraz zapewniły mi nową dawkę przyjemności.
Zobaczyłam, że leży sobie samotnie wibrator, za którym nie przepadałam.
I pomyślałam, że pobawię się nim, bez pozwolenia i zobaczę, jaka będzie reakcja mojego Pana.
Przekręciłam się na brzuch, prawą nogę zgięłam i przesunęłam w górę tak, że miałam łatwy dostęp do cipki i.. złapałam fioletowe wibrujące cudo…
Rękę miałam pod sobą, ta pozycja dawała mi poczucie że kuszę, ale mam możliwość szybkiej zmiany pozycji. Zamknęłam oczy i się bawiłam. Włączyłam wibracje. I faktycznie, już po chwili, po kilku ruchach byłam rozgrzana i gotowa na kolejny orgazm, tudzież zabawę.
Słyszałam że Pan wszedł do pokoju. Udając, że nie wiem o tym cichutko pojękiwałam i podnosiłam tyłek do góry. W końcu spojrzałam na mojego Pana. Przyjął moją samowolkę z entuzjazmem i w ten oto sposób pokazywałam, jak sobie robię dobrze.
Dalej były zabawy ze starymi-nowymi zabawkami, za każdym razem stwierdzałam, że jednak te zabawki dają przyjemność. Patyczek z kuleczką, który wydawał mi się za duży… jak sobie przypomnę, jak Pan mnie nim pieprzył.. i jak mi się to podobało…
Jednak z prawdziwym rżnięciem, gdy to Pan jest nade mną i mnie pieprzy, nic nie może się równać…

Wzięliśmy kąpiel. Jak tylko zobaczyłam, że Pan znacząco patrzy na prysznic.. chciałam wyskakiwać z tej rozkosznie ciepłej wody.
Tylko nie prysznic, błagam..!
Ale Pan zrobił po swojemu. I już za chwilę wiłam się w wannie wylewając wodę.
Myślałam, że nie dojdę. Było tak blisko, tak bardzo blisko, ale.. nie, jeszcze nie.. ja tego nie kontrolowałam… Już myślałam, już tak opadałam z sił, bo zbliżająca się fala rozkoszy pełzała po moim ciele na przemian prowadząc mnie na sam szczyt, ale nie pozwalając mi dojść, to znów odchodziło i tak w kółko Jak to inaczej opisać?
Ale przekroczyłam tą granicę. Przekroczyłam w spadłam. Całe moje ciało drżało, a później zastanawiałam się, jakim cudem ja po tej nocy nie straciłam głosu.
Wyczekiwany orgazm wypełnił każdą komórkę mojego ciała. Zapomniałam jak to jest pod prysznicem.
Każdy orgazm tej nocy był inny. Te z początku były takie szybkie i intensywne. Później były takie, jakie powinny być. Dłuższe, mocniejsze. I z czasem były jeszcze mocniejsze.
Był też jeden za drugim i jeszcze jeden. W sumie trzy po sobie. Ale był też taki, który mnie całkowicie zaskoczył i odebrał głos. Dosłownie. Nie skończył się pierwszy już wtaczał się drugi. Niesamowite to było, po raz pierwszy tak mi się zdarzyło, ale uczucie no po prostu…. kosmos..
Każdy był inny, ale każdy pozbawiał mnie sił.
W pamięci miałam to, że to dopiero pierwsza część wieczoru…

(…)
Pojechaliśmy coś zjeść. Mimo, że ssało mnie już w żołądku pomyślałam, że jeszcze trochę wytrzymam. Ale Pan mnie rozszyfrował.
Chciałam iść z nim do sklepu, ale kazał mi wejść do samochodu.. na tylne siedzenie. Protestowałam, powiedziałam, że idę z Nim, już lekko nadąsana, ale.. ton głosu Pana ostatecznie zadecydował o mojej kapitulacji.
Usiadłam z tyłu, emanowałam dąsem, zakrawało nawet o focha.
Ale tylko Pan wrócił do samochodu.. wolałam się tej postawy pozbyć.
Powiedziałam, że ostatni raz jechałam z tyłu jak Pan wywiózł mnie w jedno miejsce i ukarał. Było chłodno, miałam czekać w umówionym miejscu, wywiózł, ukarał, odstawił na miejsce i musiałam zająć się standardowymi czynnościami.
Dojechaliśmy. Pan zaparkował samochód, było zimno i jeszcze bez majtek byłam, w pończochach… stwierdziłam, że to było bardzo lekkomyślne..
Ale weszliśmy do kina. Na salę.
I zaskoczenie, bo film wcale nie był tym filmem, na który mieliśmy iść.
Broniłam się przed oglądaniem, ale w końcu uległam i za chwilę śmiałam się z komedii.
Nie chciałam zostawać do końca. Myślałam o łóżku i dalszych zabawach.
Drugiego filmu nie obejrzeliśmy.
W pokoju od razu się rozebrałam i rzuciłam się na łóżko, ale nie było dane mi spać.
Znów wzięliśmy kąpiel, taka ostatnia, rozleniwiająca gorąca…
Byłam taka zmęczona już.. już resztami sił przeżywałam kolejne orgazmy.. nie chciałam już.. nie chciałam, ale… jak tylko się zbliżałam.. chciałam jeszcze i jeszcze.. takie sprzeczności mną targały… ale chciałam jeszcze, już nie mogę ale jeszcze…
W końcu się położyliśmy. W końcu wtuliłam się w mojego Pana, poczułam się bezpiecznie i tak wspaniale..
Byłam taka śpiąca, że nie pamiętam naszej rozmowy przed snem…

