Pod osłoną nocy…

Standardowy

…nie Panie mój, nie będę myśleć o bańkach i balonikach :-)
o czymś takim… hmm… bardzo ciepłym… Takim hmm gorącym…
Kojarzy mi się z kolorem czerwonym… i z zapachem takim skórzanym… z gładkością i delikatnością a momentami szorstkością… Coś bardzo słodkiego, ale wcale nie tuczy… Aromatyczne, głębokie, takie hmm..
Unosi się w powietrzu, czasem niemal namacalne i z macaniem ma dużo wspólnego i jeszcze taki delikatny szelest śliskiego materiału.

 

Pytanie: o czym marzę? :-)

 

 

Su Anusz.

Pan szaleje, Suka drży.

your-pain-is-an-opportunity-for-you-to-learn-about-yourself
Standardowy

Pan nakręca.
Mówi niedługo, ale co się kryje za słowem NIEDŁUGO…
Wiele.
Nic konkretnego.
Miałam się dowiedzieć w piątek, ale że w piątek się nie upominałam (co zostało odebrane jako brak zainteresowania, ja nie chciałam po prostu naciskać…) – nici.
I chodź Suko jak nakręcona i obsesyjnie myśl o tym NIEDŁUGO.
Jeszcze ostatnio pomysły Pana były nieco… szalone..
W tym jednym dniu wszystko było możliwe. Ba, zawsze jest możliwe, ale wtedy wystarczyło jedno słowo powątpiewania, jedno ‚ale’ i mogłam się przekonać o tych pomysłach.
Bałam się, bo nie wiadomo czy Pan nie wyskoczy zaraz zza rogu, albo nie napisze że 15 minut i mam wychodzić.
W pewnym momencie zauważyłam, że ja tylko czekam na SMS o podejrzanej treści. Albo o jasnym przekazie. Czekam i… drżę.
Może z podniecenia, może ze strachu.
Nigdy nic nie wiadomo.

A wczoraj. Suka zrobiła coś bardzo złego, czego bardzo żałuje od momentu uświadomienia sobie tego złego. I ponosi konsekwencje. Bolesne. Z fizycznością niewiele ma to wspólnego. Ale zasłużyłam. Przyznaję się do tego.
Dlatego też mój wisielczy humor pozostawia wiele do życzenia…


Już mnie nosi, mam ochotę się uzewnętrznić, pokazać te wszystkie złe, niedozwolone emocje, myśli, pomysły, ale.. wiem, że nie mogę.
Czuję się tak, jakbym siedziała na dworze, przy swojej budzie, bez obroży i łańcucha w pochmurny, deszczowy dzień. Albo w zimną, deszczową noc.
Już nie w ciepłym pokoju, z wielkim łożem, z przywilejami, między innymi spaniem na łóżku, w pościeli i jak najbliżej Pana.
Czuję się odsunięta. Wbrew pozorom to boli. Chcąc wykrzyczeć ten ból, paradoksalnie mam ochotę.. sprawić sobie ból. Żeby jeszcze bardziej i jeszcze bardziej bolało. Żebym uznała to za powód. Udawać, że to właśnie chodzi mi o ten ból wywołany przez siebie, że to on tak na mnie działa.
Obiecałam. Obiecałam, że nic złego sobie nie zrobię. Pan mówił, że tylko on ma takie prawo, a mnie nie pozwala.
Nie chcę działać pod wpływem emocji. Wolę nieco je uspokoić. I dopiero wtedy podejmować kolejne kroki.
Uff. Udaje się, jest ok.

Trzeba pokornie przyjąć tą lekcję. Wyciągnąć wnioski. I starać się. Starać się. Jeszcze bardziej. I jeszcze mocniej.

Jak na prawdziwą Sukę przystało.

 

 

P.S.: W najbliższym czasie wrócę do grudniowych wspomnień, jest całkiem sporo do napisania i nadrobienia…


Su Anusz.

Zabawa „przed” Andrzejkowa

Standardowy

W piątek chodziłam napięta. Chciałam, żeby wszystko wyszło doskonale, idealnie. Bo Pan przyjeżdża. Musi być idealnie.
Ja dzień wcześniej zrobiłam małe spa, uprzątnęłam delikatnie. Przygotowałam karteczkę z rzeczami, które muszę następnego dnia zrobić.

