Schoolgirl, Little Slut.

Standardowy

Patrzę w gwiazdy.
Na chwilę oderwałam się od pisania. Bolący tyłek uniemożliwia dłuższe siedzenie. Dające znać o sobie uda uniemożliwiają chodzenie.
„Wanilia”, taaaak jasne..

Wczoraj o tej godzinie leżałam w wannie z Panem. Milczenie, przez dłuższą chwilę wydawało mi się takie naturalne, nie trzeba słów, wystarczymy My i to wszystko wyjaśnia.
Nic więcej nie trzeba…

A spotkanie zaczęło się zupełnie inaczej. Moimi obawami, czy aby na pewno robię dobrze zamykając się w łazience z moją torbą pełną tajemnic…

… decyzji nie żałowałam, ale to, co się wydarzyło nie przyszłoby mi do głowy nawet w najśmielszych marzeniach.

Wczoraj się widzieliśmy. Po miesiącu abstynencji. Nienawidzę tak długiego okresu jak się nie widzimy.
To jest cała historia, zależy czy wiem wcześniej o spotkaniu czy nieco później.
Jeśli wiem na przykład tydzień wcześniej, po przez pierwsze trzy dni jest ok. Ale już w czwartym zaczynam się denerwować. Czemu ten czas nie płynie szybciej?
I stwierdzam, że mam za dużo czasu.
Jak już są dwa dni to niemal nie sypiam ze zdenerwowania i przejęcia.
No bo musi być dopięte wszystko na ostatni guzik.
A w dzień, w którym mamy się spotkać… jest najgorzej. Czas się wlecze tak jakby robił to specjalnie. I ja myślę że minęła godzina, a to dopiero 5 minut…
Jak już zbliża się godzina, na którą mam być gotowa.
Szaleję. Suszę włosy, kończę makijaż i ubieram się w tym samym czasie.
W końcu przystaję, mówię do siebie „Spokojnie Su, po kolei” i układam sobie punkt po punkcie co przez najbliższe 15 minut będę robić.
Udaje się :-)

Jeśli. Dowiaduję się dwa-trzy dni wcześniej to wpadam w popłoch. Mogę sprawiać wrażenie niezadowolonej, na co Pan często mi zwraca uwagę, lecz przemawia przeze mnie zaskoczenie. I planowanie najbliższych dni.
To już wtedy pełne trzy dni się denerwuję. I chodzę spięta. Jestem opryskliwa, szczęśliwa, złośliwa i zadowolona. A jak przyjdzie ten dzień. Ten najważniejszy, to Nasze święto…
Robię wszystko żeby ten czas mi zleciał ale.. nie zawsze się udaje.
Wtedy jeszcze bardziej czuję się zdenerwowana, mam wrażenie, że czegoś nie spakowałam, czegoś nie zrobiłam, zapomniałam o czymś, nie zdążę, tu będzie źle, tam będzie źle.. Popadam w paranoję…

Jak wychodzę z domu. Jeszcze napięcie mnie nie opuszcza. Szukam samochodu, idę, szukam.. jest.
Dopiero jak siadam na miejscu pasażera, to napięcie ustępuje i na jego miejsce wpływa nowa fala napięcia. Tego erotycznego, zmysłowego, z nutą niecierpliwości i zaciekawienia. Przestawiam się. Niemal czuję, słyszę jak coś we mnie klika i wszystko, co zostawiłam za sobą nie ma znaczenia. Liczy się tylko to, co przede mną. Co mnie czeka.

A co mnie czeka na wczorajszym spotkaniu nie wiedziałam…

 

Czuję Panie mój, oj czuję tą ‚wanilię’…

c.d.n.

 

Su Anusz.

