Na scenie Salonu Zabaw. [2]

bdsm-switching
Standardowy

Dwie kobiety.
Pewne siebie, z surowym wyrazem twarzy, ubrane na czarno w obcisłe sukienki a na stopach seksowne szpilki. Wyobrażałam sobie siebie. Czarna lateksowa mini, lateksowe buty na wysokiej szpilce do połowy uda, ciasno spięte włosy, mocny makijaż. W ręce bat. Oh, jak mnie kręciła ta wizja.
Ja jednak wolę być spokojną, potulną, uległą Su.

Obserwowałam dwie kobiety, dwie Panie, u ich stóp leżał pies. Związany z rekami za głową, taki wątły, bezbronny, obraz nędzy i rozpaczy.
Z zaciekawieniem obserwowałam co się będzie działo dalej.
Ja nie wyobrażam sobie mężczyzny w takiej roli. Ale z drugiej strony mam do każdego szacunek i jeśli tylko ta osoba to lubi, jeśli się podoba, jeśli odczuwa satysfakcję i podniecenie. To ja nie widzę żadnego problemu i ok.

Widziałam jak czerwona szpilka przesuwa się po ciele wijącego się psa, później  trącanie czubkiem, z drugiej strony była druga Pani, w czarnych szpilkach, słyszałam słowa, rozróżniałam niektóre z nich.
Czarna Pani usiadła na krześle i wspaniałomyślnie przysunęła do twarzy psa swoją stopę odzianą w czarną szpilkę. Rozkazy “Ssij obcas” albo “Poproś”, za chwilę “Pokaż jakbyś obciągał kutasa”, jeszcze później “W ogóle się nie starasz”, i te inne słowa, których nie słyszałam, skupiłam się na oglądaniu, bo z jednej strony siedząca Pani, z drugiej strony Pani w czerwonych szpilkach trącająca czubkiem buta genitalia psa, które na dobrą sprawę były również zaplątane w sznur. Zastanawiałam się nad bólem. Ale tu nie chodziło o ból sam w sobie, tu chodziło o zeszmacenie, pokazanie ile jest wart i gdzie jego miejsce.
Tak wiele odcieni, tak wiele spojrzeń…

Czarna Pani wstała. Moja chwila dekoncentracji i za chwilę widzę, jak odwraca się w moją stronę i zginając palec w geście przywoływania daje mi do zrozumienia, że nadeszła moja kolej. O dziwo wstałam. I nie potknęłam się, co mam w zwyczaju robić jak się bardzo denerwuję. Czułam jak ręce mojego Pana zsuwają się ze mnie delikatnie…

Podeszła razem ze mną, patrzyłam na leżące ciało, zesztywniała do granic możliwości, nie dochodziły do mnie inne dźwięki, to tak jak w teatrze czasem jest, światło pada na scenę obejmując określonych aktorów, wydobywając tę najważniejszą akcję. Dla mnie sceną był środek Salonu Zabaw, określonymi aktorami byłam ja, Czarna Pani i Pani w czerwonych szpilkach a akcją miało być moje splunięcie psu do pyska.
Tak, wystarczyło odegrać swoją rolę. Spokojnie, tyle razy odgrywałam różne role.
Teraz też się uda.

Nadal zdezorientowana nie wiedziałam czy mam stanąć nad nim czy może jakoś inaczej się ustawić, usłyszałam głos Czarnej Pani:
- Przykucnij tu, obok.- wskazała miejsce przy sobie, wystraszona całą tą sytuacją odebrałam jej głos jako twardy, nieustępliwy, rozkazujący do bólu i nawet nie skończyła mówić, ja już kucałam blisko ofiary.
Nie wiedziałam czy już, czy jeszcze, ale jak się okazało, Czarna Pani jeszcze do niego mówiła.
- Poproś ładnie, no już.- poprosił i.. no, jakoś poszło. Nie zamknęłam oczu, chciałam na to patrzeć z drugiej strony.. ahhh, te mieszane uczucia.. nie wiem co się działo dalej, uciekłam do swojego Pana. Zadanie wykonane, odetchnęłam z ulgą.
Nie do końca, bo jednak odczuwałam pełzający po ciele, zimny strach.
To uczucie pogłębiało się, gdy oglądałam, jak pies kładzie się na koźle, pełny dostęp do jego tyłka i pleców. I właśnie oto weszła osoba, która przekręciła moje myślenie o 180 stopni.

Pan w Białej Koszuli trzymał pas. Zawinął go wokół swojej dłoni tak, że zrobił się krótszy. Lubię pasy, dlatego utkwiłam wzrok w jednym punkcie, ostatnie ustalenia i.. mój Pan wyszedł zapalić, no dobrze, ja sobie obejrzę w tym czasie całą akcję z pasem.
Już widziałam przy zamachu, że to nie będzie zwykłe uderzenie. To nie będzie miła zabawa albo stopniowanie. Mimo że widziałam co się dzieje, na głos głośnego plasku podskoczyłam na miejscu. Nie chodziło o dźwięk sam w sobie, lecz o siłę. Pośladek psa zaraz zrobił się czerwony, za chwilę drugie uderzenie, równie mocne a może nawet mocniejsze, i kolejne, bez chwili wytchnienia.

Napięta jak struna siedziałam i odwróciłam głowę z drugą stronę. Nie, nie chciałam na to patrzeć. Ale słyszałam, słyszałam cały czas. Jak raz za razem spada na prawy pośladek, zaczerwieniając jasną skórę. Nie mogąc znieść tego, co się działo ze mną podczas tego pokazu bezwzględności, gdy siła wzrastała lub pozostawała na tym samym poziomie, poderwałam się i wybiegłam do przedpokoju.
Łazienka się zwolniła, weszłam i przez chwilę rozważałam, czy nie przemyć twarzy zimną wodą. Pomyślałam, że mój Pan może mnie szukać, dlatego wyszłam do przedpokoju, stojąc delikatnie na uboczu, gdzie widziałam Salon, ale nie widziałam dzisiejszej sceny.
Myśli kłębiły się w mojej głowie, trawiłam to, co przed chwilą zobaczyłam.

Po chwili zauważyłam mojego Pana, szedł, nawet nie spojrzał na miejsce, gdzie przed chwilą siedziałam, tylko szedł dalej, i już był przy mnie. Wydało mi się to delikatnie dziwne, ale nie rozwodziłam się nad tym.
Pan specjalnie wyszedł. Żeby mnie obserwować, a raczej moje reakcje. Doskonale wiedział co się będzie działo, ale chciał, żebym to oglądała bez Niego.
Tak Panie mój, jesteś tak pluszowy, masz w sobie tyle “pluszu” ile nawet nie ma miś pluszowy.. :-)
Ale jak ja mogłam pomyśleć.. że mój Pan nie jest pluszowy? No jak?
I to przypomnienie, gdy w Zielonym Apartamencie pokazał, że z łatwością może zrzucić z siebie plusz…
Oh, ranyy..
Zniknął gdzieś pies, Panie, znów słyszałam muzykę, rozmowy, wszystko wróciło do normy…  

Szłam w kierunku Salonu Zabaw, minęłam się z psem i Czarną Panią, od razu spojrzałam wielkimi oczami na jego pośladki, czerwone, miejscami bordowe ślady odbitego pasa. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie mnie to nie spotka…

c.d.n.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>