(…)
Zaspana czułam, jak mój Pan powoli wbija swojego kutasa w moją cipkę. Zaprotestowała, ale wystarczyła chwila, żebym skamlała o więcej. Jak to możliwe, że między bólem a rozkoszą jest taka cienka granica, zaledwie kilku pchnięć?
Już czułam się zużyta, tak cudownie zużyta. Reakcja Pana na moje porównanie nie była pozytywna, także pozwolę sobie jej tutaj nie przytaczać. Ale tak się czułam. Obolała. Ale szczęśliwa. Przy każdym ruchu czułam inną partię mięśni. Po porannych orgazmach marzyłam tylko o tym, żeby iść dalej spać.
Ale jeszcze mnie czekały zajęcia. Także z ociąganiem wstałam.
Nie lubię tych momentów, jak już zostaje kilkanaście minut do rozstania. Nie lubię…

 

21 orgazmów. Oczko. I ja, niedowierzająca…

Su Anusz.

Schoolgirl, Little Slut – Pleasure.

Standardowy

“Jak wychodzę z domu. Jeszcze napięcie mnie nie opuszcza. Szukam samochodu, idę, szukam.. jest.

Dopiero jak siadam na miejscu pasażera, to napięcie ustępuje i na jego miejsce wpływa nowa fala napięcia. Tego erotycznego, zmysłowego, z nutą niecierpliwości i zaciekawienia. Przestawiam się. Niemal czuję, słyszę jak coś we mnie klika i wszystko, co zostawiłam za sobą nie ma znaczenia. Liczy się tylko to, co przede mną. Co mnie czeka.”

 

Jeszcze raz w myślach układałam scenariusz. Czy zrobić tak, a może inaczej. Czy może lepiej nie, bo nie wiem jak mój Pan zareaguje.
W ogóle nie miałam pojęcia, co będzie jak wyjdę z łazienki. czy Pan zostawi mi wolną rękę i będę prowadzić grę? Czy to on przejmie kontrolę i całkowicie mnie zaskoczy?
Czy po prostu będę stała na środku pokoju, bezradnie prosząc wzrokiem leżącego Pana żeby zrobił cokolwiek? Nie wiedziałam.
Ale wiedziałam jedno, że chcę to zrobić.
(…)
Weszłam do łazienki. Zabrałam ze sobą torbę. Przygotowałam sobie specjalnie playlistę, na moment przebrania, tak żeby dodać sobie odwagi. Wzięłam telefon, puściłam niezbyt głośno muzykę i łazienkę wypełniły zmysłowe odgłosy. Starannie dobierałam piosenki. Pomyślałam, co by mnie nastroiło odpowiednio. Znalazła się tam również piosenka ze striptizu, na dźwięk której zawsze się rumienię i uśmiecham. Ja to naprawdę wtedy zrobiłam? O rany… :roll:
Zaczęłam się przeobrażać. Przyjmować rolę.
Wyciągnęłam białe kabaretki. Spódniczkę w czarno białą kratkę. Kamizelkę, która wulgarnie wypychała piersi w górę, jednocześnie wyglądając przyzwoicie z biała koszulą zapiętą na ostatni guzik, kiedy to szłam w niej na egzamin.
“Ludzie nie wiedzą, do czego mogą się przydać zwykłe z pozoru rzeczy”, pomyślałam, widząc swoje odbicie w lustrze.
Przygotowałam czarne szpilki. Założyłam krawat, nie szary czy złoty, czarny z różowymi elementami i agrafką, który mogę śmiało nazwać “rockowym”.
Zrobiłam makijaż, taki słodkiej uczennicy, w pamięci miałam różne obrazki, ale w efekcie wyszło coś zupełnie innego. Po mojemu. Różowe cienie, prawie jakby ich nie było, jasny cień przy kącikach wewnętrznych, czarna kreska na oczach. Efekt mi się podobał, nie chciałam przesadzić, chciałam wyglądać słodko i troszeczkę niewinnie. Na ciężkie, ciemne makijaże przyjdzie czas, myślę że niedługo.. :-)
Ale. Poświęciłam uwagę moim włosom.
Wychodząc z domu byłam bez makijażu i byle jak spiętych włosach, by na spokojnie się przygotować.
Rozdzieliłam włosy na pół, zawsze mnie irytuje ta fryzura, nigdy nie wychodzi mi równo, zawsze gdzieś włosów jest za dużo, ale teraz postanowiłam nie zwracać na to uwagi.
Rozdzieliłam, złapałam pierwsze pasmo, uniosłam je do góry ściągając je dłonią blisko głowy, przeczesałam palcami i spięłam gumką. Jeden kucyk był.
Tak samo zrobiłam z drugą stroną. Wypuściłam dwa kosmyki luźno. I tak, podobało mi się.
Jeszcze tylko buty.
Muzyka cały czas leciała, przeleciało chyba 5 kawałków, między słowami o pieprzeniu i lizaniu dało się słyszeć, że Pan też nie próżnuje i coś przygotowuje w pokoju.
Spięłam się.
Co to może być? Co tam się dzieje? Przyprowadził widownię? A może jakiegoś faceta, albo – przełknęłam ślinę- nawet dwóch?
Z tych wszystkich emocji, które we mnie buzowały, poszłam otworzyć okno, nagle łazienka się niebezpiecznie skurczyła pozbawiając mnie tchu. Czując smagnięcie chłodnego wiatru na policzku odetchnęłam głęboko.
Opuściła mnie pewność siebie, którą budowałam podczas ubierania się.
Ale wiedziałam, że jak na wyjdę teraz, to tego nie zrobię, przebiorę się i wrócę do pokoju.
Ostatnie spojrzenie w lustro. Wyłączyłam muzykę, oznajmiając tym samym, iż skończyłam.
Założyłam czarne szpilki. I zaczęłam chodzić po łazience, udając, że jeszcze jeszcze ostatnie poprawki nanoszę. Tak naprawdę to chciałam już wyjść. Chciałam zostać. Chciałam już do łóżka, chciałam się rozebrać, chciałam wyjść i się pokazać, chciałam… nie wiedziałam czego chcę.
Ale.
Nacisnęłam klamkę, decydując tym samym, co robię…

