Nienasycona

Standardowy

22.09.2016
Szczególna data, o której myślałam od rana. Od kilku dni.
Pan uświadomił mnie, że to 25 miesięcy.
Inaczej brzmi „2 lata i miesiąc” a inaczej „25 miesięcy”. Zrobiłam wielkie oczy. To mówimy już o takich liczbach?
W każdym razie, taki okres czasu jestem Suką. Z obrożą. Z Panem. I wizją chłosty w każdym momencie i w każdym miejscu, kiedy zażyczy sobie Pan. I z tymi różnymi innymi rzeczami, których się nie robi, a które są piekielnie podniecające. Czasem zawstydzające.
Ale wszystko co nielegalne i nieprzyzwoite ma w sobie magnetyzm. Nikt nie musi wiedzieć że ups, przekroczyłam granice przyzwoitości, ale mogą :-)
Mogą wiedzieć i widzieć jak to robię… :-)
Wszystko zależy od mojego Pana i co aktualnie wpadnie. Może inaczej, zależy do Niego i od tego, jak bardzo zainspirowała Go chwila i splot zdarzeń :-)

Przekonałam się o tym nie raz, ale odbiegłam od tematu bo nie o tym miałam pisać, tylko o wczorajszym dniu :-)
Rano niczego nieświadoma, wypiłam kawę. Miałam w planach zadzwonić w kilka miejsc.
Ale tak jakoś się wlókł ten poranek, zjadłam śniadanie, poszłam się przebrać i wykonałam jeden telefon. JEDEN.
Ledwo słuchawkę odłożyłam, zadzwonił Pan. :-)
Ze śmiechem odebrałam telefon i mówię, że właśnie skończyłam rozmawiać na drugim telefonie.
A że rozmowa nie za bardzo poszła po mojej myśli i byłam okropnie wzburzona, zaczęłam rozemocjonowana opowiadać Panu co udało mi się dowiedzieć i załatwić.
Gadałam i gadałam i gadałam i… w końcu Pan coś powiedział, ja się dalej skarżyłam, że już nie mam miejsca w kalendarzu do pisania i dalej nawijałam, Pan w końcu mi przerwał i powiedział że nawet nie zwróciłam co powiedział.
I tak zamknęłam się i myślę, o cholera, faktycznie tak ciągle ja tylko mówię i nie słucham i się zapytałam czy może powtórzyć co powiedział.
Powtórzył, aczkolwiek hmm.. :-) nie przywiązałam to tego wagi :-) to znaczy nie tak, nie uwierzyłam w to co mi moje wnętrze podpowiadało :-)
„Za chwile mi pokażesz”.
I się zaczęłam śmiać i myślę, tak jasne, za chwilę co to znaczy? Dziś? Jutro? Kiedy? Zapytałam się przez śmiech a kiedy.
„Za pól godziny”.
Umilkłam. Haha, oj mina mi zrzedła :-) Teraz to Pan się śmiał a ja zaczęła panikować.
Ale jak to za pół godziny? Przecież ja bym się musiała przygotować („O każdej porze dnia i nocy”, wiem, pamiętam, ale czasem trudno się tego trzymać…), ogarnąć trochę, przyznaję „Perfekcyjną Panią Domu” nie jestem, ale bałaganiarą rodem z tych programów amerykańskich też nie jestem, a wiadomo że czasem się pozbiera miejscami kilka ciuchów na fotelu :-)
Pół godziny hmmm… powiedziałam, że muszę trochę ogarnąć i w ogóle tak 15 minut na to potrzebuję. No ale ok, rozłączyliśmy się, Pan pozwolił w te 15 minut trochę ogarnąć.
Poza tym, jak to możliwe że Pan przyjedzie jak dokładnie w zeszłym tygodniu się spotkaliśmy na dłużej? No jak? A może jednak właśnie możliwe?
Te 15 minut upłynęło błyskawicznie, Pan zadzwonił że mogę schodzić, no to poszłam otworzyć drzwi, i jak zobaczyłam Go przy furtce… aż się we mnie zakotłowało..
Na czarno ubrany? O masakra, co to znaczy, będzie źle czy nie? Poza tym dobrze wie że mnie to kreci jak jest na ciemno ubrany i perfidnie to wykorzystuje!
Jeszcze lekko oszołomiona strojem dojrzaalm w Jego dłoni różę.
I tak się zastanawiam, dla mnie ta róża? A z jakiej okazji? A może nie dla mnie? No ale z jakiej okazji????
I się mentalnie pacnęłam w czoło.
Przecież dziś miesięcznica. :-)
Jakoś tak mnie zamroczyło :-) Przez ten strój jednak chyba… :-)

