Ostatnie tchnienie. [3-ost.]

obedience
Standardowy

Klęczę przed moim Panem, nie wiem jak się znalazłam w tej pozycji, nie pamiętam, pamiętam tylko, że…
Weszliśmy do sypialni, bliżej Salonu Zabaw. Tam zabawiała się para i M.
Przyglądałam się, jak dziewczyna przyjmuje razy trzcinką, rozbawiły mnie jej reakcje, kręciła się na łóżku, jęczała, piszczała, o nie nie, już. Szukała swoich granic.
A M. podjął się zadania ukazywania tych granic.
Po chwili para się ulotniła…
Palce mojego Pana w zawrotnym tempie wbijały się w moją cipkę, z drugiej strony czułam trzcinkę spadającą na moje pośladki.
Dyszałam, skamlałam, jęczałam i opierałam czoło o Pana, bo tego było za dużo.. Czułam trzcinkę, ale skupiłam się na tym co się dzieje między moimi nogami. A jak Pan skończył. Czułam się jak ogłuszona, jeszcze wirowałam, nie potrafiłam powiedzieć niczego. To mi się hmm.. Bardzo podobało. Bardzo bardzo. Ale Pan upomniał, podziękowałam M. za trzcinkę i zostałam z Panem sam na sam: tylko ja, On i rżnięcie…

 

-  Hahaha, spójrz jak wyglądam! – oglądając wilgotne kosmyki włosów w lustrze, usłyszałam cichy śmiech mojego Pana. Tak to jest jak się trzyma głowę w umywalce podczas rżnięcia. Nie znałam celu dla którego Pan zaprowadził mnie właśnie tam. No dobrze :-) miałam pewne podejrzenia, no ale :-) podejrzenia a rzeczywistość.. :-)
Po wejściu i zamknięciu drzwi oparłam się właśnie o mokrą umywalkę i nie zwracając uwagi na to, że coraz bardziej mi mokro, oddawałam się swojemu Panu.
Czasem zerkałam w lusterko, tak, brakowało mi rżnięcia przy lustrze, patrzeć na swoje ciało i to jak Pan mnie rżnie, widzieć go za sobą i swoje oczy, przymknięte, rozchylone wargi, gdy wszystko kumuluje się w środku, narasta i…
- Wychodzimy już – oderwałam się od swoich myśli nieświadoma tego, że stoję wpatrzona w swoje odbicie, trzymając kosmyk włosów.
Wyszliśmy.

W Salonie Zabaw ktoś leżał na koźle. Okazało się, że to mężczyzna. Ja klęczałam obok Pana, Pan siedział i przyglądaliśmy się całej akcji.
To było dla mnie niepojęte. Mężczyzna leżał przywiązany do kozła, nogi miał zgięte w taki sposób, by był łatwiejszy dostęp do jego stóp. I chłosta. Jakaś packa była, jak zobaczyłam i usłyszałam, z jaką siłą packa uderza o jego stopy zrobiło mi się prawie słabo. A mężczyzna podczas każdego uderzenia powtarzał, że “fajne”. Po pewnym czasie, już po kilkunastu słowach “fajne” wypowiedzianych bez zająknięcia zaczęłam się irytować.
No ok, chłosta stóp jest przyjemna, dobrze. Ale taka siła, jaka była demonstrowana na nim to.. Po pacce była trzcinka. Zwiększenie siły. Dyscyplina, zwiększona siła, trzcinka, jeszcze mocniej…
Facet to po prostu lubi.
I mój Pan dostrzegł takie urządzenie. Było proste, chodzi mi o budowę, nic skomplikowanego na pierwszy rzut oka. My akurat zajmowaliśmy się moimi sutkami i wisienkami. Bo Pan dostrzegłszy wisienki zarządził, iż zapnie je na moich sutkach.
Tak więc zaraz jak ujrzał zabaweczkę i dowiedział się, że to prąd..

Niemal pobiegliśmy do sypialni.

