Lubię szybkie numerki…

Standardowy

… i własnie dlatego taki „szybki numerek” napiszę. :-)

Mam w końcu chwilę czasu.
Masakra :-) ostatnio jest po prostu jedna wielka MASAKRA.
To aż fizycznie boli…
Nie miałam kiedy napisać że mój Pan przyjechał :-) 
uspokoił rozszalałą Sukę.
I to tak cudownie uspokoił, pod każdym względem :-) 
I od środka i z zewnątrz i psychicznie i fizycznie.. a nie, fizycznie to była tylko rozgrzewka dla mnie :-) tak to już jest, przy jednym albo dwóch orgazmach :-)
Były też takie przez telefon :-) 
fajnie aczkolwiek dosyć dziwnie czułam się z nogami na ścianie :-) Ah, bo był Czarny Przyjaciel i to było całkiem ciekawe :-) zimna ściana :-) i w ogóle :-) 
ah kilka takich „razów” było :-) takie niespodziewane :-) 
jeden nawet przed pracą, co mnie kompletnie rozwaliło :-) 
A jak się przyjemnie później pracowało :-) nuciłam pod nosem, tanecznym krokiem chodziłam i myślałam o poranku :-) 
Jakie to słodkie było :-) i nikt nie wiedział czemu mam taki doskonały humor… :-)
Aaa, moja słodka tajemnica :-) 
Tylko hmm.. :-) 
Chciałabym coś MOCNIEJ.. :-) jeju no tęsknię za laniem… :-) czegoś mi brakuje.. :-) 
Tego wszystkiego, co było na spotkaniach… :-) 
Już cokolwiek poczuć, nawet trzcinkę, albo chociaż kabelek.. :-)
W sumie ostatnio to sama kabelkiem się trzaskałam.. jak skakałam na skakance. Jedna jest z materiału ale nie umiem jej obsługiwać (to taka wymówka.. ;-) ), i jest skakanka z żyłki i z takiego kabla. 
Żyłką bardzo bolało jak uda obijałam :-) a kabelkiem :-)
aż mnie dreszcze przelatywały :-) 
Tylko to nie były celowe działania. Plątałam się w tym kablu iii a to z tyłu na łydki padało, później na uda.. i chodziłam z takimi śladami. 
Po jednym dniu znikały.. :-( 
smutne :-) ale tak to już ze mną jest ;-) 
Ostatnio myślałam, jakby to było stanąć po drugiej stronie bata :-) irracjonalne, ale :-) złożyłam skakankę na pół. I już kombinowałam, na kim można byłoby użyć, jak, czy by mi się spodobało.. :-) 
Ale odsunęłam te myśl od siebie. 
Na razie wolę być po tej właściwej, ULUBIONEJ stronie bata :-) 
Na wszystko przyjdzie czas i miejsce…

Kolejny raz nie wiem, kiedy napiszę ;-) 
może za kilka dni, może kilka tygodni :-) a może zaraz ;-) 
Jedno wiem na pewno.
NAPISZĘ.

 

 


Ah, te szybkie numerki *rozmarzona*… ;-)

 

 

Su Anusz.

Myśli niezwiązane

Standardowy

To taki wpis z początku maja. Jakoś nie mogłam sie zebrać, żeby go wrzucić…

 

Na początku chciałam napisać, że komentarze w najbliższym czasie ogarnę. Na spokojnie wszystko się ułoży… :-) Bo komentarze to takie bardziej złożone działania.. :-)

 W piątek zrzuciłam juz swoja maskę obojętności, i zaczęły się niecne poczynania.
Podchody robiłam, sugerowałam rózne rzeczy, i niby przypadkiem zabralam Czarnego Przyjaciela pod poduszkę, żeby sprawdzic czy słychać jego wibracje, i PRZYPADKIEM zostawiłam go pod poduszką..
Cóż.. za dużo tych przypadków :-)
Pan mimo wszystko pozwolił na te 10 orgazmów (maksymalnie) a ja miałam mieszane uczucia.
Ale tak bez Pana używać Czarnego Przyjaciela? No jak to tak?Jednak zwierzęce instynkty wzięły górę nad postanowieniami i jak już późny wieczór nadszedł, zaczęłam się bawić…

 Na 10 orgazmach nie stanęło, ostatni był podwójny. Wyszło 11. Obiecałam że 10 będzie.
Mogłabym tak dalej, ale jak 10 to 10, a tu już 11..
Taak, tym razem czułam, że te 10 to taka dobra rozgrzewka.
Mimo wszystko nic więcej. Nic. Nienie nie ma mowy!
Nie mogłam się rano dobudzić, następnego dnia. Pan dobrze wiedział że to po tych nocnych ekscesach i tylko sie śmiał. No lubię pospać, ok, ale no hmm.. wybitne problemy mam po.. aktywnych nocach..