Bajka na dobranoc…

your_story
Standardowy

 

… bo każdy ma swoją historię…

 

„Sierpniowe popołudnie, piątek. Weszła z nudów na czat erotyczny, bardziej w poszukiwaniu rozrywki, bez nastawienia na coś niezwykłego. Przecież to niemożliwe. Poczyta kilka wiadomości od bajkopisarzy, obiecujących chłostę na krzyżu, wydających polecenia i zachwalających swoje możliwości, pośmieje się, podpuści i ucieknie, jak miała to robić w zwyczaju.
Nie zawiodła się. Od razu tsunami wiadomości.
Przekorny nick, który być może skłaniał do sprawdzenia w jakim stopniu to, co napisała, jest prawdą. Wiedziała, że być może zbyt jawnie prowokowała.
Ale nie przywiązywała do tego wagi.
Bo to wieczorem miała rozpocząć to właściwe poszukiwanie.
Kogo właściwie szukała? Tej Właściwej Osoby.
Kilka okienek było otwartych, w pewnym momencie metodycznie, jeden za drugim zaczęła zamykać tak, że zostały się trzy. Wyskoczyło czwarte.
Intrygujący nick, ponieważ jak dotąd nie spotkała się z taka nazwą. Doszukiwała się głębszego znaczenia, wyszukała i dorabiała teorię. Jaki to ma związek z osobą, która pisze?
Od początku rozmowa była inna, nie taka jak zazwyczaj w stylu „Na kolana Suko!”, „Jesteś kurwą do szmacenia”, czy inne równie bezpośrednie wiadomości.
Tak do końca nie była pewna co sprawiało, że pisała z tym mężczyzną, nie odpisując pozostałym. Zostało się okienko z Panem Intrygującym, jak go w myślach nazywała.
Od słowa do słowa…
Czuła się dziwnie, nie było tu miejsca na numerki na Skype, telefon czy erotyczne zdjęcia. To, co ją zaskoczyło to stanowczość przełamana taką lekką taktownością, co bardzo mile ją zaskoczyło.
Była masa pytań, dużo informacji i czuła się jak zaczarowana, liczył się tylko ekran laptopa, osoba po drugiej stronie i nic więcej.
Wiedziała czego chce. Tak jej się wtedy wydawało. Wiedziała w jakim kierunku chce iść. Do tego potrzebowała Pana, wyrozumiałego, cierpliwego. 
Rozmowa posuwała się coraz dalej i dalej..
Pod koniec rozmowy podała swój numer telefonu, z podekscytowaniem ale i z obawą.
„Pewnie tydzień pogadamy, pojęczę do telefonu, zerżnę się i będzie koniec…”, dopadały ją wątpliwości, ale chciała zaufać, uwierzyć i wejść dalej.
Podała maila. Dostała pierwsze zadanie. Napisać 10 rzeczy, o których Pan powinien wiedzieć. Później dostała pierwsze zasady, wstępne których miała się od tego momentu trzymać i których miała przestrzegać.
Zastanawiała się po co to wszystko… Teraz nie potrafi bez tego żyć.”

 

Każdy ma swoją historię.
Mój Pan pewnie przedstawiłby ją inaczej, bo spotkał mnie wcześniej, ale… :roll: Ciiii… :oops: to przy okazji…

Dobranoc…

 

Su Anusz.

`Your will is not your own…`

Obrazek

Jedna piosenka a jak wyobraźnia zaczęła działać…

Wróciło ostatnie spotkanie w grudniu, jak siedziałam w wannie skąpana w szampanie. Złocista ciecz spływała w dół, otulając ciało, a bąbelki pękały na mojej skórze wywołując osobliwe uczucie pieczenia. Ostatnie spotkanie w zeszłym roku…

… i dzisiejsze spotkanie, gdy to mój Pan całkowicie zaskoczył mnie i przyjechał, dał 10 minut na oswojenie się z sytuacją, ze stanem faktycznym, iż będzie, przyjedzie.. :-)
Jeju, taką miałam ochotę na Jego kutasa, ale nie… tylko posmakować troszeczkę i koniec.. no tak nie można się drażnić no, teraz czuję się spięta tam, między udami..

