Jak to było w czwartek…

Standardowy

Zsunęłam z ciała ręcznik. Rozwiązałam szlafrok.
Sięgnęłam po koszulkę, tą różową z zapięciami do pończoch. Zapięłam ją z tyłu na haftki od stanika.
Wszystko ładnie pięknie mimo spięcia. Już mam buty zakładać, Pan wyraźnie napisał…
A ja dopiero się ubieram.
Zapięłam pończochy, specjalnie zakupione na tą okazję.
Założyłam luźną koszulę, zapięłam guziki i założyłam spódniczkę. Wysoko ją wywinęłam i poprawiłam się. Ajj, czuć zapięcia przez spódniczkę..
Dobrze, bardzo dobrze.
Założyłam płaszcz, zapięłam się pod samą szyję, złapałam torby i założyłam buty.
Napisałam smsa, że wychodzę. Zobaczyłam samochód Pana, wsiadłam…

Mój Pan widział, że jestem spięta bardziej niż zwykle. No ale ja ciągle myślałam o tym, co zrobię w pokoju, raz robiłam to dziko i po zwierzęcemu, a raz delikatnie i spokojnie.
Jak Pan dotknął mojego uda akurat w miejscu zapięcia, zesztywniałam. No jak teraz wymaca to nie będzie efektu zaskoczenia. Chociaż i tak nie wiedział co ukrywam pod spodem…
Im bliżej celu się znajdowaliśmy, tym bardziej opuszczała mnie pewność siebie.
Wiedziałam, że przed tym wszystkim muszę wejść do łazienki i przygotować się.
Ale zastanawiałam się, czy to będzie dobry pomysł, bo istniało prawdopodobieństwo, że nie wyjdę z łazienki i się zabarykaduję.
Musiałam stamtąd wyjść, musiałam…

A w pokoju. Od razu zabrałam swoje rzeczy i weszłam do łazienki. Pomyślałam, że zrobię co mam zrobić i wychodzę od razu.
Ok. Zaczynam.
Wyciągnęłam szminkę, szpilki i niewielkie pudełeczko.
Rozpięłam nieco płaszcz, następnie koszulę i odchyliłam miseczki stanika. Miałam nadzieję, że spodoba się mojemu Panu to, co przygotowałam.
Na sutki nakleiłam nakładki w kształcie serduszek z dzyndzelkami, które ostatnio od Niego dostałam, nałożyłam miseczki, zapięłam koszulę i płaszcz. Znów pod samą szyję, co było nie do końca komfortowe biorąc pod uwagę wysoką temperaturę w pokoju…
Podeszłam do lustra, pociągnęłam wargi szminką, którą zakupiłam specjalnie z myślą o tej okazji, zrezygnowałam z klasycznej ale jakże seksownej czerwieni na rzecz ciemnego różu.
Wsunęłam na stopy szpilki.
I stoję. Stoję. Stoję..
Przed lustrem. Zerkam na siebie. Przekonuję się w myślach, teraz naciśnij klamkę i wyjdź, zacznij, dasz radę.
Ale nadal stoję. Żołądek mi się skręca, emocje uderzają do głowy, przed oczami migają mi kolorowe punkciki.
Denerwowałam się. Zależało mi, żeby wszystko wyszło tak jak sobie to zaplanowałam.
Już się obróciłam, już mam dłoń na klamce, ale.. leży ta i się nie rusza. Jeden ruch dzieli mnie od wyjścia. Naciśnij…
Głęboki oddech, zdecydowanie nacisnęłam na klamkę i wyszłam. Chciałam już od razu to zrobić, bo wiedziałam, że jak będę odkładać to na później to nic z tego nie wyjdzie…
Przygotowałam sobie krzesło. Mój Pan usadowił się wygodnie na łóżku.
Włączyłam muzykę w telefonie, jeszcze chwilę się wahając czy to aby na pewno dobry pomysł.
I zaczęłam.

Striptiz.
Tak. Rozbieranie się w rytm muzyki.
Ten pomysł przewijał się zwinnie między niektórymi rozmowami. Czasem z entuzjazmem podchwytywałam temat, a czasem ze wstydem omijałam konkretną odpowiedź.
Ale w końcu nie. Musi być i koniec.
Przyznam, że fajnie bawiłam się przy układaniu choreografii.
Bo to nie zwykłe zrzucenie ciuchów w 30 sekund. Miałam zmieścić się w określonym czasie co oczywiście się nie udało ale to nic, przemówiłam sobie podczas ćwiczeń, że chodzi o dobrą zabawę i robienie wszystkiego na luzie.
Tak jakbym robiła to w domu przed lustrem.
Z początku, jak muzyka zaczęła lecieć a ja miałam wykonywać ruchy przed Panem, trochę mnie to krępowało. Z natury nie jestem ani odważna, ani pewna siebie. Ale mniej więcej kroki pamiętałam. O tyle dobrze, że do seksownego rozbierania się nie jest potrzebny ściśle ustalony harmonogram. Można iść na totalnego spontana, co chciałam zrobić. Ale nie, pierwszy raz :-) musi być dopracowany.
Bałam się że w szpilkach się potknę albo jakiś niefortunne zdarzenie mnie dopadnie, ale o dziwo nic takiego się nie wydarzyło. Bo i na krześle dobrze mi poszło, i na podłodze, i później na końcu też…
Ogólnie z efektu byłam zadowolona, pod koniec już trema opadła i mogłam tak jeszcze i jeszcze kręcić tyłkiem, ale co za dużo to niezdrowo, na początek starczy. Bo nie wykluczam kolejnych części.
spodobało mi się to :-) przygotowywanie, kompletowanie, dobieranie i pokazanie efektu starań :-)
Z muzyką było najgorzej. Dzień przed spotkaniem znalazłam odpowiadni utwór… :-)
Ale w sumie dobrą stroną jest to, że znalazłam utwory na kilka pokazów. :-) Spokojnie, wszystko przerobię :-)