No ale przytuliłam się do Pana, poczułam jego usta na swoich i już straciłam głowę. Nic mnie nie obchodziło co dookoła. :-)
Ale tak to już bywa z tymi pocałunkami :-)
Poszliśmy do pokoju i co mnie zdziwiło leżeliśmy grzecznie na łóżku :-)
Grzecznie jak na nas :-) Ostatnio mnie poniosło z Czarnym Przyjacielem.. :-) ale już teraz byłam hmm bardziej opanowana :-)
No ale tak leżeliśmy, takie mizianie, no ale za chwilę już poczułam dłoń Pana pod legginsami :-) było o tyle łatwiej że nie założyłam majtek :-)
I za chwilę, co mnie jeszcze bardziej zdziwiło, Pan zaproponował żebyśmy się przenieśli pod kołdrę :-)
Znów rozważałam ten pomysł a Pan dalej zajmował się moimi najbardziej spragnionymi miejscami :-)
W końcu stwierdziłam, dobrze, idziemy pod kołdrę, ale…
„…teraz ja zajmę się Tobą” i uśmiechnęłam się przy tym nonszalancko :-)
I za chwilę dodałam „Śmigaj pod kołdrę”, na co Pan zareagował delikatnym upomnieniem słownym, iż nieodpowiednio się zwróciłam :-) no nie była to gafa na miarę „piątki” :-)
Ale jednak wywołało to uśmiech na mojej twarzy :-) w sumie, nie tylko mojej… :-)
Pan powiedział, jak już wstałam, żebym wzięła ten mały masażer, ale najpierw musiałam go zlokalizować.
Leżał w torbie :-) razem z obrożą :-)
Wskoczyłam do łóżka, przytuliłam się do Pana i… każdą komórką ciała czułam, jak mi dobrze :-)
Wiem, wiem, wanilia coraz bardziej dominuje, chociaż czasem może nie do końca, bo na czwartkowym spotkaniu… aaaa, ciiii :-) wszystko w swoim czasie :-)
Ale leżałam tak wtulona i nie chciałam się ruszać, było mi tak dobrze :-)
Ale za chwilę :-) było mi jeszcze lepiej :-)
Pan zajmował się moimi piersiami, tak jak lubię, mocno, czasem za mocno, ale jak boli wiem że żyję :-)
Zajmowałam się kutasem Pana. Zawsze mi tego brakuje. Zawsze. Lubię bawić się nim dłonią, jak leżymy i nakręcamy się nawzajem, albo ustami, sama kierować rytmem albo jak robi to mój Pan, trzyma mnie mocno za włosy i pieprzy aż się dławię i ślinię, i jak dochodzi i czuję jak nasienie spływa po moim gardle i… nie, zdecydowanie dużo wymieniać, temat na osobny wpis :-)
Eh.. :-)
Pan bawił się jeszcze mną, i po dłuższej chwili doszłam. Jak mam okres dostać jestem nie do zniesienia :-)
Wredna, złośliwa, ciskająca sarkazmem na prawo i lewo, bywa że obojętna, częściej płaczliwa.
Zresztą, każda kobieta czuje jak ma dostać okres. A takie dzikie samopoczucie niekoniecznie sprzyja zabawom :-)
Ale. Nie było źle. Było cudownie. Pan wyczuwał moje ciało, odczytywał moje reakcje i do tej pory mnie to zaskakuje z jaką precyzją, PRECYZJĄ to odczytywanie zawsze przebiega. Nie, nie chodzi o moje ciało, ale o te wszystkie inne rzeczy. Emocje, wahania nastrojów, ogólne wahania, moje myśli…
Czasem rozmawiamy przez telefon, Pan wspomina o jakiejś rzeczy, i zaciskam uda, a On mówi „Ale nie zaciskaj tych ud tak mocno” i jeszcze się uśmiecha!
Nie wiem, może to logiczne. Może. Nie wiem tak w sumie :-) ale zawsze mnie to rozśmiesza :-)
Czasem czuję się na podglądzie, ale to kolejny temat na osobny wpis :-)
Jeszcze leżeliśmy. Oczywiście, jak to Pan powiedział „bez łaskotania nie ma spotkania” :-)
A się broniłam, ale no niestety nie udało mi się i z rękami unieruchomionymi zwijałam się ze śmiechu :-) skopałam kołdrę przy okazji. I prześcieradło :-)
Eh :-) tak cudownie, ale wszystko co dobre kiedyś się kończy, i ten moment nadszedł.
Posmutniałam.
Jeszcze Pan mówił, żebym nie była smutna, ale jak tu nie być smutną, jak trzeba na ziemię wracać?
Czy ktokolwiek chciałby wracać z wymarzonego Raju?

Sprowadziłam Pana, pożegnaliśmy się i poszedł do samochodu. A ja jeszcze długo długo stałam w drzwiach kompletnie wyłączona. Nie płakałam ale poczułam taką pustkę. Tak jakby czegoś nagle we mnie zabrakło. I nie chodzi tylko o kutasa Pana :-)
Ale zabrakło mi takiego pchnięcia :-) do działania oczywiście :-)
Jak ja pisze no nie, najwyższy poziom zboczenia chyba dziś mnie ogarnął :-)
Także wczorajsza niespodzianka :-) Była wspaniała, cudowna, piękna i oh jeju… :-)

 