Wprowadzona w zmysłowy nastrój szukałam inspirujących obrazków. Natrafiłam na bardzo ciekawy artykuł związany z klimatem i poczułam, że mam do spełnienia misję. Czytając komentarz pewnej pani aż się zagotowałam. Zaczęłam krążyć po pokoju chcąc odpisać na jakże przepełniony jadem i drwiną komentarz, ale… Przystanęłam. Wzięłam głęboki wdech. I spytałam samą siebie: PO CO?
Jeszcze raz przeczytałam komentarz i zamknęłam okno.
Mniejsza z tym, z artykułu dowiedziałam się, że fetyszyzm i sadomasochizm uznano za parafilie. Nawet w WHO jest zapisane. Z numerkiem. Nie pamiętam jakim, ale wiem, że w krajach skandynawskich już usunięto tą klasyfikację. No, coraz lepiej.
No ja na przykład o tym nie wiedziałam, byłam nieświadoma tak…
Co się tak ludzie czepiają.
Niech się zajmą swoją sypialnią i swoim życiem, tym erotycznym i tym codziennym, skoro albo nie potrafią albo nie chcą zrozumieć.
A czy chcę być przełożona przez kolano i zbita czy związana i wychłostana to już moja sprawa. I na pewno nie będę patrzeć na panią, która sobie tego nie wyobraża. Nie moja wina, że brak pani polotu i fantazji.
Ja nie mówię, że waniliowe związki są jakieś be i fuj. Jeśli dwoje ludzi potrafi ze sobą rozmawiać, o uczuciach i pragnieniach to tylko im pogratulować. Ale często zauważam, już pomijając znajomych, że po prostu nie umieją rozmawiać.
Ja wiem, to trudne.
A tu nie chodzi o to, czy to związek Pan-Suka, czy waniliowy. Jeśli się spotka dwójka ludzi i ta dwójka wie, dokąd zmierza, czego chce od życia i od siebie, realizują cele, są dla siebie wsparciem w dążeniu do celu, ale żeby to szło w dwie strony tak, rozmawiają, dniami, nocami, 2 minuty albo 2 godziny, SMSy, maile, telefony, komunikatory, nie zamiata się pod dywan. Ja święta nie jestem, rozmawiać nie potrafiłam. Czasem trudno mi było. A wiadomo, że czasem jest tak, że człowiek unika trudnych rozmów prawda. Bo ból, bo strach, bo wyrzuty sumienia. Ale bez takiej rozmowy. Co nie pasuje, co jest źle, co mogłoby być lepiej, a co jest na dobrej drodze i czego zmieniać nie trzeba. Wiem, że nie byłabym tym, kim jestem teraz.
Czytelniku, kimkolwiek jesteś, wyobrażasz sobie taką sytuację, coś nie pasuje Tobie, wybitnie, na przykład irytuje Cię pewien nawyk partnera/partnerki. Do tego stopnia, że jak widzisz to, czujesz czy wiesz że zbliża się wielkimi krokami to przeraża Cię to, jesteś zły, wkurzony, spinasz się i nagle zmieniasz humor? A zapytany/zapytana „Co się dzieje?” albo „Co się stało?” odpowiadasz „Nic, wszystko ok”? A zdajesz sobie sprawę z tego, że jak nie powiesz szczerze, że coś Ci nie pasuje, to będzie się ten nawyk ciągle powtarzał? Że ciągle będzie irytowało, że ciągle będzie nie tak, i będziesz jeszcze bardziej poirytowany/a? Może się to skończyć kłótnią. A tego przecież nie chcemy, prawda?
Jeszcze nie tak dawno wzbraniałam się przed mówieniem o tym, co mi przeszkadza i co mi się nie podoba. Jeszcze czasem wracam do swoich przyzwyczajeń, że się zamykam w sobie. Wycofuję. Albo półsłówkami odpowiadam.
Ale staram się to poprawiać. Mój Pan to widzi. I widzi postępy. I się cieszę jak mówi, że jest ze mnie dumny :-)
Także, żeby nie przedłużać, ludzie!!! Rozmawiajcie ze sobą!!! :-) Komunikacja jest najważniejsza!!! :-)
Rżnijcie się ostro i kochajcie namiętnie :-)
Życzę owocnych rozmów i poobdzieranych nadgarstków… :roll:

 

Bo czasem fajnie poddać się zwierzęcym instynktom… :twisted:

Ojj, ale się rozemocjonowałam, aż wypieków dostałam!

 

 

Su Anusz.

All I want for Christmas…

dear santa
Standardowy

Szał przedświątecznych zakupów dopadł i mnie. Chcąc sprawdzić teorię, iż dzień przed świętami jest najwięcej ludzi w sklepach, wybrałam się do centrum handlowego.
Z natury jestem taka, że muszę się o wszystkim przekonać na własnej skórze. Pan coś niecoś o tym wie, i przy każdej sposobności wykorzystuje tą wiedzę.
Przed wyjściem spytałam się, czy mogę założyć obrożę na zakupy. No cóż, założyłam ją przed pozwoleniem, ale zostało mi to wybaczone.
Ruszyłam…

Obskoczyłam wszystkie sklepy, które planowałam odwiedzić, w tym zoologiczny. Zwierzęta przecież też zasługują na prezenty, także kupiłam irytująco piszczącą, gumową gęś i pluszową, piszczącą kostkę. Miałam ją zatrzymać dla siebie, ale w końcu radość z dawania prezentów zwyciężyła… :-)
Wymarzłam na przystanku, doturlałam się do następnego, bo wolałam przez te 10 minut dojść niż czekać na zimnie.
Dojść na przystanek oczywiście… :-)
Pojechałam sobie do domu, tak, czuć było na karku oddech Wigilii..
W domu, tak ciepło, ubrałam się w tą moją ulubioną, pingwinkową bluzę, piłam herbatę i oglądałam jakiś serial.. Było mi tak ciepło, tak dobrze… Cisza, spokój, mimo tej nerwówki przed świętami, tyle trzeba zrobić, to niegotowe, tamto.. ja się w tym momencie zatrzymałam, mój świat zwolnił, zrobiło mi się sennie…
W myślach jeszcze układałam plan na wieczór.
Wyprasować obrus, zarządziłam w kolorowe łosie, o nie nie będzie już białego obrusu, nie lubię tej poważnej atmosfery przy stole, a ten obrus biały ewidentnie do tego zachęcał. Będzie po mojemu i tyle.
Zrobić sałatkę jedną, drugą, pomóc jeszcze pewnie w kilku innych rzeczach..
A na końcu pakowanie prezentów :-) Uśmiechnęłam się sennie…