Sądząc po reakcji Pana, pokaz się podobał… ja mam taką nadzieję :-)

A później.. oh jeju co to było później.. :-)
Zostałam zaprowadzona do łazienki i czekaj Suko aż cię nie zawołam.
No dobrze. Przewietrzyłam się w oknie,  pochodziłam po lodowatych kafelkach, podsłuchałam troszeczkę pod drzwiami (dzwoneczek? a co tam robi dzwoneczek?), usiadłam na brzegu wanny i czekałam…
Co się tam cholera dzieje?
I za chwilę drzwi się otwierają i wchodzi Pan. Bierze mnie za rękę i prowadzi do pokoju.
A tam sznury. Przywiązane do nóg łóżka. Pomyślałam że mam przerąbane, jak już sznury są to co się będzie działo..
Ale Pan usiadł na brzegu łóżka, mnie gestem kazał uklęknąć co też uczyniłam i ręcznik. Ręcznik coś przykrywał.
Pomyślałam że pewnie to moja biżuteria na spotkania. Bransolety i obroża.
Pan powiedział, sięgnij łapką pod ręcznik i wyciągaj po JEDNEJ rzeczy.
No ja nie wiem z czego On taką tajemnicę robi, skoro zawsze tak jest i tam jest czerwona biżuteria.
No ale posłusznie wsuwam rękę pod ręcznik… no coś czuję ale to nie przypomina tej czerwonej.
Złapałam pierwszą rzecz z brzegu.. wyciągnęłam dwie, ale..
Nie słuchałam Pana :-) bo to co zobaczyłam to :-) no nie mogłam uwierzyć…
Owszem, to była bransoleta. Na kostkę i na nadgarstek. Ale w kolorze różowym :-)
Mnie po prostu zamurowało.. ale jak to? Nigdy bym nie podejrzewała Pana o taki zakup..
Sam za chwilę przyznał, że to mało suczy kolor. Ale swoją rolę spełnia doskonale :-) przekonałam się o tym :-)
I później wyciągałam już po kolei całą resztę. Bransolety do kompletu, obrożę, smycz :-) kuleczkę do pyska, wisienki z dzwoneczkami :-) przepaskę na oczy, takie dwa paseczki na krzyż które nie wiedziałam do czego służą i dyscyplinę. Mam nadzieję że o niczym nie zapomniałam..
I zaraz się przekonałam do czego są te paseczki :-)
Do bardzo podniecającego spinania rąk i nóg :-)
No a za chwilę zaczął się ten właściwy wieczór.. :-)
Znowu rekordy. Ja mam manię liczenia orgazmów ostatnio. Jak ostatnio było dla mnie zaskoczeniem, że tyle ich jest, tak teraz jedno zaskoczenie że jest ich dwa razy więcej i że są podwójne.
No jak? A Pan mówił, będzie 5 orgazmów a później coraz więcej.
A ja się zaśmiałam mojemu Panu prosto w twarz.. jak mogłam???
Ale był jeszcze prąc przed spaniem, mimo że byłam wykończona.. Prąd był z dodatkami i kolejnym orgazmem.
To jest jakieś nie wiem, nie chcę ale ciało mnie zdradza i ciało mówi „chcę więcej, jeszcze więcej i później jeszcze troszeczkę!”.
Taka zachłanna się zrobiłam że to szok. Czasem nie potrafię myśleć o niczym innym jak o orgazmach. Później mam ich dość, ale jeszcze kilka i tak się nawinie.
Jak ja mogę myśleć że mam dość orgazmów? Jeszcze kiedyś nie było ani jednego i błagałam o jeden chociaż. A teraz po 10 mówię dość, wymiękam..? O nie. A teraz było tak blisko 20.. Eh, gdybym wiedziała…
No ale dobrze. Co to za noc w ogóle była..
Zaznajomiłam się bliżej z packą. Która wcale na mnie nie działa, ale właśnie tego chciałam. Właśnie takiego cudownego, rozlewającego się bólu jakie ona daje. Mój Pan kochany :-) słucha mnie cały czas i spełnia te moje czasem poronione pomysły :-) czasem coś palnę bez zastanowienia i wtedy słyszę to charakterystyczne, przeciągłe „OOOKEJ”. I ja już wiem :-) że coś się święci.. i to coś jest zazwyczaj „niedługo”. Bo rzeczy niemożliwe Pan załatwia od ręki, a na cuda trzeba troszeczkę poczekać. Taak, już pamiętam :-) nauczyłam się :-)
A rano :-) pobudka w Naszym stylu.. :-) a tak mi się wstawać nie chciało.. jeszcze chciałam troszeczkę poleżeć, poprzytulać się ale eh.. rzeczywistość…
No, ale jakie wspomnienia na cały dzień.. :-)

 


A piosenka, którą wybrałam… cóż… :-)
eh, tyle wspomnień… :-)

Polecam, mnie wprawia w doskonały nastrój za każdym razem gdy jej słucham… ;-)

 

Su Anusz.

SPA w kolorze różowym

Standardowy

Między zmywaniem a malowaniem paznokci stwierdziłam, że nie mogę zmarnować natchnienia, które przekazał mi mój Pan i ponakręcam się przed jutrzejszym spotkaniem.