 

Ciąg dalszy huśtawki emocjonalnej. 
Jeszcze wszystko dwa razy nasilone. Cóż, miesięczna tradycja…
I jeszcze coś. 
Coś bardzo ważnego. 
Jest zawsze. Czasem czuć Ją bardziej, czasem tylko delikatnie. Czasem zaciska się wokół człowieka niczym wypielęgnowane, smukłe dłonie zakończone krwistoczerwonymi szponami na gardle. 
Czasem wywołuje delikatny uśmiech na ustach. 
Zresztą, czy Tęsknota może wywoływać uśmiech na ustach?
Mimo szczerych chęci, mimo że starałam się dostrzec coś pozytywnego w Niej. Nie potrafiłam. 
Bezbrzeżny smutek, permanentny żal. Ale nie uśmiech. Chyba że gorzki albo przez łzy.
Mój Pan kiedyś powiedział, że to dobrze że tęsknię. Wywnioskowałam po dalszych słowach, że raczej uważa tęsknotę za coś pozytywnego. 
Wtedy powstrzymałam się przed powiedzeniem, że nie ma miejsca na pozytywne emocje w Tęsknocie. 
Niepojęte było dla mnie uważać, że Tęsknota jest ok, jest fajna, przyjemna, tylko się cieszyć że sie ją czuje. 
Tęsknota może i sprawia, że te spotkania sa wyjątkowe i przepełnione magią. 
Może wyzwala w ludziach poczucie silnej miłości, wiąże mocniej i buduje pewność i zaufanie.
Ale Tęsknota boli. Boli niemal fizycznie. Doprowadza do obłędu. Nie potrafię tego wyjasnić.. czy to tylko moje spostrzeżenia, czy już tak po prostu w tym świecie jest. 
Staram się normalnie funkcjonować. „Nawroty” obłędu nachodza mnie w róznych momentach, ostatnio chyba w.. niedzielę. Spędziłam na strychu 20 minut nie mogąc sie uspokoić. To już wszystko było, i panika i złość i smutek, histeria, i pogodzenie się z losem.. 
Co tak naprawde myślę? 
Trudno powiedzieć. 
Będę żyła w takim stanie zawieszenia, taka neutralna aż do spotkania. 
Spotkanie przyniesie tak potrzebne ukojenie. Uspokoi. Nasyci barwami. Ustabilizuje moje rozszalałe myśli. Będzie terapią, w końcu wrócę do żywych, w końcu stanę się sobą. Nie cieniem. SOBĄ. 
Życie obiera rózne kierunki. 
To nie tylko ten jeden wyznaczony Cel, ale też rózne ścieżki, które do niego prowadzą. Różnie sie układa. I ja to rozumiem. 
Ha, kolejny raz rozumiem, ciekawe kiedy znowu to bedzie dla mnie niepojęte :-) 
Przepraszam, nie mogłam sobie odpuścić subtelnego sarkazmu.. :-) czasem mam cięty język. 
Wcześniej, przed tym jak poznałam mojego Pana to był mój jedyny sposób komunikacji. Moze nie jedyny, ale na każdym kroku wplatałam sarkazm. Niekoniecznie subtelny.. oh jaju, jaka ja byłam nietaktowna.. ale Pan powiedział, zakaz używania sarkazmu względem mnie, i sie skończył sarkazm. 
Czasem dam sie porwac swojej naturze i coś tam odburknę sarkastycznie. Ale staram sie żeby to nie było często.
Albo żeby to miało delikatny wydźwięk. Przynajmniej jeśli chodzi o rozmowy z Panem.
Jesli chodzi o całą resztę świata to hulaj dusza piekła nie ma, co pomyslą o moim sarkastycznym podejściu to mnie ryra.. 