Zadzwonił telefon. Leciał jakiś mało ambitny program, okazało się dzwoni Pan.
I tak sennym głosem zaczęłam mówić, Pan się spytał czy mi się przysnęło, no tak troszeczkę mi się przysnęło, i mówi że będę musiała wstać. A ja… :-)
Niczego nieświadoma, przytaknęłam :-) no tak, muszę wstać, bo wyprasować obrus, tam w kuchni pomóc…
A Pan mówi że nie dlatego będę musiała wstać tylko dlatego żeby otworzyć drzwi.
Taka zamroczona, nie mogłam nic powiedzieć, przytkało mnie na chwilę..
No przecież dziś środa…? Przed Wigilią..? To jak..?
„Za 3 minuty się widzimy moja Su”.
No to już się zerwałam, zbiegłam po schodach, i faktycznie, mój Pan znów stał pod drzwiami :-)
Często śni mi się właśnie taka scena, że Pan dzwoni, mówi, żebym zeszła otworzyć drzwi, i wtedy podrywam się z miejsca albo biegnę na dół, otwieram drzwi, jest tam, stoi, czeka, a ja się uśmiecham szeroko :-)
Poszliśmy na górę, Pan trzymał wieeeelkie pudło ładnie opakowane w papier i z kokardką :-) dla mnie jeju, a ja nawet nie miałam czasu spakować prezentu dla Niego! Ooo nie…
Ale położyliśmy się.. Było znów tak ciepło, te 70 stopni pod kołdrą… nie trzęsłam się z zimna tak jak czasem gdy sama w łóżku leżę..
I hmm, jeszcze się nie przyzwyczaiłam że grzeczność w takiej sytuacji jest dalekooo daleko od łóżka.. :-) 
Ja.. hmm.. ja lubię takie zabawy.. :-) od samego dotykania wzrosła temperatura, chyba mogę powiedzieć, że pod kołdrą wrzało.. 
Za chwilę zajmowałam się kutasem mojego Pana. Tak mi tego brakowało, że w tamtej chwili nic nie miało znaczenia, to było takie cudowne, wspaniałe… Czuć Go w ustach, w dłoniach, doprowadzać na skraj..
A później Pan zajął się mną.. jakoś tak usnęliśmy. Przez chwilę wpatrywałam się w Pana, spał tak spokojnie, nikt by nie podejrzewał, że potrafi w jednej chwili zrzucić plusz..
Lubię te chwile, jak wpatruję się w śpiącego Pana. On już tyle razy mnie obserwował, teraz ja zaczynam nadrabiać.. :-)
I jeszcze leżeliśmy, było mi tak cudownie ciepło i dobrze, i zaczęłam się dotykać… Pan pozwolił mi dojść i jeju, co to był za orgazm.. ohh… jeszcze odurzona doznaniami usłyszałam, że już koniec Naszego spotkania.. Nieee ja nie chcę końca.. dlaczego… jeszcze chwilkę..
No ale wstałam, przecież prezent musiałam spakować tak, nawet sprawnie mi to poszło, Pan wyszedł, pojechał a ja…
Eh, a ja nie miałam nawet czasu na bujanie w obłokach. Poszłam działać, samo się nie zrobi.
Takim oto sposobem prezenty pakowałam od 22 do 1 w nocy, a położyłam się koło 2.
Ale te kilka godzin razem i później wspomnienia :-) to było wspaniałe :-)

Nadal uważam, że to spotkanie-niespodzianka było najlepszym prezentem świątecznym…

Po świętach, już po tych kilku dniach stawiałam, że zobaczymy się jakoś pod koniec pierwszego tygodnia nowego roku, 7.01, no może 8.01.
Jakże się myliłam.
I dźwięczały mi słowa „Ze mną wszystko jest możliwe…”

 

Su Anusz.

Beng! Beng! To jest NAPAD!!!

Standardowy

„Ściskam sutka lewej piersi. Nogi mam rozłożone, odrzuciłam kołdrę.
Czarny Przyjaciel tkwi pod materiałem legginsów. Za chwilę zaciskam na nim uda.
Rozmawiam z moim Panem, powoli przygotowując się na to, co zaraz się wydarzy.
„Wejdź na Skype”, albo coś w podobnym guście.
Podrażnić, podrażnić i stop, koniec, czekaj Suko aż pozwolę.
Albo małe co nieco przez telefon.
Ah, tak wiele możliwości, i tylko taka jedna maleńka na końcu, a może Pan przyjedzie i mnie zerżnie…?