Uwieeeeeelbiam ten czas przygotowań… :-)

Ostatnie dni.. było ich kilka. To pasmo niespodzianek.
Mój Pan przyjeżdżał, siedział ze mną, było też tak, że przyjechał wieczorem i zabrał mnie. To było piękne :-)
Nie spodziewałam się :-)
Nikt nigdy nie przyjechał do mnie przed północą jak miałam doła i nie zabrał mnie gdzieś daleko. Niedaleko, ale przecież chodzi o to że wyrwał z otchłani..
I wtedy było bardzo ciekawie. Cała noc razem…
I teraz mój Pan zastanawia się skąd ja mam siniaki na udach. Nie wie :-)

Ale ja wiem :-)
No ale w poniedziałek się dowiedziałam że w czwartek spotkanie :-)
Oh, z jaką niecierpliwością czekałam na ten dzień :-) na dzisiejszy dzień, na wieczór.
Bo już wtedy robię określone rzeczy, i każda czynność skończona zbliża mnie do czwartku. To jest cudowne! :-)
Już jestem po małym domowym spa. Lubię ten moment bo wtedy czas leci mi szybciej, myślę o tym, co będę robiła o tej godzinie jutro, wyobrażam sobie różne scenariusze które, jak się później okazuje, odbiegają od rzeczywistości :-)
I maluję paznokcie na wściekły różowy. Jak nigdy.
Zazwyczaj to czerwony, tak.. Jeszcze chyba czarnego nie próbowałam.
A tutaj, jak wyskoczę w różowych paznokciach to mój Pan chyba zwinie się ze śmiechu.
Jeszcze brakuje kucyków. I lizaka. Chociaż.. :-) lizak to mały problem, nie muszę zabierać… :-)
Ale.
Paznokcie to element mojego jutrzejszego wizerunku.
Nie mogę nic więcej napisać, bo Pan pewnie zajrzy na bloga i przeczyta, ale jak już wcielę mój plan w życie.. :-)
Tak, w ogóle ten pomysł to był impuls. No ale jak obiecałam to muszę się z tego wywiązać. Szczerze mówiąc, wczoraj miałam wspaniałą zabawę z krzesłem :-) przynajmniej się rozgrzałam i nie musiałam się przykrywać po sam nos kołdrą.
Chociaż przyznam, że gdyby nie bezfartuszka.pl i tamtejszy wpis… nie odważyłabym się. Dla mnie bardzo fajne podejście do tematu, a że z natury nie jestem zbyt odważna, artykuł dał mi nadzieję, że może jednak mnie też się uda :-)
Spróbujemy, zobaczymy :-)
Ogólnie, lubię czytać te różne rzeczy na tej stronie :-) czasem się pośmieję, czasem coś mnie rozczuli ale podoba mi się sposób w jaki są napisane teksty.
Noo i co tu dużo ukrywać, pełno tam inspiracji.. :-)
Ale.
Dobra, maluję te paznokcie bo w końcu się nie wyrobię…



Najgorsze jest czekanie.
Czekanie, aż paznokcie wyschną. Jestem wtedy bezbronną istotką, chociaż podejrzewam, że gdyby mój Pan zaczął mnie łaskotać, nie wahałabym się używać rąk :-)
Z jednej strony jestem podniecona jutrzejszymi wydarzeniami, ale z drugiej.. boję się tego, co może się zdarzyć.
Bo ma być Przypomnienie.
No oj, no dobrze byłam troszeczkę niegrzeczna ostatnio.. Ale tylko troszeczkę..
Ja chyba nie chcę wiedzieć co to będzie… chyba chcę mieć niespodziankę.
Ojeju. Jeszcze kilka rzeczy zrobić. Spakować się na jutro.
Strój już od wczoraj leży na widoku.. :-) Jak nie uświerknę z zimna będzie dobrze.

Czekam aż paznokcie wyschną, w międzyczasie napiszę maila. Tak, to dobry układ.
Muszę powtórzyć na jutro kilka rzeczy… O nie..
Tak tak, w ten jeden wieczór i noc będzie rzeźnia a ja zamienię się w Wiolettę.
Pan mi dzisiaj tak zapowiedział. Że będzie rzeźnia i wio Wioletta!
:-)
Ja już chcę się rano obudzić. Pić kawę. I czekać na wezwanie.
Rany, przecież to już jutro!!!!!!!!!!

 

 

Su Anusz.

Bardzo Duża Niespodzianka :)

Standardowy

Ja chyba niedawno myślałam o tym, kiedy się spotkamy.
Chyba nawet w środę i chyba nawet w czwartek rano.
Rano :-)
Bo popołudniu. :-)

Cóż, telefon wibruje. Pan dzwonił.
Rozmowa toczyła się tak jak zazwyczaj, uśmiechałam się, może delikatnie prowokowałam do rychłej kary, ale..
Pan ma niespodziankę!
Postawiłam uszy i słucham.
Jaka:
duża, bardzo duża czy ogromna.
Tak stoję i się zastanawiam, co też mój Ukochany Pan znowu wymyślił..
Nie chcę wyjść na zachłanną, mimo tego że byłam ciekawa i to bardzo mocno. Najlepiej ustawić się pośrodku.
To odpowiedziałam, że chciałabym bardzo dużą.
I poczułam się i tak i tak zachłanna.
Pan powiedział, że ta niespodzianka będzie zależeć od… ruchu.
Tak stanęłam, bo mam taki zwyczaj że jak się bardzo cieszę to chodzę po pokoju.
Zastanawiam się..
Ruch? A co do tego ma ruch? Że co niby, chodzi o szybkość poruszania się? Mam gdzieś jechać, iść?
Nie wiedziałam, dlatego spytałam się o co chodzi.