Gdzieś, w jakiejś książce pokroju poradnik jak przeżyć seks nie z tej ziemi, czytałam ostatnio o reklamach z lekkim zabarwieniem BDSM. Typu wiązanie, kneblowanie itp.
Autorka napisała, że gdyby ta modelka znalazła się w takiej sytuacji realnie, gdzie jest skrępowana, to wcale nie patrzyłaby z półprzymkniętymi powiekami uwodząc cała sobą, tylko po prostu by się bała. Jednak to wiązanie pozbawia nas czegoś ważnego, to tak jakby tracić własną wolę. Mimo tego, że komunikat trafia do mięśni, nie mozna się ruszyć.
Kiedyś mi się tak nogi trzęsły, ale nie mogłam się ruszyć. Była taka sytuacja, że strasznie się bałam. Cała drżałam przy igłach.
Pierwszy raz z igłami, byłam związana i chyba nawet oczy miałam zasłonięte, ale nie jestem pewna.
I mimo że chciałam sie uspokoić, żeby Pan trafił tą igłą w pierś a nie w sutka, to za cholerę nie moglam opanowac drżenia całego ciała. Cała byłam napięta.
Calutka.
Aaa, pamiętam kiedy się tak bałam! Zielony Apartament :-) to juz chyba był początek Suczego.
Oj, wtedy to było.. do tej pory jak sobie przypominam to czuje, jak żołądek mi się ściska.Teraz wydaje mi się że to była chwila, ale wtedy, klęcząc przy łóżku, słysząc za sobą spokojny i nieprzejednany głos Pana, bojąc sie jak diabli, czas ciągnął sie jak ser na pizzy. Oh jeju, żołądek mi sie zwinął..

W każdym razie, jesli chodzi o książkę, zaśmiałam się, wyobrażając sobie modelkę która nagle znajduje się w takiej sytuacji, nie mając zielonego pojęcia o klimacie.
To zupełnie inaczej wygląda. Nie sztuka złapac w obiektywie aparatu kuszenie, uwodzenie czy grane pożądanie. Sztuką byłoby złapać uległość obrazującą się nie tylko w sposobie ułożenia ciała, ale w samym tylko spojrzeniu. Ten spokój i pewność mówiąca „Tak, jestem Twoja, nic i nikt tego nie zmieni, nigdy”

 

Przespałam się i… zawsze wszystko po czasie wyglada inaczej. Są inne odcz zaucia. Inne emocje.
Dziś obojętność z usmiechem. Nie łzami. 
No, były rano łzy ale to przez bajkę.. ooj tam, czasem troszeczke się uroni na wzruszającym filmie czy coś.. łza.. dwie.. no może całe morze..
Ale tak myślę.. może to wcale nie obojętność? Tylko rutyna? Może zaczynam się przyzwyczajać do takiego stanu? Mimo że ciągle wierze że jednak się zmieni wszystko, jednak znowu wróci do normy, ustabilizuje się na tyle, bym poczuła się bezpiecznie.. 
To może jednak powoli akceptuję tą dziwną sytuację? Gdzie życie kręci się wokół.. niczego tak na dobrą sprawę?
Życie, pozbawione rumieńcy, adrenaliny, strachu, nie prowadzące do gwiazd tylko trzymające ciągle przy ziemi. 
Jak już raz się spróbowało, tak łatwo się tego nie zapomni. 
Chce się więcej i więcej. Czasem tak łapczywie, tak zachłannie że az przyprawia to wszystko o wstyd. 
I to nie tak że nie ma o czym pisać. Zawsze jest temat. Zawsze. Zacięcie dziennikarskie sprzed kilku lat już ze mnie delikatnie wyparowało, ale wiem że mozna zrobić coś z niczego.

Poza tym, kreatywności teeeż mozna się nauczyć.. :-)

 

Nie mam pojęcia kiedy nastepny raz napiszę. Gdzie będę, co będe robić, jak to wszystko sie potoczy. Nie zostawię Suczego bez opieki. 
To taka moja świątynia, gdzie mogę zostawić swoje myśli, wyrzucić je z siebie, poukładac i wrócić do nich, spojrzec z perspektywy, powspominać…
A jak na mailu dostaje powiadomienia o komentarzach…

Tak mniej więcej wygląda moja reakcja na początku :-)

Tak jak po kilku sekundach ochłonę :-)

Kolejna faza mówiąca „Ale że na moim blogu? Takie rzeczy? Niemożliwe!”