Położyłam się. Nie byłam do końca przekonana co do tego urządzenia, ale okazało się nieszkodliwe. Przynajmniej na najniższych obrotach. Bo te wyższe nie do końca mi przypadły do gustu. I jak na piersiach mi się nie podobało, tak na plecach i pośladkach :-) mogłabym tak godzinami :-)
Nie lubię tylko jak ktoś mi się przygląda. Wszedł mężczyzna. Usadowił się na przeciwko mnie, twarzą w twarz. A leżałam na brzuchu. I przytrzymał mi głowę tak, że nie mogłam się ruszyć. Speszyło mnie to mocno. Pan się dalej bawił, momentami z moich ust wydobywały się jęki, ni to bólu, ni rozkoszy. W końcu pod natarczywym spojrzeniem zamknęłam oczy.
To mnie po prostu zawstydzało delikatnie. Nie to, że było mi widać piersi czy że z gołym tyłkiem biegałam. Tylko to, że ktoś oglądał moje reakcje.
No ale facet się zapędził troszeczkę. Troszeczkę bardziej niż troszeczkę. Ale mój Pan stanął w mojej obronie i grzecznie aczkolwiek dobitnie wytłumaczył o co chodzi. A ja w tamtym momencie chciałam wyjść..

Po wejściu do Salonu, jak już nieco się uspokoiło. Pan posadził mnie na koźle. Tak, teraz My testowaliśmy :-) No oj, kozioł jak kozioł :-) zrobił na mnie wrażenie, jak się położyłam na plecach na nim. Ale wolę coś konkretniejszego, dyby albo krzyż. :-) No dobrze, bardziej dyby :-)
I w pewnym momencie znaleźliśmy się w sypialni. Tej, która najbardziej mi się podobała.

Pan jak już napomknął o Czarnym Przyjacielu.. :-) oczy mi się zaświeciły :-) i tak tak :-) oczywiście już teraz :-) Proooszę :-)
A jak przyszedł :-) i dał mi go do ręki :-) czułam to rosnące podekscytowanie :-) Za drzwiami ludzie, kto chce może wejść zobaczyć..
Pan ustawiał się już tak, żeby dobrze rżnąć mnie palcami. Ale ja nie chciałam tak.
– Ja bym chciała, żebyś mnie zerżnął swoim kutasem, od tyłu. Proszę, Panie mój…- powiedziałam drżącym głosem i już po chwili stałam wypięta, pochylając się i czując jak mój Pan mnie rżnie. Czułam to delikatne mrowienie w środku, uwielbiam jak Pan rżnie mnie od tyłu…  To jest wtedy.. o masakra.. i tyle.. a im bardziej się pochylałam tym lepiej mi było.. I za chwilę się pytałam, czy mogę dojść.
No i ten orgazm to.. odleciałam. Czułam jeszcze jak mną wstrząsa i usłyszałam głosy. Ale jak to?
Co się okazało, narobiłam hałasu i hmm.. kilka osób zaciekawionych, co się dzieje?, przyszło sprawdzić..
Ale mi było wstyd. Ja jeszcze dobrze nie kontaktowałam, opadłam na łóżko, szumiało mi w głowie, nie pamiętam czy oczy miałam zamknięte czy patrzyłam niewidzącym wzrokiem.. Coś tam pamiętam, ktoś się odezwał, jakieś zarysy postaci..
Ale ja nie kontroluję tego. Dochodzę, krzyczę i.. koniec. Tak jest, to cześć mnie i ja tego nie zmienię.
Jakoś się na łóżku położyłam, i chciałam iść spać, bo tak dobrze mi było że.. wtulić się w Pana i spać :-)
Później było jeszcze raz, w towarzystwie interesującej Trójeczki i…
Toczyły się rozmowy, w kuchni, w Salonie, część gości już wyszła, część zajęła sypialnie, by w kameralnym gronie się pobawić.
Ja pamiętam że już wtedy moje seksowne 15 cm :-) przekonało mnie, że najlepiej w tych butach się jedynie chodzi albo leży na łóżku i się pieprzy :-)
Ale po chwili usiadłam sobie.. ze zniecierpliwieniem odpinałam paseczki. A gdy miałam już je zdjąć.. podrażniłam się. A jak już się ich pozbyłam.. :-) nieopisana ulga… ubyło mi kilka centymetrów. Czułam się taka malutka w gronie. Ale najważniejsze że już jest mi wygodnie.
I za chwilę Pan powiedział żebym się przebierała, bo jedziemy do domu.
Jeju, jaka szkoda że już się kończy… Tak bardzo nie chciałam, żeby to był koniec.. To znaczy :-) chodziło mi o imprezę. Tak fajnie było..