„Za jakieś pół godziny będę u Ciebie moja Su, tylko zależy jaki ruch będzie na drodze”

Prawie telefon z dłoni wypuściłam!
Ale jak to?
Pół godziny? Ja jestem jeszcze w szlafroku, nieubrana, w ogóle jestem w rozsypce, łóżka nawet nie pościeliłam… i zaraz mój Pan będzie u mnie.
Powiedziałam to wszystko.
Pan zaczął się śmiać i powiedział, że przebierać się nie muszę, łóżka ścielić też nie muszę bo i tak w nim wylądujemy, nic kompletnie nie muszę robić tylko zejść i otworzyć mu drzwi.
No przecież nie!
Zaczęłam się wykłócać, coś co muszę przestać robić, ale Pan powiedział, że czas leci i już nie mam pół godziny tylko jakieś 29 minut.
Oj, spięłam się.
29 minut, jeszcze lepiej.
Pospiesznie zakończyłam rozmowę.
Trzeba już natychmiast działać.
Łóżko i tak ogarnęłam, ja natomiast zostałam w koszulce i założyłam legginsy. Oczywiście szlafrok obowiązkowo.
I czekałam.
To czekanie było najgorsze.
Bo znam godzinę mniej więcej, a wyrobiłam się ze wszystkim nawet wcześniej.
I biegałam od okna do okna, na balkon, znów do okna.
W końcu stwierdziłam, o nie Su, uspokój się, usiądź na dupie bo tak to czas będzie jeszcze wolniej leciał jak będziesz wyczekiwać przy oknie.
No dobrze.
Poszłam sobie usiąść na fotel, coś miałam sprawdzać na necie, a tu sms.
Już mam schodzić i drzwi otwierać :-)
Zbiegłam po schodach i faktycznie, widzę, stoi mój Pan, oparty o murek :-)
Otworzyłam i…