23.09.2016
Dziś poranek zaczęłam również od kawy :-) W sumie poranki zaczynam od porannego maila, w którym znajdują się zdjęcia i kilka informacji :-)
Ale później kawa była :-)
Wypiłam na spokojnie, obejrzałam bardzo ‚ambitny’ program i poszłam do kuchni.
Zanim naszykowałam sobie śniadanie minęło 40 minut.
Bo włosy jeszcze umyłam, jeszcze maila sprawdziłam, jeszcze to tamto i 40 minut się zrobiło.
Z drugiej strony skończyłam po 12 lekko. I jak popijałam spokojnie herbatę i kończyłam czytać zadzwonił Pan :-)
Kubek by poleciał na podłogę, tak drgnęłam na dźwięk dzwonka :-)
I znów ze śmiechem odebrałam telefon i powiedziałam, uwaga: „Masz szczęście, bo skończyłam śniadanie”.
No cóż, to nie było zbyt właściwe, ciągle mnie to gryzie.. Za te moje odzywki powinnam dostać trzcinką. Albo tym patyczkiem z cieniutkim sznureczkiem.
O brrrr, jak sobie o nim przypomnę pokornieję… i składam się w sobie do pozycji klęczącej. Prawie jak Transformers…
Ale Pan zwrócił mi uwagę, iż te moje odzywki doczekają się dobitnego przedstawienia ich niestosowności… i rozmawialiśmy dalej.
I nagle usłyszałam, że do pokoju, że Czarny Przyjaciel, że ten mały masażer… :-)
Hmm, niekoniecznie mi się ten pomysł spodobał, jeszcze byłam po wczorajszym obolała :-)
Ale pobiegłam do pokoju, zabrałam potrzebne rzeczy, rozebrałam się.
Podłączyłam Przyjaciela, wzięłam masażer. Miałam się nim pieprzyć :-) bo wczoraj Pan mnie nim pieprzył ale :-) jednak wolę jak Jego palce mnie pieprzą :-) tak podniecające że aż boli :-)
Położyłam się, powiedziałam że już gotowa jestem iiii… :-)
Najpierw masażer :-) miałam go w cipkę włożyć, jak to zrobiłam Pan powiedział żebym się nim teraz trochę pieprzyła :-) ten masażer ma za małe obroty :-) potrzebuję mocniejszych doznań, a Czarny Przyjaciel… :-) Eh :-)
I w końcu usłyszałam, to teraz Czarny Przyjaciel, włącz :-)
Włączyłam przyłożyłam w odpowiednie miejsce i..
Nie wiedziałam że jestem aż tak obolała :-) ale szukałam odpowiedniego miejsca i wcale tak bardzo nie bolało :-)
I jęczałam, tak momentami było mi dobrze, Pan oczywiście kazał mi mówić, ale :-) no cóż, muszę to jeszcze poćwiczyć :-)
Tak mi brakowało w tamtym momencie rżnięcia, czasem jakieś zdanie wydobyło się z moich ust aale nic specjalnego, ale miałam powiedzieć kim jestem :-) co mnie kompletnie podnieciło :-) jak ja to lubię mówić :-)
I jeszcze chwila, i jeszcze troszeczkę i.. jejuu, jak ja wyłam.. przed orgazmem.
Takie dwa głębsze.. :-) w sensie jęki :-) i pytanie.
Nie lubię dochodzić bez pozwolenia. Ale z drugiej strony nie potrafię się powstrzymać jakl Pan mówi „Jeszcze nie”… chciałabym się w końcu tego nauczyć :-)
Ale Pan pozwolił :-) podświadomie czułam że pozwoli :-) czasem jak się pytam to na chwilę przestaję się ruszać, bo ja jestem na krawędzi to wystarczy niewielkie poruszenie biodrami i koniec, spadam :-)
O jak się kręciłam.. zsunęłam się z poduszki, raz, drugi trzeci się wygięłam, rozłożyłam nogi szerzej by za chwilę mocniej je zacisnąć i znów rozłożyć ale nie przestawałam.
I dalej dalej trzymałam ale już nie mogłam miejsca znaleźć. Już tak bolało.. :-)
Pan mnie wczoraj zużył.. :-) Hahaha :-)
Ale za chwilę doszłam drugi raz, teraz orgazm był płytki ale nie tracił na intensywności :-)
I jeszcze trzymałam :-)
Ale Pan powiedział że już starczy… :-)
Szkoooda :-)

Także dwa dni pod rząd taaakie niespodzianki :-) oj bo się przyzwyczaję :-) ale eh było cudownie :-) nie mogę przestać o tym myśleć :-)
Pan mnie lubi zaskakiwać :-) i znalazł dla mnie czas :-) i przyjechał i był i pozwolił na orgazm i zadzwonił i… :-)
Jeju :-)
Tak wspaniale być Suką mojego Pana…

 

Su Anusz.

Bezwstydnie Przyjemna

obedience
Standardowy

Ah, jutro już spotkanie! Właśnie powoli kończę malować paznokcie na czerwono.
Mam tyle planów!
Przede wszystkim w co się jutro ubiorę. Już wczoraj miałam wszystko naszykowane, dziś przymierzyłam, no jak tak wyjdę.. będę mocno przyciągać uwagę, zwłaszcza… „oczy”.
Ale ciiii na razie nic nie piszę! Wszystko się wyjaśni po spotkaniu.
Oczywiście moje pomysły, momentami poronione, spisane na kartkach, ile ja czasu poświęciłam żeby je wszystkie znaleźć!
Nowa sukienka, też zabieram żeby się na żywo pokazać, co jeszcze?
Cała reszta, ta najpotrzebniejsza. Żel, Czarny Przyjaciel, płyn, kosmetyki, ta „nowa”-stara zabawka której jeszcze nie testowaliśmy, ah, czarna koszulka, żeby tak nago nie paradować… :-)
Zresztą, kogo ja chcę oszukiwać że ją założę? :-)

Nie mogę się opanować, mam ochotę piszczeć jak dziecko, ciągle myśli przebiegają mi przez głowę, różnej maści, już wyobrażam sobie moment jak się ubieram i jadę na małe zakupy (drink dobra rzecz…) i jak czekam na Pana w tym samym miejscu co zazwyczaj :-)Już czuję ten zwinięty żołądek, zaczęło się w sumie dziś koło południa :-) uświadomiłam sobie jak bardzo czekałam na środę a tu już południe :-)
A teraz wieczór :-) pójdę spać niedługo, a jak się obudzę będzie już czwartek :-) jak to Pan lubi mówić :-)
Przypomniałam sobie zasady, tak na wszelki wypadek. Z wielką ochotą mówiłam o wiązaniu :-) byłam sceptycznie nastawiona na kabelki, ale już sama wspomniałam o bacie :-)

 

Ja już chcę iść spać i już chcę jutro!!!

 

Napiszę po spotkaniu… :roll:

 

muah ;*

 

 

 

Su Anusz.

 

Nowe Oblicze Suki

Standardowy

„Sucze żądze to przy dzisiejszym dniu nic…”

Tak, Pan dziś przyjechał :-)
Zrobił mi ogroooomną niespodziankę :-)
Mimo że wczoraj mówił że MOŻE dzisiaj przyjedzie, ale mruczał przy tym tak że już nie byłam pewna czy będzie, czy MOŻE jednak nie…
Ale Pan zadzwonił rano, powiedział że już jedzie do mnie :-)
I oh jeju..

