W płaszczu.

Notatka na marginesie

Tego słonecznego aczkolwiek chłodnego poranka, nie wiem dokładnie po raz który, myślę o momencie, jak ostatni raz wsiadałam do samochodu Pana.
Czerwone szpilki, pończochy z klinem, pas z czerwoną i czarną falbanką. . .
I płaszcz.
Pod płaszczem byłam naga.
Mój Pan chyba nie dowierzał, bo prowadząc jednocześnie sprawdzał, czy nie mam przypadkiem stanika, albo czy nie wystaje kawałek materiału, a moja nagość nie jest tylko żartem.
Żart? Nie sądzę.
Płaszcz był zdecydowanie przykrótki, więc szłam usilnie starając się zasłaniać rozcięcie, które bezwstydnie odsłaniało moje strategiczne miejsca. Bo że koronkę pończoch było widać to się z tym pogodziłam. Naprawdę, to było wspaniałe, tak zaskoczyć Pana.
Mam nadzieję, iż to było miłe doświadczenie.
Mnie się szalenie podobało.

image

Su Anusz.

Poranne frustracje.

Standardowy

Zdążyłam na autobus.
Nie wiem czy się cieszyć czy płakać. . .

Czegoś mi brakuje. . .
Nowej bluzki? Czerwonych szpilek? Spaghetti z sosem Carbonara? Czy tiramisu?
Brakuje mi mojego Pana.
I pieprzyć szmatki, szczudła, nitki i biszkopty (gusta i guściki).
Mój Pan jest niezastąpiony.
I to za Nim tęsknię i Jego potrzebuję.

Nie. Żadnych półśrodków.

Raz pobudzona wyobraźnia o świcie daje o sobie znać cały czas. Może mało subtelnie, tak, że zbyt gwałtownie zaciskam uda, ale robi to w bardzo skuteczny sposób.

I znowu czuję się jakbym na coś czekała. . .

Oszaleję. . .

image

Su Anusz.

Piątkowe co nieco.

Standardowy

Jestem cała obolała. Ale szczęśliwa. To się liczy.
Oprócz bolących ud co jest niemal rytuałem, zaraz pod pośladkami jest takie miejsce, które po tej nocy czuje się bardzo dopieszczone.
Ogólnie, mimo braku śladów, no może niewielkie siniaczki są, całe ciało czuje się dopieszczone. Ręce, po wiązaniu, raz z twarzą przyciśniętą do poduszki a raz w całej okazałości, rozłożona tak, że nie było co ukrywać, leżącą na plecach, nogi, gdy usilnie próbowałam złożyć je mimo tego że były związane (najbardziej ucierpiały kostki, przez to że się wiłam; i to późniejsze stwierdzenie mojego Pana, że było widać że żyję jak leżałam na plecach i tak usilnie walczyłam), szyja, plecy. . .
Tak, czuję się dopieszczona.
Ta chłosta nie była taka jak zawsze. Czułam się pewnie bo nastawiłam się na to, co zwykle. Pomyślałam, że na razie pewnie tak będzie, później może jakieś urozmaicenie, ale że będę na to przygotowana.
A tu niespodzianka. . . To było. . .
Coś innego, intensywniejszego, zupełnie nie tego się spodziewałam.
Nie to znałam. Moja pewność wyparowała. Nowe uczucia, doznania, jeszcze smaganie dyscypliną, które zdążyłam poznać podczas jednej z kar. . .
Później przód. . .
Piersi zaczęły mocno protestować, jakoś tak za szybko. . . Stały się mocno wrażliwe, skrajnie wyczulone, tak, że do tej pory trudno mi chodzić w staniku, mimo że już jest lepiej niż w sobotę. Jednak.
Bardzo mi się podoba dopieszczanie pleców i pośladków. Dyscypliną. Pasem. I oczywiście dłonią Pana, która wprawnie rozgrzewa pośladki. I nie tylko. . .
Znowu czas wspólnie spędzony zleciał za szybko.
O wiele za szybko. Mimo kilkunastu godzin czuję niedosyt.
Mam wspomnienia. Okazało się że siła chłosty nie była taka straszna jak myślałam. Intensywna owszem, efekt dosłownie zwalający z nóg.
Ale z nowościami tak jest, najpierw przerażają, później stają się nieodłącznym elementem życia. Zdążyłam kilka razy umrzeć z tęsknoty.
Po siódmym razie przestałam liczyć. . .

Su Anusz.

 

Słodkie, nęcące oczekiwanie.

Obrazek

Zaczynam czuć, że żyję. 
Żołądek mam skręcony, oczy szeroko otwarte, płytki oddech, zdenerwowanie, przerażenie…
Podniecenie, ekscytacja, niecierpliwość, radość…
Pomieszanie zmysłów… 

To już jutro…


Su Anusz.