W pokoju moje myśli popłynęły w jednym kierunku.
Przytulałam się w końcu, tak mi tego brakowało, w ogóle ja się w tych niespodziankach pogubiłam, jedna ma być za dwa tygodnie, to znaczy ma być informacja jakaś, jaka dowiem się dopiero po tym czasie, jeju naprawdę pogubiłam się..
Ale ale, stałam wtulona w Pana. Położyliśmy się na łóżku. I w sumie faktycznie nie musiałam tak pieczołowicie układać koca na kołdrze :-)
I leżeliśmy, rozmawialiśmy, no a za chwilę :-)
No za chwilę ten dotyk, którego pragnęłam po nocach :-)
Skarżyłam się ostatnio, że piersi są niedopieszczone.
Oj w to jedno popołudnie były tak dopieszczone, prawie jak na spotkaniu tym takim dłuższym.. :-)
Ale :-) mój Pan najpierw dotykał mnie przez legginsy :-) ja już wiedziałam, że przepadłam, ja już byłam taka napalona po tych kilku ruchach że chciałam się rżnąć od razu. Możliwości były delikatnie ograniczone, nie byliśmy w domu sami.
Także drzwi do swojego Królestwa zamknęłam i molestowałam swój umysł o to, by być cicho.
Ale za chwilę dłoń Pana przeniosła się wyżej i wyżej i pod koszulkę.. i piersi.. ja lubię ten zdecydowany ścisk. Albo drażnienie się z sutkami.
Lubię naprawdę. Ale chciałam czegoś innego.. i unosiłam biodra, i kręciłam nimi dając delikatnie do zrozumienia, że nie piersi, ale cipka jest bardziej spragniona..
Ale nie, znowu drażnienie..
Tym razem dłoń Pana wywędrowała pod legginsy.
I odpływałam przy pieszczotach, już czułam że dziś nie odpuszczę i dojdę, ale Pan specjalnie i jawnie się ze mną droczył.
Ale ja już natychmiast chciałam orgazmu…
Za dużo ostatnio chcę.. :-)
Matko, ja to muszę jakoś okiełznać, moją chcicę, bo na dłuższą metę tak nie można..
Jak ja popadłam w seksoholizm jakiś.. Nie nie, nawet nie chcę o tym myśleć.. Nie, moje potrzeby znajdują się na stopniu normalnym, zdrowym i jak najbardziej prawidłowym.
Tak :-)
Po chwili.. o nie. Po chwili poczułam palec blisko, bardzo blisko cipki. I znów Pan się drażnił ze mną, tak płytko wkładał, ale za chwilę aż się wygięłam.
Palce są cudowne, naprawdę, ale.. ja chciałam czegoś konkretniejszego..
Wszystko w swoim czasie, jak to lubimy sobie mówić :-)
Na razie syciłam się tym, co działo się obecnie.
Zabawy cipką tak mi się podobały, zresztą były tego dowody, wyraźnie wyczuwalne pod palcami :-)
Ja lubię być taka mokra dla swojego Pana, wprost to uwielbiam, tonąc we własnych sokach, czuć na udach i gdzie tylko możliwe. W ustach też. Oblizywać palce Pana. Dawno tego nie robiłam.. trzeba nadrobić, koniecznie.
I chwila spokoju, zaraz kolejna dawka pieszczot i tak w kółko, już byłam delikatnie sfrustrowana, już tak blisko, ostygłam nieco..
Ale jak w końcu doszłam…
I zamiast się kontrolować, niemal krzyknęłam „Czy mogę dojść” :-)
Za głośno, oj za głośno :-)
I już czułam jak zalewa mnie fala przyjemności, jeszcze chwilę palce Pana bawiły się moją łechtaczką tym obezwładniającym rytmem i wbił w moją cipkę dwa palce, mocno.. i pieprzył mnie chwilę, jeszcze się wiłam, a jak opadłam z sił, niemal całkowicie, leżąc z zamkniętymi oczami, delikatnie wyciągnął ze mnie palce i pozwolił wtulić się w swoje ramię.
Podziękowałam cicho, jeszcze czując głęboko w ciele przemijający orgazm, a Pan się zaśmiał, że teraz będzie drzemka, ja tylko mruknęłam sennie że nie nie, tylko poleżymy, ale prawdopodobnie usnęłam… :-)
Za każdym razem to powtarzam, bo to dla mnie bardzo ważne.
Jak cudownie jest leżeć w ramionach mojego Pana :-) i tak się przytulać, wdychać Jego zapach, po prostu leżeć, leżeć, leżeć…
I jeszcze się wykłócałam, że nie nie, ja nie usnęłam :-)
Naprawdę, trzeba ze mnie usunąć te zażarte dyskusje.. uhm, trzeba nad tym popracować.
I tak leżeliśmy… i Pan pozwolił mi zająć się swoim kutasem.. :-)
No tak, ja mam prorocze sny :-) w nocy śniło mi się, że się spotkaliśmy, i obciągałam kutasa swojego Pana :-)
Jeju, sny się spełniają!!! :lol:
I dyskretnie, pod kocykiem, położyłam głowę tak, żeby było mi w miarę wygodnie.. i po chwili smakowałam już. :-) Pan nadawał rytm, ja tylko poddawałam się Jego sugestiom.
I po chwili pytanie..
Co bym teraz chciała.
Nieco speszona powiedziałam „No.. wiesz.. co bym chciała…” i tu zaczęłam obscenicznie macać kutasa mojego Pana.
I kolejne pytanie.
Ale co dokładnie?
No to znów poruszałam ręką i zaczęłam kręcić biodrami.
„A nie możesz powiedzieć?”
Zastygłam i powiedziałam
„Chciałabym Twojego kutasa w swojej cipie”. I muszę przyznać że delikatny posmak focha został mi na języku.
Mój Pan zaraz by powiedział, a wiesz co to jest foch? :-) Ja wiem :-)
Obróciłam się na bok, wypięłam tyłek, Pan nakrył nas kocem i już już czułam, jak wbija się w moją cipkę. Wtuliłam głowę w poduszkę bojąc się, że niekontrolowany krzyk wyrwie się z moich ust.
Nie, teraz pojękiwań nie potrafiłam powstrzymać. O nie.
Jeszcze kilka westchnień, mruknięcie i.. czułam jak mój Pan zalewa moje wnętrze..
„Jak widzisz ja też się za tobą stęskniłem”
:-) i odpłynęłam… :-)
Znów leżeliśmy, ja wtulona w Niego, gdzieś tam ręka błądziła po moich plecach, a raczej pośladkach..
Czułam, że powoli zbliża się koniec..
Ale co mogłam zrobić? Otóż, COŚ mogłam :-) i zrobiłam :-)
Jeszcze było łaskotanie.
Ja tego nienawidzę. Ale mój Pan ma specjalne względy i może. I wiję się, piszczę, śmieję się, czasem krztuszę i kopię, nawet były przypadki gryzienia i drapania :-) ale z drugiej strony ma to w sobie coś takiego.. :-) te palce wbijane pod żebra :-) hahaha o nie bo już mnie ciarki przechodzą :-)
No i było jeszcze przytulanie, głaskanie, całowanie, rozmowa luźna i Pan powiedział, że już musi się zbierać.
Niepocieszona Su.
Ale jak jesteśmy razem to czas leci bardzo bardzo szybko.
Pan wstał :-)
A Su co zrobiła? Zagrzebała się pod koc i zaczęła się ‚niewinnie’ bawić :-)
„A co ty robisz?”
Nic nic, nic takiego naprawdę :-) i uśmieszek z kategorii „Robię coś złego, ale ciii” :-) Oj, czułam jak mi rogi rosną :-)
I mój Pan, niby nic się nie dzieje, położył się obok mnie i patrzy jak pod kocem poruszam ręką.
Nie chciałam się spieszyć, tak, mała prowokacja. Która miała sprawić, że jeszcze chwilę ze sobą spędzimy.
Ta chwila :-)  była nieziemska :-)
Ale.
Pan położył się obok, obserwował co robię, czasem zerkał na moje reakcje.
Nie przerywaj.
Nie mam zamiaru. Przyspieszyłam delikatnie.
Moja prawa noga wylądowała gdzieś w bliskich okolicach Pana tak, że zwiększył się dostęp do cipki i Pan już się przymierzał, już Jego ręka wędrowała pod moją nogą, dalej.. Zerżnie mnie palcami, zerżnie moją cipkę!
Ale nie.
Oo nie.
Nieco się spięłam, bo wiedziałam dokąd to wszystko prowadzi.
Tak, właśnie tam.
Poczułam jak, delikatnie i bardzo powoli, wsuwa się palec Pana od strony ptysiowej.
Jakoś nigdy wcześniej nie byłam przekonana co do skupiania się na tej stronie, ale odkąd jestem Suką mojego Pana.. cóż.. :-)
Strona ptysiowa coraz bardziej mi się podoba :-) i jeszcze to przyznaję! O zgrozo, to jeszcze ja czy już nie ja?! :-)
I pieściłam się, Pan zajmował się tam niżej, ale jakie to było przyjemne, momentami wydaje mi się, że jak właśnie w taki sposób dochodzę to jest to najlepszy sposób. Gdyby Czarny Przyjaciel się dowiedział… :-)
Znowu byłam mokra, ciekło ze mnie, czułam jak momentami zapadam się w sobie, bliska orgazmu, ale nie, jeszcze nie, i znów to samo, szybsze ruchy tam niżej, opadam z sił prawie, ale też to jeszcze nie ten moment.
Przyspieszyłam jeszcze bardziej i to było to.
Czułam wyraźniej jak się zbliżam, wyżej, coraz wyżej i jeszcze… z jednej strony czuję palca rytmicznie wbijającego się w mój tyłek, z drugiej strony czuję jak wszystko kumuluje się pod moimi palcami.. pytanie.. i…
Ja nie wiem do tej pory. Z której strony orgazm był silniejszy. Czy one nie połączyły się razem w połowie drogi.
Bo to co czułam.. ciemność, jakieś jasne plamki, rany, czyżbym widziała gwiazdy…???
I to dopiero był orgazm.. znowu się wiłam, zorientowałam się pod koniec że mój Pan zatyka mi usta pocałunkiem.
Może dlatego żebym nie krzyczała :-) a taką miałam ochotę krzyczeć :-) o rany :-) tak mi tej wolności w ekspresji uczuć i pragnień brakowało…
Ale spokojnie, już niedługo jak to mój Pan zawsze mówi, odbiję sobie :-)
No ale już naprawdę musiał się zbierać..

