Suka w szoku.

Standardowy

Wczoraj jak się położyłam, poprosiłam Pana o dotykanie.
Pan zaznaczył, że mogę się miziać po udach troszeczkę, po piersiach niedużo i że mam nie zbliżać się do cipki.
A ja właśnie dlatego się pytałam.. No ale ciesząc się z tego co mam, przygotowałam się do dotykania. Odsunęłam od siebie całkowicie kołdrę, rozłożyłam nogi. I gładziłam uda. Po wewnętrznej stronie, przesuwałam delikatnie palcami wywołując gęsią skórkę i dreszcz przyjemności.
Ale to wszystko. Dreszcz przyjemności. Gęsia skórka.
Piersi też tak jakby się wczoraj wyłączyły. Niby coś tam czułam, ale to nie były spadające gwiazdy.
Czułam się zawiedziona. Zawsze jak się dotykałam, robiło mi się tak dobrze, i chciałam więcej i więcej, ale teraz.. Pan mnie przeprogramował..

Do niczego więcej nie doszło. Napisałam co robiłam, streściłam, poprosiłam o sen i po zgodzie usnęłam.

Rano wykonałam standardowe czynności, by doprowadzić się do stanu używalności. Żeby sprowokować, miałam założyć sukienkę, krótką, mimo że w porannym mailu napisałam wyraźnie, że założę dżinsy i koszulkę niebieską. Ale zdecydowałam się na dżinsy i bluzkę bez ramiączek, stylizowaną na gorset. Głęboki dekolt obowiązkowo. Cóż, po spojrzeniu w lustro stwierdziłam, że jednak delikatnie przesadziłam, Ale co tam, jak prowokacja to w jak najlepszym wydaniu. Zarzuciłam niebieską narzutkę, ulubioną przez ostatnie dni i wyszłam.


Pan chcąc się dowiedzieć jak wygląda prowokacja spytał się, czy się dowie czy pozostanie to tajemnicą.Spytałam się, czy mogłoby być tak, że wrócę do domu, zrobię zdjęcie i wyślę.
W odpowiedzi mój Pan napisał, że on myśli, że jednak dowie się wcześniej, ale może tak być.
Tak się zastanawiam.. Przyjedzie? Nie, niemożliwe. Przyjedzie i się nie pokaże? Noo, bardziej. Przyśle kogoś? Tak, to już jak najbardziej prawdopodobne.
Zajęłam się tym co miałam zrobić, nie myśląc zbytnio o tym smsie.
Bo co, moja droga do domu będzie wyglądała tak jak zawsze, sms że wychodzę, tuptam na przystanek i do domu. Ta sama droga, ten sam czas, może myśli nieco inne niż przez ostatnie kilka dni.
I kolejny sms który wytrącił mnie z równowagi.
Jaka ma być niespodzianka. Duża czy ogromna.
:-) już mnie policzki bolały, nie potrafiłam się nie uśmiechać, czyli że co, że przyjedziesz i się spotkamy i będziesz :-)
Napisałam wymijająco, bo nie wiedziałam co się kryje za pojęciem  „duża” a co za pojęciem „ogromna”.
Byłam bardziej jakoś przekonana do dużej..
Ale po chwili przyszedł sms, że o 12:30 kończę to, co właśnie robię i idę pod P.
Zerknęłam na zegarek. 12:23.
Mam chwilę czasu. Ale odpisałam na smsa. I w sumie zaczęłam się zbierać 5 minut wcześniej. Wolałam sobie na spokojnie dojść w wyznaczone miejsce.
Byłam podekscytowana. Co mnie czeka w tym miejscu. Przede wszystkim kto..
Zostałam zaczepiona przez trzech osobników płci męskiej, na własne życzenie, przez dekolt, i jego można było nazwać ogromnym, ale pomyślałam dekolt, dobrze że dziś taką bluzkę założyłam..
Już już zbliżałam się do celu…

Na miejscu przystanęłam. I zaczęłam się zastanawiać czego w sumie mam się spodziewać. Miałam już pisać, że jestem i czekam, ale nie nie..
„Stój. Zatrzymaj się :-) moja Su :-)”
No to stanęłam i zaczęłam się śmiać.
Czyli już jest :-) i widzi mnie :-)
Ale czemu ja jeszcze Jego nie widzę…???
Już napięta pisałam sms że stoję ale nie widzę…
„Spójrz w górę. I obróć się dookoła :-) moja Su :-)”
Tak się spojrzałam na tego smsa.. jak to na górze? Gdzie? To niemożliwe.. ale spojrzałam w górę, spojrzałam w prawo, w lewo, nic.
Natomiast dostałam kolejny sms.
„Nie oszukuj :-) dookoła miało być :-)”
8-O
Aaale.. jak to?
Napisałam bardzo hmm odważny sms „No gdzie??? Nie drażnij się ze mną Panie mój :-)”, zdążyłam go wysłać, podniosłam głowę :-)
I już zauważyłam mojego Pana, który szedł w moją stronę :-) dzieliła nas co prawda ulica i bałam się, żeby nic mnie nie potrąciło..
Ale przeszłam, ładnie się rozejrzałam przed przejściem na drugą stronę..
I jak już byłam blisko, na wyciągnięcie ręki, jakoś mnie oczy zapiekły.
W końcu wtuliłam się w mojego Pana, którego nie widziałam prawie miesiąc…