Poszłam do łazienki się przebrać. Oczywiście wyszłam z łazienki, informuję że jestem gotowa do wyjścia a Pan się śmieje i pyta się gdzie mam spódniczkę.
No pięknie.. a ja spódniczki nie założyłam.. świetnie.. :-)
Ale zawinięta w sweterek była, także szybko ją naciągnęłam na tyłek, ubrałam buty, płaszcz. Poszliśmy się pożegnać z resztą, która się została… i ja naprawdę nie chciałam wychodzić..
Ale rano, to znaczy za kilka godzin, trzeba było wstać..
I pojechaliśmy do domu.
Jakiś cudem weszliśmy do środka. A było :-) hmm :-) trudno nieco… :-)
I w pokoju, marzyłam tylko o tym, żeby się położyć. Rozbierałam się, rzucałam ciuchy gdzie popadnie, założyłam koszulkę wyjątkowo, i wyjątkowo bez majtek, wskoczyłam pod kołdrę i mój Pan zaraz obok mnie. I nie mogę na tym skończyć :-)
Bo mimo że wyszliśmy z imprezy. :-) jeszcze się pobawiliśmy.. :-)
Co prawda byłam zmęczona, ale rżnięcie :-) od tyłu :-) przed snem :-) no jak, nie nie, nie można zrezygnować z rżnięcia przed snem :-) to tak jakby zrezygnować z kawałka pysznej, mlecznej czekolady, gdy jest na wyciągnięcie ręki, kusi zapachem, wyglądem, i jak się przymyka oczy to prawie się czuje jej smak na języku i jak się rozpływa… :-)
Ja miałam z tego zrezygnować? :-) z rżnięcia? O nie :-) i tak było mi ciągle mało, najchętniej to bym całą sobotę w łóżku spędziła i rżnęła się z moim Panem.. ale musieliśmy wrócić na ziemię…

Dobrze chociaż, że tą noc spędziłam z Nim, w Jego ramionach, bezpieczna, szczęśliwa, zadowolona, wtulona… spokojna.

 