To co ja dzisiaj robiłam.
Nie poznawałam samej siebie. Jak dzikie zwierzę wypuszczone z klatki!
O ile z początku się broniłam, powtarzałam sobie „Ooo nie, dziś tak łatwo nie pójdzie”, o tyle niełatwo się skupić przy pieszczotach Pana i z każdą chwilą moje twarde postanowienie topniało… Ale twardo pokazywałam ulotkę z bielizną.
Zawsze łatwo ulegałam :-) tym razem też poszło szybko.
Ale zdołałam jeszcze zabrać telefon i pokazać Panu filmik który nagrałam :-)
Nie wiem, czy obejrzał coś, bo ja na pewno nie.
Czułam Jego palce między udami, jak wsuwają się zwinnie do cipki i pieprzą mnie ale tak delikatnie, doprowadzając mnie do granicy.
Pamiętam, że w pewnym momencie się wygięłam i dosłownie wpiłam w usta Pana jak wygłodniały wamp. Ah, to było piękne…
Dopiero po serii orgazmów, jak leżałam wtulona w Pana i chłonęłam Go całą sobą, zdałam sobie sprawę jaka byłam wygłodniała.
Nie tylko ja samą siebie zaskoczyłam, Pan też mnie zaskoczył.
Ale ciiii :-)
Zaproponowałam wibrator :-)
I tak wibratorem nawet ja się nie potrafię pieprzyć jak robi to mój Pan.
Najpierw naturalnie sama się pieprzyłam. Ale później to Pan przejął.. hmm.. :-) pałeczkę :-)
I on mnie pieprzył. Momentami odlatywałam na inną planetę :-) To było niesamowite :-)
I jeszcze jak poszłam po Czarnego Przyjaciela :-) i te kilka orgazmów :-)
I jak bez cienia zażenowania mówiłam „Pieprz mnie, o tak, pieprz mnie, pieprz mnie…” patrząc się prosto w oczy mojego Pana :-)

Ja się nigdy tak nie zachowywałam :-)
A tu nagle proszę :-)

Taka bezwstydnica :-) nie wierzę :-)

Oczywiście jak to zazwyczaj bywa, czasu mimo że było całkiem dużo, dla mnie było za mało.
Wtuliłam się w rękę Pana, leżałam, On siedział, lubię jak znajdujemy się w takiej perspektywie.
Nie chciałam żeby szedł. Nie chciałam. Ale wiedziałam że to konieczne.

Lubię tą Naszą bliskość. Czuję się tak swobodnie, tak naturalnie jak nigdzie indziej. Szkoda że czasem to trwa za krótko.
Zawsze mi mało…

`Dziękuję Panie mój za dzisiejszy dzień, za orgazmy, za pieprzenie, za spojrzenia, dotyk, rozkosz, za Twojego kutasa, za Twoje pocałunki za łaskotanie, za „piątkę” ( :lol: ), przytulanie, leżenie, splecione dłonie i nogi, obejmowanie, uśmiech, za całego Ciebie.
Dziękuję że byłeś.
Dziękuję że JESTEŚ. I będziesz.

Twoja Su Anusz.`

Su Anusz.

Zobacz o czym myśli Suka.

Standardowy

Wyobraźnia.
Cenny dar.
Czasem chciałabym jej nie mieć, pozbyć się, wyłączyć ją.
Tak jak dzisiaj. I wiele razy wcześniej.
Wyobraźnia wcale mi dzisiaj nie pomaga. Podsuwa różne dzikie wizje, które podniecają i nie dają normalnie żyć.
Dziś idąc przez miasto szczególną uwagę zwróciłam na wiązanie.
Tak mi tego brakuje.. unieruchomienia. Jeszcze zasłoniętych oczu.
I ta słodka niewiedza, czy Pan zaszczyci delikatną pieszczotą czy może raczej tą mocniejszą. 
To wyostrzenie zmysłów, jak się bardziej słyszy, bardziej czuje, bardziej…
Chłonąć każdą sekundę, tworzyć mozaikę z doznań, emocji i odczuć, czuć, ale pełniej, skupić się tylko na tym bodźcu…

Wypełnienie ciepłem aż po same brzegi, każdy zakamarek ciała, czuć wszystko, ale nie widzieć niczego.
Mieć pewność wcale jej nie mając. 
Oddać się bez wahania.

Czasem się waham. Ale to wahanie nie jest z mojego niezdecydowania, czy aby na pewno dobrze robię. Pan to wie za mnie. Waham się raczej z potrzeby dyskusji. A może i z potrzeby zostania ukaraną.
Lubię te przekomarzania. Nie ma nic cudowniejszego niż uśmiech Pana w takiej sytuacji. Gdy Go rozbawiłam.
Patrzy na mnie wtedy pobłażliwie jak na dziecko, On wie że ja wiem jakie mogą być konsekwencje gdy posunę się za daleko i już kombinuje co mi tu zrobić, Jego oczy się śmieją, patrzę w nie i widzę ciepło i tą osobliwą energię bijącą z nich, energię mojego Pana, wyjątkową, wokół nich robią się delikatne zmarszczki na które uwielbiam patrzeć, nie ma nic seksowniejszego niż zmarszczki wokół oczu, jeszcze jak jest się ich powodem.
Uśmiechają się też Jego usta. Dopóki nic nie mówi. Rozbraja mnie ten uśmiech, czuję mrowienie w dole brzucha bo taki uśmiech zawsze zwiastuje coś… niesamowicie przyjemnego. Ewentualnie zapowiada katastrofę, czyli łaskotanie.
Pan ciągle wspomina o wiązaniu i łaskotaniu mnie… mam nadzieję, że w końcu o tym zapomni, gdzieś to uleci z Jego głowy i uhm..
To jest tak, czuję się przy Nim bezpieczna, to cudowne uczucie, ale jak już tylko zbliża dłonie do tych miejsc wrażliwych na łaskotanie to już taka bardzo bezpieczna się nie czuję… :-)