Zakręcona rozmową i doznaniami różnej barwy chyba nie dopuściłam do siebie tego, co Pan przed chwilą powiedział.
„A teraz przerwij, wyciągnij Przyjaciela z legginsów i otwórz mi drzwi”.
Zastygłam z szerokim uśmiechem i zaraz po rozłączeniu wyskoczyłam z łóżka i zadawałam sobie pytanie, które przewija się bardzo często przez ostatnie dni: „ALE JAK TO???” :roll:

Przed drzwiami stanęłam.
Jak ja wyglądam… włosy nieumyte, byle jak spięte, bez makijażu, jedynie marne resztki tuszu na dolnych rzęsach gdzieś tam się huśtały, potargane legginsy, dziura na dziurze, plamy z wybielacza (legginsy do sprzątania, no co…), koszulka z dekoltem takim że mi coś niecoś wypływało..
A jak już klamki dotknęłam, wróciło pytanie. Jak to?
Niecierpliwie otworzyłam drzwi, już myślałam że to jakiś żart, albo sen, albo mi się wydawało i że po otwarciu drzwi nikogo nie zobaczę, ale…

Chyba pół miasta usłyszało, jak kamień spadł mi z serca.
Mój Pan stał za drzwiami, był i zaraz przekroczył próg..
A ja jak to ja w takich sytuacjach, zaczęłam mówić, że czemu mnie nie uprzedził, ogarnęłabym się i… Pan nie pozwolił mi dokończyć.
Najlepszy sposób żeby kobieta się zamknęła? Zatkać jej usta pocałunkiem.
A najlepszy sposób żeby Suka się zamknęła? Jedno spojrzenie.
No ewentualnie knebel ale hmm musimy to przetestować bo ja nie wiem czy to takie skuteczne, chociaż nie zakładam niczego z góry…
No ale po prostu pod tym pocałunkiem się rozpłynęłam.
Od Pana biło coś, coś innego, jakiś blask, coś takiego.. no nie wiem.. gdybym wierzyła w niektóre rzeczy powiedziałabym, że otaczała go błękitna aura. :roll:
Oszołomiona spięłam na nowo włosy wchodząc po schodach.
Czułam palce Pana na pośladkach, czyżby pewna doza niecierpliwości..?
Nie zwracałam na to uwagi, byłam zbyt otępiała, zszokowana tym co się dzieje… a po zamknięciu drzwi, gdy już przekręciłam klucz..

Bez zbędnych ‚czułości’ Pan wyciągnął pas i spytał się, czy tego właśnie pragnęłam, czy o tym marzyłam. Odpowiedziałam, że tak, zagryzając wargę i napinając się nieznacznie.
Jeju, oczywiście że tego chcę…!
Pochyliłam się. Oparłam o łóżko.
„Poproś”
Jakbym była zdolna do wymawiania słów, taka pochylona, czekająca.
Poprosiłam…
Pierwsze uderzenie… :-) rozpłynęłam się w doznaniach..
Najpierw ból, zaraz słodycz, podniecenie, czułam już jak robię się mokra..
Chyba przez ten cały szok zaczęłam liczyć i dziękować, co ostatnio mi nie wychodziło…
Pełna, podniecająca dziesiątka wybita na moich pośladkach.
Nie dając mi dojść do siebie i rozkoszować się bólem pośladków, tym spływającym jak karmel, Pan złapał mnie za kudły, sprowadził na kolana i spytał „Co jeszcze byś chciała”.
Jak się o mnie troszczy, mój ukochany Pan :-)
Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo już Jego kutas wypełniał moje usta.
Nadawał rytm, poruszając moją głową, czułam momentami że jest za głęboko, że krztuszę się, ale co to za uczucie, trzymać kutasa Pana w ustach… ”

Pierwszą środę grudnia świętowałam przyzwoicie. Tak jak zawsze chciałam. W końcu każda środa jest doskonałą okazją do loda. Co ja mówię, każda środa? Każdy dzień… :roll:
Zaczęło się od środy.
Zaskakiwanie.
Czwartek był dzień przerwy.
Piątek…