~ Koniec ~

Marzenia, wspomnienia…

Standardowy

22.11.2015
Rok i trzy miesiące Obroży.

Dziś na wielkiej reklamie przeczytałam słowo-klucz: marzenia.
Zatopiłam się w myślach.
Zaskakujące, jak bardzo zmieniły się moje poglądy. Wcześniej myślałam, że marzenia to po prostu marzenia, są nie do spełnienia, czasem można się im oddać i… tyle.
To Pan zmienił moje podejście mówiąc, że marzenia się spełniają. To nie tylko kwestia słów, bo na każdym kroku spełniało się jakieś moje marzenie.
Pierwsze i najważniejsze: obroża.
Jak pierwszy raz ją zobaczyłam, w cichym kąciku kawiarni, tam, gdzie powoli Pan odkrywał mnie przed samą sobą, klęcząc u Jego stóp. Nie dowierzając, ale jednocześnie czując ogromną radość.
Czasem patrząc na nią, głaskając aksamitny materiał przypominam sobie tą chwilę…
Należeć do kogoś.
Oddać się, zatracić w uległości. Nie wiedziałam wcześniej, że moją uległość można było wykorzystywać. Po tym, co mój Pan mi opowiadał, ciągle sobie wyrzucam jaka ja byłam lekkomyślna. Teraz wiem, że z tą wiedzą, którą mam dzisiaj nie popełniłabym tych błędów drugi raz.
Być uległą.
Od pewnego czasu, jeszcze przed tym jak się poznaliśmy, coraz częściej widziałam siebie na kolanach, z obrożą, potulnie opuszczającą głowę, pokorną i uległą do granic. Gdzieś tam po cichu w myślach byłam unieruchomiona, ciasno związana sznurem, albo w drugą stronę, przywiązana do belek w taki sposób, żebym nie mogła zasłonić swojego ciała. Zawsze miałam w ustach knebel, ciekła mi ślina, marszczyłam brwi i miałam łzy w oczach, ale.. ta wizja wcale mnie nie przerażała, wręcz przeciwnie, czułam mrowienie między nogami i ogromną ciekawość, jakby to było w praktyce.
Zawsze wszystko działo się albo w ciemnej piwnicy, z krzyżem w tle (jeszcze wtedy nie znałam cudowności, które niosą ze sobą dyby) albo w sypialni z czerwonymi ścianami i czarną, satynową pościelą na łóżku.
Wyobrażałam sobie, że dostaję klapsy, że jest ich dużo (w praktyce już po kilku mam dość) i że wszystko kręci się wokół sesji.
Czas i Pan pokazał, że niekoniecznie tak musi być.
Bo tu nie chodzi o zbicie, wychłostanie, wystrzelanie po pysku tylko..
Jeju, postawienie granicy, powiedzenie zobacz, jest granica a My ją będziemy przekraczać. Powoli, ale przekroczymy. Razem.
Bo sprać na kwaśne jabłko można. Ale sztuką jest takie pokazanie, żeby się chciało więcej i więcej, żeby mimo swojej początkowej straszności pozytywnie zaskoczyło.
Ale najważniejsze jest to, że postrzeganie pewnych rzeczy przez każdego człowieka z osobna jest inne. Można różnie podchodzić do tematu, najważniejsze to wzajemny szacunek i słuchanie drugiej osoby. 

Dwa lata temu bałam się o tym myśleć. Dziś mówię to na głos, z całą pewnością:

marzenia się spełniają.

Dziękuję Panie mój za tak cudowne i wspaniałe 15 miesięcy…

Twoja na zawsze,
Su Anusz.

Orgazmiczne popołudnie.

Standardowy

„Czy myślałaś o tym, że kiedykolwiek będziesz miała dość orgazmów…?”

 

Nie.
Raczej myślałam, że będę miała ich za mało…

Dziś Pan zrobił Suce niespodziankę.
Niby zwykła rozmowa, „muszę coś załatwić, ale zadzwonię za chwilę”, no dobrze, to poczekam sobie..
I za chwilę faktycznie telefon. Co teraz robię, ładna pogoda, coś tam jeszcze…
- A teraz zejdź i otwórz mi drzwi.

Ale.. :-) jak to?
I tak stoję, umilkłam, zastanawiam się, czy to, co właśnie usłyszałam to prawda i czy przypadkiem się nie przesłyszałam..
Pan tu jest? Pod moim domem?

Faktycznie, wchodził po schodach, coś trzymał w rękach, ale nie to było ważne, wchodził po schodach! :-)
O tak…!!!

Dokarmianie Suki. Kochany Pan.. :-)

..i Czarny Przyjaciel. Raz, drugi, trzeci, ósmy.. ile tego było w sumie? Nie mam pojęcia..

Orgazm z chłostą piersi, i moje błagania „Nie przestawaj, jeszcze, proszę!”.
Błagałam o chłostę piersi. Su zaskoczona…
Orgazm w nowej pozycji, odwrócona kowbojka jakby na to nie patrzeć. I chłosta pleców.
Orgazm od tyłu. Ba, nawet podwójny. Taki, że opadłam z sił i zarzekałam się, że ja już nie, jestem nie do użytku.