W niedzielę byłoby 31 dni.
29 dni bez kontaktu fizycznego. Jakiegokolwiek. Bez kontaktu wzrokowego. Bez rozmów takich w cztery oczy.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Byłam jeszcze zaskoczona, nie wierzyłam że to prawda, że się widzimy, bałam się, że faktycznie zobaczymy się dopiero w październiku..
Ale mój Pan znalazł dla mnie chwilę.. :-) jeju, jaki On jest kochany..

Wsiedliśmy do samochodu, jeszcze dobrze nie oswoiłam się z nową maszyną, ale już wiedziałam co mi będzie przeszkadzać.
Pan wywiózł mnie w Nasze miejsce. Jak jechaliśmy, myślałam tylko „Będzie rżnięcie”.
Ale..
Poszliśmy na krótki spacer. Tym razem nie było pokrzyw :-) ale doskonale pamiętałam ten epizod i sama nie wiedziałam, czy poprosić o kilka czy może cieszyć się chwilą.
Wybrałam to drugie.
Pan przypomniał moim pośladkom, jak cudowny jest Jego dotyk, ściskanie i klapsy, przez co robiło mi się prawie słabo z podniecenia.
Później zajął się moimi piersiami, przygryzł sutek a ja odchyliłam głowę. Chciałam żeby mnie zerżnął, opartą o drzewo, wyłożoną i gotową na trawie, jakkolwiek, ale żeby zaszczycił mnie swoim kutasem. Zamiast tego schował moje piersi, a ja nieco zakręcona dałam się prowadzić dalej. Pokazałam ścieżkę, gdzie szłam jak ostatnio byłam w tym miejscu na spacerze. Co z rozpaczy tuliłam samotne drzewo szukając pocieszenia. Ale drzewo mnie nie przytuliło. Było szorstkie, twarde i… to nie to samo co mój Pan, a wtedy potrzebowałam, żeby ktoś mnie objął.
A dalej pokazałam jak bażant wyskoczył z krzaków i jak wtedy zaczęłam krzyczeć. Dobrze że wtedy nikt nie szedł ścieżką. Bo byłby wstyd.. :roll:
Jeszcze kawałek się przeszliśmy, cały czas rozmawialiśmy i tak bardzo nie chciałam żeby to się skończyło…
Ale poszliśmy usiąść na ławkę. I zawiedziona pomyślałam, że rżnięcia nie będzie.. już miałam protestować, że tak być nie może, że ja nie wytrzymam tak napalona do spotkania…
No ale Pan wstał i zaprowadził mnie na tylne siedzenie…

Usadowiłam się na środku czekając aż mój Pan zajmie miejsce obok mnie, ale… On wsiał za kierownicę.
Przeraziłam się. Jak to?
A jak będzie tak jak kiedyś? Wywiezie mnie, wpieprz i koniec..? Ale przecież byłam ostatnio grzeczna.. w miarę.. no tak, byłam grzeczna..
Ale co się okazało tylko przeparkowaliśmy. I mój Pan zaraz wskoczył do tyłu. Obok mnie. Ja już wiedziałam jaką pozycję miałam przyjąć. Położyłam się na plecach, z głową na Jego kolanach, nogi zgięłam..
Będzie rżnięcie :-)
Najpierw piersi. Dopieszczone na kilka sposobów. To mocne ściskanie które uwielbiam. Albo ściskanie samych sutków..
Ale ja nie chciałam tego. Specjalnie podnosiłam biodra, żeby dać delikatnie do zrozumienia, że miejsce najbardziej potrzebujące uwagi jest niżej…