Rozglądam się niepewnie po pokoju, próbując maskować tą niepewność delikatnym uśmiechem. Idę jak gwiazda po czerwonym dywanie, uważając żeby mi się nogi nie poplątały. Kabaretki oplotły moje ciało i zaczęły delikatnie drażnić.
Nic się nie zmieniło w pokoju. Wszystko wygląda tak jak wcześniej.

Pan podchodzi, okazując mi czułość przy okazji, po chwili łapie krzesło i przesuwa je na sam środek.
Pomyślałam, oho, będą klapsy. Kilka na pewno.
Pan milczał. Milczał. Nie lubię jak milczy. Bo nie zawsze oznacza to coś dobrego.
Położyłam się jak mnie ułożył.
Po mojej prawej stronie było oparcie krzesła, ja leżałam na nim tak, że do pleców i pośladków był nieograniczony dostęp, nogi i głowa mi zwisały, nie wiedziałam co mam z rękami zrobić, to oparłam łokcie o brzeg krzesła i wisiały tak sobie.
Taka myśl mi przeleciała, że to za dużo przygotowań jak na klapsy.. ale po chwili poczułam pierwszego klapsa. Czyżbym miała rację…?
Za chwilę drugi i trzeci, rozgrzewając moje pośladki. Były mocne, ale Pan pokazał mi kiedyś, że istnieją mocniejsze rzeczy. Także cieszyłam się z klapsów.
Ja to lubię, skłamałabym, jeśli bym powiedziała że nie lubię klapsów, a Pana kłamać nie będę…
Ból się rozchodził powoli, stawałam się coraz bardziej wrażliwsza, Pan przerywał, żeby mnie pogłaskać czy podejść i pocałować.
Zorientowałam się, że jeśli podniosę głowę, spojrzę w lustro. Odważyłam się unieść nieco głowę i podnieść wzrok.
Kucyki spływały kaskadą w dół powodując, że się uśmiechnęłam. Ale zaraz uśmiech zszedł z moich ust, bo zobaczyłam po co Pan poszedł na drugi koniec pokoju.
zastanawiające było dla mnie, że nic nie czuję przez dłuższą chwilę.
Czarny Futerał…
Zadrżałam.
Jak mi się przypomniało, co skrywa w sobie, zwinęłam się w sobie.
“Na klapsach się jednak nie skończy…”, zaczęłam kombinować jak tego uniknąć, ale mój Pan prezentował sobą taką nieustępliwość i pewność siebie, że się zamknęłam i czekałam. Zwisałam żałośnie z krzesła. Drżałam ze strachu. I już wyobraźnia podsuwała mi różne scenariusze.
Pan podszedł. Zasłonił mi oczy przepaską. Dobrze wie. DOBRZE WIE jak to na mnie działa.
Nie mogę podglądać. Wyostrza mi się słuch, słyszę najmniejszy ruch, najcichszy szelest materiału, czuję mocniej i wizualizuję sobie ból. Staję się czujna, płochliwa, jak zwierzę.
Przerażenie oplata mnie swoimi mackami, paraliżuje, wpełza w każdy zakamarek ciała powodując spięcie mięśni i postawienie na baczność wszystkich dostępnych zmysłów.
Z moim Panem nie dostaję się wszystkiego od razu. Zapomniałam o tym i czułam jak się ze mną drażni. Dotyk, skubnięcie, głęboki pocałunek, znowu Jego ręka gdzieś powędrowała..
Ale za chwilę poczułam.
Coś, co ma bardzo wąską powierzchnię. Jest cienkie. Trzcinka. Już rozróżniam niektóre narzędzia. Nie wszystkie. Ale część owszem.