I w końcu ten najlepszy… Ostatni..
Ale jego się nie da do niczego porównać.
Czarny Przyjaciel. Mój Pan mnie rznął palcem. I taki orgazm :-)  ja po prostu nadal nie mogę się z szoku otrząsnąć…
Intensywność większa niż zazwyczaj, w ogóle inny ten orgazm był, ale tak mocny…
Poczułam, że uda mam ciepłe. Ale pomyślałam że mi się wydawało.. A mi naprawdę pociekło po udach.
Pan pokazał mi swoją rękę.. I o cholera. Opadłam na poduszki i jeszcze lekko zażenowana próbowałam ochłonąć. Ale to ja? Pociekło mi po udach? Ale jak? I jednocześnie orgazm? Ale mmm jaki wspaniały… :-)
I ja już powiedziałam, że ze mną koniec, nic się nie da ze mną zrobić.
Ale Pan niestety musiał iść.. Nienawidzę tych momentów…

Mokre prześcieradło, pulsująca cipka, która jeszcze teraz zaciska się na wspomnienie kotłowania się na łóżku, te kilka chwil w ramionach mojego Pana, niedosyt :-)
Najważniejsze, że dziś nie było maratonu orgazmów, ani nie pobijałam rekordów.
Dziś cieszyłam się chwilą..

 

Su Anusz.

 

Na scenie Salonu Zabaw. [2]

bdsm-switching
Standardowy

Dwie kobiety.
Pewne siebie, z surowym wyrazem twarzy, ubrane na czarno w obcisłe sukienki a na stopach seksowne szpilki. Wyobrażałam sobie siebie. Czarna lateksowa mini, lateksowe buty na wysokiej szpilce do połowy uda, ciasno spięte włosy, mocny makijaż. W ręce bat. Oh, jak mnie kręciła ta wizja.
Ja jednak wolę być spokojną, potulną, uległą Su.

Obserwowałam dwie kobiety, dwie Panie, u ich stóp leżał pies. Związany z rekami za głową, taki wątły, bezbronny, obraz nędzy i rozpaczy.
Z zaciekawieniem obserwowałam co się będzie działo dalej.
Ja nie wyobrażam sobie mężczyzny w takiej roli. Ale z drugiej strony mam do każdego szacunek i jeśli tylko ta osoba to lubi, jeśli się podoba, jeśli odczuwa satysfakcję i podniecenie. To ja nie widzę żadnego problemu i ok.

Widziałam jak czerwona szpilka przesuwa się po ciele wijącego się psa, później  trącanie czubkiem, z drugiej strony była druga Pani, w czarnych szpilkach, słyszałam słowa, rozróżniałam niektóre z nich.
Czarna Pani usiadła na krześle i wspaniałomyślnie przysunęła do twarzy psa swoją stopę odzianą w czarną szpilkę. Rozkazy “Ssij obcas” albo “Poproś”, za chwilę “Pokaż jakbyś obciągał kutasa”, jeszcze później “W ogóle się nie starasz”, i te inne słowa, których nie słyszałam, skupiłam się na oglądaniu, bo z jednej strony siedząca Pani, z drugiej strony Pani w czerwonych szpilkach trącająca czubkiem buta genitalia psa, które na dobrą sprawę były również zaplątane w sznur. Zastanawiałam się nad bólem. Ale tu nie chodziło o ból sam w sobie, tu chodziło o zeszmacenie, pokazanie ile jest wart i gdzie jego miejsce.
Tak wiele odcieni, tak wiele spojrzeń…

Czarna Pani wstała. Moja chwila dekoncentracji i za chwilę widzę, jak odwraca się w moją stronę i zginając palec w geście przywoływania daje mi do zrozumienia, że nadeszła moja kolej. O dziwo wstałam. I nie potknęłam się, co mam w zwyczaju robić jak się bardzo denerwuję. Czułam jak ręce mojego Pana zsuwają się ze mnie delikatnie…

Podeszła razem ze mną, patrzyłam na leżące ciało, zesztywniała do granic możliwości, nie dochodziły do mnie inne dźwięki, to tak jak w teatrze czasem jest, światło pada na scenę obejmując określonych aktorów, wydobywając tę najważniejszą akcję. Dla mnie sceną był środek Salonu Zabaw, określonymi aktorami byłam ja, Czarna Pani i Pani w czerwonych szpilkach a akcją miało być moje splunięcie psu do pyska.
Tak, wystarczyło odegrać swoją rolę. Spokojnie, tyle razy odgrywałam różne role.
Teraz też się uda.