„Chodziłam po mieście, byłam w centrum handlowym na małych zakupach, nie podejrzewając, że wieczór może być tak zimny, założyłam legginsy i stringi. Ładnie pięknie się chodziło, w cieple, oglądało przyozdobione świątecznie witryny, mijało ludzi w szale zakupów, kupiłam tego dnia pierwszy prezent na święta, oczywiście dla mojego Pana :-)
Dla nikogo nie wybierałam tak długo prezentu :-) zależało mi, żeby prezent spodobał się mojemu Panu…
Ubrałam się, zastanawiałam się o której przyjedzie mój transport i poszłam na przystanek.
Okazało się, że za 7 minut mam tramwaj, to taka ucieszona, nie potrafiąc ustać w jednym miejscu tuptałam sobie w jedną i drugą stronę.
I super, świetnie, podjechał tramwaj, wsiadam i nagle poruszenie i ludzie wysiadają. Pytam się pani stojącej obok co się dzieje (wyciągając wcześniej słuchawki z uszu), po czym pani mi odpowiada, że tramwaj dalej nie pojedzie bo jakieś remonty są. I trzeba iść na drugą stronę.
Tak patrzę na drugą stronę, ani oznakowania żadnego, nic kompletnie. Ludzie wysiadają, idą tam.
A ja powoli się spinałam. Kurczę, nie wiadomo o której autobus podjedzie, a tu już późna godzina, a jeszcze miałam wypełnić swoje obowiązki..
Szukałam w myślach najlepszej opcji, jak tu najszybciej do domu wrócić. Cały dzień nic nie jadłam i mądra Su poszła na zakupy o pustym żołądku. Inteligentne serio.
Zaczął siąpić deszcz, tak nieprzyjemny i zimny, czułam jak zimno przenika moją skórę i wnika w kości. I zaczęłam przeklinać swój wybór bielizny. Kawałek materiału i paseczki. Na takie zimno..
Głupio przyznać tyłek mi zmarzł.. tak bardzo mocno.
Deszcz padał. Wiało. Było mi zimno i byłam głodna, włosy miałam wilgotne już a zbliżała się 21.
Już wpadałam powoli w histerię, co ja powiem mojemu Panu, nie zdążę, nie zdążę z tym wszystkim, katastrofa…!
Bliska płaczu piszę do Pana co się dzieje, że cholernie mi zimno, że nie ma autobusu…
I nagle przejechał autobus. Przejechał. Nie zatrzymał się. A ludzie wkurzeni.
Ja też. I załamana.
Piszę dalej smsa.
Że nie wiem co mam robić, że tak bardzo mi tyłek zmarzł, że ja zmarzłam i w ogóle..
Za chwilę telefon. Dzwoni mój Pan. I zaczynam się żalić, mówić jak mi źle, że głodna jestem i w ogóle, już czułam jak mi łzy ściekają po policzku.. A Pan się pyta. Jak daleko mam do ronda, tam gdzie zawsze na Niego czekam.
Ja mówię, że blisko, że tylko przejść i w ogóle.
Taka zaskoczona byłam… i moje myśli, matko, Pan wysłał kogoś! O nie! Taka delikatna, nieśmiała myśl, a może to Pan we własnej osobie przyjechał…? Ale zaraz się otrząsnęłam, i słuchałam co Pan mówi. I szybko zaczęłam tuptać w stronę ronda… taka przerażona delikatnie, bo przez telefon Pan wydawał się wkurzony…
I zaraz samochód podjechał, patrzę na Niego, nie jest wkurzony chyba.. I taka zaskoczona się pytam ale jak? Jak to możliwe, że jesteś i w ogóle..
Okazało się, że Pan był już pod moim domem, myślał że już wróciłam.. Jeju, ale miałam wyrzuty sumienia…
I tak już opadało zdenerwowanie, coraz bardziej się cieszyłam…
Weszliśmy do domu a Pan wyciąga pożywienie.
I Pan zaczął karmić Su :-) o to już był wkurzony. I czekał dopóki nie zjem. To mnie, delikatnie mówiąc, rozwaliło na łopatki :-)
Już wiedziałam po co Pan mi kazał położyć na łóżku Czarnego Przyjaciela, żeby czekał :-)
Było mi tak zimno. Ale jak wylądowaliśmy pod kołdrą, i to nasze 70 stopni… :-) momentalnie zrobiło się gorąco :roll:
I te zabawy, rżnięcie, oczywiście Pan nie mógł sobie odpuścić i mnie łaskotał, zaraz potem byłam instrumentem i grał na mnie a zakończyło się podszczypywaniem :-) i jak mam siniaki, to Pan nie wie, nie ma pojęcia skąd one się biorą… :-) No taak… :-)
I leżeliśmy… i było mi tak dobrze… i co to była za niespodzianka.. :-)
No ale.. wszystko co dobre kiedyś się kończy…
Tak bardzo byłam niepocieszona jak mój Pan musiał jechać.. spytałam się, czy mogłabym sobie odpuścić wpis, dostałam pozwolenie, ogarnęłam siebie, wszystko dookoła i położyłam się.
Spytałam się, czy mogę iść spać, Pan pozwolił i usnęłam…”

