Nocne oglądanie

Film

Wczoraj było namiętne oglądanie.
Dziś już skupiłam się na słuchaniu…

I słuchając wspominałam wczorajsze spotkanie.

Było mocno niespodziewane, bo ledwo wstałam dostałam SMSa że za godzinę mój Pan się zjawia i mam być gotowa.
Ja w rozsypce. Po SMSie się dobudziłam, opadły ze mnie resztki snu.
I zaczęłam szaloną gonitwę po domu.
Szybko szybko, żeby zdążyć, szukanie spódniczki, pod którą ma brakować majtek, koszulka, umyć włosy, makijaż…
Ładnie się wyrobiłam.
Naprawdę.
Dostałam SMS że za 15 minut Pan będzie tam gdzie zawsze.
No dobrze, ostatnie poprawki… 15 minut minęło a ja się zastanawiam czy mam wychodzić. Upłynęły 4 minuty i pytam się czy mam wychodzić.
No tak, przecież 15 minut to 15 minut.
Wybiegłam z pokoju, po drodze potykając się o kosz wiklinowy. Świetnie, przed spotkaniem jeszcze się poobdzieraj. Brawo Su…
Zdążyłam, po raz pierwszy od x czasu napisać SMSa że wyszłam przekraczając próg furtki. Byłam taka z siebie zadowolona!
Idę w miejsce, które nazywa się „tam gdzie zawsze”. Tak patrzę… pusto.
Pomyślałam, że Pan się wściekł i pojechał. Drugą opcją było po prostu spóźnienie. Chociaż to było tak bardzo mało prawdopodobne, że gdybym nie była zaabsorbowana tym co się zaraz stanie, pewnie bym się roześmiała w głos.
Ale zaraz po mojej lewej dostrzegłam dobrze znany mi samochód. Zaparkował tam gdzie zwykle.
A ja już byłam tak uśmiechnięta, że poczułam się jak idiotka.
W żaden sposób nie mogłam tego opanować. Starałam się zachować chociaż odrobinę powagi, ale uśmiech zdominował mnie całą.
Gdzie jedziemy, nie wiedziałam, ale miałam podejrzenia, tak, okazało się że w Nasze miejsce ulubione, które o tej porze roku stało się hmm.. niebezpieczne i ruchliwe…
Ale to Nas nie powstrzymało przed tym, by nieco pobawić się na tylny siedzeniu samochodu…
Prawie całą drogę nakręcałam się masażerem, przykładałam, pocierałam i wzdychałam.
W samochodzie, przeniosłam się do tyłu nie wyłączając masażera, Pan polecił bym stanęła między fotelami i pochyliła się, opierając o siedzenia.
Już wiedziałam co będzie…
Już wiedziałam, co mnie czeka…
Oprócz klapsów czekało mnie rżnięcie palcami. W tej pozycji robi na mnie jeszcze większe wrażenie.
Rżnięcie z masażerem było… znowu myślałam że pocieknie. zaczęłam się wić, wyprostowałam się i próbowałam złożyć uda ale Pan mi nie pozwolił.
Znowu kazał mi się pochylić, zrobiłam to niechętnie, i po chwili znowu poczułam jak wbijają się we mnie palce…
I to właśnie wtedy musiał przejechać rowerzysta i bezczelnie się gapić na mnie, jak mam szeroko otwarte usta i wydobywają się ze mnie nieartykułowane dźwięki.

Gdybym powiedziała, że mi się to nie podobało… skłamałabym.

Leżeć z nogami w górze, zahaczonymi gdzieś między zagłówkami przedniego i tylnego siedzenia… No, to też mi się podobało… i to kluczenie między przyjemnością, rozkoszą i szaleństwem…
Dzika satysfakcja, gdy w końcu dobrałam się do kutasa Pana. Już, wszystko przestało mieć znaczenie, liczyło się tylko to, co mam w ustach.
I to, co lubię najbardziej. Finał.
Tylko na to czekałam. Oczywiście, czerpałam przyjemność z zabawy w trakcie, ale jednak koniec ma w sobie ten cały czar i urok.
Staliśmy samochodem w pełnym słońcu, zero cienia, ani listka… Przez to Nasze ciała połyskiwały od kropelek potu.
Pan zadecydował spacer.
Oj, gdybym miała ogon zamerdałabym, tak musiałam tylko pokręcić tyłkiem.
Idziemy.
Spojrzałam czym bawi się mój Pan.
Jak to się nazywało? Nie pamiętam. Ale pomyślałam że to scyzoryk. Chociaż wydawał mi się za duży.
I coś mi zaczęło świtać.
Przystanęłam, bo jak pomyślałam w jakim celu został zabrany… Już nie byłam tak chętna na ten spacer…
No ale.. Pan ma dar przekonywania…
I szliśmy tam, gdzie rosną pokrzywy. Byłam tak przerażona…
I to był cały obrzęd, rękawiczka, nóż, ścięcie, obejrzenie dokładne no a za chwilę…
Pochyl się. Przytrzymaj spódniczkę.
Jak ja się broniłam przed tym…
Ilekroć się pochyliłam, zaraz się prostowałam i dyskutowałam. I znowu się pochyliłam. I nie nie, znowu wyprost.
Naprawdę, Pan ma anielską cierpliwość, którą czasem nadużywam… No dobrze, często nadużywam…
Ale jak już zostałam wychłostana…
Pierwsze uderzenie nie było takie jaki myślałam, że nie dość że będzie piekło to jeszcze odczuję to tak jak uderzenie dyscypliną.
Zapomniałam, że pokrzywa to liście. Nawet jeśli uderzenie było mocne, to jednak nie można było tego porównać z dyscypliną. Raczej z muśnięciem skrzydła motyla.
Ale piekło. Oj, piekło. Tak piekło, że podwinęłam spódniczkę pod koszulkę i szłam z gołym tyłkiem dalej. To również mi się spodobało. I tak naprawdę chciałam, żeby ktoś zobaczył.
No lubię to, co tu dużo ukrywać. Lubię jak ktoś patrzy. A czy czuje się zdegustowany czy nakręcony to już nie mój problem.
Noo i już musieliśmy wracać…
Jeszcze przy samochodzie moja cipka została napadnięta… I zwijałam się przyciśnięta do drzwi…
A później, cały dzień.. miałam co wspominać…
I zostałam nakręcona…
Wizją kolejnego spotkania…

„Niedługo…”

 

Su Anusz.

 

W mojej głowie…

Film

 

Nie zapomnę tego dnia.
30 minut na przygotowanie.
Później wyjść i iść tam, gdzie zawsze. Z wrażenia oczywiście poszłam dalej, ale szczegół.
A później…
Perfidne i zamierzone drażnienie się ze mną w pozycji leżącej z nogami gdzieś w okolicach zagłówków.
I to nie pozwalanie mi dojść było celowe… Jak się już zbliżałam, to nie, albo zmiana miejsca dotykania albo zwolnienie rytmu…
Już myślałam że to ze mną jest coś nie tak i zaczęłam się denerwować…


Ale koniec… jednak był… i krzyk…

Su Anusz.