Nadal zdezorientowana nie wiedziałam czy mam stanąć nad nim czy może jakoś inaczej się ustawić, usłyszałam głos Czarnej Pani:
- Przykucnij tu, obok.- wskazała miejsce przy sobie, wystraszona całą tą sytuacją odebrałam jej głos jako twardy, nieustępliwy, rozkazujący do bólu i nawet nie skończyła mówić, ja już kucałam blisko ofiary.
Nie wiedziałam czy już, czy jeszcze, ale jak się okazało, Czarna Pani jeszcze do niego mówiła.
- Poproś ładnie, no już.- poprosił i.. no, jakoś poszło. Nie zamknęłam oczu, chciałam na to patrzeć z drugiej strony.. ahhh, te mieszane uczucia.. nie wiem co się działo dalej, uciekłam do swojego Pana. Zadanie wykonane, odetchnęłam z ulgą.
Nie do końca, bo jednak odczuwałam pełzający po ciele, zimny strach.
To uczucie pogłębiało się, gdy oglądałam, jak pies kładzie się na koźle, pełny dostęp do jego tyłka i pleców. I właśnie oto weszła osoba, która przekręciła moje myślenie o 180 stopni.

Pan w Białej Koszuli trzymał pas. Zawinął go wokół swojej dłoni tak, że zrobił się krótszy. Lubię pasy, dlatego utkwiłam wzrok w jednym punkcie, ostatnie ustalenia i.. mój Pan wyszedł zapalić, no dobrze, ja sobie obejrzę w tym czasie całą akcję z pasem.
Już widziałam przy zamachu, że to nie będzie zwykłe uderzenie. To nie będzie miła zabawa albo stopniowanie. Mimo że widziałam co się dzieje, na głos głośnego plasku podskoczyłam na miejscu. Nie chodziło o dźwięk sam w sobie, lecz o siłę. Pośladek psa zaraz zrobił się czerwony, za chwilę drugie uderzenie, równie mocne a może nawet mocniejsze, i kolejne, bez chwili wytchnienia.

Napięta jak struna siedziałam i odwróciłam głowę z drugą stronę. Nie, nie chciałam na to patrzeć. Ale słyszałam, słyszałam cały czas. Jak raz za razem spada na prawy pośladek, zaczerwieniając jasną skórę. Nie mogąc znieść tego, co się działo ze mną podczas tego pokazu bezwzględności, gdy siła wzrastała lub pozostawała na tym samym poziomie, poderwałam się i wybiegłam do przedpokoju.
Łazienka się zwolniła, weszłam i przez chwilę rozważałam, czy nie przemyć twarzy zimną wodą. Pomyślałam, że mój Pan może mnie szukać, dlatego wyszłam do przedpokoju, stojąc delikatnie na uboczu, gdzie widziałam Salon, ale nie widziałam dzisiejszej sceny.
Myśli kłębiły się w mojej głowie, trawiłam to, co przed chwilą zobaczyłam.

Po chwili zauważyłam mojego Pana, szedł, nawet nie spojrzał na miejsce, gdzie przed chwilą siedziałam, tylko szedł dalej, i już był przy mnie. Wydało mi się to delikatnie dziwne, ale nie rozwodziłam się nad tym.
Pan specjalnie wyszedł. Żeby mnie obserwować, a raczej moje reakcje. Doskonale wiedział co się będzie działo, ale chciał, żebym to oglądała bez Niego.
Tak Panie mój, jesteś tak pluszowy, masz w sobie tyle “pluszu” ile nawet nie ma miś pluszowy.. :-)
Ale jak ja mogłam pomyśleć.. że mój Pan nie jest pluszowy? No jak?
I to przypomnienie, gdy w Zielonym Apartamencie pokazał, że z łatwością może zrzucić z siebie plusz…
Oh, ranyy..
Zniknął gdzieś pies, Panie, znów słyszałam muzykę, rozmowy, wszystko wróciło do normy…  

Szłam w kierunku Salonu Zabaw, minęłam się z psem i Czarną Panią, od razu spojrzałam wielkimi oczami na jego pośladki, czerwone, miejscami bordowe ślady odbitego pasa. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie mnie to nie spotka…

c.d.n.