Rano zaczęłam od tiramisu.
Wydawało mi się, że nieco przesadziłam z orzechówką, którą wlałam do kawy zamiast amaretto. Ale okazało się to dobrym posunięciem.
Zabawa się zaczęła, jak wzięłam do ręki mikser…
Po prostu.. jak dziecko. Cała byłam w masie z mascarpone. A jeszcze musiałam ubić żółtka. Świetnie.
Najbardziej ucierpiały nogi. Były w białych ciapkach. I na koniec to, co uwielbiam. Oblizywanie mieszadełek.
Nie mogłam się oderwać po prostu od zlizywania tego kremu. Był taki pyszny, po prostu się rozpływałam…
Takie tam, małe ćwiczenia przed wieczorem… :-)

Jak już skończyłam z kuchnią usiadłam i przeglądałam jakieś damskie czasopismo.
Ok. I Pan się pyta o której bym chciała żeby był.
Patrzę na zegarek. Patrzę na siebie.
Świetnie; bluza, majtki, włosy spięte byle jak..
No nie, nie teraz.. ja się muszę przygotować, za godzinę albo jak najpóźniej, ale bez przesady..
No tak, cała ja i moje pokrętne tłumaczenie.
I Pan przyjechał później…

Biegałam z pokoju do łazienki próbując się wyszykować. Tak myślałam, że będę na 26 gotowa, no może troszeczkę po.
Makijaż lekki zrobiłam. Założyłam bieliznę, pas do pończoch, chciałam zapiąć żabki ale wredne stworzenia nie chciały się zapiąć, te z tyłu. Co zapięłam to musiałam przykucnąć, albo się pochylić i paseczek lądował na pośladkach.
Śmigałam w samej bieliźnie. SMS. Przystanęłam, żołądek skoczył mi do gardła. No przecież nie nie, nie możesz być pod domem Panie mój, błagam nie..
Ufff… jeszcze nie.
Ale blisko.
No to siłowałam się z żabkami. Spojrzałam na siebie w lusterku.
Pominę włosy przypominające loczki pudla. Miejscami to nawet świńskie ogonki..
No ale poradziłam sobie spinając dwa przeciwległe kosmyki z tyłu malutką spinką. Jakoś to wyglądało…
Pobiegłam po sukienkę, założyłam ją, wyciągnęłam buty na koturnie, po tych moich 15 cm teraz każde buty jakie mam, a które uważałam za ‚wysokie’ są dla mnie za niskie. Tęsknię za tą moją ‚piętnastką’…
Pan się spytał czy coś do jedzenia brać, zadzwonił specjalnie i się spytał :-) złożyłam zamówienie.. :-)
I ostatnie poprawki nanosiłam. Ojeju.. Kiedy będzie już..?

Zobaczyłam samochód wyglądając przez okno.
Wyszłam an korytarz i wyglądałam przez kolejne okno, widziałam jak Pan trzyma telefon w dłoni, ja już przygotowana czekałam…
Zbiegłam (na tyle na ile to było możliwe na koturnie…) i pomogłam mojemu Panu, niosłam nasz prowiant  a Pan niósł czarny futerał. O, zgrozo! Co to będzie się działo!

Był Czarny Przyjaciel. Było obciąganie, z którego czerpałam ogromną przyjemność, tak za tym tęskniłam że masakra po prostu.
I rżnięcie, takie głębokie, na boku, od tyłu, i znów głęboko i.. ojeju no..
I leżeliśmy. Wtuleni w siebie. Oglądaliśmy filmy. Chociaż ja nie mogłam odkleić się od kutasa swojego Pana. Tak mi się podobało to dotykanie, muskanie, takie niby przypadkowe :-) uwielbiam to :-)
O za chwilę znalazłam się w tej pozycji, którą mój Pan lubi. No ja niekoniecznie.. nawet nie potrafię wyjaśnić czemu. Bardzo mocno ułatwiony dostęp do moich strategicznych części…? A może to silne uczucie, jakbym zaraz miała popuścić..? Nie mam pojęcia. Nie, w sumie najsilniejsze uczucie to mam jak stoję i Pan rżnie mnie palcami. W ogóle jak mnie rżnie palcami to czuję że odlatuję..
I z jednej strony było rżnięcie, a z drugiej obciąganie :-) jak to ładnie współgrało.. :-)
I znów leżeliśmy. Coś tam leciało. Ja wpatrywałam się w mojego Pana, urzeczona, nigdy mi się to nie udaje, chyba raz się tak wpatrywałam i teraz jeju co to było za uczucie :-) mogłam bez przeszkód się wpatrywać w Jego profil :-)
Największą uwagę zwracałam na usta, ja nie wiem czemu wcześniej nie zwracałam na nie uwagi..
I Pan mnie przyuważył się się wpatruję i eh i się skończyło… :-)