Trzcinka lądowała na moim tyłku a mnie coraz mniej się to podobało. Nie histeryzowałam, bo nie bolało tak bardzo.
Znowu uśpienie czujności, pocałunki, głaskanie, odetchnęłam…
Po chwili szpicruta. Szpicruta, jeszcze było dobrze. Powtórzyła się historia, ból, przyjemność..
Dyscyplina z supełkami..
Jakieś patyczki jeszcze były, ale nie zapomnę jednego, zdradliwy pomiot szatana!
Patyczek ze sznureczkiem.
To już było coś konkretnego. Nie zapomnę. Nie zapomnę jak bardzo bolało. Nienawidzę go. Nienawidzę.
I jak już czułam, że nie dam rady.. Pan nagle przestał.
Powiedział natomiast “Od 1 do 5, wybieraj” i zrozumiałam, że teraz ode mnie będzie zależeć narzędzie.
I wszystko zaczęło się od początku. Nie wierzyłam, że w takiej sytuacji było mnie stać na negocjacje.
5 razy to, co wybiorę. Było mi wszystko jedno wtedy, byle mieć to za sobą i się już rżnąć.
Ale nic nie ma łatwo.
Specjalnie i z rozmysłem to wszystko trwało i trwało dwa razy dłużej. To było jak dręczenie, niemal oszalałam.
Byłam na graniczy płaczu, jeszcze na końcu był sznureczek, jedno uderzenie, drugie zaraz po nim i trzecie.. już czułam jak mnie łzy pod powiekami szczypią.. ale koniec. O dziwo koniec…
Pan spiął mi ręce bransoletami, z tyłu na plecach, kostki też, pomyślałam no nieźle się zapowiada, ciekawe co teraz.
Czułam jak mój pośladek pulsuje, czułam gorąco bijące z niego i cieszyłam się, że ma chwilę wytchnienia.
Zostałam postawiona do pionu, lecz nadal klęczałam. Czułam że Pan pociąga mnie za sobą i słyszałam, jak siada na łóżku. Mnie się coraz bardziej to nie podobało, bo spiął bransolety z  nadgarstków z tymi na kostkach tak, że klęczałam odchylona, eksponując piersi. Nie miałam jak się zastawić. Jak wyprostować. Jak odskoczyć.
Miałam związane ręce, dosłownie i w przenośni.
Tak jak myślałam, zostałam wychłostana. W przerwach najpierw wylądowałam na łóżku, później słyszałam materiał rozdzieranych kabaretek między udami, co mnie niesamowicie podnieciło i w końcu poczułam jak mój Pan rżnie mnie palcami. Nie przestawał mnie chłostać patyczkami, szpicrutą i dyscypliną.
Czułam, że mój limit się kończy.
Trzeci sznureczek. Zadecydował…

 

Jakiś czas później leniwie wyplątałam się z objęć mojego Pana, naga, zaspokojona i gotowa na dalsze zabawy, spojrzałam w lustro. Piękne ślady. Na udach, gdzie bolało najbardziej, gdzieś po bokach od zdradliwego sznureczka, który oplatał moje ciało, czerwone pręgi na pośladkach. Jak to może nie uszczęśliwiać…? :-)

Rano, po pobudce i zabawach z mokrym finałem, jak już się miałam ubierać zerknęłam w lustro. Wieczorem moje ciało usiane czerwonymi śladami, a rano trzy kreski czerwone.
Byłam zła na siebie, ale z drugiej strony cieszyłam się, że chociaż te trzy są.
Trzymały się długo i szczęśliwie, przybierając odcień fioletu…

Su Anusz.