A tu już kombinuję co odpisać w komentarzu, albo o czym będzie następny wpis… :-)

Mój Pan uprzedzał, że moje wpisy będą czytane, komentowane i że będe miała czytelników, ale ja w to nie do końca wierzyłam.. :-) 

Jeju, czemu ja nie wierzę! Już bede wierzyć :-) obiecuję… :-) 
Mimo wszystko, czuję się mile połechtana że jednak ktoś czyta Suczy :-) cała ja tutaj jestem zawarta :-) 
Kurczę, prawie jakbym dostała klapsa na rozgrzewkę :-)

 

 

 

Su Anusz. 

… I feel crazy…!

Standardowy

all night

Już tyle czasu minęło…

Czuję jak zimną falą oblewa mnie obojętność.
Zaskakujące są moje zmienne nastroje, raz jest to śmiech, niemal histeryczny a raz oklapnięcie i stan depresyjny.
Teraz faza obojętności.
Jest słońce, dobrze. Nie ma, wszystko mi jedno.
Nie chcę narzekać, naciskać, jęczeć, marudzić, ale..
Czasem to trudne. Nie pomaga już tłumaczenie, że cierpliwość zostanie kiedyś nagrodzona.
Kiedyś na pewno. Ale czy to będzie za tydzień, miesiąc, czy.. ha.. pół roku?
Kto to wie?
W tym tygodniu troche się zmieni. Wyjdę z tego piekła, w które się wpakowałam 3 miesiące temu.
Mam nadzieję że zacznie się coś dobrego. Lepszego. Nie liczę na jakiś raj. Ale do tego koszmaru, w którym spędziłam 3 miesiące nie wrócę.
Nie chodzi o moją relację z Panem. W tej kwestii nie ma piekła i liczę na to, że jednak jest ok w takim stopniu, że jak wykażę się odpowiednią dozą cierpliwości, to tak jak pisałam wcześniej. Zostanie ona nagrodzona.

Myślę, że to nie bedzie łatwe.
Myślę, że na dobry początek będzie potrzebna rozmowa. Jest jedna kwestia, która nie daje mi spokoju, kwestia do której się przyzwyczaiłam, a od stycznia jej nie ma.
Wykazałam się zdecydowaniem i.. poszło w nie tą stronę, którą bym chciała.
Czasem jest jakiś cień nadziei, ale już nie wstępuje we mnie taka euforia jak wcześniej. Bo po euforii przychodził smutek, czułam się delikatnie zawiedziona, bo to jednak nie było to.

Zawsze kiedyś wychodzi słońce.
Mocno w to wierzę.
Znowu potrzeba cierpliwości. I chęci. Pewności. No i oczywiście rozmowy.
Nie musze się do niej przygotowywać. Układać pięknych, poetyckich zdań, bo to, co najważniejsze mówi się prostym językiem, tak prosto z serca.
Piekne i poetyckie mogą być błagania, prośby albo przeprosiny.
To juz przy okazji mogę sobie ułożyć podczas jednej z podróży w tym tygodniu.
W każdym razie.. ta abstynencja.. czuję się jak taka roślinka wyschnięta. A ta obojętność to swoją drogą.
Czasem mam omamy, mam wrazenie że czuję zapach mojego Pana, czasem widze go w przypadkowych ludziach, po kilku mrugnięciach oczami okazuje się że to tylko wyobraźnia płata mi figle, kiedyś miałam wrażenie, ze słyszę Jego głos..

Jeśli chodzi o klimatyczne fantazje.. nic się nie zmieniło.

Czasem, po przebudzeniu jak się przeciągam, składam ręce ponad głową tak, jakbym szykowała się do wiązania. Krzyżuję w nadgarstkach i czuję jak moje ciało się napina.
Czasem opieram sie o ścianę czekając, aż zostanę do niej przyciśnięta bez możliwości ruchu.
A najczęsciej po prostu wyobrażam sobie, jak będzie wyglądało Nasze Pierwsze Spotkanie Po.
Zastanawiam się, co założę na siebie, czy sukienkę i szpilki, czy może odważe się na gorset i spódniczkę, a może coś grzecznego? Każdego dnia wymyślam inny zestaw… albo czym mogłabym zaskoczyć Pana, co bym mogła zrobić, albo co On mógłby mi zrobić, co by się mogło zdarzyć… i tak dalej, płynę w temacie…
Często zdarza mi się wspominać ostatnią Klimatyczną. Nie od razu wszystko, co sie działo. Tak etapami. Raz przypomnni mi się kuchnia i stół, przy którym siedziało tak duzo osób, tak często się wymieniali, że nie sposób ich zliczyć, innym razem przypominam sobie, jak byłam przywiązana do krzyża i nagle poczułam te milion dłoni, strach przed nieznanym, bo co się dzieje?
Ta ciekawość, te emocje, to wszystko wraca. Strach na przemian z podnieceniem.
Chociaż.. ostatnio częściej podniecenie.. ze względu na wizje tego, co mogłabym zrobić na spotkaniu..
W każdym razie!
Najważniejsza: CIERPLIWOŚĆ.