Myślałam też o biciu. Jak ja to lubię pisać :-)
„Zbij mnie!”
Ojeju :-) aż samo pisanie o tym mnie nakręca… żeby moja wyobraźnia się za bardzo nie rozszalała..
Ale bicie :-) jak już raz się spróbuje, to juz się nie przestanie. Kiedyś coś takiego przeczytałam i nie wiedziałam jak to się ma do rzeczywistości.
Cóż… teraz już wieeem… Niby jak Pan wyciąga pas albo pokazuje trzcinkę to mówię nie nie, a może wcale, albo na następnym spotkaniu..
Ale przyznaję, bez chłosty to tak jakby się nie doprawiło jedzenia.
Takie no hmm, fajnie fajnie ale czegoś jednak brakuje. A jak dłuższy czas nie ma to oooj, szaleństwo, przynajmniej ja szaleję. Szukam sama sposobności żeby sobie dać klapsa albo dwa. Po sklepach jak chodzę to idę na dział z paskami i z rozmarzeniem dotykam ich wyobrażając sobie jak Pan używa go na mnie. Wszędzie, dosłownie wszędzie szukam podtekstów.
Kabelki też czasem w ruch idą, częściej dłonią sobie dogadzam.
To znaczy..
W sensie taki klaps czy coś…
A Czarny Przyjaciel siedzi w szafie i czeka.. nie tknę go bez pozwolenia ale czasem aż mnie skręca żeby go wyjąć…
Ale nie, nie ma mowy.
Silna wola. Trzeba trenować.

Nagrałam ostatnio filmik dla Pana. Nie mogę się rozpisywać, ponieważ jeszcze go nie widział.
Ale powiedziałam że zrobię dla Niego prezentację na żywo :-) jeszcze udoskonalę troszeczkę :-)
I miałam nadzieję, że się nie zdenerwuje że złamałam kilka zasad… :-)
Myślę, że jak Pan zobaczy efekt to wybaczy mi wszystkie złamane zasady tamtego dnia :-) nawet spóźnienia z smsami :-)

 

„Nie chciałabym być niegrzeczna
Ale wiem, że w twojej głowie już rozchylam kolana”

 

 

 

Su Anusz.