Apartament Rozpusty. [1]

yes_sir
Standardowy

Siedzę na krześle, już odziana w swój strój, siateczkowe body, czarny gorset underbust i „niebotycznie wysokie buty”, obserwowałam delikatnie przerażona co się dzieje dookoła mnie.
Cofnęłam się w myślach do lutego bieżącego roku…


Mój pierwszy raz na tego typu imprezie wyglądał zupełnie inaczej niż teraz. Nic nie wiedziałam, ani gdzie jedziemy, ani w jakim celu, żyłam w słodkiej nieświadomości do końca pewna, że jedziemy z Panem na spotkanie ze znajomymi, ba, słysząc głos jednego z nich, już stojąc przed drzwiami apartamentu, ucieszyłam się jeszcze bardziej. Wszystko wiem, będzie tak jak myślałam.
Przekraczając drzwi nie miałam jeszcze świadomości, do jakiego świata właśnie powoli wchodzę…
Zobaczyłam kilka osób. Stały, siedziały i rozmawiały.
O nie, coś jest nie tak. Od razu czułam jak się spinam.
Przebierając się w łazience nie potrafiłam opanować drżenia rąk. Co to za ludzie? Gdzie ja jestem? Co się będzie działo?
Po kolei zakładałam pończochy, gorset i szpilki.
Czyli to jest ta niespodzianka…
Jak ja wyjdę bez majtek do takiego licznego grona ludzi?
Głęboki oddech przed wyjściem, nacisnęłam klamkę i… weszłam do tego innego świata.
To było takie fascynujące, obserwować tych ludzi, zawsze powtarzam mojemu Panu, że wtedy po raz pierwszy poczułam, że są ludzie, którzy mnie zrozumieją, nie spojrzą na mnie krzywo, z niesmakiem, moje potrzeby nie wydadzą się im dziwaczne i nieprzyzwoite i nie powiedzą że coś jest ze mną nie tak.
Zrozumieją, tak po prostu tak po.. ludzku.
Nie muszę się ukrywać ani hamować. Mogę być sobą. Suką.
Jak owieczka szłam za swoim Panem, nie odstępując go nawet na krok. A Pan zaprowadził nic nieświadome stworzenie do krzyża, zapiął z drugą Suką po drugiej stronie i…
Tym oto akcentem, dobrze przyprawionym, odpowiednio pikantnym lecz nie za ostrym, rozpoczęła się impreza.
Przyznaję, czułam się jak zwierzę w za ciasnej klatce wystawione na widok publiczny, przerażone, miotające się.
Trudno było mi się skupić, mając świadomość, że oczy wszystkich zebranych są skupione na krzyżu, a co za tym idzie także na mnie.
Trudno też było liczyć, jeszcze przerażona, odrętwiała a zarazem tak bardzo pobudzona i rozbiegana, czułam jak razy zadawane przez Pana przywracają mnie do rzeczywistości. Jakbym zatracała się we mgle, ale te uderzenia jakby trzymały mnie w tym przejrzystym i wyraźnym miejscu. Słyszałam jak Suka na przeciwko mnie liczy, nasze numerki się nieco różniły, także to było kolejne utrudnienie, tak bardzo zależało mi na tym, żeby się nie zgubić i dziękować..
Przyznaję, pamiętam niewiele, ale chłostę przy krzyżu na oczach innych…
No tego się nie da zapomnieć.
I obserwowałam..
Byłam naprawdę pod wrażeniem.
Nie mogłam się jednocześnie doczekać następnej imprezy, a następna nie była niespodzianką.
No, nie do końca, wiedziałam że jest na pewno. 
I to całe szaleństwo! To oczekiwanie!
Ściśnięty żołądek, gdy krążyliśmy między budynkami, drżenie bynajmniej nie z zimna, chwilowy stan zawieszenia przy windzie i… w środku… ja tak lubię pomagać w takiej organizacji. Poukładać, zanieść, przełożyć, umyć, dołożyć, przełożyć, skomponować..
Żałowałam tylko, że nie wiedziałam wcześniej, bo zabrałabym fartuszek…