… a zaczęło się od tego, że oglądaliśmy porno. Miałam ochotę, Panu się spodobał pomysł i już po chwili wystukał na klawiaturze stronkę, wszedł na odpowiednią kategorię i oglądaliśmy zniewolone i chłostane uległe.
Pan zapowiedział, że jedno wypróbujemy. Zaraz. Dzisiaj.
Drewniane spinacze do prania.
Na ciele. Sutkach. Przewiązać sznureczkiem. I pociągnąć za sznureczek. I odczepić.
Mnie pomysł od razu się nie spodobał. Ale co tam. Później leżałam grzecznie, już po kotłowaniu w łóżku, po chłoście tą specjalną, czerwoną dyscypliną, ułożyłam się i czuję, jak Pan zapina na mnie te wredne spinacze.
Nienawidzę ich!
Najpierw naokoło piersi. Później na sutki. I powoli, metodycznie, żeby nie za szybko, przewlekanie sznureczka przez dziurki.
Mnie już powoli skręcało. Wierciłam się, bo już sutki mnie zaczęły boleć.
Ale to dopiero początek…
Pan powoli pociągnął za sznureczek, odczepił się z ledwością jeden, zaraz po nim drugi. I Pan się spytał czy chcę szybko czy wolno.
Chciałam żeby się to skończyło jak najszybciej.
Szybko.
I żałowałam.
W sumie tak powoli to nawet nie bolało, wiedziałam kiedy mam się spodziewać ruchu, kiedy odczepi się od ciała i tak dalej. A jak szybko, to nie wiedziałam, czy to jeden się odczepił czy może na razie dwa.
Z drugą tak samo no i pękłam.
Wcale mi się nie uśmiechało pękać.
Przechodziłam wewnętrzny bunt, ale w końcu przemówiłam sobie do rozsądku i nie strzeliłam fochem czy dąsem.
Z tego byłam zadowolona.
Tylko się popłakałam. Delikatnie. No trochę mocniej jak z sutków Pan zaczął ściągać. Zakryłam się kołdrą i próbowałam uspokoić..
To już czasem chłostę lepiej znoszę..
I położyliśmy się. Po raz ostatni. Ja powiedziałam że oglądamy horror, Pan pierwszy raz widział jak oglądam horror :-)
Miałam Jego ramię, mogłam się wtulać, bo jak sama oglądam to zakrywam oczy rękami. Albo pod kołdrę wchodzę.
I usypiało mi się, już tak naprawdę, horror był nudny tak bardzo, że nawet sobie go odpuściłam i przenieśliśmy się na poduszki..
Nawet nie pamiętam kiedy usnęłam…

Rano. Przebudziłam się. I miałam zamiar iść z powrotem spać. A tu Pan do mnie mówi, że musimy wstawać.
O nie, za mało snu, no jak jak?
I zaczęłam mruczeć, że nie, że jeszcze troszeczkę, że tak ciepło jest i cudownie..
No ale :-) poranne obciąganie jak najbardziej wskazane :-)
Taki krótki ten poranek był..
Ale podobało mi się rżnięcie na blacie w kuchni.. :-) oj to było.. :-)
Teraz jak siadam na nim rozkładam nogi :-) i przypominam sobie jak to mnie mój Pan rżnął palcami…

Cały dzień nie mogłam wrócić na ziemię. Myślałam o tym, jak mi było dobrze jak Pan leżał obok mnie, przytulał mnie, głaskał po plecach, dotykał, całował, dawał klapsy, miętosił mój tyłek…
Jeju no, tęsknię za tym po prostu no…

Dziś Pan zadzwonił. Weszłam na Skype. I była zabawa Czarnym Przyjacielem… A jaka mokra byłam! Kosmos! :roll:
I tak wolę takie zabawy jak Pan jest obok…

 

 

 

Tęsknie, eh, tęsknię.

Su Anusz.