Sucze żądze

Standardowy

Chyba nie myślałam logicznie robiąc w piątek to, co robiłam.
Piątek, nic w tv nie ma, w oczekiwaniu na mecz naszych szczypiornistów postanowiłam sobie umilić czas.
Pytanie, jak?
Przeskakiwałam z kanału na kanał, nic mnie nie interesowało, no ale koło 23 zaczynały się filmy erotyczne.
Pierwszy był o dziewczynie z dobrego domu, a drugi… coś abstrakcyjnego. Oglądałam ten pierwszy, od początku do końca, nie będąc do końca przekonana czy tego chcę.
Unikam takich filmów. Już dwa lata nie oglądam filmów erotycznych a tym bardziej porno, no chyba że Pan mi coś podeśle albo razem oglądamy.
Jest też inny powód.
O ile wcześniej, przed poznaniem Pana wyczekiwałam niecierpliwie filmu erotycznego w tv, o tyle teraz po prostu wydają mi się.. śmieszne.
Widzę te niedociągnięcia i zawsze muszę skomentować.
Mam wrażenie po prostu, że wcale się nie pieprzą. Nurtuje mnie pytanie, czy oni się tam pieprzą czy tylko udają. A co za tym idzie to czy ich to nie podnieca takie udawanie.
Momentami wygląda to realistycznie, ale to zaraz pryska, bo albo są w ciuchach, a jak już ściągają to nic konkretnego nie widać.
I nie, nie jestem zboczona :-)
Tylko piszę o moich spostrzeżeniach.
Bo jeszcze jakoś to wygląda, jak na przykład są dwie kobiety.
Tak było tym razem, jak już była scena z mężczyzną to jakoś mnie tak.. ostudzało.
Zupełnie odwrotnie jak jedna dziewczyna zabawiała się z drugą…
Kolejna rzecz, która mnie zaskakuje, zaraz jak dłoń czyjaś ląduje pod majtkami dziewczyny to ten ktoś w tak szybkim tempie rusza tą ręką że mnie zaskakuje, że to tą dziewczynę podnieca.
Są różne gusta, ale zawsze myślałam że fajnie tak budować napięcie i tak powoli, delikatnie się podrażnić a dopiero potem zasuwać w maratonie..
W pewnym momencie się wkurzyłam.
Ktoś nie zna się na rżnięciu i pieprzeniu zabiera się za robienie filmu erotycznego.
Z drugiej strony, zaczęłam się zastanawiać jakie są różnice między porno a filmem erotycznym.
Ale momentami serio, wyglądało jakby producent nie znał się na rzeczy. Może to wina aktorów?
Na pewno nie starali się przy finałach. Czasem trudno było mi rozróżnić, czy ona już doszła czy może jeszcze trochę pojęczy.
I później pisałam do Pana, bo oczywiście pozwolił mi oglądać, pisałam, że już ja bym lepiej udawała.
Masakra.
Ale wyłapałam dwa klapsy! :-)
Oo rany jaka byłam tym zaskoczona! Chociaż kiedyś w takim filmie przełączyła przypadkowo :oops: na scenę, gdzie było trzech mężczyzn w takich maskach latexowych czy skórzanych, i jedna dziewczyna była, blondynka. I to też mnie zaskoczyło, ale już później nie było takich scen, jednorazowy wybryk chyba.
Ale wracając do filmu z piątku.
Źle zrobiłam że oglądałam ten film.
Nakręciłam się masakrycznie, momentami już chciałam zrobić źle, bez pytania, no to tylko jeden orgazm to co tam, Pan nie musi wiedzieć. Ale nie.
NIE.
Oglądałam spokojnie. Ale zaczęła się reklama jeszcze w środku akcji!
I wpadł mi do głowy pomysł.
Napisałam do Pana sms pytając się, czy mogę swoich piersi tylko dotykać.
Tak troszeczkę, i tylko piersi. Pan pozwolił!!!
Czekałam jak na szpilkach na ciąg dalszy filmu, miałam nadzieję że przydługa scena z dwiema dziewczynami w wannie i dwoma facetami z laską na kanapie się szybko skończy. Bo tak długiej sceny to nie było..
Ale jak tylko się zaczęło..
Odchyliłam troszeczkę dekolt koszulki, ah, nie ma to jak koszulka w panterkę z głębokim dekoltem z przodu i na plecach! :-)
Nie przepadam za panterką. Aczkolwiek istnieją wyjątki.
Wsunęłam łapkę głębiej i.. akurat zabawiały się dziewczyny. Nie mogłam trafić lepiej :-)
Z zafascynowaniem oglądałam Jak blond zdzira (tak wyglądała z napompowanymi ustami i powłóczystym spojrzeniem) zajmuje się skwapliwie czarną.
Ściskałam w międzyczasie swoją pierś, delikatnie, powoli, nie odrywając wzroku od akcji na ekranie. Drażniłam sutka, który już w momencie odchylenia koszulki był wyraźny i twardy.
Sprawiało mi to ogromną przyjemność, zamiast skupić się na tym, co robią dziewczyny dalej, wyobrażałam sobie że właśnie to robię przed moim Panem. Usadawiam się na przeciwko Niego i dotykam się, bezwstydnie patrząc mu w oczy. Uśmiecham się zalotnie i ściskam sutka, z moich ust wydobywa się ciche westchnienie.
W wyobraźni posuwam się dalej, moja dłoń pełza w dół, powoli, niespiesznie, specjalnie, uśmiecham się jeszcze bardziej na myśl, że mogę kontrolować sytuację.
Dociera w rozgrzane miejsce, od razu wsuwam jeden palec w cipkę, lekko odchylam głowę i przymykam oczy. Dołączam drugi palec i spokojnie wysuwam i wsuwam do środka.
Oprzytomniałam, ciągle ściskając sutka między palcami.
Tak, podoba mi się ta wizja. Zrealizuję ją na spotkaniu.
Oglądałam dalej bawiąc się piersią. Z minuty na minutę moje podniecenie stawało się coraz mocniejsze, prawie namacalne. Czułam.
Chciałam się doprowadzić na skraj, tylko na skraj, ale wiem, że straciłabym kontrolę we momencie włożenia ręki pod kołdrę.
Tak, to był trening silnej woli level: advanced, aczkolwiek myślę że nieźle sobie poradziłam.
Pod koniec byłam w środku napięta, cipka mi pulsowała i było mi gorąco, miałam policzki rozpalone, chciała rżnięcia, chciałam orgazmu, chciałam wszystkiego!
Złamałam się i sprawdziłam czy w ogóle jestem mokra.
Mój palec zatopił się i wsunął zwinnie w cipkę. Ale nic poza tym.
Byłam mokra. I to niemożliwe że od takich zabaw piersiami.
Chociaż niejeden raz miałam na to mokry dowód podczas spotkań z Panem…
I jakoś ręka tam mimowolnie powędrowała mi do tyłu i pieprzyłam swój tyłeczek. Ale ciii, delikatnie i chwilkę, o wszystkim napisałam w smsie do Pana jak już film się skończył.
Pozwolił mi jeszcze pieprzyć swój tyłeczek ale podziękowałam i z tego wszystkiego przegapiłam początek meczu…
Jeszcze ze zgrozą zastanawiałam się, co będzie jesli dojdę przez sen?

Niejeden raz się tak zdarzało, że dochodziłam przez sen. Miałam wtedy kaca moralnego, nie chodzi o zakaz orgazmów bez zgody, to też ale chodziło o to że tak sama doszłam.. nie lubię już tak.. Pan musi mnie chociaż słyszeć!
Jeszcze jedna myśl mi się pojawiła w głowie, wizja, ciągle się rozwija, podoba mi się ten pomysł i mam zamiar go zrealizować. Jestem tak wygłodniałą Suką że jak się spotkam z Panem to nie wypuszczę Go z łóżka dopóki nie dobiję do 8 orgazmów!
Oczywiście nie jestem egoistką, zadbam również o przyjemność mojego Pana, moje 8 orgazmów to tak przy okazji :-)
Poza tym, muszę opowiedzieć mu o moim Pomyśle numer 1, który zaprząta codzienne moją głowę :-) po prostu jak myślę o tym pomyśle to uśmiecham się i snuję różne wizje :-) Ale Pan najpierw musi się dowiedzieć żeby cokolwiek realizować :-)
Muszę kieckę wziąć do przymiarki :-) kiecka obłędna, muszę buty do niej jakieś znaleźć, ale może już nie to 15 cm :-) wystarczy 11 :-)
Poza tym, butów, torebek i bielizny nigdy za dużo w szafie :-) Moja się już nie domyka..
Ale ciii..
W sobotę, po tej nocy niespodzianek, poszłam do sklepu.
Szłam ścieżkami, które wydeptywaliśmy z Panem podczas pewnego spaceru, kiedy to szłam z opuszczoną bluzką i stanikiem ulicą. Oświetloną. Ale późno w nocy.
Pamiętam że szliśmy przez skrzyżowanie.
Szłam tą samą ulicą.
Rozglądałam się jak to ja idąc po krawężniku, spoglądałam w niebo i na białe obłoki rozsiane po błękicie.
Mój wzrok padł na budynek. Budynek miał na zewnątrz kamerą. SKIEROWANĄ NA SKRZYŻOWANIE.
Z wrażenia aż przystanęłam.
Ja szłam ulicą, bez stanika z cyckami na wierzchu a tu kamera stała?!
Przy budynku na przeciwko też jest kamera, ale tą widzieliśmy, stanęliśmy przed nią i Pan mnie pieprzył palcami, ale ta druga…
Od razu napisałam do Pana.
I miałam cichą nadzieję że nie sprawdzają nocnych nagrań…