Bo tęsknię. Tęsknię bardzo. Im więcej myślę o tym spotkaniu, które przecież kiedyś się odbędzie, tym bardziej tęsknię. Miotam się w sobie, miotam się na łóżku, nie mogę miejsca sobie znaleźć.
No i te stany.
Czuję jak zimną falą oblewa mnie obojętność.
Zaskakujące są moje zmienne nastroje, raz jest to śmiech, niemal histeryczny a raz oklapnięcie i stan depresyjny…

Su Anusz.

 

Nieposkromiona.

Standardowy

No Pan wczoraj pozwolił. Na wiele.
Czego się nie spodziewałam.
Jestem wdzięczna. Potrzebowałam tego, Pan dobrze o tym wiedział i pozwolił!
a ja prawie zemdlałam z wrażenia!
Nie mogłam się doczekać, jak już na spokojnie położę się w łóżku!
Wyjątkowo wisienki poszły w ruch. Ale dały taki efekt.. że już mimo tego bólu przy zdejmowaniu musimy je wprowadzić NA STAŁE.
Do teraz zastanawia mnie jak to możliwe, ból ale przy zdejmowaniu jak ten ból wzrastał tak samo orgazm podnosił się wyżej i wyżej.
Jak to możliwe, że między bólem a rozkoszą jest taka subtelna granica?
Albo jak to możliwe, że ból podkręca podniecenie?
Samo myślenie o klapsach, pasie czy dyscyplinie, ostatnio nawet o trzcince (!) potrafi nakręcić..
W każdym razie.. 
Zaspokojona tak troszeczkę. Dla mnie dwa orgazmy to rozgrzewka. 
Ale na następne spotkanie będę dobrze przygotowana, bo teraz nie mogę zapomnieć o minionej nocy. 
bo wolałabym, żeby to PAN mnie dotykał, mój Pan, dotykać, pieprzyć, głaskać, lać i tak w kółko. No i przytulać. A ja bym Go miziała, głaskała, dotykała, całowała i te inne słodsze rzeczy, bo mój Pan zasługuje na wszystko, co Najlepsze. 

Tak jak w moich fantazjach…

 

 

Su Anusz. 

Chroniczny brak czasu.

Standardowy

Ostatnio tego czasu brak.
Nie do końca mi się to podoba, bo straciłam możliwość realizowania różnych rzeczy…
Rano wychodze, wieczorem przychodzę i jedyne na co starcza mi czasu to prysznic, coś przegryźć, plan i zdjęcia plus wpis, ale i to niecodziennie.
Jak to Pan powiedział, zaczęło się dorosłe życie.
Teraz zauważam jak lekko żyłam.
O ile wcześniej realizowałam swoje pomysły od razu tak teraz.. jeśli coś do głowy mi przyjdzie to zapisuję i zostawiam. Na lepsze czasy.
Nie chodzi o to że nie miałam pojęcia o życiu. Może tylko.. delikatnie inaczej to wszystko sobie wyobrażałam..
Zaniedbałam nawet Suczy, co w przeszłości było nie do pomyślenia.
Postaram się nieco częściej pisać. Nawet jeśli by to miało być jedno zdanie.
Ale generalnie nic się u mnie nie zmieniło.
Nadal pragnę, nadal marzę, nadal moja wyobraźnia przekracza wszelkie granice.
Jeszcze jestem „na głodzie”, także czasem natrętne myśli nie dają mi spokoju.
To nie jest źle że mam takie mysli, sma Pan tak mówi, że to nie źle że moje myśli poniecają i nie dają spokoju.
Czekam tylko, eh, czekam na to spełnienie. Na to ukojenie. Jak w końcu się spotkamy.
Jak już będzie tak ciepło, tak spokojnie i bezpiecznie, tak cudownie i wspaniale…
O niczym innym tak naprawde nie mysle jak o spotkaniu. To już jest niemal bolesne…
Palące pragnienie i to poczucie związanych rąk mimo szczerych chęci..
Ale należy okazać cierpliwość i czekać.
Ale jakie to będzie piękne, jak juz nadejdzie ten dzień, jak dzień wcześniej zaczne się szykować a kolejnego będe się ubierac z drżącymi nogami i sercem! I wnętrzem…
Już niemal czuje to podekscytowanie! To, jak się denerwuję i zastanawiam się, czy zdąże na czas! Czy nie połamię nóg w szpilkach! Czy spódniczka nie jest za krótka i nie wystaje koronka z pończoch!
Ojeju spokojnie…
To będzie piękne…!

