Pan szaleje, Suka drży.

your-pain-is-an-opportunity-for-you-to-learn-about-yourself
Standardowy

Pan nakręca.
Mówi niedługo, ale co się kryje za słowem NIEDŁUGO…
Wiele.
Nic konkretnego.
Miałam się dowiedzieć w piątek, ale że w piątek się nie upominałam (co zostało odebrane jako brak zainteresowania, ja nie chciałam po prostu naciskać…) – nici.
I chodź Suko jak nakręcona i obsesyjnie myśl o tym NIEDŁUGO.
Jeszcze ostatnio pomysły Pana były nieco… szalone..
W tym jednym dniu wszystko było możliwe. Ba, zawsze jest możliwe, ale wtedy wystarczyło jedno słowo powątpiewania, jedno ‚ale’ i mogłam się przekonać o tych pomysłach.
Bałam się, bo nie wiadomo czy Pan nie wyskoczy zaraz zza rogu, albo nie napisze że 15 minut i mam wychodzić.
W pewnym momencie zauważyłam, że ja tylko czekam na SMS o podejrzanej treści. Albo o jasnym przekazie. Czekam i… drżę.
Może z podniecenia, może ze strachu.
Nigdy nic nie wiadomo.

A wczoraj. Suka zrobiła coś bardzo złego, czego bardzo żałuje od momentu uświadomienia sobie tego złego. I ponosi konsekwencje. Bolesne. Z fizycznością niewiele ma to wspólnego. Ale zasłużyłam. Przyznaję się do tego.
Dlatego też mój wisielczy humor pozostawia wiele do życzenia…


Już mnie nosi, mam ochotę się uzewnętrznić, pokazać te wszystkie złe, niedozwolone emocje, myśli, pomysły, ale.. wiem, że nie mogę.
Czuję się tak, jakbym siedziała na dworze, przy swojej budzie, bez obroży i łańcucha w pochmurny, deszczowy dzień. Albo w zimną, deszczową noc.
Już nie w ciepłym pokoju, z wielkim łożem, z przywilejami, między innymi spaniem na łóżku, w pościeli i jak najbliżej Pana.
Czuję się odsunięta. Wbrew pozorom to boli. Chcąc wykrzyczeć ten ból, paradoksalnie mam ochotę.. sprawić sobie ból. Żeby jeszcze bardziej i jeszcze bardziej bolało. Żebym uznała to za powód. Udawać, że to właśnie chodzi mi o ten ból wywołany przez siebie, że to on tak na mnie działa.
Obiecałam. Obiecałam, że nic złego sobie nie zrobię. Pan mówił, że tylko on ma takie prawo, a mnie nie pozwala.
Nie chcę działać pod wpływem emocji. Wolę nieco je uspokoić. I dopiero wtedy podejmować kolejne kroki.
Uff. Udaje się, jest ok.

Trzeba pokornie przyjąć tą lekcję. Wyciągnąć wnioski. I starać się. Starać się. Jeszcze bardziej. I jeszcze mocniej.

Jak na prawdziwą Sukę przystało.

 

 

P.S.: W najbliższym czasie wrócę do grudniowych wspomnień, jest całkiem sporo do napisania i nadrobienia…


Su Anusz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>