Pan piszę, że „JUŻ NIEDŁUGO”.
Nie mogę się doczekać już tego NIEDŁUGO :-) jak już zacznę się szykować :-) ubierać, i jak żołądek mi przed wyjściem podskoczy :-) jak złapię torbę i zejdę do furtki :-)
Przekroczę ją, przejdę kawałek i wsiądę do samochodu Pana :-)
Uff, gorąco :-)

A jutro.
Jutro będą już dwa lata, kiedy poprosiłam o obrożę :-)
Na początku nie myślałam, że Nasza relacja będzie tyle trwała. Myślałam, tydzień, góra dwa. Pobawi się, zostawi, koniec bajki.
Ale jeszcze nie wiedziałam, że trafiłam na wyjątkowego i mądrego Pana, że nie ma drugiego takiego na świecie, Pana i człowieka.

 

Obroża. Nie wiedziałam jak wiele ma znaczeń, dopóki jej nie założyłam.

 

 

 

 

Su Anusz.

Ptyś-niespodzianka.

Standardowy

W związku z moim snem (najpierw jak Pan mnie rżnął, później pieprzyłam się wielkim dwustronnym żelowym kutasem, prawie doszłam przez sen! Ale we śnie przestałam i pisałam do Pana czy mogę dojść) a może raczej z działaniami późniejszymi, Pan zarządził dziś ptysia.
15 minut bo 15 minut ale jednak.
Sny jedno, ale to że poszłam bez majtek w legginsach na zakupy to drugie.
Wokół mnie unosił się zapach podniecenia.
Od raz po wyjściu z domu byłam mokra.
Czułam się z tym komfortowo, więcej, ten zapach jeszcze bardziej mnie podniecał.

Później później, jak napisałam że to podniecenie już się uspokoiło, że już nie jestem tak bardzo nakręcona, Pan zrobił mi niespodziankę i powiedział że dziś ma być ptyś na 15 minut.
Zaskakująca była moja reakcja. Nie skrzywiłam się.
Poczułam ciekawość, delikatne pobudzenie i tak w sumie nie mogłam się doczekać wieczora…
Już widziałam siebie, klęczącą i pochyloną do przodu pod biurkiem, jak pieprzę się ptysiem a on wchodzi coraz głębiej i głębiej…
Rzeczywistość była nieco inna.

Nadszedł upragniony wieczór. Przed 21.
Przygotowałam żel, ptysia, siebie psychicznie i zaczęłam.
Sama aplikacja nie była zła, cały dyskomfort i ewentualny ból momentami rekompensowało mi to pieprzenie się.
Ale ładnie gładko wszedł, troszeczkę piekło, no i czułam ten dyskomfort jednak.
Nie było tak źle jak na początku mojej przygody z ptysiem.
Wtedy ledwo 30 minut wytrzymywałam.
Teraz mam wszystko ładnie zaplanowane, sprawdzone, jak najlepiej, gdzie, pod jakim kątem i w jakiej pozycji.
Podobało mi się jak kiedyś próbowałam na stojąco.. Oj, to było dobre…
Teraz nie było źle.
I tak do końca nie wiem, czy bardziej czułam pieczenie, czy podniecenie i pragnienie rżnięcia w tej chwili.
Chyba jednak to drugie, jak tylko wstawałam to miękły mi nogi i czułam płynne mrowienie między udami.
Siedzenie z początku było trudne. Nabiłam się mocniej na ptysia, pokręciłam się na nim trochę i przestałam.

Wyciąganie ptysia było całkiem sympatyczne. Fajnie się z nim chodziło i siedziało na balkonie, ale z wielką chęcią szłam do łazienki żeby się go pozbyć.
Poczułam ulgę jak już go nie było, ale z drugiej strony poczułam się taka… pusta w środku.
Jednak mi ptysia brakowało.
Chociaż może bardziej brakuje mi takiego soczystego rżnięcia.

 

 

 

Su Anusz.

Tęsknota z poprawką

Tęsknota
Standardowy

„Pan nie wie kiedy się spotkamy. Tęsknię. Bo już się nie widzieliśmy ponad miesiąc. Za kilka dni będą dwa miesiące. No może nie kilka dni, tak za dwa tygodnie. Za równe dwa tygodnie.

To znaczy były spacery, chociażby ten ostatnio (Pan i Suka na spacerze).

Ale chodzi mi o takie spotkanie dłuższe..

I wiem, że czeka mnie kara.

Ale chciałabym już się do Pana przytulić. I tak usnąć z nim. Wsłuchiwać się w Jego miarowy oddech.

Budzić się gwałtownie z lekkiego snu jak mną delikatnie potrząsa mówiąc „Nie śpij”.

Tak mi tego brakuje.

Może chcę za dużo?

Kto wie…

 

Tęsknię za Panem. Czy to takie dziwne? Czy to takie niedopuszczalne?

Jestem Suką, czy tęsknota w takiej sytuacji jest wskazana? Czy wspominanie o takim stanie jest właściwe?