Pan się śmiał, że napada mnie o każdej porze dnia i nocy.. hmm, właśnie… :roll:

Następnego dnia, mając w pamięci poprzedni wieczór, nieco zmęczona ale jakże szczęśliwa, wstałam, ogarnęłam się i pojechałam.
Koło 15 wracałam do domu. Uśmiechałam się, mimo tych incydentów w ciągu dnia..
Już do domu weszłam, ogarnęłam się, założyłam moją ulubioną, ciepłą bluzę do spania, wskoczyłam pod kołdrę, przekąsiłam coś niecoś, przeglądałam neta, takie spokojne popołudnie.. No, nie do końca takie spokojne…

„Telefon dzwoni. Mój Pan.
Nie spodziewałam się telefonu od Niego, przecież sobota i w ogóle, tak delikatnie mi się usypiało…
Rozmawialiśmy. Opowiadałam co się dziś działo, jak spędzałam czas. Momentami Pan jakoś dziwnie mówił, nie umiem zdefiniować tego ‚dziwnie’, ale nie tak jak zazwyczaj. I myślałam, że pogadamy trochę, pośmiejemy się, będzie koniec rozmowy i będę leżeć dalej..
A za chwilę Pan mówi, żebym zeszła mu drzwi otworzyć :-)
No to szybko zbiegłam po schodach, tak myślałam, ale wczoraj się widzieliśmy, to jak to, dzisiaj też…?
Ale byłam zadowolona.. :-)
I prosto do łóżka…
Ja oczywiście dużo do zdejmowania nie miałam ale ostatnia w łóżku się znalazłam.. ooj tam oj tam.. :-)
Zaraz się ogrzałam, a raczej to mój Pan mnie ogrzał swoim dotykiem.. :-)
I było pieprzenie palcami.. :-) przygotowanie… i za chwilę rżnięcie.. i Czarny Przyjaciel.. i o masakra, momentami oddech traciłam…
No ale Suka oczywiście musiała coś spieprzyć..
Nie posłuchała Pana.. i nastrój minął..
Leżeliśmy jeszcze, przytulaliśmy, ale.. czuć było zmianę.
A jak Pan wyszedł.. Suka zaczęła wyć..
Po prostu, wtuliłam się w Misia i zaczęłam wyć. Byłam bliska krzyku, Pan jeszcze zadzwonił, trudno było udawać że jest ze mną ok.. ale jakoś się pozbierałam, ogarnęłam.. I zauważyłam, że ubrudziłam Misia.
Następnego dnia była rozmowa o tym, co się wydarzyło…”

Najwspanialsze dni mojego życia… szkoda, że to tak krótko trwało.
Na kolejne spotkanie czekałam ponad dwa tygodnie…

Su Anusz.