Su Anusz.

PODRÓŻ W NIEZNANE – POWRÓT NA ZIEMIĘ

Standardowy

Przebierałam się.
Szybko mi poszło. Spakowałam resztę rzeczy. Ciągle po ustach błądził mi delikatny uśmiech.

Kolejna kartka ze wspomnieniami :-)
Poszłam do kuchni, do Pana, stanęłam obok Niego (robiłam to cały poprzedni wieczór, nie odklejałam sie od Pana ani na krok!) i już powoli wychodziliśmy.
Pożegnaliśmy się jeszcze z pozostałymi, Najwytrwalszymi :-)
I wyszliśmy.
Pan zajął się samochodem, bo to wtedy zimno strasznie było, a ja poszłam kilka kroków dalej do zamarzniętej kałuży.
Oczywiście tak tupałam, tak tupałam, że zrobiłam dziurę. Odeszłam stamtąd z miną „Ale to nie ja…” i Pan patrzył na mnie. I mówi, odeszłaś bez pytania, jednak trzeba ci przypomnieć kilka rzeczy. I się uśmiechnął! Lubię jak mówi takie straaaszne rzeczy i sie uśmiecha :-)
Byłam ostatnimi czasy niegrzeczna.. no oooj.. Pan mówi, że zapomniałam o kilku rzeczach i trzeba wprowadzić surowsza dyscyplinę..
Eh.. ale ja się poprawię.. naprawdę..
I trzeba było wracać. Na ziemię. Ale ja tego nie lubię. Masakra..
Tyłek czułam. Naprawdę czułam, śladów nie było, ale bolało jak siadałam. I jak leżałam. I jak chodziłam. Przez pierwsze dni, bo później bolało jak siedziałam.
I jeszcze tego samego dnia napisałam wpis na Nasz blog. Mimo wszystko wolę pisać z perspektywy czasu o różnych wydarzeniach.
Z drugiej strony jak pisze od razu to pisze z tymi emocjami, które mi aktualnie towarzyszą.
Ale jednak, po czasie lepiej mi pisać.

***
Kolejne dni nie bybły zbyt wesołe..głównie przez to moje idioctwo. W jedym momencie przestałam czuć złość, a poczułam wyrzuty sumienia. Było mi głupio, i ciągle mi tak jest. Po prostu byłam niesprawiedliwa.
Nie byłam nadąsana ani nawet fochnięta, tylko zła. Niepotrzebnie. Wyrzucałam sobie ciągle, jak mogłam sie tak zachować.. Coś mnie ugryzło i koniec. Nakręcałam się, poza tym moja wybujała wyobraźnia wcale nie pomagała…
Żałuję. Żałuję tego, co zrobiłam. Co powiedziałam. Czasu się nie da cofnąć, ani nie da się wymazać tego, co się zrobiło lub powiedziało. Ale jeśli miałabym taką możliwość, to naprawiłabym to, co zepsułam, dla jak najlepszego efektu włożyłabym w to całe swoje serce, poświęciłabym na to tyle czasu, ile trzeba i użyłabym wszystkich dostepnych środków.
Po prostu nie chciałam tak zmaścić no..
Eh.. mam nadzieję, taką cichą, że Pan da mi szansę, chociaż malutką, zeby to naprawić.. I pokazać, że naprawdę żałuję…

 ~*~*~

Mimo że minęło kilka miesięcy… bo aż 4. Nadal uważam, z tej dalszej perspektywy, że zachowałam się karygodnie. Trochę mi wstyd. No może nie troche tylko jednak bardzo. Obiecałam sobie. Że więcej tak się nie zachowam. Bo nie mam podstaw. Wszystko jest jasne i czyste. Nie ma powodu do takiego zachowania niegodnego Suki.
Powinnam mieć za to tyłek cały w pręgach.
I tak do cholery, jestem na siebie zła…

Podróż w nieznane zakończona…

Su Anusz.