I Pan twierdził, że muszę być nienasycona. Ale spokojnie, ja nawet po kilku orgazmach jestem nienasycona… :-)
Trzy to taki miły początek :-)

A później tego samego dnia spoglądałam na łóżko i wspominałam… nie przeszło mi do dzisiaj i nie przejdzie do następnego spotkania.. :-)

 


P.S.: Co ja dostałam :-) takie ładne wdzianko, z odsłoniętą cipką i tyłkiem, tak się zastanawiam, czy taki strój jest praktyczny do chłosty bo hmm, ta wizja bardzo mnie kręci… :-)

 

Su Anusz. (muah!)

Stęskniona Su przy kawie

Notatka na marginesie

Siedzę z kawą, wierną przyjaciółką o poranku.
I się zastanawiam. Kiedy zobaczę mojego Pana.
Nie minął miesiąc, ale… Ja tęsknię…

Wczoraj był dzień bez majtek.
W dżinsach. Z tym okropnym szwem. Miałam wrażenie że wbija mi się palec w cipkę a nie kawałek zszytego materiału.
Jeszcze wczoraj chodziłam w różne miejsca. . .
A to jak się ocierał o cipkę było obezwładniające. Zdarzało się że od nadmiaru doznań lądowałam na murze zaciskając uda.
Pan wiedział. Nie powiedział. I pozwolił Suce iść bez majtek.
A Suka traciła zmysły…
Dziś dla odmiany jest dzień bez stanika. Bluzka nie wymagała nieobecności stanika, ale Suce wpadł do głowy taki pomysł, podzieliła się nim z Panem, oczywiście zastosowała odpowiednie zwroty i Pan…

I Pan pozwolił.

I siedzę teraz nad kawą w centrum, blisko mojego punktu docelowego na dziś i się zastanawiam. Może ktoś zobaczy…?
Gdybym tylko się tak nie zasłoniła…

Pan się jeszcze wczoraj pytał kogo chce kusić.
Nie wierzy że Jego…

image

Słodkie, kawowe muah!

Su Anusz.

Memories last forever <3

Standardowy

 

Dokładnie rok temu.
Drugiego dnia października.
Pominę fakt, iż byłam inną osobą.
Czekałam na spotkanie z Panem.
Mieliśmy się „dzisiaj” spotkać.
To były czasy, gdy na trzcinkę mówiłam „patyk”.
No co, Pan stoi pod drzwiami, w ręce znów trzyma patyk i co i znów będzie boleć.
Znowu ta sytuacja pokazuje, ile zmian nastąpiło od tamtego czasu :-)
Pierwsza nieśmiała rozmowa o uczuciach i rżnięcie, to wtedy dostałam dzwoneczek do obroży, który zawsze noszę przy sobie, te orgazmy, wyjątkowe ze względu na swoją obecność, i wtedy doszłam bez pozwolenia.. o nie, jak ja tego nie lubię.
No przepraszam, nie ma pozwolenia, nie ma orgazmu. Tak samo nie ma składników na zupę to przecież z powietrza zupy nie zrobisz…
I wyjście na miasto, do galerii…
I jak myślałam, że będzie rżnięcie w toalecie :-)
To w tym dniu dowiedziałam się, że po weekendzie będę miała coś, co zostanie ze mną na całe życie :-) jak ja się wtedy cieszyłam :-)
Bać się też bałam, w końcu to był kolejny pierwszy raz… ale to cudowne, być naznaczoną.. :-)
Oglądanie w sklepie zoologicznym biżuterii na szyję :-)
I poszliśmy coś zjeść. Nie wiem czemu, ale wtedy przypomniało mi się pierwsze spotkanie, na tą historię przyjdzie czas, pierwsze spotkanie jak siedziałam spięta na kanapie w knajpie, na następnym miałam już w sobie Wibrujące Przyjaciółki.
No tak, bo to były ciągłe rozmowy, zastanawiało mnie to, rozmawialiśmy o wszystkim dosłownie, czasem o dziwnych rzeczach i nie widziałam związku, ale po ponad roku czasu :-) już wszystko wiem :-) No nie, jest jedna rzecz której nie wiem a bardzo chciałabym wiedzieć.
Z tym jest w ogóle bardzo ciekawa historia, i muszę się spytać mojego Pana czy mogłabym ją króciutko opisać, może się wydawać kompletną abstrakcją, ale tak było… :-)
Tak, 02.10.2015 to były czasy, zamierzchła przeszłość, gdy jeszcze wstydziłam się sama dotykać. To znaczy sama dotykać się jak najbardziej. Pod osłoną nocy, przykryta kołdrą, przy zgaszonym świetle. Nikt nie widzi, nikt nie słyszy (nie wiem czy nikt nie słyszał) tylko ja moja cipka i palce.
Zauważyłam poprawę. Znaczną. No dobrze, bardzo dużą.
I pamiętam jaka zawstydzona pisałam o tym, że lubię czuć kutasa swojego Pana w ustach i jak Jego powoli je wypełnia. :-) Zawstydzona.. :-) Jeju… :-)
Aromaterapia :-) zapach Pana wszędzie, na pościeli, na mnie, we włosach.. uwielbiam ten stan upojenia.
To szczęście pomieszane z żalem, bo spędziliśmy cudowne kilka godzin, ale wszystko co dobre i piękne się skończyło.. i zawsze za mało tego czasu.. i czy to będzie 5 godzin, czy 20. Mało, ciągle mało. Nienasycona.
I na końcu powrót na ziemię. Nie wiem czy brutalny czy szybki. Strasznie mało w tamtym okresie pisałam.

