Początki.

Standardowy

Początkiem było nieśmiałe podchodzenie do klimatu BDSM. Sny o takimże zabarwieniu, kiedy to nie wiedziałam skąd mi się takie rzeczy biorą w głowie, no jak tak można, przecież to niedopuszczalne, delikatne zainteresowanie bólem, dlaczego tak boli bardziej a tak mniej, a spróbuje mocniej ścisnąć, co wtedy, wracałam też myślami do swojego dzieciństwa… i pragnienie przynależności do kogoś. Spełniania życzeń, zachcianek, niewygodnych próśb. Wiem, że to nie tylko na tym polega, ale… moje postrzeganie tego wyjątkowego świata było spaczone. Przez otoczenie, przez „doświadczonych” ludzi… Zawsze czułam się bardziej uległa, wiedziałam że taka jestem i najgorsze, na wszystko się zgadzałam (mój Pan mnie tego oduczył, stałam się asertywniejsza :-) ). Specjalnie mi to nie przeszkadzało, a otoczenie zgrabnie wykorzystywało moje posłuszeństwo. Nie widziałam w tym nic złego…
Szukałam siebie. Błądziłam, krążyłam, próbowałam. Byłam zdecydowana na wejście w relację, byłam tego pewna, chciałam to wszystko poznać, ale… to inna historia. 
Przyznaję, po lekturze „50 twarzy Greya” moje pragnienie pogłębiło się. Jak czytałam o wiązaniu, czy o tych wszystkich szpicrutach, pasach i tak dalej… Widziałam siebie w takiej roli, zastanawiałam się, jakie to uczucie, dostać pasem… ale po tym czasie, po pół roku w roli Su stwierdzam, że jeśli bardzo tego pragniemy, to rzeczywistość może być jeszcze lepsza niż film czy książka. I jeśli oczywiście mamy odwagę wyłamać się ze schematów, spełniać swoje marzenia… długo wymieniać :-)
Trafiając na mojego Pana… może z początku uważałam, że wszystko co mówi jest jedną wielką bajką, że może znów będzie dwa tygodnie wydawania rozkazów, koniecznie przez telefon, rozmowy raz na jakiś czas, może i w ogóle, kilka SMSów w ciągu dnia, no może w drodze wyjątku spotkanie i koniec, to z czasem przekonywałam się, że to nie jest żadna ściema i że moje marzenie powoli się spełnia.
Początek, ten przełomowy, nie należał do łatwych. Droga do tego, kim się stałam, kim jestem też nie należała do prostych i przyjemnych. Ale nikt nie mówił że będzie łatwo. 
Byłam Nieposłuszna :-) jak nieoswojona, zdziczała Suka, ciągle nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę, że zaraz się skończy. Ostro się wyłamywałam i nie chciałam dać się zbliżyć do siebie.
Teraz, jak patrzę na siebie z tamtego okresu czasu… Uśmiecham się z pobłażliwością dla swojej osoby. Taka prawda, miotałam się, nie wiedziałam kim jestem, co mam robić, w jakim kierunku podążać…
Mój Pan mnie zmienił. 
Nadał sens mojemu życiu. Wiem kim jestem, co mam robić, dla kogo i  mam cel. By być jeszcze lepszą Suką.
Ciągle myślę, jakie to niesamowite szczęście, że mój Pan znalazł mnie, samotne, zagubione Suczątko pośród wielkiego stada i postanowił się mną zaopiekować i wytrenować szpicrutą i przyjaciółmi… 

Pokorna jak zawsze, 

Su Anusz.

2 przemyślenia na temat “Początki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>