Za drzwiami Królewskiego Apartamentu.

Standardowy

Od kilku dni wiedziałam, że pojedziemy w niezwykłe miejsce. Mój Pan od razu zapowiedział, że wchodząc do tego miejsca będę miała zasłonięte oczy i że będę wszystko badać dotykiem.
To wystarczyło, by moja wyobraźnia zaczęła działać…


Dokładnie dzisiaj (22.08.2015) mija rok, odkąd poprosiłam o obrożę.
Suka ma roczek :-)
Najważniejszy dzień mojego życia, nie podejrzewałam nawet a najmniejszym stopniu ile mnie zmian czeka. Jak ja się zmienię. Świat wokół mnie.
W ogóle w mało rzeczy wierzyłam na początku.
A tu rok później…

Droga zleciała pod znakiem nakręcania. Pan się ze mną droczył i na miejscu już byłam przygotowana na wilgotną piwnicę a w najgorszym wypadku pięciu facetów.
Stojąc pod hotelem od razu rzuciła mi się jego wielkość. Pomyślałam, że jest duży. Nawet bardzo. Wnętrze bardzo mile mnie zaskoczyło, wszystko urządzone ze smakiem, stonowane kolory, elementy ze sobą współgrały i odnosiłam bardzo miłe wrażenie. Podobało mi się tam.
Mimo wszechogarniającego zmęczenia zachwycałam się schodami. uwielbiam wszystko co jest czarne i błyszczące :-)
Wyszliśmy na górę, ja oczywiście rozglądałam się niezbyt dyskretnie, badając teren.
Przed drzwiami pokoju czekałam aż Pan wyjdzie.
Założył mi przepaskę na oczy i prowadził.
Jeszcze nie wiedziałam do jakiego miejsca wchodzę.
Prowadzona przez Pana, jeszcze sama uważałam żeby o coś sie nie uderzyć albo w coś nie wejść. Byłam ostrożna, poruszałam się powoli i niepewnie.
Ale dotknęłam pierwszej przeszkody.
Pierwsze co poczułam to niczym niezmącona gładkość, zaraz potem chłód i krągłości. Zeszłam nieco niżej i poczułam materiał. Macałam kształt, starałam się wywnioskować co to jest i po chwili stwierdziłam że to fotel. Coś mi się rozmiar nie zgadzał, ale Pan prowadził mnie dalej.
Znowu poczułam chłód i gładkie zaokrąglenia. Tym razem kształty ciągnęły się dalej i dalej, jak zeszłam na materiał najpierw pomyślałam że to łóżko. I z żalem pomyślałam „To wszystko?”
Ale Pan znowu objął mnie i poprowadził dalej. Wydawało mi się że szłam wieki, gdy moje palce trafiły kolejny raz na dobrze znaną mi kompozycję chłodu, gładkości i zaokrągleń. I macałam, dotykałam, w końcu z nieśmiałym przekonaniem zeszłam z dotykaniem na drugą stronę i zaczęłam coś miętosić. Pościel. Czyli łóżko. I zanim dotarłam do końca w wyobraźni widziałam jego wielki rozmiar.
A po zdjęciu przepaski…
Pan oprowadził mnie zaczynając od pierwszego mebla, który dotknęłam.
Oczywiście najpierw musiałam się otrząsnąć z szoku, bo jak zobaczyłam to wszystko… Nie wierzyłam że jestem w tym miejscu.
Fotel faktycznie był duży, drugim meblem była sofa i łóżko na końcu.. a raczej ogromne łoże..
Wszystko zachowane w moich ulubionych kolorach, czyli czarne ornamenty (krągłości, zawijasy i tym podobne) i czerwone obicia.
Byłam urzeczona tym widokiem. A jak zauważyłam wannę, położoną stosunkowo niedaleko to po prostu zwaliło mnie z nóg.
Zaczęliśmy od kąpieli, relaksująca po takim zakręconym dniu.
I wtedy, jak leżeliśmy już w wannie, gdyby mój Pan mnie nie przywołał, nie zauważyłabym lustra nad wanną. Uśmiechnęłam się, bo Pan powiedział że spełni się moje marzenie, przynajmniej jedno :-) i pokazał na górę :-)
I ja wtedy przepadłam… :-)
Po kąpieli wskoczyliśmy do łóżka i no hmm wiadomo… wszystko zmierzało do jednego :-) to była baaardzo przyjemna droga… :-)
No ale oczywiście dostało mi się, bo od 6 rano do 20 moim jedynym posiłkiem była kawa i dwa ciasteczka…
A już myślałam że mnie to ominie. No ale Pan się wkurzył i to mocno..
Więc zeszliśmy coś zjeść.
I jak zawsze Suka niezdecydowana co wybrać. Po przejrzeniu menu byłam pewna czego nie chcę.
Tak więc zdałam się całkowicie na Pana.
A mój Pan jak to ma w zwyczaju, lubi mnie zaskakiwać :-)
Tak więc na początku lampka wina :-) zaskoczyło mnie to, bo spodziewałam się jakiegoś wytrawnego, cierpkiego białego wina, a dostałam…