Tak, na wspomnienie o tamtym okresie czasu uśmiecham się :-)
Raczkowałam i próbowałam dostosować się i zrozumieć pewne zasady.
Nie uważam żebym dalej raczkowała, ale nie uważam się za doświadczoną i upoważnioną do porad czy zdecydowanych ocen.
To temat rzeka. Każdy jest inny, inaczej to widzi. Jednak każda wizja z osobna jest wyjątkowa.
Co kto lubi…

Su Anusz.

Koniec miesięcznej abstynencji.

Standardowy

Tak. To właśnie było to.
Nadszedł dzień spotkania. Dzień wcześniej przeprowadziłam SPA.
A gdy nadszedł. Gdy nadszedł czwartek.
Myślałam że oszaleję. Nie mogłam skupić się na swoich zajęciach.
Marzyłam tylko o tym, żeby dostać SMSa od Pana, że mam już wychodzić. Że już czeka, albo że już dojeżdża. Że jeszcze tylko 15 minut.
Myślałam, że skończę przepisowo, ale wyrobiłam się wcześniej.
Wyszłam…

Poszłam do P. Stwierdziłam, że muszę jakoś zająć się przez pół godziny. W jakieś niecałe 8 minut przeszłam przez cały obiekt. Zjechałam na dół.
3 minuty. Stwierdziłam, że usiądę, posiedzę, poczekam.
Czas po prostu jakby robił mi na złość, płynął powoli, jakby wcale nie miał ochoty zmieniać cyfry z 44 na 45.
Siedziałam sobie spokojnie. Wiedziałam o której mam się spodziewać Pana w pobliżu. Modliłam się tylko o to, żeby to było bardzo bliskie pobliże.
14:15 miałam iść do toalety i tam się przebrać.
Uwielbiam to robić.
Wchodzę w dżinsach i koszulce a wychodzę w kusej kiecce, szpilkach i mocnym makijażu.
Teraz było podobnie.

Weszłam i od razu wybrałam większą kabinę. Zaczęłam nerwowo wyciągać wszystko z torby.
Ładnie popakowane, osobno, żeby łatwiej było mi odszukać części garderoby.
Ten strój miałam założyć dopiero na imprezę, na którą byśmy się razem wybrali. Ale ja nie mogłam tyle czekać. Już, teraz, natychmiast chciałam się w tym pokazać.
Rozebrałam się. Zostałam w samej bieliźnie, naturalnie w kolorze czarnym, to jest ta na spotkania, która pasuje odpowiednio do.. sytuacji :-)
Zaczęłam zakładać pończochy. Kabaretki oczywiście, żadne inne posiadane przeze mnie nie wydawały mi się odpowiednie.
Następnie założyłam górę. Białą koszulkę na ramiączkach w czarne kropki.
Później na tyłek wciągnęłam mocno krótką skórzaną spódniczkę.
Grzebałam w torbie w poszukiwaniu zestawu kosmetyków.
Przyciemniłam makijaż.
Specjalnie cały dzień chodziłam w ciasno spiętych włosach, by po rozpuszczeniu były pokręcone. Trik się udał i po chwili trzepałam głową żeby dodać trochę objętości i żeby pasma się rozdzieliły. Słyszałam że przyszedł SMS. I już nerwówka. Buty, spakować się, perfumami się delikatnie spryskać, usta balsamem pomalować…
Ale dobrze. Wszystko w swoim czasie.

Prawie gotowa opuściłam kabinę, która przez ostatnie 20 minut spełniała funkcję przebieralni. Już czułam na sobie spojrzenia kilku kobiet wychodzących z kabin.
Wyprostowałam się i podeszłam do umywalki. Spojrzałam w wielkie lustro. Poprawiłam włosy. W odbiciu widziałam natarczywy wzrok pani która stała po mojej prawej stronie. Przez wysokie koturny, z paseczkiem na kostce i z odsłoniętymi palcami (ah, te czerwone paznokcie..) zrobiłam się o kilka centymetrów wyższa.
Wiedziałam, że koronka pończoch delikatnie wygląda zza spódniczki, ale nie mogłam z tym nic zrobić. Zresztą, nie musiałam. Zaraz i tak wsiądę do samochodu.
Kolejny SMS.

