Jak to było w czwartek…

Standardowy

Zsunęłam z ciała ręcznik. Rozwiązałam szlafrok.
Sięgnęłam po koszulkę, tą różową z zapięciami do pończoch. Zapięłam ją z tyłu na haftki od stanika.
Wszystko ładnie pięknie mimo spięcia. Już mam buty zakładać, Pan wyraźnie napisał…
A ja dopiero się ubieram.
Zapięłam pończochy, specjalnie zakupione na tą okazję.
Założyłam luźną koszulę, zapięłam guziki i założyłam spódniczkę. Wysoko ją wywinęłam i poprawiłam się. Ajj, czuć zapięcia przez spódniczkę..
Dobrze, bardzo dobrze.
Założyłam płaszcz, zapięłam się pod samą szyję, złapałam torby i założyłam buty.
Napisałam smsa, że wychodzę. Zobaczyłam samochód Pana, wsiadłam…

Mój Pan widział, że jestem spięta bardziej niż zwykle. No ale ja ciągle myślałam o tym, co zrobię w pokoju, raz robiłam to dziko i po zwierzęcemu, a raz delikatnie i spokojnie.
Jak Pan dotknął mojego uda akurat w miejscu zapięcia, zesztywniałam. No jak teraz wymaca to nie będzie efektu zaskoczenia. Chociaż i tak nie wiedział co ukrywam pod spodem…
Im bliżej celu się znajdowaliśmy, tym bardziej opuszczała mnie pewność siebie.
Wiedziałam, że przed tym wszystkim muszę wejść do łazienki i przygotować się.
Ale zastanawiałam się, czy to będzie dobry pomysł, bo istniało prawdopodobieństwo, że nie wyjdę z łazienki i się zabarykaduję.
Musiałam stamtąd wyjść, musiałam…

A w pokoju. Od razu zabrałam swoje rzeczy i weszłam do łazienki. Pomyślałam, że zrobię co mam zrobić i wychodzę od razu.
Ok. Zaczynam.
Wyciągnęłam szminkę, szpilki i niewielkie pudełeczko.
Rozpięłam nieco płaszcz, następnie koszulę i odchyliłam miseczki stanika. Miałam nadzieję, że spodoba się mojemu Panu to, co przygotowałam.
Na sutki nakleiłam nakładki w kształcie serduszek z dzyndzelkami, które ostatnio od Niego dostałam, nałożyłam miseczki, zapięłam koszulę i płaszcz. Znów pod samą szyję, co było nie do końca komfortowe biorąc pod uwagę wysoką temperaturę w pokoju…
Podeszłam do lustra, pociągnęłam wargi szminką, którą zakupiłam specjalnie z myślą o tej okazji, zrezygnowałam z klasycznej ale jakże seksownej czerwieni na rzecz ciemnego różu.
Wsunęłam na stopy szpilki.
I stoję. Stoję. Stoję..
Przed lustrem. Zerkam na siebie. Przekonuję się w myślach, teraz naciśnij klamkę i wyjdź, zacznij, dasz radę.
Ale nadal stoję. Żołądek mi się skręca, emocje uderzają do głowy, przed oczami migają mi kolorowe punkciki.
Denerwowałam się. Zależało mi, żeby wszystko wyszło tak jak sobie to zaplanowałam.
Już się obróciłam, już mam dłoń na klamce, ale.. leży ta i się nie rusza. Jeden ruch dzieli mnie od wyjścia. Naciśnij…
Głęboki oddech, zdecydowanie nacisnęłam na klamkę i wyszłam. Chciałam już od razu to zrobić, bo wiedziałam, że jak będę odkładać to na później to nic z tego nie wyjdzie…
Przygotowałam sobie krzesło. Mój Pan usadowił się wygodnie na łóżku.
Włączyłam muzykę w telefonie, jeszcze chwilę się wahając czy to aby na pewno dobry pomysł.
I zaczęłam.

Striptiz.
Tak. Rozbieranie się w rytm muzyki.
Ten pomysł przewijał się zwinnie między niektórymi rozmowami. Czasem z entuzjazmem podchwytywałam temat, a czasem ze wstydem omijałam konkretną odpowiedź.
Ale w końcu nie. Musi być i koniec.
Przyznam, że fajnie bawiłam się przy układaniu choreografii.
Bo to nie zwykłe zrzucenie ciuchów w 30 sekund. Miałam zmieścić się w określonym czasie co oczywiście się nie udało ale to nic, przemówiłam sobie podczas ćwiczeń, że chodzi o dobrą zabawę i robienie wszystkiego na luzie.
Tak jakbym robiła to w domu przed lustrem.
Z początku, jak muzyka zaczęła lecieć a ja miałam wykonywać ruchy przed Panem, trochę mnie to krępowało. Z natury nie jestem ani odważna, ani pewna siebie. Ale mniej więcej kroki pamiętałam. O tyle dobrze, że do seksownego rozbierania się nie jest potrzebny ściśle ustalony harmonogram. Można iść na totalnego spontana, co chciałam zrobić. Ale nie, pierwszy raz :-) musi być dopracowany.
Bałam się że w szpilkach się potknę albo jakiś niefortunne zdarzenie mnie dopadnie, ale o dziwo nic takiego się nie wydarzyło. Bo i na krześle dobrze mi poszło, i na podłodze, i później na końcu też…
Ogólnie z efektu byłam zadowolona, pod koniec już trema opadła i mogłam tak jeszcze i jeszcze kręcić tyłkiem, ale co za dużo to niezdrowo, na początek starczy. Bo nie wykluczam kolejnych części.
spodobało mi się to :-) przygotowywanie, kompletowanie, dobieranie i pokazanie efektu starań :-)
Z muzyką było najgorzej. Dzień przed spotkaniem znalazłam odpowiadni utwór… :-)
Ale w sumie dobrą stroną jest to, że znalazłam utwory na kilka pokazów. :-) Spokojnie, wszystko przerobię :-)