Ale siedząc na krześle. I obserwując.
Obserwując krzyż, koziołka i dyby.
Czułam się jak zwierzyna.
Czy ja będę leżeć na koziołku? Czy będę stać przy krzyżu?
A może będę wypięta w dybach, przyjmując razy?
Myśli kłębiły się okrutnie w mojej głowie, wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach, wystarczył jeden bodziec, jeden obrazek żeby tak się rozszalała… i nie dała spokojnie egzystować.
I siedziałam spokojnie. Stwarzając raczej pozory spokoju.
A ludzi przybywało.
W końcu było ich tak dużo, że pojawiła się myśl ucieczki do łazienki. Z początku owszem, pomysł bardzo mi się podobał, bo różne osobowości przewijające się przez kuchnię i Salon Zabaw wprawiały mnie w stan podnoszącego się przerażenia, wbiło mnie w krzesło po prostu, ale.. z czasem już potrafiłam się swobodniej poruszać między dwoma pomieszczeniami.
Nie spodziewając się niczego, czujnym wzrokiem chłonęłam wszystko dookoła.


Otrzymałam propozycję.

A raczej to było pytanie skierowane do mojego Pana.
Poniewieranie psa. Odpowiednie osoby się tym zajmą. Ja tylko mam mu splunąć do ust.
Ale.. że ja? Szczerze mówiąc nie wyobrażałam sobie tego. Ja miałabym komuś pluć do ust? Ja, Su?
Nigdy nie widziałam siebie w takiej roli. To jeszcze nie dominacja. Ale wykonywanie zadania. Pan uznał to za świetne zadanie, kolejne drzwi, próbę mojej uległości, posłuszeństwa i zaufania.
Od samego początku nie wiedziałam jak się za to zabrać. Myślałam tylko o tym.Wiedziałam że mnie nie minie. Ale jak to zrobić? Stać? Przykucnąć? Klęczeć? Mówić coś? Zrobić?
Wtedy przestało się dla mnie liczyć wszystko, mój Pan obejmował mnie, a ja drżałam wewnętrznie, strach obezwładniał mój umysł.
I zaczęło się show, które wywołało we mnie skrajne emocje…

c.d.n.

Status: Oczekuje Na Imprezę.

Standardowy


Wtorek.

Już czy dopiero?

Niby do soboty coraz bliżej, ale jeszcze kilka dni, kilka wydarzeń.
Ale to najważniejsze w sobotę.
To po to zakupiłam niebotycznie wysokie ale zarazem obłędne buty.
Moje pierwsze, seksowne 15 cm :-)
Buty specjalnie zakupione z okazji sobotniej imprezy.
Gorset czeka. Body też. Wyglądu mają dopełnić buty i różowa, podchodząca pod fuksję szminka.
Jeju, no tego spięcia nie da się opisać.
Jeszcze jak usłyszałam co Pan zamierza zabrać..
Ale co dziwne, ja sama zgłosiłam kandydaturę sympatycznej ‚packi’ z napisem. Oj bo mi się spodobała…

Sobota.
Daleko czy blisko?

Najchętniej. To zagrzebałabym się pod kołdrę i wyszła dopiero w sobotę w południe. Żeby na spokojnie się przygotować. A tu nie nie, nie ma lekko.. O nie..
Już po prostu przewiduję, co będę czuła jak przyjdzie ta 15.
Ekscytacja, euforia, większe zdenerwowanie, niepewność…
Ale będzie obroża, będzie strój ‚wyjściowy’, będą buty, Pan jak je zobaczył to usłyszałam niepewność w Jego głosie, a ja powiedziałam „No co, przynajmniej jak się potknę to umrę w pięknych butach”. Taka prawda…

Co mi pozostaje?
Czekać…

 

 

Su Anusz.