Jak w końcu poczułam, że mój Pan rozpina mi pasek… to już był.. koniec.. już wiedziałam co będzie.
To budowane napięcie, bo pasek, guzik, zamek, pomyślałam no ile jeszcze..
A jak w końcu poczułam. Jego dłoń. Pod materiałem stringów.
Oszalałam. Pociemniało mi przed oczami, ogłuszyło mnie to. Tak spragniona w końcu poczułam jak palce ocierają się o ten jeden najważniejszy punkt i jak powoli odbiera mi rozum.
Zaczęłam się wyginać, jęczeć, sapać, wszystko byleby ta chwila trwała.
Dostałam dwa razy w pysk, myślałam że będzie trzeci, ale te dwa i tak mnie pobudziły.
Ale to dopiero był początek. Bo jak poczułam palce mojego Pana w cipce..
Kolejny raz mi pociemniało przed oczami.
Jego palce poruszały się najpierw powoli i miarowo, rozgrzewając mnie bardziej. Z czasem było czyste rżnięcie gdzie odbierało mi głos.
A jak w końcu doszłam, oczywiście najpierw pytając się czy mogę, prawie nie kontaktowałam, Pan powiedział, że mam prosić, zrobiłam to mimo tego, że czułam jak obezwładnia mnie orgazm. Już oczy przymknęłam i koniec.
Po mnie.

Leżałam dłuższą chwilę z zamkniętymi oczami. Oddech wracał do normy. Zaczęłam się uśmiechać i spojrzałam na mojego Pana. Spoglądał na mnie z góry.
Jak ja to lubię, kiedy tak na mnie spogląda, czuję się taka mała, ale bezpieczna, wiem że nic mi nie grozi, jeszcze jak się tak ciepło uśmiecha…
Nareszcie, po prawie miesiącu w końcu doszłam, tak jak chciałam, nie z własnej ręki, z reki Pana, za Jego pozwoleniem, wiedzą… najważniejsze, że było to Jego dzieło.
Ja nie mam ochoty dochodzić już sama.
Zdążyłam jeszcze podziękować i… :-)
Po chwili zamiana ról.. powoli zaczynałam myśleć, że zapomniałam jak się obciąga, ale.. pewnych rzeczy się nie zapomina…  :oops:

Lubię zaczynać od delikatnego muskania. Takie przywitanie mówiące „Teraz odpowiednio się Tobą zajmę”.
Angażuję się etapami, przechodząc do delikatnych pocałunków, czasem na zmianę liżąc kawałek po kawałku. Dziś chciałam się dłużej pobawić. Więcej czasu poświęciłam na muskanie i lizanie. Ale przeszłam do zabawy ustami. Najpierw sam czubek zamknęłam w ustach, otwierałam je coraz szerzej i szerzej, zjeżdżałam niżej, aż w końcu większa część znalazła się w środku.
Później już nie za bardzo kontrolowałam to, co robię, oprócz ust miałam jeszcze dłoń, także.. oh jak mi tego brakowało…
Momentami wydawałam z siebie jęki, bo mój Pan upatrzył sobie obiekt do drażnienia. Moje sutki.
Tak to jest, byłam wypięta do okna, moje piersi znajdowały się blisko Jego ręki to czemu nie skorzystać?
Ale halo, to było cudowne, miałam kutasa Pana w swoich ustach :-D
Po prawie miesiącu abstynencji.
Zalać mój Suczy pysk? Ależ oczywiście :-)
I za chwilę czułam. Czułam.. jak płyn tryska na mój język i powoli spływa do gardła. Jeszcze chwilę odczekałam. Podniosłam się, połknęłam, uśmiechnęłam :-)
Taak, tego mi brakowało…
Ale usiadłam i stwierdziłam, że… jeszcze mi mało… i rżnięcia, i obciągania.. zaskoczyło mnie, nie wiem co bardziej, czy to, że powiedziałam to na głos, czy sam fakt że chcę więcej…
Tak bardzo chciałam być zerżnięta.. Jeszcze Pan się spytał, chciałabyś żebym Cię teraz zerżnął, nie nie, to było raczej stwierdzenie, no jeju no..
Tak, kurewsko chciałam zostać zerżnięta. Marzyłam o tym, żeby Jego kutas wbijał się w moją Suczą cipę najpierw powoli, a później coraz szybciej i szybciej.. No tak, i teraz jak o tym pomyślę to..

Poszliśmy znów na ławkę, przewietrzyć się. Wiedziałam, że zbliża się koniec spotkania, z drugiej strony wtuliłam się w ramię Pana i byłam taka szczęśliwa.. Nie chciałam, żeby to się kończyło… Żeby ten czas jeszcze nieco się wydłużył..
Ale nie ma litości..
I ciągle byłam podniecona, moja cipka była zaspokojona ale nie do końca, bo ciągle krzyczała, że chce więcej, przy najmniejszym muśnięciu, dotyku, słowie i spojrzeniu…

Pan powiedział, że niedługo spotkanie. To Nasze, takie dłuższe.. Nie mogę się doczekać.
Chciałabym w końcu wtulić się w Jego ramię, położyć głowę tam, gdzie moje miejsce, dłoń też położyć na swoim miejscu i usnąć spokojnie…

Jestem Twoją Suką, na zawsze, i to się nie zmieni.

Su Anusz.

Jedno przemyślenie na temat “Suka w szoku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>