Tak, mój Pan już na mnie czeka. I znowu się spóźniam. Eh..
Tak bardzo w myślach Go prosiłam, stój blisko, żebym nie musiała iść daleko i żebym nie wywołała sensacji…
Wzięłam głęboki oddech i wyszłam.
Oj, zwróciłam na siebie uwagę… Żeby tylko płeć męska się oglądała.
O dziwo z dziką satysfakcją wyłapałam kilka zniesmaczonych spojrzeń.
Ta pruderia mnie bawi po prostu…
Drzwi rozsunęły się przede mną. Wyszłam na zewnątrz.
Szłam w dół, dalej i dalej w końcu stanęłam. Obok pasów. I zauważyłam :-) już widziałam :-)
I przeszłam na drugą stronę i się przytuliłam :-)
Uświadomiłam sobie właśnie, że czeka Nas cała noc… :-)

W samochodzie rozmawialiśmy. O tym jak minął dzień, no mnie głównie na oczekiwaniu, braku skupienia, niecierpliwości i pragnieniu.
No a jak już na miejsce dojechaliśmy..
Oh..
Jak można było się spodziewać :-)
Najwyraźniej zapamiętałam…

Wyszłam do okna. Byłam naga, bo akurat przerwaliśmy zabawy na łóżku.
I wyglądałam sobie spokojnie, niczego nieświadoma..
Mój Pan podszedł od tyłu do mnie i to było to. Pierwsze wejście od miesiąca.
Jak poczułam Jego kutasa w sobie.. Zamknęłam mocno oczy, stanęłam na placach i wypięłam się mocniej. Moje jęki ulatywały gdzieś za otwarte okno.
W końcu położyłam się w tym oknie, policzek miałam przyciśnięty do zimnej półki i próbowałam się wypinać jeszcze bardziej.
Ale mój wspaniałomyślny Pan oparł moją nogę o fotel.
I to było to.
Teraz mogłam wypiąć tyłek bardziej, i jeszcze bardziej…
Raz za razem czułam kutasa wbijającego się mocniej w moją suczą cipę, za chwilę wyraźne pociągnięcie za włosy i wygięłam się, przez moje gardło nie chciało nic przejść, co chwila urywałam jęki, by po chwili skumulowane wydostawały się na zewnątrz.
To było cudowne..

Kąpiel tak cudownie zrelaksowała nas oboje, ja nie mogłam się doczekać kiedy wskoczymy do łóżka.
No a w łóżku..
Cóż, ‚strzał w dziesiątkę’ był bardzo dużym zaskoczeniem, przynajmniej dla mnie, nie spodziewałam się, jak na razie ’9′ to było szczytem a tu 10… :-)
I rżnięcie, a w przerwach leżenie, przytulanie i moje chwilowe zasypianie.
Były też klapsy, takie mmm, jak mi tego brakowało, i tarmoszenie tyłka.
Ja nie wiem, co w tym takiego jest :-)
No owszem, podoba mi się, ale.. co czuje ta osoba, która to robi? :-)
Ale podoooba mi się. :-)
I był Czarny Przyjaciel..
I mocno niechciany Różowy Ptyś.
Oj ale znów focha strzeliłam, a jaki on był przyjemny, jeszcze te wibracje.. to był kosmos.. i ja go nie chciałam? Ja? Nie chciałam..? Oo nie..
I mimo że z początku nie pamiętałam, to była jeszcze chłosta, i orgazm z dyscypliną.. To było… no.. ja chcę jeszcze raz…

I wyglądało to mniej więcej tak, łóżko, jedzenie, łóżko, kawa, łóżko, łóżko, łóżko.
To było takie wspaniałe :-)
Ta ulga i spokój, że mój Pan jest obok, że leżę z głową wspartą na Jego ramieniu, że czuję Jego zapach, Jego ciało, dłonie gdzieś błądzące po moim ciele..
Tak bardzo mi tego brakowało przez ten miesiąc.
A ta noc to miało być takie nadrabianie.. 
Czekałam na jeden moment. Jak już się wtulę w Pana i pójdziemy spać. A rano się obudzimy i będzie.. :-) cudowne zakończenie spotkania :-)
Zbieraliśmy się spać, to znaczy ja się zbierałam spać, jeszcze poczułam jak Mój Pan wtula się w moje plecy, uśmiechnęłam się i usnęłam.

Budziłam się kilka razy, w różnych pozycjach, na ramieniu Pana, leżąc na plecach, odwrócona tyłem.. Za każdym razem czułam Jego ciepło i dotyk skóry. Te chwile, to dla nich warto żyć i na nie warto czekać..
Rano budził mnie dźwięk, dodam znienawidzony, budzika.
Nienawidzę go słyszeć rano.
Ale jeszcze przysypiałam.
I później, to delikatne budzenie, pieszczoty, rżnięcie i przytulanie.. Ten poranek, Nasz jeden jedyny wyjątkowy..
To spotkanie było spokojne i delikatne. Waniliowe. Chociaż były wplecione subtelnie elementy te pikantniejsze, bez których obejść się nie mogło.. :-)

Ale mm. Później, na drugi dzień czułam tyłek, czułam pod żebrami, czułam uda i ręce i to było takie wspaniałe i cudowne, czuć swoje ciało..
Nie krzywiłam się z żalem, złością czy pretensją.. krzywiłam się i uśmiechałam jednocześnie, byłam zadowolona i szczęśliwa :-)

Miesiąc abstynencji i po miesiącu pełna, okrągła ‚dziesiątka’ :-)
Cóż za niespodzianka :-)

Eh, czwartek.. a ja tęsknię..

Su Anusz.