Słodkie, aromatyczne i mocne wino z wiśniową nutą.
Ja zawsze brałam półwytrawne białe, nie dlatego że lubiłam, kierowałam się opinią innych, mimo że wolałam właśnie czerwone i słodkie.
Tak samo wybór dania mnie zaskoczył. Byłam przygotowana na to, że będzie dobre, ale nie że aż tak bardzo dobre. Jadłam i jadłam i to tak jakbym smakowała na nowo, od początku pierwszy raz.
W międzyczasie wychodziliśmy na zewnątrz się dotlenić, ja spoglądałam w niebo, nie do końca widziałam gwiazdy ale jakieś punkciki się mieniły…
I deser.
Brzoskwinie w czekoladzie.
Stwierdziłam, że tego wieczoru doznałam orgazmu oralnego kategorii pierwszej. Te brzoskwinie doprawiły to wszystko. Cały czas tylko przymykałam oczy i przytrzymywałam kęsy dłużej w ustach.
Po powrocie do Apartamentu.
Cóż.. moje zmęczenie wzięło górę.. I zasnęłam, nawet nie wiem kiedy, wtulona w mojego Pana…
Czułam przez sen że Pan mnie budzi. Być może delikatnie mną potrząsał. Coś mówił, ale nie słyszałam co.
Tak bardzo nie chciałam się budzić.. Ale w końcu zleciałam na ziemię. Poczułam że jest pusto. Pana nie ma. Pod policzkiem. Na łóżku. W pobliżu. Przekręciłam się na plecy. Leżałam jeszcze chwilę bezwładna.
Otworzyłam oczy i przeleciałam spojrzeniem pokój. Nie widzę.
Podparłam się na łokciach. Też nic nie widzę. Przetarłam oczy i dopiero wtedy zauważyłam kawałek Pana. Tak dokładnie to Jego rękę wystającą zza fotela.
Myślałam że jest na mnie wkurzony, bo nie wstałam jak mnie budził. Albo myślałam że coś się stało..
I zastanawiałam się co ja mam robić.. Czy już pełzać po ziemi i przepraszać. Czy może podejść do fotela i resztę nocy spędzić na kolanach przy fotelu?
Ale nie. Wstałam i podeszłam.
Okazało się że wszystko ok. A ja niepotrzebnie się martwiłam.
Usiadłam na kolanach Pana i się oparłam.. Mimo drzemki nadal byłam trochę zmęczona.
Ale mój Pan zaproponował sesję i chłostę.
Jak to usłyszałam to się ucieszyłam, naprawdę. I najpierw były zdjęcia.
Moja kreatywność mocno wygasła. To znaczy nie w ten sposób.
Kreatywność była na odpowiednim poziomie, tylko moje samopoczucie a raczej strona fizyczna była… nie do końca adekwatna do sytuacji.
Ale popróbowałam, oparta, zwisająca, zsuwająca się, na łóżku było fajnie.. :-) a tak mnie ciągnęło.. już tylko marzyłam żeby iść spać..
Ale nie.
Jeszcze chłosta.
Sama przecież ją chciałam.
Wcześniej Pan przygotowywał miejsce. Przejście między jednym pokojem a drugim było bardzo szerokie, po obydwóch stronach stały filary, białe i jak się później okazało (jak stałam przy jednym z rękami splecionymi za nim) chropowate i błyszczące. Pan przywiązywał do nich sznury. Na górze i na dole. Czemu ja wtedy się nie zastanawiałam po co to?
Na początku myślałam że będę przywiązana bezpośrednio do jednego z filarów. Ale jak Pan później mi powiedział, że miałby dostęp do całego mojego przodu.. Podziękowałam za Jego wspaniałomyślność.
Miałam już na sobie swoją biżuterię, czerwoną.
I po kolei mój Pan przewlekał sznury przez otwory, przyciaśniał i wiązał w taki sposób, że moje ręce się unosiły do góry. Później nogi, które na końcu wiązania były rozłożone.
Zdawałam się na słuch, bo nie widziałam Pana, był za mną, słyszałam jak chodzi po pokoju, coś wyciąga…
Drażnienie. Świst w powietrzu. Zadrżałam. Kolejny świst w powietrzu. Przymknęłam powieki. Uderzenie.
Pierwsze uderzenia należały do tych podniecających. Udawało mi się liczyć i dziękować, chociaż momentami nie nadążałam z dziękowaniem.
Kolejne.. cóż, wywoływały we mnie skrajne emocje. Uderzenia w pośladki przeplatały się z uderzeniami w plecy. Coraz mocniej i mocniej, czułam jak się narzędzia zmieniały, nie rozróżniałam ich, chociaż czasami mi się udało. Z wrażenia po którymś razie pogubiłam się w liczeniu. Chyba stanęłam na 24 i wpadłam w panikę..
Później był przód.
I to czego nienawidzę.