Sądząc po reakcji Pana, pokaz się podobał… ja mam taką nadzieję :-)

A później.. oh jeju co to było później.. :-)
Zostałam zaprowadzona do łazienki i czekaj Suko aż cię nie zawołam.
No dobrze. Przewietrzyłam się w oknie,  pochodziłam po lodowatych kafelkach, podsłuchałam troszeczkę pod drzwiami (dzwoneczek? a co tam robi dzwoneczek?), usiadłam na brzegu wanny i czekałam…
Co się tam cholera dzieje?
I za chwilę drzwi się otwierają i wchodzi Pan. Bierze mnie za rękę i prowadzi do pokoju.
A tam sznury. Przywiązane do nóg łóżka. Pomyślałam że mam przerąbane, jak już sznury są to co się będzie działo..
Ale Pan usiadł na brzegu łóżka, mnie gestem kazał uklęknąć co też uczyniłam i ręcznik. Ręcznik coś przykrywał.
Pomyślałam że pewnie to moja biżuteria na spotkania. Bransolety i obroża.
Pan powiedział, sięgnij łapką pod ręcznik i wyciągaj po JEDNEJ rzeczy.
No ja nie wiem z czego On taką tajemnicę robi, skoro zawsze tak jest i tam jest czerwona biżuteria.
No ale posłusznie wsuwam rękę pod ręcznik… no coś czuję ale to nie przypomina tej czerwonej.
Złapałam pierwszą rzecz z brzegu.. wyciągnęłam dwie, ale..
Nie słuchałam Pana :-) bo to co zobaczyłam to :-) no nie mogłam uwierzyć…
Owszem, to była bransoleta. Na kostkę i na nadgarstek. Ale w kolorze różowym :-)
Mnie po prostu zamurowało.. ale jak to? Nigdy bym nie podejrzewała Pana o taki zakup..
Sam za chwilę przyznał, że to mało suczy kolor. Ale swoją rolę spełnia doskonale :-) przekonałam się o tym :-)
I później wyciągałam już po kolei całą resztę. Bransolety do kompletu, obrożę, smycz :-) kuleczkę do pyska, wisienki z dzwoneczkami :-) przepaskę na oczy, takie dwa paseczki na krzyż które nie wiedziałam do czego służą i dyscyplinę. Mam nadzieję że o niczym nie zapomniałam..
I zaraz się przekonałam do czego są te paseczki :-)
Do bardzo podniecającego spinania rąk i nóg :-)
No a za chwilę zaczął się ten właściwy wieczór.. :-)
Znowu rekordy. Ja mam manię liczenia orgazmów ostatnio. Jak ostatnio było dla mnie zaskoczeniem, że tyle ich jest, tak teraz jedno zaskoczenie że jest ich dwa razy więcej i że są podwójne.
No jak? A Pan mówił, będzie 5 orgazmów a później coraz więcej.
A ja się zaśmiałam mojemu Panu prosto w twarz.. jak mogłam???
Ale był jeszcze prąc przed spaniem, mimo że byłam wykończona.. Prąd był z dodatkami i kolejnym orgazmem.
To jest jakieś nie wiem, nie chcę ale ciało mnie zdradza i ciało mówi „chcę więcej, jeszcze więcej i później jeszcze troszeczkę!”.
Taka zachłanna się zrobiłam że to szok. Czasem nie potrafię myśleć o niczym innym jak o orgazmach. Później mam ich dość, ale jeszcze kilka i tak się nawinie.
Jak ja mogę myśleć że mam dość orgazmów? Jeszcze kiedyś nie było ani jednego i błagałam o jeden chociaż. A teraz po 10 mówię dość, wymiękam..? O nie. A teraz było tak blisko 20.. Eh, gdybym wiedziała…
No ale dobrze. Co to za noc w ogóle była..
Zaznajomiłam się bliżej z packą. Która wcale na mnie nie działa, ale właśnie tego chciałam. Właśnie takiego cudownego, rozlewającego się bólu jakie ona daje. Mój Pan kochany :-) słucha mnie cały czas i spełnia te moje czasem poronione pomysły :-) czasem coś palnę bez zastanowienia i wtedy słyszę to charakterystyczne, przeciągłe „OOOKEJ”. I ja już wiem :-) że coś się święci.. i to coś jest zazwyczaj „niedługo”. Bo rzeczy niemożliwe Pan załatwia od ręki, a na cuda trzeba troszeczkę poczekać. Taak, już pamiętam :-) nauczyłam się :-)
A rano :-) pobudka w Naszym stylu.. :-) a tak mi się wstawać nie chciało.. jeszcze chciałam troszeczkę poleżeć, poprzytulać się ale eh.. rzeczywistość…
No, ale jakie wspomnienia na cały dzień.. :-)

 


A piosenka, którą wybrałam… cóż… :-)
eh, tyle wspomnień… :-)

Polecam, mnie wprawia w doskonały nastrój za każdym razem gdy jej słucham… ;-)

 

Su Anusz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>