Gdy oczekiwanie niemal boli.

Notatka na marginesie

W dalszym ciągu brakuje mi chłosty. W czwartek było załamanie i prawie wyłam z podniecenia na samą myśl o razach, smagających narzędziach słodkich tortur i rozkoszy.
Mój Pan ma niezwykłe zdolności do podkręcania atmosfery, tak więc podniecenie się ze mnie dosłownie wylewało.
Sama myśl o tym że są nowe dwa pomysły które wywindują Nas wyżej w tym erotycznym szaleństwie sprawiała że przymykałam oczy i zaciskałam uda.
Z tego wszystkiego nabrałam ochoty na rżnięcie. Cały wieczór chodziłam napięta jak struna a moja wyobraźnia działała bez zarzutu. Jak do tej pory zresztą, gdy jadę autobusem i na samą myśl o następnym spotkaniu zaciskam uda i tajemniczo się uśmiecham. . .
Ah, to oczekiwanie. . .

image

Su Anusz.

Wtorkowe pogotowie.

Obrazek

Wiem tylko jedno. Chcę znowu być związana i wychłostana.

Zaczęło się tak.
Niewinna zabawa, uśpiona czujność.
Leżę na brzuchu, mam związane ręce i nogi jednym szalem. Satynowym, białym, połyskującym w mdłym świetle.

Unieruchomiona.
Ot, po prostu wiązanie, próbowanie czegoś nowego i za chwilę powrót do przerwanych czynności.
Jakże się myliłam…
Pierwsze uderzenie tak mnie zaskoczyło, że przy następnych zapomniałam liczyć i dziękować. Byłam zaskoczona tym, co się dzieje. Wstrzymałam oddech i skupiłam się na odczuwaniu.
Czując na plecach dyscyplinę myślałam o tym, że spełnia się moje ciche pragnienie. Kolejne uderzenie odbiera mi oddech na dłużej.
Czuję uderzenie na stopach. Myślę, oby tylko nie było kabelka ani trzcinki.
I znowu stopy, i kolejny raz, i jeszcze…
Tylko nie stopy…
I powrót na plecy…
Spokojnie mogę powiedzieć, że plecy czują się dopieszczone.

Su Anusz.