Smaganie dyscypliną. Już nie wytrzymałam i zwijałam się, pochylałam na tyle ile mi pozwalały związane ręce.
Bardzo szybko poczułam jak mi drętwieją dłonie i jak bransolety wpijają się w nadgarstki.
Po zmaganiu nie wiem co było, ale ja to nazywam „ostre cięcie”, bo czułam tak, jakby ktoś przecinał mi piersi ostrym nożem.
I tu już niestety ale pękłam… nie byłam z tego zadowolona że jednak..
Ale za chwilę usłyszałam głos Pana.
- A teraz to, co lubisz najbardziej.- powiedział to tym swoim mrocznym głosem i nie wiem czy bardziej poczułam strach czy może raczej podniecenie. Lekko otępiała nie mogłam zebrać myśli i początkowo wpadło mi do głowy że to wisienki. Ale ja? Wisienki? Nie nie..
Usłyszałam sprzączkę. Zanim pomyślałam powiedziałam, że nie wiem co to jest, i poczułam uderzenie. Zrobiło mi się biało przed oczami.
Pierwsze uderzenia wytrzymałam, ale drugie i trzecie.. cóż, znowu pękłam… i już tak łatwo się nie poskładałam. Tak trochę dziwnie było przytulać się do Pana będąc związana.. Ale nieważne jak, ważne do kogo.. I mój Pan nie mógł sobie odpuścić połaskotania mnie.. :-) No tak, pozycja i wiązanie idealne.. :-)
A jak Pan mnie rozwiązał..
Czułam jak moje ręce są bezwolne.. jak opadają wzdłuż ciała takie ociężałe a każda próba podniesienia ich kończy się obijaniem o ciało.
Za chwilę, to było przed kąpielą, ostatnią na tym spotkaniu, zostałam „przyparta do filara”. Byłam niedobra.
I przez to, że nie splotłam rąk za filarem moje sutki zostały ściśnięte a piersi boleśnie uniesione. Skwitowałam to kolejnym pęknięciem. Poważniejszym od ostatnich dwóch.
Ale byłam wściekła na siebie. Coś za wrażliwa się robię jak jestem zmęczona. Mówiłam do siebie tak środku, jak powiedziałam do siebie „Idiotko, przestań” to jakoś tak poskutkowało..
W wannie opowiedziałam co czułam. Już ledwo mówiłam, ciężko mi się myślało, wygadywałam głupoty a jak skleciłam zdanie okazywało się zupełnie niezrozumiałe..
Już łóżko zdominowało moje myśli…
A jak się położyliśmy… i czułam blisko swojego Pana, jak przytula się do mnie..
Jeju, jakie to było szczęście.. że w końcu śpię z Nim, przy Nim.. to było takie cudowne i wspaniałe..
Nie chciałam się budzić. Ale budziki bezlitośnie informowały mnie o tym, że czas się kończy…
Rano, jeszcze taka na granicy snu, leżałam wtulona w Pana. Mimo że nie spaliśmy, nie zbieraliśmy się do wyjścia, ani nawet nie dotykaliśmy się. Po prostu, chciałam się nasycić Jego ciałem…
Już myslałam że ten poranek będzie bez pieszczot i tych naszych słodkich zabaw.. Ale po chwili już leżałam na plecach, a palce Pana rżnęły moją cipkę.
To było takie podniecające, tak szybko wzniosłam się do góry..
Poranek to oczywiście nie jedyna pora kiedy się rżnęliśmy i kochaliśmy, wieczorem i w nocy też, ale jakoś byłam zafascynowana nowym miejscem. Chociaż dobrze pamiętam rżnięcie od tyłu… jak zaczęłam się wspomagać ręką bo tak dobrze mi było.. ale Pan obrócił mnie na plecy i po chwili.. cóż.. :-) to było dobre posunięcie :-)

Wyjątkowa okazja wymaga wyjątkowej oprawy.
Tak też było tym razem.
Stojąc na parkingu przy samochodzie żałowałam że opuszczam to magiczne miejsce. Z wyglądu może niepozorne, ale :-)
Liczy się wnętrze :-) Tak, to się sprawdza, w stu procentach.
A po chłoście? Myślałam że będę miała jakieś ślady, czerwone pręgi czy chociaż siniaki (bo zostałam też pogryziona).
Wczoraj patrzę w lustro. A tu na prawym pośladku w górze mały siniaczek.
Ja się naprawdę zastanawiam nad tym zwiększeniem siły. Ale teraz to wcale nie było delikatne. A może mi się wydawało..?
Niedługo powinien być skalpel. Tak, stęskniłam się za nim. Poza tym chciałabym zobaczyć efekt końcowy projektu Pana.. jak na razie dwie kreseczki mi nic nie mówią :-)
Ale, jak to lubimy powtarzać, „wszystko w swoim czasie”. :-)

Su Anusz.

Jedno przemyślenie na temat “Za drzwiami Królewskiego Apartamentu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>