Powinnam się wykazać wyrozumiałością, ogromną wyrozumiałością, jaką Pan mnie okazuje. Dlaczego tak ciężko mi być wyrozumiałą w tej chwili?

Ze łzami w kącikach oczu zastanawiam się, co robię źle. Co we mnie jest nie tak? Jak to poprawić, żeby w końcu się spotkać?

Beznamiętnie patrzę w okno opatulona kocem.

A co by było jakby to wszystko wyglądało inaczej? Gdyby nie było klimatu, a byłaby sama wanilia? Gdyby „Pan” nie był Panem tylko „kimś” waniliowym?

Mając wanilię, spotkania kiedy chcę, wspólne wyjścia, wieczory w łóżku z oglądaniem filmów całą noc. Mając to wszystko. Czy miałabym to, co mam teraz?

Czy miałabym pewność siebie, która ciągle się buduje? Poczucie własnej wartości? Motywację do różnych rzeczy?

Czy byłabym zdyscyplinowana, sumienna, zorganizowana?

Czy szukałabym różnych wyjść z sytuacji pozornie bez wyjścia?

Czy umiałabym rozmawiać o uczuciach?

Czy byłby ktoś, kto dbałby o mnie dzień i noc, przejmowałby się mną, słuchał mnie i potrafił mną odpowiednio pokierować?

I w końcu, czy byłabym szczęśliwa?

Tak naprawdę szczęśliwa?

Czy teraz jestem szczęśliwa? Jestem.

Ponieważ codziennie rozmawiam z Panem. Ponieważ On jest. Czuję to w każdym słowie, które czytam i słyszę. Ponieważ mimo złych chwil nie odwraca się ode mnie i rozmawia ze mną.

Ponieważ mimo moich wad. Pomimo wad, widzi we mnie coś, czego ja sama nie dostrzegam. I co stara się wydobyć na zewnątrz.

 

‚Stworzę cię na nowo. Usunę kolejne niepotrzebne warstwy, by na ich miejsce wstawić nowe, mocniejsze.’

 

Nadchodzą kolejne dni zadręczania się.

Kiedy? Co? Czemu?

Co jest nie tak? Co zrobiłam źle? Co mogę zrobić żeby się spotkać?

Wyzwolenie przyniesie spotkanie…

Tęsknię Panie mój… Tęsknię.. tęsknię…

 

 

Su Anusz.”

 

 

Każdy popełnia błędy.
Moim błędem było lekkomyślne napisanie tego wpisu. I wrzucenie go na bloga.
Pół nocy nie dawało mi spokoju, jak przypominałam sobie słowa Pana.
“… i że trzeba się Tobą zaopiekować”
“Mam nadzieję, że z tego wpisu nie będzie smutku…”
“… że jesteś samotna i mało szczęśliwa…”
Im dłużej nie spałam, tym bardziej byłam przekonana, że mój wczorajszy wpis właśnie tak zabrzmiał.

Samotna Suka szukająca kogoś innego, dająca ‘delikatnie’ do zrozumienia, że jest nieszczęśliwa i przydałoby się pocieszenie.
Nie nie nie, to nie tak miało być…
Nie szukam kogoś innego.
Kocham swojego Pana i nigdy w życiu nie zamieniłabym Go na nikogo innego.
Wyszło tak z tego wpisu, że Pan mi niczego nie daje.
Wcale tak nie jest.
Dał mi nowe życie, bezpieczeństwo, miłość, troskę, wsparcie, orgazmy których nie miałam, zbudował moje poczucie własnej wartości… dużo wymieniać, dał mi dużo. Dał mi wszystko co najlepsze.
I nawet najgorsze w najlepszym wydaniu!
Cieszę się z tego, co mam. Że w ogóle On jest.
Że po prostu jest. Że ma takie pokłady cierpliwości wobec mnie. Że wyjaśnia. Że rozmawia, pokazuje, przedstawia.
Robi to wszystko, chociaż wcale nie musi. NIE MUSI.
A jednak to robi.
Uśmiecham się wtedy, jak zdaję sobie z tego sprawę.
Pan jest wyjątkowy.
Potrafi zachować równowagę między przesłodzonym pluszem a brakiem pluszu,wie, kiedy założyć plusz z powrotem a kiedy całkowicie go zdjąć. Zawsze mnie to zaskakuje, że potrafi wyczuć ten moment.
Nigdy nie mówiłam, że Pan jest zły. Że źle się do mnie odnosi, źle mnie traktuje, niesprawiedliwie, źle na mnie patrzy.
Ale wczoraj przedstawiłam swojego Pana w złym świetle i dodatkowo naraziłam się na różnego rodzaju propozycje.
Zdaję sobie sprawę z tego, że okropnie zrobiłam. Ja wiem o tym i strasznie się czuję winna.

Nie wiem co jeszcze mogę napisać żeby Pan nie uchodził za złego a ja za samotną, poszukującą Sukę…
Jak bardzo za Panem tęsknię, tak bardzo że ojeju, to On przyjeżdża i mnie na spacery zabiera. To nie to samo co długie spotkanie, ale zawsze przez te kilka chwil się widzimy, dotykamy, jesteśmy razem. Przez chwilę znów czuję, że moje miejsce jest jak najbliżej Pana.
Najważniejsze że ja wiem, że mój Pan jest dobry, sprawiedliwy, wyrozumiały.
Najważniejsze, że ja Go kocham, szanuję i uwielbiam.
Najważniejsze, że ja chcę mu służyć, chcę być Jego Suką i spełniać zachcianki.
I najważniejsze. Wiernie trwać przy Jego boku. Całą wieczność.

Pokornie pochylam głowę przed obliczem mojego Pana,

Su Anusz.